Słowo wstępne
Mam wizję Polski!
Polski zasobnej, niepodległej, mającej swą dumę i potrafiącej walczyć o swoje racje; Polski nieulegającej naciskom pseudosojuszników z Zachodu ani Wschodu; Polski silnej gospodarczo, bez korupcji i afer. Marzę o Polsce, w której panuje prawo, ład i porządek; gdzie uczciwi i pracowici ludzie cieszą się poważaniem i szacunkiem; o Polsce bezpiecznej, gdzie nie ma przestępczości, a nieliczni więźniowie odpracowują wyrządzoną krzywdę. Marzę o Polsce mającej świetne szkolnictwo, wspaniale wychowaną młodzież, dobrych sportowców, sprawną i mobilną policję, silną i doskonale wyszkoloną armię; o Polsce niezżeranej przez wewnętrzne spory i waśnie; o Polsce czystej, zdrowej, estetycznej i kolorowej; dbającej o swoje środowisko przyrodnicze, pełnej zieleni i dzikich zwierząt; o dobrze prosperującym, ekologicznym rolnictwie; o Polsce w dużym stopniu niezależnej energetycznie; o Polsce oszczędnej, z pełnym budżetem państwa, bez długów zewnętrznych i wewnętrznych; mającej swoje niezawisłe i niezależne od innych państw prawo. Marzę o państwie świeckim, całkowicie neutralnym religijnie; o Polsce liczącej się i poważanej w Europie i na świecie; gdzie nie ma nędzarzy; gdzie każdy ma swój dach nad głową; gdzie każdy ma pracę; gdzie nie marnuje się grosza publicznego. O Polsce mającej dobre stosunki ze wszystkimi swymi sąsiadami i innymi państwami Europy oraz świata; pokojowo nastawionej - niewtrącającej się w wewnętrzne sprawy innych. O Polsce wspierającej swych obywateli w kraju i poza jego granicami; mającej dużo dzieci i młodzieży; o Polsce z silnym przemysłem, pozostającym w zgodzie z naturą. Marzę o Polsce - państwie demokratycznym inaczej, bez partii i sporów politycznych, o znikomej biurokracji oraz prostym i przejrzystym prawie; o Polsce zdrowych i pięknych ludzi, bez chorób dziedzicznych i wrodzonych, posiadającej dużą liczbę osób utalentowanych i wielu laureatów nagrody Nobla. Marzę o Polsce, gdzie wszyscy są zadowoleni, z ufnością patrzą w przyszłość i mają cele w życiu; o moralnym, wychowanym i wykształconym społeczeństwie. Marzę o Polakach szczerych, otwartych, uśmiechniętych, życzliwych, lojalnych i pracowitych.
Mam wizję Polski szczęśliwej.
Autor
Reprint wydania z 2005 roku.
Wszelkie prawa, włącznie z prawem do reprodukcji tekstów w całości lub części, w jakiejkolwiek formie zastrzeżone.
Zwroty majątków
Po roku 1989 doszło do niezrozumiałego dla mnie ewenementu, jakim była akcja zwracania nieruchomości właścicielom, którym zostały one odebrane zaraz po wojnie w wyniku ustawy nacjonalizacyjnej.
Sytuacja wygląda tak. Biedna, potężnie zadłużona za granicą i u swych obywateli Polska, oddaje za darmo swój majątek. Majątek ten w postaci gruntów, fabryk, kamienic, dworów, pałaców itd. państwo polskie przez kilkadziesiąt lat pomnażało, opiekowało się nim, a wcześniej odbudowało ze straszliwych zniszczeń wojennych. Teraz jest on za darmo oddawany byłym właścicielom, choć właściwie to nie byłym właścicielom, bo z tych już 90% nie żyje, ale jakimś ich dzieciom, wnukom czy prawnukom, a czasami bardzo dalekim krewnym. W większości ci "byli właściciele" od czasów wojny, niekiedy nawet przez całe swoje życie, mieszkali na Zachodzie, a więc z tego powodu, choć czasem także z powodu swego pochodzenia, są ludźmi zamożnymi, a nawet bardzo zamożnymi. Ich bogactwo jest jeszcze większe, gdy porówna się je z zamożnością Polaków mieszkających w kraju. I biedna Polska tym zamożnym, mającym w większości obce obywatelstwo ludziom rozdaje za darmo swój majątek. Jest to skandal.
Uważam, że jeżeli ci szlachetnie - i nie tylko szlachetnie - urodzeni chcą wrócić na swe rodowe włości, to powinni sobie je kupić od państwa polskiego, i to na licytacjach. Takie rozwiązanie byłoby sprawiedliwe dla wszystkich: dla Polski, bo ze sprzedaży uzyskałaby ogromne sumy pieniędzy, które zasiliłyby budżet państwa; dla "byłych właścicieli", bo dano by im szansę powrotu do swych rodzinnych dóbr, a samo to już jest dla nich wielkim przywilejem.
Mając na względzie powyższe, jestem za tym, aby cały rozdany w ten sposób majątek wystawić na licytację. Jeżeli byli właściciele, którym zwrócono już majątek, chcieliby go zachować, musieliby wziąć udział w licytacji i sobie go kupić, w przeciwnym razie majątek nabyłby ten, kto da wyższą cenę lub - jeżeli nie byłoby chętnych do kupienia za cenę wywoławczą - przeszedłby on z powrotem na własność państwa. Budżety państwa i gmin zarobiłby w ten sposób dziesiątki miliardów złotych.
?
Procedura zastosowana w przypadku "byłych właścicieli" prywatnych, powinna także objąć wszystkie występujące w Polsce kościoły i wyznania, z Kościołem Katolickim na czele. Jak o tym piszę w rozdziale: Państwo a kościoły, powinno im się odebrać nieprawnie rozdane po roku 1989 majątki i, tak jak w przypadku właścicieli prywatnych, wystawić je na licytację. Jeżeli Kościół chce mieć jakąś nieruchomość, to niech ją sobie kupi.
.
?
Kolejny absurd, jaki niszczy finansowo państwo polskie, dotyczy niezwykłego procederu wypłacania rekompensat za mienie pozostawione na Wschodzie. Nie chcę tu urazić ludzi, którzy po wojnie musieli zostawić swe domy rodzinne i z garstką najbardziej potrzebnych rzeczy udać się ze wschodnich rubieży dawnej Rzeczypospolitej na Ziemie Odzyskane, ale jeżeli chcecie odszkodowań za utracone mienie, to domagajcie się ich od Białorusi, Litwy i Ukrainy lub od uczestników porozumień jałtańskich - Ameryki, Wielkiej Brytanii i Rosji. Oni ten majątek wam zabrali i niech wam teraz za niego zapłacą. Czemu ma wam płacić niewinne temu państwo polskie, a więc i ja, i wielu innych niezwiązanych z tą sprawą Polaków? - bo przecież to z kieszeni wszystkich podatników idą do was te pieniądze. Poza tym - podobnie jak w przypadku "byłych właścicieli" - wielu przesiedleńców ze Wschodu już nie żyje i odszkodowania trafiają nie do nich, a do ich zstępnych.
Jestem za tym, aby wstrzymać wypłaty rekompensat za mienie pozostawione na Wschodzie, uważam też, że powinno się odebrać już wypłacone pieniądze.
Państwo w ten sposób wzbogaciłoby swój budżet o co najmniej 12 miliardów złotych.
.
?
Jestem przeciwny "zwracaniu" majątków osobom narodowości żydowskiej. Podobnie jak w przypadku polskich "byłych właścicieli", państwo polskie po wojnie musiało odbudować zniszczone nieruchomości, przez wiele lat utrzymywać je i rozbudowywać. Nie może sobie pozwolić na to, aby oddawać je teraz za darmo i to obywatelom innych krajów. Poza tym większość Żydów polskich zginęła podczas II wojny światowej lub już po wojnie zmarła na emigracji, tak więc często osoby zgłaszające pretensje do ich majątku są tylko dalekimi krewnymi dawnych właścicieli lub są to tzw. gminy żydowskie, które nie mają już żadnego prawa do tych dóbr. A w ogóle to czemu biedna Polska ma dawać swój majątek bogatym Żydom z Zachodu? Jeżeli chcą oni jakichś rekompensat z tego powodu, niech się ich domagają od Niemców, gdyż to oni są winni powstania takiej właśnie sytuacji.
Uważam, że Żydzi, jeżeli posiadają swój honor, to powinni zrezygnować z tego rodzaju roszczeń. Powinni sobie w końcu uzmysłowić, że wielu z nich przeżyło II wojnę tylko dlatego, że uratowali ich Polacy, i to z narażeniem własnego życia. Wśród uhonorowanych medalem Sprawiedliwy wśród narodów świata najwięcej jest przecież Polaków.
Już zwrócony majątek powinien zostać odebrany. Nie przewiduję, tak jak to było w przypadku "byłych właścicieli" polskich, kupowania pożydowskich nieruchomości poprzez licytacje, w których mogliby wziąć udział Żydzi z zagranicy. Problem zwrotu dóbr powinien zostać w taki sam sposób rozwiązany w odniesieniu do innych narodowości.
W związku z powyższym, także tu przewiduję bardzo duże - idące w miliardy złotych - oszczędności dla budżetu państwa.
.
?
Nie można zawracać koła historii. Doszlibyśmy do paradoksu, gdyby każdy powszechnie domagał się zwrotu tego, co utracił on, czy też jego przodkowie w przeszłości. Przekładając to zjawisko na sytuację międzynarodową, Polska powinna domagać się od Szwecji zwrotu dóbr zagrabionych podczas "potopu szwedzkiego", od Rosji zwrotu lub zapłaty za majątek przejęty lub zniszczony podczas wszystkich wojen i rozbiorów; podobnie od Niemiec i Austrii; od Ukrainy, Litwy i Białorusi zwrotu dóbr pozostawionych na ich terenach.
Zapewne i sama Polska musiałaby komuś coś zwrócić lub za coś zapłacić. Toż to paranoja. W takiej sytuacji świat popadłby w obłęd, mogłoby dojść do kolejnej wojny ogólnoświatowej. Historia jest taka, jaka jest, stało się to, co się stało i nie można próbować jej zawracać.
Państwo a kościoły
Kościół Katolicki w Polsce powinien wrócić na pozycje sprzed roku 1979, a więc sprzed pierwszej wizyty w Polsce papieża Jana Pawła II. Wtedy nastąpił zwrot w polityce ówczesnego państwa polskiego wobec kościoła katolickiego i pierwsze zmiany, które z czasem doprowadziły do absurdu, jaki istnieje dzisiaj.
.
?
W Polsce, o której myślę, istnieje całkowity rozdział Kościoła od Państwa. Istnieje całkowity zakaz używania symboli religijnych na terenie państwowych instytucji, np. szkół, szpitali i urzędów.
.
?
Nie może być tak, że religia jest nauczana w szkołach za państwowe pieniądze. To jest skandal. Taka sytuacja oznacza koszty dla szkoły i dla Państwa, w postaci zajmowania lokalu (koszty ogrzewania, sprzątania, wyposażenia w pomoce naukowe, itp.) i płacenia pensji dla nauczycieli religii. A już zupełnym dla mnie absurdem jest zatrudnianie w charakterze nauczycieli religii księży i zakonnic oraz płacenie im za to pensji. Przecież oni robią to, co mają przewidziane w swoich obowiązkach duszpasterskich, za co już pobierają jedną pensję, płaconą im przez parafian.
Trzeba tu też zwrócić uwagę na inny aspekt tej sprawy, mianowicie nauczanie religii w szkołach spowodowało, że młodzież zaczęła ją traktować jak każdy inny przedmiot, którego musi się uczyć - przez co, jak uważam, bardzo obniżyła się jej wartość dydaktyczna i wychowawcza.
Nauczanie religii w szkołach powoduje też powstanie przymusu uczęszczania na te lekcje dla takich uczniów, którzy chodzą na nie wbrew sobie, aby nie być postrzegani przez rówieśników jako niewierzący.
Uważam, że nauczaniem religii powinien zajmować się tylko Kościół, i powinien to robić we własnych domach czy salach katechetycznych, które jeszcze za czasów Polski Ludowej licznie powstały w każdej parafii. Powinni to robić księża lub zakonnice w ramach swoich obowiązków. Jeżeli zaś stać na to Kościół czy konkretną parafię, to mogą też zatrudniać katechetów świeckich.
Według aktualnych danych MSWiA sam koszt pensji dla kilkudziesięciu tysięcy katechetów wynosi ponad 80 milionów złotych miesięcznie, czyli 1 miliard złotych rocznie. Do tego dochodzą pozostałe koszty, które wyżej wymieniłem.
Zaprzestanie nauczania religii w szkołach przyniosłoby budżetowi państwa oszczędności w wysokości około 1 miliarda 200 milionów złotych rocznie.
.
?
Do powyższych kosztów dochodzi - również według aktualnych danych MSWiA (2005 r.) - utrzymanie 364 szkół katolickich, 57 ośrodków wychowawczych i 21 przedszkoli, pochłaniające 225 milionów złotych rocznie.
Trzeba tu jeszcze wymienić koszty utrzymania wydziałów teologicznych na uczelniach państwowych, sięgające około 100 milionów złotych rocznie.
Oszczędności wynikające z zaniechania finansowania tych wyznaniowych instytucji to co najmniej 325 milionów złotych rocznie.
.
?
Powinno się anulować Konkordat ze Stolicą Apostolską, który jest dokumentem niepotrzebnym i szkodliwym dla Polski - dającym przywileje tylko Kościołowi Katolickiemu, a państwo polskie traktującym przedmiotowo. Daje on też Kościołowi Katolickiemu w Polsce podstawy do wyciągania grubych miliardów z budżetu naszego państwa.
.
?
Państwo powinno bacznie przyjrzeć się wszystkim pieniądzom przekazywanym do Rzymu przez polski Kościół Katolicki. W razie konieczności powinno się je ograniczyć. Powinno się też pobierać od świętopietrza podatek dla Skarbu Państwa. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zakazanie płacenia jakichkolwiek kwot, które w ten sposób pozostałyby w kraju. Sprawa wymaga dogłębnej analizy, opartej na prawdziwych danych.
.
?
Polska powinna zainicjować światową akcję nacisków na Rzym w celu doprowadzenia do zniesienia celibatu wśród księży. Przymus celibatu to zupełnie sztuczny wymóg stawiany duchownym katolickim, który nie ma jakiegokolwiek umocowania w Starym czy Nowym Testamencie.
Uważam, że każdy ksiądz jest też zwykłym człowiekiem, który oprócz powołania i wpisanego weń umiłowania Boga, ma także potrzebę kochania drugiego człowieka i posiadania własnej rodziny, a więc żony i dzieci. Poza tym idąc do kościoła, na mszę czy do spowiedzi, miło byłoby mieć świadomość tego, że ten gość w sutannie, mówiący tak gorliwie o rodzinie i miłości do drugiego człowieka, wie naprawdę, o czym mówi. Wie, bo sam to przeżył, doświadczając tego w codziennym życiu. Nie powinien to być li tylko czysto teoretyczny, akademicki wywód.
Akcja na rzecz zniesienia celibatu powinna zostać poprzedzona anonimową ankietą wśród wszystkich księży, w której mogliby się oni wypowiedzieć "za" lub "przeciw" proponowanej zmianie.
.
?
Po roku 1989, w okresie tzw. przemian ustrojowych, ówczesne ekipy rządzące przekazały na rzecz Kościoła Katolickiego, a także innych wyznań, olbrzymi majątek narodowy w postaci ziemi, budynków (czasami wręcz całych ulic), placów, lasów itp. Często z budynków wyrzucano szkoły czy szpitale, aby przekazać Kościołowi obiekty bez lokatorów. Wszystko to oddano za darmo lub sprzedano za grosze, twierdząc, że jest to zwrot majątku, który został odebrany Kościołowi po II wojnie światowej, chociaż czasami te "zwroty" dotyczyły nieruchomości, które Kościół sprzedał czy w inny sposób utracił nawet w XIX i XVII wieku.
Uważam, że tak samo jak nie można zawrócić biegu rzeki, tak nie powinno się cofać koła historii. Los tak chciał, że nadeszła II wojna światowa, że zaistniał w Polsce taki ustrój jak socjalizm i że wtedy znacjonalizowano wszelkie majątki. Trudno, stało się. Poza tym, przecież Kościół Katolicki był w Polsce do czasów II wojny światowej jednym z największych właścicieli, nie tylko ziemskich. Był też wyzyskiwaczem biedoty, która na niego pracowała. Są to fakty historyczne. Uważam, że dobrze się stało, iż po II wojnie światowej odebrano mu większość tego majątku. Jestem też za tym, aby Kościołowi na powrót odebrać moim zdaniem niesłusznie przekazany majątek, który de facto należy do całego narodu polskiego. Państwo odzyskałoby nieruchomości warte kilkanaście miliardów złotych.
Jak już wspomniałem, Kościół "odbiera" też ziemię. Z informacji Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa wynika, iż do tej pory kościołom różnych wyznań oddano 72 tys. ha ziemi, w tym 66 000 ha Kościołowi Katolickiemu. Oddano majątek państwa (a więc i nasz), w postaci ziemi o wartości co najmniej 320 mln złotych. Obecnie, w roku 2005 - po 16 latach "zwrotów" majątków, Kościół Katolicki nadal domaga się kolejnych.
Kościół Katolicki ponownie stał się największym posiadaczem ziemskim w Polsce.
.
?
Uważam, że powinno się wpłynąć na Kościół w Polsce, nawet poprzez nakaz, aby praktykować tylko jedną formę przyjmowania komunii świętej - na rozłożone dłonie przyjmującego