Nie mniej niż zero (i Jedynka, która wszystko zmienia)
Kiedy kilka lat temu sprowadzałem się do klasztoru mniszek dominikańskich w Radoniach, poszedłem do odpowiedniego urzędu zarejestrować samochód, którym mnie obdarowali moi bracia z klasztoru na warszawskim Służewie. Pani w urzędzie, wydając mi tablice rejestracyjne, wyraziła wątpliwość: "Oj, nie wiem czy ksiądz je przyjmie". "A dlaczego mam nie przyjąć?" "No, bo tam trzynastka jest, taka pechowa". Ja na takie dictum zamarłem, po czym rzekłem: "Proszę pani, jeżeli ksiądz miałby wierzyć w zabobony, to dokąd by ten świat zmierzał?". Wziąłem więc owe podejrzane tablice i zobaczyłem, że faktycznie numer jest dość oryginalny: 01113. Kiedy przyjechałem na Służew z zamontowanymi nowymi tablicami, jeden z braci zwrócił na nie uwagę i powiedział: "Ach, jaka wspaniała tablica, zobacz sam: trójka - to Trójca Święta, jeden, jeden, jeden - to Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty, a to zero na początku... to ty!". I dzięki temu doskonale zapamiętałem numer mojego auta.
Chrystus jest winnym krzewem, a my latoroślami (por. J 15,1-11). Ta jedność z Chrystusem sprawia, że nie jesteśmy zerem. Nie jesteśmy zerem, ponieważ przed nami stoi Jedynka, która wszystko zmienia. Możemy być dziesiątką, możemy być setką, tysiącem, milionem. Zera sporo zmieniają, kiedy jest ich dużo, ale nic nie znaczą, jeżeli nie ma przed nimi jedynki. Oczywiście, człowiek jest w stanie czynić dobro i dokonywać wspaniałych dzieł nawet, jeżeli nie przyjmuje Chrystusa. Jest to możliwe, bo ten świat jest stworzony przez Boga i każdy człowiek (każde stworzenie) w dobru Boga uczestniczy. A czyniąc dobro, odwołuje się do Tego, który jest dobry, który jest źródłem dobra. Jednak żeby nasze czyny, słowa, myśli miały znaczenie dla królestwa Bożego, które nie jest z tego świata (por. J 18,36), a do którego jesteśmy wezwani, muszą dokonywać się w jedności z Chrystusem. Mamy taką możliwość, jeżeli działamy z Nim i w Nim. Nasze dobre czyny nabierają wtedy wymiaru absolutnie niewyobrażalnego. Z zewnątrz może się wydawać, że to jest to samo - ktoś podaje kubek wody spragnionemu - ale od wewnątrz, jeżeli czynimy coś w imię Boga, ten gest nabiera wymiaru wiecznego. Ktoś powie: "A cóż mnie to obchodzi - ważne, żeby dać kubek wody spragnionemu". To prawda, i moglibyśmy na tym poprzestać, gdyby wraz ze śmiercią nasze życie się kończyło. My jednak jesteśmy przeznaczeni do życia wiecznego i chcemy, żeby nasze czyny po pierwsze o życiu wiecznym świadczyły już teraz, tutaj, a ponadto żeby to, co robimy, zasługiwało na życie wieczne. Mamy taki przywilej, że możemy współbudować z Bogiem nasze życie wieczne. A choć pozostanie ono zawsze niezasłużonym darem dobrego Boga, będziemy w nim mieli swoją cegiełkę. Taka perspektywa daje pokój i radość, jakiej nikt ani nic na tym świecie dać nie może.
Daje nam to również głębsze poznanie nas samych. W Pierwszym Liście św. Jana Apostoła pada takie dziwne zdanie: "Jeżeli serce nasze nas oskarża, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. Jeżeli nasze serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga" (1 J 3,20-21). My nieraz doskonale wiemy, że zrobiliśmy coś nie tak, że coś nas uwiera, coś nam leży na sumieniu. Nasze serce, które jest symbolem naszego wnętrza, a więc również głosu naszego sumienia, podpowiada nam, że coś jest nie tak. Ale serce poznaje tylko to, co jest dla nas (dla niego) dostępne. Bóg widzi lepiej - zarówno dobro, jak i brak dobra. Może się okazać, że serce czegoś nam nie wyrzuca, a Bóg widzi, że tam zamiast dobra jest jego brak. Jeżeli jesteśmy blisko z Chrystusem i przyjmujemy Jego łaskę, to nasze serce, nasze sumienie powoli uzgadnia się z wiedzą samego Boga. I dlatego św. Jan mówi: "Jeżeli serce was nie oskarża - a w domyśle: jesteście przecież blisko Boga - to możecie być spokojni, że i Bóg nie widzi tam niczego złego". Jeżeli jesteśmy blisko Chrystusa, jeżeli pozwalamy Jego łasce płynąć w naszym sercu, nasze serce bije zgodnie z rytmem Bożego serca. Lepiej słyszymy Pana i w naszym życiu jest coraz mniej takich sytuacji, kiedy sumienie coś nam wyrzuca, choć nie powinno, bo niczego złego nie zrobiliśmy, albo odwrotnie - sumienie milczy, kiedy powinno nam robić wyrzuty. Dopiero zespolenie z Jezusem daje nam komfort widzenia prawdy. Jeżeli jesteśmy latoroślami winnego krzewu, to znaczy, że jesteśmy tą samą rośliną, że te same soki w nas płyną, że naprawdę jesteśmy z Nim jedno. To niesamowity przywilej, którego najmocniejszym wyrazem jest komunia święta - przedziwny sakrament, w którym Chrystus łączy się z nami nie tylko duchowo, ale zupełnie bezpośrednio, wręcz organicznie. Jeżeli z tego przywileju korzystamy, to mamy możliwość z zera stawać się dziesiątką, setką, tysiącem, milionem. Ważne, żeby Jedynka była na początku.