WSTĘP
"Bóg mył się w łaźni i spocił się, otarł się wiechciem, i wyrzucił z niebios na ziemię. I spierał się szatan z Bogiem, komu z wiechcia
stworzyć człowieka. I stworzył diabeł człowieka, a Bóg duszę w niego
włożył".
Taki zwięzły wykład rzekomo pogańskiego słowiańskiego wierzenia o stworzeniu człowieka autor najstarszej ruskiej kroniki, Powieści
minionych lat, z XII wieku, włożył w usta wołchwom (czarownikom)
pogańskim spierającym się z chrześcijanami na tematy religijne. A Prokop
z Cezarei, bystry obserwator i wpływowy uczestnik życia politycznego w Bizancjum czasów Justyniana Wielkiego (VI w.), w taki sposób przedstawił
główny rys religii pogańskich Słowian, którzy od niedawna, ale tak
dokuczliwie dawali się we znaki cesarstwu:
"Wierzą, że jeden z bogów, twórca błyskawicy, jest jedynym władcą
wszystkiego, i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta
ofiarne; nie znają przeznaczenia ani nie sądzą, aby miało ono jakieś
znaczenie dla człowieka, lecz ilekroć śmierć się zbliża - w chorobie lub
na wojnie - przysięgają, że gdy jej unikną, zaraz złożą ofiarę bogu za
ocalenie życia; uniknąwszy jej zaś, składają ofiary - jak obiecali - i sądzą, że w zamian kupili ocalenie".
Skromny wiejski pleban i autor znakomitej Kroniki Słowian Helmold z Bozowa w XII w. nie znał i nie mógł znać dzieła Prokopa z Cezarei, znał
za to dobrze Słowian, choćby dlatego, że zamieszkiwali w znacznej
większości jego parafię w Wagrii (obecnie wschodni Holsztyn). Opisawszy
i wymieniwszy różne bóstwa czczone w znanej mu części Słowiańszczyzny
połabskiej, dodał:
"Obok zaś wielokształtnej rzeszy bożków, którymi ożywiają pola i lasy
lub przypisują im smutki i rozkosze, nie przeczą, że wierzą w jednego
boga w niebie, rozkazującego pozostałym; ów najpotężniejszy troszczy się
tylko o sprawy niebiańskie, inni zaś - pełniący w posłuszeństwie
przydzielone im zadania - pochodzą z jego krwi i w tym każdy z nich jest
znamienitszy, im bliższy jest owemu bogu bogów".
Nie znał Helmold i nie mógł znać Powieści minionych lat, ale w innym
miejscu swej kroniki napisał:
"Wierzą bowiem (Słowianie), że losem pomyślnym kieruje dobry bóg, wrogim
zaś - bóg zły. Dlatego to owego złego boga nazywają w swoim języku
Diabłem, czyli Czernebogiem, to jest bogiem czarnym".
* * *
Gdybyśmy niniejszą książkę chcieli zatytułować krótko "Mitologia
Słowian", niewiele byśmy mogli wyjść poza dopiero co przytoczone
wzmianki źródłowe. Nie wiemy, czy nasi słowiańscy przodkowie w czasach
przed przyjęciem chrześcijaństwa rozwinęli myślenie mitologiczne w sensie refleksji nad początkami świata (kosmogonia), bogów (teogonia) i ludów (etnogeneza). Niewiele na to wskazuje. Jeżeli zaś nawet tak było,
to niemal nic nie przetrwało do czasów, gdy mogło zostać utrwalone na
piśmie, a zatem także do dziś. Czy krótkie opowiadanie w najstarszej
kronice ruskiej, które przed chwilą przytoczyliśmy, jest odbiciem
kosmogonicznego mitu wschodnich Słowian czy jedynie jego karykaturą
sporządzoną przez chrześcijańskiego mnicha-kronikarza pragnącego
wyszydzić nienawistny mu świat wierzeń i wyobrażeń o świecie pogańskich
mieszkańców jego kraju, trudno osądzić. Czy pozornie jednoznaczne i w jakiejś mierze potwierdzające się nawzajem wypowiedzi
wschodniorzymskiego historyka i wagryjskiego proboszcza są w miarę
wiernym odbiciem wierzeń ludów słowiańskich (jeżeli tak, byłoby to
ogromnie cenne, jako że oba te świadectwa dzieli ponad sześćset lat, a dotyczą one dwóch oddalonych od siebie części świata słowiańskiego: grup
atakujących w VI wieku bałkańskie prowincje cesarstwa bizantyjskiego
[Prokop] oraz północno-zachodnich peryferii Słowiańszczyzny [Helmold]),
czy też niezamierzonym i niezależnie od siebie dokonanym
zniekształceniem wierzeń Słowian - próbą wtłoczenia ich, zharmonizowania
z wiarą chrześcijańską (interpretatio christiana)? I ten problem jest
w nauce historycznej bardzo dyskusyjny.
Co tu mówić o mitologii i kosmogonii, skoro nawet łatwiej na ogół
uchwytny świat istot boskich i półboskich (demonicznych) dawnych Słowian
znany jest bardzo słabo i wywołuje najróżnorodniejsze interpretacje!
Uprzedzam: Tylko niewiele z zaciętych nieraz dyskusji naukowych będziemy
mogli w niniejszym słowniku wspomnieć, inaczej groziłoby mu
niebezpieczeństwo przeładowania warstwą interpretacyjną, co stoi w sprzeczności z założeniami i celami opracowań typu leksykalnego. Musimy
i chcemy tego uniknąć. Skoro jednak według wszelkiego prawdopodobieństwa
mitologii słowiańskiej we właściwym słowa tego znaczeniu albo niemal w ogóle nie było u Słowian, albo - co w praktyce na jedno wychodzi -
zatonęła ona bezpowrotnie w morzu niepamięci, skoro nie potrafimy, bez
obawy całkowitego rozejścia się z podstawą źródłową, przytoczyć ze
świata słowiańskiego nic, co można by porównać z przebogatymi
mitologiami antyku i starożytnego Wschodu czy Celtów bądź Germanów, co
właściwie będzie treścią niniejszej książki?
Najogólniej rzecz ujmując: będzie nią "prawdziwa historia
Nierzeczywistego", świata wyobrażeń naszych odległych słowiańskich
przodków o istotach nadprzyrodzonych, przede wszystkim boskich i demonicznych, następnie - o początkach (najczęściej własnych) ludów i państw, wreszcie - różne, w sumie niezbyt liczne, postacie innego
rodzaju, zjawiska i pojęcia, które z jako takim prawdopodobieństwem
można związać (albo które dawniej, choćby błędnie, wiązano) z czasami
przedchrześcijańskimi.
Najpierw o pierwszej z tych grup. Olimp słowiański znany jest, jak
wspomniałem, słabo i w dodatku nierówno. Słabo, ponieważ w czasach, gdy
był on żywy, Słowianie nie znali sztuki pisania, sami więc nie mogli
utrwalić na piśmie obrazu swych wierzeń, obcych natomiast obserwatorów,
których zresztą nie było zbyt wielu, wierzenia religijne odległych i barbarzyńskich Słowian niezbyt interesowały. Jeżeli zaś ten i ów, jak
choćby już wspomniany Prokop z Cezarei, zainteresował się nawet tą
intymną sferą wierzeń ludów słowiańskich, możliwości jej poznania i zrozumienia, choćby z czysto językowych względów, ale także ze względu
na barierę cywilizacyjną, były ograniczone. Sytuacja zaczęła się
zmieniać dopiero w X-XI wieku, w miarę postępów chrystianizacji w Europie i aktywizacji obu głównych ówczesnych mocarstw chrześcijańskich
(Bizancjum i Niemcy) na ich słowiańskim przedpolu. Nie przypadkiem
niemal wszystko, co wiemy o pogaństwie słowiańskim, dotyczy dwóch
odległych od siebie regionów Słowiańszczyzny: Rusi, pozostającej w kręgu
politycznych i kościelnych oddziaływań cesarstwa wschodniego, i Słowiańszczyzny połabskiej, która poczynając od X wieku, stała się
obiektem politycznej i kościelnej ekspansji państwa
wschodniofrankijskiego (niemieckiego). Jeszcze pograniczne wobec
Połabszczyzny Pomorze Zachodnie, które na początku XII wieku stało się
celem ekspansji Polski i Niemiec, doczekało się - dzięki żywotopisarzom
apostoła Pomorzan św. Ottona z Bambergu - bardzo interesujących relacji
dotyczących odchodzącego w przeszłość pogaństwa, ale Polska, Czechy oraz
- co bardziej zastanawiające ze względu na sąsiedztwo z Bizancjum - cała
Słowiańszczyzna południowa (Bułgarzy, Serbowie, Chorwaci, Słoweńcy) są -
jeżeli chodzi o naszą znajomość tamtejszych wierzeń pogańskich -
przysłowiową białą plamą. Co prawda, także odnośnie do tych obszarów
dysponujemy rozmaitymi "relacjami" i "świadectwami", ale są to niemal
wyłącznie świadectwa późne, niewiarygodne, różnej jakości próby
zapełnienia owej białej plamy przez erudytów średniowiecznych, a jeszcze
bardziej nowożytnych. Na przykładach Kosmasa z Pragi (ten był jeszcze
stosunkowo wczesny, początek XII w., ale należy do tej grupy świadectw)
dla Czech, niemal współczesnego mu autora zwanego Popem Duklaninem dla
Słowian południowych, Jana Długosza (XV w.) i późniejszych pisarzy dla
Polski śledzić możemy tę twórczą działalność, pozbawioną na ogół
realnych podstaw, ale ważną z punktu widzenia kształtowania się
wyobrażeń współczesnych i późniejszych pokoleń o pogaństwie słowiańskim.
Jeżeli jednak interesują nas nie tyle późniejsze domysły i wymysły, ile
rzeczywiste pogańskie wyobrażenia naszych słowiańskich przodków, musimy
sięgnąć do świadectw tych autorów, którzy mogli i chcieli, nawet jeśli w sposób niedoskonały i wyrywkowy, przedstawić je wtedy, kiedy jeszcze
istniały, choćby w schyłkowej fazie, i przybierały formy nowe, również
te zapożyczone z zewnątrz (np. z wierzeń chrześcijańskich).
Najważniejsze z tych świadectw, które ciągle będą pojawiać się w hasłach
niniejszego leksykonu, to kroniki Thietmara z Merseburga (pocz. XI w.),
Adama z Bremy (II poł. XI w.), Helmolda z Bozowa (XII w.), żywoty św.
Ottona z Bambergu (XII w.), kronika duńska Saksa Gramatyka (XII w.),
anonimowa Saga o potomkach Knuta (Knýtlinga-saga) z XIII w., jeżeli
zaś chodzi o Słowiańszczyznę wschodnią - drugi pod względem źródłowym
uprzywilejowany region świata słowiańskiego - na czoło wysuwa się
najstarsza kronika (latopis) ruska, zwana dawniej kroniką Nestora, a obecnie Powieścią minionych lat, oraz trudne do omówienia w tak
lapidarny sposób, jak to jest możliwe w niniejszym wstępie, źródła
innego rodzaju (tłumaczenia z języka greckiego, kazania, apokryfy,
glosy). W dalszej części uwag wstępnych (s. 17 nn.) przedstawię krótko
tych i innych autorów oraz dzieła, na których w decydującej mierze
oparta jest niniejsza książka.
Obok bogów i bogiń słowiańskich, wokół których może i trwają niekończące
się dyskusje uczonych, ale których autentyczność (to znaczy kwestia, czy
rzeczywiście byli czczeni przez Słowian) oraz identyczność (to znaczy,
czy w danym przypadku chodzi o różne bóstwa czy o różne imiona jednego)
nie budzą zasadniczych wątpliwości, znalazły się w słowniku postacie bez
wątpienia nieautentyczne, zaliczone do rzędu bóstw najprawdopodobniej
przez nieporozumienie bądź ignorancję (jak zapewne tzw. bóstwa
Długoszowe, ruski Usład, połabski Pripegala) albo - niekiedy trudno się
przed takim wrażeniem uchronić! - w niezupełnie czystej wierze, jako
świadoma mistyfikacja (Flins, Krodo, Püsterich, Pogwizd i tylu innych).
Któż zresztą potrafi dziś rozszyfrować intencje i prześwietlić sumienia
dawnych i nowszych autorów? Któż potrafi dociec krętych dróg ówczesnej
uczoności, której nie wolno oceniać na podstawie kryteriów nam
współczesnych, tak niby oczywistych, ale nieodpowiadających
średniowiecznej czy wczesnonowożytnej teorii i praktyce?
Osobnym problemem, prawdziwą pułapką dla autorów podobnych opracowań jak
niniejsze, jest świat istot półboskich, demonów. Ważne, wręcz nieodzowne
w światopoglądzie pogańskim nie zostały, w przeciwieństwie do bogów
"właściwych", "wyższego rzędu", wyparte od razu przez chrześcijaństwo,
trwały przez wieki, przyjmując wpływy chrześcijaństwa, ale i same na nie
oddziałując, zachowując w różnych regionach świata słowiańskiego
zadziwiającą, obserwowaną przez etnografów XIX i XX wieku żywotność.
Ignorowane na ogół przez autorów źródeł (przez kilka wieków byli nimi
przecież niemal wyłącznie duchowni chrześcijańscy!), znane są z wyrywkowych i tendencyjnych przekazów późnośredniowiecznych, przede
wszystkim zaś z relacji zbieranych z ust ludu przez ludoznawców XIX i XX
w. Nic dziwnego, że po pierwsze - pole do dyskusji nad genezą
poszczególnych wierzeń tego rodzaju jest ciągle otwarte i występują w nauce najróżnorodniejsze teorie, po wtóre zaś - że mamy do czynienia z materią bardzo "amorficzną", trudną do jednoznacznego określenia i opisania. Nie ma mowy, żeby w nielicznych hasłach słownika zawrzeć cały
świat demonologii słowiańskiej, a nawet, by wybrane hasła w sposób
"niewątpliwy" przedstawiały dane postacie czy ich grupy. Trzeba było
zatem dokonać wyboru i nie cofać się przed koniecznymi
rozstrzygnięciami, niepozbawionymi (jakżeby inaczej?) piętna
subiektywizmu. Główne grupy istot demonicznych, jeśli tylko występują w świetle dostępnych materiałów (z niezastąpionym wielkim dziełem
Kazimierza Moszyńskiego na czele) w dostatecznie wyrazistej i uchwytnej
postaci, znalazły jednak, jak mniemam, miejsce w słowniku.
Co do drugiej grupy: Włączamy w zakres słownika postacie, które tradycja
związała z kształtowaniem się ludów i państw słowiańskich. Kryterium
doboru postaci nie da się zupełnie jasno określić. Nie oświetlają one,
podobnie jak bogowie i demony, całej Słowiańszczyzny równomiernie, ale
to już wina samej tradycji, która w pewnych regionach świata
słowiańskiego rozwinęła się, z niezupełnie jasnych dla nas powodów,
żywiej i bujniej, w innych natomiast słabiej bądź w ogóle. Niektóre z omówionych postaci, jak Czech (Bohemus), Lubosza i Przemysł dla Czech,
Lech, Krak, Wanda, Popiel, Piast dla Polski, Kij oraz jego rodzeństwo i Ruryk dla Rusi, to postacie szeroko znane od wieków, które znalazły
drogę do świadomości historycznej swych narodów, inne pozostały
własnością pomysłowych erudytów próbujących - dla większej chwały swego
narodu czy państwa - "uzupełnić", wzbogacić, uszlachetnić jego dzieje
poprzez związanie ich z dziejami innych, bardziej znanych i starożytnych
krajów, zwłaszcza (jak u nas mistrz Wincenty Kadłubek) starożytnych
Grecji i Rzymu lub (jak u nas franciszkanin Dzierzwa) z dziejami Starego
Testamentu. Nie zawsze wiadomo, dlaczego jedne postacie od razu cieszyły
się popularnością i mało kto wątpił w ich historyczność, innym zaś nie
udało się to, pozostały własnością ich twórców. Nie wyłączyliśmy postaci
tego rodzaju, jak np. biblijnego Wandala, który ponoć miał być
protoplastą Polaków, Deombrotusa wymyślonego przez Filipa Kallimacha pod
koniec XV w. czy rzekomych gockich protoplastów Słowian południowych,
którzy zabłądzili na karty latopisu Popa Duklanina. Uwzględniliśmy nie
tylko Lestków (Leszków) polskich, wprowadzonych do tradycji przez
Kadłubka, a później (także w XVI w.) jeszcze bardziej rozmnożonych, lecz
również dwudziestu synów jednego z nich, Lestka III, którzy mieli władać
wielkimi obszarami Słowiańszczyzny, także zachodniej. Znaleźli się
władcy czeskiej listy dynastycznej przekazanej przez Kosmasa z Pragi,
nie odmówiono miejsca wielu władcom południowosłowiańskim
zawdzięczającym swe istnienie po większej części (w niektórych,
zwłaszcza młodszych chronologicznie przypadkach, niewykluczone są pewne
nawiązania do władców historycznych) inwencji Popa Duklanina.
Pytanie o historyczność tych postaci nie jest z naszego punktu widzenia
istotne i dlatego tylko w niektórych, indywidualnie uzasadnionych
przypadkach będziemy do tej kwestii nawiązywać, w pełni świadomi, że
przyjdzie nam jedynie ją poruszyć, zasygnalizować. W gruncie rzeczy
interesuje nas nie historyczność danej postaci, to, czy ona w ogóle
istniała, lecz jej obraz, geneza (zarówno "literacka", jak również
ideowa), przemiany i funkcja czy funkcje spełniane w świecie zbiorowej
wyobraźni współczesnych i potomnych. Więcej, "historyczność" postaci
wyłącza ją właściwie ze słownika: nie uwzględniliśmy już Mieszka I i Bolesława Chrobrego, Wacława I czeskiego, późniejszych od Ruryka władców
ruskich, podobnie jak władców i przywódców innych państw słowiańskich,
choć była to nieraz decyzja niełatwa, gdyż w wielu wypadkach także w tych postaciach element legendarny zaznaczył się zupełnie wyraźnie (np.
ślepota naszego Mieszka I w pierwszych siedmiu latach życia, żelazne
słupy graniczne w Sali i cios Szczerbca w dłoni Bolesława Chrobrego na
bramie kijowskiej), niekiedy splótł się z historią "realną" w węzeł
trudny do rozplątania, ale mimo wszystko odgrywa już rolę podrzędną.
Nieco upraszczając zagadnienie, można by powiedzieć, że słownik obejmuje
postacie Słowiańszczyzny przedchrześcijańskiej (prawda, że są przypadki
graniczne), ale za to bez względu nie tylko na ich "historyczność" (o tym była już mowa), lecz także na czas powstania czy ujawnienia na
kartach kronik i innych źródeł. Dlatego mogli się w nim znaleźć i znaleźli na przykład Mikiel, czyli Niklot obodrzycki (postać
historyczna, panująca w XII w. nad pogańskimi Obodrzycami, ale
"zauważona" przez autora czy interpolatora Kroniki wielkopolskiej w XIV wieku w kontekście częściowo legendarnym), i Wisław z Wiślicy,
postać według wszelkiego prawdopodobieństwa fikcyjna, zanotowana w tejże
kronice, ale w kontekście dawnych polskich czasów pogańskich.
Wreszcie trzecia, najmniej spójna wewnętrznie i najmniej kompletna w sensie rzeczowym grupa: inne, niekoniecznie dynastyczne postacie z pogańskich dziejów Słowian. Tutaj znaleźli się m.in. zdradziecki During
i dzielne "Amazonki" czeskiej Wlasty, Walter i Helgunda Kroniki
wielkopolskiej, ale także Aleksander Wielki jako przeciwnik czy
przyjaciel Słowian, Attyla jako ich rzekomy władca, Późny - rzekomy
(pojawia się dopiero w XVI w. i natychmiast zostaje zapomniany)
założyciel Poznania, niemal równie późny, ale bardziej szczęśliwy u potomnych pogromca smoka wawelskiego - Skub czy Skuba.
Wobec długowieczności niektórych wątków i nieposkromionej u autorów
XVI-XIX [!] wieku inwencji twórczej trzeba było często rezygnować ze
szczegółowego śledzenia późnych ich losów, chyba że te późne
transformacje wydały się autorowi z takich czy innych powodów ważne bądź
interesujące. Z żalem zrezygnowaliśmy z uwzględnienia niektórych
kategorii źródeł, które być może zasługiwałyby na bardziej łaskawe
potraktowanie. Najbardziej chyba żal autorowi bohaterów bylin
staroruskich i południowosłowiańskiej (zwłaszcza serbskiej) poezji
epickiej. Tę ostatnią dziedzinę, mimo całego uroku, patetyczności i historycznej doniosłości dla duchowego życia narodu (wspomnijmy o ciągle
aktualnym znaczeniu problematyki bitwy na Kosowym Polu dla Serbów!),
trzeba było wyłączyć, ponieważ związki eposu południowosłowiańskiego z czasami przedchrześcijańskimi są niemal żadne. Poezja ta dotyczy prawie
wyłącznie czasów późniejszych, zwłaszcza wojen z Turkami osmańskimi. Co
się tyczy bylin, decyzja była znacznie trudniejsza. Mimo późnego (na
ogół nie wcześniej niż wiek XIX) ich zapisania i niekończących się
dyskusji co do czasu powstania poszczególnych ich wątków i postaci,
ciągle pojawiają się, i nie są zupełnie pozbawione podstaw, próby
cofnięcia początków niektórych z nich do czasów bardzo odległych, nawet
pogańskich. Argumenty obozu przeciwnego są jednak co najmniej równej
wagi. Uznałem zatem, że właściwsze będzie pozostawienie takich postaci,
jak Iwan Godinowicz, Michajło Potok, Dunaj (Don) Iwanowicz, Mikuła
Sielaninowicz, a nawet Ilia Muromiec, poza ramami niniejszego
kompendium. Kolejnym ograniczeniem jest rezygnacja z materiału zawartego
w późnych legendach herbowych. Rozumiem, że mizerną jedynie rekompensatą
dla ewentualnie zawiedzionych tymi wyłączeniami będą wskazówki
bibliograficzne obejmujące także te wyłączone kategorie.
Oprócz haseł poświęconych bóstwom, demonom, władcom, przywódcom i niektórym innym postaciom znalazły się w słowniku także hasła dotyczące
wybranych miejscowości czy miejsc w szczególny sposób obecnych w mitach,
legendach i podaniach słowiańskich, jak Arkona, Gniezno, Łysiec, Ślęża,
Řip, Wawel. Niekiedy brak odrębnych haseł uzasadniony jest wmontowaniem
niezbędnych informacji w obręb innych haseł (np. Radogoszcz-Retra
została wystarczająco omówiona pod hasłem Swarożyc - bóstwo tam
czczone). Jeszcze ostrzejsza selekcja została zastosowana przy
miejscowościach, które jedynie ze względu na dokonane tam odkrycia
archeologiczne znalazły się w słowniku (np. Altenkirchen, Gross Raden).
Trzeba było uwzględnić pewną liczbę haseł rzeczowych związanych ze
szczególnie doniosłymi odkryciami (np. Światowid ze Zbrucza), ale
również doniosłymi (a bodaj tylko osławionymi) mistyfikacjami
historycznymi dotyczącymi religii pogańskich Słowian (np. mikorzyńskie
kamienie, prillwickie idole) czy ich historii i twórczości (np.
Budzisławskie źródła, "Rękopis królowodworski" i "Rękopis
zielonogórski"). Nieco haseł dotyczy świąt i obrzędów pogańskich Słowian
(np. Kupała, Stado, wołchwowie).
Nacisk położony został na stronę dokumentacyjną. Znaczy to, że
poszczególne hasła i ich części, mimo niekiedy dużej zwięzłości,
zawierają odsyłacze do źródeł, jeżeli to możliwe (dla wygody Czytelnika)
- w polskim przekładzie. W wypadku bardziej rozbudowanych haseł (jak
Lech, Krak czy Piast) Czytelnik otrzyma więc coś w rodzaju zarysu
historii, kształtowania się danego pojęcia, niekiedy na przestrzeni
kilku wieków, łącznie z najnowszymi nawet implikacjami.
Częściej występujące źródła są cytowane w sposób skrócony; rozwiązanie
skrótów znajduje się na s. 31. Aby umożliwić dalsze poszukiwania, kto
wie - może samodzielne studia nad tą problematyką - a także kontrolę
wywodów autora, książkę, mimo jej popularnego charakteru, zaopatrzono w obszerny wykaz bibliograficzny zawierający wybór ważniejszej i nowszej
literatury naukowej na temat mitów i podań dawnych Słowian, ze
szczególnym uwzględnieniem literatury polskiej. Niekiedy pod hasłami
znajdują się odesłania do pozycji uwzględnionych w zestawie; wtedy, dla
oszczędności miejsca, cytowane są w sposób skrócony (pełne tytuły łatwo
znaleźć w wykazie). Do haseł w Słowniku starożytności słowiańskich
oraz pokrewnych tematycznie leksykonów (zwłaszcza Mify narodov mira i słownik Kempińskiego) odsyłam tylko wtedy, gdy zachodzi uzasadniona
potrzeba. Korzystałem z nich jednak, co wypada tu podkreślić, także w wielu innych przypadkach, nawet gdy ich specjalnie nie cytuję.
Stosunkowo liczne odsyłacze wiążą hasła między sobą oraz informują o różnych nazwach tej samej osoby, istoty czy zjawiska. Cytaty z Pisma
Świętego podaję na podstawie tzw. Biblii Tynieckiej: Pismo Święte
Starego i Nowego Testamentu, pod red. benedyktynów tynieckich, Poznań
1965 i późn. wyd.
Poznań, we wrześniu 1998
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki