Moja historia - Julia Musialska

Kup ebooka

40.38 zł
33.52 zł (34,32 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Dziecko Taty

W szarym ubranku

Ukryte jest stworzenie

Które światła dnia

Boi się zobaczyć

Lecz nikt nie wie

Że wszystko stracił

Ciemność wkroczyła

Lecz budynek stoi otwarty

Ławy drewniane

Skrzypią starością

Siadam w nich

Na chwile wszystko znika

I nastaje cisza

Widać światła promień

I ten bezpieczny głos

Delikatność w nim jest

Oraz spokój

To jest Ojciec który mówi

,,Moje Dziecko kochane"

I szare znika stworzenie

Płachta smutku zrzucona

A pod nim

Jego jest dziecko

Które chce bezpieczeństwa

Które chce ciepła i dobra

Dlatego mówi

,,Tato przyjdź proszę"

Ojciec się uśmiecha

I na barana bierze

By chronić od zła

Swe najukochańsze dziecko

Close space

Gdzie w zamkniętej

Jest przestrzeni

Niewielkie stworzenie

Które pragnie uciec

Przed samym sobą

I otaczającym światem

Stworzenie które pragnie

Być istotą wolną

Bez cienia strachu

Lecz boi się tego

Co może nastąpić

Dlatego idzie

Do Domu Ojca

W ławie siedzi

Zakrywa twarz rękami

By nie było widać

Łez spływających

Łkając głosem

,, Ojcze proszę pomóż"

Gdy te słowa wypowiada

Czuje ciepło na duszy

I słyszy głos Jego

,,Moje Dziecko jestem"

Czuje Jego obecność

Wie że nie jest sam

Nawet gdy Go nie widzi

Nawet gdy Go nie słyszy

On jest zawsze

Other street

Wszędzie jest ciemno

Wszędzie jest szaro

Ponuro i źle

Smutku wisi aura

Zła widnieje przestrzeń

Czarna złudna fala

I tak idą ludzie

W tej goryczy szeregu

Omijając co jest najważniejsze

Tylko jeden człowiek

Może kilku na milion osób

Wyrwie się z tej monotonii

I wejdzie do Domu

Przeciwnie do nich

Z uśmiechem na twarzy

Radością w sercu

Na kolanach padnie

I powie

,,Jestem Tato"

A On spojrzy na swe Dzieci

Z radością przywita

Na swe ramiona weźmie

I powie

,, Moi Synowie Moje Córki

Widzę słyszę że jesteście

Ja z Wami będę

nawet gdy wy będziecie daleko"

I tak Dzieci Jego

Od szarości monotonności

Oderwą się na zawsze

Gold situacion

Gdy napój złocisty

Do swych ust nabieram

Czuje smak klarowny

Jego zapach aromatu

I wtedy swe oczy zamykam

Przypominam chwile

Miejsca jak i sytuacje

Kiedy podobną czuło się przyjemność

Delikatność i pragnienia ugaszenie

Pora to była wieczorna

Gdy w ławach drewnianych

Gdy światło zgaszone

Siedziało wtedy się

I w skupieniu

Na Niego patrzyło

W rozmowie z Ojcem zajętym

Delikatność i łagodność

W tej chwili miejscu była

Otwieram oczy

I znów tu jestem

Last minuten

Gdy tak trwam

To już czuję że

Nadchodzi niedługo

Mój żywota krótki czas

Już tykanie zegara słyszę

Coraz szybciej wskazówki

W ruch właśnie idą one

Tak nie wiele tego czasu

A tak dużo do zrobienia

Jeszcze z tyloma ludźmi

Spotkać się trzeba

Odpowiednie znaleźć miejsce

By ci co chcą

Mogli mnie odnaleźć

Czy to będzie las?

Pełen różnych wspomnień

Tam gdzie spało się pod niebem

Czy to będzie rzeka?

Gdzie pełno osób bywa

Gdzie także most widnieje

A może tak go wykorzystać

Wdrapać się na jego szczyt

I ostatni zrobić krok

I ostatni zrobić skok

A może też nie wiem?

W sobie zamknąć się

Od rzeczywistości oderwać

Przestać być maskotką

Obojętnym być na świat

Na ludzi i miejsca

To co robią wobec mnie

Lecz nie da się tak

Za dużo tego za mną

Odpuścić się już nie da

Czy nadejdzie ten czas?

A może będzie to tylko chwila

A może krótki moment

Którego nie poczuje

Nie zdążę pomyśleć

Że już naszedł on

Uczucie ciepła

Mój Tato proszę przyjdź

Przytul mnie ochroń

Swoim ciepłem otul

Bo ja Twoje dziecko

Potrzebuje opieki Ojcowskiej

Której nie otrzymało

Żadnej od niego miłości

Żadnego słowa ciepłego nie słyszałem

Dlatego gdy mogę

Biegnę do Twojego domu

By usiąść na chwile

W ciszy spokoju bezpieczeństwie

Czasem wylać setki łez

Wykrzyczeć lęk i strach

Bym mogło wydobyć się cierpienie

A dusza stała się czysta

,,Tato dziękuje"

I słyszę czuję Jego dotyk

Serce staje się ciepłe

Przyjemny dotyk czuje

Chaotic

Czuje fale Posejdona

Które po mej szyi spływają

Palącym strumieniem ciekną

Jedna po drugiej kropli kapie

Słychać jedynie wrzask

Słychać jedynie krzyk

Nienawiść chęć odejścia

Opuszczenia cholernego życia

By nastała już ta chwila

By nastał już ten moment

Odejścia i zapomnienia

Od rodziny odsunięcia

By Zeus odszedł

I nie sprawiał już problemów

Nie wyrządzał wyrządzanych krzywd

By na wiele zniknął lat

Nie wracając może nigdy

Nie chce już go znać

Dla mnie jest on nikim

Okrutnym stworzeniem

Sadystyczną istotą

Która istnieć nie powinna

Czym jest ludzkie ciało

Czym jest ludzkie ciało?

Może jest narzędziem

A może tylko obszarem

Z pewną sobie masą

Rodzajem płynu

Rodzajem substancji

Czy też mechanizmem?

Pytanie na co?

Na baterie czy prąd?

Jeśli na jedno i drugie

To co jest tym co energie daje

Jeśli jest obszarem

To co się w nim znajduję

Jaką ma zawartość

Czy każde ciało

Jest takie samo

Może jedno jest mechanizmem

Może drugie jest pojemnikiem

A może pomnikiem

Pustą rzeźbą

Bez wnętrza żadnego

Która jednak

Porusza się bez ładu

Przyjaciel

Czemu odszedłeś?

Czemu zniknąłeś?

Mój ty przyjacielu

Ty który znałeś mnie

Jednak od nie dawna

Lecz jakby całe życie

Gdzie ty się podziałeś?

W którą stronę poszedłeś?

Jaką obrałeś drogę?

Czemu nie dajesz znaku?

Całością byliśmy

Jedność tworzyliśmy

Gdzieś się podział Thomasie

A ty Skrytobójco?

Razem z nim poszedłeś

Obaj mnie zostawiliście

I teraz jestem bez nikogo

Czemu swojej twarzy

Stworzonej znów

Nie mogę zobaczyć

I kto prócz was mnie

Tutaj jeszcze pozostał

Czegoś kogoś brakuje

Was moich stworzeń

Wykreowanych masek

Jak to się stało

Że maski same odeszły

Niczym aktorzy

Zeszli ze sceny

Ból

Ból ten pozostał

Ślad na duszy

Jak i na ciele również

Podpisu ich nie ma

Która była która

Lecz domyślać się można

Kiedy wschodziła jedna

A zachodziła druga

Jedna z masek

Była autorem

Z wspaniałą wyobraźnią

Wymyślała co nowsze historie

Próbując w powieść zapisać

Natomiast druga z nich

Wszelkie uczucia

Dobre i złe

Przyjemne i nie

Wierszem pisała

I tak one dwie

Całość tworzyły

A teraz tylko

Wspomnienie znikome

Martwy ślad

Pozostał po nich