5. Dawid Motyka - żyj abyś w świetle swoim tkwij
mam dla ciebie kilka nowych rad
abyś dobre życie wiódł i zgadł
żyj bez recepty i dla przyjemności
abyś wiele dobrego wnosił i się nigdy nie złościł
żyj jak ci marsza kiszki głodne zaśpiewają
ażeby wszyscy od ciebie w końcu to lepiej się mają
żyj aby każdy jak cudowny był to dzień nowy
zdobywany od serca do cierpliwej głowy
żyj aby każda chwila była już a tylko wyjątkowa
czuj się silniejszy jak ta ludzka zawiść i odmowa
żyj aby nowy dzień nie był niczym zmarnowany
abyś był dalej w swym celu mocno znany
żyj aby praca ciebie na rękach ponosiła i nakarmiła
dawaj z siebie więc wszystko aby w ciebie ludzkość wierzyła
żyj jak potrafisz najładniej i najtrafniej
noś się zawsze do swego celu aby zgrabniej
żyj aby spełnienie było zawsze jako oczywiste
napełniaj więc torfem te donice aby kwiaty rosły błyszne
bo każdy dzień jest nowym przykładem
jak zdobyć świat z namacalnie wyczekanym układem
bo każdy dzień jest nową ulubioną szansą
rzucaj więc kościami do gry i bądź z nową planszą
bo każdy dzień zanosi nas o wytrwałość i wiarę
nie lubi mieć żadnej katastrofy ani nic za karę
bo każdy dzień staje się jakby kolejną nowinką
czy to z plotkami czy z sensacją nie będziesz z złą minką
staraj się więc spełniać ku możliwie swemu
abyś bez błądzenia żył już jak i ku bliźniemu
zawsze masz moc i nową siłę na wytężone najlepsze
wygrywaj więc jak pyszne danie i sól z pieprzem
8. Dawid Motyka - zmierzch na dłoniach
jak kwiat Orchidei który nie więdnie bo czuje cud boskości
tak ptak Słowiański leci obłędnie w swej doskonałości
jak liść brzozy co spocznie na swym nocnym wersalu
tak drzewo radości popłynie do wiosennego balu
gdy tęcza zahaczy o pojezierza na Mazurach
zabłyśnie swym promieniem o zboża w nizinnych Wzgórzach
jak wiatr co pędzi z wielką ochotą porywczości
tak świat zabarwia się z poranną kawą swej skłonności
gdzie schody idą do swoich pól na piedestale
tych malowniczych wiślanych gór co płoną stale
tak łuna co w gwiazdy wleci już jest na swym niebie
obłoki nam światłem świecą dotykają jedynie siebie
...[ciepłem stroń matczyna zaraza
owianych tajemnicą to wieczna zmaza
bo drętwy zgiełk otacza się w niechcianych chmurach
a stronniczy śpiew zatacza w murach
wielkie to pastwiska w urodzajnym lecie
gdy wiara i miłość się dobrze wiedzie
wielkie to śpiewy akwarelowe
gdy pańskim słowem wystaje w mowę]
jak słońce co gorzką łzą zapłacze
ten świat plącze się niebiańskim chlebem ja go haczę
jak złota rybka co słono słodko lubi zatańczyć
a mama swe dziecię chce aby sobie niańczyć
jak parasolem otwieram swe ludzkie wrota
do drzwi które wypowiem brzmi sobie ta słota
jak dach nad drzewem koroną się to czai
kocham te łąki co wolno o sarnę odwiedza swój gaj
7. Dawid Motyka - skamieniały
gdy gra muzyka i wszystko się zapieka
organy chcą wyrzucić z siebie grząską toń
płaszcz z swetrem się ciągle biadą zwleka
dopływa do szerokich ulicznych pustynnych dłoń
ta era znienacka się zapiera
piszczy dnem z własnego musu co to przez ego
cholera już mnie wielce tak poniewiera
do serca złote liście się tną co to jest w lewo
wydają góry purpurowe brzmienie
i ołowianym losem tną swe wyżyny
waleczność się ze sobą rwie po niczyim lesie
stukając jak armata w te ciągłe miny
ukrywa się szturmem los sponiewieranych
chwalebna cisza napaja smutkiem swój gniew
bożyszczem jest już ten typ rozeznany
promieni gdy głuchy skamieniały niczyi latarni śpiew
pokrywa bałwochwalna zamienia się w rytm
dociera do granic swych pustych możliwości
pantera zabiera swoją jasną zgubę w tonącą myśl
uwiera skąpymi baletami z uścisłości
gdzie grzmi struktura i pada się w woń
Chimera obumiera w swej litej naturze
a serce dotyka swą miłą do zera skroń
wszystko zakrywa płaszcz w swej dzikiej chmurze
dlatego walcz mieczem o stół i o gwóźdź
aby radosnym to słonko powlekało
za bardzo się burzy ten mocny ruszt
co spocznie jedynie stęchliźnie zabrało
i wiara nadzieja i miłość chce
dotykać anielskiego roztropnego człowieka
bo rozkosz za bardzo się budzi tłem
zaczyna powoli dotykać się nocna powieka
9. Dawid Motyka - ostoją miłości
miłość jest odblaskiem naszej czułości
darem nieba dla swej wdzięczności
jest poebą spadających gwiazd
nieboskłonem, który ciągle raczy nas
miłość jest lekarstwem do wszystkiego
ozdobą światła dla życia lepszego
jest podaną na dłoni szlachetnością
więcej nadprzyrodzoną okazałością
miłość daje duże życiowe skrzydła
aby się nigdy nikomu nie zbrzydła
daje poczucie wielkiej obecności
dlatego umacnia się w swej zwięzłości
miłość nigdy nie zawiedzie
choćby była w dużej życia biedzie
miłość się zawsze sama obroni
tylko do siebie trzeba ją omieszkać niczym do dłoni
szczera miłość nie trzyma nas na smyczy
nie ma, że się z nami policzy
ona wszystko zrozumie, przeczeka
ubarwia jedynie człowieka
największym dla nas spełnieniem
jest miłować z własnym marzeniem
to dwie siły się umacniające
świecące niczym pieszczotliwe słońce
...[gdzie słowem wspomniane miłości
wtrącają się z bezduszności
to miłość zaczyna kamienieć
tracąc swój blask i rumieniec
gdzie miłość godzi w bliźniego
zło zamiast radość szerzy się jego
bo nie ma już słusznej racji
bytu i miłosiernej demokracji]
dlatego miłość trzeba pielęgnować
jak lazur i złoto ciągle próbować
ona otwiera wszystkie drzwi na oścież