28.5.40. Od dziś już na pewno nie będzie afiszy gazetowych2.
Połowa czołowej strony wczesnego wydania "Star"3 poświęcona
kapitulacji Belgii, druga połowa zawiera informacje, z których wynika,
że Belgowie się trzymają i że jest z nimi król. Zapewne rezultat
niedoboru papieru. Niemniej z ośmiu stronic tego wydania sześć
poświęconych jest gonitwom konnym.
Od wielu dni nie nadchodzą żadne istotne wiadomości i niemal nie sposób
wywnioskować, co się naprawdę dzieje. Oto cztery możliwe scenariusze
wydarzeń: 1) Francuzi mieli w rzeczywistości przeprowadzić kontratak z kierunku południowego; 2) chcieli tego dokonać, ale niemieckie naloty
uniemożliwiły im koncentrację sił; 3) dowództwo sił na północy uznało,
że stawianie oporu jest możliwe, toteż zadecydowano, że lepiej
powstrzymać się z kontratakiem do chwili, gdy niemieckie natarcie
osłabnie, lub też: 4) że położenie na północy jest właściwie
beznadziejne i znajdujące się tam jednostki mogą albo wywalczyć sobie
drogę odwrotu na południe, albo skapitulować, albo ulec całkowitemu
rozbiciu czy ewakuować się morzem, przypuszczalnie doznając przy tym
bardzo ciężkich strat. Obecnie prawdopodobna wydaje się tylko czwarta
możliwość. Francuskie komunikaty wojenne wspominają o ustabilizowaniu
się frontu na linii Sommy i Aisne, zupełnie tak, jakby siły, które
zostały odcięte na północy, w ogóle nie istniały. Choć brzmi to
okrutnie, mam nadzieję, że BEF4 raczej pozwoli się rozsiekać, niż
ulegnie nieprzyjacielowi.
Ludzie rozmawiają o wojnie więcej niż dotąd, ale tylko trochę więcej.
Tak jak zwykle, i tak jak poprzednio, nie słyszy się żadnych komentarzy
na ten temat w pubach itp. Ostatniego wieczora poszedłem z E.5 do
pubu, żeby wysłuchać dziennika informacyjnego nadawanego o 21.00.
Barmanka jednak włączyła radio dopiero na naszą prośbę i, jak mi się
wydawało, żaden z klientów nie słuchał wiadomości.
29.5.40. Obecnie najważniejsze informacje człowiek musi dedukować na
podstawie napomknień, półsłówek i aluzji. Główną sensacją wczorajszego
wieczoru było to, że dziennik informacyjny o 21.00 poprzedzono
pokrzepiającym wystąpieniem (całkiem niezłym)
Duffa-Coopera6, po to, aby posłodzić gorzką pigułkę, a także istotne było to, że Churchill zapowiedział w swoim przemówieniu,
iż przedstawi obraz sytuacji na początku przyszłego tygodnia i że Izba
Gmin powinna się przygotować na "mroczne i tragiczne wiadomości". Znaczy
to zapewne, że mogą spróbować dokonać odwrotu, jednakże czy owe "mroczne
wiadomości" mają oznaczać ogromne straty w ludziach, kapitulację części
BEF, czy też coś innego - tego nie wie nikt. Słuchałem wiadomości w antrakcie może nieco przeintelektualizowanej sztuki w Torch Theatre.
Obecni tam słuchali znacznie bardziej uważnie, niż gdyby się to działo w pubie.
E. mówi, że pracownicy w Wydziale Cenzury, gdzie jest zatrudniona,
odkładają osobno wszystkie "czerwone" gazety, przy czym zaliczają
"Tribune"7 do tej samej dokładnie kategorii, co "Daily
Workera"8. Ostatnio, gdy wydano zakaz wysyłania za granicę tego
ostatniego oraz "Action"9, jeden z kolegów zapytał ją: "Czy zna
pani tę gazetę, "Daily Worker and Action"?".
Najnowsze plotki: że Beaverbrook10, odkąd objął swoje
stanowisko, doprowadził do wyprodukowania 2000 dodatkowych samolotów,
likwidując "wąskie gardła" w fabrykach. Że naloty, być może na Londyn,
mają się rozpocząć za dwa dni. Że Hitler zamierza użyć do inwazji na
Anglię tysięcy szybkich łodzi motorowych, zdolnych przebyć bez szwanku
zapory minowe. Że dotkliwie brakuje nam karabinów (to ostatnie słyszałem
z kilku źródeł). Że morale zwykłych niemieckich piechociarzy jest
żałośnie niskie. Że podczas operacji norweskiej Ministerstwo Wojny było
tak źle poinformowane, że nie wiedziało nawet, iż noce w Norwegii są
krótkie; uznało, że jednostki, które musiały w końcu wyokrętować się w pełnym słońcu, dokonają tego pod osłoną ciemności.
30.5.40. BEF wycofuje się w kierunku Dunkierki. Trudno wywnioskować nie
tylko, ilu żołnierzy może się wydostać z okrążenia, lecz nawet, ilu ich
tam jest. Ostatniego wieczoru radiowa wypowiedź jakiegoś pułkownika,
który powrócił z Belgii; niestety, nie udało mi się jej wysłuchać,
jednak z relacji E. wynika, że oficer ów wtrącił kilka uwag mających dać
słuchaczom do zrozumienia, że nasze siły zostały wydane na pastwę
przeciwnika, przez: a) Francuzów (bo nie przeprowadzili kontrataku) oraz
b) przez nasze władze wojskowe, które niedostatecznie je wyposażyły.
Nigdzie w prasie ani słowa o zarzutach przeciw Francuzom; dwa dni temu
Duff-Cooper wyraźnie ostrzegał przed tym w swoim wieczornym wystąpieniu.
[...] Z dzisiejszej mapy sytuacyjnej wynika, że francuski kontyngent w Belgii poświęca się dla BEF, umożliwiając mu ewakuację.
Borkenau11 oświadczył, że Anglia jest zdecydowanie w pierwszej
fazie rewolucji. Komentując tę wypowiedź, Connolly12
powiedział, że niedawno przypłynął z północnej Francji statek z uchodźcami; była tam też grupa zwykłych pasażerów. Uchodźcy to w większości dzieci w straszliwym stanie, gdyż podczas rejsu statek został
ostrzelany z broni maszynowej itd., itd. Wśród pasażerów była lady
____13, która wcześniej próbowała wepchnąć się na czoło kolejki
oczekujących na zaokrętowanie, a gdy zwrócono jej uwagę, prychnęła z oburzeniem: "Czy wiecie, kim ja jestem?". "Nic mnie to nie obchodzi, ty
pieprzona suko. Do kolejki!" - odpowiedział steward. Ciekawe, jeżeli
prawdziwe.
Nadal żadnych oznak jakiegokolwiek zainteresowania wojną. A jednak
sprawa wyborów uzupełniających, reakcje na wezwania do ludności itd.
pokazują prawdziwe nastroje. Pozornie ludzie nie mogą pojąć tego, że
grozi im niebezpieczeństwo, gdy uzasadnione są przypuszczenia, iż
inwazja na Wyspy może nastąpić w ciągu kilku dni, o czym piszą wszystkie
gazety. Ludzie zaczną to rozumieć dopiero wtedy, kiedy spadną bomby.
Connolly twierdzi, że wybuchnie wówczas panika, z czym się jednak nie
zgadzam.
31.5.40. Wieczorem w teatrze na sztuce Denisa Ogdena The Peaceful Inn.
Beznadziejna ramota. Jednak, co ciekawe, choć rzecz dzieje się w roku
1940, utwór nie zawiera żadnych, pośrednich czy bezpośrednich, odniesień
do wojny.
Osobliwe, jak niewielu mężczyzn - nawet obecnie - powołano do służby
wojskowej. Na ulicy z reguły trudno dostrzec mundur. [...] W wielu
punktach strategicznych, na przykład obok posągu Karola I na Trafalgar
Square, ustawiane są zapory z drutu kolczastego. [...] Pogłoskę o braku
karabinów słychać z tak wielu źródeł, że musi być prawdziwa.
1.6.40. Wieczorem na dworcach Waterloo i Victoria, żeby zobaczyć, czy
nie uda się czegoś dowiedzieć o [Ericu]14. Oczywiście okazało
się to zupełnie niemożliwe. Osobom repatriowanym zakazano rozmawiać z cywilami, w każdym razie są one jak najszybciej wywożone z dworców.
Widziałem właściwie bardzo niewielu żołnierzy brytyjskich, to jest z BEF, ale znaczną liczbę uchodźców belgijskich i francuskich, kilku
żołnierzy obu tych narodowości, kilkunastu marynarzy, w tym niektórych z marynarki wojennej. Uchodźcy wyglądali w większości na osoby przeciętne,
w typie "sklepikarz-urzędnik", i byli w całkiem dobrej formie; mieli ze
sobą nieco rzeczy osobistych. Jakaś rodzina taszczyła wielką klatkę z papugą. Jedna z kobiet płakała albo była bliska płaczu, jednak większość
została po prostu oszołomiona ciżbą ludzką i zupełnie obcym otoczeniem.
Przy dworcu Victoria zebrał się wcale liczny tłum, który musieli
odpychać policjanci, żeby umożliwić uchodźcom oraz innym ludziom wyjście
na ulicę. Uchodźców witano ciszą, natomiast wszyscy marynarze, z różnych
służb, wznosili entuzjastyczne okrzyki. Jakiś oficer marynarki wojennej
w mundurze ze śladami długotrwałego pobytu w wodzie, mający na sobie
fragmenty oporządzenia żołnierza piechoty, w hełmie, pobiegł do
autobusu, uśmiechając się i salutując na wszystkie strony, podczas gdy
kobiety krzyczały do niego i poklepywały go po ramionach.
Widziałem, jak przez dworzec maszeruje kompania piechoty morskiej,
zmierzająca do pociągu w kierunku Chatham. Zdumiała mnie ich muskularna
budowa ciała i wspaniała żołnierska postura, łoskot butów, znakomita
postawa oficerów; to wszystko przypomniało mi rok 1914, kiedy to każdy
żołnierz wydawał mi się olbrzymem.
Dzisiejsze poranne gazety piszą rozmaicie, że albo cztery piąte, albo
trzy czwarte BEF zostały już ewakuowane. Na fotografiach, prawdopodobnie
wyselekcjonowanych lub fałszywych, widać, że żołnierze są w dobrej
formie, a ich sprzęt wygląda na raczej nietknięty.
2.6.40. Nie sposób określić, ilu żołnierzy z BEF zostało ewakuowanych na
Wyspy, jednak z informacji podawanych przez rozmaite gazety wynika, że
około 150 000 oraz że na terytorium Belgii przegrupowano na początku
około 300 000. Ani słowa o tym, ilu było wraz z nimi Francuzów. Kilka
gazet zdaje się sugerować, że Dunkierka będzie mimo wszystko utrzymana,
nie zaś ewakuowana w całości. Wydaje się to jednak nierealne, chyba że
wydzieli się znaczną liczbę samolotów do działań wyłącznie nad tym
obszarem. Jeśli jednak naprawdę ewakuowano 150 000 ludzi, będzie
prawdopodobnie możliwa dalsza ewakuacja jeszcze większych mas ludzkich.
Przystąpienie Włoch do wojny przewidywane jest w każdym czasie po
czwartym lipca; zapewne jako pretekst posłuży jakaś propozycja pokojowa.
[...] Panuje ogólne przekonanie, że nastąpi próba inwazji na Wyspy, być
może będzie to jednak tylko niemiecka akcja dywersyjna, podczas gdy
Berlin i Rzym podejmą działania, żeby dorżnąć Francję. [...]
Najwyraźniej wiele osób, w tym de Valera15, wierzy, że Irlandia
zostanie zajęta. O takim scenariuszu wspomina się dopiero od kilku dni,
choć był on oczywisty od samego początku.
Niedzielny tłum, jak zwykle przemieszczający się we wszystkich
kierunkach, wózki dziecięce, członkowie klubów cyklistów na rowerach,
grupy młodych mężczyzn sterczących na rogach ulic, a jednocześnie twarze
tych ludzi wcale niewyrażające świadomości tego, że najprawdopodobniej
za kilka tygodni nastąpi niemiecka inwazja; z ich rozmów, które
słyszałem, też to nie wynika. A przecież stoi to jak byk we wszystkich
niedzielnych wydaniach gazet. Reakcja na ponawiane wezwania do ewakuacji
z Londynu dzieci też jest nikła. Najwyraźniej ludzie rozumują tak:
"Naloty ostatnim razem nie nastąpiły, więc nie nastąpią także teraz".
Jednak gdy przyjdzie czas, wszyscy ci ludzie będą zachowywać się
dzielnie, pod warunkiem że otrzymają instrukcje, jak postępować.
A oto ogólna analiza reklam w dzisiejszym wydaniu "Peo-ple"16.
Gazeta ma 12 stron17, czyli 84 kolumny. Z tego około 26 i pół
kolumny (ponad jedną czwartą objętości) przeznaczono na reklamy. Można
tu wyróżnić następujące grupy:
Artykuły żywnościowe: 5 i 3/4 kolumny.
Leki patentowane: 9 i 1/3 kolumny.
Wyroby tytoniowe: 1 kolumna.
Gry liczbowe: 2 i 1/3 kolumny.
Odzież: 1 i 1/2 kolumny.
Różne: 6 i 3/4 kolumny.
Z dziewięciu reklam artykułów żywnościowych sześć dotyczy zbędnych
produktów luksusowych. Z dwudziestu dziewięciu reklam leków
dziewiętnaście dotyczy specyfików oszukańczych (środek na porost włosów
itd.), mniej lub bardziej szkodliwych (Kruschen Salts, Bile
Beans18 itd.), albo mających charakter szantażu ("Żołądek twojego
dziecka potrzebuje magnezji"). W wypadku kilku leków zastosowałem sądowy
przywilej tłumaczenia wątpliwości na korzyść oskarżonego. Z czternastu
reklam, należących do grupy "Różne", cztery dotyczą mydła, jedna
kosmetyków, jedna ośrodka wypoczynkowego, dwie zaś to anonse rządowe, w tym jeden o dużej powierzchni na temat powszechnych wkładów
oszczędnościowych. Spośród wszystkich reklam tylko w trzech wykorzystano
to, że trwa wojna.
3.6.40. Zdanie z listu lady Orford19 do redakcji "Daily
Telegraph", dotyczącego gospodarki wojennej: "Ponieważ większość
londyńskich domów została opuszczona, nieczęsto podejmuje się gości.
[...] W każdym razie większość osób musi rozstać się ze swoimi
kucharzami i mieszkać w hotelach".
Nie, tych ludzi nic i nikt nie nauczy, że istnieje pozostałe 99 procent
narodu.
6.6.40. Borkenau i ja uważaliśmy, że celem następnego niemieckiego ataku
będzie Francja, nie Anglia, i jak dowodzą wydarzenia, mieliśmy rację.
Borkenau twierdzi, że wydarzenia pod Dunkierką dobitnie i niezaprzeczalnie dowodzą, iż samoloty nie mogą zniszczyć okrętów
wojennych, jeśli te współdziałają z własnym lotnictwem. Jak podano, w trakcie ewakuacji blisko 350 000 ludzi utracono 6 niszczycieli oraz 25
innych jednostek pływających. Liczba ewakuowanych jest zapewne prawdziwa
i gdyby nawet podwoić straty w okrętach i statkach20, nie
byłyby one aż tak dotkliwe, wziąwszy pod uwagę rozmiary operacji oraz
to, że lotnictwo miało jak najkorzystniejsze warunki do działania.
Borkenau sądzi, że Hitler zamierza pobić Francję i zażąda, w ramach
układu pokojowego, francuskich okrętów wojennych.
Wówczas inwazja na Wielką Brytanię siłami przerzuconymi drogą morską
byłaby zapewne możliwa.
Wielka reklama na burcie autobusu: "Pierwsza pomoc podczas wojny. Daje
zdrowie, siłę i hart ducha. Guma do żucia Wrigleya".
7.6.40. Choć afisze gazetowe zostały wycofane21, bardzo często
widuje się, jak ten i ów sprzedawca prasy wystawia je. Najwidoczniej
stare afisze przeznaczane są do ponownego użytku, natomiast te z napisami w rodzaju "Naloty RAF-u na Niemcy" czy "Ogromne niemieckie
straty" są zawsze na czasie.
8.6.40. Wśród straszliwych i okrutnych działań wojennych, w których, jak
przypuszczam, giną codziennie tysiące ludzi, człowiekowi wydaje się, że
nie napływają żadne nowe wiadomości. Wieczorne wydania gazet piszą o tym
samym, co poranne, poranne podają to samo, co te z poprzedniego
wieczoru, a radio powtarza to, co napisano w gazetach. Jeśli jednak
chodzi o prawdziwość informacji, to zapewne jest więcej cenzury niż
zwykłego kłamstwa. Borkenau uważa, że dzięki radiu otrzymujemy
stosunkowo prawdziwy obraz wojny oraz że, jak dotychczas, jedynym grubym
fałszem były niemieckie informacje dotyczące rzekomego zatopienia
naszych okrętów. Te doniesienia były bezsprzecznie wyssane z palca.
Ostatnio jedna z wieczornych gazet, która je odnotowała, zauważyła, że
przez mniej więcej 10 dni Niemcy mieli zatopić 25 pancerników, czyli o 10 więcej niż według liczb przez nas posiadanych.
Ostatnio Stephen Spender tak mi powiedział: "Czy nie uważasz, że w ciągu
ostatnich dziesięciu lat za każdym razem udawało ci się przewidzieć bieg
wypadków trafniej niż, powiedzmy, rządowi?". Musiałem się z nim zgodzić.
Częściowo wchodzi tutaj w rachubę to, że człowiek nie jest zaślepiony
interesem klasowym itd.; przykładowo, każdy, kto nie był zainteresowany
sprawą finansowo, mógł natychmiast dostrzec strategiczne zagrożenie
wynikające dla Anglii z faktu pozwolenia Niemcom i Włochom na
podporządkowanie sobie Hiszpanii, podczas gdy większość prawicowców,
nawet zawodowych żołnierzy, nie mogła pojąć faktu tak oczywistego. Jeśli
jednak ludzie tacy jak my lepiej rozumieją sytuację od tak zwanych
ekspertów, to nie tyle mają zdolność przewidywania konkretnych wydarzeń,
ile dar pojmowania tego, w jakim świecie żyjemy. W każdym razie ja sam
od 1931 roku wiedziałem (Spender twierdzi, że wiedział to od roku 1929),
że czeka nas nieuchronnie tragiczna przyszłość. Nie potrafiłem dokładnie
przewidzieć, czym zaowocują wojny i rewolucje, nigdy mnie one jednak nie
zaskoczyły. Poczynając od roku 1934, wiedziałem, że wojna
brytyjsko-niemiecka jest nieunikniona, natomiast od roku 1936 miałem już
całkowitą pewność, że wybuchnie. Czułem to trzewiami i paplanina
pacyfistów z jednej strony oraz z drugiej ludzi z Frontu Ludowego z ich
udawanym zaniepokojeniem, że Wielka Brytania prowadzi przygotowania do
wojny z Rosją, nigdy mnie nie zmyliły. Podobnie nigdy nie zaskoczyły
mnie takie okropności jak czystki sowieckie, ponieważ zawsze czułem, że
coś takiego - nie, nie że dokładnie akurat to, tylko coś mniej więcej w tym stylu - należy do bolszewickiej doktryny władzy. Miałem takie
uczucie, czytając ich literaturę.
[...] Któż by się spodziewał siedem lat temu, że Winston Churchill ma
przed sobą jakąś przyszłość polityczną? A przed rokiem Cripps22
był czarną owcą Partii Pracy, która usunęła go ze swoich szeregów, nie
chcąc nawet wysłuchać, co ma na swoją obronę. Skądinąd dla
konserwatystów był on niebezpiecznym komuchem. Teraz jest ambasadorem w Moskwie, a prasa Beaverbrooka przodowała w wezwaniach do jego nominacji.
Jeszcze nie można orzec, czy wybór był właściwy. Jeśli Rosjanie będą
skłonni zostać naszymi sojusznikami, to zapewne tak, jeśli jednak nadal
będą nam nieprzyjaźni, byłoby chyba lepiej wysłać tam kogoś, kto nie
jest admiratorem rosyjskiego reżimu.
10.6.40. Słyszałem dopiero co, choć nie ma nic o tym w gazetach, że
Włochy wypowiedziały nam wojnę... Siły alianckie wycofują się z Norwegii,
co tłumaczy się tym, że można będzie użyć ich gdzie indziej, a po
zajęciu Narwiku został on tak zniszczony, że Niemcy nie będą mieli z niego żadnego pożytku. Faktycznie jednak będą potrzebować go dopiero w zimie, ponadto i tak nie na wiele by im się on przydał, gdyby Norwegia
przestała być neutralna, zatem nie należy sądzić, by alianci mieli w Norwegii aż tyle wojska, żeby robiło to jakąkolwiek różnicę. Prawdziwym
powodem jest zapewne chęć uniknięcia utraty okrętów wojennych.
Tego popołudnia przypomniałem sobie ze wszystkimi szczegółami incydent z taksówkarzem, jaki miałem w Paryżu w roku 1936, i chciałem wspomnieć o nim na tych kartach. Jestem jednak pogrążony w tak głębokim smutku, że
po prostu nie umiem o tym napisać. Wszystko dookoła się rozpada. Aż mnie
odrzuca konieczność pisania recenzji książek itd. w obecnym czasie, a nawet odczuwam gniew i oburzenie, że wciąż się pozwala na takie
marnowanie czasu. Sobotnia rozmowa w Ministerstwie Wojny może przynieść
jakieś efekty pod warunkiem, że będę na tyle sprytny, aby zdołać oszukać
komisję lekarską. Gdybym włożył mundur, to podobnie jak w Hiszpanii nie
dbałbym o wydarzenia publiczne. Obecnie czuję się tak jak w roku 1936,
kiedy faszyści zbliżali się do Madrytu, tyle tylko, że znacznie gorzej.
Napiszę o tym taksówkarzu innym razem.
12.6.40. E. i ja poszliśmy ostatniego wieczoru do Soho, żeby zobaczyć,
czy - jak doniosły gazety - zniszczono jakieś włoskie sklepy itd.
Wydawało się, że prasa wyolbrzymiła fakty, a jednak widzieliśmy trzy
sklepy, w których powybijano szyby wystawowe. Większość właścicieli
pospiesznie nazwała swoje placówki "brytyjskimi". Gennari's, włoski
sklep spożywczy, został cały oklejony drukowanymi plakatami z napisem:
"Ta placówka jest wyłącznie brytyjska". Spaghetti House, sklep
specjalizujący się we włoskiej żywności, zmienił nazwę na British Food
Shop23. Inny sklep zmienił szyld na Szwajcarski, nawet francuska
restauracja przechrzciła się na "brytyjską". Ciekawe, że wszystkie te
plakaty z napisami musiano wydrukować wcześniej i przechowywać, gotowe
do użycia.
[...] Choć ataki na bezbronnych włoskich sklepikarzy są obrzydliwe, to
jednak samo zjawisko jest interesujące, ponieważ Anglicy, to znaczy ci z nich, którzy są pierwsi do rabowania sklepów, sami z siebie z reguły nie
wykazują żadnego zainteresowania polityką zagraniczną. Nie przypominam
sobie czegoś takiego podczas wojny abisyńskiej, no a wojna w Hiszpanii
też nie poruszyła szerokich rzesz ludzi. Tak samo jeszcze kilka miesięcy
temu nie było również wśród Anglików żadnych nastrojów antyniemieckich.
Nikczemne, podłe i wygłoszone z zimną krwią - i akurat teraz -
oświadczenie Mussoliniego o wypowiedzeniu wojny nie pozostawiło
obojętnymi nawet tych, którzy nie czytają gazet.
13.6.40. Wczoraj na zbiorowej naradzie LDV24, która odbyła się w sali plenarnej komitetu stadionu Lord's25 [...] Po raz ostatni
byłem na Lord's na meczu Eton-Harrow w 1921 roku. Wtedy uważałem, że
wejście do Pawilonu, jeśli się nie należało do MCC26, jest
równoznaczne z sikaniem na ołtarzu, po latach zaś miałem niejasne
uczucie, że postępek taki jest karalnym wykroczeniem.
Zauważyłem, że jeden z afiszy wzywających do wstępowania do
Pionierów27, ten ze stopą depczącą swastykę i z napisem
"Rozdepcz to", został ściągnięty z rządowego plakatu rozpowszechnianego
podczas hiszpańskiej wojny domowej; chodzi mi o pomysł. Oczywiście tutaj
zostało to zwulgaryzowane i stało się śmieszne, jednak już sam wygląd
plakatu dowodzi, że nasz rząd nabiera chęci, aby się uczyć.
Komunistyczny kandydat w wyborach uzupełniających w Bow28 otrzymał
około 500 głosów. Jest to nowy rekord w dół, choć Czarne
Koszule29 często dostawały jeszcze mniej (kiedyś nawet zaledwie
150). Intrygujące, ponieważ mandat z Bow należał do
Lansbury'ego30, toteż można by się spodziewać, że mieszka
tam wielu pacyfistów. Ogólnie jednak frekwencja była bardzo niska.
14.6.40. Niemcy są na pewno w Paryżu, jeden dzień wcześniej niż to
zaplanowali. Można przyjąć za pewnik, że Hitler pojedzie do Wersalu.
Mogliby chyba zaminować pałac i wysadzić w powietrze, gdy już się tam
znajdzie? Hiszpanie okupują Tanger, najwidoczniej po to, żeby udostępnić
go Włochom na bazę morską. Inwazja Maroka Hiszpańskiego z terytorium
Maroka Francuskiego byłaby prawdopodobnie obecnie przedsięwzięciem
nietrudnym do wykonania, a przeprowadzenie jej, ditto31 inne
hiszpańskie kolonie, i osadzenie Negrina32 albo kogoś podobnego
w charakterze szefa alternatywnego rządu byłoby potężnym ciosem
wymierzonym we Franco. Jednak nawet obecnemu rządowi brytyjskiemu coś
takiego przez myśl by nie przeszło. Tak, tak, człowiek już nawet nie
potrafi sobie wyobrazić, że rządy alianckie mogłyby wykazać się
inicjatywą.
Zawsze, ilekroć jestem na stacji metra, aż mdli mnie na widok reklam,
tych patrzących głupio twarzy i jaskrawych, bijących po oczach
kolorów33; trwa zaciekła walka o to, by skłonić ludzi do
marnowania pracy i surowców na konsumpcję niepotrzebnych artykułów
luksusowych oraz szkodliwych dla zdrowia specyfików. Ile śmiecia wywieje
u nas ta wojna, jeśli tylko wytrzymamy przez lato. Wojna jest po prostu
odwróceniem życia cywilizowanego, jej hasło to: "Zło będzie moim
dobrem"; jednak we współczesnym życiu tak wiele dobrego jest właściwie
złem, że można wątpić, czy w ostatecznym rozrachunku wojna istotnie
czyni szkody.
15.6.40. Dziś przyszło mi na myśl, że upadek Paryża oznacza też koniec
Albatross Library, jak przypuszczam, nawet na pewno34. Jeśli tak,
no to jestem 30 funtów do tyłu. Wprost nie do wiary, że w dzisiejszych
czasach ludzie przywiązują jeszcze wagę do takich spraw jak umowy
długoterminowe, papiery wartościowe, polisy ubezpieczeniowe itd.
Rozsądniej byłoby obecnie pożyczać gotówkę, skąd tylko można, i kupować
przedmioty trwałego użytku. Bardzo niedawno E. dowiadywała się o warunki
zakupu na raty maszyny do szycia; powiedziano jej, że podpisali już
wstępne umowy na dwa i pół roku.
P.W.35 mówi, że Unity Mitford36, oprócz tego, że próbowała
w Niemczech się zabić, jest w ciąży. Słysząc to, pewien człowieczek o pomarszczonej twarzy, którego nazwisko uleciało mi z pamięci,
wykrzyknął: "Führer nie zrobiłby czegoś takiego!".
16.6.40. Poranne gazety dają dość niedwuznacznie do zrozumienia, że USA,
przynajmniej do najbliższych wyborów prezydenckich, pozostaną bezczynne,
to jest nie wypowiedzą wojny Niemcom, co w gruncie rzeczy jest w tej
chwili sprawą najwyższej wagi. Dopóki USA nie zaangażują się w wojnę,
dopóty nie będzie odpowiedniej kontroli nad biznesem czy też nad siłą
roboczą w celu przyspieszenia produkcji broni i amunicji. W czasie
poprzedniej wojny działo się tak nawet wtedy, gdy Ameryka włączyła się
do działań.
Nawet teraz nie sposób przewidzieć, jak należałoby postępować w wypadku
niemieckiej inwazji na Wyspy. Ja sam nie zrobię jednego, mianowicie nie
wyniosę się stąd, a jeśli już, to nie dalej niż do Irlandii, pod
warunkiem, że będzie to możliwe. Jeśli ocalimy flotę wojenną i jeśli, a wszystko na to wskazuje, wojna będzie prowadzona z Ameryki i z naszych
dominiów, należy za wszelką cenę pozostać przy życiu, bodaj nawet w obozie koncentracyjnym. Jeśli Stany Zjednoczone także ugną się przed
agresją, to trudno, pozostanie tylko umierać z bronią w ręku, ale
najważniejsze to umrzeć, walcząc, i mieć satysfakcję, że przed śmiercią
zabiło się wroga.
Rozmawiając wczoraj z M.37, jednym z członków mojej sekcji LDV,
żydowskiego pochodzenia, zauważyłem, że jeśli obecny kryzys się skończy,
w Partii Konserwatywnej nastąpi bunt przeciw Churchillowi; pojawią się
też próby dalszego przymusowego obniżenia płac itd. Odparł, że w takim
razie wybuchnie rewolucja, "przynajmniej mam taką nadzieję". M. jest
przedsiębiorcą i, jak przypuszczam, powodzi mu się całkiem nieźle.
17.6.40. Francuzi skapitulowali. Było to do przewidzenia od chwili
nadania komunikatu radiowego ostatniej nocy i faktycznie powinno być do
przewidzenia, odkąd nie zdołali obronić Paryża, jedynego miejsca, w jakim mogliby jeszcze zatrzymać niemieckie czołgi. Ze strategicznego
punktu widzenia wszystko zależy teraz od francuskiej floty wojennej, o której jak dotychczas nie ma żadnych informacji. [...] Dziś wszędzie
duże emocje i rozgorączkowanie po kapitulacji Francji, wciąż słychać
rozmowy. Najczęściej powtarza się: "My, dzięki Bogu, mamy flotę".
Szkocki szeregowiec z odznaczeniami za ostatnią wojnę, mocno pod gazem,
wygłaszał w wagonie metra patriotyczne przemówienie; pasażerowie
słuchali go raczej z sympatią. Ogromny popyt na wieczorne wydania gazet,
tak że zdołałem kupić egzemplarz dopiero za czwartym podejściem.
Obecnie, ilekroć piszę recenzję, siadam od razu do maszyny. Wcześniej, a dokładnie sześć miesięcy temu, nie stosowałem tej praktyki i byłem
przekonany, że nie potrafiłbym tak pracować. Dosłownie wszystko, co
wyszło spod mojego pióra, przepisywałem ręcznie co najmniej dwukrotnie,
każdą zaś z moich książek - trzykrotnie; pojedyncze fragmenty nawet pięć
lub dziesięć razy. Nie, wcale nie pisze mi się teraz łatwiej, tylko po
prostu machnąłem ręką; grunt, żeby to, co napiszę, zostało przyjęte i przyniosło mi trochę grosza. To obniżenie poziomu jest bezpośrednim
skutkiem wojny.
Duży tłum w Canada House38, dokąd poszedłem, żeby się dowiedzieć o pewne sprawy, ponieważ G.39 rozważa wysłanie dziecka do Kanady.
Wyjąwszy matki, każdy pomiędzy szesnastym a sześćdziesiątym rokiem życia
został objęty zakazem wyjazdu, najwyraźniej władze obawiają się fali
uchodźców.
20.6.40. Poszedłem do redakcji ["New Statesman"40], żeby się
dowiedzieć, jaki mają stosunek do kwestii obrony cywilnej. C.41,
który faktycznie jest tam teraz grubą rybą, był raczej przeciwny hasłu
"uzbroić naród"; jak powiedział, możliwe zagrożenia przewyższają
ewentualne korzyści. Jeśli niemieckie siły inwazyjne napotkają
uzbrojonych cywilów, mogą dopuszczać się okrucieństw, to zaś spowoduje,
że ludzie zostaną do cna zastraszeni i wszyscy będą chcieli się poddać.
Dorzucił, że niebezpiecznie jest liczyć na to, że zwykli obywatele
wykażą odwagę, opowiedział o zamieszkach w Glasgow, podczas których
przez miasto przejechał czołg, a wtedy wszyscy ich uczestnicy wzięli
nogi za pas jak ostatni tchórze. Jednak stało się tak dlatego, że w rozruchach wewnętrznych biorą udział ludzie świadomi tego, że łatwo
można ich namierzyć i wsadzić do paki. [...] C. powiedział, że
Churchill, choć do pewnego stopnia nawet dobry człowiek, nie jest zdolny
do uczynienia niezbędnego kroku i przekształcenia obecnej wojny w wojnę
rewolucyjną, dlatego też chroni Chamberlaina i spółkę oraz nie chce
wezwać całego narodu do walki. Oczywiście, nie wydaje mi się, żeby
Churchill postrzegał sytuację w takich barwach, jak my, ale nie sądzę,
iżby wzdragał się przed każdym posunięciem (na przykład wyrównanie
dochodów ludności, przyznanie niepodległości Indiom), które uzna za
niezbędne do wygrania tej wojny. Rzecz jasna, jest możliwe, że
dzisiejsze tajne posiedzenie może dać efekt w postaci wysadzenia
Chamberlaina z siodła raz na zawsze. Zapytałem, jakie są na to szanse, i usłyszałem, że żadne. Pamiętam jednak, że w dniu, kiedy rozpoczęła się
ewakuacja Namsos42, zapytałem Bevana i Straussa43,
którzy wyszli właśnie z sali posiedzeń Izby Gmin, jakie są szanse na to,
żeby pozbyć się Chamberlaina; wtedy także usłyszałem, że żadne. A jednak
po tygodniu, czy coś koło tego, powołano nowy rząd44.
Przeświadczenie o zdradzie w najwyższym dowództwie jest obecnie szeroko
rozpowszechnione, co wystarczy, żeby stało się groźne. [...] Osobiście
uważam, że jeśli mamy do czynienia ze świadomą zdradą, to tylko wśród
profaszystowskiej części arystokracji i być może w dowództwie sił
lądowych. Oczywiście nieświadomy sabotaż i głupota, które wpędziły nas w obecne położenie, to już zupełnie inna para kaloszy. R.H. 45
powiada, że ewakuowani spod Dunkierki szeregowi żołnierze, z którymi
rozmawiał, jak jeden mąż narzekali na postępowanie swoich oficerów,
twierdząc, że tamci uciekali samochodami i pozostawiali ich na pastwę
losu itd., itd. No, ale takie rzeczy zawsze się słyszy po klęsce i mogą
one, ale nie muszą, być prawdziwe. Można by to zweryfikować, analizując
listę ofiar, gdy (i jeśli) zostanie opublikowana w całości. Nie jest
jednak źle, kiedy mówi się głośno o podobnych sprawach, pod warunkiem
wszakże, że nie wywołuje to nagłej paniki, albowiem trzeba za wszelką
cenę nadać temu wszystkiemu, co się dzieje, nowy wymiar klasowy. W armii
nowego typu kadrę oficerską muszą tworzyć w większości ludzie z klasy
średniej; tak było na przykład w milicjach hiszpańskich, pozostaje
jednak kwestia "odblimpowania"46. To samo dotyczy LDV. W razie pilnej konieczności "odblimpujemy" te siły, jeśli będzie na to
czas, a czas jest dziś czynnikiem najważniejszym.
Wczoraj przyszła mi do głowy pewna myśl: jak to jest, że w Anglii, która
posiada jedną z najmniej licznych armii lądowych na świecie, jest tylu
pułkowników w stanie spoczynku?
Zauważyłem, że wszyscy "lewicowi" intelektualiści, których spotykam,
mówią, że jeżeli wkroczą tu Niemcy, zadadzą sobie trud rozstrzelania
osób takich, jak my i będą mieli przygotowane obszerne wykazy jednostek
niepożądanych. C.47 twierdzi, że trwają zabiegi, żeby doprowadzić do
zniszczenia naszych policyjnych teczek (niewątpliwie każdy z nas ją
posiada) w Scotland Yardzie. Dobre sobie! Przecież policja przejdzie na
stronę Niemców, gdy tylko się okaże, że zwyciężyli. Cóż, jeśli
wytrzymamy jeszcze kilka miesięcy, za rok czerwona milicja będzie
kwaterować w "Ritzu", lecz nie będę zbytnio zdziwiony, gdy się okaże, że
na jej czele stoi Chamberlain albo Lloyd George.
Stale myślę o mojej wyspie na Hebrydach48, której chyba nigdy
nie będę miał ani nawet nie zobaczę. Compton Mackenzie powiada, że nawet
obecnie większość z tych wysp jest niezamieszkana (jest ich 500, z czego
w normalnych czasach zamieszkanych jest 10 procent); większość z nich
posiada źródła wody i nieco ziemi uprawnej, bo są tam kozy. Według R. H.
pewna kobieta, która wydzierżawiła jedną z wysp, chcąc uciec przed
nalotami, została pierwszą ofiarą ataku lotniczego w tej wojnie, bo nasz
samolot zrzucił tam omyłkowo bombę. Niezłe, jeżeli prawdziwe.
Pierwszy poważniejszy w skutkach nalot bombowy na Wielką Brytanię
przedostatniej nocy. Czternaście ofiar śmiertelnych, podobno strąconych
siedem niemieckich maszyn. W gazetach zdjęcia trzech wraków, możliwe
więc, że to prawda.
21.6.40. Żadnych istotnych wiadomości. We wczorajszej gazecie
przeczytałem, że Chiappe49 został wybrany na przewodniczącego
Rady Miejskiej Paryża, zapewne pod niemiecką presją. To tyle, jeśli
chodzi o przeświadczenie, że Hitler jest przyjacielem klasy robotniczej,
wrogiem plutokracji itd.
Wczoraj pierwsze ćwiczenia naszego plutonu LDV. To naprawdę wspaniali
ludzie, tylko trzech lub czterech (ogółem jest ich około
sześćdziesięciu) nie służyło nigdy w wojsku. Kilku oficerów, którzy
przyszli, jak myślę, po to, żeby z nas szydzić, było pod dużym
wrażeniem.
22.6.40. Jak dotąd żadnych istotnych wiadomości dotyczących warunków
kapitulacji Francji. Podobno są one aż "tak skomplikowane", że trzeba by
poświęcić im bardzo wiele miejsca. Jak sądzę, można się domyślić, co się
naprawdę dzieje: oto Niemcy z jednej strony, a Pétain50 i spółka
z drugiej; pozostali próbują wypracować jakąś formułę, która skłoni do
kapitulacji francuskich dowódców w koloniach oraz francuską marynarkę
wojenną. Realnie bowiem Hitler nie ma żadnego bezpośredniego wpływu na
ich postępowanie - tylko poprzez rząd francuski. [...] Uważam, że chyba
wszyscy zbytnio się pospieszyliśmy, uznając za pewnik to, że niebawem
nastąpi inwazja na Wyspy; rzeczywiście, tak powszechnie tego oczekiwano,
że nasuwał się niemal oczywisty wniosek, iż Niemcy nas nie zaatakują.
[...] Na miejscu Hitlera wkroczyłbym teraz do Hiszpanii, zajął
Gibraltar, a potem zagarnął Afrykę Północną i Egipt. Gdyby Wielka
Brytania rozporządzała płynną siłą w wysokości, powiedzmy, ćwierć
miliona żołnierzy, byłoby najrozsądniej przerzucić te oddziały do Maroka
Francuskiego, a potem nieoczekiwanie zająć Maroko Hiszpańskie i podnieść
tam flagę republiki. Z pozostałymi koloniami hiszpańskimi można by się
rozprawić szybko i bez problemów. Niestety, na to wszystko nie ma
żadnych szans.
Podobno komuniści powracają na pozycje antynazistowskie. Rano znalazłem
ulotkę, w której potępiono "zdradę" Francji przez Pétaina i spółkę, choć
jeszcze tydzień lub dwa temu owi autorzy ulotki byli niemal otwarcie
proniemieccy.
24.6.40. Niemieckie warunki kapitulacji niemal takie, jakich oczekiwano.
[...] Interesujące w tym wszystkim jest to, w jak ogromnej mierze ulega
erozji tradycyjny system wartości oparty na lojalności i honorze. To nie
kto inny, tylko Pétain, żeby było śmieszniej, ukuł powiedzenie: ils ne
passeront pas ("nie przejdą"), które tak długo pełniło funkcję sloganu
antyfaszystowskiego. Dwadzieścia lat temu każdy Francuz, który
podpisałby kapitulację na takich warunkach jak obecnie, musiałby być
albo skrajnym lewicowcem, albo skrajnym pacyfistą, a i to byłyby jeszcze
wątpliwości co do jego właściwego oblicza politycznego. Teraz ci, którzy
zmieniają strony podczas wojny, uchodzą za zawodowych patriotów. W oczach Pétaina, Lavala51, Flandina52 i spółki cała ta
wojna musiała wydawać się bratobójczą walką, podczas gdy rzeczywisty
wróg tylko czyha, żeby uderzyć. [...] Jest więc praktycznie pewne, że
wysoko postawione i wpływowe osobistości w Anglii przygotowują się do
podobnej zdrady, a chociaż na przykład _____ jest w _____, nie
ma pewności, że nie osiągną oni celu nawet bez inwazji na Anglię. Jedno
tylko cieszy w tym całym młynie, to mianowicie, że do głów tych na dole
zaczyna docierać, że Hitler to żaden obrońca ubogich. Ci, którzy chcą
wchodzić z nim w układy, to bankierzy, generałowie, biskupi, królowie,
wielcy przemysłowcy itd., itd. [...] Hitler stoi na czele potężnego
kontrnatarcia klasy kapitalistycznej, która przybiera kształt wielkiej
korporacji, tracąc w trakcie tego procesu niektóre swoje przywileje,
lecz zachowując władzę nad światem pracy. Gdy nadchodzi potrzeba
przeciwstawienia się takiemu uderzeniu, wtedy każdy, kto należy do klasy
kapitalistów, musi postępować jak zdrajca lub jak półzdrajca i raczej
przyjmie nawet najbardziej poniżające warunki, niż stanie do prawdziwej
walki. [...] Gdziekolwiek spojrzeć, czy to na szersze aspekty
strategiczne sprawy, czy to na bodaj najdrobniejsze szczegóły dotyczące
lokalnej samoobrony, widać, że każda rzeczywista walka oznacza
rewolucję. Churchill na pewno tego nie dostrzega ani nie zaakceptuje,
dlatego będzie musiał odejść. To jednak, czy zdąży odejść we właściwym
czasie, żeby uchronić Wielką Brytanię przed podbojem, zależy od tego,
jak szybko naród w całej masie udzieli poparcia najbardziej zasadniczym
sprawom. Obawiam się, że ludzie ruszą się dopiero wtedy, gdy będzie już
za późno.
Ze strategicznego punktu widzenia wszystko zależy od tego, czy
wytrzymamy do zimy. [...] Do tego czasu Hitler, którego potężne armie
okupacyjne stacjonują w całej Europie, w którego ojczyźnie niemal na
pewno odczuwalne są niedobory żywności, a ludność podbitych krajów
trudno zmusić do pracy na rzecz najeźdźców - znajdzie się z pewnością w trudnym położeniu. Ciekawe, czy zrehabilituje rozwiązaną francuską
partię komunistyczną i spróbuje użyć jej przeciwko robotnikom w północnej Francji, tak jak wykorzystał Pétaina przeciw klasie "blimpów".
Jeśli inwazja nastąpi, lecz zakończy się fiaskiem, to pięknie; będziemy
mieli wtedy zdecydowanie lewicowy rząd oraz świadomy ruch przeciwko
klasie rządzącej. Myślę jednak, że ludzie popełniają błąd, wyobrażając
sobie, że Rosja stanie się nam życzliwa, jeśli będziemy mieli rząd
rewolucyjny. Po Hiszpanii coś mi się wydaje, że Rosja, to jest Stalin,
musi być wroga wobec każdego kraju, w którym trwa autentyczna rewolucja.
Takie kraje stałyby na przeciwstawnych pozycjach. Rewolucja rozpoczyna
się bardzo szerokim rozpowszechnieniem haseł wolności, równości itd.
Potem wyrasta oligarchia, która jest równie zainteresowana utrzymaniem
swoich przywilejów, jak każda inna klasa rządząca. Stosunek takiej
oligarchii do rewolucji trwających gdzie indziej jest z natury rzeczy
wrogi, albowiem te ostatnie rozbudzają na nowo idee wolności i równości.
Dzisiejsza "News-Chronicle" pisze, że w Armii Czerwonej przywrócono
zwyczaj oddawania honorów wyższym szarżom. W armii rewolucyjnej
rozpoczęto by od zniesienia obowiązku oddawania honorów; ów drobny
szczegół jest bardzo symptomatyczny. Nie chcę jednak przez to
powiedzieć, że salutowanie oraz podobne praktyki są być może w ogóle
niepotrzebne.
LDV otrzymało rozkaz, żeby wszystkie rewolwery zdać policji, ponieważ
potrzebuje ich wojsko. Trwanie przy tak nieużytecznej broni jak
rewolwery, podczas gdy Niemcy mają pistolety maszynowe, to typowe dla
naszych sił zbrojnych, myślę jednak, że prawdziwym powodem jest chęć
niedopuszczenia, by broń dostała się w "nieodpowiednie" ręce.
Zarówno E., jak i G.53 nalegają, żebym wyjechał do Kanady, gdyby
miało dojść do najgorszego, bo powinienem pozostać przy życiu i zajmować
się propagandą. Wyjadę, jeśli otrzymam jakąś funkcję, na przykład, gdyby
rząd został przeniesiony do Kanady, ja zaś otrzymałbym jakieś zajęcie,
jednak nie jako uchodźca ani ekspatriowany dziennikarz, piszący z bezpiecznej odległości. Zbyt wielu się już namnożyło takich
"antyfaszystów" na wygnaniu. Lepiej umrzeć, jeśli to konieczne, bo nawet
propagandowo taką śmiercią można osiągnąć więcej, niż gdy się opuści
ojczyznę i żyje, jako osoba mniej lub bardziej niechciana, z łaski
innych. Nie to, żebym chciał umierać; mam tyle powodów, dla których
powinienem żyć pomimo słabego zdrowia i bezdzietności.
Dziś rano kolejna oficjalna ulotka, dotycząca pomocy, jakiej należy
udzielać ofiarom nalotów bombowych. Ulotki mają coraz lepszy ton i pisane są coraz lepszym językiem, zwłaszcza te podpisane przez
Duffa-Coopera, które faktycznie trafiają w dziesiątkę, jeśli chodzi o poziom umysłowy każdego Anglika zarabiającego od pięciu funtów
tygodniowo wzwyż. Tak naprawdę nie ma w nich za grosz plebejskiej
retoryki, nie ma w nich niczego, co poruszyłoby uboższą część klasy
robotniczej czy też nawet zostałoby ponad wszelką wątpliwość zrozumiane.
Większość osób wykształconych po prostu nie pojmuje, jak niewielkie
wrażenie na przeciętnych ludziach robią abstrakcje słowne. Gdy Acland
rozpowszechniał swój niemądry Manifest Przeciętnych Ludzi (wyszedł on
spod jego pióra, a na dole został podpisany przez "przeciętnych ludzi",
których osobiście wybrał), powiedział mi, że sprawdzenie pierwszej
wersji tekstu powierzył Mass Observation54, której
pracownicy "wypróbowali" ją na robotnikach; przekonał się wtedy, że
powstały wokół niego niesamowite nieporozumienia. Pierwszą oznaką, że
coś się w Anglii naprawdę dzieje i zmienia, będzie zniknięcie z programu
radiowego tego straszliwie afektowanego sposobu mówienia. Bywając w pubach, zauważyłem, że robotnicy dopiero wtedy zaczynają uważnie słuchać
wiadomości, gdy są one przekazywane, bodaj w niewielkim stopniu,
plebejskim, popularnym językiem. Z kolei E. twierdzi i, jak sądzę, ma
trochę racji, że osoby niewykształcone często porusza podniosły język,
którego wprawdzie nie rozumieją, wyczuwają jednak, że mówi się coś
ważnego i doniosłego. Na przykład na pani A.55 wielkie wrażenie
robią przemówienia Churchilla, choć właściwie nie rozumie, o co w nich
dokładnie chodzi.
25.6.40. Ostatniej nocy ostrzeżenie o nalocie około 1.00. Dla Londynu
był to fałszywy alarm, ale niewątpliwie bomby gdzieś jednak spadły.
Wstaliśmy z łóżek i ubraliśmy się, ale nie zeszliśmy do schronu. To samo
zrobili wszyscy, to znaczy wstali z łóżek, a potem po prostu stali i rozmawiali, co wydaje się wielką głupotą. Jednak gdy zawyją syreny,
wydaje się naturalną rzeczą, że trzeba wstać z łóżka, potem zaś, gdy nie
słychać odgłosów kanonady ani żadnego innego alarmu, ludzie wstydzą się
schodzić do schronów.
W jednej z wczorajszych gazet przeczytałem, że w Ameryce wydawane są
maski gazowe, choć trzeba za nie zapłacić. Maski byłyby zapewne
bezużyteczne dla naszej ludności cywilnej i niemal na pewno dotyczy to
również USA. Ich wydawanie jest po prostu symbolem narodowej
solidarności, pierwszym krokiem ku przywdzianiu munduru. [...] Wkrótce
po wybuchu wojny kwestia noszenia lub nienoszenia maski gazowej zyskała
społeczne oraz polityczne implikacje. Przez kilka pierwszych dni takie
osoby jak ja, które ich nie nosiły, zwracały powszechną uwagę;
przyjmowano za pewnik, że ci, którzy masek nie mają, to "lewicowcy".
Potem zwyczaj noszenia maski jakoś zanikł i przyjęło się sądzić, że
osoba z maską to przesadny asekurant, typ drobnego właściciela
nieruchomości z przedmieść. Gdy zaczęły nadchodzić złe wiadomości,
zwyczaj ów powrócił i obecnie maski nosi chyba 20 procent londyńczyków.
Nadal jednak człowiek z maską, lecz ubrany w odzież cywilną, jest
obiektem spojrzeń. Dopóki nie nastąpią wielkie naloty, a ludzie nie
przekonają się, że Niemcy faktycznie nie używają gazów bojowych,
noszenie maski gazowej będzie zapewne dobrym wskaźnikiem tego, w jakiej
mierze wojna ma wpływ na ludzi.
Tego popołudnia poszedłem do biura werbunkowego, żeby wpisać się na
listę ochotników w Batalionach Służby Terytorialnej. Kazali mi przyjść
jeszcze raz w piątek na badanie lekarskie, ponieważ jednak służba ta
jest dla mężczyzn od trzydziestu do pięćdziesięciu lat, przypuszczam, że
wymagania są niskie. Osobnik, który przyjmował ode mnie dane itd., był
kretynem, jakich wielu, weteranem z medalami z poprzedniej wojny; ledwo
potrafił pisać. Wielkie litery czasami stawiał odwrotnie.
27.6.40. Podobno przedostatniej nocy podczas alarmu bombowego wielu
londyńczyków wyrwał ze snu sygnał "alarm odwołany"; ludzie ci uznali, że
jest to ostrzeżenie, zeszli do schronów, w których pozostali aż do rana,
czekając na sygnał "alarm odwołany". A wszystko to po dziesięciu
miesiącach wojny i po Bóg jedyny wie ilu wyjaśnieniach dotyczących
procedury postępowania podczas alarmów.
To, że nasz rząd nie musi obecnie prowadzić kampanii rekrutacyjnej,
paraliżuje propagandę. [...] Osobliwym zjawiskiem jest brak
jakichkolwiek plakatów propagandowych o ogólnym przesłaniu dotyczących
walki z faszyzmem itd. Gdyby tak ktoś mógł pokazać w MOI56 plakaty
wykorzystywane w hiszpańskiej wojnie domowej, bodaj nawet i frankistowskie. Jak jednak ci ludzie mają porwać naród do walki
przeciwko faszyzmowi, skoro sami są subiektywnie profaszystami i podlizywali się Mussoliniemu mniej więcej aż do chwili, gdy Włochy
przystąpiły do wojny? Butler57, odpowiadając na pytania o hiszpańską okupację Tangeru, powiedział, że Rząd JK Mości "przyjął
zapewnienie" rządu hiszpańskiego, iż wojska jego kraju zajęły Tanger
tylko po to by ochronić jego neutralność, a nastąpiło to po
demonstracjach falangistów w Madrycie dla uczczenia "podboju" Tangeru.
[...] W dzisiejszej prasie porannej "zaprzeczenie", jakoby Hoare58
w Madrycie sondował możliwość podpisania porozumienia o rozejmie. Innymi
słowy, tak było. Jedyne pytanie: czy zdołamy pozbyć się tych ludzi w ciągu kilku najbliższych tygodni, zanim będzie za późno?
Podświadoma skłonność brytyjskiej klasy rządzącej do zdrady w obecnej
wojnie, która jest faktycznie wojną klasową, jest faktem aż nazbyt
oczywistym, żeby o nim wspominać. Trudno jednak rozstrzygnąć, ile jest
zdrady rozmyślnej. [...] L.M.59, który zna wszystkich tych ludzi, a przynajmniej spotykał się z nimi, twierdzi, że poza indywidualnymi
wyjątkami, na przykład Churchillem, cała brytyjska arystokracja jest
zepsuta do szpiku kości i że obce jej są nawet najbardziej podstawowe
zasady patriotyzmu; dba ona tylko o jedno, mianowicie, jak zachować
poziom życia. Dodał, że koszmarem dla nich była od zawsze możliwość
upadku Mussoliniego. Jak dotychczas przewidywania L.M. dotyczące wojny,
które wygłosił w dniu jej rozpoczęcia, sprawdziły się co do joty.
Powiedział wtedy, że nic nie będzie się działo przez całą zimę. Włochy
będą przez nas traktowane z wielką estymą, ale pewnego dnia wystąpią
nieoczekiwanie przeciwko nam, oraz że celem Niemiec jest zainstalowanie
w naszym kraju przemocą rządu marionetkowego, za którego pośrednictwem
Hitler będzie nami rządził, a ogół narodu nie będzie rozumiał, co się
naprawdę dzieje. [...] L.M. pomylił się tylko w jednym punkcie: podobnie
jak ja uznał, że Rosja będzie kontynuować współpracę z Niemcami, a na to
teraz nie wygląda. Skądinąd Rosjanie najprawdopodobniej nie spodziewali
się tak szybkiego i nagłego upadku Francji. Pétain i spółka, z nadzieją
na sukces, próbują teraz wystawić w ten sam sposób do wiatru Rosję, tak
jak Rosja wcześniej Anglię. Ciekawe, że po podpisaniu paktu
rosyjsko-niemieckiego60 panowało niemal powszechne
przekonanie, iż układ ów przyniósł zdecydowanie więcej korzyści Rosji i że Stalin w jakiś sposób "zatrzymał" Hitlera, choć wystarczyło jedno
spojrzenie na mapę, żeby się przekonać, że to nieprawda. [...] W zachodniej Europie komunizm oraz lewicowy ekstremizm w ogóle są obecnie
niemal powszechnie jakąś formą masturbacji. Ci, którzy faktycznie nie
mają wpływu na przebieg wydarzeń, pocieszają się udawaniem, że w pewnym
stopniu wpływ ów posiadają. Z punktu widzenia komunistów wszelkie sprawy
nie mają żadnego znaczenia, dopóki nie przekonają oni siebie samych, że
Rosja jest górą. Wydaje się wątpliwe, żeby Rosjanie osiągnęli dzięki
temu układowi coś więcej aniżeli tylko chwilę wytchnienia, choć dokonali
tego znacznie lepiej niż my w Monachium. Być może Anglia i ZSRR zostaną
ostatecznie zmuszone koniecznością do zawarcia sojuszu; będzie to
interesujący przykład sytuacji, w której realne interesy biorą górę nad
najbardziej nawet zaciekłą ideologiczną nienawiścią.
"New Leader"61 pisze o "zdradzie" Pétaina i spółki i o "walce
robotników" z Hitlerem. Zapewne poparliby opór "robotników" w wypadku
inwazji niemieckiej na Wyspy. Zgoda, ale czym musieliby walczyć ci
robotnicy? Naturalnie bronią. Tymczasem ILP wzywa jednocześnie do
sabotażu w fabrykach zbrojeniowych. Ludzie ci żyją całkowicie w świecie
onanistycznych fantazji; świecie, któremu ostateczny kształt nadaje to,
że nic, co powiedzą albo uczynią, nie ma żadnego wpływu na nic, nawet
nie zależy od tego wyprodukowanie albo niewyprodukowanie pojedynczego
pocisku.
28.6.40. Jestem straszliwie przygnębiony rozwojem wydarzeń. Rano na
komisji medycznej; zostałem odrzucony, otrzymując kategorię C, a -
przynajmniej na razie - mężczyzn z taką kategorią nie biorą do żadnego
rodzaju broni. [...] Przerażający jest ten brak wyobraźni systemu, który
w ogóle nie jest w stanie spożytkować umiejętności faceta, który, choć
odstaje trochę od przeciętnej pod względem przydatności zdrowotnej, to
przecież nie jest inwalidą. Wojsko potrzebuje ogromnej ilości pracy o charakterze urzędniczym, którą w większości wykonują ludzie o znakomitym
zdrowiu, lecz półanalfabeci. [...] Można by jednak wybaczyć rządowi to,
że nie powołuje do służby inteligencji, która jako całość jest niepewna
politycznie, gdyby próbował zmobilizować ogół narodu i kierować ludzi,
wykonujących zawody służące zaspokajaniu wykwintnych potrzeb, do
prawdziwie produkcyjnej pracy. Wystarczy spojrzeć na jakąkolwiek ulicę,
żeby się przekonać, że nic takiego nie ma miejsca.
Dziś Rosjanie weszli do Besarabii. Praktycznie nie wzbudziło to u nas
żadnego zainteresowania, a kilka nielicznych komentarzy, jakie
słyszałem, miało charakter lekko aprobujący, a co najmniej nie było w nich potępienia. Porównaj wielki i powszechny gniew po inwazji na
Finlandię. Nie sądzę, żeby ta różnica była wywołana przeświadczeniem, że
Finlandia i Rumunia to dwie odmienne perspektywy. Przyczyną są zapewne
nasze własne straszliwe kłopoty oraz opinia, że posunięcie to może
postawić w trudnym położeniu Hitlera - co, moim zdaniem, musi nastąpić -
pomimo że je sankcjonował.
29.6.40. Rząd brytyjski uznał de Gaulle'a62, faktycznie jednak
dość dwuznacznie, bo nie było żadnego oświadczenia, że nie uznaje rządu
Pétaina.
Jedno budzi nadzieję; to mianowicie, że prasa jest po naszej stronie i utrzymuje niezależność. [...] Jest w tym jednak ukryty szkopuł:
"wolność" prasy oznacza tak naprawdę, że zależy ona od zakamuflowanych
interesów oraz w znacznej mierze (chodzi o reklamy) od branży artykułów
luksusowych. Gazety, które mogłyby otwarcie przeciwstawić się jawnej
zdradzie, nie mogą zbyt stanowczo domagać się ukrócenia luksusów w sytuacji, gdy żyją z reklam czekolady i jedwabnych pończoch.
30.6.40. Po południu w Regent's Park63 parada LDV w sile całej
"strefy", to jest dwunastu plutonów, liczących teoretycznie około
sześćdziesięciu ludzi każdy (faktycznie obecnie jest ich nieco mniej).
Przeważają weterani i, ogólnie rzecz biorąc, jeśli uwzględnić fakt, że
ćwiczący w cywilnej odzieży zawsze wyglądają okropnie, była to wcale
niezła gromadka. Być może 25 procent to robotnicy. Jeśli w okolicach
Regent's Park tworzą oni taką proporcję, gdzie indziej musi być ona
znacznie wyższa. Jeszcze nie wiem, czy w bardzo ubogich dzielnicach,
gdzie wszystkimi jednostkami LVD musieliby kierować robotnicy, występuje
tendencja do niepowoływania tych sił. Obecnie cała działalność
organizacyjna odbywa się w sposób niesystematyczny i bałaganiarski, z czego może wynikać wiele rozmaitych scenariuszy. Już teraz ludzie tworzą
spontanicznie lokalne oddziały samoobrony, a granaty ręczne są
prawdopodobnie produkowane domowym sposobem. Grube ryby są na pewno
przerażone tym, co się dzieje. [...] Generał, który odbierał naszą
defiladę, był, jak to zwykle bywa, starym skretyniałym pierdzielem,
faktycznie zniedołężniałym ramolem; jego przemówienie należało do
najnudniejszych i najbardziej bezbarwnych, jakie kiedykolwiek słyszałem.
Mimo to ludzie byli chętni do entuzjazmu. Gromkie wiwaty na wieść, że
wreszcie dostarczono karabiny.
Wczoraj informacja o śmierci Balbo64 na plakatach, które
widziałem, gdy szedłem ulicą wraz z C.65 i państwem M.66 C. i ja
bardzo się ubawiliśmy, gdy on opowiedział, jak Balbo i jego kumple
zabrali na pokład samolotu jednego z przywódców Senussich67, a potem podczas lotu wyrzucili go na ziemię; nawet M. (choć
dwustuprocentowi pacyfiści) chyba nie byli przesadnie zdegustowani. E.
również bardzo zadowolona. Później, wieczorem (spałem tej nocy w Crooms
Hill68), znaleźliśmy w zlewie mysz, która się tam ześliznęła i nie
potrafiła wspiąć się po ściankach i uciec.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki