1. Filary zdrowia i młodości, czyli z jakich zabiegów korzysta moja żona
Zanim przejdziemy do rozważań na temat tego, czym jest medycyna estetyczna oraz opisu konkretnych metod i zabiegów, pragnę oddać głos mojej żonie - Kamili Wasiluk, z którą od lat tworzymy dobry związek, zarówno życiowy, jak i biznesowy. Podczas gdy ja rozwijam działalność zawodową w obszarze medycyny estetycznej i prowadzę blog na ten temat, Kamila robi to samo w dziedzinie ortodoncji, a dodatkowo działa w mediach jako mama ortodonta. Wykonuję Kamili wiele różnych zabiegów medycyny estetycznej, bardzo starannie dobranych do jej realnych potrzeb. Dlatego z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że niezależnie od tego, że z natury jest piękną kobietą, to różne terapie, którym się poddaje w naszej klinice, doskonale jej urodę zachowują i pielęgnują. Poprosiłem ją, aby opowiedziała o tym, jaka jest jej filozofia dbania o zdrowie i młody wygląd.
KAMILA WASILUK
Chodzenie do gabinetu medycyny estetycznej stanie się niedługo równie powszechne jak chodzenie do fryzjera czy na manicure lub pedicure. Jednak obecnie większość kobiet nie chce się przyznać, że korzysta z zabiegów medycyny estetycznej. Inne natomiast boją się ich, bo są przekonane, że wiąże się z nimi sztuczny wygląd albo bardzo duża inwazyjność. Jestem żoną lekarza medycyny estetycznej, dlatego mam łatwy dostęp do zabiegów, wykonuję je regularnie, więc na własnym przykładzie chciałabym pokazać, jak naprawdę działa medycyna estetyczna i że dzięki niej można wyglądać młodo i naturalnie. Wszystko zależy od tego, na jakie zabiegi się decydujemy i jak często z nich korzystamy oraz jakie kompetencje ma osoba je wykonująca. Jednocześnie trzeba pamiętać, że same zabiegi nie zagwarantują nam młodości i urody, bo - jakkolwiek banalnie to zabrzmi - główne filary zdrowia i ładnego wyglądu to przede wszystkim szeroko pojęty zdrowy styl życia. Dlatego opowiem wam, jak dbam o siebie w sposób holistyczny, a nie tylko poprzez stosowanie różnych metod medycyny estetycznej.
A/ Work-life balans i zarządzanie stresem
Work-life balans to mój sposób na dobre życie - trochę pracy, trochę odpoczynku, regularność trybu życia, wysypianie się, unikanie używek (nie piję alkoholu, nie palę papierosów) i dobre zarządzanie stresem, który bardzo negatywnie wpływa na zdrowie i urodę. Mój mąż zaobserwował, że kobiety, które żyją w chronicznym stresie, szybciej się starzeją, a zabiegi medycyny estetycznej są u nich zdecydowanie mniej skuteczne. Mam w życiu dużo wyzwań, wiem też, że nie da się uniknąć stresu, dlatego rozwijam umiejętności radzenia sobie z nim. Najlepszym na to sposobem jest pozytywne myślenie i świadome tworzenie harmonii w życiu, w którym jest miejsce i na osiąganie sukcesów w życiu zawodowym, i na spędzanie czasu z rodziną, i na pielęgnowanie własnych zainteresowań.
B/ Ruch i kontakt z naturą
Aktywność fizyczna jest niezbędnym składnikiem zdrowia i dobrego wyglądu. Chociaż nie uprawiam sportów wyczynowych, nie chodzę na siłownię ani na zajęcia fitness, ruch (chociaż nieregularny i o średnim natężeniu) jest częścią mojego życia. Dużo spaceruje i jeżdżę na rowerze. Wolę aktywność w lesie niż w zamkniętym pomieszczeniu, bo oprócz samego ruchu istotny jest dla mnie również kontakt z naturą. W utrzymaniu dobrej formy pomaga mi też pielęgnowanie mojego ogrodu - przesadzam kwiatki, koszę trawę i wykonuję różne niezbędne prace, aby wyglądał pięknie.
C/ Dieta i utrzymywanie stałej wagi
Wiadomo, że to, co jemy, działa na nasz organizm. Jednak oprócz konkretnych produktów odżywczych dla urody ważne jest też utrzymywanie stałej wagi. Jej wahania źle wpływają na kondycję skóry. Rozciągają się wtedy więzadła i skóra, mięśnie się przemieszczają, zmienia się układ twarzy i kształt ciała. Nadprogramowe kilogramy nas po prostu postarzają. Jedynymi okresami w moim życiu, gdy waga mi się mocno zmieniła, były ciąże, co jest akurat normalne. Aktualnie ważę tyle samo co dziesięć lat temu.
W moim przypadku utrzymanie wagi jest najbardziej istotne ze względu na zdrowie, gdyż jestem genetycznie obciążona insulinoopornością. Moi rodzice chorują na cukrzycę typu II, większość rodziny ma problem z nadwagą lub otyłością. Nie da się precyzyjnie określić, w jakim stopniu na pojawienie się cukrzycy wpływają geny, a w jakim inne czynniki środowiskowe, bo jest ona w tej chwili chorobą cywilizacyjną. Jednak skoro wiem, że w mojej rodzinie istnieje taki problem, to przynajmniej mogę zadbać o to, co zależy ode mnie, czyli o dobre nawyki żywieniowe i zdrowy styl życia.
Przede wszystkim staram się, aby moja dieta była niskowęglowodanowa. W praktyce oznacza to, że jem dużo kasz i warzyw. Nabiał ograniczam tylko do serów i jajek. Mięsa jem niewiele, szczególnie odkąd w ostatnich latach tak bardzo straciło na wartości. Rzadko sięgam po owoce, ponieważ mają bardzo dużo cukru, a ja go unikam. Poza tym po prostu za nimi nie przepadam. Nie piję też napojów słodzonych, bo cukier w żadnej postaci nie służy urodzie. Oczywiście nie jestem ortodoksyjna i zdarzają mi się małe odstępstwa od reguł, ale zasadniczo słucham swojego ciała, a ono podpowiada mi doskonale, po jakiego rodzaju posiłkach czuję się i wyglądam najlepiej.
D/ Codzienne dbanie o urodę
Nie wierzę w moc superdrogich kosmetyków. Nawet gdy raz na jakiś czas ulegnę chęci posiadania kremu czy fluidu wysokiej jakości, to potem, po ich zastosowaniu, nie widzę, żeby różniły się od tego, czego używam na co dzień.
Znam kobiety, które mają do każdej części twarzy inny kosmetyk. Ja wyznaję zasadę, że mniej znaczy więcej. Podstawową funkcją kremu jest to, żeby delikatnie natłuszczał skórę i jej nie podrażniał. Skóra z wiekiem robi się przesuszona i to jest największy problem, a także jedna z przyczyn jej szybszego starzenia się. Jednak nie oznacza to, że trzeba ją intensywnie nawilżać kremami. Przeciwnie, skóra najczęściej potrzebuje natłuszczania, bo wody w organizmie mamy pod dostatkiem. Trzeba jedynie poprzez natłuszczenie sprawić, by nie odparowywała ona zbyt szybko. Ja co prawda mam skórę z natury mieszaną, więc omija mnie szkodliwy proces przesuszania jej, ale i tak używam kremów bardziej natłuszczających niż nawilżających. Od dwudziestu lat mam też ulubiony krem pod oczy - wazelinę. To właśnie ona, zwykła wazelina, którą smaruję skórę pod oczami, sprawiła, że nie mam w ogóle zmarszczek w tej okolicy.
Ponieważ na co dzień się maluję, a w dodatku używam dużo kolorowych kosmetyków, ważnym rytuałem pielęgnacyjnym jest dla mnie dokładne zmywanie makijażu. Jednak nie stosuję do tego żadnych płynów micelarnych, tylko żel do mycia twarzy. Mam świadomość, że makijaż nie sprzyja młodości, co może być zaskakującą informacją dla wielu osób. Wiem również, że kosmetyki do makijażu podrażniają skórę i że to one są jedną z przyczyn moich przebarwień. Co prawda w moim przypadku są one dość łatwe i szybkie do usunięcia (wystarczy kilka zabiegów z użyciem lasera), bo są bardzo płytkie, dlatego mimo wszystko wybieram makijaż, nawet ze świadomością, że dla mojej skóry nie jest to rozwiązanie idealne.
Ze względu na ciemną karnację i skłonność do przebarwień (bo nie są one jedynie kwestią stosowania kosmetyków do makijażu) od marca do września staram się używać kremów z filtrami. Jednak okazuje się, że one też podrażniają skórę. Z jednej strony chronią przed promieniowaniem UV, ale z drugiej, zawarte w nich filtry (na ogół chemiczne) nie są obojętne dla skóry. Przez wiele lat myślałam, że kosmetyki z filtrami chronią mnie przed przebarwieniami. Jednak najnowsze badania pokazują, że chronią one przed chorobami skóry, ale przebarwienia i tak mogą powstać, bo decyduje o tym nie tylko promieniowanie UV, ale także całe spektrum fal słonecznych, jakie dociera do Ziemi, także światło widzialne.
E/ Ogólny stan zdrowia
Jestem zwolenniczką holistycznego podejścia do życia, dotyczy to również mojej pracy, bo z jednej strony jestem ortodontką, czyli mam bardzo konkretną specjalizację, a z drugiej uświadamiam ludziom, że np. wady zgryzu nie są defektem wyłącznie krzywo ustawionych zębów, ale są ściśle powiązane z szeroko pojętym stylem życia, np. ze sposobem żywienia i oddychania małych dzieci. Pisałam o tym dużo w swojej książce - Zdrowe zęby. Opowieść o pięknym uśmiechu. Tak samo młodość i uroda są powiązane z ogólnym stanem zdrowia, dlatego warto regularnie robić badania kontrolne. W moim przypadku jest to np. morfologia, cytologia raz sprawdzanie stanu zębów. Przegapione i nieleczone ogniska zapalne w zębach mogą prowadzić do poważnych problemów ogólnoustrojowych.
F/ Zabiegi medycyny estetycznej
Wspólnie z mężem prowadzimy klinikę L'experta (mój mąż część związaną z medycyną estetyczną, ja ze stomatologią i ortodoncją), dzięki temu mam zabiegi medycyny estetycznej na wyciągnięcie ręki. Nie oznacza to, że robię je bardzo często, bo mój grafik zawodowo-rodzinny jest mocno wypełniony. Jednak patrząc wstecz na ostatnie dziesięć lat, widzę, że udało mi się uporać z wieloma urodowymi problemami.
Zabiegi na twarz
Na pewno na sposób starzenia się ma wpływ genetyka, bo to od niej zależy np. kształt twarzy. Objawy starzenia szybciej widać na twarzach pociągłych. Ja mam twarz okrągłą, a w dodatku z dobrą podbudową kostną, mocnymi mięśniami i grubą skórą, co bardzo sprzyja zachowaniu młodego wyglądu. Jednak mimo dobrych genów, starzenie się jest nieubłagalne, nie da się zatrzymać procesów fizjologicznych, jakie zachodzą w organizmie. Dlatego korzystam z zabiegów anti-ageing, głównie z urządzeń i metod regenerujących, czyli takich, które zmuszają moje tkanki do odbudowy. To jest główny kierunek, w jakim zmierza mój mąż w medycynie estetycznej - zamiast wstrzykiwania różnych preparatów, które i tak po kilku miesiącach się wchłoną, preferuje stymulowanie własnych komórek skóry do stałej aktywności - tak, aby wciąż były młode i sprawne.
Jeśli chodzi o konkrety, to dwa razy w roku poddaję się zabiegowi z użyciem lasera frakcyjnego ablacyjnego, który gruntownie odświeża moją skórę. Raz w roku robię też serię sześciu-ośmiu zabiegów laserem frakcyjnym nieablacyjnym. Jest to słaby laser w porównaniu do wcześniej wspomnianego lasera frakcyjnego ablacyjnego. Wystarczy zresztą zobaczyć na częstotliwość zabiegów - jeden zabieg laserem frakcyjnym ablacyjnym daje tyle samo co cała seria zabiegów laserem nieablacyjnym. Dlatego dla kogoś, kto musiałby specjalnie przyjeżdżać co tydzień na takie zabiegi, jest to mało opłacalne rozwiązanie. Jednak ja mam ten laser na miejscu, a plusem tych zabiegów jest dodatkowo fakt, że nie wymagają one żadnej rekonwalescencji. Natomiast moim ulubionym zabiegiem jest RF mikroigłowa (stosuję ją dwa-cztery razy w roku), która pobudza fibroblasty do wydajniejszej pracy.
Zabiegi z użyciem wyżej wymienionych urządzeń powodują, że moja skóra pozostaje w dobrej kondycji, jest pobudzona do naturalnej produkcji kolagenu i nie wymaga wielu działań preparatami wypełniającymi. Z preparatów wypełniających miałam tylko raz podany biostymulator objętościowy Ellanse w policzki i dolinę łez. Prawdopodobnie niedługo przyjdzie czas na więcej zabiegów z użyciem Ellanse, bo urządzenia i stymulowanie własnych komórek mogą już nie wystarczyć. Co prawda nie opadają mi policzki, ale dostrzegam już "chomiki", które zaburzają owal mojej twarzy.
Mam tendencję do mocnego marszczenia się, dlatego od lat stosuję toksynę botulinową w czoło - na zmarszczki poprzeczne i na tzw. lwią zmarszczkę, ale tylko raz w roku i niedużo, bo okazało się, że przy standardowym zabiegu układ oczu mi się nieco zmieniał i trudno było mi się przyzwyczaić do innego wyglądu mojej twarzy. Jest to więc zabieg delikatny, nastawiony na to, aby problem marszczenia się nie powiększał. Oprócz wyżej wymienionych zabiegów, które wykonuje mi mój mąż, sama czasem robię sobie peelingi chemiczne.
Wspominałam już, że mam skłonność do przebarwień. Te pojawiające się na bieżąco usuwam raz w roku kilkoma (dwoma-trzema) zabiegami laserowymi. W przeszłości jednak borykałam się z melasmą. Jest to bardzo uporczywe przebarwienie o podłożu hormonalnym, które trudno trwale usunąć. Pojawiło się ono u mnie po trzeciej ciąży. Miałam wtedy wykonaną serię zabiegów laserem bromkowo-miedziowym oraz laserem Q-Switch (około ośmiu zabiegów) i ten problem na szczęście nie powrócił.
Zabiegi na ciało
Trzy ciąże odcisnęły piętno na moim ciele. Nie oszukujmy się, nawet jeśli się nie ma problemu z powrotem do dawnej wagi, to pozostaje jeszcze kwestia jędrności skóry na brzuchu, która podczas ciąży jest rozciągana do granic możliwości. Wiele kobiet boryka się też dodatkowo z rozstępami. Właśnie tak było również w moim przypadku.
Po trzeciej ciąży przeszłam około osiem zabiegów RF mikroigłową na brzuch, które zredukowały rozstępy i napięły skórę brzucha. To ta sama metoda, która jest stosowana do odmładzania twarzy, ale na ujędrnianie brzucha i likwidację rozstępów ustawiane są zupełnie inne parametry - mocniejsze i bardziej inwazyjne. Na rozstępy miałam też podawany kwas l-polimlekowy. Nadal lubię raz na jakiś czas zaaplikować sobie RF mikroigłową na brzuch. Pomaga mi to zachować jędrność skóry w tym obszarze ciała. Po ciążach miałam też problem z żylakami i popękanymi naczynkami. Żylaki usuwałam zabiegiem chirurgicznym, a naczynka laserem.
Z zabiegów modelujących ciało w miesiącach wiosennych stosuję również Robolex. To urządzenie kosmetologiczne, które skutecznie poprawia napięcie skóry, modeluje sylwetkę, a także pomaga pozbyć się cellulitu i tłuszczu. Robolex łączy kilka technologii, zabieg polega na przesuwaniu po ciele specjalnej głowicy, która masuje, podgrzewa i pulsacyjnie zasysa skórę. Urządzenie to ma dodatkowo wbudowany laser biostymulacyjny. Zabiegi z jego użyciem trzeba wykonywać w serii, więc robię taką serię raz w roku - osiem powtórzeń, jeden-dwa razy w tygodniu. Po tym zabiegu czuję i widzę, że skóra na ciele staje się wygładzona i napięta.
Ostatnio wypróbowywałam też nową technologię modelowania ciała - EMFIT, która wykorzystuje pole magnetyczne o bardzo dużym natężeniu. To urządzenie wymusza pracę mięśni, jest w sam raz dla osób, które nie chodzą na siłownię, a chciałyby mieć ładnie wymodelowanie mięśnie, czyli takich jak ja. Zastosowałam EMFIT na uda i pośladki, ale można tą metodą także "ćwiczyć" brzuch.
Jednym z pierwszych zabiegów, które wykonałam kompleksowo na ciało, była depilacja. Zbędnego owłosienia na nogach i pod pachami (a miałam bardzo mocne, ciemne włoski) pozbyłam się za pomocą fotodepilacji urządzeniem E-light. Nie jest to laser, ale połączenie światła IPL i prądu RF. Przeszłam sześć-siedem naświetleń, wykonywanych w różnych odstępach czasu. Wynika to z faktu, że włosy mają różne fazy wzrostu i robiąc zabieg dziś, nie zadziałamy na wszystkie włosy, bo część z nich jest uśpiona. Ważne, żeby zabieg był każdorazowo bardzo dokładnie zrobiony i aby osoba, która go wykonuje, naświetliła każdy centymetr skóry, inaczej nie wszystkie włosy będą unieszkodliwione. Zabiegi trwają więc długo, ale z perspektywy czasu cieszę się, że przeszłam ten proces, bo minęło kilkanaście lat, a ja nadal nie mam problemu z niechcianym owłosieniem. Czasem odrasta mi kilka pojedynczych włosów, wtedy je po prostu golę.
Wiem, że każdy z nas jest inny, ma inne problemy urodowe, a przez to potrzebuje innych terapii. Mam nadzieję, że mój przykład zachęci was do korzystania z zabiegów medycyny estetycznej, bo sądzę, że każdy potrzebuje dobrze się czuć w swoim ciele, więc warto korzystać z wszelkich dostępnych metod, by to osiągnąć.