Moc słabości. Z zachwytu nad życiem - Anna H. Niemczynow

Kup ebooka

37.50 zł
30.38 zł (30,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Słowo jest drogą wio­dącą od czło­wieka do czło­wieka. Za­nu­rza się w za­ka­mar­kach ludz­kich serc i je­śli jest war­to­ściowe, zo­staje tam na dłu­żej, zmu­sza­jąc do re­flek­sji. Aby iść do ko­goś z ta­kim wła­śnie sło­wem, trzeba naj­pierw na­peł­nić umysł i du­szę do­brymi my­ślami oraz pa­mię­tać, że by słowo miało moc, nade wszystko nie na­leży prze­pusz­czać oka­zji do mil­cze­nia. Ko­rzy­stać z chwil wy­ci­sze­nia, w któ­rych na­peł­niamy serce po­ko­jem, ak­cep­ta­cją i za­ufa­niem, że wszystko, co się nam przy­da­rza, ma swój sens.

Uczę się tego z wielką po­korą, przy­ja­cielu, Czy­tel­niku. Im wię­cej słów uży­wam, tym więk­szy mam przed nimi re­spekt. Wszak co­raz wię­cej ludz­kich ist­nień, czę­sto z po­wodu braku wspie­ra­ją­cych słów, żyje na kra­wę­dzi du­cho­wego ban­kruc­twa. W okrut­nej pa­nice chce się ra­to­wać, wy­peł­nia­jąc swe ży­cie rze­czami ma­te­rial­nymi tu­dzież wy­ciecz­kami na drugi ko­niec świata w po­szu­ki­wa­niu spo­koju, zu­peł­nie za­po­mi­na­jąc, że to, co daje ra­dość, jest tuż obok, na wy­cią­gnię­cie ręki, we wła­snym wnę­trzu. Wnę­trzu cze­ka­ją­cym na to, aż zo­sta­nie za­uwa­żone. Do tego nie trzeba wspo­mnia­nych wy­żej wy­praw w nie­znane. Wy­star­czy nasz do­mowy fo­tel.

Im je­stem star­sza, tym sil­niej­sza jest we mnie po­trzeba ce­le­bro­wa­nia naj­zwy­klej­szych mo­men­tów. Ta nie­zwy­kła zwy­kłość stwa­rza prze­strzeń do kar­mie­nia się sło­wami, które z czy­stym su­mie­niem mogę prze­ka­zy­wać da­lej. Po­ra­nek spę­dzony na mo­dli­twie, od­wie­zie­nie córki do szkoły, krótka roz­mowa te­le­fo­niczna z mę­żem, a po­tem z sy­nem, któ­rzy na co dzień prze­by­wają poza gra­ni­cami na­szego pięk­nego kraju, na­słu­chi­wa­nia ich kro­ków, gdy wresz­cie wra­cają do domu. I w tym wszyst­kim ob­co­wa­nie ze sło­wem.

To ono za­wsze jest pierw­sze.

Tak wiele od niego za­leży.

Sło­wem można bu­do­wać i sło­wem można znisz­czyć.

Zo­bacz, przy­ja­cielu, ja­kiej war­to­ści w ob­li­czu nisz­czą­cych słów na­biera wła­śnie mil­cze­nie...

Niech ci­sza wy­pełni na­sze serca, gdyż to wła­śnie w niej jest naj­wię­cej prze­strzeni do wzru­szeń. Przyj­rzyj się temu, co czu­jesz, czy­ta­jąc na­pi­sane przeze mnie słowa. Bądź dla sie­bie do­bra, bądź dla sie­bie do­bry. Skończ z ob­wi­nia­niem. Ze­chciej za­uwa­żyć, że w obec­nym świe­cie do­brzy i wraż­liwi lu­dzie wciąż są w pro­ce­sie wszel­kiego ro­dzaju te­ra­pii tu­dzież uzdro­wień, aby nie zwa­rio­wać. Je­śli do nich na­le­żysz, bądź spo­koj­nym. Wszystko z Tobą w po­rządku. Jest do­brze.

Wszystko jest dla lu­dzi. Nic, co ludz­kie, nie jest mi obce. W książ­kach z se­rii za­chwy­tów stoję w praw­dzie. Nie ko­lo­ry­zuję ży­cia. Mo­żesz od­nieść wra­że­nie, że to, co na­pi­sa­łam, to Twoje do­świad­cze­nia, że na­pi­sa­łam o To­bie, że czy­tam Ci w my­ślach i tym po­dobne.

Za­pew­niam, że tu­taj NIE MA PRZY­PAD­KÓW! Wszystko, co prze­cho­dzi przeze mnie, nie na­leży do mnie. Je­stem tylko na­rzę­dziem. Ot, zwy­kłym rze­mieśl­ni­kiem.

Uczmy się za­tem ra­zem by­cia do­brymi, wy­ro­zu­mia­łymi i cier­pli­wymi ludźmi. Niech prze­ma­wia przez nas brak oce­nia­nia in­nych i kró­luje pro­sta życz­li­wość.

Tak wiele mamy do zro­bie­nia i do na­ucze­nia. Od pierw­szej czę­ści ni­niej­szej książki nie zmie­ni­łam zda­nia. Wciąż uwa­żam, że ży­jemy w świe­cie, w któ­rym nasi du­chowi wro­go­wie nie ogło­sili i pew­nie ni­gdy nie ogło­szą ro­zejmu. Pod­kre­ślam za­tem, bo by­wają ta­kie tre­ści, które po­winny wy­brzmieć wie­lo­krot­nie, aby zo­stały za­pa­mię­tane: Mu­simy ćwi­czyć się w ra­do­snej dys­cy­pli­nie i za­prze­stać uży­wa­nia okre­śle­nia "zły dzień", bez względu na to, jak jest nam ciężko.

Wy­płaczmy się, kiedy tego po­trze­bu­jemy, a po­tem roz­ko­szujmy się tym, co jest, choć­by­śmy mieli to na­zwać me­lan­cho­lią.

Słowa.

Słowa.

Słowa.

Uwa­żajmy na nie! Po­tra­fią być jak czołgi, które nisz­czą wszystko, co na­po­tkają po dro­dze. "Je­śli ktoś pa­nuje nad swoim ję­zy­kiem, jest czło­wie­kiem do­sko­na­łym, umie­ją­cym całe ciało utrzy­mać na wo­dzy. Ko­niom za­kła­damy wę­dzi­dła, aby były nam po­słuszne, i tak pa­nu­jemy nad ca­łym ich cia­łem. Po­dob­nie statki, choć wiel­kie i pę­dzone gwał­tow­nymi wi­chrami, przy po­mocy ma­łego steru są kie­ro­wane tam, do­kąd chce ster­nik. Tak i ję­zyk - choć jest mały, może wiele. Mały pło­myk ognia jakże wielki las pod­pala" (Jk 3,2-5).

Świat nieco się skom­pli­ko­wał od cza­sów stwo­rze­nia i dziś trudno się w tym wszyst­kim nie po­gu­bić. Kie­dyś, aby na­stał dzień, przy­naj­mniej ten pierw­szy, wy­star­czyły je­dy­nie wie­czór i po­ra­nek. Te­raz po­trze­bu­jemy znacz­nie wię­cej. Rzadko kiedy bu­dzą nas pro­mie­nie słońca, czę­ściej czy­nią to na­sze smart­fony. Nie czer­piemy wody ze stru­mie­nia ni studni, by za­spo­koić pra­gnie­nie. Nie­zbędny wy­daje się naj­now­szy eks­pres do kawy mie­lący jej ziarna za przy­ci­śnię­ciem gu­zika. A do tego, by po­bie­gać, nie po­trze­bu­jemy już je­dy­nie chęci i te­ni­só­wek, lecz no­wej ge­ne­ra­cji ze­gar­ków przy­kle­jo­nych do na­szych nad­garst­ków. No bo jak to tak, bez nich? Jak to tak tre­no­wać bez po­miaru tętna?

Do ko­mu­ni­ko­wa­nia się nie­zbędny jest nam in­ter­net. Ese­mesy, What­sApp, Mes­sen­ger, ma­ile, me­dia spo­łecz­no­ściowe, Skype - tak wiele jest moż­li­wo­ści. Chcia­łoby się rzec, że mamy wszystko.

A i tak nie mo­żemy się po­ro­zu­mieć...

Ha­łas, krzyk, po­śpiech. A tuż za nimi ogromne zmę­cze­nie. Brak chęci do ży­cia. Za­plą­tani w ma­szy­nie co­dzien­nego dnia rzadko kiedy urzą­dzamy so­bie ce­re­mo­nie spo­koju.

Po­chy­la­jąc się w tej książce nad co­dzien­no­ścią, chcia­ła­bym Cię do ta­kich ce­re­mo­nii za­chę­cić. Wszak nie­za­leż­nie od tego, co sły­szymy i czego do­świad­czamy, mu­simy żyć! Jakże ważne jest, by­śmy ota­czali się do­brym sło­wem. A do­bre słowo to ta­kie, które roz­bu­dza w nas na­dzieję i nie spra­wia, że czu­jemy się jak głupcy, od­lud­ko­wie, wy­rzutki. Do­bre słowo wznosi. Po­wo­duje, że chcemy krzyk­nąć na całe gar­dło: "Rety, ja też tak mam! Znam ko­goś, kto tak ma! Za­tem wszystko jest ze mną, z nami, w po­rządku!".

Mu­simy żyć! Mu­simy być szczę­śliwi dzi­siaj. Nie ju­tro, po­ju­trze, za ty­dzień, mie­siąc, rok czy kilka lat. Nie mo­żemy od­kła­dać szczę­śli­wego ży­cia na czas, kiedy zmie­nimy pracę, wyj­dziemy za mąż, roz­wie­dziemy się, uro­dzimy dziecko bądź wy­pu­ścimy w świat do­ro­słego czło­wieka. Czas na szczę­śliwe ży­cie jest dziś! Dziś jest miej­sce na ZA­CHWYT! Nie­za­leż­nie od tego, z czym się bo­ry­kasz w swo­jej co­dzien­no­ści. Szczę­śli­wość można do­strzec w ma­łym śpią­cym pie­sku przy­tu­lo­nym do na­szego swe­tra, w księ­życu ustę­pu­ją­cym miej­sca słońcu, w słońcu zwal­nia­ją­cym niebo dla księ­życa. Mo­żesz ją usły­szeć w dźwię­kach koń­czą­cego pracę pie­kar­nika, z któ­rego wy­cią­gniesz bo­che­nek chleba wy­ro­biony wcze­śniej wła­snymi rę­kami. Ćwicz się w za­chwy­cie nad ży­ciem!

Naj­szyb­szą me­todą, by co­dzien­nie po­zba­wiać się ra­do­ści, jest nie­ustanne roz­pa­mię­ty­wa­nie. Nad tym też, na kar­tach ni­niej­szej książki, z nie­zwy­kłą uwagą się po­chy­limy. W imię uspra­wie­dli­wie­nia swo­ich nie­po­wo­dzeń zda­rza nam się mó­wić: "Och, gdyby nie moje trudne dzie­ciń­stwo, dziś by­ła­bym gdzie in­dziej. Gdy­bym nie spo­tkała tego męż­czy­zny, gdy­bym nie spo­tkał tej ko­biety, gdy­bym wtedy po­szedł na stu­dia, gdy­bym rzu­ciła stu­dia i za­jęła się ma­rze­niami".

Gdyby.

Gdyby.

Gdyby.

Można cze­kać na szczę­śliwe ży­cie, które być może ni­gdy nie na­dej­dzie, a można też po­sta­rać się o nie już te­raz. Bo je­śli dziś nie po­tra­fisz być szczę­śliwy, cud się nie wy­da­rzy, po­nie­waż go żą­dasz. Nie spad­nie jak grom z ja­snego nieba i nie sta­nie przed Tobą w spek­ta­ku­lar­nej sza­cie su­per­bo­ha­tera.

To TY masz w so­bie MOC! Po­mimo sła­bo­ści.

Twoja MOC wła­śnie w sła­bo­ściach się do­sko­nali.

To TY masz w so­bie ŚWIA­TŁO.

Masz w so­bie CUD! TO TY JE­STEŚ CU­DEM.

Je­dy­nym, czego po­trze­bu­jesz, jest wiara, że to prawda.

Skończ z przy­pi­sy­wa­niem so­bie win, grze­ba­niem w prze­szło­ści i obawą, że zo­sta­niesz uka­rana za złe uczynki, które zda­rzyło Ci się po­peł­nić. Nic, co ludz­kie, nie jest obce To­bie ani mnie. Tak jak Ty znam uczu­cie wstydu, gdy zrobi się coś spo­łecz­nie nie­ak­cep­to­wal­nego. Chyba wszy­scy je znamy. Tuż po ha­nieb­nych - w na­szym mnie­ma­niu - czy­nach za­czy­namy so­bie uj­mo­wać. Nasz sza­cu­nek do sie­bie bled­nie, a po­tem znika. A kiedy spo­tyka nas do­bro, to wy­daje nam się, że nie za­słu­gu­jemy na nie. Ta­kim my­śle­niem za­czy­namy sie­bie nisz­czyć.

Ale czy to jest prawda o nas? A skądże! Wkła­da­nie Ci w umysł, że do ni­czego się nie na­da­jesz, to ta­nie za­grywki złego. Nie daj się złu. Ćwicz się w ra­do­snej dys­cy­pli­nie. Bądź spraw­czy, spraw­cza! Nie po­trze­bu­jesz ró­żo­wych oku­la­rów, które po­ko­lo­rują twoją co­dzien­ność.

Nie po­trze­bu­jesz naj­now­szego mo­delu sa­mo­chodu, to­rebki ani je­dze­nia w naj­droż­szych i naj­lep­szych re­stau­ra­cjach. Kie­dyś ma­wia­łam, że coś, co nie­wiele kosz­tuje, nie­wiele jest warte. Wy­ce­nia­łam swoje dzia­ła­nia z obawy, że lu­dzie ich nie usza­nują, gdy nie za­płacą za nie. Dziś już tak nie ro­bię. Dziś wiele rze­czy czy­nię tylko dla­tego, że chcę. Wiem, że mają war­tość, gdy się nimi dzielę. Dzięki temu czuję się bo­gata jak ni­gdy do­tąd.

Pra­gnąc ka­wałka nieba na ziemi, stwórz je w swo­jej wła­snej gło­wie. Im bar­dziej od­da­jemy serce do­brom ma­te­rial­nym, tym mniej je­ste­śmy zdolni do mi­ło­ści. Bo­imy się ci­szy, gdy za­my­kamy się na dzia­ła­nie Boga, Siły Wyż­szej, Wszech­świata, Stwórcy. Po­pa­damy w mrok, odrę­twie­nie i za­czy­namy żyć po omacku. Je­śli pra­gniesz CU­DÓW, je­śli pra­gniesz, by z Two­ich sła­bo­ści pły­nęła MOC, nie mo­żesz na to po­zwo­lić.

Mu­sisz żyć!

Nie stać w po­cze­kalni ży­cia, nie stać na ubo­czu. Ze­chciej wy­sta­wiać twarz do słońca, mru­żyć oczy ze śmie­chu, pra­co­wać nad sobą, ro­biąc coś sa­memu z sie­bie, a nie dla­tego, że ktoś tak na­ka­zuje.

Mój dzień za­czął się dziś kilka mi­nut po pią­tej nad ra­nem. Nie, nikt mnie nie zmu­sza do ran­nego wsta­wa­nia. Nie mu­szę się sta­wiać w pracy na kon­kretną go­dzinę, a jed­nak ro­bię to! Bu­dzę się do ży­cia tak wcze­śnie, gdyż nie chcę go prze­spać. Ow­szem, to jest wy­si­łek. Ale do­bre ży­cie WARTE JEST WY­SIŁKU!

Moc w sła­bo­ściach się do­sko­nali. Staw im czoła. JE­STEŚ CU­DEM! Po­wta­rzaj to so­bie każ­dego dnia, naj­le­piej pa­trząc so­bie w oczy. Po­wta­rzaj raz za ra­zem: Je­stem cu­dem, je­stem cu­dem, je­stem cu­dem. Moje sła­bo­ści są moją siłą. Je­śli bę­dziesz to ro­bić re­gu­lar­nie, wów­czas szybko za­uwa­żysz, że nie jest wcale tak trudno za­chwy­cić się ży­ciem.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki