Mój pan mąż - Rumena Bužarovska

Kup ebooka

21.00 zł
17.43 zł (17,54 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
NOWY EU­RO­PEJ­SKI KA­NON LI­TE­RACKI 15
RUMENA BUŽA­RO­VSKA: Mój pan mąż
PPRZE­KŁAD Z JĘ­ZYKA MA­CE­DOŃ­SKIEGO - Do­rota Jo­vanka Ćir­lić
REDAK­CJA I KO­REKTA - Jo­anna Mu­el­ler
ILU­STRA­CJA NA OKŁADCE - Go­sia Herba
PRO­JEKT LAY­OUTU OKŁADKI - Mi­ko­łaj Pa­siń­ski
PRO­JEKT TY­PO­GRA­FICZNY ŚRODKA KSIĄŻKI - Ar­tur Burszta
Co­py­ri­ght ? by Ru­mena Bu­ža­ro­vska, 2014 Co­py­ri­ght ? by Do­rota Jo­vanka Ćir­lić, 2024 Co­py­ri­ght ? by Go­sia Herba, 2024 Co­py­ri­ght ? by Biuro Li­te­rac­kie, 2024
All ri­ghts re­se­rved by and con­trol­led thro­ugh the Wy­lie Agency
BIURO LITE­RAC­KIE
poczta@biu­ro­li­te­rac­kie.pl
www.biu­ro­li­te­rac­kie.pl
ISBN 978-83-67706-79-7
Ten pro­jekt zo­stał zre­ali­zo­wany przy wspar­ciu fi­nan­so­wym Ko­mi­sji Eu­ro­pej­skiej. Pro­jekt lub pu­bli­ka­cja od­zwier­cie­dlają je­dy­nie sta­no­wi­sko ich au­torki i Ko­mi­sja Eu­ro­pej­ska nie po­nosi od­po­wie­dzial­no­ści za umiesz­czoną w nich za­war­tość me­ry­to­ryczną.
KON­WER­SJA: eLi­tera s.c.

MÓJ MĄŻ, PO­ETA

Pozna­łam Go­rana na jed­nym z fe­sti­wali po­ezji. Jego włosy za­częły wtedy si­wieć - te­raz są już cał­kiem białe, a on, jak przy­pusz­czam, są­dzi, że to "część jego no­wego sek­sa­pilu", jak mi kie­dyś po­wie­dział. Niby to żar­to­wał, a jed­nak po­dej­rze­wam, że na­prawdę tak my­śli. Chcia­łam go spy­tać, czy prze­rze­dzone włosy i ten po­ły­skliwy niby-skalp w ko­lo­rze naj­pierw sto­pio­nego, po­tem stward­nia­łego wo­sku są rów­nież czę­ścią "no­wego sek­sa­pilu", ale się po­wstrzy­ma­łam. On nie przyj­muje żad­nej kry­tyki. Za­raz się zło­ści, a kiedy po­czuje złość, za­czyna się ob­ra­żać - i tak mi­jają dni, póki się nie po­ni­żysz, żeby wresz­cie prze­stał być nie do znie­sie­nia, i, dajmy na to, "przy­pad­kiem" wy­re­cy­tu­jesz je­den z jego utwo­rów.

Ja­kiś czas temu był wku­rzony, bo nie chcia­łam prze­czy­tać tego, co na­pi­sał po­przed­niej nocy.

- Nie mam te­raz czasu, ju­tro - po­wie­dzia­łam. - Ju­tro.

- Nie masz czasu dla trzech wier­szy, tak?

Wy­czu­łam gniew w jego gło­sie i chcia­łam cof­nąć to, że go ode­pchnę­łam, ale już było za późno. Co­kol­wiek bym po­wie­działa, by­łoby nie tak. Dla­tego na­wet nie otwo­rzy­łam ust.

- No, to idź na spa­cer, po­le­se­ruj so­bie - po­wie­dział i trza­snął drzwiami.

"Le­se­ro­wać" - tego słowa używa za­wsze, gdy przy­go­to­wuję za­ję­cia na na­stępny dzień. Bo skoro na­prawdę znam hi­sto­rię, to prze­cież nie mu­szę przy­go­to­wy­wać się do za­jęć. "Je­śli wiesz, to wiesz" - po­wie­dział kie­dyś, pa­trząc mi bez­czel­nie pro­sto w oczy.

Zresztą jego wier­szy na­prawdę nie chcę czy­tać, a tym bar­dziej słu­chać - nie­kiedy na­raża mnie na ta­kie męki. Kiedy by­li­śmy jesz­cze za­ko­chani i nie mie­li­śmy dzieci, czę­sto upra­wia­li­śmy seks, po­tem on szep­tał mi wier­sze do ucha, le­że­li­śmy zdy­szani i spo­ceni. Kie­dyś wier­sze były o kwia­tach, głów­nie or­chi­de­ach - bo "przy­po­mi­nały mu piczki" - jak po­łu­dniowe wia­try, jak zmory, jak mor­ska bryza. Wspo­mi­nał też o eg­zo­tycz­nych przy­pra­wach, tka­ni­nach, o cy­na­mo­nie i ak­sa­mi­cie. Że niby ja sma­kuję jak cy­na­mon, miękka je­stem jak ak­sa­mit, moje włosy pachną mo­rzem - jed­nak ja wiem, że to nie­prawda, bo kie­dyś matka po­wie­działa mi, że moje włosy śmier­dzą. Na­wia­sem mó­wiąc, w ta­kich chwi­lach jego słowa strasz­nie mnie pod­nie­cały. Wciąż pra­gnę się z nim ko­chać, cho­ciaż czę­sto nie jest od razu go­tów, więc mu­szę przy­wo­ły­wać ob­razy i słowa przez niego wy­szep­tane, żeby mi się na­dal chciało, kiedy on po­czuje wresz­cie ochotę.

Te­raz już tego nie robi, dzięki Bogu. Przez tę jego tak zwaną twór­czość już na­prawdę nie mam chęci w ogóle czy­tać po­ezji, choćby na­wet jed­nego utworu, a co do­piero mó­wić o tym, że­bym słu­chała, jak on re­cy­tuje swoje wier­sze. Nie­stety, ostat­nio mu­szę to ro­bić, czy tego chcę, czy nie, cza­sem dla­tego, o czym już mó­wi­łam, że Go­ran bar­dzo się zło­ści i nie mogę ani sie­bie, ani dzieci uchro­nić przed na­szym kon­flik­tem. Od­kąd prze­sta­li­śmy się czę­sto ko­chać, Go­ran za­czął re­cy­to­wać mi swoje wier­sze na głos, za­miast po­zwo­lić, że­bym sama je prze­czy­tała. Kiedy wi­dzę, jak stoi na środku sa­lonu w moc­nym świe­tle lampy, które pod­kre­śla jego kul­fo­no­waty nos i nie­świeży ko­lor skóry na twa­rzy, za­czy­nam ro­zu­mieć, że jego po­ezja tak na­prawdę wcale nie jest do­bra. Czę­sto nie od­nosi się do ni­czego, poza opo­wie­ścią o tym, jak on pi­sze swoje wier­sze. My­ślę, że to go na se­rio eks­cy­tuje. Na­wet sek­su­al­nie.

Oto przy­kład:

Przy­nosi z sobą za­pa­chy

jak je­sień

spły­wa­jące

jak kro­ple desz­czu w oczach

słowa

two­rzą z niej mój

wiersz

Może to nie jest naj­lep­szy przy­kład, ale tylko to znam na pa­mięć, bo ostatni wers "słowa two­rzą z niej mój wiersz" kie­dyś mu "przy­pad­kiem" wy­re­cy­to­wa­łam, żeby prze­stał się wresz­cie zło­ścić. To zna­czy wła­ści­wie wy­mru­cza­łam - to mu szcze­gól­nie schle­bia, bo od za­wsze pra­gnął, by któ­ryś kom­po­zy­tor uwiecz­nił jego wier­sze w mu­zyce. On nie ro­zu­mie, że to nie­moż­liwe. W jego wier­szach nie ma rytmu, a czę­sto na­wet ja­kie­go­kol­wiek sensu. To wszystko są pu­ste frazy po­uty­kane to tu, to tam w roz­ma­itych utwo­rach, by ja­kiś pro­stak po­my­ślał, że to brzmi jak Bóg wie co, kiedy na­tknie się na eg­zo­tyczne słowo, na przy­kład "cy­na­mon" albo "ak­sa­mit". Ja też tak my­śla­łam, kiedy by­łam młoda i głu­pia, i da­wa­łam się ła­pać na ta­kie nu­mery.

Boże, jaka ja by­łam głu­pia, to po pro­stu nie­by­wałe. Nie mogę so­bie tego wy­ba­czyć. No cóż, opo­wiem, jak się po­zna­li­śmy, mó­wi­łam to już wcze­śniej, na fe­sti­walu po­ezji. By­łam tam w roli tłu­maczki, bo za­nim za­czę­łam wy­kła­dać hi­sto­rię, do­ra­bia­łam so­bie wła­śnie jako tłu­maczka. W sa­lo­nie wiel­kiego ho­telu, w któ­rym wszyst­kich nas, po­etów i tłu­ma­czy, ulo­ko­wano, spo­tka­li­śmy się któ­re­goś wie­czora i śpie­wa­li­śmy ra­zem fol­kowe utwory. Te­raz wiem, że ci po­żal się Boże po­eci chcieli po­czuć się ważni - nie tylko wie­dzą, że pi­szą po­ezję, nie tylko są ta­kimi wraż­li­wymi ludźmi, ale znają się też na mu­zyce tra­dy­cyj­nej, oczy­wi­ście, są mu­zy­kalni, umieją śpie­wać. I wtedy po­ja­wił się Go­ran. Na po­trzeby tego wie­czoru był ubrany w białą ko­szulę ha­fto­waną w tra­dy­cyjne wzory. Mu­szę przy­znać, że wy­glą­dał świet­nie. Go­ran był na­prawdę przy­stojny. Je­śli do­brze się za­sta­no­wię, to wła­śnie dla­tego się w nim za­ko­cha­łam. Miał umię­śnioną klatkę pier­siową, wy­glą­dała jak do­brze wy­ko­nana rzeźba, ra­miona i ręce mocne, silne - chcia­ła­byś, żeby bez końca cię trzy­mały w ob­ję­ciach, nie pu­ściły, nie po­zwo­liły odejść, żeby do­kądś cię pro­wa­dziły.

Tak czy owak, Go­ran nie sie­dział jak inni, tylko stał z boku, opie­rał się o ścianę, ob­ser­wu­jąc wszystko z po­chy­loną głową. Wresz­cie do­cze­kał się chwili, gdy wszy­scy uci­chli, wy­pro­sto­wał się i za­czął śpie­wać lu­dową pieśń - je­stem pewna, że to było "More so­kol pie", so­kół wodę pije, bo wiem, że in­nej nie zna. Tak te­atral­nie za­wo­dził z oczami za­mknię­tymi i głową od­chy­loną do tyłu, i tak mu tań­czyła grdyka góra-dół w gar­dle, że przy­po­mi­nał mi ko­guta, który wy­daje z sie­bie to swoje "ku­ku­ryku". Wy­glą­dał śmiesz­nie, a jed­no­cze­śnie pa­trzy­łam na jego ręce i ra­miona, wy­obra­ża­jąc so­bie, że mnie do sie­bie przy­ciąga. Kiedy prze­stał za­wo­dzić, do­cze­kał się braw i spoj­rzał w moją stronę. Oczy miał lekko za­łza­wione, pew­nie z po­wodu wy­siłku przy ku­ku­ry­ka­niu. I wtedy do­piero wy­dały mi się prze­peł­nione smut­kiem. Na­gle po­czu­łam, że chcę go po­cie­szyć, co zro­bi­łam tego wie­czora w jego po­koju. I tak to się wszystko za­częło.

Nie prze­sta­wał by­wać na fe­sti­wa­lach po­ezji - jeź­dzi tam za każ­dym ra­zem, gdy tylko po­zwala mu na to praca, z któ­rej, na­wia­sem mó­wiąc, nie naj­le­piej się wy­wią­zuje. Mogę so­bie tylko wy­obra­żać, co wy­pra­wia na tych fe­sti­wa­lach po­ezji. Po pierw­sze, za­biera wa­lizkę wy­peł­nioną do po­łowy swo­imi cien­kimi to­mi­kami w kiep­skich pla­sti­ko­wych okład­kach. Więk­szość z nich prze­tłu­ma­czono na an­giel­ski i kilka bał­kań­skich ję­zy­ków, żeby inni mo­gli prze­czy­tać jego wy­po­ciny. Ja nie wła­dam ję­zy­kiem, który go in­te­re­suje, na wy­so­kim po­zio­mie, więc na ra­zie nie zmu­sza mnie, bym go tłu­ma­czyła, to aż dziwne. My­śli, że nie in­te­re­suje mnie po­ezja, nie ro­zu­miem jej, bo ostat­nio nie wy­ka­zy­wa­łam prze­sad­nego za­cie­ka­wie­nia tym, co robi. A tłu­ma­cze­nia jego wier­szy są straszne. Nie cho­dzi o za­war­tość wier­szy - to i tak pustka - one są po pro­stu gra­ma­tycz­nie nie­zborne, pełne błę­dów. Bo to on jest taki marny. Chce, żeby tłu­ma­czyli wier­sze, ale nie ma za­miaru za to pła­cić. Dla­tego za­wsze znaj­duje ja­kieś biedne młode dziew­czyny, które za­pewne uwo­dzi swoim doj­rza­łym "sek­sa­pi­lem", a one tłu­ma­czą mu bez za­płaty albo za mi­ni­malne ho­no­ra­rium. Kilka razy sły­sza­łam, jak się z nimi tar­guje - jako na­grodę daje im dzie­sięć eg­zem­pla­rzy swo­jej książki. Na­prawdę się za to wsty­dzę, ale co ja mogę zro­bić.

Kiedy już wraca z fe­sti­walu po­ezji, po­ka­zuje mi zdję­cia zro­bione apa­ra­tem cy­fro­wym. Czę­sto daje go ko­muś, by ten ktoś go sfo­to­gra­fo­wał. I dla­tego ma mnó­stwo zdjęć, jak re­cy­tuje po­ezję, sto­jąc za pul­pi­tem, do mi­kro­fonu, z jed­nym z to­mi­ków swo­ich wier­szy w ręce. Na wszyst­kich ma "twarz po­ety" - co mu po­wie­dzia­łam otwar­tym tek­stem, bo to mu schle­bia, nie wiem czemu - jego brwi są lekko unie­sione, jedna bar­dziej niż druga, jakby był za­tro­skany, ale i wzru­szony. Klatka pier­siowa wy­pchnięta do przodu. Włosy świeżo umyte, lekko fa­lują na wio­sen­nym wie­trze w nad­mor­skich miej­sco­wo­ściach, gdzie szcze­gól­nie lubi by­wać na fe­sti­wa­lach. Na in­nych zdję­ciach po­ja­wiają się czę­sto ko­biety, rza­dziej męż­czyźni. Mło­dych dziew­cząt, ho­stess fe­sti­wa­lo­wych, ja się nie boję. Nie wie­rzę, że on im się po­doba, bo jest dla nich zbyt stary i śmieszny. Dla­tego my­ślę, że uwo­dzi inną ka­te­go­rię ko­biet. To są te damy, tro­chę grub­sze, z fałd­kami w pa­sie i pod pa­chami, gdzie sta­nik wrzyna się w tłuszcz. Cho­dzą w czer­wo­nych albo czar­nych, opi­na­ją­cych ciało bluz­kach. Włosy naj­czę­ściej też czarne, a na ustach czer­wona szminka. Cza­sem na gło­wie mają dra­ma­tyczne ka­pe­lu­sze. Wielka, błysz­cząca bi­żu­te­ria zdobi ich tłu­ste palce i szyje. Chcą ema­no­wać doj­rzałą ko­bie­co­ścią, pra­gną pach­nieć cy­na­mo­nem i mieć głos miękki jak ak­sa­mit. A niech tam. Może Go­ran im po­może. Mnie już wszystko jedno.

Jed­nak cza­sem w nocy przy­tula się do mnie i mówi: "Or­chi­deo, otwórz się", i ja się otwie­ram.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

NOWY EU­RO­PEJ­SKI KA­NON LI­TE­RACKI

HAŁYNA KRUKKto­kol­wiek, tylko nie ja(prze­kład Boh­dan Za­dura)

MAREK VADASUcieczka(prze­kład We­ro­nika Go­gola)

NAJAT EL HACHMIOstatni pa­triar­cha(prze­kład Anna Sa­wicka)

ALEŠ ŠTE­GERKsięga rze­czy(prze­kład Mi­łosz Bie­drzycki)

CLAU­DIU KOMAR­TINko­balt(prze­kład Ja­kub Korn­hau­ser)

MAJA URBANSta­tua wol­no­ści(Mi­łosz Wa­li­gór­ski)

BÉREN­G?RE COUR­NUTZ ka­mie­nia i ko­ści(Hanna Igal­son-Ty­giel­ska)

FRÍ?A ÍSBERGŚwierzb(Ja­cek Go­dek)

MARIA NAVARRO SKA­RAN­GEREmily fo­re­ver(Ka­ro­lina Droz­dow­ska)

BENE­DEK TOTTHTrupi bieg(Elż­bieta So­bo­lew­ska)

JAN ŠKROBReal(Zo­fia Bał­dyga)

RAD­MILA PETRO­VIĆMoja mama wie, co się wy­pra­wia w mia­stach(Alek­san­dra Woj­ta­szek)

MAT­TEO BUSSOLAViola i Nie­bie­ski(Ka­ta­rzyna Skór­ska)

CHAR­LOTTE VAN DEN BRO­ECKRoz­cierki z ziemi(Olga Ni­zio­łek)

RUMENA BUŽA­RO­VSKAMój pan mąż(Do­rota Jo­vanka Ćir­lić)