1
YGGDRASILL - DRZEWO ŚWIATA
W północnych krainach lato jest krótkie, a zima długa i mroźna. Życie jest nieustanną walką z bezlitosnymi siłami natury: z chłodem i mrokiem, z zimowymi śniegami i lodem, z przeszywającym wiatrem, z nagą skałą, na której nie wyrośnie nic zielonego, z grozą ciemnych gór i głębokich parowów zamieszkanych przez wilki.
Ludzie żyjący tam w zaraniu dziejów musieli być silni i wytrzymali, aby w ogóle przetrwać. Byli oraczami, ale i wojownikami, którzy walczyli z wilkami i jeszcze dzikszymi od nich ludźmi przybywającymi z gór lub morskich cieśnin i fiordów, aby palić ich domy, rabować dobytek i żywność, a często także porywać im żony i córki.
Nawet jeśli nie musieli walczyć z dzikimi zwierzętami lub jeszcze dzikszymi ludźmi, same żywioły zdawały się olbrzymami wytaczającymi przeciwko nim oręż wiatru, mrozu i śniegu. Był to okrutny świat niemający wiele do zaoferowania, a jednak istniały w nim miłość i honor, odwaga i wytrwałość. Dokonywano tam wielkich czynów, a bardowie i skaldowie śpiewali o nich, by nie zaginęła pamięć o bohaterach.
I jak w pieśniach i gawędach wysławiano wielkie czyny ludzi, tak też snuto opowieści o bogach, o Asach, którzy w zaraniu dziejów z pewnością musieli staczać jeszcze sroższe bitwy z olbrzymami lodu, mrozu, śniegu i wody, teraz ledwie utrzymywanymi w ryzach.
Dawni Skandynawowie wierzyli, że na początku czasu nie było takiej Ziemi, jaką mamy teraz, a jedynie Ginnungagap, ziejącą otchłań. Snuły się w niej przedziwne mgły, które w końcu się rozeszły, pozostawiając jeszcze głębszą pustkę z Muspellsheimem, krainą ognia, na południu oraz Niflheimem, krainą mgły, na północy.
Na południowym krańcu świata siedział z ognistym mieczem w dłoni Surtr, demon ognia, czekając na dzień zagłady, aby powstać i zniszczyć zarówno bogów, jak ludzi.
W głębi Ginnungagapu tryskało źródło życia, Hvergelmir, z którego wypływały rzeki, okrutnym tchnieniem Północy skuwane w bryły lodu miażdżące wszystko na swej drodze.
Z upływem wieków bryły lodowe w tajemniczy sposób spiętrzyły się nad źródłem życia i powstał z nich Ymir, największy z olbrzymów, ojciec straszliwych lodowych gigantów i całego rodu olbrzymów.
Ymir ożył, a wraz z nim pojawiła się cudowna krowa Audumla, której mlekiem się karmił. I niebawem lodowe ciało Ymira rozpadło się na drobne kawałki, a każdy z nich stał się olbrzymem szronu - ojcem wiedźm i czarowników, ogrów i trolli.
Audumla też potrzebowała pożywienia, więc lizała lód wokół siebie, czerpiąc stamtąd sól życia, która wypływała z Hvergelmiru.
Lizała lód pierwszego dnia, a wieczorem ukazały się spod niego włosy mężczyzny; lizała drugiego dnia i wieczorem wyłoniła się męska głowa, pod koniec zaś trzeciego dnia - cały mężczyzna.
Ten pierwszy z Asów zwał się Buri, był wysoki, silny i bardzo urodziwy. Miał syna imieniem Burr, który poślubił olbrzymkę Bestlę. Oni byli rodzicami Asa, który zasadził drzewo świata, Yggdrasill, i stworzył Ziemię.
Burr miał trzech synów: Odyna, Wilego i We, a największym i najszlachetniejszym z nich był Odyn, wszechojciec.
Walczyli z Ymirem, potężnym lodowym olbrzymem, i zabili go. Z jego ran wytrysnęła lodowata woda i zatopiła prawie wszystkich olbrzymów szronu z wyjątkiem jednego, zwanego Bergelmirem. Ten był bardzo mądry i zręczny, i dlatego Odyn go oszczędził.
Bergelmir bowiem zbudował sobie zadaszoną łódź, po czym schronił się w niej z żoną oraz dziećmi, dzięki czemu uszli cało z powodzi.
Odyn zaś i jego bracia zepchnęli martwego Ymira w otchłań Ginnungagapu i z jego ciała stworzyli świat, w którym żyjemy. Jego lodowata krew utworzyła morze i rzeki, ciało suchy ląd, kości zmieniły się w góry, a zęby stały się żwirem i kamieniami.
Odyn i jego dzieci opasali ziemię kręgiem morza, a drzewo świata, jesion Yggdrasill, wyrosło, aby utrzymać ją w miejscu, zacieniać swymi potężnymi konarami i podtrzymywać niebo, będące niebieskim jak lód sklepieniem czaszki Ymira.
Zebrali skry tryskające z Muspellsheimu i zrobili z nich gwiazdy. Z królestwa Surtra, demona ognia, przynieśli roztopione złoto i odlali z niego wspaniały rydwan słońca. Ciągnęły go rumaki wcześnie się budzące i mocarne, a powoziła nim jasna panna Sol. Przed nią mknął świetlisty chłopiec Mani, prowadząc księżycowy rydwan zaprzężony w rumaki najszybsze.
Słońce i księżyc biegną szybko, nigdy nie odpoczywając. Nie odważą się zatrzymać ani na chwilę, albowiem są ścigane przez dwa rozjuszone wilki, dyszące żądzą pożarcia swych ofiar - co nastąpi w dniu ostatniej wielkiej bitwy, ragnaröku. Te dwa wilki są dziećmi zła, gdyż ich matką była niegodziwa wiedźma mieszkająca w żelaznym borze ze swym mężem olbrzymem, któremu rodziła wilkołaki i trolle.
Gdy Odyn wprawił w ruch gwiazdy i oświetlił Ziemię Słońcem i Księżycem, znów zwrócił się ku nowemu światu, który stworzył. Olbrzymi i inne stwory zła już spiskowały przeciw niemu, wziął więc jeszcze trochę kości Ymira i odgrodził się ścianą gór od ziemi olbrzymów, Jotunheimu. Potem zwrócił się ku krainie, którą stworzył dla ludzi i nazwał Śródziemiem, czyli Midgardem, i zaczął ją użyźniać i upiększać.
Z kędzierzawych włosów Ymira zrobił drzewa, z jego brwi - trawę i kwiaty, uformował też chmury, aby płynęły po niebie i skrapiały ziemię łagodnym deszczem.
A potem, tworząc rodzaj ludzki, wszechojciec Odyn zaniósł na brzeg morza drzewo jesionu i wiązu, po czym zrobił z nich Aska i Emblę, pierwszego mężczyznę i pierwszą kobietę. Tchnął w nich dusze, jego brat Wili obdarzył ich zdolnością myślenia i czucia, a We dał im dar mowy, słuchu i wzroku.
Potomstwo tych dwojga zaludniło Midgard, lecz zapanowały wśród nich grzech i smutek, albowiem olbrzymi i inne niegodziwe twory przybierali człowieczą postać i zawierali związki małżeńskie z ludźmi, wbrew wszystkiemu, co czynił Odyn.
Karły również przyłożyły do tego rękę, gdyż nauczyły ludzi kochać złoto i potęgę, jaką daje bogactwo. Te niewielkie istoty żyły w Niflheimie, krainie mgieł, w wielkich podziemnych pieczarach. Powstały z ciała martwego Ymira, a Asowie nadali im ludzką postać, lecz obdarzyli znacznie większą biegłością w dziedzinie sztuk i rzemiosł związanych z obróbką żelaza, złota i drogich kamieni.
Owe karły, których władcą był Durin, wytwarzały pierścienie, miecze oraz bezcenne skarby i wydobywały z ziemi złoto na użytek Asów.
Po ukończeniu Midgardu mądry Odyn jął tworzyć dla siebie potężną i piękną krainę, Asgard, wysoko w koronie Yggdrasillu, drzewa świata. Pierwszy jego pałac, cały z lśniącego złota, nazywał się Gladsheim, miejsce radości, i w nim to zasiadł na tronie Odyn z piękną królową Frigg u boku.
Razem wznieśli pałace dla wielkich bogów i bogiń, jakimi były ich dzieci, które miały wkrótce odegrać role w długiej walce przeciwko mocom zła: dla Thora gromowładnego i jego żony, złotowłosej Sif; dla dzielnego i rwącego się do boju młodego Tyra, strażnika bogów; dla bystrego Baldra, najpiękniejszego z Asów, i jego żony, słodkiej Nanny; dla Bragiego i Idunn, zakochanych w muzyce i młodości; dla Ullra łucznika i Widara milczącego oraz dla wielu innych.
Otaczały Asgard wysokie mury z wieżami, domy i pałace, a pośrodku leżała jasna równina Idy, gdzie rozpościerały się cudowne ogrody przed pałacem Odyna, Gladsheimem.
Odyn i wszyscy Asowie codziennie przejeżdżali po moście Bifrost, widocznym jako tęcza dla ludzi na ziemi, i podążali do źródła Urd tryskającego spod jednego z korzeni jesionu Yggdrasillu - wszyscy z wyjątkiem potężnego Thora, który nie śmiał stanąć na tym delikatnym łuku w obawie, że załamie się pod jego ciężarem. Musiał więc podążać okrężną i trudną drogą przez góry, a olbrzymi pierzchali w popłochu, ilekroć go zobaczyli. Most Bifrost jaśniał na niebie, przed nim bowiem płonął wielki ogień, który nie pozwalał olbrzymom przejść po nim i dotrzeć do Asgardu.
W półmroku, u stóp drzewa świata zasiadali Asowie, radząc, jak pomagać rodzajowi ludzkiemu i jak toczyć długą wojnę z olbrzymami. To tam, pod jesionem, przy źródle, stał piękny dwór, w którym mieszkały trzy wieszcze siostry Norny: Urdr, Werdandi i Skuld, które wiedziały więcej niż nawet sam Odyn. Albowiem Urdr widziała wszystko, co zdarzyło się w przeszłości, przed Werdandi nie ukryło się nic, co się działo na którymkolwiek ze światów, Skuld zaś była najmądrzejsza, ponieważ widziała przyszłość - a tego nie potrafił nawet sam Odyn.
Później Norny często zjawiały się w chwili narodzin bohatera, aby snuć przędziwo jego losu oraz przekazać mu dobre i złe dary, które miały zaważyć na jego przyszłym życiu.
Mogły ukazać Odynowi bieg świata i to od nich, jak również dzięki własnej mądrości wiedział o ragnaröku, ostatniej wielkiej bitwie, która odbędzie się przy końcu świata, gdy Asowie i ich wrogowie, olbrzymi, będą toczyć aż do gorzkiego zwycięstwa wielki pojedynek dobra ze złem.
Norny opiekowały się również jesionem Yggdrasillem i codziennie podlewały jego największe korzenie wodą ze źródła Urd. Zło zaś nieustannie usiłowało zniszczyć drzewo świata: w Niflheimie, skąd wyrastał jeden jego korzeń, podły Nidhogg nieustannie go podgryzał, a węże oplatały i kąsały. Natomiast wyżej cztery jelonki biegały po gałęziach, skubiąc liście. Na czubku siedział mądry orzeł, przyglądając się temu, co się dzieje, a intrygantka Ratatosk, ruda wiewiórka, biegała w górę i w dół, krążąc między Nidhoggiem a orłem i roznosząc nowiny i plotki.
W środku tego przedziwnego i skomplikowanego świata siedział Odyn wszechojciec, niczym łagodny pająk na pajęczynie. Jego tron, zwany Hlidskjalfem, czyli Niebiańską Turnią, górował nad Asgardem i z niego Odyn spoglądał na świat, a dwa oswojone kruki, Huginn i Muninn, siedziały mu na ramionach. Im to zawdzięczał wiele ze swej wiedzy, gdyż codziennie rano podrywały się do lotu i okrążywszy cały świat, wracały wieczorem, opowiadając, co widziały - Huginn szybki jak myśl, a Muninn o niezrównanej pamięci.
Odyn patrzył przed siebie i widział knowania olbrzymów za wysokimi górami, w Jotunheimie. Spoglądał na Midgard i widział, jak ludzie trudzą się na polach, niemal nie myśląc o wojnie i bitewnej chwale. Czuł, że trzeba jeszcze coś zrobić, i to szybko, aby w dniu ostatniej wielkiej bitwy mogli stanąć u jego boku wojownicy zdolni do walki z olbrzymami.
Tak więc wezwał swego syna, Heimdalla, jasnego boga, zrodzonego w tajemniczy sposób o poranku czasu przez dziewięć matek, panien-fal z krańców świata. Ten bóg miał zęby ze szczerego złota i widział równie dobrze w dzień, jak w nocy. W rzeczywistości miał tak dobry wzrok, że dostrzegał rzeczy oddalone o sto mil, słuch zaś tak wyostrzony, że słyszał, jak trawa rośnie na ziemi, a wełna na grzbietach owiec. Odyn mianował Heimdalla strażnikiem bogów, kazał mu zamieszkać na skraju Asgardu, w pobliżu Bifrostu, oraz zawsze mieć przy sobie wielki róg Gjallar, aby zadąć weń w razie napaści olbrzymów na Asgard. Głos tego rogu był słyszalny we wszystkich dziewięciu światach.
- Heimdallu, mój synu - rzecze Odyn. - Udaj się do Midgardu, przyjmując taką postać, jaką uznasz za stosowną. Wejdź między mieszkających tam ludzi, którzy są dobrzy i prości, lecz wciąż nieodpowiedni do moich zamiarów. Wybierz spomiędzy nich najgodniejszych i swymi magicznymi mocami spraw, niech dadzą początek trzem stanom, aby w przyszłości człowiek rodził się z darami, jakie najlepiej może rozwinąć, i doskonale robił to, do czego został stworzony, a nie tak jak teraz umiał robić wiele rzeczy, lecz żadnej dobrze. Niechaj będą to kmiecie, rzemieślnicy i wodzowie - w odpowiedniej liczbie i każdy zrodzony do swych zadań - aby powstał potężny lud, z którego mógłbym powołać bohaterów Midgardu, mających stanąć u naszego boku w dniu ragnaröku.
Tak więc Heimdall przybrał postać krzepkiego wędrowca i przeszedł po moście Bifrost do Śródziemia. Raźnym krokiem maszerował zielonymi ścieżkami przez lasy i pola, aż wieczorem dotarł do jakiegoś domu.
Drzwi były uchylone, więc wszedł. Na palenisku płonął ogień, nad nim wisiał kociołek, a przy nim naprzeciw siebie siedzieli pan i pani tego domu: wieśniak Ai i jego żona Edda w czepku z własnoręcznie tkanego płótna.
- Witaj, nieznajomy - rzekli. - Powiedz nam, jak cię zwą, i rozgość się.
- Jestem Rig wędrowiec - odparł Heimdall i usiadł pośrodku, mając po jednej stronie gospodarza, a po drugiej gospodynię.
Wtedy Edda przełamała chleb, ciężki i przaśny, zmieszany z otrębami, który zwykle spożywali na kolację, po czym podała go gościowi wraz z rosołem z kociołka.
A gdy zapadła noc, Rig wędrowiec rzeczywiście się rozgościł. Położył się na środku legowiska, gdzie było najcieplej i najwygodniej, Ai i Edda zaś byli zmuszeni leżeć po jego bokach.
Trzy dni przebywał u nich ten dziwny gość, a potem ruszył w drogę, uśmiechając się do siebie.
Dziewięć miesięcy później Ai i Edda mieli syna imieniem Thrall. Wyrósł szybko na silnego i wytrzymałego mężczyznę o twardych dłoniach z grubymi palcami, szerokich barach, długich stopach i brzydkiej twarzy. Poślubił wędrowną dziewczynę o spalonych słońcem ramionach, która przyszła boso przez wrzosowiska, a ich dzieci stawiały płoty i orały ziemię, hodowały świnie, pasły stada kóz i wykopywały torf na opał. Ich synowie mieli takie imiona, jak Niezdara, Gbur i Prostak, a na córki wołano: Niezguła, Popiółka i Grubonoga.
Tymczasem Heimdall podążał dalej przez Midgard i następnego wieczoru przybył do innego domostwa. Drzwi nie były zaryglowane, więc śmiało wszedł do środka i ujrzał ogień płonący w palenisku oraz siedzącą przy nim parę zacnych ludzi, zajętych swoją robotą. Nazywali się Atti i Amma, byli porządnie ubrani i schludni - on miał przystrzyżoną brodę i przycięte włosy, a kobieta czysty fartuch i chustę na głowie.
- Witaj, nieznajomy - rzekli. - Powiedz nam, jak cię zwą, i rozgość się.
- Jestem Rig wędrowiec - odparł Heimdall i usiadł pośrodku, mając po jednej stronie gospodarza, a po drugiej gospodynię.
Wtedy Atti podał wieczerzę składającą się ze smacznej zupy i gotowanej cielęciny, a potem poprowadził gościa do jedynego posłania w ich domu. A Rig wędrowiec rzeczywiście się rozgościł. Położył się bowiem na środku posłania, mając z jednej strony gospodarza, a z drugiej gospodynię, aby go grzali.
Przez trzy noce gościł u Attiego i Ammy, a potem ruszył w drogę, uśmiechając się do siebie.
Dziewięć miesięcy później Attiemu i Ammie urodził się syn. Nazwano go Karlem rzemieślnikiem, i wyrósł na krzepkiego, wesołego mężczyznę o rumianych policzkach. Potrafił przyuczać woły do orki, budować domy, kuć żelazo, wyrabiać wozy i pługi. Gdy nadszedł czas, znaleziono mu żonę i oboje prowadzili wspólne gospodarstwo, uprawiali ziemię, tkali płótno i skrzętnie gromadzili oszczędności. Żyli w szczęściu, a ich synowie nosili imiona: Gospodarz, Rolnik, Kowal i Sąsiad, na ich córki zaś wołano: Gospodyni, Prządka, Dzieweczka i Dojarka.
Tymczasem Heimdall podążał dalej przez Midgard i następnego wieczoru dotarł do okazałego domu z drzwiami zwróconymi na południe. Ponieważ nie były zaryglowane, wszedł do środka, gdzie zastał dwoje ubranych w piękne szaty zacnych ludzi, którzy mówiąc do niego, patrzyli mu prosto w oczy, a dłonie mieli kształtne i białe, o długich palcach. On pracowicie skręcał cięciwę, aby założyć ją na łuk z konaru wiązu, i nazywał się Dziedzic, a ona Dziedziczka.
- Witaj, nieznajomy - rzekli. - Powiedz nam, jak cię zwą, i rozgość się.
- Jestem Rig wędrowiec - odpowiedział gość i usadowił się pośrodku, między gospodynią a gospodarzem.
Wtedy Dziedziczka rozpostarła na stole haftowany obrus z cienkiego płótna, położyła na nim bochny białego pszennego chleba, dobrze uwędzoną szynkę i pieczony drób na srebrnych półmiskach, postawiła wino w wysokim dzbanie i puchary o podstawkach ze srebra.
Po wieczerzy siedzieli, rozmawiając i popijając wino, aż nadeszła pora spoczynku. A wtedy Rig wędrowiec rzeczywiście się rozgościł, gdyż pierwszy wstał od stołu i legł na środku łoża, tak że Dziedzic i Dziedziczka musieli położyć się po jego bokach.
Trzy noce spędził u Dziedzica i Dziedziczki, a potem ruszył w drogę, uśmiechając się do siebie.
Dziewięć miesięcy później urodził się tam dziedzic rodu o jasnych włosach, różowych policzkach i orlich oczach. Nazwano go Jarl, a gdy dorósł, zręcznie napinał łuk, rzucał oszczepem, jeździł konno, władał mieczem i pływał.
Kiedy z młodzieńca miał się stać mężczyzną, Rig wędrowiec ponownie przybył z ciemnego lasu, aby nauczyć go innych umiejętności i wskazać mu jego miejsce na świecie.
- Jesteś panem ziem Udal - oznajmił mu - które po wsze czasy należeć będą do twych synów i synów twoich synów. Albowiem jestem jednym z Asów mieszkających w Asgardzie i uznaję cię za mego chrzestnego syna, nadając ci te włości i czyniąc władcą ludzi.
Potem Rig wędrowiec, który w Asgardzie był Heimdallem, jasnym bogiem, nauczył Jarla wielu mądrych rzeczy i powiódł ku wielkim przygodom w Myrkvidzie, mrocznym lesie, gdzie czaiły się trolle. Pokazał mu, jak wymachiwać mieczem, potrząsać tarczą i galopować w bój.
Jarl zgromadził wojowników i odebrał ziemie złym ludziom, którzy sprzymierzyli się z olbrzymami. Poślubił księżniczkę i ich syn został pierwszym królem Midgardu, królem Danii. Jako władca zebrał panów i wojowników, podbił okoliczne ziemie i zaprowadził na nich pokój.
A później wyprawił dla swych ludzi ucztę w wielkiej sali swego dworu i obdarował złotymi pierścieniami tych, co walczyli najdzielniej. Od tej pory nieustannie doskonalili umiejętność posługiwania się mieczem oraz jazdy na koniu i stawali do walki z każdym, kto próbował najechać ich ziemie lub czynić krzywdę ludowi. Jednakże król był nie tylko mężny, ale także mądry i znał niektóre tajemnice życia oraz zamiary Odyna.
Albowiem Heimdall powiedział synowi chrzestnemu o wielkiej wojnie Asów z olbrzymami i o ragnaröku. Wyjawił mu, że Odyn nakazał, aby wszystkich, którzy dzielnie walcząc, polegliby w boju, po śmierci sprowadzić do Asgardu, gdzie utworzą armię Asów do wielkiej bitwy w tym ostatnim dniu.
Bo gdy Heimdall wrócił do Asgardu, nim jeszcze urodził się Jarl wojownik, ujrzał w pobliżu pola jasności nowy pałac. Był to wielki dwór Odyna, Walhalla, o pięciuset czterdziestu bramach, przez które mogło wejść jednocześnie ośmiuset wojowników. Jego dach pokryto tarczami, a krokwiami były drzewce włóczni. Kolumną podtrzymującą środek dworu było potężne żywe drzewo; jego liśćmi żywiła się czarodziejska koza, Heidrun, dająca zamiast mleka wiecznie płynący strumień miodu, słodkiego napoju przeznaczonego dla bohaterów.
Kiedy bohaterowie byli już gotowi polec w boju, Odyn wysłał swe walkirie, aby wybrały najwaleczniejszych na tę niekończącą się ucztę. Owe walkirie, panny Odyna - a wśród z nich jego rodzone córy - były nieśmiertelnymi kobietami, pędzącymi z nim w chmurach, gdy wyruszał na łowy. Kiedy indziej zaś pod postacią łabędzi przelatywały nad światem, szukając najgodniejszych zasiadania w Walhalli. Czasem zstępowały na ziemię i zrzucały swe łabędzie szaty, by wykąpać się w ustronnych jeziorkach lub rzekach. Jeżeli wtedy ujrzał je jakiś mężczyzna i ukrył ich szaty, walkirie nie różniły się niczym od ziemskich kobiet, można było je uwodzić i poślubiać - o czym przekonali się niektórzy bohaterowie z Midgardu. Jednak każda walkiria, która poślubiła człowieka, stawała się zwykłą śmiertelniczką.
Czasem, kiedy Odyn wyruszał na łowy, zdarzały się dziwne rzeczy. Pewnej nocy, gdy rozpętała się burza i pioruny huczały nad górami, Olaf kowal, skulony nad paleniskiem swej kuźni w Haligolandzie, modlił się, by nie spotkało go nic złego.
Nagle posłyszał tętent kopyt końskich na skale i mocne uderzenia w drzwi.
Trzęsąc się, wstał i otworzył drzwi, w których stał potężny król w lśniącej czarnej zbroi, z długim mieczem u boku. Wiódł olbrzymiego rumaka, który prychał i rżał niecierpliwie, grzebiąc kopytem w ziemi i potrząsając grzywą.
- Otwieraj szybko, mistrzu kowalu! - wołał król. - Mój koń zgubił podkowę, a muszę jeszcze przebyć długą drogę przed nadejściem dnia.
- Dokąd podążasz, szlachetny panie, w takim pośpiechu i tak późną nocną porą? - spytał Olaf, prowadząc wierzchowca do kuźni i oglądając jego kopyto.
- Noc jest jasna, a ja nie mam czasu do stracenia - odparł król. - Muszę być w Norwegii, nim wzejdzie świt.
- Gdybyście mieli skrzydła, mógłbym uwierzyć waszym słowom - zaśmiał się kowal na ten, jak sądził, żart.
- Mój rumak jest szybszy od wiatru - posłyszał - i dotrze do Norwegii szybciej niż ptak. Jednak gwiazdy bledną, więc pospiesz się, mistrzu kowalu.
Drżącymi dłońmi wybrał Olaf największą podkowę i przymierzył ją do wspartego na swym kolanie końskiego kopyta. Wygięte żelazo było o wiele za małe, lecz gdy dotknęło kopyta, zaczęło rosnąć, aż osiągnęło odpowiednie rozmiary. W nabożnym podziwie kowal jął wbijać hacele i ze zdumieniem ujrzał, że zaginają się same bez jego pomocy.
- Dobrej nocy, kowalu Olafie! - zawołał król, wskoczywszy na grzbiet konia. - Dobrze podkułeś rumaka Odyna! A teraz do boju!
I gdy Olaf, klęcząc, odprowadzał go wzrokiem, Odyn z głową spowitą jasną poświatą pomknął w chmury - w których raz jeszcze przetoczyły się gromy jego łowów, gdy tak gnał na wielką bitwę, po której walkirie miały wybrać wielu bohaterów.
I tak w Walhalli przybywało dzielnych ludzi i wielkich wojowników, którzy co wieczór zasiadali przy biesiadnym stole. Miód lał się obficie, lecz nawet jeśli się mocno spili, żadnemu z nich rano nie dokuczał ból głowy. Z nadejściem dnia przywdziewali zbroje i wychodzili na pola Odyna, między złociste drzewa, i tam toczyli boje na śmierć i życie, lecz wieczorem ożywali i w najlepszej komitywie szli do Walhalli.
Kiedy walczyli, kucharz Andhrimnir zabijał ogromnego dzika, Sahrimnira, i gotował jego mięso w ogromnym kotle. A następnego rana Sahrimnir znów był żywy, więc można go było zabić i zjeść wieczorem.
Tedy bohaterowie, zasiadłszy przy biesiadnym stole, ucztowali, jedząc mięso dzika i obficie popijając je miodem, a skaldowie Asgardu śpiewali wzruszające pieśni o początku świata, o wojnie między Asami i olbrzymami, a być może o bitwie, która miała nadejść o świcie ostatniego dnia, ragnaröku.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki