Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian - Jerzy Strzelczyk


Reflow text when sidebars are open.
"Bóg mył się w łaźni i spocił się, otarł się wiechciem, i wyrzucił z niebios na ziemię. I spierał się szatan z Bogiem, komu z wiechcia stworzyć człowieka. I stworzył diabeł człowieka, a Bóg duszę w niego włożył".
Taki zwięzły wykład rzekomo pogańskiego słowiańskiego wierzenia o stworzeniu człowieka autor najstarszej ruskiej kroniki, Powieści minionych lat, z XII wieku, włożył w usta wołchwom (czarownikom) pogańskim spierającym się z chrześcijanami na tematy religijne. A Prokop z Cezarei, bystry obserwator i wpływowy uczestnik życia politycznego w Bizancjum czasów Justyniana Wielkiego (VI w.), w taki sposób przedstawił główny rys religii pogańskich Słowian, którzy od niedawna, ale tak dokuczliwie dawali się we znaki cesarstwu:
"Wierzą, że jeden z bogów, twórca błyskawicy, jest jedynym władcą wszystkiego, i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne; nie znają przeznaczenia ani nie sądzą, aby miało ono jakieś znaczenie dla człowieka, lecz ilekroć śmierć się zbliża - w chorobie lub na wojnie - przysięgają, że gdy jej unikną, zaraz złożą ofiarę bogu za ocalenie życia; uniknąwszy jej zaś, składają ofiary - jak obiecali - i sądzą, że w zamian kupili ocalenie".
Skromny wiejski pleban i autor znakomitej Kroniki Słowian Helmold z Bozowa w XII w. nie znał i nie mógł znać dzieła Prokopa z Cezarei, znał za to dobrze Słowian, choćby dlatego, że zamieszkiwali w znacznej większości jego parafię w Wagrii (obecnie wschodni Holsztyn). Opisawszy i wymieniwszy różne bóstwa czczone w znanej mu części Słowiańszczyzny połabskiej, dodał:
"Obok zaś wielokształtnej rzeszy bożków, którymi ożywiają pola i lasy lub przypisują im smutki i rozkosze, nie przeczą, że wierzą w jednego boga w niebie, rozkazującego pozostałym; ów najpotężniejszy troszczy się tylko o sprawy niebiańskie, inni zaś - pełniący w posłuszeństwie przydzielone im zadania - pochodzą z jego krwi i w tym każdy z nich jest znamienitszy, im bliższy jest owemu bogu bogów".
Nie znał Helmold i nie mógł znać Powieści minionych lat, ale w innym miejscu swej kroniki napisał:
"Wierzą bowiem (Słowianie), że losem pomyślnym kieruje dobry bóg, wrogim zaś - bóg zły. Dlatego to owego złego boga nazywają w swoim języku Diabłem, czyli Czernebogiem, to jest bogiem czarnym".
Gdybyśmy niniejszą książkę chcieli zatytułować krótko "Mitologia Słowian", niewiele byśmy mogli wyjść poza dopiero co przytoczone wzmianki źródłowe. Nie wiemy, czy nasi słowiańscy przodkowie w czasach przed przyjęciem chrześcijaństwa rozwinęli myślenie mitologiczne w sensie refleksji nad początkami świata (kosmogonia), bogów (teogonia) i ludów (etnogeneza). Niewiele na to wskazuje. Jeżeli zaś nawet tak było, to niemal nic nie przetrwało do czasów, gdy mogło zostać utrwalone na piśmie, a zatem także do dziś. Czy krótkie opowiadanie w najstarszej kronice ruskiej, które przed chwilą przytoczyliśmy, jest odbiciem kosmogonicznego mitu wschodnich Słowian czy jedynie jego karykaturą sporządzoną przez chrześcijańskiego mnicha-kronikarza pragnącego wyszydzić nienawistny mu świat wierzeń i wyobrażeń o świecie pogańskich mieszkańców jego kraju, trudno osądzić. Czy pozornie jednoznaczne i w jakiejś mierze potwierdzające się nawzajem wypowiedzi wschodniorzymskiego historyka i wagryjskiego proboszcza są w miarę wiernym odbiciem wierzeń ludów słowiańskich (jeżeli tak, byłoby to ogromnie cenne, jako że oba te świadectwa dzieli ponad sześćset lat, a dotyczą one dwóch oddalonych od siebie części świata słowiańskiego: grup atakujących w VI wieku bałkańskie prowincje cesarstwa bizantyjskiego [Prokop] oraz północno-zachodnich peryferii Słowiańszczyzny [Helmold]), czy też niezamierzonym i niezależnie od siebie dokonanym zniekształceniem wierzeń Słowian - próbą wtłoczenia ich, zharmonizowania z wiarą chrześcijańską (interpretatio christiana)? I ten problem jest w nauce historycznej bardzo dyskusyjny.
Co tu mówić o mitologii i kosmogonii, skoro nawet łatwiej na ogół uchwytny świat istot boskich i półboskich (demonicznych) dawnych Słowian znany jest bardzo słabo i wywołuje najróżnorodniejsze interpretacje! Uprzedzam: Tylko niewiele z zaciętych nieraz dyskusji naukowych będziemy mogli w niniejszym słowniku wspomnieć, inaczej groziłoby mu niebezpieczeństwo przeładowania warstwą interpretacyjną, co stoi w sprzeczności z założeniami i celami opracowań typu leksykalnego. Musimy i chcemy tego uniknąć. Skoro jednak według wszelkiego prawdopodobieństwa mitologii słowiańskiej we właściwym słowa tego znaczeniu albo niemal w ogóle nie było u Słowian, albo - co w praktyce na jedno wychodzi - zatonęła ona bezpowrotnie w morzu niepamięci, skoro nie potrafimy, bez obawy całkowitego rozejścia się z podstawą źródłową, przytoczyć ze świata słowiańskiego nic, co można by porównać z przebogatymi mitologiami antyku i starożytnego Wschodu czy Celtów bądź Germanów, co właściwie będzie treścią niniejszej książki?
Najogólniej rzecz ujmując: będzie nią "prawdziwa historia Nierzeczywistego", świata wyobrażeń naszych odległych słowiańskich przodków o istotach nadprzyrodzonych, przede wszystkim boskich i demonicznych, następnie - o początkach (najczęściej własnych) ludów i państw, wreszcie - różne, w sumie niezbyt liczne, postacie innego rodzaju, zjawiska i pojęcia, które z jako takim prawdopodobieństwem można związać (albo które dawniej, choćby błędnie, wiązano) z czasami przedchrześcijańskimi.
Najpierw o pierwszej z tych grup. Olimp słowiański znany jest, jak wspomniałem, słabo i w dodatku nierówno. Słabo, ponieważ w czasach, gdy był on żywy, Słowianie nie znali sztuki pisania, sami więc nie mogli utrwalić na piśmie obrazu swych wierzeń, obcych natomiast obserwatorów, których zresztą nie było zbyt wielu, wierzenia religijne odległych i barbarzyńskich Słowian niezbyt interesowały. Jeżeli zaś ten i ów, jak choćby już wspomniany Prokop z Cezarei, zainteresował się nawet tą intymną sferą wierzeń ludów słowiańskich, możliwości jej poznania i zrozumienia, choćby z czysto językowych względów, ale także ze względu na barierę cywilizacyjną, były ograniczone. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero w X-XI wieku, w miarę postępów chrystianizacji w Europie i aktywizacji obu głównych ówczesnych mocarstw chrześcijańskich (Bizancjum i Niemcy) na ich słowiańskim przedpolu. Nie przypadkiem niemal wszystko, co wiemy o pogaństwie słowiańskim, dotyczy dwóch odległych od siebie regionów Słowiańszczyzny: Rusi, pozostającej w kręgu politycznych i kościelnych oddziaływań cesarstwa wschodniego, i Słowiańszczyzny połabskiej, która poczynając od X wieku, stała się obiektem politycznej i kościelnej ekspansji państwa wschodniofrankijskiego (niemieckiego). Jeszcze pograniczne wobec Połabszczyzny Pomorze Zachodnie, które na początku XII wieku stało się celem ekspansji Polski i Niemiec, doczekało się - dzięki żywotopisarzom apostoła Pomorzan św. Ottona z Bambergu - bardzo interesujących relacji dotyczących odchodzącego w przeszłość pogaństwa, ale Polska, Czechy oraz - co bardziej zastanawiające ze względu na sąsiedztwo z Bizancjum - cała Słowiańszczyzna południowa (Bułgarzy, Serbowie, Chorwaci, Słoweńcy) są - jeżeli chodzi o naszą znajomość tamtejszych wierzeń pogańskich - przysłowiową białą plamą. Co prawda, także odnośnie do tych obszarów dysponujemy rozmaitymi "relacjami" i "świadectwami", ale są to niemal wyłącznie świadectwa późne, niewiarygodne, różnej jakości próby zapełnienia owej białej plamy przez erudytów średniowiecznych, a jeszcze bardziej nowożytnych. Na przykładach Kosmasa z Pragi (ten był jeszcze stosunkowo wczesny, początek XII w., ale należy do tej grupy świadectw) dla Czech, niemal współczesnego mu autora zwanego Popem Duklaninem dla Słowian południowych, Jana Długosza (XV w.) i późniejszych pisarzy dla Polski śledzić możemy tę twórczą działalność, pozbawioną na ogół realnych podstaw, ale ważną z punktu widzenia kształtowania się wyobrażeń współczesnych i późniejszych pokoleń o pogaństwie słowiańskim. Jeżeli jednak interesują nas nie tyle późniejsze domysły i wymysły, ile rzeczywiste pogańskie wyobrażenia naszych słowiańskich przodków, musimy sięgnąć do świadectw tych autorów, którzy mogli i chcieli, nawet jeśli w sposób niedoskonały i wyrywkowy, przedstawić je wtedy, kiedy jeszcze istniały, choćby w schyłkowej fazie, i przybierały formy nowe, również te zapożyczone z zewnątrz (np. z wierzeń chrześcijańskich). Najważniejsze z tych świadectw, które ciągle będą pojawiać się w hasłach niniejszego leksykonu, to kroniki Thietmara z Merseburga (pocz. XI w.), Adama z Bremy (II poł. XI w.), Helmolda z Bozowa (XII w.), żywoty św. Ottona z Bambergu (XII w.), kronika duńska Saksa Gramatyka (XII w.), anonimowa Saga o potomkach Knuta (Knýtlinga-saga) z XIII w., jeżeli zaś chodzi o Słowiańszczyznę wschodnią - drugi pod względem źródłowym uprzywilejowany region świata słowiańskiego - na czoło wysuwa się najstarsza kronika (latopis) ruska, zwana dawniej kroniką Nestora, a obecnie Powieścią minionych lat, oraz trudne do omówienia w tak lapidarny sposób, jak to jest możliwe w niniejszym wstępie, źródła innego rodzaju (tłumaczenia z języka greckiego, kazania, apokryfy, glosy). W dalszej części uwag wstępnych (s. 17 nn.) przedstawię krótko tych i innych autorów oraz dzieła, na których w decydującej mierze oparta jest niniejsza książka.
Obok bogów i bogiń słowiańskich, wokół których może i trwają niekończące się dyskusje uczonych, ale których autentyczność (to znaczy kwestia, czy rzeczywiście byli czczeni przez Słowian) oraz identyczność (to znaczy, czy w danym przypadku chodzi o różne bóstwa czy o różne imiona jednego) nie budzą zasadniczych wątpliwości, znalazły się w słowniku postacie bez wątpienia nieautentyczne, zaliczone do rzędu bóstw najprawdopodobniej przez nieporozumienie bądź ignorancję (jak zapewne tzw. bóstwa Długoszowe, ruski Usład, połabski Pripegala) albo - niekiedy trudno się przed takim wrażeniem uchronić! - w niezupełnie czystej wierze, jako świadoma mistyfikacja (Flins, Krodo, Püsterich, Pogwizd i tylu innych). Któż zresztą potrafi dziś rozszyfrować intencje i prześwietlić sumienia dawnych i nowszych autorów? Któż potrafi dociec krętych dróg ówczesnej uczoności, której nie wolno oceniać na podstawie kryteriów nam współczesnych, tak niby oczywistych, ale nieodpowiadających średniowiecznej czy wczesnonowożytnej teorii i praktyce?
Osobnym problemem, prawdziwą pułapką dla autorów podobnych opracowań jak niniejsze, jest świat istot półboskich, demonów. Ważne, wręcz nieodzowne w światopoglądzie pogańskim nie zostały, w przeciwieństwie do bogów "właściwych", "wyższego rzędu", wyparte od razu przez chrześcijaństwo, trwały przez wieki, przyjmując wpływy chrześcijaństwa, ale i same na nie oddziałując, zachowując w różnych regionach świata słowiańskiego zadziwiającą, obserwowaną przez etnografów XIX i XX wieku żywotność. Ignorowane na ogół przez autorów źródeł (przez kilka wieków byli nimi przecież niemal wyłącznie duchowni chrześcijańscy!), znane są z wyrywkowych i tendencyjnych przekazów późnośredniowiecznych, przede wszystkim zaś z relacji zbieranych z ust ludu przez ludoznawców XIX i XX w. Nic dziwnego, że po pierwsze - pole do dyskusji nad genezą poszczególnych wierzeń tego rodzaju jest ciągle otwarte i występują w nauce najróżnorodniejsze teorie, po wtóre zaś - że mamy do czynienia z materią bardzo "amorficzną", trudną do jednoznacznego określenia i opisania. Nie ma mowy, żeby w nielicznych hasłach słownika zawrzeć cały świat demonologii słowiańskiej, a nawet, by wybrane hasła w sposób "niewątpliwy" przedstawiały dane postacie czy ich grupy. Trzeba było zatem dokonać wyboru i nie cofać się przed koniecznymi rozstrzygnięciami, niepozbawionymi (jakżeby inaczej?) piętna subiektywizmu. Główne grupy istot demonicznych, jeśli tylko występują w świetle dostępnych materiałów (z niezastąpionym wielkim dziełem Kazimierza Moszyńskiego na czele) w dostatecznie wyrazistej i uchwytnej postaci, znalazły jednak, jak mniemam, miejsce w słowniku.
Co do drugiej grupy: Włączamy w zakres słownika postacie, które tradycja związała z kształtowaniem się ludów i państw słowiańskich. Kryterium doboru postaci nie da się zupełnie jasno określić. Nie oświetlają one, podobnie jak bogowie i demony, całej Słowiańszczyzny równomiernie, ale to już wina samej tradycji, która w pewnych regionach świata słowiańskiego rozwinęła się, z niezupełnie jasnych dla nas powodów, żywiej i bujniej, w innych natomiast słabiej bądź w ogóle. Niektóre z omówionych postaci, jak Czech (Bohemus), Lubosza i Przemysł dla Czech, Lech, Krak, Wanda, Popiel, Piast dla Polski, Kij oraz jego rodzeństwo i Ruryk dla Rusi, to postacie szeroko znane od wieków, które znalazły drogę do świadomości historycznej swych narodów, inne pozostały własnością pomysłowych erudytów próbujących - dla większej chwały swego narodu czy państwa - "uzupełnić", wzbogacić, uszlachetnić jego dzieje poprzez związanie ich z dziejami innych, bardziej znanych i starożytnych krajów, zwłaszcza (jak u nas mistrz Wincenty Kadłubek) starożytnych Grecji i Rzymu lub (jak u nas franciszkanin Dzierzwa) z dziejami Starego Testamentu. Nie zawsze wiadomo, dlaczego jedne postacie od razu cieszyły się popularnością i mało kto wątpił w ich historyczność, innym zaś nie udało się to, pozostały własnością ich twórców. Nie wyłączyliśmy postaci tego rodzaju, jak np. biblijnego Wandala, który ponoć miał być protoplastą Polaków, Deombrotusa wymyślonego przez Filipa Kallimacha pod koniec XV w. czy rzekomych gockich protoplastów Słowian południowych, którzy zabłądzili na karty latopisu Popa Duklanina. Uwzględniliśmy nie tylko Lestków (Leszków) polskich, wprowadzonych do tradycji przez Kadłubka, a później (także w XVI w.) jeszcze bardziej rozmnożonych, lecz również dwudziestu synów jednego z nich, Lestka III, którzy mieli władać wielkimi obszarami Słowiańszczyzny, także zachodniej. Znaleźli się władcy czeskiej listy dynastycznej przekazanej przez Kosmasa z Pragi, nie odmówiono miejsca wielu władcom południowosłowiańskim zawdzięczającym swe istnienie po większej części (w niektórych, zwłaszcza młodszych chronologicznie przypadkach, niewykluczone są pewne nawiązania do władców historycznych) inwencji Popa Duklanina.
Pytanie o historyczność tych postaci nie jest z naszego punktu widzenia istotne i dlatego tylko w niektórych, indywidualnie uzasadnionych przypadkach będziemy do tej kwestii nawiązywać, w pełni świadomi, że przyjdzie nam jedynie ją poruszyć, zasygnalizować. W gruncie rzeczy interesuje nas nie historyczność danej postaci, to, czy ona w ogóle istniała, lecz jej obraz, geneza (zarówno "literacka", jak również ideowa), przemiany i funkcja czy funkcje spełniane w świecie zbiorowej wyobraźni współczesnych i potomnych. Więcej, "historyczność" postaci wyłącza ją właściwie ze słownika: nie uwzględniliśmy już Mieszka I i Bolesława Chrobrego, Wacława I czeskiego, późniejszych od Ruryka władców ruskich, podobnie jak władców i przywódców innych państw słowiańskich, choć była to nieraz decyzja niełatwa, gdyż w wielu wypadkach także w tych postaciach element legendarny zaznaczył się zupełnie wyraźnie (np. ślepota naszego Mieszka I w pierwszych siedmiu latach życia, żelazne słupy graniczne w Sali i cios Szczerbca w dłoni Bolesława Chrobrego na bramie kijowskiej), niekiedy splótł się z historią "realną" w węzeł trudny do rozplątania, ale mimo wszystko odgrywa już rolę podrzędną. Nieco upraszczając zagadnienie, można by powiedzieć, że słownik obejmuje postacie Słowiańszczyzny przedchrześcijańskiej (prawda, że są przypadki graniczne), ale za to bez względu nie tylko na ich "historyczność" (o tym była już mowa), lecz także na czas powstania czy ujawnienia na kartach kronik i innych źródeł. Dlatego mogli się w nim znaleźć i znaleźli na przykład Mikiel, czyli Niklot obodrzycki (postać historyczna, panująca w XII w. nad pogańskimi Obodrzycami, ale "zauważona" przez autora czy interpolatora Kroniki wielkopolskiej w XIV wieku w kontekście częściowo legendarnym), i Wisław z Wiślicy, postać według wszelkiego prawdopodobieństwa fikcyjna, zanotowana w tejże kronice, ale w kontekście dawnych polskich czasów pogańskich.
Wreszcie trzecia, najmniej spójna wewnętrznie i najmniej kompletna w sensie rzeczowym grupa: inne, niekoniecznie dynastyczne postacie z pogańskich dziejów Słowian. Tutaj znaleźli się m.in. zdradziecki During i dzielne "Amazonki" czeskiej Wlasty, Walter i Helgunda Kroniki wielkopolskiej, ale także Aleksander Wielki jako przeciwnik czy przyjaciel Słowian, Attyla jako ich rzekomy władca, Późny - rzekomy (pojawia się dopiero w XVI w. i natychmiast zostaje zapomniany) założyciel Poznania, niemal równie późny, ale bardziej szczęśliwy u potomnych pogromca smoka wawelskiego - Skub czy Skuba.
Wobec długowieczności niektórych wątków i nieposkromionej u autorów XVI-XIX [!] wieku inwencji twórczej trzeba było często rezygnować ze szczegółowego śledzenia późnych ich losów, chyba że te późne transformacje wydały się autorowi z takich czy innych powodów ważne bądź interesujące. Z żalem zrezygnowaliśmy z uwzględnienia niektórych kategorii źródeł, które być może zasługiwałyby na bardziej łaskawe potraktowanie. Najbardziej chyba żal autorowi bohaterów bylin staroruskich i południowosłowiańskiej (zwłaszcza serbskiej) poezji epickiej. Tę ostatnią dziedzinę, mimo całego uroku, patetyczności i historycznej doniosłości dla duchowego życia narodu (wspomnijmy o ciągle aktualnym znaczeniu problematyki bitwy na Kosowym Polu dla Serbów!), trzeba było wyłączyć, ponieważ związki eposu południowosłowiańskiego z czasami przedchrześcijańskimi są niemal żadne. Poezja ta dotyczy prawie wyłącznie czasów późniejszych, zwłaszcza wojen z Turkami osmańskimi. Co się tyczy bylin, decyzja była znacznie trudniejsza. Mimo późnego (na ogół nie wcześniej niż wiek XIX) ich zapisania i niekończących się dyskusji co do czasu powstania poszczególnych ich wątków i postaci, ciągle pojawiają się, i nie są zupełnie pozbawione podstaw, próby cofnięcia początków niektórych z nich do czasów bardzo odległych, nawet pogańskich. Argumenty obozu przeciwnego są jednak co najmniej równej wagi. Uznałem zatem, że właściwsze będzie pozostawienie takich postaci, jak Iwan Godinowicz, Michajło Potok, Dunaj (Don) Iwanowicz, Mikuła Sielaninowicz, a nawet Ilia Muromiec, poza ramami niniejszego kompendium. Kolejnym ograniczeniem jest rezygnacja z materiału zawartego w późnych legendach herbowych. Rozumiem, że mizerną jedynie rekompensatą dla ewentualnie zawiedzionych tymi wyłączeniami będą wskazówki bibliograficzne obejmujące także te wyłączone kategorie.
Oprócz haseł poświęconych bóstwom, demonom, władcom, przywódcom i niektórym innym postaciom znalazły się w słowniku także hasła dotyczące wybranych miejscowości czy miejsc w szczególny sposób obecnych w mitach, legendach i podaniach słowiańskich, jak Arkona, Gniezno, Łysiec, Ślęża, Řip, Wawel. Niekiedy brak odrębnych haseł uzasadniony jest wmontowaniem niezbędnych informacji w obręb innych haseł (np. Radogoszcz-Retra została wystarczająco omówiona pod hasłem Swarożyc - bóstwo tam czczone). Jeszcze ostrzejsza selekcja została zastosowana przy miejscowościach, które jedynie ze względu na dokonane tam odkrycia archeologiczne znalazły się w słowniku (np. Altenkirchen, Gross Raden). Trzeba było uwzględnić pewną liczbę haseł rzeczowych związanych ze szczególnie doniosłymi odkryciami (np. Światowid ze Zbrucza), ale również doniosłymi (a bodaj tylko osławionymi) mistyfikacjami historycznymi dotyczącymi religii pogańskich Słowian (np. mikorzyńskie kamienie, prillwickie idole) czy ich historii i twórczości (np. Budzisławskie źródła, "Rękopis królowodworski" i "Rękopis zielonogórski"). Nieco haseł dotyczy świąt i obrzędów pogańskich Słowian (np. Kupała, Stado, wołchwowie).
Nacisk położony został na stronę dokumentacyjną. Znaczy to, że poszczególne hasła i ich części, mimo niekiedy dużej zwięzłości, zawierają odsyłacze do źródeł, jeżeli to możliwe (dla wygody Czytelnika) - w polskim przekładzie. W wypadku bardziej rozbudowanych haseł (jak Lech, Krak czy Piast) Czytelnik otrzyma więc coś w rodzaju zarysu historii, kształtowania się danego pojęcia, niekiedy na przestrzeni kilku wieków, łącznie z najnowszymi nawet implikacjami.
Częściej występujące źródła są cytowane w sposób skrócony; rozwiązanie skrótów znajduje się na s. 31. Aby umożliwić dalsze poszukiwania, kto wie - może samodzielne studia nad tą problematyką - a także kontrolę wywodów autora, książkę, mimo jej popularnego charakteru, zaopatrzono w obszerny wykaz bibliograficzny zawierający wybór ważniejszej i nowszej literatury naukowej na temat mitów i podań dawnych Słowian, ze szczególnym uwzględnieniem literatury polskiej. Niekiedy pod hasłami znajdują się odesłania do pozycji uwzględnionych w zestawie; wtedy, dla oszczędności miejsca, cytowane są w sposób skrócony (pełne tytuły łatwo znaleźć w wykazie). Do haseł w Słowniku starożytności słowiańskich oraz pokrewnych tematycznie leksykonów (zwłaszcza Mify narodov mira i słownik Kempińskiego) odsyłam tylko wtedy, gdy zachodzi uzasadniona potrzeba. Korzystałem z nich jednak, co wypada tu podkreślić, także w wielu innych przypadkach, nawet gdy ich specjalnie nie cytuję. Stosunkowo liczne odsyłacze wiążą hasła między sobą oraz informują o różnych nazwach tej samej osoby, istoty czy zjawiska. Cytaty z Pisma Świętego podaję na podstawie tzw. Biblii Tynieckiej: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, pod red. benedyktynów tynieckich, Poznań 1965 i późn. wyd.
Poznań, we wrześniu 1998
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki