Moby Dick - Herman Melville

Kup ebooka

49.90 zł
41.42 zł (37,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

 

Oberża pod Wielorybnikiem

 

 

Po wejściu do przedsionka poczułem się jak na wiekowej łajbie. Na ścianie wisiał stary, mętny, pociemniały i zawilgocony obraz. Był niewyraźny, ale jak zmrużyło się oczy, można było dopatrzyć się na nim wieloryba atakującego jakiś statek podczas sztormu.

Oberża była ciemna, sufit niski, z krokwiami. Minąłem długi stół zastawiony szklanymi witrynami pełnymi zakurzonych antyków. Były tam też rozklekotane półki pełne starych butelek.

Kiedy wszedłem do środka, odszukałem oberżystę i powiedziałem mu, że potrzebuję pokoju. Odparł, że nie mają już wolnych miejsc, wszystkie łóżka są zajęte.

- Ale chwileczkę - rzekł nagle, stukając się w czoło. - Nie miałbyś nic przeciwko temu, żeby spać pod jednym przykryciem z pewnym harpunnikiem? Przecież marzy ci się wielorybnictwo, więc lepiej przyzwyczajaj się do takich rzeczy.

Odparłem, że nigdy nie lubiłem dzielić z nikim łóżka, ale w tak mroźną noc wolę zadowolić się połówką cudzej kołdry, byle chodziło o przyzwoitego człeka, niż błąkać się po obcym miasteczku.

 

 

- Tak też przypuszczałem. Dobrze więc, siadaj. Głodnyś? Zjesz kolację? Niedługo będzie gotowa.

Usiadłem z innymi gośćmi na drewnianej ławie i czekałem na posiłek.

Wreszcie wezwano nas do jadalni. Zimno w niej było jak na Islandii, w piecu nie płonął najmniejszy nawet ogień - oberżysta powiedział, że go na to nie stać. Jedyne oświetlenie zapewniały dwie łojowe świece. Pozapinaliśmy się wszyscy pod szyje i skostniałymi palcami podnieśliśmy do ust kubki z bardzo gorącą herbatą. Posiłek był syty: podano nie tylko mięso z ziemniakami, ale nawet pierożki. Wielkie nieba! Pierożki na kolację! Jeden młody człowiek w zielonym płaszczu zaczął je pochłaniać w doprawdy odpychający sposób.

- Panie - szepnąłem do oberżysty - to chyba nie jest ten harpunnik, prawda?

- O, nie - odparł tamten z szerokim, kpiącym uśmiechem. - Harpunnik nigdy nie jada pierożków. On żywi się wyłącznie stekami. Byle były krwiste.

- A gdzie on jest? - spytałem na to. - Gdzieś tutaj?

- Zjawi się niedługo - odparł oberżysta z cichym śmiechem.

Nic nie mogłem na to poradzić: zaczynałem nabierać podejrzliwości w stosunku do owego nieznanego mi jeszcze osobnika.

Nagle usłyszałem tupanie morskich buciorów dobiegające sprzed wejścia do oberży. Drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka wparowała dzika zgraja marynarzy opatulonych w kosmate płaszcze. Głowy mieli osłonięte znoszonymi wełnianymi czapkami, a brody zesztywniałe od sopelków lodu. Ale żaden z nich nie był moim harpunnikiem.

Nikt nie lubi dzielić się łóżkiem z kimś innym. Każdy podczas snu woli mieć prywatność. A gdy w dodatku chodzi o obcego człowieka, w obcej gospodzie, w obcym mieście, taki pomysł budzi jeszcze większy sprzeciw. Wreszcie zatem uznałem, że wolę spać na ławie.

Ława była jednak o dobre kilkanaście cali za wąska, poza tym było mi na niej bardzo zimno. Tak więc na powrót zmieniłem zdanie. Jeśli harpunnik nie będzie wyglądał nazbyt podejrzanie, przenocuję razem z nim. Zapytałem oberżystę, co to za jeden, na co odpowiedział, że ów harpunnik pochodzi z południowego Pacyfiku i może być nawet kanibalem!

- To musi być niebezpieczny człek - rzekłem nieufnie, lecz oberżysta wzruszył ramionami.

- Grunt, że płaci na czas. - Po czym dodał, że robi się późno i żebym lepiej kładł się spać. A harpunnik wróci później.

Weszliśmy na górę, gdzie pokazał mi mały pokoik z dużym łożem. Powiedział, żebym się rozgościł, po czym wyszedł. Rozejrzałem się i w jednym kącie na podłodze zobaczyłem leżący hamak, a obok niego płócienną sakwę z odzieniem mojego współlokatora. Na półeczce nad kominkiem leżała torebka z haczykami z rybiej ości, obok zaś stał wysoki harpun. Zobaczyłem też coś, co wyglądało mi na płaszcz przeciwdeszczowy. Robiło się już późno, a ja byłem przemarznięty do cna, toteż wszedłem do łóżka i zdmuchnąłem świecę.

Nie spałem dobrze. Po pewnym czasie usłyszałem kroki na korytarzu i drzwi się otworzyły. To był on! Nieznajomy wszedł do pokoju ze świecą w dłoni i nawet nie spoglądając na łóżko, postawił ją na podłodze.

Odwrócił się - co za widok! Cała jego twarz była pokryta tatuażami. Zdjął cylinder i zobaczyłem, że jest łysy, nie licząc małego koczka zakręconego na samym czubku głowy. Ściągnął koszulę - ramiona także miał całe w tatuażach. Ogarnęła mnie ochota, żeby czmychnąć za drzwi, a choćby nawet przez okno!

Obcy odłożył kilka drobiazgów - nie wiem, co to było - po czym zgasił świeczkę i wskoczył do łóżka. Krzyknąłem. Nie mogłem się powstrzymać! Tamten wyciągnął rękę, zdumiony moją obecnością. Przetoczyłem się pod ścianę i poprosiłem go - kimkolwiek był - żeby się uspokoił, a ja tymczasem wstanę i na powrót zapalę lampę.

- Ktoś ty? - zapytał nieznajomy. - Mów albo zginiesz!

Krzyknąłem po oberżystę, a gdy ten zjawił się ze światłem, wyskoczyłem z łóżka i podbiegłem do niego.

- Spokojnie - rzekł z szerokim uśmiechem. - Przy Queequegu włos ci z głowy nie spadnie.

- Kładź się z powrotem - rzekł Queequeg, kiwając na mnie ręką. Teraz nagle wydał mi się łagodny i życzliwy. Stałem przez chwilę, przyglądając mu się. Pomimo tatuaży wyglądał na czystego i urodziwego człeka.

"I o co ja się tak gorączkowałem? - pomyślałem. - Przecież to tak samo ludzka istota jak ja. I ma tyle samo powodów, żeby się mnie lękać, ile ja, żeby bać się jego".

Queequeg przetoczył się na bok, jakby chcąc powiedzieć, że nawet mnie nie dotknie.

- Dobranoc - rzekłem wreszcie do oberżysty. - Może już pan iść.

Po czym położyłem się do łóżka i spałem jak nigdy w życiu.

 

 

 

Patchworkowa narzuta

 

 

Gdy obudziłem następnego ranka, odkryłem, że Queequeg przerzucił nade mną ramię w nader czuły i kochający sposób. Patchworkowa narzuta na łóżku była uszyta z wielu dziwnych, różnobarwnych kwadracików i trójkątów, podobnie jego opaloną rękę pokrywała plątanina tatuaży - wyglądała wypisz wymaluj jak kolejny fragment narzuty. Z trudem mogłem je od siebie odróżnić - tak doskonale stapiały się ich odcienie. Jedynie po ciężarze i nacisku mogłem poznać, że to Queequeg mnie obejmuje.

Chciałem odsunąć jego ramię, on jednak, wciąż przez sen, nadal tulił mnie mocno, jakby mogła nas rozdzielić tylko śmierć. Spróbowałem go zatem obudzić - "Queequeg!" - lecz odpowiedzią było chrapnięcie. Wreszcie po długim wierceniu się cofnął ramię, otrząsnął się cały niczym owczarek nowofundlandzki, który właśnie wyskoczył z wody, usiadł na łóżku i wpatrzył się we mnie. Potarł oczy, jakby nie pamiętał, skąd się tam wziąłem. Na koniec oświadczył, że jeśli nie mam nic przeciwko temu, odzieje się pierwszy i zostawi pokój do mojej dyspozycji, żebym też mógł się ubrać. Pomyślałem sobie, że ten Queequeg to bardzo życzliwy i uważający osobnik.

 

 

Ubrałem się szybko i zszedłem do głównej sali. Oberżysta solidnie się uśmiał z moich nocnych strachów. Pomieszczenie było teraz zapełnione gośćmi. Niemal wszyscy pracowali na statkach wielorybniczych. Pierwsi oficerowie i drudzy, i trzeci, i cieśle okrętowi, i kowale, i harpunnicy. Ogorzała to była i krzepka kompania.

- Ahoj, śniadanie! - zawołał oberżysta, otwierając gwałtownie drzwi do jadalni. Przeszliśmy do niej na posiłek.

Queequeg zasiadał u szczytu stołu. Nie chciał ani kawy, ani gorących bułeczek. Jadł tylko steki, usmażone na krwisto.

Po śniadaniu wyszedłem na spacer.

 

 

 

Moby Dick

Ilustrowana Klasyka Literatury

 

Kid Classics Moby Dick: The Illustrated Just-for-Kids Edition

Polish language copyright ? 2022 by Grupa Wydawnicza FILIA

Original English language edition: Copyright ? 2022 Whalen Book Works LLC

Published by arrangement with Whalen Book Works LLC,

An Imprint of Cider Mill Press

c/o Simon & Schuster Children's Publishing Division.

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

 

Wydanie pierwsze, Poznań 2022

 

Autor: Herman Melville

Opracowanie: Margaret McGuire Novak

Ilustracje: Ma?té Schmitt

 

Tłumaczenie: Agnieszka Walulik

Redaktor prowadząca: Natalia Szenrok-Brożyńska

Redakcja: Natalia Słomińska

Korekta: Aleksandra Deskur, Małgorzata Kuśnierz

Skład i łamanie: Monolitera Piotr Przepiórkowski

Druk: EDICA

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

"DARKHART"

Dariusz Nowacki

darkhart@wp.pl

 

eISBN: 978-83-8280-373-0

 

Wydawnictwo FRAJDA

Imprint Grupy Wydawniczej FILIA Sp. z o. o.

www.wydawnictwofrajda.pl

 

Grupa Wydawnicza FILIA Sp. z o. o.

ul. Franciszka Kleeberga 2

61-615 Poznań

www.wydawnictwofilia.pl

 

 

Spis treści

 

 

Okładka

Karta tytułowa

 

JAK TO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO

MIRAŻE

WOREK PODRÓŻNY

OBERŻA POD WIELORYBNIKIEM

PATCHWORKOWA NARZUTA

KAPLICA

NAJLEPSZY DRUH

OPOWIEŚĆ QUEEQUEGA

TACZKA

ZUPA

STATEK

JEGO ZNAK

PROROK

NA POKŁAD

WESOŁYCH ŚWIĄT

RYCERZE I GIERMKOWIE

AHAB

PIRAMIDA

BOCIANIE GNIAZDO

SPARDEK

ZACHÓD SŁOŃCA

MOBY DICK

BIEL WIELORYBA

SŁUCHAJCIE!

MAPY MORSKIE

WYTWÓRCY MAT

PIERWSZE WODOWANIE

ŁÓDŹ I ZAŁOGA AHABA. FEDALLAH

WIDMOWE ROZBRYZGI

"ALBATROS"

SPOTKANIE

KAŁAMARNICA

STUBB ZABIJA WIELORYBA

KOLACJA STUBBA

KOC

HISTORIA "JEROBOAMA"

STUBB I FLASK ZABIJAJĄ WALENIA I ODBYWAJĄ NAD NIM ROZMOWĘ

BARYŁKI I WIADRA

WIELKA ARMADA

LAMPA

DUBLON

RĘKA I NOGA

POMIARY SZKIELETU WIELORYBA

AHAB I CIEŚLA

AHAB I STARBUCK W KABINIE

QUEEQUEG W TRUMNIE

PACYFIK

SPOTKANIE "PEQUODA" Z "KAWALEREM"

PRZEPOWIEDNIA

ŚWIECE

PÓŁNOC

IGŁA

KŁODA I LINA

BOJKA RATUNKOWA

SPOTKANIE "PEQUODA" Z "RACHELĄ"

KAPELUSZ

SPOTKANIE "PEQUODA" Z "RADOŚCIĄ"

SYMFONIA

POŚCIG - DZIEŃ PIERWSZY

POŚCIG - DZIEŃ DRUGI

POŚCIG - DZIEŃ TRZECI

EPILOG

O AUTORZE

O AUTORCE OPRACOWANIA

O ILUSTRATORCE

 

Wyklejka

Karta redakcyjna