Moja droga! - Katarzyna Domańska, Magdalena Adaszewska

Kup ebooka

42.99 zł
36.03 zł (35,93 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od autorek

Od auto­rek

Kiedy zapra­sza­łam moje boha­terki do udzie­le­nia wywiadu, to wspo­mi­na­łam o mojej mamie. To wła­śnie ona zain­spi­ro­wała mnie do napi­sa­nia tej książki.

Mama była pie­lę­gniarką. Pra­co­wała w tym zawo­dzie ponad pięć­dzie­siąt lat. Na jej pogrzeb w ostatni dzień grud­nia przy­szło wiele kole­ża­nek i uczen­nic. Byłam zdu­miona, że tyle nie­zna­nych mi osób przy­szło się z nią poże­gnać. Po pogrze­bie mamy ode­bra­łam kil­ka­dzie­siąt tele­fo­nów od osób, które opo­wia­dały mi, jak mama ura­to­wała ich lub czy­jeś życie, że pomo­gła, że przy­tu­liła i trzy­mała za rękę w chwi­lach cier­pie­nia lub zwąt­pie­nia. Potem, prze­glą­da­jąc doku­menty w jej pokoju, natra­fi­łam na dyplomy, medale, listy od pacjen­tów - pierw­szy raz je widzia­łam, wcze­śniej o nich nawet nie sły­sza­łam. Mama ni­gdy się nimi nie chwa­liła. Dowody uzna­nia nie były dla niej ważne. Po pro­stu zaj­mo­wała się swoją pracą. Była pie­lę­gniarką z powo­ła­nia i pasji. Skoń­czyła szkołę pie­lę­gniar­ską, którą wybrała świa­do­mie i zde­cy­do­wa­nie, gdy jako nasto­latka ucie­kła z domu do inter­natu, by uczyć się wyma­rzo­nego zawodu. Była wzo­rem, auto­ry­te­tem i naj­lep­szym nauczy­cie­lem, choć nie miała za sobą stu­diów mene­dżer­skich ani kur­sów z zarzą­dza­nia zespo­łem. Idąc swoją drogą, wywie­rała wpływ - na zasady współ­pracy w szpi­talu, pod­wyżki wyna­gro­dzeń dla pie­lę­gnia­rek pra­cu­ją­cych po nocach, rangę szpi­tala, gdy kie­ro­wał nim prof. Zbi­gniew Religa. Tak, mama była praw­dziwą liderką - była odważna i wytrwała, inspi­ro­wała wizją, wzbu­dzała zaufa­nie, a to czyni lidera w każ­dych oko­licz­no­ściach.

Mamy już nie ma i nie mogę zadać jej żad­nego pyta­nia, a mam ich tak wiele.

Boha­terki tej książki żyją i wciąż inspi­rują. Jestem pełna podziwu dla ich deter­mi­na­cji i kon­se­kwen­cji - idą swoją drogą, choć ta nie jest ani pro­sta, ani oczy­wi­sta. To kobiety, które nie dają się zaszu­flad­ko­wać pod żad­nym pozo­rem. Otrzy­ma­łam od nich bez­cenne lek­cje, m.in. o sile marzeń, mocy wię­zów rodzin­nych, miło­ści do Boga i czło­wieka, odwa­dze, war­to­ści przy­jaźni i sza­cunku do inno­ści.

Magda - współ­au­torka książki - poka­zała mi, jak odbu­do­wać sie­bie po życio­wej zmia­nie. Podzi­wiam ją za opty­mizm, siłę i pew­ność, z jaką podąża swoją (nową) drogą. To dzięki jej talen­towi lite­rac­kiemu wywiady, które prze­pro­wa­dzi­łam, nabrały formy emo­cjo­nu­ją­cych opo­wie­ści.

Mam nadzieję, Dro­gie Czy­tel­niczki, że - czy­ta­jąc naszą książkę - odkry­je­cie w sobie jakąś część sie­bie, może znaj­dzie­cie odwagę, by mówić swoim gło­sem. Nikt nie rodzi się z mapą gotową do drogi, tę mapę opra­co­wu­jemy sami według naszych potrzeb, moż­li­wo­ści, marzeń i celów. Wie­rzę, że jeśli odkryje się w sobie ten poten­cjał i zdo­bę­dzie się na odwagę, by podą­żać wła­sną drogą, to można zmie­niać świat. Nawet jeśli zaczy­nałby się on od osie­dlo­wego podwórka.

Kata­rzyna

Kasiu, dzię­kuję za zapro­sze­nie do współ­two­rze­nia książki i za moż­li­wość napi­sa­nia por­tre­tów nie­zwy­kłych kobiet. Wiele z nas ma marze­nia, talent i poten­cjał, ale nie ma wiary w sie­bie i odwagi. Zbyt czę­sto ule­gamy pre­sji oto­cze­nia, robimy to, co wypada, rezy­gnu­jemy z sie­bie. A tak naprawdę to my jeste­śmy dla sie­bie naj­waż­niej­sze i możemy osią­gać szczyty. Jeśli ta książka sprawi, że choć jedna kobieta posta­nowi coś w życiu zmie­nić i zawal­czy o sie­bie, o marze­nia - było warto ją napi­sać.

Dro­gim Czy­tel­nicz­kom życzę inspi­ra­cji, odwagi w życio­wych wybo­rach i robie­nia tego, co w duszy gra!

Mag­da­lena

Nauka liderowania

Nauka lide­ro­wa­nia

Na swo­jej dro­dze spo­ty­kała kobiety, które były bez­względne, a nawet okrutne wobec kole­ża­nek, z któ­rymi pra­co­wały. Doświad­czyła tego na wła­snej skó­rze i za każ­dym razem było to dla niej zadzi­wia­jące. Tym bar­dziej że czę­sto odby­wało się za fasadą femi­ni­zmu, choć nie miało z nim nic wspól­nego. Na swo­jej dro­dze spo­ty­kała też męż­czyzn, któ­rzy chcieli umniej­szyć rolę kobiety, ode­brać jej pozy­cję, inte­li­gen­cję, prawa.

Nie było i nie ma we mnie zgody na takie zacho­wa­nia. Kobiety powinny sobie poma­gać, wspie­rać sie­bie nawza­jem. Jestem za rów­no­upraw­nie­niem i w rela­cjach z męż­czy­znami uwa­żam, że jest to po pro­stu wza­jem­nie oka­zy­wany sobie sza­cu­nek. Płeć jest bez zna­cze­nia, liczą się kom­pe­ten­cje. Femi­nizm nie ozna­cza sta­wia­nia na swoim za wszelką cenę. Można być femi­nistką - a za taką się uwa­żam - ale dla mnie to nie jest sta­wa­nie na bary­ka­dach czy publiczne pyskówki, ale poka­zy­wa­nie innym kobie­tom, że mogą dojść do wyso­kich sta­no­wisk i wspie­rać się wza­jem­nie na dro­dze do osią­ga­nia wszel­kich celów, jakie sobie wyzna­czą. Moją córkę uczę, że kobieta musi być nie­za­leżna, a nie grzeczna. I to wła­śnie jest rów­no­upraw­nie­nie. Podob­nie z wyra­ża­niem wła­snego zda­nia. Gdy sły­szę, jak mamy mówią do córek: "Ale teraz już bądź grzeczna", to zacho­dzę w głowę: po co? Określmy dokład­nie, co to zna­czy być grzeczną? Dla mnie to napo­mnie­nie, żeby córka w restau­ra­cji mówiła pół tonu ciszej, by nie prze­szka­dzać innym, ale nie pozba­wie­nie jej prawa głosu. Nie. Ona ma mieć głos. I on musi być zde­cy­do­wany i silny.

Wycho­wa­nie dziecka postrzega jako zada­nie podobne do tych, które sta­wia się lide­rom.

Moi rodzice wspie­rali we mnie roz­wój cech, które świet­nie mi się przy­dają. Jestem im za to bar­dzo wdzięczna. Dzi­siaj poma­gam umac­niać te cechy u mojej córki. Aser­tyw­ność. Natu­ralna chęć prze­wo­dze­nia. Uwa­żam, że naj­lep­szą drogą dla lidera jest to, żeby pró­bo­wać jak naj­wię­cej, jak naj­cie­ka­wiej pro­wa­dzić swoje zada­nia i współ­pra­co­wać z innymi ludźmi. Po pro­stu sta­rać się robić coś wię­cej, coś ponad normę. Czyli kiedy idę do pracy, nie chcę wyko­ny­wać zada­nia od 9 do 17, tylko wziąć i dać coś ponad normę. Dzięki temu czuję, że mogę się nauczyć cze­goś innego albo obco­wać z innymi zespo­łami, nie­ko­niecz­nie w zawo­do­wym obsza­rze, ale też - ogól­nie - roz­wi­nąć się jako osoba, która musi mieć wpływ na innych, pomimo że nie ma nad nimi zwierzch­nic­twa i nie jest spe­cja­listką w tym obsza­rze. To cały czas nie­zwy­kłe doświad­cze­nie: uczyć się, dosko­na­lić, mieć pokorę i iść do przodu.

Lider - kto to taki?

Lider - kto to taki?

Warto się zasta­no­wić, jakie są twoje praw­dziwe i silne strony. Zada­niem lidera jest pomóc ludziom osią­gać szczyty i zro­bić z nich perły, a nie sku­piać się na wyty­ka­niu ich sła­bo­ści. Lider buduje zespół na zaufa­niu, a nie poczu­ciu stra­chu.

Jej model lidera to nie lider naka­zu­jący, tylko wspie­ra­jący i poma­ga­jący osią­gnąć im cele. Ona zawsze chce wie­dzieć, co osoby w zespole moty­wuje, jak dodać im moty­wa­cji i ener­gii, jak dać przy­sło­wio­wego kopa do dzia­ła­nia, cza­sami w osią­ga­niu naprawdę trud­nych celów. Według niej na tym wła­śnie polega leader­ship.

Cały czas mam oczy dookoła głowy i fokus na tym, że ma się pew­nego rodzaju misję. Bo to jest misja - spra­wiać, że ludzie się roz­wi­jają, a ty roz­wi­jasz się wraz z nimi.

Jak to można zro­bić? Poprzez wpływ, jaki lider wywiera na swoje oto­cze­nie. W jaki spo­sób można mieć taki wpływ? Dając ener­gię do dzia­ła­nia, która prze­kłada się na chęć. Nie ma nic gor­szego niż mene­dżer, który uważa, że jest lide­rem, ale wpro­wa­dza atmos­ferę, która jest nie­zdrowa. Zada­niem lidera jest wła­śnie to, żeby wycią­gnąć z ludzi wszystko naj­lep­sze, żeby byli auten­tyczni i poka­zać im, że nie muszą się niczego oba­wiać, bo są w bez­piecz­nym oto­cze­niu, i pozwo­lić im rów­nież na popeł­nia­nie błę­dów.

Czy uważa sie­bie za liderkę? Tak. I przy­znaje, że ciężko na to pra­co­wała. Doj­ście do momentu, w któ­rym może o sobie tak powie­dzieć, zajęło jej wiele lat.

Poczuła, że jest liderką, gdy...

Poczuła, że jest liderką, gdy...

...została dyrek­torką marki K?rastase w fir­mie L'Oréal. Prze­jęła sprze­daż, mar­ke­ting i edu­ka­cję. Miała wła­sny pomysł na to, jak to poukła­dać. Tra­fiła do nowego miej­sca. Ówcze­sny dyrek­tor gene­ralny zro­bił feno­me­nalny ruch, powie­dział: "Dag­mara, zanim obej­miesz to sta­no­wi­sko, poje­dziesz w teren jako regio­nalny szef sprze­daży". To było dla niej duże wyzwa­nie, które ozna­czało rów­nież zej­ście o parę schod­ków w hie­rar­chii orga­ni­za­cji.

Prze­je­cha­łam połowę Pol­ski, jeź­dzi­łam tam i z powro­tem, aż pozna­łam wszyst­kich ludzi, z któ­rymi mia­łam współ­pra­co­wać. Zale­żało mi bar­dzo na tym, by ich wysłu­chać. I oni mówili. A ja wycią­ga­łam z nich to, co naj­lep­sze, ich poten­cjał, talenty, umie­jęt­no­ści. To wła­śnie wtedy nauczy­łam się dobrze słu­chać innych. To była nie­sa­mo­wita szkoła życia.

Kiedy pół roku póź­niej prze­szła na sta­no­wi­sko dyrek­torki marki K?rastase, ludzie widzieli w niej osobę, która ich sza­nuje i nie działa zza biurka, tylko też zaka­suje rękawy, nie boi się tego i wie, jak to zro­bić.

"Prze­szłaś już trudną szkołę" - usły­szała od szefa. Bo pół roku pracy w tere­nie nie należy do łatwych wyzwań. Nie każdy to lubi i czuje się w tym kom­for­towo, a już przej­ście z mar­ke­tingu do sprze­daży rodzi zazwy­czaj bunt: wszystko, tylko nie to, sprze­daż to naj­gor­sza rzecz pod słoń­cem! Ni­gdy nie widziała sie­bie w tym obsza­rze i nie pla­no­wała się w nim zna­leźć. Ale od tam­tego momentu jest w nim cały czas. I to wła­śnie tu czuje się speł­niona i odnosi naj­więk­sze suk­cesy.

Samotność lidera

Samot­ność lidera

To samot­ność dłu­go­dy­stan­sowca. Dag­mara śmieje się, że to jest taka samot­ność mądrego wilka. Patrzysz i mówisz: OK, dobra, mamy pro­blem. I w tej samej chwili mówisz: Daga, no jak to? Ty nie dasz rady? I myślę: OK, dobra, jeśli nie da się zała­twić tego natych­miast, trzeba po pro­stu zjeść tego sło­nia powoli. Nauczy­łam się, że dzięki temu spo­so­bowi można wiele zro­bić. W samot­no­ści roz­gry­wać par­tię sza­chów i uczyć się stra­te­gii. Przede wszyst­kim jed­nak musisz zarzą­dzać sama sobą. I sama sie­bie usta­wić tak, by two­jej ener­gii star­czyło dla cie­bie i dla całego two­jego zespołu. A gdy wró­cisz do domu - to też dla całej two­jej rodziny czy przy­ja­ciół.

Współpraca zaczyna się w szkole

Współ­praca zaczyna się w szkole

Do tej pory pamięta, jak w muzycz­nej szkole pod­sta­wo­wej pod­cią­gali sie­bie nawza­jem. W ósmej kla­sie mieli śred­nią 4,85. Poma­gali sobie, wspie­rali się. Jeśli ktoś nie rozu­miał mate­ma­tyki albo geo­gra­fii czy histo­rii, to całą grupą spo­ty­kali się po lek­cjach i uczyli się razem. To było coś tak fascy­nu­ją­cego, co rzadko się zda­rza, a jest takie ważne! Takie dąże­nie do tego, że można lepiej, wię­cej, faj­niej. To daje poczu­cie frajdy i mocy. I dziś, gdy w podobny spo­sób współ­pra­cuję z ludźmi i podej­muję podobne dzia­ła­nia, to wycho­dząc z pracy, nie mówię sobie: Super, naresz­cie czas wolny, tylko: Dobra, wycho­dzę, ale mam za sobą super­dzień, świetne spo­tka­nia, fajną ener­gię wśród ludzi.

Dag­mara przy­znaje, że to wła­śnie szkoła nauczyła ją dys­cy­pliny. Bo nie da się przejść przez szkołę muzyczną, jeśli nie ma codzien­nych ćwi­czeń, codzien­nych tre­nin­gów, z poczu­ciem, że robisz to dla sie­bie, a nie dla­tego, że ktoś naka­zał i tego pil­nuje. Ona musiała sama moty­wo­wać się, by ćwi­czyć każ­dego dnia, sys­te­ma­tycz­nie. To nauczyło ją wytrwa­ło­ści i kon­se­kwen­cji.

Nie planuje dnia, ale tydzień

Nie pla­nuje dnia, ale tydzień

Uwiel­bia tak. Bo wtedy ma per­spek­tywę. Patrzy na to, co ma do zro­bie­nia, i do kalen­da­rza wpi­suje naj­waż­niej­sze rze­czy. Sku­pia się wyłącz­nie na nich. Codzien­nie dopi­suje do ogól­nej listy sprawy na dany dzień.

Wśród zawo­do­wych zobo­wią­zań w każ­dym tygo­dniu pla­nuje rów­nież zada­nia, które doty­czą zdro­wia oraz czasu dla sie­bie. Co zro­bić w tym tygo­dniu, by być zdrową, czuć się lepiej, co zmie­nić lub przy­go­to­wać? Może pójść na fajne zaję­cia, zro­bić pro­fi­lak­tyczne bada­nia? Albo wpro­wa­dzić małe zmiany, na przy­kład pić mniej kawy na rzecz rumianku, zro­bić detoks.

Mój biz­ne­sowy coach powie­dział mi, że lider powi­nien naj­pierw zadbać o sie­bie, żeby mógł dbać o innych, i prze­ka­zał mi świetną zasadę: "3 x 30 x 130, czyli trzy razy w tygo­dniu po trzy­dzie­ści minut z tęt­nem mak­si­mum sto trzy­dzie­ści, z muzyką na uszach, nie z pod­ca­stem, nie z książką, nie z kolej­nym pro­gra­mem, który chcesz wysłu­chać, tylko z muzyką, która cię pozy­tyw­nie napę­dza! Ta mała rzecz zmie­nia tak wiele! Musisz sobie po pro­stu zro­bić taki czas dla sie­bie, na wyłącz­ność. To nie może być o poranku, który powin­naś spę­dzić z bli­skimi, na wspól­nym śnia­da­niu albo przy­tu­le­niu się do part­nera, ani wie­czo­rem, kiedy masz czas dla córki. Zrób sobie trzy­dzie­ści minut prze­rwy w pracy, wła­śnie na to! Zadbaj wtedy o sie­bie. Pamię­taj. Nikt nie zrobi tego za cie­bie".

Miała do wyboru: biec w koło­wrotku albo plan - pocze­kaj, za chwilę chcesz być tutaj, za sie­dem lat tutaj, a za pół roku chcesz wyje­chać na wspa­niałe waka­cje, pod­czas któ­rych będzie mieć czas tylko dla sie­bie i naj­bliż­szych. To są wła­śnie te rze­czy, które sobie ustala i uma­wia się na nie sama ze sobą pod­czas tych swo­ich trzy­dzie­stu minut. To ją napę­dza. Wła­sna, pry­watna moty­wa­cja, bez któ­rej nie potrafi żyć. Lider naj­pierw musi zadbać o sie­bie. I powi­nien nauczyć się zarzą­dzać swoim cza­sem, zdy­scy­pli­no­wa­niem. Wtedy nie będzie odwle­kał zadań, któ­rych nie lubi, tylko upora się z nimi szybko. I wtedy może bez wyrzu­tów sumie­nia wpi­sać co drugi dzień w kalen­darz trzy­dzie­ści minut wyłącz­nie dla sie­bie. Ponie­dzia­łek, środa, pią­tek... Dla wła­snego "ja" i wła­snego dobra. Lider musi mieć tego typu włącz­niki bez­pie­czeń­stwa, bo jest dla innych. Służy innym, daje im swoją ener­gię, swoją wie­dzę, do cie­bie się zgła­szają po poradę, co zro­bić, w któ­rym kie­runku iść, ty nada­jesz ten kie­ru­nek, ale pamię­taj, musisz mieć tej ener­gii wystar­cza­jąco dużo".

Kiedy było trudno

Kiedy było trudno

Była w bar­dzo trud­nym momen­cie swo­jego życia. Pod­jęła decy­zję o roz­sta­niu z mężem. Jej córka Lara miała osiem mie­sięcy. Była na roz­drożu. Posta­no­wiła też zmie­nić plany zawo­dowe. Prze­cho­dziła totalną prze­mianę.

Wtedy zadzwo­nił tele­fon. Headhun­ter zapra­szał na spo­tka­nie, zapew­niał, że ma świetną pro­po­zy­cję. A ona czuła wypa­le­nie. W środku ucisk. W dodatku zma­gała się z kom­pli­ka­cjami zdro­wot­nymi, które według leka­rzy były wyni­kiem jej cią­głego stresu, nie­zad­ba­nia o swoje zdro­wie men­talne. Gar­ściami zaczęły wypa­dać jej włosy, aż w końcu miej­scami nie miała ich w ogóle. To był czas, kiedy pra­co­wała po trzy­na­ście-czter­na­ście godzin dzien­nie, to była norma. Dzi­wiła się, że można pra­co­wać kró­cej i mniej. Osiem godzin? Jak to? To jakiś żart.

Wtedy pomo­gła mi medy­ta­cja. Medy­tuję do dziś. Ale to nie ma nic wspól­nego z żadną reli­gią. To ducho­wość w stronę zro­zu­mie­nia sie­bie i popro­wa­dze­nia sie­bie przez trud­niej­sze życiowe momenty, ale też łatwiej­sze, bo medy­to­wać trzeba zawsze, nie tylko wtedy, kiedy jest źle. Roz­wój duchowy jest dla mnie ważny. Pomo­gła mi też książka Eckharta Tol­lego Potęga teraź­niej­szo­ści. Histo­ria osoby, która prze­szła trudną drogę od bycia bez­dom­nym po napi­sa­nie książki, która dla setek tysięcy czy­tel­ni­ków stała się dro­go­wska­zem, zro­biła na mnie gigan­tyczne wra­że­nie. Stwier­dzi­łam: OK, odci­nam abso­lut­nie wszystko to, co jest w prze­szło­ści, oraz to, co będzie w przy­szło­ści, i muszę się sku­pić na tym, co jest teraz, bez roz­pa­mię­ty­wa­nia oraz obaw przed tym, co będzie. I to mi dało ogromną siłę do tego, żeby iść dalej. Wcze­śniej tego nie mia­łam. Ta książka wywarła na mnie ogromne wra­że­nie i dała mi kopa do dzia­ła­nia. Pozwo­liła mi też szybko się pozbie­rać i zaak­cep­to­wać sytu­ację, w któ­rej się zna­la­złam. Od tam­tej pory mam zupeł­nie inne podej­ście do emo­cji i akcep­ta­cji tego, co się dzieje. Wyda­rza się coś nie­spo­dzie­wa­nego lub nie­przy­jem­nego? OK, oce­niam, gdzie w tym wszyst­kim jestem i jakie dzia­ła­nia mogę pod­jąć w tej kon­kret­nej chwili, bez roz­pa­mię­ty­wa­nia prze­szło­ści, która do tego dopro­wa­dziła.

Chcesz, to możesz

Chcesz, to możesz

Uwa­żam, że to jest to coś, co wła­śnie wynio­słam z domu i czego nauczył mnie mój tata. To wła­śnie on moty­wo­wał mnie do dzia­ła­nia, doda­wał odwagi, uczył śmia­ło­ści, bo kie­dyś byłam bar­dzo nie­śmiała. Cho­dzi­łam z rodzi­cami na kon­certy i kiedy na przy­kład mówi­łam cicho: "Tato, ja chcę auto­graf tego pia­ni­sty", on odpo­wia­dał: "Jeśli chcesz, to do niego podejdź i poproś". To było dla mnie nie do prze­sko­cze­nia. "Nie, tato, ja nie mogę, ja nie mogę!". Odpo­wia­dał: "Kocha­nie, chcesz, to możesz. Idziesz sama i zała­twiasz". Tata poka­zy­wał mi to tak wiele razy w tak róż­nych sytu­acjach. Odpo­wia­dałam: "Dobrze, to idziemy". Szli­śmy i kiedy docie­ra­li­śmy do arty­sty, szu­ka­łam taty, a jego ni­gdzie nie było, zapa­dał się pod zie­mię. Byłam zdana wyłącz­nie na sie­bie. Jestem mojemu tacie ogrom­nie za to wdzięczna.

To on na sie­dem­na­ste uro­dziny zafun­do­wał jej wizytę u sty­listki i wiza­żystki. W pew­nym momen­cie sty­listka zapy­tała: "Może chcesz spró­bo­wać swo­ich sił w naszej agen­cji mode­lek?". Dag­marę zamu­ro­wało. W gło­wie kłę­biły się myśli. Ona? Brzyd­kie kaczątko, w dodatku grube? Ważyła wtedy pięć­dzie­siąt cztery kilo­gramy na sto osiem­dzie­siąt cen­ty­me­trów wzro­stu. Powie­działa, że jest gruba i się nie nadaje. Jej tata się obru­szył: "Daga, serio?".

Powoli, krok po kroku, nauczyła się pytać sie­bie: "Daga, dla­czego nie? Jaki jest powód, dla któ­rego cze­goś masz nie mieć?". Te pyta­nia są z nią całe życie, w obli­czu nowych wyzwań zawo­do­wych i pry­wat­nych spraw.

Wie, że kiedy w jakimś miej­scu zaczyna się czuć zbyt kom­for­towo, musi iść dalej. To dla niej nie­zwy­kle ważne. Uważa, że wła­śnie to kształ­tuje bar­dzo mocno cha­rak­ter. Mama zawsze mi powta­rza, a ja dzi­siaj powta­rzam to wszyst­kim, że chwila, kiedy masz poczu­cie, że już jest za dobrze, że czło­wiek osiada, jest sygna­łem do odej­ścia i zabra­nia się do nowych rze­czy. I ja tak mam. W momen­cie, kiedy zaczy­nam czuć, że wszystko jest poukła­dane, natych­miast zmie­niam. I radzę innym: zmie­niaj wtedy, kiedy już wiesz, że udo­wod­ni­łaś to, co osią­gnę­łaś. Nie można tkwić w tym samym miej­scu przez wiele lat tylko dla­tego, że jest ci wygod­nie. Poczu­cie kom­fortu nie­zwy­kle rzadko roz­wija i pociąga do dzia­ła­nia. Trzeba two­rzyć nowe. To jest eks­cy­tu­jące!

Kariera i rodzina

Kariera i rodzina

Bar­dzo ważna jest dla Dag­mary nie­za­leż­ność. Wol­ność podej­mo­wa­nia decy­zji. Kiedy jest dziecko, nie można mieć tego do końca, ale jest coś rów­nie waż­nego - macie­rzyń­stwo i miłość do dziecka. Lara to jej wielka miłość i wielka odpo­wie­dzial­ność. Dag­mara chce być dla niej naj­lep­szą mamą, jaką tylko może być - taką, która poka­zuje, jak ważne są cie­ka­wość świata, śmia­łość, wdzięcz­ność, umie­jęt­ność nawią­zy­wa­nia rela­cji i pew­ność sie­bie.

Kocham cię - mówię jej jak naj­czę­ściej, bo nie ma pięk­niej­szych słów. Chcę nauczyć ją, że jest wiele dróg do osią­ga­nia szczę­ścia i poczu­cia speł­nie­nia. Chcia­ła­bym też, żeby zro­zu­miała, że kobieta nie jest jedyną, która ma dbać o rodzinę i dom, oraz że part­ner­stwo to naj­lep­sze roz­wią­za­nie w związku.

Cza­sami kobiety ją roz­bra­jają. Kiedy pyta: "Jesteś za rów­no­upraw­nie­niem?", kobieta jej odpo­wiada, że jest. Ona pyta dalej: "Dobrze, w takim razie, czy była­byś w sta­nie zara­biać wię­cej niż twój mąż?". Naj­czę­ściej sły­szy odpo­wiedź: "Bez prze­sady, to facet powi­nien mnie zapro­sić i zapła­cić". Dag­mara odpo­wiada dalej: "Chcesz mieć to rów­no­upraw­nie­nie czy nie, chcesz być femi­nistką czy nie?". Według niej kobiety zbyt czę­sto popeł­niają ten sam błąd. Wiele z nas uważa, że fak­tycz­nie powin­ny­śmy być - mimo wszystko - utrzy­my­wane przez męż­czyzn. A ja myślę, że skoro bie­rzemy się do rów­no­upraw­nie­nia, to z całym dobro­dziej­stwem inwen­ta­rza. I ja to biorę.

Co jest w życiu warte starania?

Co jest w życiu warte sta­ra­nia?

Spo­kój i har­mo­nia. To dla niej ogromna war­tość. Nawet jeśli dużo się dzieje w pracy, jeśli musi gasić pożar, to spo­kój jest konieczny. Ona poprzez niego widzi, że ma pewną drogę, którą może dalej obrać i wszystko zro­bić, by było dobrze, wyci­szyć pro­blem. I wtedy przy­cho­dzą nowe moż­li­wo­ści i roz­wią­za­nia. Kiedy czło­wiek idzie dalej, powi­nien iść ze spo­ko­jem w środku, nawet jeśli przed­się­wzię­cie jest gigan­tyczne. Bo jeśli wszystko jest w cha­osie - można się pogu­bić.

Lider musi mieć w sobie ogromną dawkę takiego wewnętrz­nego spo­koju, by dać ją ludziom, by mieli też prze­strzeń do dzia­łań i czuli siłę oraz to, że ktoś za nimi stoi, jest i będzie. Każdy przy­cho­dzi z innymi emo­cjami, a lider musi ema­no­wać spo­ko­jem, to jest nie­zwy­kle ważne. Poza spo­ko­jem ważne są nie­za­leż­ność i umie­jęt­ność budo­wa­nia rela­cji. To są pod­stawy, na któ­rych można wszystko zbu­do­wać.

Przyjaźń

Przy­jaźń

To dzięki niej można się roz­wi­jać, wspie­rać innych, czy­nić dobro. Mam cztery przy­ja­ciółki. I to są przy­ja­ciółki, z któ­rymi prze­szły­śmy tak wiele... Począw­szy od walki na oddzia­łach położ­ni­czych, żeby przy­ja­ciółce się lepiej rodziło, po gorz­kie chwile roz­stań z part­ne­rami lub mężami. Budo­wa­nie i roz­wój tych rela­cji jest czymś, o co warto wal­czyć - zawsze. Dag­mara przy­jaźni się m.in. z Bar­barą Mierz­wiń­ską, z którą zna się od ponad dwu­dzie­stu lat. Pozna­ły­śmy się pod­czas stu­diów w SGH. Od pierw­szego spo­tka­nia nie mogły­śmy prze­stać roz­ma­wiać. Obie uwiel­biamy też czy­tać. Kie­dyś wpa­dły­śmy na pomysł zało­że­nia klubu książki o biz­ne­sie. Gdy wyje­cha­ły­śmy z innymi przy­ja­ciół­kami na week­end, przy­szedł nam do głowy pomysł nagra­nia pod­ca­stu. Dziś można go słu­chać na plat­for­mie "Vogue Pol­ska", a nosi on tytuł Moja droga... Pod­czas roz­mów z gośćmi Dag­mara reali­zuje swoją pasję roz­mów z ludźmi, odkrywa ich drogę zawo­dową, która czę­sto bywa kręta, i zbiera inspi­ra­cje do kolej­nych pro­jek­tów, o któ­rych na pewno usły­szymy.