4
Spiralne schody w domu były kanciaste i wąskie. Wchodził po nich bardzo ostrożnie. Obawiał się, że pomalowana na jasnoniebiesko metalowa struktura runie pod jego ciężarem. W myślach odnotował: "Jeśli morderca wszedł po tych schodach, ofiara musiała usłyszeć skrzypiące zardzewiałe stopnie. Nie było innego wyjścia".
Scena, którą zastał na końcu schodów, była jednocześnie poruszająca i banalna. Krew, stęchłe powietrze i półnaga dziewczyna leżąca twarzą zwróconą do ziemi. W tysiącach filmów pojawiają się dokładnie takie same miejsca zbrodni.
- Doktorze Aguada, jak pan myśli, czy wszyscy reżyserzy filmów kryminalnych są tak samo mało oryginalni? - spytał Juánez znienacka.
Zaskoczony śledczy Aguada odpowiedział na jego pytanie nieudawanym zaskoczeniem, chociaż nie było to pierwsze z dość zaskakujących pytań Juáneza. Kiedy poznali się jakieś piętnaście lat temu i dwieście morderstw wstecz, był przekonany, że był on najzwyczajniej oderwanym od rzeczywistości wariatem. Lata później wcale nie zmienił zdania na ten temat.
- Uf, Juánez, nie zaczynajmy, proszę. Można oszaleć od tego skwaru. Jeszcze dobrze nie przyjechałem, a już musiałem znosić lamentowanie matki dziewczyny. Niby dzisiaj miał zacząć się mój urlop, ale jak widzisz, siedzę tu po uszy w gównie - powiedział, machając dłońmi w rękawiczkach ubrudzonych krwią.
- Jej też nie jest najłatwiej - zripostował Juánez, skinieniem głowy wskazując ciało leżącej nieruchomo pomiędzy nimi dziewczyny.
Biegły nie miał prawa więcej narzekać; nie był to też temat do żartów ani okazja do radosnego świętowania. Juánez umiał zepsuć mu humor. Zawsze mu się to udawało. Sto procent efektywności. Zuchwałe spojrzenie, ironiczne odzywki, to przeświadczenie, że inni go potrzebują, irytowały lekarza biegłego. Poprosił szybko o papiery z jego notatkami i wyrecytował na głos pierwsze spostrzeżenia:
- Kobieta, dwudziestoczteroletnia. Według zeznania złożonego przez jej matkę nazywała się Gloriana Márquez. Została zaatakowana nożem, co doprowadziło do licznych obrażeń na szyi. Jedna z ran ciętych doprowadziła do krwotoku, którego konsekwencją był wstrząs hipowolemiczny. Nie broniła się. Kiedy ją zaatakowano, prawdopodobnie spała. Ma kilka drobnych obrażeń przy dziurkach nosowych. Być może próbowano ją udusić. Nie wygląda to na napaść na tle seksualnym. Ale na stole podczas autopsji będę miał szerszy obraz sytuacji.
- Czy nóż gdzieś tutaj jest?
- Nie.
- Kiedy ją zabito?
- Zobacz... Ciało jest zimne i sztywne. Mogę przesunąć je jak głaz. Szacuję, że mogło minąć od osiemnastu do dwudziestu czterech godzin od chwili, kiedy ją zamordowano. Na pewno nie mniej.
Juánez rzucił okiem na zegarek na swoim nadgarstku i policzył w pamięci.
- Mamy pierwszą nad ranem w piątek - liczył na głos. - Jeżeli odejmiemy osiemnaście godzin, to znaczy, że została zabita o siódmej nad ranem wczoraj, czyli w czwartek. Zgadza się?
- Tak, w czwartek. Ale powiedziałem, że między osiemnastoma a dwudziestoma czterema godzinami. Mogła zostać zabita wczoraj o tej samej godzinie.
Juánez zapisał kilka spostrzeżeń w swoim czarnym notesie, nie patrząc na Aguadę. Miał całe mnóstwo takich samych notesów, pełnych zapisków i diagramów. Były swojego rodzaju archiwum strachu. Przechowywał je w samochodzie, w kuchni u siebie w domu, w gabinecie, a nawet w apteczce w łazience. Na szafce nocnej zawsze czekał na niego nowy, nieskazitelny notes, całkowicie otwarty na nowe przemyślenia.
Śledczy Aguada na próżno wyczekiwał jakiegokolwiek słowa ze strony Juáneza. Policjant notował kolejne spostrzeżenia i nie odrywał wzroku od kartek. Aguada zakaszlnął, żeby zwrócić jego uwagę. Niestety nieskutecznie, dlatego resztki poczucia godności kazały starszemu funkcjonariuszowi podjąć kolejny krok.
- Wyjdę na ulicę i poczekam na karawan - powiedział - tutaj nie mam już nic do roboty. Wszystko w twoich rękach, Juánez. Na pewno znajdziesz coś, co spieprzy mi jutro autopsję.
Kiedy śledczy Aguada pakował swoje rzeczy do starej skórzanej walizki, Juánez zaczął mu się przyglądać. Właściwie nie śledczemu, ale bardziej jego srebrnym narzędziom, które chował do kufra. Zauważył, że w jego walizce czegoś brakowało.
- Aguada, zmierzyłeś temperaturę ciała?
- Oglądasz dużo amerykańskich seriali - powiedział śledczy z czytelną ironią w głosie i nieurażony dodał z zadowoleniem - nie mam odpowiedniego termometru. Stary, mamy dziury w budżecie.
Pożegnał się z kpiącym uśmiechem i zaczął schodzić po skrzypiących, diabelsko wąskich schodach. Kiedy dotarł do połowy, postanowił wyjaśnić jeden szczegół.
- Juánez - krzyknął, patrząc w górę - dlaczego zapytałeś mnie, czy myślę, że reżyserzy filmowi są mało oryginalni?
Z góry dotarła do niego odpowiedź, której nie miał ochoty usłyszeć.
- Bo ta scena zbrodni jest ustawiona, staruszku. Ustawili ci scenkę, a ty dałeś się nabrać. Może i oglądam dużo amerykańskich seriali, jak lubisz mi powtarzać, ale widziałem też wielu morderców. A ty, Aguada, nic nie widzisz.
Trzaśnięcie drzwiami. Taka była odpowiedź śledczego.