Moja droga życia. Tom 7 - Dawid Motyka

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (10,10 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

5. Dawid Motyka - żyj abyś w świetle swoim tkwij

mam dla ciebie kilka nowych rad

abyś dobre życie wiódł i zgadł

żyj bez recepty i dla przyjemności

abyś wiele dobrego wnosił i się nigdy nie złościł

żyj jak ci marsza kiszki głodne zaśpiewają

ażeby wszyscy od ciebie w końcu to lepiej się mają

żyj aby każdy jak cudowny był to dzień nowy

zdobywany od serca do cierpliwej głowy

żyj aby każda chwila była już a tylko wyjątkowa

czuj się silniejszy jak ta ludzka zawiść i odmowa

żyj aby nowy dzień nie był niczym zmarnowany

abyś był dalej w swym celu mocno znany

żyj aby praca ciebie na rękach ponosiła i nakarmiła

dawaj z siebie więc wszystko aby w ciebie ludzkość wierzyła

żyj jak potrafisz najładniej i najtrafniej

noś się zawsze do swego celu aby zgrabniej

żyj aby spełnienie było zawsze jako oczywiste

napełniaj więc torfem te donice aby kwiaty rosły błyszne

bo każdy dzień jest nowym przykładem

jak zdobyć świat z namacalnie wyczekanym układem

bo każdy dzień jest nową ulubioną szansą

rzucaj więc kościami do gry i bądź z nową planszą

bo każdy dzień zanosi nas o wytrwałość i wiarę

nie lubi mieć żadnej katastrofy ani nic za karę

bo każdy dzień staje się jakby kolejną nowinką

czy to z plotkami czy z sensacją nie będziesz z złą minką

staraj się więc spełniać ku możliwie swemu

abyś bez błądzenia żył już jak i ku bliźniemu

zawsze masz moc i nową siłę na wytężone najlepsze

wygrywaj więc jak pyszne danie i sól z pieprzem

8. Dawid Motyka - zmierzch na dłoniach

jak kwiat Orchidei który nie więdnie bo czuje cud boskości

tak ptak Słowiański leci obłędnie w swej doskonałości

jak liść brzozy co spocznie na swym nocnym wersalu

tak drzewo radości popłynie do wiosennego balu

gdy tęcza zahaczy o pojezierza na Mazurach

zabłyśnie swym promieniem o zboża w nizinnych Wzgórzach

jak wiatr co pędzi z wielką ochotą porywczości

tak świat zabarwia się z poranną kawą swej skłonności

gdzie schody idą do swoich pól na piedestale

tych malowniczych wiślanych gór co płoną stale

tak łuna co w gwiazdy wleci już jest na swym niebie

obłoki nam światłem świecą dotykają jedynie siebie

...[ciepłem stroń matczyna zaraza

owianych tajemnicą to wieczna zmaza

bo drętwy zgiełk otacza się w niechcianych chmurach

a stronniczy śpiew zatacza w murach

wielkie to pastwiska w urodzajnym lecie

gdy wiara i miłość się dobrze wiedzie

wielkie to śpiewy akwarelowe

gdy pańskim słowem wystaje w mowę]

jak słońce co gorzką łzą zapłacze

ten świat plącze się niebiańskim chlebem ja go haczę

jak złota rybka co słono słodko lubi zatańczyć

a mama swe dziecię chce aby sobie niańczyć

jak parasolem otwieram swe ludzkie wrota

do drzwi które wypowiem brzmi sobie ta słota

jak dach nad drzewem koroną się to czai

kocham te łąki co wolno o sarnę odwiedza swój gaj

7. Dawid Motyka - skamieniały

gdy gra muzyka i wszystko się zapieka

organy chcą wyrzucić z siebie grząską toń

płaszcz z swetrem się ciągle biadą zwleka

dopływa do szerokich ulicznych pustynnych dłoń

ta era znienacka się zapiera

piszczy dnem z własnego musu co to przez ego

cholera już mnie wielce tak poniewiera

do serca złote liście się tną co to jest w lewo

wydają góry purpurowe brzmienie

i ołowianym losem tną swe wyżyny

waleczność się ze sobą rwie po niczyim lesie

stukając jak armata w te ciągłe miny

ukrywa się szturmem los sponiewieranych

chwalebna cisza napaja smutkiem swój gniew

bożyszczem jest już ten typ rozeznany

promieni gdy głuchy skamieniały niczyi latarni śpiew

pokrywa bałwochwalna zamienia się w rytm

dociera do granic swych pustych możliwości

pantera zabiera swoją jasną zgubę w tonącą myśl

uwiera skąpymi baletami z uścisłości

gdzie grzmi struktura i pada się w woń

Chimera obumiera w swej litej naturze

a serce dotyka swą miłą do zera skroń

wszystko zakrywa płaszcz w swej dzikiej chmurze

dlatego walcz mieczem o stół i o gwóźdź

aby radosnym to słonko powlekało

za bardzo się burzy ten mocny ruszt

co spocznie jedynie stęchliźnie zabrało

i wiara nadzieja i miłość chce

dotykać anielskiego roztropnego człowieka

bo rozkosz za bardzo się budzi tłem

zaczyna powoli dotykać się nocna powieka

9. Dawid Motyka - ostoją miłości

miłość jest odblaskiem naszej czułości

darem nieba dla swej wdzięczności

jest poebą spadających gwiazd

nieboskłonem, który ciągle raczy nas

miłość jest lekarstwem do wszystkiego

ozdobą światła dla życia lepszego

jest podaną na dłoni szlachetnością

więcej nadprzyrodzoną okazałością

miłość daje duże życiowe skrzydła

aby się nigdy nikomu nie zbrzydła

daje poczucie wielkiej obecności

dlatego umacnia się w swej zwięzłości

miłość nigdy nie zawiedzie

choćby była w dużej życia biedzie

miłość się zawsze sama obroni

tylko do siebie trzeba ją omieszkać niczym do dłoni

szczera miłość nie trzyma nas na smyczy

nie ma, że się z nami policzy

ona wszystko zrozumie, przeczeka

ubarwia jedynie człowieka

największym dla nas spełnieniem

jest miłować z własnym marzeniem

to dwie siły się umacniające

świecące niczym pieszczotliwe słońce

...[gdzie słowem wspomniane miłości

wtrącają się z bezduszności

to miłość zaczyna kamienieć

tracąc swój blask i rumieniec

gdzie miłość godzi w bliźniego

zło zamiast radość szerzy się jego

bo nie ma już słusznej racji

bytu i miłosiernej demokracji]

dlatego miłość trzeba pielęgnować

jak lazur i złoto ciągle próbować

ona otwiera wszystkie drzwi na oścież