Moc czułych słów. Zapiski Wiedźmy - Agnieszka Sawicz

Kup ebooka

35.99 zł
29.87 zł (21,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Jesień

Wiedźma patrzyła na otulony mgłą ogród. Szare niebo zawisło nisko, oparło się o wierzchołki drzew. Pająki uwijały się jak w ukropie, by wyczarować nici, na których ludzkie marzenia poszybują w świat. Jarzębina, wystrojona na nadejście Jesieni, już rozmyślała o ptakach, którym będzie mogła oddać swoje korale. "Lubisz się dzielić", mówił Mag, ale ona wiedziała, że to tylko połowa prawdy. Tak wiele dostawała w zamian od ptactwa, że raczej nazwałaby to wymianą. "Ludzie czasem nie widzą, że dając, dostają jeszcze więcej, nawet jeśli są magami", myślała.

Kasztany podskakiwały wesoło, zrzucając kolczaste skorupy - w końcu każdy kiedyś dojrzewał, by ukazać swoje delikatne wnętrze. Natura rozkrzyczanymi kluczami zamykała letnie dni, Miłość wydłużała noce, a Samotność rozpalała ogień w kominku i rozkładała koce. Może ktoś zechce z nich skorzystać?

- Lada chwila z drzew zaczną spadać liście, a wraz z nimi troski i zmartwienia - ucieszyła się Wiedźma. - Wielu będzie się nimi tak zachwycać, że zrobią z nich bukiety, którymi udekorują domy.

Kot zastanawiał się, czy miała na myśli liście, czy problemy.

***

Jesień wkroczyła do Osady, rozpaliła ognie w kominkach. Ozdobiła drzewa koralami dojrzałych owoców, porozwieszała jagody na krzewach, zapukała pod kapelusze grzybów i obudziła śpiące pod nimi skrzaty.

- Czas już malować liście - przypomniała i sypnęła kroplami rosy na pajęcze sieci. Sięgnęła po chustę utkaną z mgły i delikatnie otuliła nią łąki, a po chwili namysłu rozplotła jeszcze dym z ogniska i okryła nim szeleszczące cicho trawy. Odprowadziła wzrokiem ostatni klucz ptaków i poprawiła gałęzie, aby te, które nadlecą wkrótce z północy, mogły na nich wygodnie odpocząć. Podniosła z ziemi dojrzałe jabłko, a jej twarz rozjaśnił uśmiech.

Może nie była tą najbardziej wyczekiwaną spośród Pór Roku, a jednak zawsze znalazł się ktoś, kto cieszył się, że będzie mógł podać drugiemu człowiekowi ciepły pled lub otworzyć parasol nad czyjąś głową.

- Jesień jest świętem optymistów - zamruczał Kot i powędrował w stronę domu, gdzie Wiedźma piekła właśnie ciasto ze śliwkami.

***

Osika drżała, rozrzucając wokół złociste liście. Te kurczowo trzymające się jeszcze jej gałęzi migotały w południowym słońcu i z lękiem myślały o chwili, gdy upadną na ziemię. Właśnie: "upadek". Słowo, które przerażało je najbardziej. Dygotały trwożnie i mimo woli jeden po drugim unosiły się na ramionach wiatru.

Lipa twardą ręką trzymała przy sobie krągłe listki. Jeszcze silne, zielone, lekko tylko przyżółcone na brzegach, niewzruszenie przyglądały się bojaźliwej osice. Wiedziały, że i im przyjdzie opuścić matczyne gałęzie, ale z dumą i siłą wyczekiwały tej chwili. Klon zalotnie rozglądał się po świecie. Nie mógł się zdecydować, czy wziąć przykład z osiki i pozłocić swoje liście, czy z lipy i pozostać przy zieleni. Na dodatek zawiesił wzrok na berberysowych krzewach i zachwyciła go ich czerwień. Za wiele na jedno drzewo, pomyślał i chaotycznie, bez żadnej konsekwencji, zaczął ozdabiać się wszystkimi barwami naraz, mając nadzieję, że mróz zbyt szybko nie przerwie jego pracy.

Jarzębina z kolei wypatrywała już pierwszych przymrozków. Obwieszona owocami czekała niecierpliwie, aż przemarzną i staną się potrzebne ludziom. Ona nie bała się zimy, wręcz jej pożądała.

Wiedźma przypatrywała się drzewom, wsłuchiwała w ich szepty. Wszystkie szykowały się do chłodów i snu, ale każde na swój sposób. Czekało je przecież to samo, lecz różnie tę przyszłość postrzegały. A Wiedźma dzięki temu mogła zachwycać się pięknem jesiennego świata.

W drzewnych obawach, hardości, niefrasobliwej kokieterii i spokojnym oczekiwaniu widziała ludzi świadomych starości i nieuchronnego. Zrozumiała, że nie ma prawa oceniać, czyja postawa jest lepsza. Każda była tak samo potrzebna światu, niosąc ze sobą ostrożność, spokój, wesołość i mądrość tych, którzy już wiele przeżyli.

***

Nowy miesiąc przyniósł pierwsze przymrozki, a niektórym także wczesne rozczarowanie jesienią. Miała być piękna, mienić się kolorami, szybować na pajęczych niciach i kryć się z herbatą pod kocem, tymczasem brakowało wolnej chwili, by pozbierać kasztany, zobaczyć, jak płoną bukowe lasy. Jabłka nie smakowały jak w dzieciństwie i straciły zapach, brakowało też człowieka, z którym można byłoby zaszyć się pod ciepłym pledem.

Dziewczyna siedziała na progu, tuląc się do Samotności.

- Może chcesz, bym sobie poszła? - spytała Samotność, lecz Dziewczyna pokręciła głową.

- Nie, bo kto mi wtedy zostanie? - odparła.

Kot przyglądał się im w milczeniu.

Zrozumiał, że Samotność daje jeszcze nadzieję, wypełnia pustkę, jest tęsknotą za drugim człowiekiem. Nie wiedział jednak, czy przypadkiem nie zajmuje komuś miejsca. Będzie musiał porozmawiać o tym z Wiedźmą.

***

Koci plan

Za oknem siąpił deszcz. Wiedźma i Kot grzali się przy ogniu. Kot indywidualnie, jak zawsze, Wiedźma tym razem z Gościem. Dym pełzł przez komin, kładł się leniwie ponad domem, przeciskał pomiędzy kroplami. Słowa wałęsały się po izbie, czasem zahaczając o kocie uszy, czasem zawisały na suszących się u powały ziołach i kołysały się miarowo. Szeleściły, zrzucały pokruszone płatki, opadały kurzem na włosy. Ześlizgiwały się po nich do ust innych niż te, które je wydały na świat, stwarzając tym samym pozory porozumienia.

Wiedźma dorzuciła do ognia. Dym zbłądził, zajrzał do wnętrza domu, splótł się ze słowami i zazdrośnie odegnał je od ust. Obsiadł je, Wiedźma zakaszlała, a słowa umościły się tymczasem w kubku z piwem. Gość mówił, Wiedźma słuchała.

- Kiedy nadejdzie jesień, rozpalimy ognie... Kiedy zimą zasiądę, by prząść... Gdy mój syn dorośnie, zrobię wszystko, by mieszkał nieopodal... Gdy dokończę tę pracę, zmienię dom, wybuduję większy, przestronniejszy... Bo wtedy będzie mnie więcej ludzi odwiedzać... I wyjadę. Chcę poznać to, co się kryje za rzeką, ktoś tam był, podobno mają tam słodkie owoce. Kiedy uda mi się ich skosztować...

Kot prychnął i ułożył się wygodniej. Wiedźma słuchała.

- Gdy wrócę w rodzinne strony... Kiedy powiem wreszcie tym ludziom, co myślę... Wiosną, kiedy wykarczuję las za domem... Gdy ktoś bogaty złoży u mnie zamówienie... Kiedy napiszę słowa pieśni...

Słowa splatały myśli w plany. Wiedźma kręciła się niespokojnie, Kot leżał niewzruszony.

Wiedźma dręczyła się, że nie mówi, co będzie kiedyś, gdy, jeśli, jesienią czy latem. Nie planuje. Zatem nie myśli? Jest zbyt prosta? Brakuje jej wyobraźni? Ambicji?

Po wyjściu Gościa rozważała, czy nie lepiej jednak byłoby tę pieśń zaśpiewać tutaj, teraz, w deszczowy czas, bo dzień jest ku temu idealny, aby układać jej treść. Ale Gość przecież mówił, że "kiedyś". Może nie można niczego robić pochopnie? Trzeba się przygotować, rozważyć, zaprojektować w najdrobniejszych szczegółach. Może powinna mieć rozpisany w grubej księdze plan na najbliższe lata, a za jej okładkę wsunięty testament?

- Kocie, a co ty zamierzasz zrobić w tym życiu? - zapytała Wiedźma.

- Umrzeć - odparł Kot.

***

Nauczyciele

Dziś święto tych, którzy ciężko pracują w szkołach. Czy jest ktoś taki z twoich szkolnych lat, kto szczególnie zapadł ci w pamięć? - zapytał Kot.

Wiedźma odkurzyła wspomnienia. Przed oczyma pojawiła jej się twarz profesora, który posiadł wyjątkową wiedzę w wąskiej dziedzinie, za to obce mu były tajemnice tego, co tak ludzkie: przyjaźni i miłości. Uśmiechnęła się do cienia nauczycielki, która sadzała uczniów w szafach, aby nie mogli zaglądać do zeszytów sąsiadów. I do profesorki, która nagradzała wysokimi notami tych, którzy potrafili przygotować ściągę, jakiej jeszcze nie miała w swojej kolekcji. Pomyślała o nauczycielu, który nie żałował czasu na dysputy, wiedząc, że to, co potrzebne, uczniowie i tak wyczytają z ksiąg. Wspomniała swojego mistrza, który nigdy nie pytał, czy ktoś pracuje, wierząc, że tak właśnie jest. Nikt z jego uczniów nie chciał zawieść tego zaufania.

- Najlepiej pamiętam tych, którzy pokazali mi, jak łamać schematy. Dali mi odwagę, by mówić to, co wiem, i pytać o to, czego nie pojmuję. I pozwolili zrozumieć, że nadmiar wiedzy jest równie niebezpieczny, jak jej brak - odpowiedziała, myśląc, że przecież każdy z nas jest dla kogoś nauczycielem. Może jej też należą się dziś kwiaty?

***

Umieranie jest bardzo absorbujące

Wiedźma miała wrażenie, że wraz z nadejściem jesiennych dni przybyło w ogrodzie pajęczych sieci. Wszelkie próby poszukiwania śliwek, nabrzmiałych sokami gruszek czy porzeczek, skrytych poza zasięgiem oczu i pamięci, skutkowały wyplątywaniem się z lepkich nici i tłumaczeniem pająkom, że w gęstwinie włosów wcale nie jest tak przytulnie, jak mogłoby się im zdawać.

- Wiedźma zbiera owoce, pewnie będzie piekła ciasta. A co ty będziesz robiła tej jesieni? - spytał Kot Starą Kobietę, która okutana włóczkową chustą, czule gładziła wciąż jeszcze drzemiące astry.

- Będę umierała - odparła z uśmiechem. - Tak jak robiłam to zimą, podczas długich wiosennych dni i latem, przytłoczona upałem i hałasem wywołanym przez ludzi przekonanych o tym, że cały świat musi wiedzieć, iż oni odpoczywają.

- I tylko tyle? - Kot był wyraźnie rozczarowany.

- Aż tyle! - zaoponowała Stara Kobieta. - Umieranie jest bardzo absorbujące. Żegnając się z życiem, dobrze jest czerpać zeń pełnymi garściami - przypomniała, a Kot pożegnał się w myślach z drożdżowymi placuszkami.

Nikt nie robił tak pysznych jak Stara Kobieta, ale ona pewnie popędzi dziś na próbę chóru, spotkanie Klubu Przyjaciół Aniołów albo też zebranie Włóczykijów.

Odkąd zaczęła świadomie umierać, na nic nie miała czasu, i zarazem miała go na wszystko.

***

Zacznij od siebie

Co się z tobą ostatnio dzieje? Przycięłaś włosy, wyrzuciłaś wreszcie tę okropną szarą suknię. Częściej się uśmiechasz, spotykasz ze znajomymi, jak widzę, nagle masz czas i na pracę, i rozrywki, a przy tym jesteś o wiele milsza dla ludzi - dziwiła się Przyjaciółka.

Wiedźma się uśmiechnęła.

- Zmieniam świat - odpowiedziała.

Kot mruknął z uznaniem, dumny z Wiedźmy. Wreszcie zrozumiała, że aby cokolwiek zmienić, zacząć trzeba od siebie.

***

Wiedźma sięgnęła do kufra po ciepły pled. Przytulił się do jej ramion i pleców, szeptał, by zasiąść w fotelu, ogrzać stopy w cieple kominka. Kubek z gorącym sokiem z malin kusił zapachem. Wiedźma westchnęła z radością.

Gość chrząknął zniecierpliwiony.

- Wyglądasz, jakbyś cieszyła się na jesień, a przecież przyszła w tym roku za wcześnie! Jeszcze kilka dni temu wieczory były upalne, a tu nagle, bez ostrzeżenia, wypełzły skądś zimno i wilgoć!

- Dlaczego sądzisz, że jesień się pospieszyła? Plony z pól zebrane, dożynki za nami, jabłonie sypią owocami - wszystko jest na swoim miejscu.

- Ale do równonocy jeszcze tyle czasu!

Wiedźma sięgnęła po śliwkę.

- Ludzie wymyślili sobie, że życie musi toczyć się zgodnie z kalendarzem, a świat powinien być przewidywalny. Tymczasem wiosna tego roku była wczesna, drzewa szybciej zmęczyły się zielenią i zaczynają zrzucać liście. Lato było gorące, ziemi potrzeba już chłodu. Gdybyśmy potrafili akceptować to, że wszystko dzieje się w najlepszym ku temu momencie, uniknęlibyśmy tak wielu rozczarowań.

***

Praktyczne aspekty zakochania się jesienią

Postanowiłam się zakochać - oznajmiła Wiedźma.

- Teraz? Jesienią? Ludzie zakochują się na wiosnę! - oburzył się Kot.

- Wiosną jest niepraktycznie. Jest mnóstwo pracy w ogrodzie, dni są coraz dłuższe, cieplejsze, więcej jest okazji do podróży i spotkań ze znajomymi... A jesienią dobrze jest się do kogoś przytulić. Co wieczór marznę sama pod kocem - tłumaczyła cierpliwie Wiedźma.

- A kto ci zabrania spać pod pierzyną?

- Jeśli wyjmę pierzynę z kufra, to stracę motywację, by szukać miłości - roześmiała się Wiedźma, a Kot stwierdził, że bycie człowiekiem musi być bardzo trudne.

***

Przekroczyć próg swojego świata

Wiedźma ogrzała dłonie nad kubkiem z lipowym naparem, szczelniej otuliła się szalem. Zziębnięte stopy wsunęła mocniej w kapcie, odłożyła pióro i z przerażeniem pomyślała o tym, że musi wyjść do ogrodu.

- Skoro w domu jest tak zimno, to jak musi być na zewnątrz - szepnęła do siebie i nacisnęła klamkę.

Owiało ją ciepłe powietrze i zapach ostatnich dni lata. Słońce rozsiadło się na wiedźmich ramionach i zsunęło z nich wełniany szal. Dłonie Wiedźmy spoczęły na płatkach kwiatów i tajały pod ich dotykiem.

Wiedźma roześmiała się głośno. Raz jeszcze miejsce, które miało chronić przed zimnem, okazało się tym, które broni dostępu ciepłu. Wiedźma przysiadła na ganku i rozmyślała o tym, jak często tkwimy w swym małym świecie w okowach chłodu, podczas gdy wystarczy zebrać się na odwagę i przekroczyć próg.

***

Czymże jest samotność

Samotność jest wtedy, gdy nie mamy z kim dzielić radości z sukcesów dziecka - westchnęła Matka i spojrzała czule na Syna.

- To ucieczka przed samym sobą, w której nikt ci nie towarzyszy - rzekł Znajomy, pogryzając ciasteczko.

- Czymże jest samotność... To brak wiary, że ktoś podzieli z tobą miłość do świata - dumał Gość.

- Samotność to szukanie miłości - szepnęła nieśmiało Dziewczyna.

- Zaiste, bardzo jesteście samotni - roześmiała się Stara Kobieta. - Samotność zaczyna się wówczas, gdy zamiast poświęcić czas innym ludziom, marnuje się go na szukanie definicji słowa - orzekła, a Kot zachichotał pod stołem.

***

Bezsilność

Zniknij mi z oczu, nie mogę cię znieść! Nienawidzę cię! Nienawidzę! - Krzyk niósł się po Osadzie, mącąc wieczorną ciszę.

Usłyszawszy go, Wiedźma westchnęła.

- Jak często krzycząc: "Nienawidzę cię!", powinniśmy raczej zawołać: "Nienawidzę własnej bezsilności!" - powiedziała do samej siebie i poszła przeprosić Kota.

***

Wiedźma i Kot zapatrzyli się w kryształowo czystą toń jeziora. Zdawało się, że jest zupełnie pozbawione wody, że tylko słońce igra z drobinkami powietrza, tworząc przedziwną iluzję ponad obłymi kamieniami, gęstwiną wodorostów i rybami, które raczej szybowały, niż płynęły.

- Trudno uwierzyć, że to w ogóle jest woda - szepnęła zachwycona Wiedźma, a Kot dodał po chwili milczenia:

- Wam, ludziom, łatwiej dostrzec wodę, gdy jest mętna, szara, zbrukana. To, co kryształowo czyste, budzi waszą nieufność, podejrzewacie, że tak naprawdę nie istnieje, jest tylko omamem.

- Podobnie jak dobro w ludziach - westchnęła Wiedźma.

***

Coś mnie w kościach łamie... I pogoda fatalna. - Znajoma strząsnęła krople wody z płaszcza.

- To prawda. - Gość pokiwał głową i przybrał smutny wyraz twarzy. - Pracy mam dużo, nie wiem, do czego się brać, do wieczora nie skończę - stwierdził i rozsiadł się wygodniej w fotelu.

- Muszę wyhaftować nową suknię, a przy tak zachmurzonym niebie to niemożliwe, wzrok doszczętnie zepsuję. - Sąsiadka skrzywiła się i sięgnęła po kawałek ciasta. Musiała sobie poprawić nastrój.

Wiedźma pomyślała, że przy takich gościach też powinna zatroszczyć się o dobre samopoczucie.

- Właściwie mogłabym dołączyć do nich i powiedzieć, że to ciasto jest z zakalcem - szepnęła do Kota.

Trudno jej było zrozumieć, dlaczego ludzie tak chętnie opowiadają o swoich smutkach, problemach oraz złym humorze, a nie wspominają o radościach, sukcesach i chwilach szczęścia.

***

Nie zdecyduję się na kupno tego domu. Owszem, z większości okien rozpościera się przepiękny widok, zachwyca mnie dolina, przecięta bystrą rzeką, spływającą wprost ze wzgórz. Ale ten pokój... Widać z niego tylko skały! Gdy otworzę okiennicę, będę mógł ich dotknąć! - Znajomy był wyraźnie rozczarowany.

- Dom wybudowano tak, aby chroniła go kamienna ściana. Podoba ci się, pomijając ten jeden pokój. A przecież od ciebie zależy, czy to w nim będziesz spędzać większość czasu - powiedziała z przekonaniem Wiedźma i dołożyła Znajomemu kawałek orzechowego ciasta. Szukając doskonałości, czasem trzeba zaakceptować fakt, że to, co za nią weźmiemy, będzie miało wady - dodała, odprowadzając wzrokiem Anioła w podartych skarpetkach wędrującego na spacer ze Smokiem.

***

Zna ją dopiero dwa miesiące, a już myśli o ślubie? - Opowieść o matrymonialnych planach Znajomego wyraźnie zdziwiła Gościa.

- Jeśli poczeka dwa lata, może zacznie myśleć o rozstaniu, a tak przynajmniej nacieszy się małżeństwem - stwierdziła Stara Kobieta i puściła oko do Kota.

***

Mądrzy ludzie powiadają, że najbardziej lubimy piosenki, które już znamy, i podobnie rzecz ma się z tą książką. Moc czułych słów. Zapiski Wiedźmy to historie opowiadające o tym, co nam bliskie, o problemach, marzeniach, tęsknotach, sprawach błahych i tych fundamentalnych, które każdy z nas zna z własnego doświadczenia, z rodzinnych przekazów, zwierzeń znajomych. Samotność, miłość, gniew, rozczarowanie, strach, troska o tych, których kochamy, rozpacz po utracie bliskiej istoty są częścią życia każdego człowieka. Wielu z nas mierzy się z problemami swoich dzieci, małych i dorastających, z chorobami, z trudem godzi się ze zmarszczkami i starzeniem, a przy tym pragnie odnaleźć swoje miejsce w świecie. Najlepiej takie, w którym można się zatrzymać choćby na chwilę, wypić kubek dobrej kawy i zwierzyć się komuś z radości i smutków.

Takim miejscem stał się świat Wiedźmy. Pełnym spokoju, wyrozumiałości, akceptacji dla słabości i odmienności. Jego mieszkańcy, nawet jeśli nie zawsze potrafią pojąć cudze rozterki, zadają pytania, na które my wszyscy szukamy odpowiedzi, i zawsze są to odpowiedzi właściwe, choć nie zawsze proste i oczywiste. Takie, które pomagają porządkować życie, a niekiedy zobaczyć je z zupełnie innej, nieuświadomionej sobie dotąd perspektywy.

Te opowieści przypominają nieco obrazy tworzone prostą kreską, oszczędne w formie, lecz bogate w treści, które sami wybieramy spośród możliwych interpretacji. Często odczytywane są na różne sposoby i, co najważniejsze, każdy z tych sposobów jest dobry. Ich ascetyczna konstrukcja pomaga w budowaniu własnej wizji przedstawionego świata. Pobudza wyobraźnię, pozwalając swobodnie kreować postaci i ich otoczenie. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, są to historie niezwykle plastyczne.

Swoistą grą z Czytelnikiem jest także nienazywanie bohaterów imionami. Imiona często niosą ze sobą skojarzenia, te dobre i te złe, przez co determinują odbiór opowieści. Świat, w którym Kot jest Kotem, Przyjaciel Przyjacielem, Stara Kobieta Starą Kobietą, a milczący Anioł Aniołem, można wypełnić treścią odzwierciedlającą własne doświadczenia. Sąsiadka może mieć twarz uwielbianej pani spod szóstki albo nieprzyjemne oblicze tej z drugiego piętra, zależnie od tego, jak odbieramy czytaną opowiastkę. Dzięki temu Zapiski są wciąż żywe, a sposób ich odczytywania może zmieniać się zależnie od dnia, w którym po nie sięgamy.

Czytelnicy szukają w Zapiskach nie tylko odpowiedzi na ważne dla nich pytania czy pociechy w trudnych sytuacjach, ale przede wszystkim poczucia, że nie są sami z tym, co ich absorbuje. Otrzymują potwierdzenie, że każde z ich doświadczeń i każda z emocji są naturalne, nie ma w nich nic złego, mają prawo być tym, kim są, wątpić, czekać, kochać niewłaściwe osoby i wciąż mieć nadzieję, że wszystko się poukłada.

I to właśnie ona płynie z lektury tych opowieści: nadzieja. Nadzieja, że wszystkie trudności są przejściowe, że z każdym problemem możemy sobie poradzić. W tym zabieganym i niespokojnym świecie, który nas otacza, świecie, w którym nie jesteśmy pewni jutra, a wszechobecna agresja daje nam się we znaki, potrzebujemy bezpiecznej przystani. Znajdziecie ją w krainie Wiedźmy, zbudowanej z czułych i pełnych zrozumienia słów. We współczesnych baśniach tworzonych przez autorkę wespół z Czytelnikami.

Wyprawa po miłość, od której wszystko się zaczęło

Dzień był doskonały, aby wyruszyć po miłość. Wiedźma wiedziała, że jeśli naprawdę chce ją spotkać, to we wskazanym miejscu powinna znaleźć się na chwilę przed wschodem słońca, lecz jak zwykle nieco zbyt długo się ubierała, rozczesywała włosy, porządkowała dom. W końcu jeśli miała przyprowadzić tutaj miłość, musiało być czysto, nie wypadało jej też powitać w codziennej szarej sukni. Tuż przed zamknięciem drzwi chwyciła jeszcze ze stołu księgę i wrzuciła ją do sakwy. Wolała być przygotowana na wypadek, gdyby miłość się spóźniała.

Na razie spóźniała się Wiedźma. Dniało.

Gdy przybyła na miejsce, czekało tam już sporo osób. Z daleka zobaczyła, jak przestępują z nogi na nogę, wypatrują znaków na niebie i ziemi, przystają, by z kimś pogawędzić, po czym znów ruszają w nerwową włóczęgę wokół jarzębiny. Nikt nie odchodził daleko w obawie, że przegapi właściwy czas, i każdy wydeptywał ścieżki w promieniu kilku metrów, krocząc po nich tam i z powrotem.

Wiedźma nie miała ochoty do nich dołączyć. Siadła po drugiej stronie drogi, pomiędzy krzewami, gdzie skryła się przed wschodzącym słońcem, i zagłębiła w lekturze. Co pewien czas podnosiła wzrok, by ocenić sytuację, po czym wracała do księgi. Nie denerwowała się, nie szukała żadnych wskazówek. Wiedziała, że miłość nadejdzie. Gdyby miała nie przyjść, na pewno dałaby znać, aby ludzie nie czekali na nią na próżno.

Zgromadzeni stali w grupie, rozmawiali. Wiedźma tylko przez chwilę pomyślała się, czy nie byłoby jej lepiej z nimi, po czym umościła się wygodniej. Nie wróciła jednak do czytania. Przechodząca drogą Stara Kobieta siadła obok niej i zagaiła rozmowę. Mówiła o zmianach, które niesie czas, o tym, jak trudno jej zaakceptować świat, w którym się starzeje. Wiedźma poczuła, jakby Stara Kobieta wypowiadała głośno jej własne myśli, i zastanowiła się, czy przypadkiem, czekając na miłość, nie przegapiła faktu, że sama też jest już stara.

Ale oto podeszła do nich młodsza kobieta, tę pamiętała dobrze. Gdy była jeszcze małą dziewczynką, wspólnie bawiły się lalkami. Teraz przyszła tu ze swoim synem, wnukiem Starej Kobiety. Siadły razem, by wspólnie snuć opowieści o dawnych dniach i o dniu, który nadchodził. O oczekiwaniu. Przybyłe potwierdziły, że istotnie nie warto co chwilę spoglądać w niebo i sprawdzać, czy miłość nadchodzi. Czasem ma długą drogę do pokonania lub się spóźnia, tak po prostu.

Wiedźma nie miała poczucia, że miłość się spóźnia. Zyskała czas na rozmowę, a gdy dobiegła ona końca i kobiety odeszły, ciągnąc za sobą małomówne dziecko, miała jeszcze więcej czasu na to, by zaznajomić się z księgą. Czytała.

Nagłe poruszenie sprawiło, że oderwała oczy od słów. Miłość. Rząd ludzi czekających na swój przydział. Miłości małe, niedojrzałe jeszcze, objuczone podarkami wysypały się na drogę. Nie, nie podarkami. Wystarczyło uważnie się im przyjrzeć, by dostrzec, że każda z nich niosła ze sobą pokaźny bagaż, przeznaczony tylko dla niej. Nie dla człowieka, który czekał.

Ci, którym wpadły w ramiona ich wytęsknione i wyczekane miłości, odchodzili, nie oglądając się za siebie na innych, na tych, którym przed chwilą jeszcze spowiadali się ze swego życia, marzeń, nadziei, planów i lęku. Trzymając miłość w ramionach, uciekali do swych domów.

Wiedźma czekała. Jej miłość wyłoniła się ostatnia. Przykurzona, ale uśmiechnięta, radosna. Ufna. I od razu wysypała dary. Przeznaczone dla Wiedźmy.

- Ja niczego nie potrzebuję - rzekła. - Mam ciebie, zabierz mnie wreszcie do domu.

Na poboczu drogi także można doczekać się tego, co dla nas ważne. W cieniu odnajdą nas ludzie, dla których będziemy celem, a nie przystankiem w drodze. Znajdziemy tu czas, który będziemy mogli poświęcić sobie. A miłość? Przecież gdyby miała nie przyjść, uprzedziłaby nas o tym.