8. Dawid Motyka - Na karuzeli
1.
Graj muzyko ma
Graj
jak jabłuszko unoś ten rytm
z konikiem polnym wznoś
piosnki dwie
od mowy ukołysz
obrót na raz
potem na dwa
ukołysz
Ref.
Graj
niech niesie się wszem
odbija od ucha gdy sen wesoły
Ukochaj
Graj
niech niesie się w pociechy rytm
odbija od ucha gdy sen goły
unieś ten dzień
2.
w krawacie jest
i pnie się do wszystkich łąk
pagórków i lasów
przy lesie u zbóż
uradował cię sam mistrz
chce tutaj spróbować u Róż
na całym podwórku
zwiódł i bódź
3.
I noś ten statek dookoła
Uśmiechaj się w przyjaźni
to trampolina z wysokich drzew
muzyka się w sercu chce próbować
obrócić do wszystkich głów
11. Dawid Motyka - me zborze, u mistrza
Stokrotka co w polu błądzi
płodzi biedronce nasionko szczęścia
to jej pomnoży
w Podziękowaniu za dar przepiękna
żywego od fruwania, skakania z kwiatuszka do dłoni
z kapelusza do rękawiczek
do swych ulubionych nożyczek do ucha
gdy w ogrodzie słucha
podpatrując śpiącą Królewnę
którą na bal wzięli
zdejmując swoje buciki, i kapelusik
w czas, złotą karetą zabrać zdążyli
- jej piękno odkryli
jak las szumiący po same końce fal
do brzegu morza, skrytych skał
namaczając kroplą od zderzenia ciał
na piasku co serce ujrzeli
co dziecko trzymając rękę
narysowało
mnie i ten ogródek
idąc dalej z wiaderkiem po swoje szczęście
wrzucając do środka na
jak złotówkę złotą
dodając radośnie
Kocham, to po to
czy to się w mojej znalezionej muszelce nagrało?
Czy na długo tam się schowało?
i wraca stokrotka do domu uśmiechnięta
gdzie konik polny czekał
na szczawie grając w podzięce
za duże ilości traw
a stokrotka w koniku polnym włosy czesze
kręcąc je po sam koniuszek palca
zostawiając szminką namalowane Serce
spoglądając w szybę do słońca w podzięce
Płonie moje spojrzenie, kojące deszczem
bo była zmącona, szukając piaszczystych fali
w biedronce widząc siebie
dostając wszystko i nawet więcej
i Kocha co ma
14. Dawid Motyka - Twierdza nigdy nie zdobyta
Nadeszła chwila
gdy powoli im pierwsza się kula stoczyła
w dwunastu zepchnęli ją i podpalili
a twierdza zasadzki założyła
by wszystkich królów przechytrzyć
cała droga się modliła
idąc na całość z wiarą
by cudem zgasł cel
bokiem porywa bawoła krew
rzucili drugą i trzecią stroną
i linę przecięli
by dziura ogromna ich wciągnęła w dół
lecz tego nie przewiedzieli
pułapka nie wypaliła
i strach wtem
nastała cisza
i zaraz potem krzyk
do walki
trzeba unieść w dwunastu razy trzy
z pułapką cztery
nie oddamy bez obrony
i samemu nie patrząc w oczy
a jedynie z bezmiarom o ratunek
być szybszym trzeba
by ratować dla Rodziny
i miecz i ogień, i popiół się wstecz
co kula miała zdobyć
pobić, zgnieść
roznieść w pył, do upadku zmusić
parzy boli
gdzie jest Mój Duch Boży
Idzie, by zbierać żniwo
ogniwo i łańcuchem rzucając
wszystko weźmie
nawet trzody i jedzenie
wody pragnieniem
i żony i dzieci radosne
mężowie są na stracenie
całe rody
koniec
czas zemsty
i oliwy wrócił
kara za chłosty
odwieczne wyczyny
za bardzo uwierzyli
15. Dawid Motyka - Ucieczka w nim
Wzruszeniem się Serce przemieszcza
Od Miłości wzruszone do łez Szczęścia skruszone
Przepływa wszystkie granice mórz i oceanów
rzeki nalanych po brzegi dzbanów
Powidłem odkrywa wszystkie swe szlaki
gdy ścieżką błądziły te dwa ślimaki
co ma cztery rogi, dla zgody i w smaku
Z wdzięczności umywa szklanki, których mina
oto Barany
rankiem, co wspomnień już nie ma
z drogi błądząc u łąk kapusty do pełna
śpiewaków, dostojnych rybaków,
co głowy były u puszczy
zapomniał
by spojrzeć przed siebie
Chodnikiem idąc dodaje od siebie, wygodniej dla uczty
Bo talerz był pusty i próżny
wędruje, poznaje
i idzie dalej
Dodaje mu liść ten zając, ten od marchewki
co wymyka się co noc z pod kół
bo był zbyt Tłusty, za lekki
by zmienić się w stodole u Kóz
To mówi
Idź w przód, idź dalej przed siebie
a ja mam tu dobrze, i wolę spokój
jak ciągle zwiewać od światła
kręcąc łzy w oku do Brata
Wtem folwark - nalej do pustych, spragnionych kapeluszy,
od Króla dni żywym piórem, z bażantem zabarwionym
w jedną Całość
u Pióropuszy
Tu Radość
I z Niebem
zanosisz mą gałąź
do Świata Mojego
do Stworzonego
i Doprawionego
celu
Co kucharza inspiruje
Nić
19. Dawid Motyka - kamieniem rąk
cóż uczyniłeś, że jesteś kamieniem
widziałeś siebie z mojej budowy?
czemu nie chciałeś być błogim płomieniem
to dlatego jesteś wrzucony
do mojej źródlanej wody
czyżbyś się widział ładniejszym od bieli
a może w łożu wspomnieniem pościeli
jakim się stałeś startym, twardym
skoro twe Serce odkrywa się błotem
to potem, nogami brudnym tu wchodzisz
w pasiece bez win
Oko ujrzałeś, to to cię zmieniło
do drogi pragnień i westchnień ukłoniło
w odwrotność wwiercić na dnie
stąd Serce twe bite dryfuje tu, nie
jak konar drzewa kuje - toruje - strofuje
co księcia w bajce zmieniło o grób
od burz i łez rujnuje - przywołuje
Ma woda płynie od stup do głów, do ujścia płynie
korona u róż, dla wielu pójścia pompuje
zbyt gorzkim wolałeś uwierzyć w siebie
i ziaren na niebie w ranie w ramie szedłeś
Chcesz teraz stać się zbyt oszlifowanym diamentem
wpierw wyleż na dnie okrętem, co płynie
nim sen w mogile zginie
Czekasz by i ciebie teraz wyjęli
chcieli, choć nie widziałeś ich wcześniej
wolałeś trupem i kukłą na wrony stać się - ich mętem
zamiast wiecznie być wolnym i miłym dla ludzi
nim wszystkie opadną twe kłody
co tkwią na dnie od tych dwóch
co widzieli, stój, nie wchodź ponownie do tej wody
nim ciebie do mojej rzeki pchnęli
dla liścia, co leży obok
i się starzeje
20. Dawid Motyka - Sadem po wiośnie
I idź boso przez Serce, gdy ciebie mi wzięto za wczas
Kozakami zbyt późno, bo zbyt wcześnie widzę spojrzenia w Nas
Podróż za mała jest
od końca, do siebie
- myślami wrócę tu znów do Ciebie
by poczuć Twój zapachów smak
Gdy widzę, wspominam i świecę
lecz nic nie czując oczyma dotykam ręce
- twój owoców las, co lubię rwać
wcześniej zapragnąć do życia wstać
i przyjść do Ciebie
i śpiewać
I widzę Cię w lesie i Siebie mi daj
Płomieni z deszczem
Blasku, co oświeca mój raj
Owocem, chce dziś się wznieść do nieba
zbudzić, jak kwiaty do życia
I poczułem uśmiechem radość
płynie
chwytając się dłońmi gwiazd
gdzieś, nie otwartych filiżanek
między wierszami
Niech łyk kompotu wolniej zapomni straconych dni w nas
- tamte dwa
a garaż zapasów, do woli przepełni się z wdzięczności
I łąki z podmuchem wiatru, jak taniec na raz ukoi
Widać tu wiele drzew, lecz owoców w nim brak
i filiżankę, co kawy nie ma
i są łyki dwa
23. Dawid Motyka - gałąź
Bardziej niż wcześniej chcę Was
Bardziej od wczoraj chcę Nas
Czy można tak czekać
i Kochać do woli
Ileż chcę sprostać wyzwaniu wypatrując co las
któż z Was mi to w końcu powie
że żołądź przy drodze
jakże dojrzały zgasł
co spadł, bo to był jego czas
a jabłoń rośnie o zbyt późnej porze
bo światła blask pociemniał
poczuł się gorzej
Przekwitał wypatrując czerwca
by zjadać co Sercem przywiało
tobie za mało, oj mało
by zbudzić się gdzie gałąź
od smaku róż
pośród zapachów Zielonych traw
położę się dziś do snu
głodnym ze smaku
bez kromki i wody
Tu miodem płyń
na ciepłe dni, mlekiem się zarumień
Ty, który nie powstydzi się nawet stu płomieni
Co spełnionych bohaterów zmieni
Król nie wstydzi się być tu
lecz jest z Chwałą
bo Byłeś przykładem
i idź do celu
I nigdy, prze nigdy, nie schodź z tej drogi
choćby ci, rzucili kłody
21. Dawid Motyka - Wrak
Zbuduję nową Polskę
powiedziałem sobie
tak 25 lat temu
dla dzieci i Rodzin
sobie próbując spełnić marzenie
które są i tlą
wystarczyło ledwie 15 lat
absolutnego poświęcenia czas
by prysł blask pracy dla
i nie pozwolą tu być
siły odbiorą w pył
by wpierw grać
niespełnionych obietnic cienie
i nie zmieniło się nic
nadal jak gwoździe na ziemi
wszystkie zakręcone są w krzywe klucze
a wszystkie trofea zbiera ten sam
mur
widzę ból
w nowej marmurowej odsłonie
czy lepszej jak lód
co uszkodził komodę
razem zbudujemy
spowalniając rytmu mienię
ciągnąc w dół znak
licząc, że statek popłynie w bujnej czuprynie
gdy u nas Miód i ptaki w śpiewie
a w teatrzyku nieszczęść tych
patrzą kukły
i widz
a my nadal z biedy
szykując się do boju
w którym znów polegniemy
czy mamy choć gdzie schronić się?
czy starczy liści rudych od bólu i ziemi
grzechów zbyt mało i braku płodów
co roku
obumierają jak grób
z kamiennym granitu
co wiecznie chce wyżej niż ja i ty
Polaku - My
WC 11 września 2001
i wystraszyłem się
bum
terroryzmu na bark
tych ugranych kart
i dalszego braku - zielenie
widząc niespełniony dzban
odłożony w bok
dla glorii żmii i lenie
co psuli Maj
którego nie mięli
podrabiając żabę tak
kwa kwa kwa
22. Dawid Motyka - kręcę wąsem
Rozrzutni cechą "pragmatyczni" z apostrofą odgrywają łowiącemu
Kosmo pospolity w krasomówczym zdaniu z trzeciej linii
tylko po to, co mają, Kontemplując Duszą
przeobrażeni od zamierzonych świadomości powściągliwie zmieni
krocząc po swoje bez wiarygodności w minie - kminie
kto prości, a kto ci wyniośli
roztrwaniając co zdarli od ideałów - dyrdymałów chwali
czworokątnej metamorfozy - z strzałą rezolutną
bez wyrazu i bez wymowy - puch do głowy
i buch jest nowy
czegoś-my nie woleli i nie widzieli - to horyzonty i zakrętu zarys
lecz dają, to biorą kpiącym zmyśleniem - im
mrugającą nogą machają z win bez win w mienie
helotycznym wspomnieniem sprawdzają ile lin dają
że wcześniej to lenie, ale się działo w procencie w prezencie
i później spóźnieni, mniej zgrabni w męce znaczeni - dla cieni
roztrzaskując co niemi rzucają ochłapy do wody - bo głody
na czworakach zapełniając do tacy bez odkrycia znaku z raka
bez farb i ołówka - tu stówka, a tam nie dał, nie da krówka
nawet papieru - lecz jest kredka jednozgłoskowa ponęta
co trawę je i nawet pali, a mleka nie
Nikt im nie wierzy, że Świat się zwierzy o grób z haczyka zahacza
bo strach znów tu tkwi i pływa, jak wór, wyłupiając oczy w oczy
by zjeść i pić, być bez życia z obrony dla namowy do odnowy
z zmowy pył pychy wbił chochlę - karą był
24. Dawid Motyka - Tą Mamą
Mamusiu Wszystkich Matek
Kocham Cię coraz bardziej - Tu Twój Bratek
Twój Każdy zapach twych kwiatów który poznaje
to szczyt mych wszystkich najskrytszych marzeń
Chcę pisać o tym co czuję i pragnę dla Świata
Żeby poznali pierścień Twych myśli dla sióstr i brata
trzeba być więcej i wyżej niż wielu może
jak ja - aż trzy razy ojej
Co jakiś czas spoglądam do Ciebie tam w górę
gdzie wszystko koi i łaknie - nie muszę być skrycie
To celu mistrza Cały Gaj
Bogactwo - Statek w ten ukochany Maj
Lecz tu co widać na dole - tu nic nie ma
ni błękitu nieba ni tęcza
to Wszystko było i jest już tylko u Ciebie
Pełny stan - me zapomnienie z naszych ran
I idę do Ciebie
Dla Ciebie Wszystko och Matko
gdy będę w modlitwie Ty bądź mą Tratwą
spójrz w mej bliźnie co szukam i dałem
co Kocham - bo Jesteś Najpiękniejszą z Róż
I płyń Matko do Wszystkich stron
do każdej krainy docieraj i do Twej Dzieciny
i zdobądź Serca na Zawsze Kochane
i Szlochaj z szczęścia, Wielbionej Mamie
to jest Twój Wianek
To jest Twój dzień i twa noc z kocyka
dla dzieciątka - w niebie promyka, co później pomyka
Na siwym koniu - Syn
W mej Ka-walinie w minie
gdzie rzucają kamienie bez celu
A byli jedynie w piaszczystej glinie
od Twego słoneczka - im zmora
od kubeczka i dotyku radość Wielka
wrażliwego Przytulenia Moc na sen
i dzień dla Spełnienia, co nie ma
chce tylko słaby ja
Ty nigdy nie Jesteś i nigdy nie Byłaś słaba
- nigdy, tylko ja
Nigdy u Ciebie nie ma
Wiecznie chcesz i możesz
Kochasz - Pomożesz
i ja Kocham Co Wszystkim się Zwie
I dostałem z Twego płodu i Twego Imienia
Wszystko co Twe
jest do Absolutnego Wypełnienia
minimum jest dziś
ale wróci do syta
Bo Kocham - Kochamy Cię
25. Dawid Motyka - Sarna i królik
Sarna jest jak poezja
spogląda by coś się działo
wie, co to znaczy miłość do pełna
lecz woli być małą
gdy Ktoś jej drzwi otwiera
przyjdzie poszukać pastwiska
kroczy swoimi ścieżkami
bezpiecznie, u leśniczego - z łona
by być bliższa i jaśniejsza
Kto sianem nakarmił i do poił
żyje bardziej spełniona
gdy spłoszy ją strzała nie miła
biegnie niezmiernie strudzona przed siebie
bo widzi, że Świat to już nie piona
A królik wie czym jest ucieczka
zna swe przeszkody i co to jest rzeczka
poprzeczka, nie potrafi pływać
lecz umie zwinnie inaczej wygrywać
Jest częściej zmieniany niż żaba
a Ładna jest wtedy u Pawa
i nawet jest i liliputka, co potrafi się uśmiechać duża
i pamięć jest krótka, a po co ma trwać i czekać
Kto Kocha zwiewać, gdy widzi spojrzenia
a światłem się dzielił z lenia
ten z nim jest ćma co ma farta by dostać fanta
którego nie ma, a schowa się rzewnie do lasu
i przytuli do Trabanta - Kanta
jak w trawie u bażanta wyczeka
bo światło to zgasło i nic nie ma
a wcześniej pędziła do ludzi
po drodze się nadal uczył
do życia zbudził, z jelenia
27. Dawid Motyka - u szczytów lat
Z każdym stawianym krokiem, szukając ciebie nazajutrz okiem, tak teraz pod strzechą z oddechem, i ptaka śpiewem, werwy obłokiem, szukam u Matki siebie, spełnienia moich wszystkich lat, barw odkrywanych namiętnym natchnieniem, bo jesteś mym czystym westchnieniem Tatr i Mórz wejrzeniem, na cały letni czas, i z wiosny obudzeniem stokrotki - tym co zerwie twoje mienie - ten jeszcze jeden raz, by z trawy kwiatkiem się stać, bez buta i pończoszek na boso zgrać, i trwając na czworaka, próbuje znów unieść co budzi do zmysłów młodego mężczyznę, dawnego chłopaka, i leżę - Króluje i szlocham wspomnieniem - cuduje, i ciebie Kocham, cały wielbię, lecz czegoś nie w pokarm, to jest gdy nasz ten las wariuje, i nagle staje się krach, gdy sedno buduję, a czapki bez gruszek nie widzę, bo jestem na jawie
a Ty tam
Z każdym okrzykiem od wewnętrznych burz wywołuję, Twym wycałowanym policzkiem od końca podkochuję, do ust kąta i kącików docierając, wyszeptanych zbereźnych uwolnień do ucha u kotka z Mą Mamą, a tam zmiotka, to mówi zarys Nas - co wiesz, w którym utworze jest Twój blask, przestając być dźwiękiem, a zaczynając grać wierszem poety, na ten jeden jedyny bal, spotkanych marzeń, zwieranych, co kocha się całym sobą jeden jedyny czas, i trwałym co zabiorę do siebie na zapas, i zasieję na ziemię, a później tym niebem po ślicznym uśmiechu namaluję, co pragnie w mym dzban-u ku wzruszenie, by ciągle kosztować się i dalej Kochać wiecznym zbłądzeniem, od sopranu i w barytonie, do czasu schodzenia gdzie bas-u brzmienie, zatrzymuje się ten jeden zegar, co bije, i przestaje mierzyć Bach, lecz rośnie dumnie jak młode drzewo, gdzie las
i jest mi żal
Z każdym nowym dotykiem fizycznych abstrakcji łykiem, zaczynam odbierać - mi sensu nadane znaczki dla koperty co śliny nie ma i wody, bo susza dla ochłody, i listu staranie, bo pióra nie utrzyma w ręku ma cierpkość, a Twój realizm nadzieniem i płaszczem był sennym natchnieniem w mej minie, na czas, to z tobą na rękach się kręcę w tym polu gdzie sad i wiszą jabłonie dostojnie, zbierałaś je i prosto z drzew jedzone, co świeci wonnie - jesteś - spłodzone
I teraz za każdym razem, gdy szukam Cię w mojej pogodzie, zabiera mi rok grad - bo jestem znów w głodzie, bez smaku zjadając co mam, pusty list i mak
ciągle obumierając tu pisz i pisz
i pisz pośród bzów i Dusz, szukam otulenia barw płatków wszystkich kolorów róż, i sprawdzam gwiazd namiastkę pozostałą żywych jak Cały Twój Świat - namalowanych w mych wszystkich snach, co trzymał pędzel, i kto pisał piórem, i był z Królem, i jeszcze z atramentem, jak młody motyl ten pierwszy raz pofrunie - do Dziecka płaczu z deszczem w podzięce glebie, by obrodziła i czeka, bo ryczy las, od nieudanych ciast, to skaczesz tu i tam jak konik polny, którego masz - bo jest wolnym
Ten pejzaż miast, co w nocy znów zgasł, tli się w mej dłoni
I jeszcze raz, na omacka o Świecie zasypanych przebiśniegów w płatkach, mieniąc się puchem od zorz polarnych Jeleniom, rzuconych sianem pejzaży, i o zachodzie zamyślonym schodzę - bo nie wiem gdzie, gdzie jestem i marzy - spokojnie, a kominek zgasł, bo nie było komu grzać, zamykam się i kocem Jelenie
i szukam niewygodnie jak pająk kąta do zbudowania własnego kącika, zamiast dłoni na pocieszenie, którym się staje, zjadając szczaw w podzięce za ukojenie i Was
i widzę jeszcze, jak ptak co frunie i pielęgnuje małe pisklę, choć nic nie oddaje i nic nie buduje, ma Matkę w podzięce Zwyciężając idzie w siłę - zbuduje mienie
i zakładając czapeczkę to ja,
który jest i mnie nie ma
jestem jak zając
w klatce zjadając - marchewkę
niczego się nie da więcej
choć mam tyle traw
i mak na łące w zieleni, szukając w fiołkach poruszeń
zaczynając ponownie siać i później zbierać
by dać
słuchając muzyki z oddali, którą przyniósł znów - uszczypliwy wiatr
z mojej fali
jak z za dawnych lat
29. Dawid Motyka - Przepraszam
Przepraszam Ojcze
że Cię ignoruje
lecz piszę co czuję
Piszę, to, co mi zostało
a przecież wiesz, że jestem za mało
wiem, że nie ważne
czy mam co chciałem
to rzeczy są w Sądzie
wszystko oddałem
i każdy się może - tu zmienić i sprawdzić
poczuć Duszą, na stabilnym lądzie
wywaru napić
bo to co widzisz
to właśnie potwierdzam
To pan od tych co wzięli
i potem się w błocie widzieli
nie widzą już trawy
i ćmy i dzbanów
jedno jest pewne
są od bałwanów
a co to kamień
co to patyczek
czyżby się wszystko - skupiło od policzek
jakim ty prawem
zmieniłeś nosa
skoro ta wioska - jest od brudnego włosa
spójrz, rosa
i winę widzisz
minę zuchwałą
wpłatę, nie dałeś
- oj byłeś mało
ile ma zrobić
twój wróg, a Przyjaciel
zadęcia róg
nie tędy postawi noga
pójdź do sumienia
a stworzy się Droga
- u źródła
nie znajdziesz lenia
idź i nauczaj
i nie pouczaj
32. Dawid Motyka - Epitafium drzewa
- Nim ujrzałem to dzieło rzewne jak orła cień, słońcem spoliczkowany spoglądając w obłoku Sowy dzień, siadam
tuląc do świtu ptaka senny czar, zapachem lasów czyniąc w pełni kukułki dzban - dziś jest ten wielki - co zatacza wszem obecny byt z prababki na dziada, na młodym świecie wody deprawuje byk
- co wleci i tym latem, a widzą się tu: tak zając jak i koń sąsiada, co uciekł znów w kratkę wichrem wzburzony, tak winem spiętrzony? w beczce szukając dla ochłody kilka róż, co widzi w swoim białym ogrodzie - z niemowy, ze szmaragdowym nadzieniem umie zrobić to i tam
i z bulwaru jużem kopytem gotowym, dostając skrzydlate pomysły - łączę narody w narody, w jedno schronienie, i zmysły - skinieniem płatków - jak po burzy, jak koniczyny szczęście trzymam w rękach - za uszy dwa, nawarstwiając swoje marzenie - w Brzezinie, co miastem płynie w dźwięku łódki łyk, twierdząc, że twierdzeń jest tyle, co wyjść, tęgich zapieczonym łokciem, ususzonych świń, co są bez kości i mleka - bo wyrwanym jak kartka z belki płotu, co zęba pomiędzy zębami nie ma, do wzroku Matki uciekam - do swojego dziecięcego dworu co czekał, a ja
- gdzie brody, i pełen sad kapeluszy z piórem dograją - me córy, chadzając pagórków pełnych karą, gdzie ja tu, uschniętych patyków do-zbierając, co chrustem swym od brunatnych i złotych Saren mawiają, z zieleni się chwali, bo głodu lwa pyska dopychając podkochując wtuli - by pełno leniwego gwaru mieli i brać co dać mógł, z kuli co pulę dają
i tym zdrowym rozsądkiem co zawiódł, przygarnę pod skrzydło popiołem namaszczając gniazdo owadów - co brzydzi się, i sypie śniegiem na liście pewnie opluwając znamieniem smoczej mamy, bo zgrabnie się widzi z Australijskiego deszczu jamy - grzechu, piaszczyści szorstko próbując Koalę, Rumcajsa zaczyna uwierać stale, dumnym jak szczaw, by być małym z pod czterech skrytych kompasem lat, dla lalek, i błazna, czeka na zdobycz jak krokodyl
oby nie było was tu
nim przyjdzie następny tu - pod to drzewo w Nas, do siebie po swoje, wtem w czas uciekaj w las - co moje, jak w tym tramwaju, bo chwilę później w maju i potem i po wiośnie, i po zimie, bo tym rzucone - doniośle skraplając głębiej w korzenie - w gminie - (doleję co mienie) - niech struje ta pamięć twą uporczywość - Hieronie, korony ci odkażają - u jeden, zakorzenione w Nas Wody pływają, poszerzając horyzontu cienie - dziękuj!, by bez spadochronu i zasłony blady trup bronił, od braku ucieczki na krainy, by nacieszyć się raz słońcem, a raz trunek potrącę, byle napełnić z rzeczki, płonie las
och Erudyto, czemu mi to
35. Dawid Motyka - List otwarty do Wszystkich wierzeń
Idziesz skalistą drogą
błogą, i z przestrogą
wierzysz, że to co powiesz, jest ładne
i wielbłąda warte, przykładne
Kochasz to, co wymawiasz
i błogo na świat stawiasz
Uwielbiasz płomienie i dusze
liście duże, i nawet róże
Lecz wiedź, że z tobą otwarte są wrota
do skał i jaskiń - gdzie głuchota i ciemnota
nie wierzysz, że ma siła jest większa
ani w pasterza, co zmienił jelenia?
Idź sobie swoją ścieżką wspaniały
lecz wiedź, że będąc zuchwały
upadniesz, u progu kamienia
i zgliszcza się zmienią, i powiesz - nie ma
nie ma już chwały i Boga
jest tylko Posejdon - co wzdychał, i był wyżej
lecz zmienił się jedynie w Karolinie
To są przestrogi dla Syna, i świat się zmienia
odmienił, i będzie mniej z pieca, pełen radości
i uśmiechnięty
i pójdź do mojej córy
którą Wielbię, i Kocham z góry
i ochrzcisz się, na nowo malejąc
a potem mdlejąc, kreśląc swe Łono
Widząc Leje tornad i lejąc się z Ono
To będzie kara słuszna
i posłuszna mym dzieciom
i braciom
gdyż widzieli świat u stup
a byli ograniczeni, nie znacie?
Nie chcieli dłużej żyć w Prawdzie
- bo Prawda ich - przerosła
to dlatego była Syna Mojego chłosta
Czujesz co chciałem przekazać
To Wasz jest poczęstunek na raz i powoli
kosztem baranka, ten trunek boli
a wasza to siła niezwyciężona
To kompleks - czy hipokryzja urojona
Któż wam kazał iść tędy, tą drużką
Jedyny Bóg był Drogą - z kózką - Kozą
i rzucał liny, a kłód ludzi nie chcieli
to wyście ich stworzyli - i mieli
Czciliście wszystko co wam przystało
i byliście chwałą
lecz wam mniej już zostało
bo idzie z karą
38. Dawid Motyka - jak dwie krople piachu
- te dwa orzeszki spadające na dwoje ręce - wrzucamy dziś do
tych samych bliźniąt - co o tej samej porze, zdrowych powiek,
obdarują lubiąc - wszem wypełniają
- od zawsze jedną Duszą się razem trzymając - dopiero poznają
- za buty i sweter - Lenką w podzięce, do siebie - jak dwie góry w niebie, co roztaczają się, po tej samej chmurze - za róże
- pia-szcząc od plaży, soczystej wiśni, zerwanych z tych samych ideałów
- spożywają, rozrzucając z garści rodzynek wiele, w leśnej krainie witają
- bez własnych kropli do oczu, odbicia słońca - z jednego kroku
- od jednej stopy na jednym boku - się wytwarzając z obłoku
wyciskając do cna, z tej samej pokory - wrażliwie wyczekując co ma dostać, się stając bez jednej cytryny - na pół księżycem drobiąc
Sterem i owadem, są spełnionym, nie wierząc, w to co widzą
- za chwilę dotykiem i z kaczuszkami w wannie - wstając, na dwa licząc - pięć, bez snu do snu, jak ładunek w mannie podrzucą w górę zabawek drogi pół, by sprawdzić
- kto dojrzewa winnicą Twą, jak dwie burze sadzą Ogródek idąc do Sadu
- wtłaczając w kąpieli - wołające skrycie wibrujące takty
- od dwóch zwrotek - do kół namawiając, uderzając w cymbały - statek wypychając na głębiny, zapierające dech, od lichwy chwały - bum mały
- tu i teraz budują dwie wierze, pod murem z marmurem - i fruń do ciebie
- podobnych jak dwie krople pyłu - jak dwa sygnały, pukające łyżeczką o dno, do herbaty namawiając bo
- z Kar-patów i Rys, dwojakich czule Sandałów, wysyłali wrażenie - na raz
- by wichrem się stać, dla wód spiętrzonych nazajutrz pędzącej zwierzynie,
wolnej z kałuży - się nawadniając dziecinie, przemakając mokrym do suchej nitki - jak dwie parasolki - zamieniając kłębuszek w koniec
dla dwóch zmysłów, z szmaragdowych pomysłów
karatów i klękając - składając sobie przyrzeczenie - jak puzzle - na raz
- dwoje o likier wypełnienie - bez siebie i wzruszeń, gotowych o poczęstunek - jak Ja dla
Ty i Ja, we dwoje, pragniemy być Światem i z wielkim bratem - o Ojca zahaczając
Dla Wszystkich co mają - Serca dwa, tak będąc z krawatem - bujają - i muszką bez ziaren
a jednak wygrywasz, bo sadzę - siejąc się - rozrzucam
- Rozepchnij mnie, a będziesz w dole
- poznaj paznokci płomieni statek
- Kochaj mnie - jak w wielki Smaczek
40. Dawid Motyka - Snem miej
Jakiem to poetom miałbym być
gdy nie ma róż
Jakim to Świeciem chciałbym być
gdy nie ma Was
Czyim spojrzeniem miałbym iść
gdy Was tu nie zastało
Jakżeż prozą trzeba być
by się dniem stało
- Razem pójdźmy
Do jednego
co winnicą świecił za dnia i w nocy
z jednym i tym samym
jak wzloty
-
Krzyżacy, coście uczynili
że zgubiliście Tatry w Rzymie w płomieni
jakiem to Królem się stali
że nikogo nie zostawili
gdy bez wiary
-
To patrzcie;
Wery macie
63. Dawid Motyka - zainspirowani bohaterów
naturystycznie choć raz, - roz chocz o oranymi grzęzawiskami
dong ding, - Hierro warkot za wmył z ateistycznymi zlewkami
a bank na kraje antropogenu ulicznym wyznani
chochliki do swego sen co wdaje, -
depcz coś w Leś, im ostro utopijny wnieś pleśń
wysforowany dong nosem z wrzód wyznany
Conopeum i już, - artefakty swym w rozdarty w Wenus, - cóż
ho hu! diurnistę w pały, a mu, - cumulusy z wały w piół zagrały
każ nachlupać co w wyformowani, ten idioci, - czasu zgrani
Gdym wątło; w dym za wił co spił w; Mił żądłem rządził
Bom! Afonetycznie narodzisz się, - w krawatów mocy|
dość z czosnyków - blizn i kił, a w mąk w pąków rósł gdy zgnił
odwiecznym się świecił, zarumieni co w sumieni w dzwon bum!
strażaków cieszył|
lecz wklęsł wyklętym, powietrznym zdaniem zmienił|
W bagatelizowanym, - rozpuszczanym, w marcepanie skrzaty znanym
na chybił, trafił, him, - Potrafił|
tudzież dezodoranty, utopijne z maty; - zasysani w kanty z kraty, -
za gwóźdź do gwóźdź - w dym posprzątani wtem za wpuści
- bo wleci w; dziecko - w pałągu świeć | za złoto... z Lur |
Zdementyzowani, - z wodnistymi kulami, - coś leci się; za w gbur | |
91. Dawid Motyka - pamiątkowa
tylko ludzie, stworzyli sobie głuche brony
tylko liście suszą groby wrony
tylko nauszniki kropią wiodczą mamą
tylko tylko licho prysło w znaną
ah podrzuci mi ty rycerzem
staje do walki o zryli pancerzem
ah mój jasny świeci w Jasnej skórze
przecie patrzą kurczy się o burzę
już mi zabieraj sercu zapomina
kawałeczkiem dzbanów i z komina
cham do wiosła zakpi z lala
o wyskoczy w mości zdana
i pyta się jabłko do broni
czy kamień zawita do skroni
a wita się puka za wiadro
o pyta niech zgadną
i liczy czy wyszła kalarepa duża
co duża to oddłuża
za stanie w trójkąta w porzeczkach
nie grzeczna sprzeczka
i mydłem się Wcisło za trwaniem
zastyga w ohydnym braniem
kicz i kiczem powiela
zabiela swego onieśmiela
cham! chamidłem się staje
kram do kranu wydaje
i chyco za pico powoła
kalarepa z grzegoła
myśli i myśli oh panie
czemuś ty był w tym dzbanie
i kiczowaty wystaje mu róg
podły włochaty mój wróg!
98. Dawid Motyka - czyszczarka pierwsza
szło sobie bydło do swego zboża,
a ziarna nie widać
pędzący pociąg od uszka do ucha brzucha
zapomniał szyneczek sweterka w duchowa
nie przedostaje się do talerzyka
taka wisienka pędząca z pacierzyska
pędzący rosół zawitał w literach
pomyśl, polizał co swemu teraz
i niemym przyznaje się dudni do wiocha
zawsze bajem dobra kokocha dudunia
pędzący kościół się znów nie zatrzymał
nie wypominał; leczy ciągle zapinał
nowe za stare się znów im wydaje;
a tu kołderką coś mi przyznaje
czemu się drzwi nie chcą domykać
aby zapłakać w mokrych pościelkach
chyba już widzę Cię; własne z okienka
taka radosna co czyści sreberka z żeberka
pędząco mocno mi tu podrzucają
czają; za ciągle żyją i mają
widełki za wiosłem o ciało Króla
nowa narada podniosła bula
ah trzeba tak trzeba z mego to łóżka
co często gasło i przęsło z brzuszka
bydło za ciało a oko za Mistrza
chyba głęboko opowiesz w zgliszcza
i stoję tu ciągle w świetle trabanta
cała kraina nim stała się otwarta
jakimż to cudem pędzić zza bani~
wód zabrakowało od Wieczystej pani:
i nic już nie trzeba aż wydma zagrała
pełno żonglerki sobie nabrała:
i krety napinał po wielkich kałużach
mocarz tu udasz w zgodach budach; -
przyszło zdziwienie, że ktoś mi napisał:
takim to cudem siebie w mym niebie: przyklęknął
i przecież jest za mało za słucho bom głucho;
co im zostało, za miłość okruchom
czyż nie w zalotach się wlazło w złocisto rudą:
nagle zostało udo w gruchę
Takiej Panienki się ciągle oszukał w mi: skrucho:
Jam zawitał się w słodkim papaju
pociągiem pędzę do swego kraju
przyszła i chwila głupiego jełopa
za ciało do ciała co będzie w grocha
Mnie kochaj na prawdę i mi: tu wytrawiaj:
mocniej do siebie tak: zawsze zostawaj blisko:
czemu prędzej się musisz wydostać do kina
panie konduktorze bo lepiej "off mamma mija
przecież ujrzałam ta kilo paposzka
za chwile chwasta wychlustać z gruboszka
przecieraj zdumieniem ze swego zająca
brudnieje kamieniem co grosza o kpiąca żryj;
i pykło coś nagle zastygło na wczoraj
wreszcie bez panienek gdy nowa zmowa gnoja i h...a!
przemowa gnuja.
101. Dawid Motyka - co my z tego życia mamy
złap sobie moją chwilę
twoją wreszcie załapałem
złap sobie motylem
sobą wreszcie okrzesałem
zapomnij co sobie pamiętać
niczego nie wymiękać
wolniejszym będę dopiero wcale
tak zamuliło mnie w; pale
złap mnie za rękę
i kochać i nie żegnać
postara się z wdziękiem
tu i teraz.
,że papierek za cukierek
nigdy się nie znamy
za pół winy po mielimy
sokół był już brany
bez tęsknotek tych zalotek
kawalątek zapomnienia
mętnych zwątpień w tym flakonie
rośnie sobie kawał lenia
i niech śpiewa i przytupie
zacnej świeci przecie pupie
posprzątane dziś naprane
spokój, oto umie; zgrane
przemokli ręce strachliwie w pędzę
zalaną of maną za obrzezaną
za swoich z miodem swoiście z kłodem
w szczęki mamucie ssą kościotrupie
ich u padliny za wyczko plany
serduszkiem pajom kaczki skakają
i przezywamy a masz!.
102. Dawid Motyka - dotyk anioła
nie krzywdź
apostrofa lgnie wyostrzona burza
:nie krzywdź motyla, mnie
postaw do schoda, nim nastanie noga
...który nie rozpieszcza,
spotyka jedynie nagle,
i nie rozciera, i nie rozcieńcza,
chwali się tylko; pan wie...
dotyk miłosny zawsze radośnie
nie chce być tyle ile żałosny
dotyk gitary zastępuje pary
aprobuje swobodnie wygodnie, - ssuwaj się;
musk pajęczyn, brudnych od jędzy zajęczych
zwierzęcych podstępnie upadanych ujadanych
zwietrzałe; zachłysnął się w: małe
lecz i: kroczy w Mesajah ten w oczy proroczy
dotyk piramid brudnych rękawic
omyka konsternacje podły Michale
i: Archaniele Boży, co duch nie tworzy
dusi się oddech!
dusi się modnie i jęczyć dokuczy.
:i chorzy już nie będą w cierpieniach,
głodni w ramieniach, - nie uda się podróż Aborygena;
;zawsze w płomieniach,
pochodniach, i cieniach;
Ujrzyj mnie i rozprzestrzeniaj:
nim rzucisz falę... do góry wodą
- nie wejdź niżej, aby tylko Mi: Ufaj
- bo kochaj za wczas powiedziane...
stale dom wen na czekaj i uprochaj...
- ten litości, zbyt prości, a ryba; oby bez kości,
- ;u podłości - twoja wina, twoja wina, twoja wielka wina.
Rana moja - gmina.
104. Dawid Motyka - dokąd idziesz - świat zbrudzony
dokąd idziesz, przecież świat chromosomy
dopłyń do siebie czym prędzej po winie za twe kielony
dokąd zmierzch swój zapuszczasz absolutum
przecie przecierów już gąszcz oh w puszczach z drutu
nie patrz co tyłem, za wstecz i wskroś o maluj:
zatańcuj jeszcze pomału
niech płynie twa wioska i miastem dopieści
się znów promieni, kaczeńcem jeleni
gdy smaków zabrano nie wpędzaj o wdziano
przywołaj go do grobów co sny zatarli o siano
zawsze możemy powrócić przywrócić to wiano
kochliwym spojrzeniem nie tęgą mamą
przyćmij swój zakolisty zagaj
prze mokro o jakże wysoko
dotrę do celów zbóż i oceanów owoców niczyim pościeli
zawsze tu w bieli miałczkiem nie wymiękli
gdy już zatoczę te wszystkie doliny
podle podmoknę za swoje dzieciny
kichnij w ten Raj, błagaj i paj
przewróci się słodko niczym blada w wrotką
wtedy ich nie mieli
schód schodkowi nie ułamuje
wrót wrotom nie przedostaje się
kłuj kłują za bociany i parą
chłód w głód wędruje się działo mało
gryzoni nigdy za wiele
gdy do broni się siodło onieśmielę
stój.
Kosmopolita. Znój. Oligarch!
110. Dawid Motyka - tłumy i Ja, Ty i ja sam, MY!
zrobiłem tyle kilometrów
żeby odnaleźć swą twarz
twą ujrzeć pragnąłem i Kochać
wykonałem czynności wiele za dnia
bo w nocy, nie można już spać, za zbyt wiele - poświęcenia
ta za wolna
uchyliłem rąbek tajemnicy
tej zdobywczyni
czy czyni, czy prosi się o coś tam
zdobiąca
bogacze cudzołożyli
a tkacze sobie byli
jakby z twojego dna
uruchomili, wiele szczodrych czynności
ja sam
zapomnieli kim byli
bardzo mnie upodlili
I: teraz idzie nowy świat
nowe życie
nie pomyl się z mas
wrogo postawiona postać
nie wspierać!
coś narobił, ty bałwanie
tobie pływać w kanie
do sukcesów, nie dociera się zbierając złomy
złoty dąb, -
już nie mieni się w makaronie,
a słowika zapomniał pan z gąszcza którym płonie,
o podal leży laj,
kamyk stuka w baj,
rumie się płynie, ostoi i w winie,
czemu zapytał ów pan, spocznij na dwa klaska,
zapomnij o" wyrazka,
i teraz zrób sobie tyla,
motyla
- wal w tynki ile cza
kurza łapka - a jak!
to nie Nasz Kochanie:*
wyrodek iż z iglaszka, - to taka czaszka
Obcymi nie zagramy
118. Dawid Motyka - Boża roztropność: i: wyczekuj Mnie
Czy Twoja Twarz mocą Roma może nagrywać
Wolą wspólną, wyczekuję Cię Ojcze ubogi i: jakże sto dni drogi
Czy własne ukrzyżowanie, można ożywać w zapominanie,
Ciebie mi właśnie potrzeba, często w staranie
Czy światłem wdzięczności, prosi się czerń w kolorach
Tak Wszystkie wianki pomału tuptają, na trzy korony
Jak bardzo można się w Tobie nasłuchać potulonym,
śrubą za wartość słodziej Miłości promienniej wytrzymać możesz
Dawidem psalmy przefaluję w swej czułości namiętniej orzeczenie
Oddaniem za troski i: więcej jak pół a, Chojnie czekaniem, i: w nic więcej:
Twa Moc nie truchleje, tu kiedy światkiem się śmieje
w moc podarunków od nocnych zdarzeń u belzebuba kłamie!
,i wszem nacieszył się w pełni zdumienia,
od kropli na ramienia, w całej ziemskiej w omamie:
promieni się Boska wdzięczność rzeczywista
ta kto komu dopowie, dopomóż temu co Ciało klęka i: nie ulęka się:
Błogo zasypiaj w naszej Damie o przywołanie do snu,
niczym patrzaniem do luster, co często trzęsło w piuł:
Królowej prze czystej: za swe starannie przy mojej Mamie
wystarczy tak: jedno pragnienie, abym pomoczył twe oczy, w skinienie
jakimż to Ty: My, Bożym dowartościowaniem, przysięga za kamień
za twe dwie czyste wody, i rzeki z ochłody, od twego spojrzenia:
do ratunku, co prze litości, żołądź w bąbelkach prości się tu prosi: bez trunków i ranienia:
i: zmienia się Świat
122. Dawid Motyka - tłoczą pulicera
patrzą się, Włoszczą, a czy wyskoczą, aj wykroczą, tym warkoczą, i przetoczą się z gniota, majestat obczyzny - głupota.
,obyczajem, tankując z inżyniera; tu udaje,
przypomina, lata kmina;
a, tu przyprostują, się protestują, potem ripostują i wyprostują, dziękując, za zbudowanie swoje w haje, które tu kury w bury maki zadziobaniem w znaki
a traktorzyści są w buldożerach
za rysują, za szkicują, za szachują, za szlochają, i królują, lecz kreskując nie umiemy iść już za,
to z trajektorii schód, minionych gwiazd, do Jingli a masz;
a w Afrykach, słodziak w bykach, -
mmm, prze pycha nim otwiera Zdzicha;
zaskakująca jest ta historia z mas, co nas pożera, już nas otwiera:
I zamaskują się w nas, nim odwiecznie odwiedzą się w pyra z horoskopem w czas;
chodzi o to, co sobie o tobie, nie teraz, nie myślę, czy w tobie, czy po tobie-
tak dochodzą mnie dziś słuchy; że toną kolejna słupy
lecz czy ty pójdziesz sobie swobodnie po pas,
i tak bez wodnie, samotnie, jakby od brodnie, obronię cię co nasz;
I stamtąd przyleci stado płonie płodnie, w błonie się u ciebie minie
za te wszystkie ludy- co budują, a w barburki są za baby buby, zgadniecie się, nim w pył wyjedzie, z jeży się zjawi za kawą do nas;
to te wszystkie latające płoty, i kasztany, wzloty
pędzą się do jabłoni, znani oni,
,a zza kury bury, koło wozi się do woni, same gbury?.
- to za co to boli!
witajcie, -
mości się nie znajcie, ale macie;
,a z zachodniego chodnika, śruby niebem utyka, nie wolno ich ruszać, wiele ich zostało,
- lecz leczy się moje ciało!...
czemu to tak bolało!.!. hmm?.
- coś tu szczeka, gdzieś tu po bólu jakaś ręka, rzeka czeka,
dłońmi moimi, marzeniami upragnionymi,
a tam taka samotna mama, i tak ulizana, sama się uczę w powiekach do rana;
coś tu potem, jak to mam, mać z zgniotem przepisać;
,a przecież jestem bratem, jakimś chwatem?...
- jasno się tli tu dookoła, i z powrotem, mogę mu dać w dół, a ja wlać - pomogę, - znów mam doła, -
- hallo, całkiem sama, okiem mrugam mu, ale Mama;
no to balon, mi to coś potrzeba, -
a szczęść Boże.. resztę w drzewa, może,
...i konopi Włoskiej trzyma szalup, maciek w kilof i dolina balów;
wtem wyskoczą się z wiosełka;
cała jesień, już z miotełka,
a ta niosła, ta dorosła, a w nim w wyn porosła,
całe ciało onieśmielało; ciosła:
123. Dawid Motyka - szkielet nijaki
kondensować zamazaki
sztylet w barbury
byle tyle bez skóry
niechciane mury
nie do burzenia
wury rury
sztylet jaskinia
bardzo nie żyła mordy nijakie
nie do przebycia
nie do zbicia
nie do wstydzenia
krzty chłodzenia orły orzem
wnętrze nie żywem
byle nie zbożem
warzy choć wiekuiście parzy
co nić
walcz byle nie skonasz w brony
ruś włochaczem wołasz o wyć
kielem wypartym
zaparta nieopodal wodna przygodna
byku krasy buły w zawiasy
zastrzyk po klasy zaczyna konać
124. Namalunkiem
i: kłebuszkiem i wargami ciała, zamokniętym
różowianych otulani: o łodzi dziś nadani niani, gdy pierwszy raz tacy sami:
mami: daj mi całusia, co z cumelkiem siusia
"o wazoni, z głogowej szałwy, twe ciało płonie glazur wydmy chałwy
w miody świt Orchidei męsko słodzi świeci grzęsko w wodzie siedzi
zasuszanej tratwy trawi, w pal papierowej kawy przeco są w paproci
wstawani cicho purpurowej z siennic, wstawiennic z Polski
o orzeszku pszenic, szkarlatyni w dłoni od szlachetnic i: w wierności
zwilżę winnych donic z wonnych jaskiń pędnych koni zaproszonych goni
światów w przebiśniegi szumnym rzucających liści w bieli oniemieli
echem zasłon lasów, i soczyście wiśni zabierz w nas, rozkołysz
pędzą wen wiatr płomienni, tacy nadzy w dwojga wrót zielenię morskim
włosem nakrywani z Calineczki ciał kamiennic Kaczennic Bożym siał
o strumienić mi tu chodzi owoc zakochanych pędzli w modzić w: pas:
w niezapominajki boś ty Mój wlazł taki czas kici moje ma:
kopciuszku mój spleciony, otwórz wszystko w me nim spóźnionym; wetywerii:
błogo spokój ducha w śnie...
126. Dawid Motyka - okrutny wiersz
śpisz i nie wstajesz
a kysz;
oglądasz ludzi i co teraz,
;a mysz
idziesz po sobie i do nikomu, i do Wrzeszcza,
,a wyż,
i co po kryjomu,
400 złotych mi tu ciebie zabija
mnie cała gmina - z pomyja; -
nie wie, co to miliardy, na cztery razy
matematyk zgaśnie, bo był obdarty
nie wie, co to polonista i kusza;
własna chałupa i: wita się w zgliszcza, po uszach,
nie wie, co to Michałek,
czy to w szarlotek z głupawek?.
,i idzie narada w piołuna,
co kopnie się; i ujrzy w o trumnach,
i idzie się swoja historia,
a w mordę łagodna, wygodna;
i idzie się; szerszeń po ciele, -
...to łapu capu, jak co niedzielę,
,i idzie kraina tragarza,
pani była pierwsza, a" u lekarza,
...i idzie lęk i noga "cała
,czyżby bez przerwy się chwała kiwała?;
- nie ma już setek tysięcy, skończona;
jedynie se leży na koncie bez przerwy, ta omylona,
;jako skamielina opalona...
,głucha dziecina widnieje i kona,
nie słucha się, w niby liczy w dół dna,
coś tam pokwiczy, a nawet okrzyczy się; w zacna ćma,
,i idzie, idzie do swego łona,
matka Maryja, ów kona, znów ona; -
zabrało dziecię, zabrało z łoża,
żadna z was wieruszka "kokoszka, pipuszka", skoro położna;
niby to żyje, niby se je;
a z siebie wyje, i ciągle coś chce; ...
,ale prawda, - niech błogo spoczywa,
;taka kapustka była, i zmywa,
...a muszę się nażreć; i: nawet przyznać,
oh; - kokaina; -
,ta czterolistna; taka Swobodna;
127. Dawid Motyka - z dnia na dzień
gdym popiół zamienił w diament
z dnia na dzień, taki to: atrament,
nim zgasła się; wszystkie ostatnie w świecach
z dnia na dzień, mnie już podnieca
nim urosły się wszystkie twe krzaki i krzewy
bez przerwy, zeżarły, w polewy
nim popłynęły się wszystkie fale i wody
zaskoczył mnie; z cichej palety mi wskoczył
I: z dnia na dzień, próbuję się zmienić;
to tak jak Ja,:w siebie znów wierzyć mniemam,
:Ukochać, zwierzyć mu swoje ideały:
, - nie umiem już nic od tak:
a byle palec, przecie policjo, to twój był, jest znak,
- ;zakalec, ...
posłuchaj się w siebie, w Mym Niebie:
,za bardzo mi słodzisz, co skoro w glebie,
o nie; ta gęba - głupota;
To i ja powalczyłem, aś walczył w polach do mich;
czemuś mi się nie podjął a" w zgniotach; o pych?!.
I: nie tak jak trzeba,
wojny już nie ma?,
nie tak jak chciałem,
a: Ciebie I: oszalałem!.
,nie tak, więc leci się ptak, nie z tamtego bochenku chleba,
nie tęczy, znów Mi: pieniędzy potrzeba,
co później, to skończy się,
a po cóż mi tu tyle, jak chciałem cofanym motylem,
niech nas ubywa, byś był Ukochanym:
I: jesteś już po czasie,
a, tu są w masie, otacza się; w waszej klasie, był znanym,
warto sfolgować na wczas,
zanim kariera zabije się w nas:
:warto poczekać, ...
,leć, do swojego Raju,
niech trzyma się ten pełen las w Zagaju
,co zgasł w płomieniach w tramwaju w UK
rozterek nieszczęścia, zachcianka, wybranka
i: tylko pamiętaj... się o nas, ciocia Krysia:,ta; - Anka; -
128. Dawid Motyka - Niemiec czy Żona: co czuje
własność nijaka, jak jedność zerowa, za Kasanova, trzeba od nowa,
te śruby mi tu za często latały;
doprawiaj - dogrywaj, chlebiarza cementarzem o Włosim pozywaj,
jak po złodzieju, w twym wyklęciu, -
o cheblowanie z rana, patrzaj w me zdania,:niebo nastaje:
I: płynie się w rajaskich Rajach, ci tylko w swych zaklęciach,
sporo zakrętów tu widać, zakazaj - omijaj;
nie do sprzedania, po wszech dobroci Szwedzi się; zwolnij
młodzi zastali, starzy, niby dorośli, leczy ten lęk, z życiem dorzucali
soczyście dobrani, samo istnie, im zgodniej w pogardzie się śmiali - podzięce zwęglonym, w stawach,
czy noszą się, przenoszą, a może łowić się zachciewa;
ta pusta żaba, jak mi omdlewa, zaczęła sapać, napinać, wybierać,
oh czysta żona mi śpiewa,
- otóż ona;
czy cztery łapy tu trzeba wpadać, skoro pieniądza nie widać,
czują się - kpiąca, śpiąca, zatrważali; -
a, kasza kipiąca, taka wrzeszcząca padliny parodia moknąca w sianie, od burzy wyzywać;
w piedestale palmy i białego puchu po nudnym popołudniu, co o grochach w ścianie, widzisz tu siebie?
Po tym jaśniejszym przekonaniu, stworzonym w pniu i: w oku
co wszystkim Polem, z Rosyjskim Mongołem, przeto tu,
- w Śląsku, zjadłem te kluski w pół: byś był w mroku,
- nie do przesłania, ta z żalenia utopia,
chwalona w chłopów, żelazna kona.
- na domykanie mych drzwi proszę wstawać!
,niech wyprzedzi swój cień, wyjedzie of ciebie w się;
,szczekiem, szczekaniem, rzekłem z mniemaniem,
swemu wolno zachlapać,
- niczym dorodniej, bez zgub doczłapaj, w śpiącym rydwanie w pogodnie - i jedzim, I: uważaj:
chciano wygodniej i szybciej, jak jeden wół, nie bódł
wieś pokocha się tęga wywłoka, tu tyle kręgli, i kul,
krowa niemrawa, w gnój,
I: mierzy się własna mama, która to Kocha, nie niania,
,mierzy się po swemu Ojcowi, i nim był błogi, to tu
Bogowi się wie;
Stałemu, co prości, do ku radości wyniośli się tu: wyczuwają
a bo i: Kochają Cię***
wyznacza się tor, przyjedzie o nos,
I: już się ptaki witają, - przyznaje w me obyczaje i obłoki
Tych cudów natury, nie wyzna się nikt co niosą
,któż tu był, a któż mi tu rośnie:
drewno zasusza mi, oddaję, to ci w baje,
131. Dawid Motyka - W Soplicy: stolicy
o storczyku", o storczyku: czemuś mi taki słodny,
wody daj, miodem siej, przenieś się mnie do słonecznej Walii,
:bom głodny, -
kryształku mój, kryształku z mórz i oceanów; zagraj mi w swej dziecinie,
cymbałku twórz, cymbałku róż, przerzuć się mnie do w swej krainie; -
i ciałku kobiecy, do pana do rzeczy, - czy to się tak ładnie spodoba;
olśnij mnie w swym rytuale, czasem czekaniem dowalim, - niech włosem: a grzecznym, podgrzewaj:
i pieścili się; zachciewali -;o mewach tu śpiewaj, i Dunaj polewaj,
:leć, Gołębiu Mój proszę: nie zważaj do swego losu, bo wnoszę;
,i czystego od stu kłosów, a" lasem Sokolim, płynącym w oddali -:wschodzącym nie bolim,
:zatańcz tu swoje marzenia:
:i zaparz mi wiecznego chleba, wierzeniem od nieba:
i zaparz mi się w stokrotę, szalupie przypatrz za wojnę, -
- storczyku mój w Płotkę, bom płonę; -
:Fiołeczkami, zalatywały mi się i arbuzami, -
:szyszek spadających wprost do Eukaliptusowej się; w błyszczącej fali nadziani, -
do sadu, do sadu poproszę, żeby się nie bali, coś wniosę, przyniosę;
;czosynku coś wisiał tak sobie, byłeś pełen winy,
am był przy tobie, -
Twoich to malin i zielem naskładali tu w; cielem, -
dla Akacji i Lipy wschodzącej: biurokracji; -
I: słodkiego wina" a wiśni w: zalana kraina, - przeminie, -
:nie pryśnij się od pomarańczy:
,za wyplatana mama, wiosenka, do nana nana - tu tańczy:
spoczywaj sobie wen w dłoni Koali, którzy to byli wędrowni, a się nie tułali,
:przezorny mi tu zapisał, kto Kocha, przypisał:
,a ty se, a ty se: podlewaj:
I: Kochaj* mnie tak*
132. Dawid Motyka - to po co mi tu wracać
gdy mama serce proszę:
nieme odbłyski: i czułe szepty;
odblaski nawet z kołyski,
szafirowe nagrania
słoneczników zadania
otworzone serca aż dwa
spoglądnięte za wczas
w owczej wyobraźni
kochającej* się maźnij:
czekoladkowy z zakrapiania
z wód czystości wytrwania
płomienniej się wznosi zorze
o rosi zahacza się za pól:
i wybacza polarnej
przeniosę was wszystkich do moich traw
do moich pantofli
które słodziej o nosi się i młodzi
przeniósł bym cię:
teraz już wiem;
Kocham Cię co słodko se śpi:
przynoszę tu całe Mi: Jaki chce
przeniosę cię:
i tylko proszę,
tak proś:
sekundę za dwa, zaledwie, zadania twe zdania;
piorunem to zamknę litania się;
nie boim pozazdrościć cię:
za prości, zbyt w kości:
możliwie, są spokojni,
szumią się; niby lasem potrafią,
przesuwający się w czas, a wie:
uspokajający Nas czas:
i kładę się już spać:
już trzeba lulu la: :
słodziej zaśpiewam ci:
ty zaśnij: może, podusią brzmi:
trzymaj się za rączkę mnie:
pokochaj: i Mamę chcę:
i drzewo znów witać tu,
płomieniem zaświtać,
i siadaj: tu rosnę w zadania:
niebo serduszko do Mi:
135. Dawid Motyka - wyjść nikomu, gdy ciągle pada - to tylko on: niech spada
czy to koła, o morze figlarne tak idealne:
co mi tu zalata, ten mi tu chrupka zajada sałata
czy w wiośle są czyjeś litery na południe; -
A mi w dzięciole, słodko czeka se w swym rosole iś wolę;
a czy kaszel można narzucać, odrzuca się;
co mi tu gruchać, nakryjcie się: I niech z kopułka se je
czy mistrz tu ustaje się w chrupkich, - zawiera"
jak w rzeczkach, taka tu Kawka, czemu zastawki tli ptaszki:
czy mój czołg mógł mówić teraz i nieraz:
a zgniótł ten zgnity rok w; bęben, jedyny pył; i młot,
a czy niesie się ta cała baranina owiec i chmurka:
tak jemu się trzyma, tuż obok mnie,:słodka słonina malina:
jak słodko se śpi, to niech chrapie mi:
a brzuszkiem to sobie łapię, -
i co tu widać a wyżej powiew w zakonnicach
niech siada nim złodziej się zakrada o łupu cupu z: szpica; bucu:
w rajskiej krainie, i z mojego słodziaka, mucha się tu: zatacza zakrada;
ta cała koszulka, przemiło otula w roszpółka, krótko.
I: kiedy się w tobie znajdzie na piętrach:
taka Wybiera, co sobie w parterkach::Kocha: Moim: W::Kołderkach:
i mów mu Kochaj, i teraz: Cała wyśniona, tam będę w piosenkach ocałuj::i pełni w milionach:
136. Dawid Motyka - Kochaj: co Maj
ta" przepióreczka była moja mała,
co ciągle o żądło w: sidełko się bała
a w szarych, w kaloszach: kokoszach porusza,
słodziej oh" słodko dawaj dwa całusa,
a była sobie ta zima niewielka:
co ciągniki w chliwie za pęka:
a sercu nanosi się kamień tak: usunęły, -
omiń mnie proszę mój: litościwy mały:
i poszły se razem do lasu w mego pastucha:
pomylił kościelny w: weselnego ducha przyniosę:
i licho daj podnieś się zaraz o proszę,
mi: często za garnek się tobą uproszę:
i Lili laj: motylkiem mi:_ daj:
Kocham cię ach: moje tym słodziej:
kocham: co bardziej, w mej wodzie:
Kochaj swój złocisty Maj:
Kochaj oh: Kochaj co daj:
czym prędzej załapaj się wianucha:
ma słodko wiernista: co była z Serducha:
i w moim we: dwoje: niechaj najmodniej się zgra * * * * *
oj Lili La: Kocham cię i Da*****
i czystym nagraniem, kładę w swej Mamie i: Ja*****
czym wyżej, tym możesz się nanieść, oh nieźle ułożę się,
czym prędzej, to tym jaśniej, przyniosę, zaniosę się:
Przędzę, mym dzwonnistym Dniem: Przyjdę,: *
139. Dawid Motyka - powywracane marzenia
jak: Twój jeden krok, przewracają się: na sianku, w bok, - Pomurnika,
w: rok o: dzban:
jak śpiew ptaków, zatrważają, - o wąsko rwący gniew; - o panie; -
u tych wszystkich fortepianów, co porzeczek i agrestu nabirają:
rysujących w cumeleczkach, w niemych buteleczkach:
na flecikach i skrzypeczkach grają:
:w flakonikach mi się tu wtulili, nim się pomodlili: Jer witają:
my tu pożywamy:
częstowani, tu mi koniku gnaj***
jak jeden Lili laj* * dla Mami*** tu chciej*** tu graj*
daj Mojej Miłości aj* W: każdą stronę dźwięków, - chcę ci płonę: graj*
daj w orzeszku: co mi: jemy* kawałecków wiemy:
:otwieramy słonko wyżej hen: tego mi miej:
dla tych wszystkich Kwiatów u: jeleni: omlecikiem i owocem:
:pocałunków i w zieleni:
zjem poezją, którą często gnają ci; -
mi tu gęsto się nadal w wonii tli: aj: nim zawiruje zarumieni w ten wieczysty świat króluje:
putem: śnieżni: wiozą ciebie:
Wszystkie narastacie* mi:
dla mojej Ukochanej ***** Lili * * * * * aż: Po te wszystkie dni:
140. Dawid Motyka - ***** niczym spłodzona *****
Kochana:,a mi to lata; -
a co tam cała sałatka, dzisiaj do Bratka:
a wołam, niechaj se spływa; -
niczym babka, - całkiem nie żywa; -
i okrzesana, za dnia, - znów jest zalana, -
pędni nie biorą; - a po Włosku pobiorą;
e, - co tam, - za w: Gaju: To po Hiszpańsku:
W: Hipopotamku maleńkim*
Jest taki słodzieńki: W: podzięki*
bez pomyślenia: tak jakby od niechcenia:
a ku jedynego ratunku, co znów łona:
a śpi se, i ciągle se kona, - si Halleluja*****
- ;niby zwietrzona; żona, - wybrzusza;
a czy tak to wiątko, a" grząsko, w cielątko:
ot: tak wysoko, i po okrąglutko; Mi: milutko:
taka maleńka* Matula *oh: Moja* - Nim utrudza***
:i się wzbudza, - ta cała Watka: przewyższona;
:Niech ta piąteczka* a, znów się; - wywraca; -
gdzie jedzie bez kółek; - ależ z: Jaskółek; -
byle do Rooma; - ta cała Prawda przemieniona: -,
są: W: cztery latka***** niczym cała w: za: Światkach*
A w: Mym Ideale* Kochanym co: W bale:
Przytulaj::i Ukochaj***** i słodko mi: śpiochaj* | *
:i Przybywaj***** i usiądź tutaj*****
Moja Ukochana Lilianna***** Tylko Najdroższa*****
142. Dawid Motyka - Rzemiosło Uciemiężane::i Cała zmieniona|. ~ ~ ~ | *** | |
Gdzie statek dopływa|
Cudne: mi dane* czego nie słyszy się; - a widzi:
Jury: mi tu zaglądało: gdy słonko: czerwone:
siebie witało:
Jury: czy ciebie mi tu widywać?...
ah słodko mi*
och mało, za mało, by się zagrało: -
Jak mocno siebie można słuchać, - niechaj wydmuszka pływa:
Taka bez końca: -
Wygłuszka Zawieruszka:::
a, mi jest prze mało: - Moje Kochanie*****
Jury, - tak ważne są: Te Nasze:
Wszystkie_ *Maleństwa***, i: Moje są wszystkie drzwi: -
i: policzone są całe te dni:
Tak duże i ładne: i cenne: Mi: Tak* Mi: mniej,
:i czym prędzej się rozpędza; -
* [*], -
Pouczę się, by wyjść wyżej,:i nim zacnę zejść: -
Pościelaj się, i siej: dłużej:
i Ślicznej***** i stoję/
Tak Mocno::i Kochaj: Chciej*****
Moje Jury: jest nadal Tym; - Moim Szczęściem*****
- co wyznacza tory zaklęciem: przejęciem* się:
w Bory: Jasielskie: w Jagnięciem: i stróżem: wiem:
i: Nasza Żywa Woda: Warzywom* daj:
I: Życiem wyznacza: -
i *Ciebie Lili***** Mi*****:i Tylko Ciebie Chcę***** Moje Lili*****
144. Dawid Motyka - przywołaj się ty: - mój brat;!
i Będziecie siebie nie kochać cię wcale; -
i nie szlochać; -
i nie wspomagać wspierać nim bat; -
będziecie cierpieć nieraz, i uciekaj!.
i narzekać chce; -
i uciekać chciej,
i nie wzmagać, przecie wie; -
będziecie szli pieszo w złym; - co z rzeki; - # pływa se:::
które do drwiny chciej; - z żywą kłodą; - i meliną, ' Sową; - chciwą; -
i łapczywą;
_______________________________________________________
***** i gdy góry tych dwojga, dziś ku sobie mają *****
i Kochają***
byś potem sierpień: zapełnił z polnych dróg i nieba#
abyś było w srogie zimy, tym drewienkiem trzeba*****
:i byś mógł: słodko winnego chleba*** w Aniołeczku*****
tak tu wyjrzy *słonko co W: Niej***** dzwięcznej: dziewczyny miej:
a W: Serducho Ciebie Kochaj***** Chcę owoców
i ujrzy mą Jabłonką*****
co kto ujrzy i: podniesie się;
to w mej burzy, co w me zboże, a co nie:
i kto zacznie wielbić Ciebie Całym*****
przyjmie się: w Motyle*****
~ ~ ~ Pełen Chwały ~ ~ ~
145. Dawid Motyka - Kajzerkowa sałata
z twych oczu ziaren, nie można przeklinać, -
gleb mokrych jak lód:
nie można przedostać walczyć napominać; -
w pokątnych z ust nim zawołać
w talent, przepiszczę, w sen warto podołać
uczynków wydostań zen w swą modlitwą;
nim wygłodzoną hieną podbić z blizn
i przestępstw twardzielką okrąglejszej do piły wodnej
przywołaj pogodnej
i klucz dopasuj do z pędzącej sauny wagonim
głucho niemej Warszawy, o Kajzer skały płodni:
zahaczali"
by być przerażona, ta taka zatwardziała żona
trzydzieści Kamczatek ohydą się śmiała odmłodzona
a o bawoła o grosz mi się; nie zawstydzaj
mętnie poczekaj nim tu zakryta, nie wybrzydzaj;
_______________________________________________
|i spała... i tli, aż miała, ta ważka spełniona
sto dźwięków na miotle do idę wtulona:
wygrywaj se w plotę, to tera do pełna;
***** znów złotopiękna *****