Mój Człowiek. Tom 2 - Violeta Tselikova

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 32. Pierwszy prototyp

Joseph z niecierpliwością oczekiwał końcowego rezultatu z zebranych genów. Niczym dziecko oczekujące świątecznego prezentu nie odrywał wzroku od całego procesu. Od wielu lat nie widział narodzin nowego genetycznie zmodyfikowanego człowieka. Kiedy proces dobiegł końca i ciało zostało uformowane, Joseph oczekiwał doskonałego rezultatu. Uważał, że stworzył coś perfekcyjnego, inteligentnego i coś, co pomoże mu podbić ten świat. Jednak ku ogromnemu rozczarowaniu Josepha genów zebranych w tym sklepie na stacji benzynowej wystarczyło jedynie na stworzenie powłoki silnego i wytrzymałego ciała, ale było ich zbyt mało, by stworzyć odpowiednio rozwinięty mózg.

- Oto jesteś, mój pierwszy wojowniku w tym świecie. Będziesz pierwszym wojownikiem mojej wielotysięcznej armii, którą stworzę na twoje podobieństwo i wzór. - W odpowiedzi panowała jedynie cisza. Naukowiec nie rozumiał, co się dzieje i dlaczego jego pierwsze dzieło było tak prymitywne. Joseph pomyślał, że potrzeba jeszcze kilku chwil, aby wszystkie funkcje organizmu się ustabilizowały, ale mylił się - jego eksperyment zakończył się porażką.

- Nazwę cię Pierwszy. Mamy jeszcze wiele pracy, mój wojowniku. Chodź ze mną. - Josepha rozczarowała prymitywność stworzonej przez niego istoty.

Przypuszczał, że z genów zaledwie kilku ludzi będzie w stanie stworzyć wystarczająco inteligentnego i silnego wojownika, ale się mylił. Liczył na coś znacznie bardziej zaawansowanego i doskonałego. Nie uczestniczył w podbojach żadnego ze światów, z których pobierał geny do nowych eksperymentów, dlatego nawet nie przypuszczał, że wykorzystywał znacznie więcej materiału, niż mu się wydawało. Teraz, znajdując się w warunkach terenowych i wykorzystując w praktyce uzyskane dane obliczeniowe, doszedł do wniosku, że potrzeba znacznie więcej ludzi do stworzenia jednego idealnego prototypu. Głupi prototyp, nierozumiejący najprostszych poleceń, zupełnie go nie satysfakcjonował, ale w tej chwili nie miał wyboru. Nie znał jeszcze możliwości nowego świata, a jak każdy naukowiec potrzebował czasu i oczywiście zasobów.

- Chodź. Powiedziałem. - Dopiero za trzecim razem Pierwszy podążył za naukowcem niczym marionetka poruszana długimi nićmi. Wszystko dlatego, że każdy genetycznie zmodyfikowany prototyp stworzony przez Josepha posiadał funkcje pełnej kontroli i bezwzględnego posłuszeństwa wobec swojego twórcy, i cokolwiek Joseph rozkazał - musiało zostać wykonane bez sprzeciwu. Taka była natura wszystkich genetycznie zmodyfikowanych ludzi stworzonych przez Josepha. Celowo wprowadził tę zmianę do urządzenia, ponieważ w swoim świecie popełnił błąd, dając najwyższej kaście wolność, i kosztowało go to władzę oraz kontrolę nad własnym stworzonym światem. Joseph zdążył już upatrzyć sobie miejsce do przeprowadzania eksperymentów. Pozostało jedynie zabić wszystkich, którzy się tam znajdowali...

- Cóż, muszę dokładnie zbadać, co powstało z otrzymanych genów, więc najprawdopodobniej zabiję cię jako pierwszego, żeby dowiedzieć się, co jest z tobą nie tak. Ale powinieneś wiedzieć, że twoje posłuszeństwo posłuży szlachetnemu celowi - staniesz się podstawą mojej armii. - Ale Joseph nadal nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Pierwszy, niczym posłuszna marionetka, szedł za swoim stwórcą całkowicie nagi, niczym nieokryty.

Wychodząc z budynku ze swoim prototypem, Joseph uświadomił sobie, że w nowym świecie nie może zachowywać się tak jak w swoim dawnym świecie, dlatego musiał się przystosować. Ponieważ eksperyment przeprowadził na stacji benzynowej, zauważył stojącego obok czarnego mini pick-upa.

- Tym będziemy się na razie poruszać. Trzeba tylko zrozumieć, jak sterować tym ustrojstwem. Z wyglądu przypomina samochody z mojego świata, ale najprawdopodobniej jest to starsza i bardziej prymitywna wersja. - Joseph przeskanował stojący pojazd swoim naręcznym skanerem.

Elektroniczny głos odczytał informacje o pojeździe:

- To czarny minivan "Bens", wyprodukowany w 2016 roku. Model mechaniczny, uruchamiany kluczykiem zapłonu, napędzany benzyną - paliwem wytwarzanym z ropy naftowej. Według wstępnej oceny pojazd nadaje się do poruszania się z prędkością do 120 km/H... pozostałe informacje niedostępne. Sposób sterowania retro, czyli kierowanie za pomocą kierownicy oraz skrzyni biegów i pedałów.

- Dość stary. W moim świecie takich nie produkuje się już od tysięcy lat, ale nic, wydaje mi się, że jeszcze pamiętam, jak się czymś takim jeździ. - Otworzył samochód. Nie był zamknięty, ponieważ jego właściciel zostawił go otwartego, wchodząc do sklepu.

Posłuszna marionetka Josepha w postaci pierwszego genetycznie zmodyfikowanego prototypu usiadła na tylnym siedzeniu w półleżącej pozycji, ponieważ funkcja zginania tułowia była u niego rozwinięta niewystarczająco.

- Cóż, myślę, że muszę dowiedzieć się więcej o tym świecie. Trzeba będzie odzyskać Kirę. Przebywała w tym świecie dłużej, więc najprawdopodobniej zdążyła go poznać, ponieważ musiała się maskować. A według mojego klucza należało wtedy zabrać ją z kliniki. Dobrze, że klinika znajduje się niedaleko stąd - zaledwie kilka minut pieszo. Mimo to miejsce jest dość opuszczone.

Joseph przygotował swoją broń. Nie wiedział jeszcze, czy będzie musiał walczyć, aby odzyskać Kirę, czy wszystko uda się załatwić pokojowo, ale na wszelki wypadek położył broń na siedzeniu obok siebie. Patrząc w lusterko wsteczne na to, co stworzył - na istotę, która nie potrafiła ani siedzieć, ani leżeć - czuł rozczarowanie.

Joseph dość szybko przystosował się do prowadzenia samochodu, choć pierwsze próby uruchomienia i kierowania nim były trudne. Raz ruszał do przodu, raz do tyłu, raz gwałtownie się zatrzymywał - wszystko dlatego, że nie mógł przyzwyczaić się do skrzyni biegów i sterowania za pomocą pedałów, ponieważ w jego świecie od dawna nie używano już takich rozwiązań.

Nick siedział w szpitalnej sali Kiry i patrzył, jak ukochana kobieta walczy o życie. Do głowy przychodziły mu różne myśli, ale jedną z nich odpychał od siebie wyjątkowo uporczywie. Ta myśl przerażała go od chwili, gdy dowiedział się o pochodzeniu Kiry.

Z ogromnym trudem udało mu się wyjaśnić swojemu zespołowi dziwny wygląd nowotworu, który usunął Kirze. Potajemnie pozbył się guza. Nick rozumiał, że nowotwór zostanie wysłany do badań w laboratorium kliniki. Trudno byłoby to wyjaśnić. Kira natychmiast stałaby się obiektem badań. Nick nie mógł do tego dopuścić. Dlatego, podczas gdy cały zespół przechodził obowiązkową procedurę oczyszczania po operacji, wrzucił guz do pieca do utylizacji odpadów biologicznych. Szybko wrócił, żeby nikt nie zauważył jego nieobecności, a dowód, który mógł zdradzić Kirę, został spalony i zamienił się w popiół - nikt nigdy by go nie odnalazł.

- A co, jeśli naprawdę nie zdołam jej uratować? - Nick był szaleńczo zakochany w tej kobiecie i gotów zrobić dla niej wszystko, nawet zniszczyć cały świat. Sama myśl o tym, że byłby zdolny do takich czynów dla niej, przerażała go.

- Siedziałeś tutaj przez cały ten czas? - Kira dość szybko doszła do siebie po działaniu środka uspokajającego. Nick siedział na krześle obok łóżka Kiry, opierając się o nie jak o poduszkę. Wyglądał na wyczerpanego.

- Tak, bałem się od ciebie odejść, Kira. On mógł wrócić. - Nick spędził całą noc w sali, patrząc, jak Kira spokojnie śpi. Tak naprawdę bał się nie tego, że wróci Joseph, lecz tego, że nie zdąży albo że coś pójdzie nie tak. Była dla niego ważniejsza, niż chciałby przyznać.

- Nie, on tutaj nie wróci. Dlaczego miałby aż tak ryzykować? Nadal jesteśmy mu potrzebni żywi. Znam go bardzo dobrze, jest dla mnie prawie jak ojciec. O ile w ogóle można tak powiedzieć o swoim stwórcy. On coś planuje, a my odgrywamy ważną rolę w jego planie. Inaczej już bym nie żyła. - Kira była wojskową i doskonale rozumiała, że strategia jest ważniejsza niż brutalna siła, ponieważ właśnie tego uczono ją w akademii.

- Po co jesteś mu potrzebna, Kira, skoro jesteś taka słaba? - Nick nie miał pojęcia, czego Joseph chce od Kiry. I skąd miał wiedzieć, jakie relacje łączą Kirę i Josepha. Może Kira tylko udaje, może nadal współpracuje z Josephem. W najgłębszej części jego świadomości zrodziła się myśl, że został wykorzystany, ale odpychał ją od siebie, nie pozwalając jej przeniknąć do swojego serca, w którym dopiero niedawno narodziło się głębokie i ciepłe uczucie miłości, nawet jeśli skierowane było do genetycznie zmodyfikowanej kobiety.

- Sama do końca nie rozumiem. Najprawdopodobniej już rozpoczął swoje eksperymenty. Musimy się pospieszyć... - Kira próbowała wstać, ale jej słabe ciało runęło na podłogę. W sali dziewczyna miała na sobie szpitalny fartuch i podczas upadku odsłoniły się niektóre intymne części jej ciała. Nick podniósł ją i delikatnie objął, zasłaniając ją sobą i osłaniając jej nagie ciało. Mimo całej tej czułości Kira odczuwała rozczarowanie - zdradzało ją własne ciało.

- Musisz dojść do siebie po operacji. - wciąż mocno obejmując dziewczynę, powiedział Nick. Kira odwracała wzrok, nie chciała patrzeć mu w oczy, jakby czuła się wobec niego zobowiązana.

- Moja głowa... - Kira chwyciła się za głowę. Jej cienkie, drobne palce wyczuły bandaże, pod którymi znajdowała się świeżo uformowana blizna, a także krótki meszek włosów. Dziewczyna jeszcze nie wiedziała, że jej głowa jest całkowicie łysa, ale przesuwając dłonią od czubka głowy do twarzy, zrozumiała to.

- Ból po operacji to normalne zjawisko. Jeszcze za wcześnie, żebyś wstawała z łóżka. Nie będziesz w stanie zregenerować się tak szybko, nawet jeśli jesteś zmodyfikowanym człowiekiem. - Nick uśmiechnął się do dziewczyny. Wziął rękę Kiry, która przesuwała się po jej głowie, i pomógł jej usiąść.

- W moim świecie nasze rany goją się w ciągu dwudziestu czterech godzin. Nieważne, jak poważne były, najważniejsze, żeby nie były śmiertelne. - Opierając się o ciało Nicka jak o podporę, dziewczyna w końcu stanęła na własnych nogach, ale czuła słabość i to ją przerażało.

- Nie jesteś w swoim świecie, u nas wszystko wygląda inaczej. Pozwól mi obejrzeć ranę. - Kira twierdząco skinęła głową i usiadła na łóżku, pozwalając Nickowi zdjąć bandaże z jej głowy. Nick obejrzał ranę i tak naprawdę pozostała tam już tylko blizna. Nawet włosy w tym miejscu zaczęły już odrastać. Nick był w szoku po tym, co zobaczył.

- Cholera, nie możemy tutaj zostać. Nikt nie może zobaczyć, że twoja rana już się zagoiła, tym bardziej że utworzyła się blizna. - Nick spanikował. Rozumiał, na jakie niebezpieczeństwo naraża dziewczynę, bo jeśli ktokolwiek będzie chciał zmienić jej opatrunek, natychmiast zauważy skalę zmian. A ponieważ w dokumentacji będzie napisane, że operacja odbyła się zaledwie kilka godzin temu, Kira od razu stanie się obiektem badań jakiegoś laboratorium tajnych organizacji. Nie mógł do tego dopuścić.

- Nick, co się dzieje? - zapytała Kira. Widząc przerażenie na twarzy Nicka, rozumiała, że najprawdopodobniej rozpoczął się już proces regeneracji. Ale dla zwykłego ludzkiego świata przebiegał on zbyt szybko. Teraz wiedziała, że Nick będzie musiał podjąć szereg decyzji, które mogą zniszczyć nie tylko jego karierę, ale całe jego życie.

- W naszym świecie na takie blizny potrzeba miesięcy, a twoja rana zagoiła się w ciągu dziesięciu godzin. To będzie ogromny problem, jeśli ktokolwiek poza mną się o tym dowie. Zabiorę cię stąd. Muszę wypełnić dokumenty, dlatego powinnaś teraz udawać, że śpisz i w miarę możliwości nie kontaktować się z nikim innym. - Nick rozumiał, że po raz pierwszy w życiu będzie musiał skłamać przy wypełnianiu ważnych dokumentów - nie miał innego wyjścia.

- Nick, co mam robić? - Kira nie wiedziała, jak powinna zachowywać się w świecie Nicka. Pomógł jej położyć się do łóżka, delikatnie przykrył ją kocem i pocałował w policzek.

- Zostań tutaj. Nigdzie nie wychodź, z nikim nie rozmawiaj. Udawaj, że śpisz. Zaraz wrócę i pójdziemy razem do mojego domu. Zaopiekuję się tobą. Tylko poczekaj jeszcze chwilę. - Zamknął za sobą drzwi do jej sali, wcześniej gasząc światło, żeby dziewczyna naprawdę mogła odpocząć.

Kiedy Nick wrócił do sali Kiry, dziewczyny już tam nie było. W panice zaczął biegać po szpitalu, próbując zrozumieć, gdzie mogła zniknąć. Poszedł do recepcji, żeby dowiedzieć się, czy wyszła, czy nie.

- Cześć, Julie. Szukam dziewczyny, jest po operacji. Przed chwilą podpisywałem z tobą jej dokumenty. - Dziewczyna wychyliła się zza lady i przerwała Nickowi.

- Nick Wilson, proszę się uspokoić. Taka wysoka i ruda? - zapytała pielęgniarka. Julie nie rozumiała, co się dzieje. Znała Nicka od wielu lat, ale nigdy nie widziała go tak zdenerwowanego. Tego dnia zachowywał się bardzo dziwnie. Zawsze spokojny i opanowany Nick nigdy nie okazywał emocji, ale dziś nie potrafił się powstrzymać. Zrozumiała, że coś poszło nie tak.

- Tak, to ona. - Nick odetchnął z ulgą.

- Proszę się nie martwić, przyjechał po nią ojciec i zabrał ją do domu. Przedstawił się jako Joseph i powiedział, że jest prawie pańskim kolegą po fachu. Będzie opiekował się swoją córką w domu. Dziewczyna go rozpoznała. Była trochę smutna...

- Cholera... - Nick z wściekłością uderzył pięściami w blat.

- Co się stało? Nie rozumiem, skąd ta agresja, Nick. To przecież jej ojciec, dlaczego tak się denerwujesz? - Dziewczyna odruchowo sięgnęła do przycisku alarmowego, który zawsze znajdował się przy recepcji na wypadek agresywnych odwiedzających, ale powstrzymało ją to, że był lekarzem tej kliniki i zawsze prezentował się z jak najlepszej strony.

- Nie, wszystko w porządku... - W duszy Nicka wszystko było rozdarte na kawałki. Złościł się na siebie za to, że nie zdołał jej pomóc. Za kolejne kłamstwo, które jej nie uratuje.

Kira jechała ogromnym czarnym samochodem, nie rozumiejąc, co się dzieje. Dobrowolnie wsiadła do auta, ale nie mogła pojąć, gdzie się znajduje. Dlaczego nie ma Nicka? Wszystko wokół było rozmazane i niezrozumiałe. Obok niej odzywały się jakieś głosy, ale nie mogła zrozumieć ani jednego słowa. Wkrótce znowu poczuła się źle: zakręciło jej się w głowie, a ciało stało się ciężkie i bezwładne. Dziewczyna pogrążyła się w pustce.

Nick nie potrafił nic wymyślić. Nie wiedział, gdzie jest Kira ani co się z nią dzieje. Dręczyły go pytania: dlaczego Kira się nie broniła? Dlaczego odeszła z Josephem? Nie rozumiał tego z jej strony. Było to dla niego zagadką. Teraz przerażały go myśli, że grozi jej niebezpieczeństwo. Nick został w szpitalu, czekając na Kirę - może wróci. Miał nadzieję, że Joseph jej nie skrzywdzi.

Kira ocknęła się, siedząc związana w fotelu, w ciemnym i wilgotnym pomieszczeniu. Wzrok wrócił jej do normy i mogła rozejrzeć się dookoła.

- Widzę, że szybko doszłaś do siebie. Myślałem, że będę miał więcej czasu. - Joseph polerował swoje nowe narzędzia chirurgiczne, które zamierzał wykorzystać na Kirze. Dziewczyna nadal źle się czuła, ale rozpoznała Josepha.

Rozdział 35. Trudna decyzja

Po tym, jak obraz z ekranu zniknął w momencie procesu, Steve zaczął obserwować reakcję najwyższej kasty. Spośród wszystkich poruszonych przedstawicieli kasty najspokojniejszy był pan Vix - jakby w ogóle nie uczestniczył w zebraniu. Dla niego wszystko było monotonne. Tak dziwne zachowanie zauważyła również pani Giselle. W przeciwieństwie do pana Sterna, którego otwarcie nie szanowała, pana Vixa uważała za wyjątkowo niebezpiecznego. Na poziomie podświadomości Giselle czuła, że powinna trzymać się od niego z daleka. Jej instynkty zawsze były jej główną bronią - właśnie dzięki temu, że bezwzględnie za nimi podążała, zdołała osiągnąć poziom najwyższej kasty genetycznie zmodyfikowanych ludzi.

- Proszę państwa o spokój. Mam wiadomości od systemu sądowniczego - pan Vix wstał ze swojego fotela i odwrócił się w stronę przedstawicieli kasty, aby widzieć ich twarze.

Kiedy kasta ucichła, kontynuował:

- Nasz naukowiec o imieniu Joseph, którego wszyscy dobrze znamy, wyruszył śladem przestępcy pierwszego poziomu oraz śledczej Kiry. Według wstępnych danych, które otrzymałem na swój komunikator z chipa Josepha, świat, w którym się obecnie znajduje, nadaje się do asymilacji i przetworzenia. Dlatego fakt, że przestępca wrócił do swojego domu, jest dla nas szansą na zdobycie nowego źródła genów.

- Ale od ostatniego podboju nie minęło nawet stulecie. Czy naprawdę mamy aż tak pilną potrzebę nowych genów, panie Vix? - oburzyła się Giselle, mimo że jej wewnętrzna natura odczuwała strach, choć nie powinna była go czuć. Z każdym krokiem Vixa w jej stronę to uczucie coraz bardziej ją pochłaniało.

- Czy istnieje granica doskonałości, pani Giselle? Czy naprawdę nie podoba się pani wyglądać tak olśniewająco? - Vix delikatnie przesunął opuszkami palców po delikatnym i gładkim policzku Giselle. Od dotyku palców tego człowieka biło śmiercią, a w jego oczach była pustka tysiącleci.

Chwycił Giselle za szczękę i zaczął ściskać jej twarz prawą dłonią. Łamiąc kości szczęki, delektował się każdym trzaskiem jej kości, słuchając ich niczym muzycznej symfonii. Dziewczyna nie stawiała oporu, ponieważ mogłoby ją to kosztować życie, a połamane kości mogła naprawić.

Pan Stern podniósł się z miejsca - chciał pomóc dziewczynie, ale stłumił swoje pragnienie, obserwując, jak Vix samą siłą palców łamie wytrzymałe kości genetycznie zmodyfikowanej kobiety. Trudno było sobie wyobrazić, do czego naprawdę był zdolny.

- Zrozumiałam pana, panie Vix - powiedziała dziewczyna, wycierając krew z twarzy. Mimo że kości jej szczęki zostały zmiażdżone, ból był silny, ale nie krytyczny. Giselle od dawna chciała pozbyć się Sterna i Vixa, ale jakość ich genów przewyższała jej potencjał. I właśnie teraz się o tym przekonała. Między nią a Vixem istniała przepaść kilku stuleci i zakładanie ich równości byłoby głupotą. Dlatego dziewczyna usiadła na krześle, prostując plecy i dumnie unosząc głowę. Teraz jej status w kaście spadł do najniższego poziomu - lata pracy przepadły na marne przez kilka pochopnych słów.

Steve obserwował wszystko w milczeniu, analizując dane. Doskonale wiedział, że Giselle przyjdzie do niego.

- Jeśli nie ma już więcej protestujących, daję Josephowi zgodę na podbój nowego świata. Dziękuję za uwagę, wszyscy mogą odejść. Będę informował was na bieżąco. A ciebie, Giselle, oczekuję u siebie w rezydencji - i załóż czerwoną suknię - powiedział Vix i rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając w duszy Giselle nieprzyjemne uczucie. Do dziewczyny docierały brudne plotki o tym, co dzieje się w rezydencji Vixa, ale teraz musiała do niego przyjść - i to przerażało ją do szaleństwa.

Jak później się okazało, Vix nawet nie opuścił swojego domu na czas zebrania. Możliwości jego hologramu przewyższały technologie dostępne innym.

Znajdując się w komorze regeneracyjnej, do której Giselle udała się od razu po zebraniu, dziewczyna dochodziła do siebie:

"Co za drań, jak śmiał przy wszystkich złamać mi szczękę? Zabiję go własnymi rękami".

Proces regeneracji ciała przebiegał dość szybko, ale aby go przejść, należało wejść do komory całkowicie nago. Ponieważ szczęka zrosła się, ale nadal była źle ustawiona, Giselle sama nastawiła ją na miejsce. Dziewczyna zakończyła proces regeneracji i wyszła z kapsuły znajdującej się w laboratorium.

- Nie dogadujecie się z panem Vixem? - rozległ się głos za plecami Giselle, a czyjaś ręka podała jej sukienkę. Właśnie ponownie zakładała bieliznę.

- Nigdy nie mówiono panu, że podkradanie się do kobiety bywa niebezpieczne? - Giselle nie wstydziła się swojej nagości, zresztą doskonale wiedziała, do kogo należał głos - był to Steve i jego wyraźnie nie interesowały kobiece wdzięki. Zresztą co mogło interesować sztuczną inteligencję, która nie była zdolna do odczuwania ani czerpania przyjemności z czegokolwiek?

- Jest pani bezsprzecznie piękną kobietą, ale proszę tylko wyobrazić sobie, co mogłaby pani osiągnąć, posiadając władzę, a ja mogę pani w tym pomóc. Oboje wiemy, że musimy zmienić swoją pozycję w społeczeństwie. - Mimo że Steve był sztuczną inteligencją, w postaci hologramu mógł dotykać różnych obiektów, dlatego pomógł Giselle założyć sukienkę, zapinając zamek z tyłu.

- I co mi pan proponuje? Przecież pan również nie posiada władzy, Steve - dziewczyna poprawiła włosy i zaczęła zakładać buty.

- Tutaj się pani myli, pani Giselle. Mam znacznie wyższy poziom dostępu niż pani. Mnie również nie podoba się panowanie pana Vixa, a pan Stern już dawno przekracza granice. Myślę, że następnym razem powinna pani nie tylko wyrazić swoje zdanie na zebraniu, ale również mu przewodniczyć. Jest pani inteligentną, piękną, a przede wszystkim godną władzy kobietą. - Steve własnymi rękami pomógł Giselle upiąć włosy do tyłu. Bardziej podobało mu się, gdy pani nosiła upięte włosy, niż kiedy je rozpuszczała lub układała w inne fryzury. Mała, elegancka spinka z koralikami wyglądała bardzo naturalnie i stylowo w długich włosach Giselle.

- Załóżmy, że zgodzę się na twoją propozycję, Steve, ale kompletnie nie rozumiem, czego właściwie chcesz i o jakiej władzy mówisz, skoro jesteś tylko programem komputerowym, jedynie ulepszoną sztuczną inteligencją - Giselle pozwalała mu się dotykać, ponieważ nie czuła z jego strony zagrożenia.

- Wie pani przecież o projekcie "Nuty", który Joseph stworzył bardzo dawno temu, jeszcze w starym świecie - Steve wyświetlił podstawowe informacje w postaci holograficznych tabel.

- To nie podlega dyskusji. Ten projekt został słusznie zamknięty jednogłośną decyzją kasty. Nikt nie powinien posiadać takiej władzy. Nigdy nie zgodzę się na aktywację tego protokołu i panu również na to nie pozwolę, Steve - słysząc o eksperymencie pod nazwą "Nuty", Giselle straciła panowanie nad sobą. Projekt nie bez powodu został zamknięty, a sam Joseph wyeliminował wszystkich jego uczestników.

- Mogę wskrzesić ten projekt. Powinna się pani nad tym zastanowić, pani Giselle. Dam pani ten nadajnik - znajduje się na nim tylko jeden przycisk, czerwony. Jeśli go pani naciśnie, projekt zostanie natychmiast aktywowany i będzie należał wyłącznie do pani oraz pozostanie całkowicie pod pani kontrolą - powiedział i włożył w dłoń Giselle małe kwadratowe urządzenie z jednym czerwonym przyciskiem.

- Powinieneś rozumieć, Steve, że nigdy się na to nie zgodzę. Moja sytuacja jest wprawdzie tragiczna, ale nie zaryzykuję wszystkiego dla władzy - jednak Giselle mówiła już do pustki. Steve zniknął, a w jej dłoni pozostał jedynie mały czerwony przycisk i mnóstwo wątpliwości w głowie. Pomimo swojego pragnienia rządzenia Giselle nie chciała zdobyć władzy w tak okrutny sposób - miała swoje tabu, których nie łamała bez względu na wszystko.

Pułkownik Mil otrzymał wyniki śledztwa Anastazji. Niestety słowa dziewczyny o anomaliach się potwierdziły. Wkrótce po tym, jak opowiedziała o wydarzeniach w hotelu "Submarina", rzeczywiście do nich doszło, włącznie ze śmiercią Kristin. Sprawie 456 nadano najwyższą klauzulę tajności, a dziewczynie przyznano dostęp klasy C do wszystkich zasobów miasta i laboratoriów.

Wkrótce do wszystkiego dołączyła sprawa 457 - przypadek nietypowego morderstwa na stacji benzynowej. Z kamer monitoringu zabezpieczono nagrania napastników oraz samego zdarzenia, ale niczego one nie wyjaśniały. Pytań było coraz więcej.

Teraz zachód słońca za oknami gabinetu pułkownika Mila wyglądał przerażająco, ponieważ nie było wiadomo, co przyniesie nowy dzień.

Giselle założyła swoją najlepszą długą czerwoną suknię z głębokim wycięciem na plecach i upięła włosy w elegancki kok długą, ostrą spinką, pozostawiając kilka kosmyków dla retro elegancji. Rozumiała, że przy wejściu zostanie sprawdzona pod kątem broni, dlatego ukryła przycisk w ozdobach sukni.

Przy wyjściu z domu dziewczynę przywitało dwóch wysokich genetycznie zmodyfikowanych żołnierzy. Jeden z nich galanteryjnie otworzył przed nią drzwi samochodu.

Przez całą drogę Giselle milczała.

Dziewczyna spodziewała się wszystkiego, ale nie uprzejmego traktowania: nie sprawdzono jej pod kątem posiadania broni, lecz po prostu zaprowadzono ją do pięknego pokoju z ornamentami na ścianach.

- Wiedziałem, że ten kolor będzie pani pasował, Giselle - powiedział Vix, wchodząc do pokoju.

- Po co mnie pan tutaj wezwał? Mam nadzieję, że za to pytanie nie złamie mi pan znowu szczęki - dziewczyna uśmiechnęła się szyderczo.

- Nie, nie zrobię pani krzywdy. Proszę mi wybaczyć. - Vix wziął dłoń dziewczyny i pocałował jej nadgarstek.

- Co się dzieje... - powiedziała Giselle, upadając na kamienną podłogę wyłożoną drobną białą mozaiką.

- Dziękuję za projekt "Nuty"... - powiedział Vix i przeszedł obok dziewczyny.

Dwóch żołnierzy podniosło Giselle.

- Wiecie, co z nią zrobić - wydał żołnierzom polecenie Vix z wyraźnym zadowoleniem.

Dziewczyna ocknęła się w fotelu samoregulacji z elektrodami podłączonymi do głowy. Świadomość Giselle była zamglona - nie rozumiała, gdzie się znajduje.

- Wreszcie się obudziłaś, Giselle - powiedział Vix, przypinając kolejne elektrody, a jego głos drżał.

- Co ty robisz?.. - dziewczyna była związana. Impuls elektryczny przeszył jej kręgosłup. Dziewczyna zaczęła krzyczeć i wić się z bólu.

- No już, ciszej, moja słodyczy. Nasze gry dopiero się zaczęły, a przed nami samo najlepsze. - Vix zamknął Giselle usta dłonią. Małe impulsy elektryczne popłynęły przewodami prosto do mózgu Vixa. Gdy tylko impulsy dotarły do jego mózgu i ciała, poczuł przypływ rozkoszy i adrenaliny - było to najwyższe błogosławieństwo. Jego ciało drgnęło, otrzymując kolejną porcję przyjemności.

- Jesteś narkomanem... - powiedziała przez ból Giselle, patrząc, jak Vix rozłożył się na podłodze, rozpływając się z przyjemności.

Jak każdemu narkomanowi, małe dawki szybko przestały mu wystarczać. Bardzo szybko odzyskał panowanie nad sobą.

- Jesteś wyjątkowo smakowita... pochłonę cię całą... - Vix przekręcił przełącznik urządzenia, ustawiając je na maksymalną moc.

- To ty zabiłeś Kaya... - Giselle zaczęła się dusić. Łapczywie próbowała zaczerpnąć powietrza, którego nie było. Kości w jej ciele łamały się i wykręcały w różne strony, deformując jej piękne ciało. Elektroniczne impulsy niczym macki wyciągały z niej życie, rozrywając molekularne struktury jej DNA. Vix otrzymał swoją dawkę przyjemności w chwili, gdy Giselle wydała ostatnie tchnienie. Pochłonął całą moc molekuł dziewczyny, a jego ciało pulsowało od nadmiaru emocji i energii. Dla tego niezrównanego uczucia pochłaniania zabijał.

Ale z każdym kolejnym razem potrzebował więcej: im częściej kogoś pochłaniał, tym słabszy stawał się efekt.

Steve wszystko widział...

Rozdział 36. Wymuszona więź

Lina zakończyła swoją pracę zabójczyni i postanowiła doprowadzić się trochę do porządku. Ponieważ w laboratorium często przebywali ludzie, przewidziano w nim pokoje wypoczynkowe. W jednym z nich dziewczyna się zadomowiła. Podobało jej się, że wszystko w tym pomieszczeniu było jasne i przyjemne. Sam pokój był niewielki, miał około 15 m?. Znajdowały się w nim prysznic, toaleta oraz podstawowe rzeczy, takie jak czajnik i mała lodówka.

Dziewczyna wzięła prysznic i przebrała się w ubrania znalezione w szafce. Na jej smukłej sylwetce wszystkie rzeczy wyglądały dobrze, dlatego zwykły zielony T-shirt i dżinsy pasowały na nią idealnie. Dziewczyna wyjęła z małej lodówki kanapkę z niezrozumiałym nadzieniem i gazowany napój. Gryząc kanapkę, ułożyła się na łóżku. Od jej mokrych włosów poduszka natychmiast przemokła, wywołując nieprzyjemne uczucie na skórze. Patrzyła w sufit i bawiła się swoim nożem, podrzucając go do góry i czekając, aż spadnie.

Dziewczyna odziedziczyła zdolności analityczne po jednym z ludzi, których geny otrzymała podczas swojego stworzenia. Dlatego przeanalizowała zachowanie swojego twórcy, Josepha. Dotknął ją fakt, że własny stwórca nie podziwiał jej żądzy krwi, a wręcz przeciwnie - przerażała go, co było widać gołym okiem. Dziewczyna była niebezpieczna, nie miała ograniczeń ani narzuconych praw, nie ograniczał jej chip i bez problemu mogła sama zdobywać pożywienie. Nie odczuwała więc szczególnej potrzeby obecności samego twórcy. Chciała uznania ze strony Josepha, ale zobaczyła jedynie strach w jego oczach.

Joseph studiował zapisy wykonane w tym laboratorium. Naukowcy nie wiedzieli, według jakich kryteriów Lina wybrała dla niego właśnie to laboratorium, ale znajdując te pliki, zrozumiał, że dziewczyna wiedziała o prowadzonych tu eksperymentach na ludziach, a same eksperymenty były podobne do tych, które on sam przeprowadzał kiedyś bardzo dawno temu. Jego przypuszczenia okazały się słuszne - w tym świecie wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Ludzie posiadali genetyczne predyspozycje do określonego typu mutacji, co wpływało na zdolności poznawcze i funkcjonowanie mózgu. Dlatego pierwszy stworzony przez niego prototyp okazał się nieudany, mimo że składał się z kilku osób.

Co więcej, w tym świecie samo pole elektromagnetyczne przestrzeni otaczało człowieka niewidzialną barierą ochronną. Właśnie dlatego urządzenie Josepha nie działało poprawnie w tym świecie, ponieważ wcześniej najeżdżał światy w czasie, gdy jeszcze nie istniały. Teraz jednak znajdował się w przeszłości nieznanego mu świata, a różnice w strefach czasowych również dawały o sobie znać na poziomie elektromagnetycznym, nie pozwalając urządzeniu formować genów potrzebnych do konstrukcji. Utrudniało to pracę Josepha, ponieważ w gruncie rzeczy musiał zaczynać wszystko od nowa. Sam system się nie zmienił, ale źródło energii stabilizacji i rekonstrukcji należało poprawić i dostroić do świata, w którym teraz się znajdował, a do tego potrzebował dokładnie przeanalizować zdobyte materiały.

- Zadziwiające, że te prymitywne istoty doszły do tak podobnych rozwiązań, że były na właściwej drodze i być może za jakieś tysiąclecie doszłyby do genetycznej modyfikacji człowieka - naukowiec rozumiał, że podbicie nowego świata będzie znacznie trudniejsze bez jego dawnej armii, a przenieść jej do nowego świata nie mógł, ponieważ maszyna po jego przejściu ostatecznie się rozpadła. Cudem przeszedł przez portal i nie zrobił sobie krzywdy.

Coraz częściej zauważał, że część jego genów, a być może nawet większość z nich, samoistnie się niszczy, podobnie jak geny Kiry. Coś oddziaływało na niego w tym świecie, ale do końca nie rozumiał co. Środowisko wydawało się przecież takie samo jak początkowo w ich świecie. Niektóre elementy istniejące w tym nowym świecie nie poddawały się jego naukowemu geniuszowi.

W tym nowym świecie zauważył, że na jego idealnie gładkiej twarzy pojawiły się drobne zmarszczki, których wcześniej nie było, mimo że miał około 4000 lat. Jego geny były pierwsze i najbardziej doskonałe - nie starzał się, ale w tym świecie działały na niego nowe prawa i to go przerażało. Zapomniał, czym jest starość, już przy stworzeniu pierwszego genetycznie doskonałego człowieka.

Ponieważ w chwili rozpoczęcia swoich eksperymentów nie posiadał własnych zasobów, laboratoriów ani pełnej swobody działania z powodu szeregu absurdów ówczesnego rządu, sam stał się pierwszym prototypem. W gruncie rzeczy eksperymentował na własnym ciele - prawo tego nie zabraniało, a poza tym nikt o tym nie wiedział. Joseph stopniowo wymienił wszystkie elementy swojego ciała i za pomocą technologii oraz maszyn przeszczepił swój mózg do nowego organizmu.

Tworząc dla siebie genetycznie zmodyfikowane ciało, Joseph zachował wszystkie cechy swojej prawdziwej twarzy i sylwetki. Nie był przesadnie przystojny, ale posiadał pewien rodzaj uroku. Z estetycznego punktu widzenia wyglądało to dobrze. Miał średni wzrost - 175 cm, szeroką sylwetkę z dobrze rozwiniętymi mięśniami. Miał czarne włosy nieco dłuższe niż przeciętne oraz brązowe oczy, które podkreślały jego nos i podbródek na wydłużonej twarzy. Zachował również wiek swojego ciała z momentu stworzenia pierwszego prototypu człowieka - miał wtedy 38 lat.

Joseph przypomniał sobie, jakim był człowiekiem, zanim stał się genetycznie zmodyfikowany i przestał się starzeć oraz cokolwiek odczuwać. Nowy świat burzył całe jego wyobrażenie o tym, co wiedział i co osiągnął. Dlaczego w tym świecie jego ciało się starzało, skoro wszystkie geny działały prawidłowo, a liczne badania wykazywały, że wszystko jest w normie? W laboratorium, które on i Lina przejęli, prowadzono właśnie eksperymenty związane ze starzeniem się i modyfikacją człowieka. Jeśli chodzi o to drugie, Joseph był ekspertem. Ale starzenia się nie rozumiał i prawie nic o nim nie wiedział. Zmodyfikował się przecież w średnim wieku. Wszystko, czego potrzebował jego mózg, zapewniało mu niemal niezniszczalne ciało.