Rozdział 1
Tęczowe promienie odbijane przez zawieszony przy oknie łapacz słońca
subtelnie rozświetlały sypialnię. Było to pomieszczenie godne
współczesnej księżniczki. Okna okalały zasłony w kwiaty, dopasowane
kolorystycznie do jasnoróżowych ścian. W pokoju stały szara rzeźbiona
szafa i biurko. Regał przy ścianie był pełen książek, głównie mrocznej
twórczości Stephena Kinga. Nad pianinem wisiały zdjęcia właścicielki
pokoju z podróży, nauki jazdy konnej i spotkań z przyjaciółmi. Na środku
znajdowało się duże łóżko, a w nim spała jeszcze Nel - wysoka
osiemnastoletnia dziewczyna o porcelanowej cerze i z różanymi
policzkami. Miała lekko falowane, długie włosy koloru, który jest
opisywany jako czekoladowy blond, ale można go nazwać po prostu jasnym
brązem.
Kiedy budzik zagrał przyjemną melodię, Nel otworzyła duże szafirowe
oczy. Był wtorek pierwszego września. Miała przed sobą pierwszy dzień
ostatniej klasy liceum. Nel była dobrą uczennicą, zwłaszcza z przedmiotów humanistycznych. Nie mogła doczekać się nowego roku
szkolnego. Jak zawsze towarzyszył jej też dreszcz niepokoju, czuła, że
nadchodzący czas przyniesie wiele zmian... jednak nigdy nie zgadłaby, że
nowości, które nadejdą będą aż tak drastyczne.
Wzięła głęboki wdech, wstała i od razu podeszła do wiszącego na ścianie
kalendarza, aby zakreślić w nim odpowiednią datę. Jeszcze zaspana poszła
pod prysznic, po czym zajrzała do szafy, aby wybrać odpowiedni strój.
Zdecydowała się na brązową spódniczkę i białą koszulę, a na plecy
narzuciła pasujący sweter i związała z przodu jego rękawy.
Nel zawsze dbała o siebie, lubiła ładnie wyglądać. Usiadła przy toaletce
i zaczęła robić delikatny makijaż. Na twarz nałożyła trochę podkładu, a pędzlem mieniącym się od drobinek różu musnęła policzki. Chwyciła do
ręki tusz, po użyciu którego jej rzęsy sięgały praktycznie do brwi, a na
koniec pomalowała usta błyszczykiem. Założyła swoje ulubione kolczyki
perełki, bez których nie ruszała się z domu. Poperfumowała się zapachem
z nutami róży i peonii, po czym poszła do kuchni. Przy stole siedziała
już gotowa do wyjścia mama, Izabella. Była piękną, szczupłą kobietą ze
smutkiem odbijającym się w ciemnoniebieskich oczach. Jej proste blond
włosy w odcieniu bursztynowym sięgały do ramion. Z zawodu była
adwokatem, więc opisując ją jednym zdaniem - zawsze elegancko ubrana
oraz wiedząca, co i kiedy powiedzieć.
Prawda była taka, że cudownie prezentująca się mała rodzina miała też
niestety sporo problemów. Nel mieszkała z mamą sama. Jej starszy brat
Wiktor, który niedawno skończył liceum, na początku wakacji wyjechał z domu, co bardzo smuciło mamę, bo chciała zawsze mieć dzieci jak
najbliżej siebie. Wcześniej ich trójka była bardzo zżyta, zwłaszcza Nel
z Izabellą. Nel uważała, że każdy ma tylko jedną osobę, do której jest
najmocniej przywiązany. Gdy była młodsza, to nazywała ją tratwą. Dzięki
niej się żyje, a bez niej tonie. Jest ona największym, nieodłącznym
wsparciem. Dla Nel tą osobą była mama.
Możliwe, że ich tak bliska i silna relacja była spowodowana słowami
Izabelli, która zawsze powtarzała, że świat jest złym miejscem i tylko
ona chce dla Nel jak najlepiej. Swoje stwierdzenia o wrogości innych
opierała na własnych przeżyciach. Zwłaszcza na związku z Adamem, ojcem
jej dzieci. Nel i Wiktor nigdy nie mogli polegać na swoim tacie,
praktycznie nie mieli z nim kontaktu. Wcale na to nie narzekali, wręcz
przeciwnie, cieszyło ich to. Ojciec wywoływał w nich najokropniejsze
wspomnienia i zachowania.
Nel nie lubiła śniadań. Nigdy rano nie była głodna, ale skoro mama
przygotowała jej już kanapki, to usiadła przy stole i zaczęła jeść,
popijając czarną herbatą z miodem.
- Pierwszy dzień ostatniego roku szkolnego to spore wydarzenie, musisz
być najedzona... Stresujesz się? - spytała mama.
- Trochę - westchnęła Nel.
- Nel, pamiętaj, proszę, że to jest ważny czas. Bądź skupiona i ucz się.
- Izabella wygłosiła typową pouczającą przemowę.
Nel spojrzała na zegarek i zdała sobie sprawę, że zaraz się spóźni, a jej przyjaciel z pewnością już na nią czeka przed domem. Szybko
pożegnała się z mamą, obejmując ją. Założyła brązowe trampki, zawiązała
pośpiesznie sznurówki i wybiegła z domu. Przy wejściu stał Aleks,
szczupły brunet o brązowych oczach, podłużnej twarzy i wzroście
zbliżonym do Nel. Jego włosy były idealnie zaczesane do góry. Miał na
sobie koszulkę z kołnierzykiem. Aleks był najlepszym przyjacielem Nel,
znali się od dzieciństwa. Był młodszy od niej, ale jako nad wyraz zdolne
dziecko poszedł do podstawówki wcześniej niż rówieśnicy i trafił do tej
samej klasy co Nel. Przyjaciele mieszkali w domach naprzeciwko siebie i każdego ranka szli razem do szkoły. W ich miasteczku prawie wszyscy się
znali, ale nikt nie dogadywał się tak dobrze jak oni. Mama Nel bardzo
lubiła Aleksa, kiedyś przyjaźniła się z jego ojcem. Wiktor przed
wyjazdem był bliskim kolegą brata Aleksa, grali razem w szkolnej
drużynie piłki nożnej.
- Hej, przepraszam, już jestem! - krzyknęła Nel, biegnąc.
- Nic się nie stało - odpowiedział Aleks. - Ostatnia klasa... Jeszcze
trochę i skończymy liceum, jesteś w stanie w to uwierzyć?
- Nie! - zaśmiała się Nel.
- A tak w ogóle to zamierzam się przepisać na francuski i nawet zacząłem
się już uczyć. Wiesz, nauczyciele na pierwszych lekcjach zawsze pytają,
co robiliśmy w wakacje, więc przygotowałem krótką wypowiedź. Tylko
niestety nie do końca wiem, czy poprawnie to wymawiam. Ty jesteś świetna
z francuskiego, mogłabyś przeczytać na głos to, co napisałem?
- Świetna to chyba trochę za dużo powiedziane, ale dobra, daj, spróbuję.
- Nel wzięła od Aleksa kartkę i zaczęła czytać. - Je suis arrivé a l'
hotel1...
- Chwila, co to jest "lotel"? - przerwał jej Aleks.
- To hotel, nie czytasz tego "h" we francuskim.
- Naprawdę? Tak sobie myślę, że może lepiej będzie, jak zostanę na
niemieckim...
Szkoła była niedaleko, więc rozmowę kończyli, już wchodząc do niej.
Zabytkowy budynek szkolny był dość duży i przestrzenny, w środku miał
urokliwy i szlachetny wystrój. Zaokrąglone spore okna wpuszczały dużo
słońca, oświetlając jasne ściany.
Obok wejścia znajdowało się stoisko, a za jego ladą siedziała niezbyt
wysoka dziewczyna w jeansach i bluzie. Miała piwne oczy, ciemne kręcone
włosy z czerwonymi pasemkami i kolczyk w nosie. Była to Oliwia,
przyjaciółka Nel i Aleksa. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że
dziewczyny są swoim zupełnym przeciwieństwem. Tymczasem Nel, choć
wyglądała na wrażliwą i delikatną, była silna, asertywna, przy tym
umiała wszystko i wszystkich sobie podporządkować. Za to Oliwia z trochę
groźnym wyglądem miała najczulsze serce.
- Oliwia! A co to? - spytała Nel, patrząc na stoisko.
- Wstałam dzisiaj rano, na szybko zrobiłam baner i teraz zbieram
pieniądze dla chorych dzieci... A właściwie stoję i czekam, aż ktoś tutaj
podejdzie - wytłumaczyła Oliwia.
- O, to dopiero produktywny dzień - stwierdził Aleks.
- Czekaj, może jak z Aleksem wrzucimy trochę kasy, to inni też zaczną -
powiedziała Nel.
- To na pewno, ludzie mają mentalność tłumu - dodał Aleks i włożył
banknoty do metalowej puszki.
- Dzięki za wsparcie.
- Pierwsza matma. Oliwia, idziesz z nami? - spytał Aleks.
- Nie, przyjdę później. Zostało siedem minut przerwy, może ktoś jeszcze
coś wpłaci.
- Jesteś aniołem. Za dobra na ten świat. - Nel się uśmiechnęła.
Przyjaciele podeszli do stojących w równym rzędzie jasnozielonych
szafek, tak się składało, że ich były dokładnie obok siebie. Schowali
książki potrzebne na późniejsze lekcje i udali się w stronę sali od
matematyki. Po kilku minutach doszła do nich Oliwia z łatwą do
zauważenia smutną miną.
- Coś się stało? - spytała siedząca w dwuosobowej ławce Nel.
- Później ci powiem - szepnęła Oliwia, dosiadając się do przyjaciółki.
Aleks zajął miejsce przed dziewczynami, a po chwili do środka wszedł
wesoły, młody nauczyciel, pan Wróbel. Nigdy nie ubierał się jak typowy
nudny matematyk. Tego dnia miał na sobie różową koszulę z muchą i jasnozielone spodnie.
- Witam, klaso, mam nadzieję, że wakacje minęły wam wspaniale... Ciszę
przyjmuję jako "tak". Dobrze, nie ma co dalej leniuchować, zaczynamy
ciężką pracę, bo ten rok to nie żarty. Sprawdzimy dzisiaj waszą wiedzę i to, czy przez te dwa miesiące wasze mózgi zostały we właściwym miejscu.
Napiszecie kartkówkę!
Słowa niezadowolenia i zaskoczenia rozniosły się po całej sali, ale
nauczyciel, nie zważając na nie, zaczął rozdawać kartki. Nel nie była
orłem z matematyki, więc od razu się zestresowała, a jej ręce się
pociły. Oliwia nie przejmowała się ocenami, więc po prostu podpisała się
i podała Wróblowi pustą kartkę. Wiedziała, że i tak niczego nie napisze,
a z założenia nie zaprzątała sobie głowy takimi niepowodzeniami, skoro
na świecie działo się tyle ważniejszych spraw. Za to konikiem Aleksa
były przedmioty ścisłe, więc taka kartkówka nie sprawiała mu
najmniejszego problemu i od razu umiał wypełnić każde zadanie. Pierwsze
trzy polecenia były zamknięte i trzeba było wybrać prawidłową odpowiedź,
ale dwa pozostałe należało rozwiązać samemu. Kiedy tylko nauczyciel
odwrócił się, aby zapisać coś na tablicy, Nel lekko kopnęła nogę krzesła
Aleksa. On, nie wydając żadnego dźwięku, ostrożnie odchylił się do tyłu.
- Co masz w drugim? - szepnęła Nel.
- Be - wyszeptał Aleks.
- A w trzecim?
- Ce.
- Dzięki.
Nel zapisała te odpowiedzi, a Aleks wrócił do pisania kartkówki.
Następne były zadania otwarte i tu nic ani nikt nie mógł uratować Nel.
Jedno zadanie umiała w połowie i zapisała swoje obliczenia. Gdy już
zaczynała rozumieć ostatnie polecenie, nauczyciel krzyknął, że koniec
czasu, i ruszył ze zbieraniem prac. Nel była załamana, oparła twarz na
dłoniach i myślała, co zrobić, żeby ten pierwszy dzień nie zakończył się
porażką. Przez resztę godziny lekcyjnej nie mogła się skupić. Tylko
nerwowo machała nogą, szukając w głowie wyjścia z tej sytuacji.
Podczas gdy uczniowie wychodzili na przerwę, Nel podeszła do biurka
nauczyciela.
- Dzień dobry jeszcze raz... Proszę pana, ja chciałam powiedzieć...
- Chodzi o kartkówkę? - przerwał jej nauczyciel.
- Tak, dokładnie. Bardzo mi zależy na dobrych ocenach i ja po prostu nie
zdążyłam się jeszcze wdrożyć w ten cały matematyczny tok myślenia, a mama by była okropnie wściekła, gdyby się dowiedziała, że pierwszego
dnia... - chciała wyjaśnić Nel, ale Wróbel znowu zaczął mówić, zanim ona
skończyła.
- Nie przejmuj się, nie będzie z tego ocen. Tak sobie chciałem was
postraszyć, no idź już, szybciutko! - pokrzykiwał nauczyciel,
wyprowadzając Nel z klasy.
- Dziękuję - powiedziała zdziwiona Nel do zamkniętych już przez Wróbla
drzwi, ale przynajmniej przestała się martwić.
- O czym rozmawiałaś z Wróblem? - spytała Oliwia, która stała przed
salą.
- O tej kartkówce. Nie będzie z niej ocen.
- Jak to? - zdziwił się Aleks, który podszedł do dziewczyn. - O nie, a tak dobrze mi poszła.
- Teraz dwie godziny historii. Pójdziemy po nich coś zjeść na przerwie?
- zaproponowała Oliwia.
Wszyscy się zgodzili i skierowali do klasy.
Gdy tylko przekroczyli próg sali, podeszła do nich wysoka nauczycielka
historii, pani Kamińska.
- Nel, mam nadzieję, że przez wakacje nie próżnowałaś, ale to opowiesz
mi później. Idź już na miejsce, bo zaraz dzwonek. Liczę na ciebie w tym
roku.
Nel się uśmiechnęła i usiadła w ławce. Przez całą lekcję uważnie
słuchała i robiła notatki, ale w jej głowie nieustannie krążyły słowa
nauczycieli oraz mamy tłumaczące, jaki to ważny rok. Czuła presję, przez
co była już zmęczona tym dniem. Na szczęście wszystko ma swój koniec i tak też było z historią. Zgodnie z planem przyjaciele od razu udali się
do stołówki.
Oliwia i Aleks usiedli przy stoliku, a Nel poszła do sklepiku kupić
przekąski.
- Aleks, jak w końcu jesteśmy sami, to mogę cię o to zapytać. Kiedy
zamierzasz jej powiedzieć? - spytała Oliwia.
- O czym ty mówisz?
- Błagam cię, ile jeszcze mam patrzeć, jak robisz maślane oczy do Nel?
- Oliwia, ciszej. Co, jak cię usłyszy?!
- Może i byłoby lepiej... Dobra, Aleks, nie panikuj, tylko weź się w garść.
- Co za dzień! - westchnęła siadająca do stolika Nel i otworzyła sok.
- Weź, to dopiero pierwszy dzień, a ja już potrzebuję jakiejś przerwy -
odpowiedziała Oliwia, przeżuwając kanapkę.
- Może pójdziemy gdzieś po szkole? - zaproponowała Nel.
- Świetny pomysł! - Oliwia szturchnęła Aleksa w ramię i uśmiechnęła się
do niego, bo wiedziała, że to okazja, aby powiedział Nel, co do niej
czuje.
- To może do kina? Co wy na to, dziewczyny?
- O tak! Na pewno grają jakiś horror... - ucieszyła się Nel.
- Ostatnio byłem w kinie z kolegami i wiecie, że bilety podrożały prawie
dwukrotnie? - wtrącił Aleks.
- Dlaczego? - zdziwiła się Nel.
- Nie mam pojęcia. Przecież i tak mają mało widzów.
Nel zauważyła, że Oliwia raptownie posmutniała.
- Oliwia? Wszystko w porządku? Chodzi o zbiórkę? Za mało ludzi wpłaciło
pieniądze?
- Znaczy... Tak, wczoraj szłam do sklepu i zobaczyłam biednego chłopca na
wózku. Jakoś tak mnie to złapało za serce, dlatego postanowiłam zbierać
kasę.
- Wiem, jest dużo cierpienia i zła na świecie... Ale wydaje mi się, że
jesteś smutna też z innego powodu. - Nel czuła, że przyjaciółka nie jest
z nią do końca szczera.
- Masz rację... Kończą się oszczędności, które rodzice zostawili po swojej
śmierci. Nie wiem, co mam zrobić. Cioci nie będzie stać, żeby za
wszystko płacić, a ktoś musi utrzymać mnie i Lili. Przecież jest moją
młodszą siostrą. Co mam jej powiedzieć?
- Oliwia, tak mi przykro - westchnął Aleks.
- Chyba muszę znaleźć jakąś pracę - stwierdziła Oliwia.
- Coś wymyślimy, pomożemy ci. Możesz na nas liczyć. - Nel złapała ją za
rękę.
Oliwia lekko się rozchmurzyła.
Tata Oliwii był wojskowym, więc często nie było go w domu. Mama była
stewardesą, co również oznaczało, że większość dni spędzała w samolocie
lub za granicą. Z tego powodu Oliwia musiała szybko dojrzeć. Praktycznie
cały czas zajmowała się swoją młodszą siostrą Lili. Codziennie
przychodziła do nich ciocia, która mieszkała niedaleko, by sprawdzić,
czy dobrze sobie radzą. Gdy Oliwia miała czternaście lat, jej rodzice
zginęli w wypadku samochodowym. Mimo pomocy cioci, z którą wtedy już
dziewczynki zamieszkały, i wsparcia przyjaciół Oliwia musiała sama
radzić sobie ze wszystkim. Z każdym dniem starała się żyć normalnie i chciała być szczęśliwsza, robiła to przede wszystkim dla Lili, która
była dla niej najważniejsza.
Ojciec Oliwii był bardzo przezorny. Trzymał w domu broń i na wszelki
wypadek nauczył korzystać z niej rodzinę. Kiedy tylko jego córki się
urodziły, zaczął gromadzić oszczędności. Uzbierał sporą sumę, za którą
Oliwia i jej siostra dotychczas żyły. Niestety ta kwota powoli się
kończyła.
Po biologii i fizyce uczniowie mogli w końcu opuścić szkołę. Oliwia
schowała puszkę z pieniędzmi w szafce i grupa przyjaciół wyruszyła do
kina.
- Aleks, a o czym jest ten horror? - spytała Nel.
- Chyba o grupie młodych ludzi w lesie i mordercy.
- O, brzmi jak "Piątek trzynastego". Pamiętacie, prawda? To klasyk,
oglądaliśmy go razem - przypomniała Nel, ale nie doczekała się
odpowiedzi.
Przyjaciele nie odwzajemniali raczej miłości, którą Nel darzyła straszne
produkcje.
Aleks odwrócił głowę w drugą stronę i zauważył w pobliżu pojazd
policyjny. Siedzący w środku funkcjonariusze jedli, oglądając filmik na
telefonie.
- Tacy właśnie ludzie chronią mieszkańców naszego miasteczka. Zawsze,
kiedy ich mijam, albo jedzą, albo śpią - wyrzucił swoją frustracje
Aleks.
- To prawda. Sąsiad mówił mi, że jakiś czas temu dziwnie zgniły mu
rośliny na grządkach i zgłosił to na policję, bo podejrzewał, że to jego
była żona czymś je potraktowała. A policjanci nawet nie przyjechali,
tylko od razu stwierdzili, że mój sąsiad źle je pielęgnował -
powiedziała Oliwia.
Aleks westchnął głośno i pokręcił głową z poirytowania.
- O, patrzcie, jaki duży ślub. - Nel zauważyła tłum przed pobliskim
kościołem.
- Nie uważacie, że to bez sensu? - zapytała Oliwia. - Na ślubach powinny
być tylko najbliższe osoby, a nie jakieś obce, to nie o to w tym chodzi.
Tak samo na pogrzebach - powiedziała stanowczo.
Nel i Aleks spojrzeli na siebie trochę zdziwieni odpowiedzią
przyjaciółki i wszyscy zaczęli się śmiać.
- A na którą godzinę my idziemy do tego kina? - spytała Oliwia.
- Na równo piętnastą - odparł Aleks.
- A jest? - ustalała Oliwia.
- Równo piętnasta - powiedział zaskoczony Aleks po spojrzeniu na
zegarek.
- To chodźmy, szybko. - Oliwia zaczęła biec.
- O nie, tylko nie bieganie - narzekała Nel.
- Chodź! - zachęcił ją Aleks i złapał za rękę.
Mimo wysiłku i pośpiechu uśmiech nie schodził im z twarzy.
W końcu ujrzeli budynek niewielkiego, ale klimatycznego kina. Wnętrze
było utrzymane w granatowej kolorystyce, a na suficie wisiały małe
lampeczki, które wyglądały jak migoczące gwiazdy. Szybko weszli do
środka i zobaczyli, że nikt nie stoi przy ladzie, gdzie należało kupić
bilety. Rozejrzeli się dookoła i dalej nie widzieli żadnego pracownika.
- Biegniemy? - spytała cicho Oliwia.
- Że co? Że tak bez biletu? - przestraszył się Aleks, który zazwyczaj
nie łamał zasad.
Nel chwyciła jego dłoń i we trójkę ruszyli w stronę sali kinowej.
Wtedy usłyszeli krzyk.
- Hej! Stójcie, co wy robicie? - powiedział głośno, niewiele starszy od
grupy przyjaciół, pracownik kina z grymasem na twarzy i każdym pasmem
włosów w inną stronę.
- My tylko... - zaczął niepewnie Aleks.
- Chcieliśmy poszukać pracownika, bo zamierzaliśmy kupić bilety, a nikogo nie było, aby mógł nas obsłużyć - dopowiedziała stanowczo Nel.
- Nie wmówicie mi takich bzdur. Chcieliście wkraść się na salę - mówił
pracownik.
- Chyba nie powinno być tak, że przy ladzie nikt nie pracuje, tylko
sobie pan odszedł, a reszty osób też nie ma - ciągnęła Nel.
- Nie ma żadnej reszty, jestem tu sam. I nie pan, bez przesady, Daniel
jestem. Dobra, chodźcie już kupić te bilety.
Dziewczyny zaśmiały się pod nosem na widok Aleksa, który stał ze
spuszczoną głową i z poczuciem winy wymalowanym na twarzy. Wszyscy
podeszli do lady.
- Coś do jedzenia? - zaproponował Daniel.
- Tak, poprosimy trzy cole, dwa razy popcorn i nachosy - odpowiedział
Aleks.
- Jaki sos? Serowy czy salsa?
- Serowy i trochę salsy - zdecydowała Nel.
Chłopak stojący za ladą przewrócił oczami.
- Mogą być te miejsca? Jeden, dwa, trzy, rząd E - ustalał pracownik
kina.
Wszyscy mu przytaknęli.
- To będzie sto pięć złotych.
- Ja zapłacę - zaproponował Aleks.
- Nie, przestań, ja zapłacę za siebie. - Nel podała pieniądze.
- Dobra, jak chcesz, to przynajmniej za Oliwię - odezwał się cicho
Aleks, a Oliwia podziękowała, ale było widać, że jest tym trochę
skrępowana.
Już zaczęli iść w kierunku sali, kiedy Nel wpadła na pewien pomysł i cofnęła się parę kroków.
- Przepraszam, Daniel, tak? Wspominałeś, że pracujesz tu sam. Szukasz
może kogoś do pomocy?
- A co? W sumie głupio pytam, chciałaś się wkraść bez biletu, to pewnie
nie masz kasy. - Daniel szyderczo się uśmiechnął.
- Bardzo zabawne. Akurat szukam pracy nie dla siebie, ale dla Oliwii.
Ona jest idealną kandydatką, jest rzetelna i ludzie ją lubią.
- Spytam szefa, ale raczej się zgodzi, bo akurat szukamy pracownika.
Niech Oliwia napisze mi tu swój numer telefonu, to zadzwonię, jak będę
miał ostateczną odpowiedź.
- Świetnie, dzięki... Daniel.
- Nel, słuchaj, ta praca, dziękuję, naprawdę. - Szczęśliwa Oliwia
zapisała na kartce swój numer i podała pracownikowi kina.
- Nie ma sprawy. Chodźmy już, bo jesteśmy spóźnieni - powiedziała Nel.
Przyjaciele weszli do sali kinowej, która ku ich zdziwieniu była prawie
pusta. Z zadowoleniem zauważyli, że jeszcze trwają reklamy, i zajęli
swoje miejsca w wygodnych czerwonych fotelach. Parę minut później
rozpoczął się film, a sala powoli się zapełniała. Dość szybko okazało
się, że nie był to horror wysokich lotów i bardziej rozśmieszał, niż
straszył. Chociaż nie każdego, bo w momentach, kiedy Nel z Oliwią śmiały
się do rozpuku, a osoby z tyłu je uciszały, Aleks przerażony podskakiwał
w swoim fotelu.
Od razu po wyjściu z kina grupa przyjaciół zaczęła komentować film.
- A pamiętacie, jak temu mordercy wtedy wypadł nóż? - pytała roześmiana
Oliwia.
- Tak, to było dobre, albo jak zginęła ta dziewczyna? Najbardziej
idiotyczna śmierć, jaką widziałam, a trochę horrorów już obejrzałam -
mówiła wesoło Nel.
- No nie wiem, dla mnie to było trochę straszne - odburknął Aleks.
Nagle do Oliwii zadzwonił telefon.
- Czekajcie, siostra do mnie dzwoni... Halo... Dobrze, nie martw się, zaraz
będę - zapewniła siostrę Oliwia i rozłączyła się, po czym poinformowała
przyjaciół: - Muszę już iść, ciocia znowu nie wróciła, a robi się ciemno
i Lili boi się być sama w domu. Więc do jutra!
Oliwia przytuliła na pożegnanie Nel i jeszcze raz jej podziękowała.
Później podeszła do Aleksa i dyskretnie przekazała mu na ucho:
- Będziecie teraz wracali sami, zrób coś. Cześć.
Chłopak spojrzał na nią zakłopotany, a ona ruszyła w stronę swojego
domu, który był położony w zupełnie innej części miasta.
Aleks i Nel szli powoli i wymieniali wrażenia po seansie, a gdy zbliżali
się już do domów, chłopak zmienił temat rozmowy.
- Nel... - zaczął i głos mu się załamał.
- Tak?
- Pomyślałem sobie... Może... porobimy coś jutro... razem.
- Codziennie robimy prawie wszystko razem.
- No tak, ale... coś innego. Może...
- Wiem, co możemy zrobić! Chciałbyś mi wytłumaczyć nowy temat z matematyki?
- Tak! Znaczy... czemu nie, nie ma sprawy.
- Dzięki, to do zobaczenia jutro - powiedziała Nel i kiwnęła mu na
pożegnanie.
Zrezygnowany Aleks chwilę patrzył na odchodzącą przyjaciółkę. Był
przygnębiony, że nie jest w stanie ośmielić się i wyznać Nel, co do niej
czuje. Chłopak westchnął głośno, po czym wolnym krokiem skręcił w prawo
do swojego domu.
Rozdział 2
Następnego dnia Nel otworzyła oczy przed melodią budzika. Wcześniejsza
pobudka była spowodowana krzykami mamy, która kłóciła się z kimś przez
telefon. Nel próbowała podsłuchać słowa Izabelli, ale była zbyt daleko,
żeby wyraźnie je usłyszeć. Nastolatka zakreśliła drugi dzień szkolny w kalendarzu. Po umyciu się dobrała starannie stylizację i uzupełniła ją
perłowymi kolczykami. Spojrzała na telefon i zobaczyła wiadomość od
Aleksa. Napisał, że wyszedł wcześniej do szkoły, aby spotkać się z kolegami z kółka szachowego. Nel skierowała się do kuchni. Przy stole
siedziała jej mama ewidentnie czymś zdenerwowana.
- Mamo, coś się stało? - spytała Nel.
- Jak zwykle potwierdzają się moje słowa, że ludzie są beznadziejni... Ale
nieistotne. Właśnie wychodzę, więc zrób sobie coś do jedzenia i ucz się
pilnie - odpowiedziała mama i na pożegnanie pocałowała córkę w głowę.
Nel wsypała sobie płatki i zalała je mlekiem. Grzebiąc w misce,
zastanawiała się, czy w kłótni mamy chodziło o problemy w pracy czy
jakieś sprawy prywatne, o których nie chciała mówić. Po paru łyżkach
stwierdziła, że nie jest już głodna, i zaczęła zbierać się do wyjścia.
Pośpiesznie wzięła spakowany plecak, zamknęła drzwi, założyła słuchawki
i włączyła muzykę. Widok na zewnątrz był codzienny, ale i miły dla oka.
Droga najpierw prowadziła przez wypielęgnowane osiedle ustawionych
równolegle domów. Prawie każdy miał ciemnoszary dach, jasnobeżowy front
oraz wykładaną kamieniami dróżkę, którą można było dojść do kwiatowego
ogródka z idealnie przystrzyżoną trawą. Następny odcinek trasy prowadził
przez dość zielone, lecz mniej zadbane centrum miasteczka. Po obu
stronach ulicy rosły drzewa, tworząc urokliwą alejkę. Temperatura na tę
porę roku była wymarzona, więc samotny spacer do szkoły okazał się
całkiem przyjemny.
Nel po wejściu do budynku szkolnego od razu zauważyła Aleksa
odpoczywającego na skórzanej kanapie, więc się do niego dosiadła.
- Cześć, Aleks, jak tam spotkanie szachowe?
- O, Nel, w porządku... Wiesz, tak sobie pomyślałem, że...
- Cześć, kochani, co za wspaniały dzień - przerwała mu Oliwia, która
właśnie przyszła z puszką pieniędzy zebranych na cel charytatywny, i usiadła między nimi.
- Ktoś tu ma znakomity humor - zauważyła Nel.
- A, zgadza się, od rana mam same sukcesy. Po pierwsze, Daniel zadzwonił
do mnie i dzisiaj zaczynam swój pierwszy dzień pracy w kinie, po drugie,
ciocia po wielu błaganiach oddała mi swój stary samochód i mogę teraz
trenować w nim jazdę. Kolejna sprawa: zebrałam sporo kasy dla chorych
dzieci. Po prostu mam nowy sposób: staję przed drzwiami szkoły i proszę
wchodzących nauczycieli o wpłatę, a im głupio jest mi odmówić. Ostatnia
miła sytuacja jest taka, że widziałam Maję! - opowiadała promieniejąca
Oliwia.
- Gratuluję i bardzo się cieszę, ale naprawdę, Oliwia, naprawdę? Maja...?
Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że znowu wraca ta twoja obsesyjna miłość
do niej. - W głosie Nel słychać było rezygnację.
- Oj, no wiem, ale jak dzisiaj ją zobaczyłam, to od razu miałam nogi jak
z waty - rozmarzyła się Oliwia.
- Nie rozumiem tego fenomenu. Co ty w niej widzisz? - spytała Nel.
- Bezsensowne pytanie. Jak to co? Może i nigdy z nią dłużej nie
rozmawiałam, ale jestem przekonana, że jest przemiłą osobą. Poza tym
wystarczy tylko spojrzeć na jej cudowne rude włosy. Jesteś jakaś ślepa,
Nel. Aleks na sto procent się ze mną zgadza... Prawda, Aleks? - mówiła
wymuszająco Oliwia.
- Znaczy... Wydaje mi się, że jest w miarę ładna - wykrztusił skrępowany
wzrokiem dziewczyn Aleks.
- Dobra, Oliwia, skoro Maja ci się tak podoba, to przeprowadź z nią
jakąkolwiek rozmowę - stwierdziła Nel.
- Właśnie, Oliwia! Zrób coś, tłumaczyłaś mi przecież, jakie to proste -
dodał Aleks, sarkastycznie się uśmiechając.
- Jeju, ona tam stoi... I patrzy w naszym kierunku! Tak? Zobacz, Nel, na
co ona patrzy? Na mnie? - Podekscytowana Oliwia ściskała puszkę z pieniędzmi.
Nel rzuciła okiem na rudowłosą dziewczynę.
- Chyba nie - odpowiedziała zmieszana Nel, gdy uświadomiła sobie, że
Maja patrzy na Aleksa.
Nagle zadzwonił dzwonek i przyjaciele poszli po książki. Z prawej strony
szafki Nel swoją szafkę miał Aleks, a ta z lewej była pusta, tak
przynajmniej było dotychczas. Nieoczekiwanie zaczął ją otwierać
nieznajomy chłopak, wysoki blondyn ze szmaragdowymi oczami, który miał
lekko dłuższe, falowane włosy. Ubrany był w luźne spodnie i ciemnoszarą
koszulkę, a na rękach nosił rzemykowe bransoletki. Odwrócił się w kierunku Nel.
- Wygląda na to, że mamy obok siebie szafki. Maks jestem.
- Nel, miło mi cię poznać.
- Jestem nowy, wczoraj nie mogłem przyjść, więc to mój pierwszy dzień
tutaj. Wiesz może, gdzie jest sala dwadzieścia siedem? Mam tam teraz
lekcję.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki