Modlić się mszą świętą - Praca zbiorowa

Kup ebooka

36.90 zł
29.52 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Wykaz skrótów

Wstęp

Mistagogia obrzędów wstępnych

1. Zgromadzenie ludu

2. Znak krzyża

3. Akt pokuty

4. Kyrie eleison

5. Gloria

6. Kolekta

Mistagogia liturgii słowa

1. Jedność liturgii słowa i liturgii eucharystycznej

2. Słowo mówiące o Słowie

3. Liturgiczny "dialog"

4. "Szafarz" liturgii słowa

5. Nowy lekcjonarz mszalny

6. Homilia a kazanie

7. Miejsce celebracji liturgii słowa

Mistagogia obrzędu przygotowania darów

1. Celebracja

2. Misterium

3. Życie

Mistagogia modlitwy eucharystycznej

1. Eucharystia znaczy "dziękczynienie"

2. Eucharystia jako ofiara

3. Kapłan działający in persona Christi

4. Teologia modlitwy eucharystycznej

6. Modlitwy eucharystyczne rytu rzymskiego

7. Podsumowanie

Istota i skutki sakramentu Eucharystii. Szkic z perspektywy tomistycznej

1. "Oto wielka tajemnica wiary"

2. W poszukiwaniu adekwatnego języka

3. Istota Eucharystii wyrażana w wielości jej określeń

4. Skutki przyjmowania Eucharystii

5. Podsumowanie: jak rozwijać pobożność eucharystyczną?

Mistagogia obrzędów komunii świętej

1. Modlitwa Pańska

2. Modlitwa o pokój i znak pokoju

3. Komunia święta

Katecheza mistagogiczna: owoce komunii świętej

1. Ciało dla ciała, ciało dla duszy

2. Skutki i owoce

3. Włączeni w Trójcę, połączeni z Krzyżem

4. Owoce komunii świętej

Mistagogia liturgii słowa

Dominik Jurczak OP

Liturgia to przemodlona teologia. Jestem głęboko przekonany, że kiedy analizujemy poszczególne części liturgii, kiedy jesteśmy w stanie powiązać ze sobą, także w aspekcie historycznym, różne jej elementy to nabywamy odpowiedniej sprawności do uprawiania teologii. Być może nie będzie to teologia sensu stricto akademicka, ale na pewno wyrastająca z doświadczenia, z emocjonalnego i intelektualnego usposobienia teologa, prowadząca nie tyle do scholastycznego "dzielenia włosa na czworo", ile do wiary, modlitwy i spotkania z Bogiem. Oczywiście warto w tym miejscu dopowiedzieć, że wspomniana "teologia codzienności" - lub "teologia liturgiczna", jak słusznie definiuje ją David W. Fagerberg27, nie musi być całkowicie jednorodna i taka sama dla wszystkich. W życiu bowiem przechodzimy przez rozmaite etapy. Jest czas zachwytu, kiedy fascynujemy się nawet najprostszymi liturgicznymi odkryciami czy zależnościami między różnymi elementami liturgii; są momenty, w których doświadczamy marazmu, gdy liturgia nas nuży - ale są też takie, gdy to bardziej liturgia nas "niesie" niż my liturgię; są wreszcie i takie chwile, w których jesteśmy spragnieni świeżości, nowych bodźców, także intelektualnych, żeby tę "oczywistą oczywistość", jaką jest i powinna być w życiu chrześcijańskim liturgia, na nowo poukładać.

1. Jedność liturgii słowa i liturgii eucharystycznej

1.1. Msza katechumenów i msza wiernych

Chciałbym rozpocząć od prostej i zarazem ważnej obserwacji. Kiedy próbuje się omówić mszę świętą w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego, wskazuje się najczęściej na jej dwie części, mianowicie na "mszę katechumenów" oraz na "mszę wiernych". Terminologia ta - de facto nieobecna w księgach liturgicznych, jednak funkcjonująca w opracowaniach czy komentarzach do mszy28 - odwołuje się do pewnego etapu historii Kościoła, mianowicie do czasów, gdy kult chrześcijański, wskutek prześladowań, nie był powszechnie dostępny, lecz zarezerwowany dla tych, co pozostawali wewnątrz Kościoła. Istniały stopnie wtajemniczenia: nie wszyscy od razu mieli dostęp do wszystkiego, lecz byli zaznajamiani z celebracją wiary stopniowo, etapami. Na przykład katechumen - czyli ktoś więcej niż sympatyk chrześcijaństwa, ktoś, kto po spełnieniu pierwszych wymagań przygotowywał się do przyjęcia chrztu - dopuszczany był do uczestnictwa wyłącznie w pierwszej części Eucharystii, podczas której czytano i komentowano Pismo Święte29; musiał natomiast opuścić zgromadzenie, gdy przechodzono do części drugiej, zarezerwowanej wyłącznie dla osób ochrzczonych, podczas której, między innymi, recytowano Ojcze nasz czy przystępowano do stołu Pańskiego. Gradualność, o której mowa, miała swoje znaczenie także dla życia duchowego. Nie chodziło bowiem o to, aby chrześcijaństwo zamknąć w elitarnym gronie, niczym w sekcie, lecz aby nauczyć się patrzeć na tajemnice wiary od wewnątrz, z perspektywy doświadczenia, choćby niewielkiego. Ważne było, aby wykonać pierwszy ruch, przebyć jakiś fragment drogi. Notabene, nie bez powodu jednym z określeń formacji chrześcijan, pochodzącym jeszcze z czasów apostolskich, była "droga" (por. Dz 9,2). Bo chrześcijaństwo to nie porcja wiedzy do wyuczenia się na pamięć, lecz doświadczenie nabywane "w drodze", w którym "od wewnątrz" poszukuje się adekwatnej nomenklatury, by wyrazić arcana fidei. W metodzie tej zawarta jest głęboka logika. Rzeczywiście, to, w co i jak Kościół wierzy, nie daje się ocenić z pozycji niezaangażowanego obserwatora, jak często chcielibyśmy dzisiaj, gdyż taka ocena nigdy nie będzie adekwatna. Dotyczy to także Eucharystii, której "od zewnątrz", w mierzalnych kategoriach, nie sposób opisać, oczekując ponadto, że ryt mszy sam z siebie przekona nas do chrześcijaństwa. Do Eucharystii i jej zrozumienia trzeba podchodzić stopniowo, z cierpliwością, powracając do tego, co wiadome i oczywiste, oraz pytając "ze środka" doświadczenia wiary o głębsze znaczenie tego sakramentu. Jeśli zatem ktoś oczekuje, że po przeczytaniu niniejszego tekstu wszystko stanie się dla niego jasne, jest w wielkim błędzie. Nie wystarczy raz wyłożyć ze szczegółami, czym jest msza święta; trzeba nam stale być "w drodze" oraz nieustannie zapytywać o znaczenie poszczególnych elementów Eucharystii.

Z premedytacją zacząłem od zarysowania podziału na "mszę katechumenów" i "mszę wiernych", to znaczy od wyrażeń, do których odwołują się komentatorzy formy nadzwyczajnej, a z którymi rzadziej można się spotkać w opisach formy zwyczajnej. Obecnie bowiem preferuje się inne sformułowania, mianowicie "liturgia słowa" oraz "liturgia eucharystyczna", uznając je mniej więcej za odpowiedniki wcześniejszych wyrażeń. Ponadto, współczesne rozwiązania wprowadzono explicite do mszału, nawet do samego ordo missae. Wystarczy przytoczyć fragment Institutio Generalis Missalis Romani, by przekonać się, że podział ten jest wyraźnie pożądany:

Msza św. składa się jakby z dwóch części, mianowicie z liturgii słowa i z liturgii eucharystycznej, które tak ściśle łączą się ze sobą, że stanowią jeden akt kultu. Albowiem we Mszy świętej zostaje zastawiony zarówno stół słowa, jak i Chrystusowego Ciała, z którego wierni czerpią naukę i pokarm. Niektóre zaś obrzędy rozpoczynają i kończą celebrację (OWMR 28).

W przytoczonym fragmencie, będącym de facto kombinacją myśli zawartych w dokumentach Soboru Watykańskiego II, warto zwrócić uwagę na fakt, że struktura całej mszy, postrzeganej przede wszystkim jako jedność liturgii słowa i Eucharystii - jako jedna uczta spożywana przy "niejako dwóch zastawionych stołach": słowa i ciała - jest dziś oczywista i niepodważalna. Także niniejszy tekst wpisuje się w całościowy zamysł publikacji odzwierciedlającej przecież to przekonanie. Ma to być wszak próba ukazania mistagogii liturgii słowa, a nie komentarz do "mszy katechumenów". Skąd jednak ta radykalna zmiana? Czy było coś niewłaściwego we wcześniejszej strukturze? Czy należy ją całkowicie odrzucić?

Podział na "mszę katechumenów" i "mszę wiernych", choć niewątpliwie posiada wiele walorów, doprowadził jednak do uwypuklenia przede wszystkim drugiej części Eucharystii, usuwając w cień tę pierwszą. Stopniowe wchodzenie w tajemnice wiary, ważne z punktu widzenia duchowej wędrówki - wpierw jako katechumen, później jako wierny - miało swoje konsekwencje dla teologicznej percepcji mszy świętej: istotną i zasadniczą stawała się "msza wiernych". Nikt oczywiście w sposób otwarty nie postulował usunięcia "mszy katechumenów" jako zbytecznego elementu celebracji, jednak w praktyce coraz silniej podkreślano wagę "mszy wiernych". Ostatecznie, po wiekach przekształceń, stała się ona częścią Eucharystii par excellence. Tendencję tę można dostrzec także w równolegle zachodzącym procesie umniejszania roli Pisma Świętego tak w życiu Kościoła, jak i w samej liturgii. Rodzące się pod koniec XIX oraz na początku XX wieku Ruch Biblijny i Ruch Liturgiczny oponowały przeciwko tej marginalizacji; w ślad za nimi poszli papieże, ostatecznie zaś sprawę rozstrzygnął Sobór Watykański II. W rezultacie Konstytucja o liturgii Sacrosanctum concilium stanowi:

Pismo święte ma doniosłe znaczenie w sprawowaniu liturgii. [...] W nim też trzeba szukać sensu czynności i znaków. Dlatego w trosce o odnowienie, rozwój i dostosowanie świętej liturgii należy rozbudzać serdeczne i żywe umiłowanie Pisma świętego [...] (KL 24).

1.2. Jeden akt kultu

Jak wspomniałem, mentalność przedsoborowa koncentrowała się głównie na teologicznych skutkach mszy, nie pomijając innych kategorii dogmatycznych, takich jak "ważność", "godziwość" czy tym podobne. Samo w sobie nie jest to złe, wręcz przeciwnie, może jednak prowadzić do wypaczenia teologicznej percepcji Eucharystii. Jeśli dodamy do tego niezrozumiały dla większości wiernych język łaciński, w którym de facto i de iure były proklamowane czytania biblijne, a także ograniczony dobór tych ostatnich (by w tym miejscu wspomnieć wyłącznie o rozroście kalendarza, jaki spowodował, że nieustannie powtarzano te same perykopy, biorąc je z tekstów wspólnych), to bardziej zrozumiały staje się głos ojców soborowych:

Aby tym obficiej zastawić wiernym stół słowa Bożego, należy szerzej otworzyć skarbiec biblijny, tak by w określonej liczbie lat odczytać ludowi ważniejsze części Pisma świętego (KL 51).

Zaleca się bardzo, by homilia, w której w ciągu roku liturgicznego przedstawia się na podstawie świętego tekstu tajemnice wiary i zasady chrześcijańskiego życia, była częścią sprawowanej liturgii. Bez poważnego powodu nie należy jej więc opuszczać we Mszach świętych sprawowanych z udziałem wiernych w niedziele i święta nakazane (KL 52).

[...] Można zezwolić na stosowanie w odpowiednim zakresie języka ojczystego w Mszach świętych sprawowanych z udziałem ludu, zwłaszcza w czytaniach, w "modlitwie powszechnej" oraz - jeżeli miejscowe warunki tego wymagają - także w tych częściach, które należą do wiernych. Należy jednak dbać o to, aby wierni umieli wspólnie odmawiać lub śpiewać także w języku łacińskim stałe części Mszy świętej dla nich przeznaczone [...] (KL 54).

Dyspozycje te, prawdę powiedziawszy, były próbą swego rodzaju "do-źródlenia" (ressourcement) Eucharystii tak, by uczestniczący w niej najpierw "byli kształtowani przez słowo Boże", a następnie "posilali się przy stole Ciała Pańskiego i składali Bogu dziękczynienie" (KL 48). Proklamowanie i słuchanie słowa Bożego, odpowiednie wyjaśnianie słowa Bożego w trakcie homilii, formowanie się w słowie Bożym - wszystkie te elementy mają prowadzić do Najświętszej Ofiary. Oczywiście działa to w dwie strony. Kiedy mowa jest o Eucharystii, to w jej dwóch komplementarnych wymiarach: oba składają się na jeden akt kultu! (por. KL 56) Dziś stwierdzenie to wydaje się truizmem. Oznacza ono, mówiąc konkretnie, że jako celebrans - nawet w sytuacji najwyższej konieczności - nie mogę wyrecytować słów konsekracji ani odmówić samej modlitwy eucharystycznej z pominięciem pozostałych części. Byłoby to wypaczenie Eucharystii. Podobnie i w drugą stronę. Samo czytanie Pisma Świętego, nawet najbardziej wnikliwe i pobożne, to za mało, by mówić o Eucharystii, za mało, by być Kościołem. W tej perspektywie oczywista staje się odpowiedź na iście scholastyczne, choć nader często pojawiające się pytanie: czy i ile można spóźnić się na mszę świętą.

Dwie części, z których niejako (quodammodo) składa się Msza święta, mianowicie liturgia słowa i liturgia eucharystyczna, tak ściśle łączą się ze sobą, że stanowią jeden akt kultu. Dlatego Sobór święty usilnie zachęca duszpasterzy, aby w katechezie gorliwie pouczali wiernych o obowiązku uczestniczenia w całej Mszy świętej, zwłaszcza w niedzielę i święta nakazane (KL 56).

1.3. Chrystus celebransem liturgii słowa

Po niemal sześćdziesięciu latach od soboru wydaje się, że na mszę świętą nie przychodzimy jedynie dla samej komunii czy tylko dla intencji, w której celebrans składa Najświętszą Ofiarę, choć są to ważne elementy, których pod żadnym pozorem nie wolno deprecjonować. Wydaje się, że doniosłość liturgii słowa skutecznie przebiła się do naszej współczesnej świadomości. Może nawet z pewną przesadą. Zaryzykuję stwierdzenie, że nośność komunikacyjna liturgii słowa jest dziś tak duża, że nierzadko powstaje wrażenie, że znaleźliśmy się na antypodach pragnienia ojców soborowych: o ile w liturgii przedsoborowej brakowało balansu między liturgią słowa i liturgią eucharystyczną, skąd zrodziło się pragnienie "do-źródlenia", o tyle współczesna liturgia słowa bywa na tyle rozbudowana, że zaczyna dominować nad resztą celebracji, powodując po raz kolejny brak równowagi. I nie oznacza to, że tak bardzo skupieni jesteśmy na Piśmie Świętym. Przeciwnie, z różnych powodów - częstokroć szlachetnych - liturgia słowa zamiast odnosić i prowadzić wiernych ku pełni celebracji, koncentruje ich na sobie, a w dłuższej perspektywie spłycając przekaz słowa Bożego. Jeśli chcieć doszukiwać się przyczyn "protestantyzacji" liturgii katolickiej, jak postulują niektórzy, to na ławie oskarżonych należałoby posadzić nie tyle Biblię czy posoborową odnowę liturgiczną, odnośnie do której zawsze łatwo wysunąć zastrzeżenia (tylko ktoś, kto nie robi nic, nie popełnia błędów), ile współczesną ars celebrandi, poprzez którą przebłyskuje brak odpowiedniej formacji czy świadomości liturgicznej wszystkich ochrzczonych30. Problemem odnowionej mszy nie jest słowo Boże, którego wcześniejsza proklamacja - także za sprawą niezrozumiałości łaciny - schodziła na drugi plan, pozostając w cieniu liturgii eucharystycznej, ile przejaskrawienie struktury oraz niektórych elementów liturgii słowa, biorące się z niewłaściwego rozumienia ich funkcji. Ileż to razy byliśmy świadkami homilii, która nolens volens stawała się spektaklem jednego aktora, co więcej, na tyle rozwlekłym, że ze względu na dyscyplinę czasową wybierano później najkrótszą modlitwę eucharystyczną, recytowaną do tego niedbale i w pośpiechu, rezygnowano ze śpiewów czy z momentów milczenia? Myliłby się ten, kto za taki stan rzeczy chciałby obarczyć winą wyłącznie księży. Nierzadko to sami wierni wywierają presję na celebransa, oczekując od niego nie homilii, lecz sążnistego kazania, zwłaszcza przy takich okazjach jak odpusty parafialne czy pielgrzymki. Ulegając podobnym naciskom, wypacza się celebrację Eucharystii, nadmiernie przedłużając całą liturgię słowa. Nie chcę być źle zrozumiany, nie chodzi o to, by odebrać kaznodziejom głos - w ustach dominikanina, a zatem brata z Zakonu Kaznodziejskiego, brzmiałoby to jak nawoływanie do zakonnego "samobójstwa" - lecz o to, by każdej homilii nie sprowadzać do kazania, oraz by nie włączać do liturgii takich dodatkowych słów, które odwracają uwagę od samej celebracji. Nie bez powodu Sobór Watykański II z naciskiem przypominał, że pierwszym działającym w liturgii jest Chrystus, oraz że to On

jest zawsze obecny w swoim Kościele, szczególnie w czynnościach liturgicznych. Jest obecny w ofierze Mszy świętej, czy to w osobie odprawiającego, gdyż "Ten sam, który kiedyś ofiarował się na krzyżu, obecnie ofiaruje się przez posługę kapłanów", czy też zwłaszcza pod postaciami eucharystycznymi. Obecny jest mocą swoją w sakramentach tak, że gdy ktoś chrzci, sam Chrystus chrzci. Jest obecny w swoim słowie, albowiem gdy w Kościele czyta się Pismo święte, wówczas On sam mówi. Jest obecny wreszcie, gdy Kościół modli się i śpiewa psalmy, gdyż On sam obiecał: "Gdzie dwaj albo trzej są zgromadzeni w imię moje, tam i ja jestem pośród nich" (Mt 18,20)31.

Chrystus zatem staje się obecny nie tylko w momencie proklamowania modlitwy eucharystycznej, ale również wówczas, kiedy Kościół modli się psalmami, kiedy czyta słowo Boże. A skoro liturgia dotyczy tego, co Bóg czyni dla człowieka, nie odwrotnie, oznacza to, że w celebracji mamy się dać poprowadzić Chrystusowi tak, ażeby to On odsłonił się przed nami w usłyszanym słowie. Dobrym obrazem tego, o czym mowa, jest ewangeliczna scena wędrówki uczniów do Emaus:

Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: "Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?" Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: "Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało". Zapytał ich: "Cóż takiego?" Odpowiedzieli Mu: "To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli".

Na to On rzekł do nich: "O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?" I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: "Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił". Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: "Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?" (Łk 24,7-32)

Nawet jeśli przytoczony fragment, jak twierdzą bibliści, nie jest wprost opisem Eucharystii, to jednak wskazuje na jedność liturgii słowa i liturgii eucharystycznej, wzajemnie uzupełniających się i warunkujących. Łukasz redaguje swoją perykopę w taki sposób, aby nauczyć nas myśleć o Eucharystii, to znaczy o tym, że Zmartwychwstałego można spotkać w słowie, w łamaniu chleba i we wspólnocie dzielących się wiarą. Warto ponadto zwrócić uwagę na fakt, że historia uczniów dokonuje się w drodze. Jak już to wyżej wspominałem, wędrówka jest czymś więcej niż tylko intelektualnym zmaganiem.

1.4. Apologia św. Justyna

Jedność kultu liturgii słowa i liturgii eucharystii można dostrzec także w innym dziele, bliskim czasom apostolskim. Mowa tu o Apologii Justyna Męczennika, skomponowanej około połowy II wieku. Autor, pisząc do cesarza Antoninusa w obronie chrześcijan, przy okazji przekazuje nam opis uczty wiernych z rzymskiej wspólnoty. Jest to dokument o tyle ważny, że stał się jednym z istotnych punktów odniesienia dla odnowicieli liturgii po Soborze Watykańskim II, inspirując i nadając kierunek ich pracom. I tak w swojej Apologii Justyn w pierwszej kolejności ukazuje Eucharystię jako ukoronowanie wtajemniczenia chrześcijańskiego, przejście od chrztu do uczty: "My zaś po udzieleniu obmycia temu, kto uwierzył i dołączył do nas, prowadzimy go na spotkanie z tzw. braćmi, aby tam wspólnie modlić się za samych siebie, za nowo ochrzczonego i za wszystkich, gdziekolwiek są obecni [...]"32. Następnie opisuje już samą Eucharystię, bardziej szczegółowo:

W dniu zaś zwanym Dniem Słońca odbywa się w jednym miejscu spotkanie wszystkich mieszkających w miastach i wsiach. Czyta się wtedy Pamiętniki Apostolskie albo Pisma prorockie, dopóki czas na to pozwala. Potem, gdy lektor skończy czytać, przełożony wspólnoty słowem upomina i zachęca nas do naśladowania tych pięknych nauk. Następnie wszyscy wspólnie powstajemy z miejsc i modlimy się. Dalej [...] przynoszony jest chleb, wino i woda, a przełożony zanosi podobne modlitwy i dziękczynienia najlepiej, jak potrafi, lud zaś odpowiada z radością: "Amen". Wreszcie następuje rozdanie i rozdzielenie każdemu tego, co stało się Eucharystią, nieobecnym zaś zanoszą ją diakoni33.

Po raz kolejny integralnie pojawiają się oba elementy kultu: część, w której się czyta Pisma, oraz część, w której przewodniczący składa dziękczynienie. Warto zauważyć ponadto, że w samą celebrację zaangażowanych jest więcej osób. Poza przewodniczącym, który tłumaczy odczytane passusy i odpowiednio instruuje uczestników, a także który wypowiada dziękczynienie, obecni są: lektor, osoby przynoszące chleb, wino i wodę, oraz diakoni roznoszący nieobecnym "to, co stało się Eucharystią". Na końcu pojawia się wypowiadane przez wszystkich "Amen", wieńczące dziękczynienie.

1.5. Wnioski

Spróbujmy w tym miejscu wyciągnąć pierwsze wnioski. Najważniejszym jest ten, że nie da się sprowadzić Eucharystii do liturgii słowa, ale też nie da się jej wykluczyć. Liturgia słowa jest integralną częścią chrześcijańskiej celebracji. Oczywiście w pierwszym rzędzie odnosi się to do Eucharystii, choć warto dopowiedzieć, że pragnienie "do-źródlenia" Pismem Świętym odnoszono także do celebracji pozostałych sakramentów. W tym kluczu zostały przygotowane odnowione rytuały. Skuteczność ludzkich słów leży bowiem w liturgii na przedłużeniu sprawczości boskiego Słowa i z Niego wynika, nie odwrotnie34. Nie bez powodu, gdy w Credo recytujemy "i za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi dziewicy i stał się człowiekiem", skłaniamy głowę. To właśnie wcielone Słowo, Verbum incarnatum, sprawia, że w liturgii możemy dać się Mu poprowadzić.

Po drugie, tak liturgia słowa, jak i liturgia eucharystyczna, stanowią jeden akt kultu. Są czymś więcej niż tylko dwoma elementami, z których składa się msza, wzajemnie się dopełniając. Liturgia słowa wynika z liturgii eucharystycznej i ma do niej prowadzić, lecz i na odwrót: liturgia eucharystyczna ma służyć lepszemu i głębszemu rozumieniu Pisma Świętego. W rzeczywistości nie ma mowy o dwóch oddzielnie zastawionych stołach - słowa i Eucharystii - ale mowa o "niejako dwóch stołach", gdyż obie części składają się na jeden akt kultu.

Po trzecie wreszcie, we wtajemniczeniu chrześcijańskim, w dochodzeniu do pełni uczestnictwa w Eucharystii, trzeba założyć stopniowość. Nie da się liturgii zrozumieć a priori, jedynie aktem rozumu i bez zaangażowania. Oczywiście dotyczy to zarówno Eucharystii w ogólności, jak i poszczególnych jej elementów, w tym także liturgii słowa. Niewątpliwie na początku z liturgii słowa niewiele rozumiemy, jednak z czasem, spotykając odsłaniającego się w niej Chrystusa, dodatkowo wsparci homilią, prowokowani jesteśmy do dalszych, własnych poszukiwań. Tak naprawdę dopiero wówczas stwarzamy przestrzeń do tego, by nasze doświadczenie ułożyć w jedną całość: spokojnie i stopniowo, "w drodze", wsparci innymi sakramentami zmierzamy ku temu, by całość naszego chrześcijańskiego życia nabrała sensu odnośnie do stanu i wieku. Proces ten nie przebiega automatycznie; nie dokonuje się bez naszego udziału. Pomocą może być - i powinna być - homilia, choć nie zawsze okazuje się wystarczająca. Stąd tak ważne są własne poszukiwania, wcześniejsze przygotowanie, poza bezpośrednim kontekstem mszy. Skuteczne może być na przykład czytanie Pisma Świętego w domu, lektura komentarzy biblijnych czy liturgicznych, rozwój modlitwy osobistej i inne. Oczywiście nie zastąpią one udziału we mszy, niemniej jednak mogą znacznie pomóc w pogłębieniu uczestnictwa w liturgii, która jest celem mistagogii.

2. Słowo mówiące o Słowie

Przejdźmy już teraz do samej liturgii słowa i pokrótce zwróćmy uwagę na kilka jej elementów. Dopowiem, że nie zamierzam w tym miejscu wyjaśnić wszystkich szczegółów, niewątpliwie istotnych dla zrozumienia tej części Eucharystii, także z punktu widzenia jej historycznego rozwoju, lecz ograniczę się do wskazania zaledwie kilku fragmentów, pomocnych - mam nadzieję - w uchwyceniu właściwej perspektywy.

Pierwsza obserwacja tylko z pozoru wydaje się trywialna: fundamentem liturgii słowa jest słowo Boże odczytywane i komentowane w ramach celebracji. Widzieliśmy już wcześniej w Apologii Justyna Męczennika, jak Kościół gromadził się na Eucharystii, podczas której czytano "Pamiętniki Apostolskie albo Pisma prorockie". Nie jest to oczywiście pierwsze świadectwo, jakie posiadamy. Warto zwrócić uwagę na epilog Pierwszego Listu do Tesaloniczan, w którym Paweł wyraźnie poleca: "Pozdrówcie wszystkich braci pocałunkiem świętym. Zaklinam was na Pana, aby list ten został odczytany wszystkim braciom. Łaska Pana naszego, Jezusa Chrystusa, [niech będzie] z wami!" (1 Tes 5,26-28). List musiano zatem odczytywać podczas wspólnych zebrań; być może podczas Eucharystii (por. Dz 2,46; 20,7; 1 Kor 11,17-21; Hbr 10,25). Z podobnym rozporządzeniem mamy do czynienia w zakończeniu Listu do Kolosan: "Pozdrówcie braci w Laodycei, zarówno Nimfasa, jak i Kościół [gromadzący się] w jego domu! A skoro list zostanie u was odczytany, postarajcie się, by odczytano go też w Kościele w Laodycei, a wy żebyście też przeczytali list z Laodycei" (Kol 4,15-16). Dla naszych celów istotna jest obserwacja, że czytanie odbywa się we wspólnocie, podczas zebrań będących elementem życia pierwotnego Kościoła, nawet jeśli nie ma pewności co do lektury listów w ramach samej celebracji eucharystycznej. Spostrzeżenie to warto ponadto połączyć z kultem synagogalnym, z którego w pewnym sensie wyrasta liturgia chrześcijańska, a który zakładał publiczne czytanie i komentowanie Pism. Kult synagogalny znany był samemu Jezusowi:

Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane:

Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana.

Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione. Począł więc mówić do nich: "Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli". A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. (Łk 4,16-22a)

Z dalszej części historii wiemy, że odczytany przez Jezusa urywek z Księgi Izajasza, a szczególnie komentarz, w którym tłumaczy, że to o Nim mowa, nie były wcale proste do przyjęcia dla mieszkańców Nazaretu. Przeciwnie, wywołało to oburzenie, bo oznaczało wprost, że Jezus wskazał na siebie jako na Chrystusa, Pomazańca Bożego. Nie wchodząc jednak w egzegetyczne niuanse powiem wprost, że taki jest cel liturgii słowa: odkryć - słuchając słowa Bożego - że mówi nam ono o Jezusie Chrystusie, że w Jego osobie realizują się zapowiedzi i oczekiwania; to On ma się odsłonić poprzez lekturę Pism. Nie jest to zatem czytanie dla samego czytania, tak, aby zapełnić czas, lub aby wspominać nie zawsze zrozumiałe historie z przeszłości. Głównym celem jest proklamacja słowa, w czasie której uobecnia się Jezus Chrystus, Verbum incarnatum. Widać to także w cytowanych wcześniej listach apostoła Pawła.

3. Liturgiczny "dialog"

Skoro zaś mowa o proklamacji, to warto rozwinąć ten wątek. W liturgii słowa, jak zauważyliśmy, nie chodzi o intelektualny przekaz biblijnych treści, gdyż ten z całą pewnością może być skuteczniej realizowany poza kontekstem liturgicznym, lecz o doświadczenie Osoby. I nie chodzi o to, żeby zniechęcać do studiów nad Pismem Świętym czy deprecjonować podejście naukowe w odniesieniu do Biblii, lecz oto, by wykorzystywać do tego inne przestrzenie, jak spotkania w domach, parafiach, grupach duszpasterskich czy inne. Kiedy podczas liturgii proklamuje się słowo Boże, nie traktuje się go jak przedmiotu badań; w liturgii Pismo nabiera nowej głębi. Nie bez powodu, gdy przy ołtarzu jest obecny diakon, to właśnie on proklamuje ewangelię, a nigdy celebrans, choćby był to nawet sam papież. Diakon czyta ewangelię także temu, kto za moment będzie ją objaśniał. Aby móc zmagać się ze Słowem, trzeba je wpierw usłyszeć. Oznacza to, że celem liturgii słowa nie jest jakieś abstrakcyjne przekazanie pięknych idei, nawet nie sam fakt lektury perykop biblijnych, ile proklamacja Słowa. Liturgia sama z siebie, zwłaszcza liturgia słowa, jest dialogiem (dia-logos, ????????), pomostem, odbywa się pomiędzy (???) Słowem a słowem. To oznacza z kolei, że aby w ogóle móc odpowiedzieć, koniecznie trzeba najpierw usłyszeć. Liturgia przestaje być urodzajna, gdy w sposób jednostronny czy pragmatyczny nastawiona jest na przekaz treści. Potrzeba najpierw gotowości usłyszenia. Jest to podstawowy warunek pozwalający wybrzmieć Słowu tak, by skutecznie mogło przemienić nasze życie. W mistrzowski sposób zależności te przeanalizował Romano Guardini:

Człowiek słyszy Słowo Boże w pełni jedynie, kiedy słucha. Słowo nie oznacza wyłącznie rozumu, ale człowieka. To ono ma strukturę człowieka i poszukuje żywotnej jedności krwi i ducha, z duszy i ciała, i w owej precyzyjnej strukturze jest przyjmowane: nie tylko ze swoim znaczeniem, lecz także ze swoją fizjonomią, ze swoim brzmieniem, ze swoim ciepłem i ze swoją mocą. W tym sensie Słowo mogło zostać porównane do ziarna. Lecz dlatego właśnie Słowo musi być rzeczywiście usłyszane, nie tylko przeczytane. Powinno dotrzeć do naszego wnętrza poprzez ucho, nie poprzez oko; dokładnie tak samo jak formę i barwę musimy przyjąć nie poprzez ich sztuczne przekształcenie uchem, lecz okiem. Tego, "jak" i "co", nie można oddzielać. Każdemu obiektowi przysługuje właściwy sposób jego przyjmowania: istnieje zarówno słowo pisane, które przez wzrok stało się częścią nas, jak i słowo wypowiedziane, które zostało do nas skierowane i przyjęte przez ucho. Czytanie umniejsza słowo; miejsce dźwięku zajmuje druk. W służbie Bożej [czyli w liturgii - D.J.] słowo nie powinno być jedynie czytane. Gdyby tak było, wystarczyłoby rozdać książki i wszyscy, posługujący i wierni, mogliby medytować tekst w ciszy. Powstałaby wówczas - co niestety często zdarza się w rzeczywistości - zwykła, prosta wspólnota czytających. Tak jednak nie powinno się dziać. Słowo musi wychodzić ze świętego tekstu i wstępować na usta, przenikać przestrzeń; ma być usłyszane przez uszy, nastawione na słuchanie i przyjmowane przez uważne duchy35.

Jeśli nastawienie na odbiór słowa Bożego, słuchanie, z którego - jak zauważy apostoł Paweł - rodzi się wiara (por. Rz 10,17), jest tak istotne dla liturgii, to nie mniej ważna musi być sama proklamacja. O ile jednak słuchanie dotyczy wszystkich uczestników liturgii, o tyle czytanie zarezerwowane jest dla "wybranych".

4. "Szafarz" liturgii słowa

W opisie wyjętym z Apologii Justyna Męczennika odnotowaliśmy wcześniej, że dla autora ważny był nie tylko sam fakt sprawowania Eucharystii, lecz także mnogość osób zaangażowanych w jej celebrację - począwszy od przewodniczącego, przez diakonów, niosących dary, aż po lektora - ukazującą rozmaitość posług w Kościele. Nie chodziło o aktywizm, obecnie przejawiający się usilnym mnożeniem funkcji, aby każdemu z uczestników liturgii znaleźć jakieś zadanie tak, by nikt nie pozostał bezczynny. W pierwotnym Kościele dostrzegamy raczej troskę i zaangażowanie na rzecz celebracji. Nie jest tak, że podczas Eucharystii wszystko musiał czynić przewodniczący, choć niewątpliwie mógł sam odczytać "Pamiętniki Apostolskie albo Pisma prorockie". Chodziło jednak o celebrowanie, rozumiane nie jako akt sprawowania mszy, lecz jako świętowanie, bez którego samo dokonanie aktu mogłoby koncentrować uwagę wiernych przede wszystkim na jego teologicznych skutkach. W opisie Justyna widać, że to nie był jeszcze czas na teologiczne niuanse, charakterystyczne zwłaszcza dla scholastyki późniejszych wieków; wyczuwalny jest tam natomiast "młodzieńczy" entuzjazm, charakterystyczny dla pierwszych pokoleń chrześcijan, powodujący, że celebrowanie rzeczywiście stawało się świętowaniem. W takiej optyce czytający nie tyle spełnia jakiś odgórnie nałożony nań obowiązek, ile realizuje przywilej głoszenia słowa Bożego. Nie dziwi więc, że w liturgii jak gdyby "szafarzem zwyczajnym" proklamacji ewangelii jest diakon. Dopiero pod jego nieobecność obowiązek ten przejmuje prezbiter, a wobec braku obu rola ta przypada biskupowi. Innymi słowy śpiewanie czy czytanie ewangelii to par excellence zadanie diakona. Jak wspomniałem, nawet podczas najbardziej uroczystych celebracji - i nawet gdy mszy przewodniczy papież - zawsze diakon głosi ewangelię. Może warto zadbać o to, by w parafialnej codzienności głoszenie ewangelii było jej proklamacją, to znaczy, by przynajmniej w największe święta, takie jak Wielkanoc, Boże Narodzenie czy odpust parafialny, ewangelia była śpiewana: by świętować mszę świętą, a nie jedynie ją "odprawiać".

Wydaje się, skoro o codzienności parafialnej mowa, że wciąż wyzwaniem pozostaje jakość czytania, a co za tym idzie także przygotowanie czytających. Liturgię słowa bowiem można spłaszczać nie tylko poprzez sposób objaśniania prawd wiary, ale także poprzez formę przekazu. Dla przykładu, gdy fragment listów Pawłowych, dotyczący moralności małżeńskiej i relacji między małżonkami - "Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony" (Ef 5,22-23) - czyta uczeń szkoły podstawowej, wówczas tak ważny i trudny tekst zostaje spłycony przez sam sposób przekazu. Jestem głęboko przekonany, że w aktywności duszpasterskiej więcej uwagi powinniśmy poświęcać dbałości o godne wygłaszanie słów Pisma w liturgii, zwłaszcza podczas mszy świętej; jak wspomniałem wcześniej - jest to proklamacja Słowa, nie zaś przykry obowiązek, z którego musi się wywiązać ministrant. I choć nie jest dla celebransa problemem przeczytać pierwsze czytanie i zaśpiewać psalm, a następnie perykopę z ewangelii, jednak o ileż bogatsza jest celebracja Eucharystii, kiedy angażuje się w nią cała wspólnota, ukazując bogactwo i piękno Kościoła w mnogości posług. Może warto w takiej perspektywie na nowo przemyśleć, dookreślić i dowartościować funkcję lektora w diecezjach i parafiach; zastanowić się, w jaki sposób można w tę ważną posługę zaangażować całe rodziny? Wydaje mi się, że to dobry sposób do tłumaczenia prawd wiary, nieograniczający się jedynie do katechezy szkolnej czy parafialnej. Czym w ogóle w polskim Kościele ma być formalny lektorat i czy funkcję tę mają pełnić tylko mężczyźni? Jak wiemy, po motu proprio Spiritus Domini papieża Franciszka ze stycznia 2021 roku, dopuszczającego do urzędowej posługi lektoratu i akolitatu także kobiety, stajemy wobec nowych wyzwań. Jak sprawić, by w polskiej codzienności obie posługi stały się nie tylko przywilejem, lecz trwałym powołaniem i konkretną propozycją na drodze duchowej. To oczywiście jedynie niektóre z pytań, które warto sobie zadać.

5. Nowy lekcjonarz mszalny

Od posługi lektora przejdźmy teraz do odpowiadającej jej księgi liturgicznej - do lekcjonarza, z którego odczytywane jest słowo Boże. Jest to jeden z ważnych elementów odnowy posoborowej. Wygląda na to, że wypracowany w toku wielu dyskusji i trudnych decyzji, jakie musiano podjąć, także pomimo presji wywieranej na papieża Pawła VI, obecny lekcjonarz uznać należy za cenny owoc przemian liturgicznych. W 2010 roku z uznaniem wypowiedział się o nim Benedykt XVI w posynodalnej adhortacji Verbum Domini, stając się głosem biskupów obradujących na temat słowa Bożego w życiu Kościoła: "Chciałbym przede wszystkim zwrócić uwagę na to, jak ważny jest Lekcjonarz. Reforma postulowana przez Sobór Watykański II przyniosła owoce, udostępniając w szerszym zakresie Pismo święte, które jest czytane wielokrotnie zwłaszcza w liturgii niedzielnej" (VD 57). Na czym więc polega nowatorstwo lekcjonarza? Postaram się ukazać je w trzech najważniejszych wymiarach.

Po pierwsze, został on wydany wraz z odnowionym mszałem, stanowiąc jego dopełnienie, pozostając jednak osobną księgą. Fizyczne wyodrębnienie lekcjonarza z mszału to tylko z pozoru prozaiczny zabieg; w rzeczywistości była to rozmyślna zmiana, mająca swe teologiczne uzasadnienie w historii ksiąg liturgicznych. Jej celem było zdjęcie ciężaru całości celebracji z osoby odprawiającego. W liturgii przedsoborowej to celebrans recytował po łacinie czytania z mszału, a jeśli nawet proklamował je ktoś inny - diakon lub subdiakon - celebrans zobowiązany był do samodzielnego, cichego odczytania fragmentów. W odnowionej liturgii także odprawiający ma słuchać, jemu również proklamowane jest słowo Boże, o czym była już mowa.

Po drugie, otwarto możliwość przygotowania tłumaczeń editio typica lekcjonarza na języki ojczyste, tak by słowo Boże mogło być bardziej przystępne (czytania, homilia i modlitwa wiernych), a zarazem by dać możliwość wiernym lepszego przygotowania do pozostałych części mszy świętej i doświadczenia jej integralności.

Po trzecie wreszcie, obficiej zastawiono wiernym stół słowa Bożego. W niedziele i uroczystości dodano trzecie czytanie. W przedsoborowej liturgii mszy świętej czytania ze Starego Testamentu były rzadkością, w odnowionej liturgii pierwsze czytanie z zasady - poza okresem Wielkiej Nocy, kiedy czyta się Dzieje Apostolskie - pochodzi ze Starego Testamentu; drugie natomiast z Apostoła, to jest z listów apostolskich albo z Apokalipsy, zależnie od okresu liturgicznego. Wszystko po to, by pokazać jedność obu testamentów oraz ująć całość historii zbawienia, której centrum jest Chrystus. Dodatkowo urozmaicono dobór czytań w niedziele i święta, wprowadzając cykl trzyletni (A, B i C), ograniczając powtarzalność tekstów odczytywanych w ramach liturgii. W dni powszednie stół słowa Bożego zastawiono dwoma czytaniami. Notabene, sam lekcjonarz na dni powszednie okresu zwykłego jest nowością. I tak, poza okresami specjalnymi (jak Adwent czy Wielki Post) perykopy ewangeliczne ułożone są w cyklu rocznym, natomiast pierwsze czytanie - w dwuletnim: czytania roku pierwszego stosuje się w lata nieparzyste, czytania roku drugiego w lata parzyste. Jak już wspomniałem, kryteriów doboru czytań w lekcjonarzu jest znacznie więcej, wymieniłem jedynie kilka, w moim przekonaniu podstawowych, wszystkie zawarte zostały we wprowadzeniu do lekcjonarza. Co jakiś czas warto sobie przypomnieć wspomniane kryteria. Wskutek reformy posoborowej wzbogacono odpowiedzi na usłyszane słowo - już nie tylko graduał, stanowiący medytacje na kanwie słowa, lecz także psalmy responsoryjne. Chciano w ten sposób uwypuklić przede wszystkim dialogiczny charakter tak słowa Bożego, jak i samej liturgii słowa, mianowicie fakt proklamowania i słuchania. Przywrócono homilię (nie kazanie!), by na podstawie lektur mszalnych wyjaśniać tajemnice wiary i zasady chrześcijańskiego życia, by głoszone słowo Boże wraz z liturgią eucharystyczną stawało się całością.

6. Homilia a kazanie

Spróbujmy zatrzymać się na chwilę przy różnicy między homilią a kazaniem. Ojcowie soborowi jednoznacznie domagali się przywrócenia homilii jako integralnej części liturgii, zwłaszcza w niedziele i święta (por. KL 52), gdzie wyjaśnianie Słowa ma prowadzić do pełni celebracji. By być precyzyjnym, nie narzekano na brak kazań; przed Soborem Watykańskim II kazania były, lecz niekoniecznie jako część Eucharystii. W zależności od sytuacji ksiądz mógł np. odprawić mszę, a następnie powiedzieć kazanie; w kościołach zakonnych kazania często odbywały się z mszą konwentualną w tle. Głoszono także podczas nabożeństw takich jak Gorzkie żale, nabożeństwa majowe, różańcowe i inne. Ojcowie soborowi nie mieli bynajmniej zamiaru ograniczać tego rodzaju form pobożności czy zakazać kazań jako takich; chcieli po prostu przywrócenia homilii jako integralnej części liturgii, w czasie której słowo Boże będzie tłumaczone , a dzięki temu sam Chrystus stanie się obecny. Czy tak się faktycznie stało? W codziennej praktyce, niestety, często mamy do czynienia nie tyle z homiliami, ile właśnie z kazaniami. Dawniej mogły być one wygłaszane poza kontekstem liturgicznym, dzisiaj natomiast bywają włączane do liturgii słowa. Stąd już tylko krok do tego, by błaha okazja stała się powodem do zorganizowania mszy, a to stanowczo za mało. Nierzadko zdarza się tak, że sami wierni oczekują kazania, nie homilii. Tu rodzi się błędne koło, w rezultacie którego pozaeucharystyczne formy pobożności znikają; pozostaje "jedynie" msza z kazaniem. Może warto poszukać i promować także inne formy modlitw, które łatwiej pogodzić z kazaniem?

7. Miejsce celebracji liturgii słowa

Na koniec chciałbym poruszyć temat miejsca celebrowania liturgii słowa. W 1964 roku pierwsza z instrukcji (Inter Oecumenici) była sporządzonych przez Kongregację Rytów, a dokładniej przez komisję czuwającą nad należytym wykonywaniem Konstytucji soborowej, postulowała, by do przestrzeni liturgicznej przywrócić ambonę, traktując ją - obok ołtarza, tabernakulum czy chrzcielnicy - jako jeden z podstawowych elementów wyposażenia kościołów: "Pożądana jest ambona - mogą być i dwie - do wygłaszania czytań świętych; należy ją tak ustawić, aby osobę czytającego można było dobrze widzieć i słyszeć"36. Prawdą jest, że w przedsoborowych celebracjach miejsce proklamacji słowa Bożego zostało ograniczone do jednej strony ołtarza. O ile Najświętsza Ofiara składana była w centralnej części, o tyle czytania wykonywane były z boku, po tak zwanej "stronie lekcji". Odnowa posoborowa miała na celu wyróżnienie ambony, podkreślając przede wszystkim jej znaczenie teologiczne jako miejsca, w którym Chrystus uobecnia się wśród nas, z którego proklamuje się słowo Boże, gdzie się je tłumaczy w homilii, oraz skąd - zawsze na przedłużeniu tej samej logiki Verbum incarnatum - wykonuje się modlitwę wiernych. Nie jest to zatem pulpit do przekazywania parafianom zapowiedzi, ogłoszeń albo do wygłaszania komentarzy czy przemówień, zwłaszcza polityków, bez względu na opcję. Ambonę trzeba teologicznie odzyskać! Notabene, byłoby dobrze, gdybyśmy obok ambony mieli w naszych kościołach miejsce, w którym na stałe wyłożone jest Pismo Święte, także poza kontekstem liturgii. Jednak proklamowane w trakcie samej mszy świętej słowo Boże ma prowadzić nas "do ofiary przymierza i uczty łaski, to jest do Eucharystii jako do swojego celu" (OML 10). W liturgii słowa Chrystus ma stać się obecny nie w księdze (nie jesteśmy ludem księgi), ale w swoim Słowie.

W tym miejscu przerywam mój wywód, pozostawiając go jakby bez zakończenia. Celem mistagogii nie jest bowiem udzielenie wyczerpujących odpowiedzi na wszystkie pytania, lecz ma ona ukazać nową perspektywę, tak by wierni mogli umiejętniej wejść w celebrowane tajemnice. Liturgia jest przemodloną teologią, zwłaszcza liturgia Eucharystii. Jej istotną i integralną część stanowi liturgia słowa prowadząca ku pełni celebracji. To ze Słowa i przez Słowo (por. J 1) liturgia w ogóle jest możliwa.

27 Por. D.W. Fagerberg, Theologia prima. Czym jest teologia liturgiczna?, tłum. L. Bigaj, Kraków 2018.

28 Por. np. Innocenty III, Mysteriorum euangelicae legis et sacramenti eucharistiae libri VI, De sacro altaris mysterio, VI, 12 (PL 217, 912), a także np. Mszalik na niedziele i święta, oprac. Benedyktyńskie Opactwo Świętych Apostołów Piotra i Pawła (Tyniec), Kraków 1964.

29 Por. B. Nadolski, Katechumenat, [w:] Leksykon liturgii, oprac. B. Nadolski, Poznań 2016, s. 636.

30 Por. D. Jurczak, Formacja liturgiczna, czyli o wyrabianiu liturgicznego smaku, [w:] Zgromadzeni na świętej wieczerzy (Program duszpasterski na rok 2020/2021: Zeszyt teologiczno-pastoralny), red. J. Bartoszek, R. Chromy, K. Piechaczek, Katowice 2020, s. 59-70.

31 KL 7.

32 Św. Justyn Męczennik, Apologia, I, 65.1, [w:] Pierwsi apologeci greccy. Kwadratus, Arystydes z Aten, Aryston z Pelli, Justyn Męczennik, Tacjan Syryjczyk, Milcjades, Apolinary z Hierapolis, Teofil z Antiochii, Hermiasz, red. J. Naumowicz, Kraków 2004, s. 254.

33 Św. Justyn Męczennik, Apologia, I, 67.3-5, s. 256.

34 Por. D. Jurczak, Znaczenie Słowa w liturgii, "Pro Musica Sacra" 2019, nr 17, s. 9-22.

35 R. Guardini, Il Testamento di Ges?. Pensieri sulla S. Messa, Monza 1950, s. 60 (tłum. własne).

36 Sacra Congregatio Rituum, Instructio ad exsecutionem Constitutionis de sacra liturgia recte ordinandam "Inter Oecumenici", 96, "Acta Apostolicae Sedis" 56 (1964), s. 897 (tłum. własne).

Mistagogia obrzędu przygotowania darów

Ks. dr Maciej Zachara MIC

Choć celem niniejszego artykułu nie jest zgłębianie samego pojęcia mistagogii, trzeba jednak na wstępie nieco przybliżyć ten termin, aby stało się jasne, pod jakim kątem będziemy rozważać mszalny obrzęd przygotowania darów.

Najpierw trzeba wyraźnie powiedzieć, czym mistagogia nie jest. Po pierwsze, nie sprowadza się ona do wyjaśniania obrzędów liturgicznych, nie jest utożsamiana z katechezą na temat celebracji liturgicznej. Po drugie, nie jest ona uproszczoną formą teologii, sztucznie dostosowaną do poziomu mniej wyrobionego odbiorcy. Zamiast tego jest, owszem, pewnym określonym sposobem uprawiania teologii lub katechezy, polegającym na przechodzeniu od tego, co widzialne, do tego, co niewidzialne, od znaku do tego, co on oznacza37. Dlatego mistagogia nie koncentruje się na samej tylko celebracji liturgicznej, ale wychodząc od niej, prowadzi wprost do istoty, czyli do misterium Chrystusa, a także do życia chrześcijańskiego, w którym owo misterium ma znaleźć swoje wypełnienie38. Mając to na uwadze, podzieliłem niniejsze studium na trzy części, określone słowami "celebracja", "misterium" i "życie". Szczególnie w pierwszej części uwzględniam zarówno zwyczajną, jak i nadzwyczajną formę rytu rzymskiego.

1. Celebracja

Przygotowanie darów, w tradycyjnej terminologii offertorium - 'ofiarowanie', stanowi pierwszą część liturgii eucharystycznej, czyli "mszy wiernych". Istotą tego obrzędu jest sam akt złożenia na ołtarzu darów chleba i wina oraz polecenie ich Bogu w modlitwie nad darami (w tradycyjnej terminologii określanej jako "sekreta"). Dary chleba i wina zostają w ten sposób wyłączone z jakiegokolwiek użytku poza kultowym, odtąd ich jedynym przeznaczeniem jest to, by stały się materią sakramentu ciała i krwi Chrystusa. Dlatego obrzęd przygotowania darów jest cały nakierowany na to, co nastąpi po nim. Można powiedzieć, że jest to obrzęd o charakterze drugorzędnym, przy czym "drugorzędny" nie oznacza bynajmniej "nieważny". Istnieje on więc ze względu na mające się po nim dokonać akt ofiary i komunię świętą. Prawie wszystkie czynności, modlitwy i formuły przynależące do obrzędu przygotowania darów wybiegają ku przyszłości.

W liturgii posoborowej kapłan przedstawia Bogu dary chleba i wina, wypowiadając modlitwy błogosławieństwa, inspirowane żydowskimi berakot:

Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb (wino), który jest owocem ziemi (które jest owocem winnego krzewu) i pracy rąk ludzkich, Tobie go przynosimy, aby stał się dla nas chlebem życia (Tobie je przynosimy, aby stało się dla nas napojem duchowym)39.

Wypowiadający słowa tej modlitwy błogosławi Boga Stworzyciela, od którego pochodzi wszystko, także te elementy naturalne, które staną się materią Eucharystii40. Również praca ludzka, dzięki której przedstawiane dary zostały przetworzone i przygotowane dla celów liturgii, istnieje z ustanowienia Bożego i w Nim ma swe źródło (Rdz 1,28; 2,6; 3,17). Ostatnie frazy modlitw wskazują na cel przyniesienia chleba i wina: aby stały się dla nas chlebem życia i napojem duchowym.

Jeszcze wyraźniej ku przyszłości wybiegają analogiczne modlitwy stosowane w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Są one wręcz antycypacją tego, co wydarzy się podczas wypowiadania kanonu. Do darów chleba i wina odnoszą się sformułowania mogące sugerować, jakoby chodziło o dary już konsekrowane41.

Modlitwa ofiarowania chleba:

Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże, przyjmij tę nieskalaną hostię, którą ja, niegodny sługa Twój, ofiaruję Tobie, Bogu mojemu, za niezliczone grzechy, przewinienia i zaniedbania swoje i za wszystkich tu obecnych, a także za wszystkich wiernych chrześcijan żywych i umarłych, aby mnie oraz im przyczyniła się do zbawienia wiecznego. Amen42.

Modlitwa ofiarowania wina:

Ofiarujemy Ci, Panie, kielich zbawienia, i błagamy łaskawość Twoją, aby jako woń miła wzniósł się przed oblicze Boskiego majestatu Twego za zbawienie nasze i całego świata. Amen43.

Formuła, którą kapłan wypowiada podczas dolewania wody do wina, wskazuje na świętą wymianę, dokonującą się w Eucharystii między Chrystusem a nami. Eucharystia jest przedłużeniem misterium wcielenia, w którym Syn Boży przyjął na siebie naszą ludzką naturę po to, by dać nam udział w swoim boskim życiu.

Oto tekst formuły posoborowej, będącej skróconą wersją formuły tradycyjnej:

Przez to misterium wody i wina daj nam, Boże, udział w Bóstwie Chrystusa, który przyjął nasze człowieczeństwo44.

Po przedstawieniu / ofiarowaniu wina kapłan pochyla się i cicho wypowiada modlitwę, wspólną dla obu form liturgii, aby Bóg przyjął nas samych razem ze sprawowaną przez nas ofiarą (do owej prośby powrócę jeszcze w dalszej części tego artykułu). Tak brzmi obecny tekst modlitwy:

Przyjmij, nas, Panie, stojących przed Tobą w duchu pokory i z sercem skruszonym; niech nasza Ofiara tak się dzisiaj dokona przed Tobą, Panie Boże, aby się Tobie podobała45.

W nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego kapłan w dalszej kolejności błogosławi dary, wzywając nad nimi Ducha Świętego. Jego mocą podczas wypowiadania formuł kanonu nastąpi przemiana darów:

Przyjdź, Uświęcicielu, wszechmogący, wieczny Boże i pobłogosław tę ofiarę, przygotowaną Twemu świętemu imieniu46.

W tym miejscu podczas uroczyście sprawowanej mszy, niezależnie od obranej formy, następuje okadzenie darów, krzyża ołtarzowego, ołtarza, kapłana i ludu. Znaczenie tego gestu jest bardzo bogate. W pierwszej kolejności jest ono oddaniem szacunku darom, które staną się sakramentem ciała i krwi Chrystusa, następnie krzyżowi, będącemu znakiem uobecniającej się w Eucharystii ofiary Zbawiciela, ołtarzowi jako miejscu, w którym dokona się eucharystyczna ofiara oraz osobom tę ofiarę składającym. Ponadto dym kadzidła jest znakiem "miłej woni" wznoszącej się od Chrystusa ku Ojcu, a także modlitwy Kościoła. W formie zwyczajnej okadzeniu nie towarzyszą żadne modlitwy i formuły słowne, natomiast forma nadzwyczajna przewiduje osobne formuły i modlitwy na kolejne elementy obrzędu kadzenia. Formuła błogosławienia kadzidła47 oraz modlitwy na okadzenie darów48, krzyża i ołtarza49 nawiązują przede wszystkim do motywu wznoszenia się kadzidła ku Bogu. Następująca po nich formuła, wypowiadana podczas przekazywania kadzidła diakonowi, wyraża życzenie, aby we wszystkich uczestniczących w liturgii zapłonął ogień Bożej miłości50.

Po okadzeniu celebrans obmywa palce dłoni. Jest to czynność symboliczna, wyrażająca pragnienie duchowego oczyszczenia jako przygotowania do sakramentalnego sprawowania ofiary Chrystusa. W formie zwyczajnej podczas obmycia kapłan wypowiada pochodzące z Psalmu 51 słowa: "Obmyj mnie, Panie, z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego"51. Z kolei w formie nadzwyczajnej kapłan wypowiada słowa zaczerpnięte z Psalmu 26. Początek tej formuły stanowią słowa: "Umywam ręce moje na znak niewinności i obchodzę ołtarz Twój, Panie"52. W obmyciu można dostrzec także nawiązanie do sakramentu chrztu, który jest pierwszym i najważniejszym oczyszczeniem człowieka, otwierającym mu drogę do Eucharystii.

Podczas celebracji w formie nadzwyczajnej kapłan w dalszej kolejności pochyla się przed ołtarzem i wypowiada następującą modlitwę:

Przyjmij, Trójco Święta, tę ofiarę, którą Ci składamy na pamiątkę Męki, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia Jezusa Chrystusa, Pana naszego, oraz na cześć Najświętszej Maryi, zawsze Dziewicy, świętego Jana Chrzciciela, świętych Apostołów Piotra i Pawła, i tych których relikwie tutaj się znajdują, i wszystkich Świętych: aby im przyniosła cześć, a nam zbawienie, i aby w niebie raczyli orędować za nami ci, których pamiątkę obchodzimy na ziemi. Przez tegoż Chrystusa Pana naszego. Amen53.

Następnie, w geście wspólnym już obu formom, kapłan zwraca się do wiernych, rozkładając ręce: "Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec wszechmogący".

Wierni odpowiadają:

Niech Pan przyjmie ofiarę z rąk twoich, na cześć i chwałę swojego Imienia, a także na pożytek nasz i całego Kościoła świętego54.

Ostatnim elementem obrzędu przygotowania darów jest modlitwa nad darami, będąca częścią formularza mszalnego. Bardzo częstym motywem w modlitwach nad darami jest prośba o przyjęcie darów, a wraz z nimi także nas samych i naszej posługi. Przytoczmy dla przykładu modlitwę formularza Niedzieli Trójcy Przenajświętszej:

Panie, nasz Boże, uświęć nasze dary, nad którymi wzywamy Twojego imienia, i przez tę Ofiarę uczyń nas samych wieczystym darem dla Ciebie. Przez Chrystusa Pana naszego55.

2. Misterium

2.1. Przygotowanie Ofiary Chrystusa

Przygotowanie darów jest preludium do liturgii ofiary. Nie dokonuje się w tym momencie jakaś autonomiczna ofiara z chleba i wina, różna od ofiary ciała i krwi Chrystusa56, gdyż w chrześcijaństwie nie ma żadnej ofiary poza ofiarą Chrystusa, spełnianą sakramentalnie w modlitwie eucharystycznej. Czy to znaczy, że przygotowanie darów nie ma żadnego wymiaru ofiarnego? To byłby już zbyt daleko idący wniosek, gdyż w tym właśnie momencie przygotowywana jest sakramentalna celebracja jedynej ofiary Chrystusa. Można również mówić o "ofiarowaniu" chleba i wina we wspomnianym już sensie wyłączenia ich z użytku świeckiego i przeznaczenia wyłącznie na cele kultu. Nie mogą już zostać wycofane i użyte podczas zwykłego posiłku ani przeznaczone do żadnego innego celu.

Skoro msza święta jest sakramentalnym uobecnieniem ofiary Chrystusa, przygotowanie darów odsyła nas w pewien sposób do tego wszystkiego, co było przygotowaniem tej ofiary. Można tu się odnieść do wydarzeń bezpośrednio poprzedzających mękę Pańską; można też wskazać na zapisane w ewangeliach przygotowania do ostatniej wieczerzy, będącej sakramentalną antycypacją paschy Chrystusa (Mt 26,17-19). Jednak przygotowanie ofiary Chrystusa jest czymś znacznie szerszym. Jak chleb i wino od momentu złożenia na ołtarzu są nieodwołalnie "ofiarowane" na rzecz użytku eucharystycznego, tak Syn Boży został, obrazowo mówiąc, złożony na ołtarzu już od momentu wcielenia. Liturgia Kościoła w uroczystość Zwiastowania Pańskiego czyta następujący fragment Listu do Hebrajczyków:

Niemożliwe jest bowiem, aby krew cielców i kozłów usuwała grzechy. Przeto przychodząc na świat, mówi: Ofiary ani daru nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę - w zwoju księgi napisano o Mnie - aby spełnić wolę Twoją, Boże. [...] Usuwa jedną [ofiarę], aby ustanowić inną. Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze (Hbr 10,4-7.9-10).

Bizantyjska ikona Narodzenia Chrystusa, której schemat wykształcił się w VI wieku w Palestynie57, widzi w narodzinach Jezusa przygotowanie Jego Ofiary. Jezus jest owinięty w pieluszki przypominające całun pogrzebowy i złożony w żłobie przypominającym grób. Takie przedstawienie wyraża prawdę, iż wszystko w życiu Jezusa zmierza do paschy i jest jej przygotowaniem. Są momenty, w których uwidacznia się to w sposób szczególny, takie jak: proroctwo Symeona (Łk 2,35), chrzest Jezusa (Mt 3,13-17), walka z Szatanem na pustyni (Mt 4,1-11), przemienienie, podczas którego rozmawia z Mojżeszem i Eliaszem o odejściu, którego ma dokonać w Jerozolimie (Łk 9,31), zapowiedzi śmierci i zmartwychwstania (Mt 16,21-23) - szczególnie te wyrażane pośród zewnętrznych sukcesów (Łk 9,43), śpieszne podążanie Jezusa ku Jerozolimie (Mk 10,32) i inne.

2.2. Akeda

Ofiara Chrystusa była ponadto zapowiadana i prefigurowana w osobach i wydarzeniach Starego Testamentu. Jak mówił biskup Meliton z Sardes w swojej homilii paschalnej datowanej na ok. 180 rok, Chrystus był Tym, który

w wielu musiał znosić wiele. W Ablu został zabity, w Izaaku związano Mu nogi, w Jakubie przebywał na obczyźnie, w Józefie został sprzedany, w Mojżeszu podrzucony, w baranku paschalnym zabity, w Dawidzie prześladowany, w prorokach zelżony58.

Jedną z wymienionych przez Melitona postaci jest Izaak i przy tej starotestamentalnej figurze chciałbym się na chwilę zatrzymać (wątek ten będzie zarazem wstępem do trzeciej części niniejszego tekstu). Ofiara z Izaaka ma ważne znaczenie w tradycji Kościoła. Kanon rzymski w modlitwie Supra quae i aleksandryjska anafora św. Marka wspominają ją jako jedną z prefiguracji ofiary Chrystusa59, czytanie o ofierze Abrahama na górze Moria znajduje się także wśród lekcji Wigilii Paschalnej nie tylko w rycie rzymskim, lecz także w bizantyjskim60.

Według tradycji żydowskiej Izaak zorientował się, że to on ma być ofiarą, i szedł na ofiarę świadomie, a złożony na ołtarzu powiedział ojcu: "Zwiąż mnie" - Akeda. Wyrazem tej tradycji jest m.in. Targum neofiti, czyli Biblia aramejska z komentarzami rabinicznymi61.

Oto odnośny fragment:

Abraham, zabrawszy drwa do spalenia ofiary, włożył je na syna swego, Izaaka, wziął do ręki ogień i nóż, po czym obaj poszli, razem we dwóch, w doskonałości serca. Izaak odezwał się do swego ojca Abrahama: "Ojcze!" A gdy ten rzekł: "Oto jestem, mój synu", zapytał: "Oto ogień i drwa, a gdzież jest baranek na całopalną ofiarę?". Abraham rzekł: "Mój synu, przed Panem baranek został przygotowany na ofiarę całopalną, jeśli zaś nie - to ty będziesz barankiem". I we dwóch szli razem w doskonałości serca; Abraham, aby złożyć ofiarę, a Izaak, jego syn, aby został złożony w ofierze. A gdy przyszli na to miejsce, które Pan wskazał, Abraham zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drwa i związawszy syna swego Izaaka, położył go na tych drwach na ołtarzu. Potem Abraham wyciągnął swoją rękę i wziął nóż, aby zabić swego syna Izaaka. A Izaak, odpowiadając, rzekł do swego ojca Abrahama: "Ojcze, zwiąż mnie dobrze, abym cię nie kopnął i aby twoja ofiara nie była uznana za nieważną, i abyśmy nie zostali wepchnięci do dołu zagłady w świecie, który przyjdzie". Oczy Abrahama były wpatrzone w oczy Izaaka, a oczy Izaaka były skierowane na aniołów na wysokościach. Abraham nie widział ich. W tej godzinie zstąpił z nieba głos mówiący: "Chodźcie, zobaczcie dwie osoby, które są w moim świecie. Jedna składa ofiarę, a druga jest składana w ofierze. Ta, która składa ofiarę, nie waha się, a ta, która jest składana w ofierze, wystawia swoją szyję"62.

3. Życie

3.1. Złożenie nas samych na ołtarzu przez chrzest

Misterium Chrystusa celebrowane w liturgii ma znaleźć swoje wypełnienie w życiu wierzących. Jaki jest zatem egzystencjalny sens przygotowania darów? Jak mówi czwarta modlitwa eucharystyczna w drugiej części swej epiklezy, celem Eucharystii jest "abyśmy stali się w Chrystusie żywą ofiarą ku Twojej chwale"63. Jezus Chrystus od momentu poczęcia w łonie Maryi był darem złożonym na ołtarzu. Izaak poznał, że ma być darem ofiarnym i świadomie powiedział Akeda - 'Zwiąż mnie'. Chrześcijanin ma rozpoznać w składanych na ołtarzu darach chleba i wina swoje własne życie i powołanie, aby przejść wraz z Chrystusem własną drogę paschalną. Ma zwrócić się do Boga słowami Izaaka.

Kiedy nastąpiło nasze "ofiarowanie", czyli odłączenie i przeznaczenie na to, by stać się ofiarą razem z Chrystusem? W momencie naszego chrztu. Kinga Wenklar, która przez pewien czas prowadziła blog podłączony do strony Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w marcu 2011 roku uczciła chrzest swojego kolejnego dziecka wpisem zatytułowanym Dzieci na krzyż. Pisała o łatwo umykającym nam z pola widzenia wymiarze sakramentu chrztu, jakim jest zanurzenie w śmierci Chrystusa. Warto przytoczyć początkowe zdania tego tekstu:

Zapisaliśmy nasze dziecko na krzyż. Naszym marzeniem jest, żeby się tam dostało. Na razie na początku drogi, lista rezerwowa, ale jesteśmy dobrej myśli64.

Dlaczego "lista rezerwowa"? Ponieważ chrzest przyjęło niemowlę. Cała późniejsza formacja w wierze ma na celu to, aby w którymś momencie życia dokonało się w ochrzczonym świadome i dobrowolne przejście z listy rezerwowej na listę zasadniczą. Przekładając to na przywołaną opowieść starotestamentalną, w Izaaku przejście to nastąpiło podczas dialogu z ojcem w drodze na górę Moria.

Powróćmy teraz na moment do liturgicznego obrzędu przygotowania darów. Jak widzieliśmy, jednym z silnie zaakcentowanych tam elementów jest polecanie Bogu złożonych na ołtarzu darów i prośba o to, by przyjął On eucharystyczną Ofiarę; by tak się ona dokonała, aby mogła się Jemu podobać. Jest to równoznaczne z Izaakową prośbą akeda - "zwiąż mnie mocno". Ofiara Chrystusa jest doskonała i nie może nie być przyjęta, ale jej sakramentalna celebracja może nam do niczego nie posłużyć, może wręcz przyczynić się do naszego potępienia. Tak będzie, jeśli będziemy składać eucharystyczną ofiarę przewrotnie, nie powtarzając za Izaakiem naszego akeda, czyli nie godząc się na składanie w ofierze wraz z Chrystusem także samego siebie. W tym kontekście możemy lepiej rozumieć obrzęd okadzenia kapłana i ludu. Potocznie mówimy o "kadzeniu komuś" w sensie wynoszenia kogoś na piedestał lub schlebiania komuś. Tymczasem liturgiczne okadzenie jest oddaniem czci ofierze Chrystusa, która ma się dopełnić w życiu obecnych podczas jej składania wiernych. Jest więc ono życzeniem, aby nawiązując do wpisu Kingi Wenklar, kapłan i wierni przechodzili z "listy rezerwowej" na krzyż - na "listę zasadniczą", i by wraz z Izaakiem wypowiedzieli swoje akeda.

3.2. Żywy przykład: s. Clare Crockett SHM

Na koniec chciałbym przywołać pewną bardzo piękną postać, w której w pewien sposób wypełniło się misterium przygotowania darów; osobę, która rozpoznała siebie samą jako złożoną na ołtarzu i dała się związać mocno. Jest to siostra Clare Crockett (1982-2016)65 ze zgromadzenia Służebnic Domu Matki, pochodząca z Derry w Irlandii Północnej. Zakonnica ta zmarła w opinii świętości, ginąc w Ekwadorze (w miejscowości Playa Prieta) w silnym trzęsieniu ziemi, mając zaledwie 33 lata i będąc niespełna sześć lat po ślubach wieczystych. Jej radykalne nawrócenie, na którego drogę wstąpiła w osiemnastym roku życia, jest znakomitą ilustracją powyższych rozważań.

Momentem decydującym była liturgia Wielkiego Piątku 2000 roku, przeżywana przez Clare w Hiszpanii, w klasztorze sióstr Służebnic Domu Matki. Na tej liturgii Clare znalazła się, po ludzku patrząc, całkiem przypadkowo - nie z własnej woli, lecz namówiona przez innych. Była wówczas prezenterką programów młodzieżowych nadawanych w telewizji brytyjskiej i amerykańskiej, grała w reklamach, dostawała pierwsze propozycje ról w filmach i miała wielką ambicję zostania sławną aktorką. Prowadziła przy tym bardzo rozrywkowy tryb życia. Chodziła na dyskoteki, regularnie się upijała, była uzależniona od tytoniu, miała za sobą pierwsze eksperymenty z narkotykami. Liturgia, na której się znalazła, nudziła ją, do adoracji Krzyża podeszła z rękami w kieszeniach, ale podczas całowania krzyża z całą mocą zdała sobie sprawę z trzech rzeczy: gwoździe przebijające ciało Chrystusa to jej grzechy pychy, próżności, pijaństwa i nieczystości; na krzyżu jej grzechy zostały przebaczone, a ona sama jest bezwarunkowo przez Chrystusa kochana; od tego momentu nie może już kontynuować dotychczasowego życia, a jedyną adekwatną odpowiedzią na miłość Chrystusa jest oddanie Mu całego swego życia. Jeszcze tego samego wieczoru przez głowę Clare po raz pierwszy przemknęła myśl o powołaniu zakonnym. Mówiła później: "Skoro Chrystus umarł za mnie, jak ja mogę nie umrzeć dla samej siebie?". Po tym doświadczeniu Clare przez około rok (tylko jeden rok!) przeżywała silną walkę duchową, po czym podjęła decyzję o pozostawieniu kariery, wyjeździe z Irlandii do Hiszpanii i wstąpieniu do tych sióstr, w których domu przeżyła swój pamiętny Wielki Piątek. W jej sytuacji to naprawdę oznaczało tyle, co dać się położyć na ołtarzu ofiarnym i powiedzieć "zwiąż mnie mocno". Był to cały ciąg "więzów": rezygnacja z wymarzonej i bardzo dobrze zapoczątkowanej kariery aktorskiej, zerwanie z chłopakiem, opuszczenie ojczyzny, pozostawienie rodziny, którą kochała, a która początkowo nie była w stanie jej zrozumieć, wreszcie zgoda na to, by Pan Bóg całkowicie przeobraził jej mentalność ze światowej na ewangeliczną.

Całe jej dalsze życie najlepiej streszczają słowa świętego Pawła: "pędzę [...], bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa" (Flp 3,12). Jej wdzięk, bardzo radosne i żywe usposobienie, zdolności artystyczne - wszystko zostało oczyszczone, przemienione i wprzęgnięte w niezwykle owocną służbę ewangelii, zwłaszcza wśród dzieci, młodzieży i osób chorych. Ale cechująca ją, zaraźliwa dla wszystkich wokół radość cały czas postawiona była w cieniu krzyża, zaś duchowość - nierozerwalnie związana z Wielkim Piątkiem. Prawie nikt nie wiedział, że przez ostatnie sześć lat życia cierpiała na silną migrenę. Na rok przed śmiercią napisała z Ekwadoru taki list do przełożonej generalnej i do o. Rafaela Reymundo, założyciela zgromadzenia:

Chociaż Wielki Piątek jest smutnym dniem, nie wiem jak mam wyrazić radość i entuzjastyczne pragnienie, jakie mam, aby cierpieć dla Pana. Wszystko wydaje mi się małe: niedosypianie, posty, gorąco, konieczność ciągłego przyjmowania ludzi... Wszystko, co mogłoby być trudne, napełnia mnie radością, ponieważ przybliża mnie do Pana [...]. Spędziłam długi czas przed krzyżem, prosząc o tę łaskę, aby nigdy nie zapomnieć o tym, co Pan i nasza Matka wycierpieli dla mnie. Chociaż jest już oktawa Wielkanocy, ja wciąż rozważam Mękę Pańską66.

Przeczuwała swoją bliską śmierć i w pewnym momencie powiedziała, że umrzeć młodo nie jest dla niej żadnym problemem, problemem byłoby natomiast umrzeć, nie służąc i nie dając swego życia w pełni. Dopełnieniem jej życiowej ofiary było trzęsienie ziemi w Ekwadorze 16 kwietnia 2016 roku, w którym zginęła jako jedyna z sióstr ze swego domu. Kilka godzin przed trzęsieniem ziemi, podczas obiadu, siostry zaczęły nagle rozmawiać o śmierci i lęku przed śmiercią, a s. Clare powiedziała stanowczo, że nie bałaby się umrzeć dziś, skoro śmierć jest spotkaniem z Chrystusem, z którym zawsze pragnęła być. Została pochowana w rodzinnym Derry, a ówczesny nuncjusz apostolski w Irlandii, abp Charles Brown, powiedział do irlandzkiej młodzieży, że siostra Clare Crockett to osoba, która dała się radykalnie przemienić przez wiarę katolicką, i to uczyniło ją piękną i promieniującą; wszyscy możemy obrać ją jako przykład do naśladowania, a być może także jako świętą, do której możemy się zwracać67.

Podsumowując całość zawartych wyżej refleksji, liturgiczne przygotowanie darów jest obrazem naszego życia, dokonującego się między wybraniem w momencie chrztu a definitywnym spełnieniem ofiary z naszego życia w momencie śmierci. Krzyże i utrapienia są jakby antycypowaniem ofiary, przechodzeniem z "listy rezerwowej na krzyż" na "listę zasadniczą". Trzeba, aby chrześcijanin wchodził w duchowość Izaaka, który dowiedziawszy się o tym, że ma być złożony na ofiarę, szedł na nią "w doskonałości serca", mówiąc "Akeda. Zwiąż mnie mocno" i wyciągając swoją szyję pod nóż. Nasze grzechy, świadome niewierności wobec woli Bożej, są wierzganiem i kopaniem na ołtarzu lub nawet próbą zeskakiwania z niego, są jakby ściąganiem z ołtarza darów chleba i wina, by na powrót przeznaczać je do użytku codziennego. Każda Eucharystia, każdy obrzęd przygotowania darów, niech będzie nam pomocą w składaniu naszego życia na ołtarzu razem z Chrystusem i mówieniu za Izaakiem: Akeda.

37 KKK, nr 1075.

38 Na temat mistagogii por. C. Krakowiak, Mistagogia, [w:] Encyklopedia katolicka, t. 12, Lublin 2008, kol. 1261-1262; B. Nadolski, Mistagogia, [w:] B. Nadolski, Leksykon liturgii, Poznań 2006, s. 938-944, wraz z odesłaniami do dalszej literatury przedmiotu.

39 MR-PL, s. 15*.

40 Wskazanie na Boga jako na Tego, który sam dał nam do rąk to, co staje się materią eucharystycznej ofiary, jest od starożytności częstym motywem pojawiającym się w tradycji liturgicznej. Por. kanon rzymski: "składamy Twojemu najwyższemu majestatowi z otrzymanych od Ciebie darów Ofiarę czystą, świętą i doskonałą". MR-PL, s. 310*. Podobnie głosi anafora św. Jana Chryzostoma: "to co Twoje, od Twoich, Tobie przynosimy", H. Paprocki, Liturgie Kościoła prawosławnego, Kraków 2003, s. 92.

41 Z tego powodu ojcowie Soboru Trydenckiego zastanawiali się, czy nie uznać tych modlitw za nadużycie i nie nakazać ich usunięcia. Por. P. Tirot, Histoire des pri?res d'offertoire dans la liturgie romaine du VIIe au XVIe si?cle, Roma 1985, s. 75. Było to również jedno z podstawowych zastrzeżeń członków zespołu X, opracowującego ordinarium misae po ostatnim Soborze w ramach prac Consilium, por. M. Barba, La riforma conciliare dell'Ordo Missae. Il percorso storico-redazionale dei riti d'ingresso, di offertorio e di comunione, Roma 2008, s. 263-277, szczeg. s. 263-264.

42 Tekst polski za: Mszał rzymski. Przekład polski i objaśnienia opracowali O.O. Benedyktyni z opactwa tynieckiego, Poznań 1963, s. 599.

43 MR, s. 601.

44 MR-PL, s. 15*. Formuła tradycyjna: "Boże, który godność natury ludzkiej przedziwnie stworzyłeś, a jeszcze przedziwniej naprawiłeś: daj nam przez tajemnicę tej wody i wina uczestniczyć w Bóstwie Tego, który raczył stać się uczestnikiem naszego człowieczeństwa, Jezus Chrystus, Twój Syn, a nasz Pan, Który z Toba żyje i króluje w jedności Ducha Świętego Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen". MR, s. 599.

45 MR-PL, s. 15*.

46 MR, s. 601.

47 "Za przyczyną świętego Michała Archanioła, stojącego po prawej stronie ołtarza kadzenia, i wszystkich wybranych swoich, niech to kadzidło raczy Pan pobłogosławić i jako miłą woń przyjąć. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen". MR, s. 601.

48 "To kadzidło, któreś pobłogosławił, niech się wzniesie ku Tobie, Panie, a na nas niech zstąpi Twoje miłosierdzie". MR, s. 601.

49 Jest to fragment Psalmu 141,2-4: "Niech się wzbija ku Tobie modlitwa ma, Panie, niby kadzidło, a wznoszenie rąk moich jak ofiara wieczorna. Postaw straż, Panie, przy ustach moich, i stałą wartę przy bramie mych warg. Nie skłaniaj serca mego ku złej sprawie, ku bezbożnemu popełnianiu przestępstw". MR, s. 601.

50 "Niech Pan zapali w nas ogień swej miłości i płomień wiecznego ukochania. Amen". MR, s. 603.

51 MR-PL, s. 16*.

52 Pełny tekst formuły: "Umywam ręce moje na znak niewinności i obchodzę ołtarz Twój, Panie. By jawnie ogłaszać chwałę i rozpowiadać wszystkie cuda Twoje. Miłuję, Panie, siedzibę Twego domu i miejsce przybytku Twej chwały. Nie zabieraj z grzesznymi mej duszy i życia mego z mężami krwawymi. W ręku ich zbrodnia, a ich prawica pełna jest przekupstwa. Ja zaś postępuję w niewinności mojej. Wyzwól mię, zmiłuj się nade mną. Na drodze równej stoi stopa moja. Na zgromadzeniach będę błogosławił Pana. Chwała Ojcu". MR, s. 603.

53 MR, s. 603.

54 MR-PL, s. 16*, por. MR, s. 603-605.

55 MR-PL, s. 274.

56 Takie rozumienie zdają się zakładać niektóre pieśni śpiewane w naszych kościołach podczas przygotowania darów, np. Z rąk kapłańskich.

57 Ikona Narodzenia Pańskiego, http://www.elazaricon.pl/index.php/pl/opisy-ikon-teologia/93-teologia-ikon/535-ikona-boze-narodzenie (dostęp 5 lipca 2021).

58 Cyt. za: Liturgia godzin. Codzienna modlitwa ludu Bożego, t. II: Wielki Post, Okres Wielkanocny, Poznań 1984, s. 354.

59 Kanon rzymski: "Racz wejrzeć na nie z miłością i łaskawie przyjąć, podobnie jak przyjąłeś dary swojego sługi, sprawiedliwego Abla, i ofiarę naszego Patriarchy Abrahama oraz tę ofiarę, którą Ci złożył najwyższy Twój kapłan Melchizedek, jako zapowiedź ofiary doskonałej", MR-PL, s. 310*. Anafora św. Marka: "Przyjmij te dary, jak raczyłeś przyjąć dary sprawiedliwego sługi Twego Abla, ofiarę naszego ojca Abrahama, kadzidło Zachariasza, jałmużnę Korneliusza i dwa grosze wdowy". H. Paprocki, Liturgie Kościoła prawosławnego, s. 288.

60 H. Paprocki, Wielki Tydzień i święto Paschy w Kościele prawosławnym, Kraków 2003, s. 143.

61 Biblia Aramejska. Targum neofiti 1: Księga Rodzaju. Tekst aramejski - przekład - aparat krytyczny - przypisy, przekł. i oprac. M.S. Wróbel, Lublin 2014.

62 Biblia Aramejska. Targum neofiti 1, s. 191-193. Według części rękopisów głos z nieba brzmi: "Chodźcie, zobaczcie dwóch jedynych sprawiedliwych, którzy są na świecie".

63 MR-PL, s. 332*.

64 K. Wenklar, Dzieci na krzyż, https://www.liturgia.pl/Dzieci-na-krzyz (dostęp 5 lipca 2021).

65 Dane biograficzne s. Clare Crockett SHM zostały zaczerpnięte ze strony internetowej www.sisterclare.com (dostęp 5 lipca 2021). W serwisie internetowym YouTube dostępny jest dokumentalny film biograficzny o siostrze Clare Wszystko albo nic, zrealizowany w 2018 roku przez siostry ze zgromadzenia Służebnic Domu Matki: https://www.youtube.com/watch?v=wVYBLZbldbY&t=3928s (dostęp 5 lipca 2021). Publikacje w języku polskim poświęcone s. Clare Crockett to: M. Zboralska, Boża sława siostry Clare, "Miłujcie się" 2019, nr 2, s. 7-13; M. Zachara, O liturgii która zmienia życie - s. Clare Crockett SHM, https://www.liturgia.pl/o-liturgii-ktora-zmienia-zycie-s-clare-crockett-shm (dostęp 5 lipca 2021); M. Zachara, Siostra "wszystko albo nic", "Pastores" 2019, nr 4, s. 171-175.

66 Cytat z: https://www.sisterclare.com/en/her-life/writings/personal/8606/i-will-never-forget-all-that-they-suffered-for-me (dostęp 5 lipca 2021; tłum. własne).

67 Wypowiedź z końcowej części filmu Wszystko albo nic, zob. przyp. 29.