Wieża Eiffla
Moje pierwsze kroki w Paryżu, które były zdecydowanie bardziej skoczne niż zwykle z powodu ekscytacji, skierowałam do Wieży Eiffla. Przecież nie można być w Paryżu i nie przywitać się z tą żelazną damą! Już z daleka widziałam jej majestatyczną sylwetkę, a serce biło mi szybciej na myśl o widoku, który mnie czekał na szczycie. Wiedziałam, że to będzie idealne miejsce na rozpoczęcie mojej przygody.
Gdy stałam w kolejce do windy, podziwiając turystów z całego świata, nagle obok mnie pojawił się Jacques. Jak się okazało, Jacques jest lokalnym artystą, który, jak sam mówi, zna Paryż jak własną kieszeń (choć dodaje też, że jego kieszenie bywają dziurawe, więc czasem coś mu umyka). Jacques, z nieodłącznym beretem na głowie i farbą na rękach, od razu zyskał moją sympatię, gdy zaczął opowiadać o swoich niekonwencjonalnych pomysłach na życie.
W windzie na szczyt Wieży Eiffla Jacques opowiedział mi o jednym ze swoich "arcydzieł" - projekcie pod nazwą "Autentyczne Powietrze Paryskie". Pomysł był prosty, choć nieco absurdalny: butelkować powietrze z różnych części Paryża i sprzedawać turystom jako pamiątkę. Jak twierdził, powietrze z Montmartre miało artystyczną nutę, z Champs-Élysées elegancką, a z Wieży Eiffla... cóż, było po prostu najsławniejsze.
Jacques z entuzjazmem opowiadał, jak pewnego dnia ustawił się z małym stolikiem na Polach Marsowych, z kilkoma buteleczkami opatrzonymi pięknie kaligrafowanymi etykietami. Miał nadzieję, że jego nietypowy "produkt" przyciągnie tłumy. Okazało się, że największą atrakcją był sam Jacques, który z pasją opowiadał każdemu, kto chciał słuchać, o "niezwykłych właściwościach" paryskiego powietrza.
Śmialiśmy się do łez, kiedy Jacques wspominał, jak pewna starsza pani, po zakupie buteleczki "powietrza z Notre-Dame", stwierdziła, że czuje w nim nutę kadzidła i... croissanta. Jacques przyznał, że sam nie wiedział, jak to jest możliwe, ale obiecał jej, że to musi być magia Paryża.
Zainspirowana jego pomysłowym podejściem, zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam zacząć sprzedawać "autentycznego uśmiechu podróżniczki" w formie pocztówek. Pomysł, choć równie absurdalny, wydał mi się absolutnie genialny w tamtej chwili. Pomyślałam, że mogłabym stworzyć kolekcję z różnymi uśmiechami: "uśmiech zdziwiony", "uśmiech zakochany" i "uśmiech zgubionego turysty".
Na szczycie Wieży Eiffla, kiedy Paryż rozpościerał się przede mną w całej swojej okazałości, poczułam, że to właśnie takie chwile, pełne śmiechu i absurdu, sprawiają, że podróże są niezapomniane. Jacques, z jego artystycznym spojrzeniem na świat, przypomniał mi, że czasem warto spojrzeć na życie przez pryzmat żartu i wyobraźni.
Po dniu pełnym przygód przy Wieży Eiffla, postanowiłam spędzić kolejny dzień w jednej z najbardziej malowniczych części Paryża -