Mój łaciaty świat - Klaudia Prandota

Reflow text when sidebars are open.
Cześć! Nazywam się krówka i chcę wam opowiedzieć moją niezwykłą historię. Pytasz dlaczego ta historia jest tak niezwykła? No cóż... Może to dlatego że opowiada o niej mała łaciata myszka. Dawno dawno temu i nawet nie pamiętam dokładnie kiedy to się stało, ale na świat przyszła mała łaciata myszka. Od zawsze mama myszki wiedziała że ona jest stworzona do wielkich rzeczy, odwagę miała niczym lew ale serce tak dobre i czyste, że każdy w mysiej wiosce chciał mieć ją za przyjaciela. Dni mijały szybko a mała myszka stawała się coraz większa, i coraz bardziej zastanawiała się co jest na drugim końcu mysiej wioski. Musicie wiedzieć że myszką nie wolno było nigdy pod żadnym pozorem opuszczać wioski, gdyż wszędzie aż roiło się od niebezpieczeństwa. Wszystkie małe myszki od małego uczyły się zasad bezpieczeństwa i złotych reguł które panowały w mysiej wiosce. Wszystkie myszki wiedziały co może je spotkać chociaż by za rogiem, wszystkie oprócz jednej. Łaciata myszka któregoś wieczoru postanowiła że przejdzie się na mały spacer, wieczór był bardzo ciepły a na niebie było widać miliony małych gwiazd. Łaciata myszka była bardzo zachwycona tym wszystkim co działo się dookoła, czy to sowa huczała, czy świerszcze grały pięknie muzykę czy nawet zapach świeżo ściętej trawy. Wszystko to sprawiało że myszka kompletnie straciła poczucie czasu i nadal wolnym krokiem szła oddalając się coraz bardziej od swojego domu. Myszka szła tak przed siebie z dobrą godzinkę albo nawet dwie, gdy nagle ujrzała zza gęstego krzewu jakiś blask. Było to ciepłe światełko które paliło się w oknie niewielkiego domku. Myszka chciała wrócić do domu ale dobrze wiedziała że droga powrotna potrwa kolejne kilka godzin a przecież ona już i tak była bardzo zmęczona, jedyne o czym teraz marzyła to by móc się gdzieś bezpiecznie położyć a z rana ruszyć w drogę. Myszka po cichutku weszła do tajemniczego domu ale nikogo w nim nie zastała. W kominku palił się ogień a w powietrzu unosił się zapach warzyw. Myszka bez problemu wspięła się na sam szczyt stołu, a tam ujrzała niedojedzone resztki które w tamtej chwili pojawiło sie dla niej jak za sprawą zaklęcia z magicznej różdżki. Na stole stał talerz z resztkami po zupie jarzynowej, połówka świeżego chleba i na dnie filiżanki odrobina herbaty. Pewnie myślicie że to nic takiego, ale dla łaciatej myszki to było spełnione marzenie. Myszka zjadła kilka warzyw z zupy, do piła resztkę herbaty i zrobiła się bardzo senna. Myszka była bardzo mądrym gryzoniem więc i z tym zadaniem poradziła sobie świetnie. Z połówki chleba postanowiła zrobić sobie norkę, więc wygryzła cały chleb ze środka i weszła zobaczyć czy będzie jej tam dobrze. Dla myszki było idealnie, myszka skuliła się w kłębek, popatrzyła jeszcze przez chwilę na ogień, mocno ziewnęła pyszczkiem i zasnęła.
Świt nastał spokojnie a pierwsze promienie słońca delikatnie wpadały do wnętrza domku przez otwarte okno. Ptaki zaczęły śpiewać a wraz z nimi świerszcze grały do taktu swoje melodie. Wszystko budziło się ze snu by powitać nowy dzień, a z nim obudziła się łaciata myszka. Nie od razu otworzyła oczka, powolutku i stopniowo z uchylonymi powiekami leżąc na boku patrzyła w stronę otwartego okna. Gdy tak leżała to poczuła błogi spokój aż na chwilę znowu przymknęła oczy, ciepły wiaterek powiewał po pyszczku myszki a ona wyobrażała sobie jak leci. Widziała siebie jak unosi się ponad chmury, gdy staje się tak lekka niczym piórko. Myszka mogłaby tak leżeć i marzyć jeszcze przez długi czas ale nagle poczuła jak coś łaskocze ją w nos. Otworzyła oczy a na jej nosku siedział piękny biały motyl, siedział i obserwował ją bez słowa. "Czy coś się stało?" zapytała zaciekawiona myszka. "Lepiej stąd odejdź mała myszko, w tym domku mieszka człowiek" odparł motylek. Myszka popatrzyła tylko jak motylek odlatuje ale jego słowa przez dłuższą chwilę nie dawały jej spokoju. "Człowiek"? Odparła myszka. Myszka znała ludzi jedynie z opowiadań od innych starych myszy, uczyli oni młode pokolenia jak się chronić i co zrobić w obliczu zagrożenia. Nic poza tym... nic więc dziwnego że myszka, chociaż przestrzegana żeby unikać niebezpieczeństw to gdzieś w głębi siebie czuła że chce poznać ludzi i przekonać się na własnym futerku co znaczy niebezpieczeństwo. Długo nie musiała czekać, usłyszała tylko trzask drewnianych drzwi, podmuch wiatru a jej oczom ukazał się prawdziwy człowiek. Myszka cofnęła się w głąb wygryzionego chleba i patrzyła, człowiek nie widział jej więc obserwowała dokładnie co robi. Człowiek snuł się po kuchni i czegoś szukał, coś nasypał do metalowego kubeczka i postawił w małym kociołku wodę na ogień. Człowiek wyjął z kredensu nowy pachnący jeszcze mąką chleb i usiadł przy stole. Myszka czując ten piękny zapach chciała wychylić się odrobinę ale tak by człowiek jej nie zauważył. Człowiek złapał za suchy już kawał bochenka chleba chcąc go zanieść kaczką w pobliskim jeziorku, mała myszka wypadła z niego spadając na stół. Człowiek usłyszawszy lekki hałas dobiegający ze stołu, spojrzał w dół i ujrzał małą myszkę. Stali w bez ruchu tak dłuższą chwilkę aż w końcu człowiek przemówił. "Co tu robisz mała myszko?" myszka ani drgnęła a człowiek przemówił pora kolejny "Nie bój się mnie, nic złego ci nie zrobię" odparł człowiek siadając na krześle bliżej stołu. Myszka nie bała się już i postanowiła odezwać się do człowieka. "Witaj" Człowiek uśmiechnął się do myszki znowu pytając. "Kim jesteś?" myszka podeszła bliżej człowieka i powiedziała" jestem myszką z mysiej polany a ty?" człowiek pomyślał najpierw zanim coś powiedział aż w końcu wydusił dwa krótkie słowa" Jestem Patryk" myszka nic nie odpowiedziała tylko opuściła głowę na dół. "Czy coś się stało mała myszko"? Zapytał zmartwiony człowiek widząc smutek na mysim pyszczku. "Ja nie wiem jak mam na imię, ponieważ nam myszką nie nadaje się imion" smutno odrzekła. Patryk wstał z krzesła i podszedł bliżej małej myszki, obejrzał ją najpierw z prawej strony a później z lewej strony, po czym usiadł znowu a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. "A co powiesz na imię Krówka?" zapytał Patryk. Mała myszka spojrzała na Patryka i pomachała wąsikami, to w mowie myszy oznaczało "Tak" resztę popołudnia Patryk i Krówka spędzili na rozmawianiu i poznawaniu się wzajemnie, nikt nie podejrzewałby że z tak dziwacznego duetu mogą powstać najlepsi przyjaciele
.