1
Na scenę wchodzi Nika...
W szklarni było ciepło i wilgotno, a także cicho, choć przy grządkach pracowała gromadka uczniów. Nika ostrożnie rozchyliła świeżo wyrosłe łodyżki gwiezdnego groszku i chwyciła palcami źdźbło, którego nie powinno tam być. Uśmiechnęła się z zadowoleniem. Górka wyrwanych przez nią chwastów rosła jak na drożdżach. Nice przeszło przez myśl, że to naprawdę ciekawa sprawa z tymi roślinami na Górze Astromagów. O te cenne trzeba było walczyć, stosować wymyślne nawozy, regularnie podlewać, chuchać i dmuchać, podczas gdy chwasty rosły sobie bujnie, ot tak, bez niczyjej pomocy.
"Dobrze, że jest przy tym tyle pracy - pomyślała Nika - bo można się czymś zająć, zamiast w kółko i w kółko rozmyślać o..."
- Och, mam! Jest! - zawołał mistrz Aster. - Chodźcie tu prędko!
Uczniowie zostawili grządki i spiesznie zebrali się wokół nauczyciela. Po jego otwartej dłoni dreptał w kółko maleńki zielony owad.
- To jest właśnie zielowróżb - wyjaśnił astromag. - Wspominałem wam o nim ostatnio.
- Zielowróżby pojawiają się na wiosnę i można z nich wróżyć roślinny urodzaj - wyrecytowała Nika. - Gdy jest ich więcej, spodziewamy się dobrych zbiorów. A gdy jest ich mało...
- Zawsze jest ich mało - przerwała jej Zarra, trzecioroczniaczka, która również uwielbiała kółko przyrodnicze mistrza Astra. - To znaczy od bardzo, bardzo, baaardzo dawna nie było ich dużo.
- To prawda - zgodził się z nią nauczyciel. - Co oznacza, że musimy wyjątkowo troskliwie dbać o nasze grządki, aby coś na nich w ogóle wyrosło. Co zwykłem powtarzać?
- Liczy się każdy liść - powiedziała Zarra.
- Liczy się każdy kwiatek - dodała Nika i spojrzała na swoją grządkę, gdzie od kilku dni wśród zieleni różowiły się nieśmiało kwiatki gwiezdnego groszku.
- A każdy owoc to cud - szepnął drobny chłopiec z drugiego roku, który miał na imię Czu i był najbardziej nieśmiałym stworzeniem, jakie Nika kiedykolwiek poznała.
Gdy mistrz Aster przekładał zielowróżba z powrotem na grządkę, na jego dłoni błysnęło kółko z rogami - znak zodiakalnego Byka.
- No, wracaj do swoich zielonych ziomków - rzekł. - Róbcie, co do was należy.
- One pomagają, prawda? - zapytała Nika. Wzrokiem śledziła małego owada, który wpełzł między grudki ziemi.
- Tak, to wielce pożyteczne maluchy - przytaknął mistrz Aster. - Odpędzają szkodniki, leczą choroby korzenia i... więcej opowiem wam kolejnym razem, moje ciekawskie ludki, bo właśnie skończył nam się czas. Mistrzyni Zerka pewnie już podskakuje żwawo na podeście.
- No nie, spóźniłam się - wyszeptała ze zgrozą Nika. - I jak nic dostanę uwagę. Albo gorzej. Dlaczego nie patrzyłam na zegarek?!
Pospiesznie przeniosła swoją kupkę chwastów do kompostownika, obmyła ręce nad zlewem i zaczęła mocować się z upartym supłem fartucha. Z pomocą pospieszyła jej Zarra. Po chwili wszyscy podopieczni mistrza Astra zdążali już ku dziedzińcowi, gdzie rozdzielili się, by dołączyć do swoich grup.
- Oj, przepraszam, muszę przejść, przepraszam - mruczała Nika na prawo i lewo, gdy kluczyła między uczniami i wypatrywała Baja i Uny, najwyższych spośród pierwszaków. Odetchnęła z ulgą, gdy spostrzegła ich zaledwie parę metrów dalej.
- Raz, dwa, prawa, lewa! - wołała tymczasem do megafonu mistrzyni Zerka. - Raz, dwa, prawa, lewa! Wszyscy maszerują do rytmu i nikt z nas nie ziewa!
- A ja ziewam, ziewam i nie przestanę - marudziła Irys, która jak zwykle ćwiczyła bez zapału. - A to dlatego, że jedna z was dziś chrapała. I to chrapała tak potężnie, jakby waliła się Wieża Astromagów.
- To Aria - stwierdziła Gabi. - Mnie też obudziła, ale potem włożyłam do uszu zatyczki i spałam jak dzidzia.
- Ona tak chrapie przez katar - oceniła fachowo Una. - Ja też chrapię, gdy mam zatkany nos. Oby mnie nie zaraziła. To by fatalnie wpłynęło na moją kondycję!
- A gdzie ona się... podziewa? - wydyszała Irys. - Do tej pory ani razu... nie opuściła gimnastyki.
- Nie wiesz? - zdziwiła się Una. - W tym tygodniu zamiast ćwiczyć, ma wdychać ziółka nad garnkiem w skrzydle szpitalnym. Zwalniać z gimnastyki z powodu zwykłego kataru?! Też mi coś. Moim zdaniem to skandal.
- Ej, pierwszoroczniaki! Ćwiczymy, nie gadamy! - wykrzyknęła radośnie mistrzyni Zerka. - A teraz raz, dwa, w górę, siup! I jeszcze: raz, dwa, w górę, hop!
- Tej to dobrze - jęknęła Irys. - Też bym wolała sterczeć nad garnkiem, zamiast się tu męczyć. O, hej, Niko! Czy ty się aby nie spóźniłaś? Uuu, to zupełnie do ciebie niepodobne.
- Tylko dwie minuty - szepnęła Nika i spojrzała zlękniona na nauczycielkę. - Przedłużyło się nam kółko przyrodnicze. Mistrz Aster znalazł zielowróżba i chciał...
- Nooo, a teraz ziewam jeszcze bardziej, bo Nika gada o roślinach - poskarżyła się Irys.
- Nie, nie, zielowróżb to nie roślina, tylko owad!
- Owad? - zainteresował się Jonek. - Jak owad, to chętnie posłucham. Właśnie opracowuję mój owadnik i liczę na nowe znaleziska. Z waszych min wnioskuję, że nie wiecie, o czym mówię, więc tłumaczę. Owadnik to taki zeszyt jak zielnik, tylko o owadach.
- Ludzie, ratujcie - jęknęła Irys. - Owady są jeszcze nudniejsze od roślin! Będę pierwszą osobą zmarłą z nudów. A mogłam leżeć w łóżku pod kołdrą, z moim przytulaśnym kicaczkiem.
- Wciąż go nie nazwałaś? - zdziwił się Nim.
- Bo jemu żadne imię się nie podoba! - wyjęczała Irys. - Gdy go wołam, patrzy na mnie z wyrzutem, jakby chciał powiedzieć: "Chyba sobie żartujesz!".
- A teraz już nie skaczemy, tylko wyciągamy ręce do słońca, które tego ranka wkroczyło w kolejny znak! - zawołała mistrzyni Zerka, a w jej głosie zadźwięczała ekscytacja. - Moje drogie Byczki, złocista uwaga naszej gwiazdy skupia się teraz na was!
Nika zmarszczyła brwi. To właśnie ten temat nie dawał jej ostatnio spać. Nie lubiła być w centrum uwagi, a tu jak na złość od kilku dni pozostałe pierwszaki bacznie jej się przypatrywały i w kółko snuły teorie o jej przyszłej magii.
- Taaak, na scenę wchodzi Nika, Nika spod znaku Byka! - zaśpiewała głośno Irys, po czym położyła ręce na ramionach Niki i potrząsnęła nią solidnie. - Patrzcie, to jest nasz Byczek! I wszyscy jesteśmy ciekawi, jaką dostanie moc!
Tego było zbyt wiele! Nika zapragnęła zmienić się w zielowróżba i skryć w ziemnej jamce.
- Jeśli dostaniesz czar-ogień, pomogę ci go oswoić - obiecała jej Irys.
- No co ty! - zawołała Una. - Byki to żywioł ziemi, więc Nika dostanie jakąś ziemną magię.
- Ostrzegam, że jeśli będzie związana z owadami i innymi żyjątkami, to będę ci bardzo zazdrościć - zaznaczył Jonek.
- O fuj! - Gabi się skrzywiła. - Na co komu robaki? Niech lepiej wyszukuje w skałach szlachetne kamienie. Mogłabym z nich robić biżuterię!
- A ja myślę, że to będzie coś potężniejszego! - zapalił się Nim. - Może będziesz umiała wywoływać trzęsienia ziemi. Jeju, ale by się wszyscy ciebie bali!
- Wolałabym... nie - wybąkała Nika.
- A teraz wspinamy się na palce! - wykrzyknęła mistrzyni Zerka. - Rośniemy jak drzewa! Przypominam pierwszakom, że drzewa nie gadają!
- Ej, powiedz mi, no wiesz, w tajemnicy - szepnęła Irys do Niki. - Czy ostatnio czujesz silniej swoją moc?
Nika uciekła wzrokiem przed ciekawskim spojrzeniem koleżanki. Co właściwie miała jej powiedzieć? Irys regularnie chwaliła się ciepłem w koniuszkach palców. Nim raz czy dwa wspomniał szeptem o jakiejś magicznej nici. Una mówiła, że czasem dziwnie szumi jej w głowie. Ale Nika... nigdy nie wyczuwała w sobie magii.
A jeśli wcale nie była magiczna, co wtedy? Czy w ogóle zależało jej na mocy? Oczywiście widziała, ile radości sprawia Baranom czar-ogień, ale przecież czasem więcej było z nim kłopotów niż przynosił pożytku.
"Tak, chciałabym mieć moc, ale bezpieczną - uświadomiła sobie nagle, gdy szli już na śniadanie. - Nie chcę zionąć ogniem ani wstrząsać ziemią. A najbardziej w świecie nie chcę, żeby inni tak się tym interesowali. Proszę, proszę, niech zostawią mnie w spokoju".
I z tą myślą stanęła w kolejce po śniadanie. Gdy jednak odebrała swoją tacę i zobaczyła, co leży obok miseczki z owsianką, przekonała się, że jej życzenie o spokoju na razie nie ma szansy się spełnić.
Dalsza część w wersji pełnej