Rozdział 4
Elle
Gdy w końcu docieram do swojego biura, jestem bardziej spóźniona niż zwykle. Przeglądając później maile w moim gabinecie i planując swój dzień, czuję się nadal otępiała i co rusz się zamyślam. Nico "Pogromca Kobiet" Hunter. Przed walką go nie znałam, ale tak go nazywano. Pamiętam, że obserwowałam, jak wchodzi do klatki i uśmiecha się łobuzersko do tłumu. Wszystkie kobiety zaczynały wtedy szaleć. Nie potrzebowałam dużo czasu, by się domyślić, skąd się wzięła ta nazwa. Pamiętam, że poczułam się jak rażona prądem, gdy zobaczyłam jego uśmiech. I nie zapominam, co ten uśmiech robił z moim ciałem.
Po tamtej walce prasa nie dawała mu spokoju. Od tego czasu nie był już więcej nazywany "Pogromcą Kobiet", lecz tylko "Pogromcą".
Bez namysłu wpisuję słowa do wyszukiwarki Google. Gdy na ekranie pojawiają się zdjęcia, widzę, że niczym się one nie różnią od obrazów z mojej głowy. Sędzia sportowy oznajmił, że tamten śmiertelny cios był przypadkowy, ale prasa i tak rozdmuchała całą sprawę. Po kilku tygodniach, gdy media zaczęły się już interesować innym skandalem, pojawił się artykuł mówiący o tym, że przeciwnik Nica cierpiał na nieznany uraz mózgu i tak naprawdę był chodzącą tykającą bombą. Mógł umrzeć w każdej chwili.
W końcu jestem w stanie odepchnąć od siebie myśli na temat Nica i po dwóch kubkach kawy zajmuję się pracą. Po południu dzwoni Regina i mówi, że w lobby czeka na mnie klient. Tak naprawdę nie miałam w kalendarzu żadnego spotkania o tej godzinie.
Idę do lobby. Uświadamiam sobie, że nie wyglądam zbyt wyjściowo. Moje gęste włosy w kolorze piaskowego blondu są zwinięte w kok na czubku głowy, który utrzymuje się dzięki ołówkom wsuniętym w niego w odpowiednich miejscach. Zatrzymuję się gwałtownie, gdy widzę, że to Nico wstaje z kanapy w poczekalni i odkłada na stolik jakiś magazyn.
Jestem zaskoczona jego pojawieniem się, ale mimo wszystko ten widok nie wydaje mi się dziwny, bo całą noc i większość poranka myślałam o nim. Wyprostowuję się i staram się, by moja twarz wyrażała wyłącznie profesjonalizm.
- Panie Hunter, czy byliśmy na dzisiaj umówieni? - Udaję, że mogło mi wylecieć z głowy to domniemane spotkanie, ale doskonale wiem, że nie mogłabym zapomnieć o niczym, co jest związane z tym mężczyzną, mimo że widziałam go tylko dwa razy w życiu.
W dwóch krokach zbliża się do mnie i znajduje się teraz o kilka centymetrów za blisko, naruszając moją przestrzeń osobistą. Jestem tego bardzo świadoma. Przewyższa mnie o przynajmniej dwadzieścia centymetrów, jeśli nie więcej.
- Mów mi Nico, proszę - mówi z uśmiechem. Nagle wydaje mi się, że w tym pomieszczeniu robi się jakoś ciaśniej. I cieplej.
Uśmiecham się do niego. I nie muszę udawać. To mój prawdziwy uśmiech. Cieszę się, że go widzę, i nie potrafię tego ukryć. Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest. Powinnam być przerażona tym, co mi się wczoraj przypomniało, ale z jakiegoś powodu tak się nie dzieje. Ciekawi mnie ten mężczyzna. Kiwam więc głową.
- Nico, w czym mogę ci pomóc?
Uśmiecha się do mnie łobuzersko kącikiem ust, przez co zaczynam myśleć, że jest facetem, który lubi się droczyć i bawić ludźmi. Ale wygląda przy tym cholernie seksownie. To naprawdę najseksowniejszy facet, jakiego w życiu widziałam.
- Przypomniałem sobie kilka rzeczy, o których mógłbym ci powiedzieć, a nie wspomniałem o tym wczoraj. Masz parę minut?
Przechylam głowę na bok i przyglądam mu się uważnie. Co w nim takiego jest, że nie uciekam od niego, chociaż czuję, że serce bije mi mocno?
- Jasne, chodźmy porozmawiać do mojego gabinetu.
Nico uśmiecha się zwycięsko. Ten uśmiech jest zaraźliwy. Odwzajemniam go, chociaż nawet nie jestem pewna, dlaczego się uśmiechamy. Idzie za mną korytarzem. Gdy będąc już w gabinecie, obracam się w jego stronę, widzę, jak patrzy na mój tyłek. Unosi głowę i spogląda mi prosto w oczy. Normalny człowiek powinien być zawstydzony tym, że został przyłapany, ale nie Nico. Uśmiecha się i wiem, że wcale nie czuje się zażenowany. Nie uważam tego za niestosowne czy złe. Co dziwne, podnieca mnie to.
Siadam za swoim biurkiem, a on najpierw patrzy na małe krzesło stojące po drugiej stronie biurka, a potem na mnie.
- Masz coś przeciwko, jeśli usiądziemy tam? - Wskazuje ręką na kanapę za nim, a do mnie dociera, że to krzesło jest za małe i zbyt delikatne dla osoby o jego gabarytach i on po prostu by się na nim nie zmieścił.
- Och, jasne. Przepraszam - mówię, śmiejąc się cicho. - Domyślam się, że to krzesło nie byłoby wygodne dla kogoś twoich rozmiarów.
Nico staje przy kanapie i czeka, aż usiądę pierwsza. Zajmuję miejsce na samym brzegu, spodziewając się, że on usiądzie na jej drugim końcu, by była między nami przestrzeń i byśmy mogli swobodnie rozmawiać. Biurko zazwyczaj zapewnia idealną odległość między mną a osobą, z którą się spotykam, by porozmawiać o interesach, ale na tej kanapie nie ma co nas od siebie oddzielać. Nico najwyraźniej ma gdzieś normy społeczne i siada tuż obok mnie, jednak nie na tyle blisko, byśmy się dotykali. Odległość jest mniej więcej taka, jakbyśmy siedzieli w teatrze.
Boże, jak w tym małym gabinecie zrobiło się gorąco. Dociera do mnie, że może nie powinnam była zamykać za nami drzwi. Podnoszę się i podchodzę do okna, by je otworzyć. Wracam na kanapę, a Nico obraca się twarzą w moją stronę. Jest tak blisko, że czuję nagłą potrzebę, by wyciągnąć rękę i go dotknąć. Obserwuje mnie i uśmiecha się delikatnie. Wstaję ponownie, biorę z biurka długopis i notes, a gdy wracam na kanapę, jego uśmiech jest jeszcze szerszy. Wygląda na rozbawionego. Chyba musiał zauważyć, że nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Bardzo się staram udawać, że on nie ma na mnie żadnego wpływu, co oczywiście jest nieprawdą.
- Nico, a więc o czym chciałeś mi powiedzieć? - Przykładam długopis do kartki, gotowa, by zacząć robić notatki, z głową pochyloną nad notatnikiem. W ten sposób nie będę musiała na niego patrzeć i nie stanę się ponownie niewolnicą jego spojrzenia.
Nico siedzi cicho i nic nie mówi. W końcu nie mam wyboru i unoszę wzrok, by sprawdzić, dlaczego się nie odzywa. Gdy zauważa, że na niego patrzę, posyła mi uśmiech. Też się do niego uśmiecham, chociaż jestem pewna, że zrobił to specjalnie.
- Zapomniałem wczoraj zaprosić cię na kolację.
- Na kolację? - Jestem zdezorientowana.
Nico uśmiecha się przebiegle, a ja nagle czuję potrzebę, by go pocałować. Co jest ze mną, do cholery, nie tak? Zawsze jestem spokojna, opanowana i poukładana. A teraz czuję się jak uczennica siedząca przy najfajniejszym chłopaku w szkole.
- Tak, na kolację. Bo jadasz kolację, prawda? - W jego głosie słychać rozbawienie. Droczy się ze mną.
- Hmm. - Waham się przez chwilę. - Nie mogę.
- Dlaczego nie? - pyta. Jego reakcja jest natychmiastowa.
Czuję się tak, jakbym zeznawała w sądzie i ktoś mnie przesłuchiwał.
- Bo to nie byłoby właściwe.
- Masz chłopaka?
- To nie do końca tak.
- No to dlaczego nie byłoby to właściwe? - Uśmiecha się krzywo. Zanim jeszcze coś doda, wiem już, że to, co powie, będzie flirtem. - Ja uważam, że to by było bardzo właściwe.
Wyraz jego twarzy sprawia, że też się uśmiecham. Nagle gubię się we własnych myślach. To do mnie bardzo niepodobne.
- To skomplikowane. - Te dwa słowa odstraszyłyby większość mężczyzn, ale najwyraźniej nie Nica Huntera.
- Okej, no to słucham. Pomogę rozwiązać ci problem, z powodu którego to jest takie skomplikowane, i wtedy będziemy mogli ruszyć dalej. - Opiera się wygodnie o kanapę i zakłada nogę na nogę, przygotowując się do wysłuchania historii. Czy on tak na poważnie?
- Cóż... Jesteś klientem Williama.
- A ty wcześniej powiedziałaś, że nie jesteście parą, prawda?
- Nie jesteśmy. - Jeśli mam być szczera, nie uważam Williama za swojego chłopaka. Posiadanie chłopaka wskazuje na to, że jest się w związku, a bycie w związku to coś więcej niż bycie przyjaciółmi i okazjonalne zaspokajanie swoich potrzeb. Jednak moja odpowiedź nie jest w pełni zgodna z prawdą. - To znaczy... nie tak naprawdę.
- Okej - odpowiada. Kładzie ręce na swoich kolanach i pochyla się. - A więc gdzie tu są jakieś komplikacje? - Patrzy mi prosto w oczy, a po chwili kontynuuje: - W tym, że "nie tak naprawdę"?
Rumienię się. Szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czy on rozumie, o co chodzi, czy tylko tak mu się wydaje.
- Tak. - Patrzę mu w oczy i robię wszystko, by mimo zawstydzenia nie opuścić wzroku.
Nico mi się przygląda. Na pewno zauważył moje zawstydzenie. Emanuje ono ze mnie z pełną mocą, mimo że staram się zachowywać jak typowa ja, czyli być opanowana, spokojna, poukładana. Chyba jednak nie potrafię ukryć przed nim tego, co czuję. On na to nie pozwoli, a ja nie mam pojęcia, dlaczego pozwalam mu mieć nad sobą taką kontrolę. Nie umiem się opanować przy tym mężczyźnie i z tego powodu czuję się niepewnie.
- Pozwól mi zabrać cię na kolację. To tylko kolacja. Będę się zachowywał doskonale, jak dżentelmen. Słowo skauta. - Podnosi rękę i pokazuje w geście trzy palce.
Marszczę brwi.
- Czy ty w ogóle kiedykolwiek należałeś do skautów? - pytam.
- Tak - odpowiada, chociaż brzmi to mało przekonująco. Mrużąc oczy, przyglądam mu się z niedowierzaniem, przez co niewyraźniej dociera do niego, że mu nie wierzę. - Dobra, byłem tylko przez jeden dzień. Mój brat i ja wdaliśmy się w bójkę i wyrzucono nas stamtąd na drugim spotkaniu. Ale i tak się liczy. Byłem skautem.
Uśmiecham się, rozbawiona tym tłumaczeniem. Jestem też zaskoczona szczerością jego słów.
- Dlaczego?
- Co dlaczego? - Na jego twarzy widać zdezorientowanie.
- Dlaczego chcesz iść ze mną na kolację?
Nico powoli obrzuca mnie spojrzeniem od góry do dołu. Wcale się z tym nie kryje. Uśmiecha się chłopięco, a jednocześnie seksownie, a następnie mówi:
- Poza tym, że wyglądasz wspaniale? Bo to jest oczywiste.
Rumienię się, ale postanawiam tego nie komentować. Dobry negocjator wie, kiedy zachować milczenie i pozwolić przeciwnikowi wypełnić ciszę, nawet jeśli byłoby to dla niego trudne.
- Jesteś mądra i pewna siebie, a ludzie w twoim otoczeniu najwyraźniej cię uwielbiają. - Milknie i patrzy na mnie. Widzę, że rozważa, czy ma kontynuować, czy nie. - A gdy patrzę w twoje oczy, dostrzegam delikatny błysk światła...
Znowu przerywa na chwilę. Patrzę na niego wyczekująco.
- I przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny myślałem wyłącznie o nim i o tym, czy uda mi się ten delikatny błysk rozpalić, aż stanie się płomieniem.
Jasna. Cholera. Spoglądam na niego przez dłuższą chwilę. Kręci mi się w głowie, ale już wiem, jaka będzie moja decyzja, chociaż nic jeszcze nie powiedziałam. Wstaję i daję tym sposobem niemy znak, że nasza rozmowa dobiega już końca. Nico też się podnosi i dołącza do mnie, czekając niecierpliwie na odpowiedź.
- Okej.
Uśmiecha się, co dodaje mu chłopięcego uroku. Nie mogę oderwać od niego wzroku.
- Okej? - powtarza. Myślę, że chyba go naprawdę zaskoczyłam.
Odpowiadam uśmiechem i unoszę brew, udając zaskoczenie tym, że kwestionuje moją odpowiedź.
- Piątek o siódmej. Daj mi swój adres. Przyjadę po ciebie - oznajmia.
- Zazwyczaj pracuję do siódmej. Przyjedź po mnie do biura.
I właśnie w ten oto sposób umówiłam się na kolację z Nikiem "Pogromcą Kobiet" Hunterem.