Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian - Jerzy Strzelczyk

-
Proszę czekać

WSTĘP

"Bóg mył się w łaźni i spo­cił się, otarł się wiech­ciem, i wyrzu­cił z nie­bios na zie­mię. I spie­rał się sza­tan z Bogiem, komu z wiech­cia stwo­rzyć czło­wieka. I stwo­rzył dia­beł czło­wieka, a Bóg duszę w niego wło­żył".

Taki zwię­zły wykład rze­komo pogań­skiego sło­wiań­skiego wie­rze­nia o stwo­rze­niu czło­wieka autor naj­star­szej ruskiej kro­niki, Powie­ści minio­nych lat, z XII wieku, wło­żył w usta woł­chwom (cza­row­ni­kom) pogań­skim spie­ra­ją­cym się z chrze­ści­ja­nami na tematy reli­gijne. A Pro­kop z Ceza­rei, bystry obser­wa­tor i wpły­wowy uczest­nik życia poli­tycz­nego w Bizan­cjum cza­sów Justy­niana Wiel­kiego (VI w.), w taki spo­sób przed­sta­wił główny rys reli­gii pogań­skich Sło­wian, któ­rzy od nie­dawna, ale tak dokucz­li­wie dawali się we znaki cesar­stwu:

"Wie­rzą, że jeden z bogów, twórca bły­ska­wicy, jest jedy­nym władcą wszyst­kiego, i skła­dają mu w ofie­rze woły i wszyst­kie inne zwie­rzęta ofiarne; nie znają prze­zna­cze­nia ani nie sądzą, aby miało ono jakieś zna­cze­nie dla czło­wieka, lecz ile­kroć śmierć się zbliża - w cho­ro­bie lub na woj­nie - przy­się­gają, że gdy jej unikną, zaraz złożą ofiarę bogu za oca­le­nie życia; unik­nąw­szy jej zaś, skła­dają ofiary - jak obie­cali - i sądzą, że w zamian kupili oca­le­nie".

Skromny wiej­ski ple­ban i autor zna­ko­mi­tej Kro­niki Sło­wian Hel­mold z Bozowa w XII w. nie znał i nie mógł znać dzieła Pro­kopa z Ceza­rei, znał za to dobrze Sło­wian, choćby dla­tego, że zamiesz­ki­wali w znacz­nej więk­szo­ści jego para­fię w Wagrii (obec­nie wschodni Holsz­tyn). Opi­saw­szy i wymie­niw­szy różne bóstwa czczone w zna­nej mu czę­ści Sło­wiańsz­czy­zny połab­skiej, dodał:

"Obok zaś wie­lo­kształt­nej rze­szy boż­ków, któ­rymi oży­wiają pola i lasy lub przy­pi­sują im smutki i roz­ko­sze, nie prze­czą, że wie­rzą w jed­nego boga w nie­bie, roz­ka­zu­ją­cego pozo­sta­łym; ów naj­po­tęż­niej­szy trosz­czy się tylko o sprawy nie­biań­skie, inni zaś - peł­niący w posłu­szeń­stwie przy­dzie­lone im zada­nia - pocho­dzą z jego krwi i w tym każdy z nich jest zna­mie­nit­szy, im bliż­szy jest owemu bogu bogów".

Nie znał Hel­mold i nie mógł znać Powie­ści minio­nych lat, ale w innym miej­scu swej kro­niki napi­sał:

"Wie­rzą bowiem (Sło­wia­nie), że losem pomyśl­nym kie­ruje dobry bóg, wro­gim zaś - bóg zły. Dla­tego to owego złego boga nazy­wają w swoim języku Dia­błem, czyli Czer­ne­bo­giem, to jest bogiem czar­nym".

* * *

Gdy­by­śmy niniej­szą książkę chcieli zaty­tu­ło­wać krótko "Mito­lo­gia Sło­wian", nie­wiele byśmy mogli wyjść poza dopiero co przy­to­czone wzmianki źró­dłowe. Nie wiemy, czy nasi sło­wiań­scy przod­ko­wie w cza­sach przed przy­ję­ciem chrze­ści­jań­stwa roz­wi­nęli myśle­nie mito­lo­giczne w sen­sie reflek­sji nad począt­kami świata (kosmo­go­nia), bogów (teo­go­nia) i ludów (etno­ge­neza). Nie­wiele na to wska­zuje. Jeżeli zaś nawet tak było, to nie­mal nic nie prze­trwało do cza­sów, gdy mogło zostać utrwa­lone na piśmie, a zatem także do dziś. Czy krót­kie opo­wia­da­nie w naj­star­szej kro­nice ruskiej, które przed chwilą przy­to­czy­li­śmy, jest odbi­ciem kosmo­go­nicz­nego mitu wschod­nich Sło­wian czy jedy­nie jego kary­ka­turą spo­rzą­dzoną przez chrze­ści­jań­skiego mni­cha-kro­ni­ka­rza pra­gną­cego wyszy­dzić nie­na­wistny mu świat wie­rzeń i wyobra­żeń o świe­cie pogań­skich miesz­kań­ców jego kraju, trudno osą­dzić. Czy pozor­nie jed­no­znaczne i w jakiejś mie­rze potwier­dza­jące się nawza­jem wypo­wie­dzi wschod­nio­rzym­skiego histo­ryka i wagryj­skiego pro­bosz­cza są w miarę wier­nym odbi­ciem wie­rzeń ludów sło­wiań­skich (jeżeli tak, byłoby to ogrom­nie cenne, jako że oba te świa­dec­twa dzieli ponad sześć­set lat, a doty­czą one dwóch odda­lo­nych od sie­bie czę­ści świata sło­wiań­skiego: grup ata­ku­ją­cych w VI wieku bał­kań­skie pro­win­cje cesar­stwa bizan­tyj­skiego [Pro­kop] oraz pół­nocno-zachod­nich pery­fe­rii Sło­wiańsz­czy­zny [Hel­mold]), czy też nie­za­mie­rzo­nym i nie­za­leż­nie od sie­bie doko­na­nym znie­kształ­ce­niem wie­rzeń Sło­wian - próbą wtło­cze­nia ich, zhar­mo­ni­zo­wa­nia z wiarą chrze­ści­jań­ską (inter­pre­ta­tio chri­stiana)? I ten pro­blem jest w nauce histo­rycz­nej bar­dzo dys­ku­syjny.

Co tu mówić o mito­lo­gii i kosmo­go­nii, skoro nawet łatwiej na ogół uchwytny świat istot boskich i pół­bo­skich (demo­nicz­nych) daw­nych Sło­wian znany jest bar­dzo słabo i wywo­łuje naj­róż­no­rod­niej­sze inter­pre­ta­cje! Uprze­dzam: Tylko nie­wiele z zacię­tych nie­raz dys­ku­sji nauko­wych będziemy mogli w niniej­szym słow­niku wspo­mnieć, ina­czej gro­zi­łoby mu nie­bez­pie­czeń­stwo prze­ła­do­wa­nia war­stwą inter­pre­ta­cyjną, co stoi w sprzecz­no­ści z zało­że­niami i celami opra­co­wań typu lek­sy­kal­nego. Musimy i chcemy tego unik­nąć. Skoro jed­nak według wszel­kiego praw­do­po­do­bień­stwa mito­lo­gii sło­wiań­skiej we wła­ści­wym słowa tego zna­cze­niu albo nie­mal w ogóle nie było u Sło­wian, albo - co w prak­tyce na jedno wycho­dzi - zato­nęła ona bez­pow­rot­nie w morzu nie­pa­mięci, skoro nie potra­fimy, bez obawy cał­ko­wi­tego rozej­ścia się z pod­stawą źró­dłową, przy­to­czyć ze świata sło­wiań­skiego nic, co można by porów­nać z prze­bo­ga­tymi mito­lo­giami antyku i sta­ro­żyt­nego Wschodu czy Cel­tów bądź Ger­ma­nów, co wła­ści­wie będzie tre­ścią niniej­szej książki?

Naj­ogól­niej rzecz ujmu­jąc: będzie nią "praw­dziwa histo­ria Nie­rze­czy­wi­stego", świata wyobra­żeń naszych odle­głych sło­wiań­skich przod­ków o isto­tach nad­przy­ro­dzo­nych, przede wszyst­kim boskich i demo­nicz­nych, następ­nie - o począt­kach (naj­czę­ściej wła­snych) ludów i państw, wresz­cie - różne, w sumie nie­zbyt liczne, posta­cie innego rodzaju, zja­wi­ska i poję­cia, które z jako takim praw­do­po­do­bień­stwem można zwią­zać (albo które daw­niej, choćby błęd­nie, wią­zano) z cza­sami przed­chrze­ści­jań­skimi.

Naj­pierw o pierw­szej z tych grup. Olimp sło­wiań­ski znany jest, jak wspo­mnia­łem, słabo i w dodatku nie­równo. Słabo, ponie­waż w cza­sach, gdy był on żywy, Sło­wia­nie nie znali sztuki pisa­nia, sami więc nie mogli utrwa­lić na piśmie obrazu swych wie­rzeń, obcych nato­miast obser­wa­to­rów, któ­rych zresztą nie było zbyt wielu, wie­rze­nia reli­gijne odle­głych i bar­ba­rzyń­skich Sło­wian nie­zbyt inte­re­so­wały. Jeżeli zaś ten i ów, jak choćby już wspo­mniany Pro­kop z Ceza­rei, zain­te­re­so­wał się nawet tą intymną sferą wie­rzeń ludów sło­wiań­skich, moż­li­wo­ści jej pozna­nia i zro­zu­mie­nia, choćby z czy­sto języ­ko­wych wzglę­dów, ale także ze względu na barierę cywi­li­za­cyjną, były ogra­ni­czone. Sytu­acja zaczęła się zmie­niać dopiero w X-XI wieku, w miarę postę­pów chry­stia­ni­za­cji w Euro­pie i akty­wi­za­cji obu głów­nych ówcze­snych mocarstw chrze­ści­jań­skich (Bizan­cjum i Niemcy) na ich sło­wiań­skim przed­polu. Nie przy­pad­kiem nie­mal wszystko, co wiemy o pogań­stwie sło­wiań­skim, doty­czy dwóch odle­głych od sie­bie regio­nów Sło­wiańsz­czy­zny: Rusi, pozo­sta­ją­cej w kręgu poli­tycz­nych i kościel­nych oddzia­ły­wań cesar­stwa wschod­niego, i Sło­wiańsz­czy­zny połab­skiej, która poczy­na­jąc od X wieku, stała się obiek­tem poli­tycz­nej i kościel­nej eks­pan­sji pań­stwa wschod­nio­fran­kij­skiego (nie­miec­kiego). Jesz­cze pogra­niczne wobec Połabsz­czy­zny Pomo­rze Zachod­nie, które na początku XII wieku stało się celem eks­pan­sji Pol­ski i Nie­miec, docze­kało się - dzięki żywo­to­pi­sa­rzom apo­stoła Pomo­rzan św. Ottona z Bam­bergu - bar­dzo inte­re­su­ją­cych rela­cji doty­czą­cych odcho­dzą­cego w prze­szłość pogań­stwa, ale Pol­ska, Cze­chy oraz - co bar­dziej zasta­na­wia­jące ze względu na sąsiedz­two z Bizan­cjum - cała Sło­wiańsz­czy­zna połu­dniowa (Buł­ga­rzy, Ser­bo­wie, Chor­waci, Sło­weńcy) są - jeżeli cho­dzi o naszą zna­jo­mość tam­tej­szych wie­rzeń pogań­skich - przy­sło­wiową białą plamą. Co prawda, także odno­śnie do tych obsza­rów dys­po­nu­jemy roz­ma­itymi "rela­cjami" i "świa­dec­twami", ale są to nie­mal wyłącz­nie świa­dec­twa późne, nie­wia­ry­godne, róż­nej jako­ści próby zapeł­nie­nia owej bia­łej plamy przez eru­dy­tów śre­dnio­wiecz­nych, a jesz­cze bar­dziej nowo­żyt­nych. Na przy­kła­dach Kosmasa z Pragi (ten był jesz­cze sto­sun­kowo wcze­sny, począ­tek XII w., ale należy do tej grupy świa­dectw) dla Czech, nie­mal współ­cze­snego mu autora zwa­nego Popem Dukla­ni­nem dla Sło­wian połu­dnio­wych, Jana Dłu­go­sza (XV w.) i póź­niej­szych pisa­rzy dla Pol­ski śle­dzić możemy tę twór­czą dzia­łal­ność, pozba­wioną na ogół real­nych pod­staw, ale ważną z punktu widze­nia kształ­to­wa­nia się wyobra­żeń współ­cze­snych i póź­niej­szych poko­leń o pogań­stwie sło­wiań­skim. Jeżeli jed­nak inte­re­sują nas nie tyle póź­niej­sze domy­sły i wymy­sły, ile rze­czy­wi­ste pogań­skie wyobra­że­nia naszych sło­wiań­skich przod­ków, musimy się­gnąć do świa­dectw tych auto­rów, któ­rzy mogli i chcieli, nawet jeśli w spo­sób nie­do­sko­nały i wyryw­kowy, przed­sta­wić je wtedy, kiedy jesz­cze ist­niały, choćby w schył­ko­wej fazie, i przy­bie­rały formy nowe, rów­nież te zapo­ży­czone z zewnątrz (np. z wie­rzeń chrze­ści­jań­skich). Naj­waż­niej­sze z tych świa­dectw, które cią­gle będą poja­wiać się w hasłach niniej­szego lek­sy­konu, to kro­niki Thiet­mara z Mer­se­burga (pocz. XI w.), Adama z Bremy (II poł. XI w.), Hel­molda z Bozowa (XII w.), żywoty św. Ottona z Bam­bergu (XII w.), kro­nika duń­ska Saksa Gra­ma­tyka (XII w.), ano­ni­mowa Saga o potom­kach Knuta (Knýtlinga-saga) z XIII w., jeżeli zaś cho­dzi o Sło­wiańsz­czy­znę wschod­nią - drugi pod wzglę­dem źró­dło­wym uprzy­wi­le­jo­wany region świata sło­wiań­skiego - na czoło wysuwa się naj­star­sza kro­nika (lato­pis) ruska, zwana daw­niej kro­niką Nestora, a obec­nie Powie­ścią minio­nych lat, oraz trudne do omó­wie­nia w tak lapi­darny spo­sób, jak to jest moż­liwe w niniej­szym wstę­pie, źró­dła innego rodzaju (tłu­ma­cze­nia z języka grec­kiego, kaza­nia, apo­kryfy, glosy). W dal­szej czę­ści uwag wstęp­nych (s. 17 nn.) przed­sta­wię krótko tych i innych auto­rów oraz dzieła, na któ­rych w decy­du­ją­cej mie­rze oparta jest niniej­sza książka.

Obok bogów i bogiń sło­wiań­skich, wokół któ­rych może i trwają nie­koń­czące się dys­ku­sje uczo­nych, ale któ­rych auten­tycz­ność (to zna­czy kwe­stia, czy rze­czy­wi­ście byli czczeni przez Sło­wian) oraz iden­tycz­ność (to zna­czy, czy w danym przy­padku cho­dzi o różne bóstwa czy o różne imiona jed­nego) nie budzą zasad­ni­czych wąt­pli­wo­ści, zna­la­zły się w słow­niku posta­cie bez wąt­pie­nia nie­au­ten­tyczne, zali­czone do rzędu bóstw naj­praw­do­po­dob­niej przez nie­po­ro­zu­mie­nie bądź igno­ran­cję (jak zapewne tzw. bóstwa Dłu­go­szowe, ruski Usład, połab­ski Pri­pe­gala) albo - nie­kiedy trudno się przed takim wra­że­niem uchro­nić! - w nie­zu­peł­nie czy­stej wie­rze, jako świa­doma misty­fi­ka­cja (Flins, Krodo, Püsterich, Pogwizd i tylu innych). Któż zresztą potrafi dziś roz­szy­fro­wać inten­cje i prze­świe­tlić sumie­nia daw­nych i now­szych auto­rów? Któż potrafi dociec krę­tych dróg ówcze­snej uczo­no­ści, któ­rej nie wolno oce­niać na pod­sta­wie kry­te­riów nam współ­cze­snych, tak niby oczy­wi­stych, ale nie­od­po­wia­da­ją­cych śre­dnio­wiecz­nej czy wcze­sno­no­wo­żyt­nej teo­rii i prak­tyce?

Osob­nym pro­ble­mem, praw­dziwą pułapką dla auto­rów podob­nych opra­co­wań jak niniej­sze, jest świat istot pół­bo­skich, demo­nów. Ważne, wręcz nie­odzowne w świa­to­po­glą­dzie pogań­skim nie zostały, w prze­ci­wień­stwie do bogów "wła­ści­wych", "wyż­szego rzędu", wyparte od razu przez chrze­ści­jań­stwo, trwały przez wieki, przyj­mu­jąc wpływy chrze­ści­jań­stwa, ale i same na nie oddzia­łu­jąc, zacho­wu­jąc w róż­nych regio­nach świata sło­wiań­skiego zadzi­wia­jącą, obser­wo­waną przez etno­gra­fów XIX i XX wieku żywot­ność. Igno­ro­wane na ogół przez auto­rów źró­deł (przez kilka wie­ków byli nimi prze­cież nie­mal wyłącz­nie duchowni chrze­ści­jań­scy!), znane są z wyryw­ko­wych i ten­den­cyj­nych prze­ka­zów póź­no­śre­dnio­wiecz­nych, przede wszyst­kim zaś z rela­cji zbie­ra­nych z ust ludu przez ludo­znaw­ców XIX i XX w. Nic dziw­nego, że po pierw­sze - pole do dys­ku­sji nad genezą poszcze­gól­nych wie­rzeń tego rodzaju jest cią­gle otwarte i wystę­pują w nauce naj­róż­no­rod­niej­sze teo­rie, po wtóre zaś - że mamy do czy­nie­nia z mate­rią bar­dzo "amor­ficzną", trudną do jed­no­znacz­nego okre­śle­nia i opi­sa­nia. Nie ma mowy, żeby w nie­licz­nych hasłach słow­nika zawrzeć cały świat demo­no­lo­gii sło­wiań­skiej, a nawet, by wybrane hasła w spo­sób "nie­wąt­pliwy" przed­sta­wiały dane posta­cie czy ich grupy. Trzeba było zatem doko­nać wyboru i nie cofać się przed koniecz­nymi roz­strzy­gnię­ciami, nie­po­zba­wio­nymi (jak­żeby ina­czej?) piętna subiek­ty­wi­zmu. Główne grupy istot demo­nicz­nych, jeśli tylko wystę­pują w świe­tle dostęp­nych mate­ria­łów (z nie­za­stą­pio­nym wiel­kim dzie­łem Kazi­mie­rza Moszyń­skiego na czele) w dosta­tecz­nie wyra­zi­stej i uchwyt­nej postaci, zna­la­zły jed­nak, jak mnie­mam, miej­sce w słow­niku.

Co do dru­giej grupy: Włą­czamy w zakres słow­nika posta­cie, które tra­dy­cja zwią­zała z kształ­to­wa­niem się ludów i państw sło­wiań­skich. Kry­te­rium doboru postaci nie da się zupeł­nie jasno okre­ślić. Nie oświe­tlają one, podob­nie jak bogo­wie i demony, całej Sło­wiańsz­czy­zny rów­no­mier­nie, ale to już wina samej tra­dy­cji, która w pew­nych regio­nach świata sło­wiań­skiego roz­wi­nęła się, z niezupeł­nie jasnych dla nas powo­dów, żywiej i buj­niej, w innych nato­miast sła­biej bądź w ogóle. Nie­które z omó­wio­nych postaci, jak Czech (Bohe­mus), Lubo­sza i Prze­mysł dla Czech, Lech, Krak, Wanda, Popiel, Piast dla Pol­ski, Kij oraz jego rodzeń­stwo i Ruryk dla Rusi, to posta­cie sze­roko znane od wie­ków, które zna­la­zły drogę do świa­do­mo­ści histo­rycz­nej swych naro­dów, inne pozo­stały wła­sno­ścią pomy­sło­wych eru­dy­tów pró­bu­ją­cych - dla więk­szej chwały swego narodu czy pań­stwa - "uzu­peł­nić", wzbo­ga­cić, uszla­chet­nić jego dzieje poprzez zwią­za­nie ich z dzie­jami innych, bar­dziej zna­nych i sta­ro­żyt­nych kra­jów, zwłasz­cza (jak u nas mistrz Win­centy Kadłu­bek) sta­ro­żyt­nych Gre­cji i Rzymu lub (jak u nas fran­cisz­ka­nin Dzierzwa) z dzie­jami Sta­rego Testa­mentu. Nie zawsze wia­domo, dla­czego jedne posta­cie od razu cie­szyły się popu­lar­no­ścią i mało kto wąt­pił w ich histo­rycz­ność, innym zaś nie udało się to, pozo­stały wła­sno­ścią ich twór­ców. Nie wyłą­czy­li­śmy postaci tego rodzaju, jak np. biblij­nego Wan­dala, który ponoć miał być pro­to­pla­stą Pola­ków, Deom­bro­tusa wymy­ślo­nego przez Filipa Kal­li­ma­cha pod koniec XV w. czy rze­ko­mych goc­kich pro­to­pla­stów Sło­wian połu­dnio­wych, któ­rzy zabłą­dzili na karty lato­pisu Popa Dukla­nina. Uwzględ­ni­li­śmy nie tylko Lest­ków (Lesz­ków) pol­skich, wpro­wa­dzo­nych do tra­dy­cji przez Kadłubka, a póź­niej (także w XVI w.) jesz­cze bar­dziej roz­mno­żo­nych, lecz rów­nież dwu­dzie­stu synów jed­nego z nich, Lestka III, któ­rzy mieli wła­dać wiel­kimi obsza­rami Sło­wiańsz­czy­zny, także zachod­niej. Zna­leźli się władcy cze­skiej listy dyna­stycz­nej prze­ka­za­nej przez Kosmasa z Pragi, nie odmó­wiono miej­sca wielu wład­com połu­dnio­wo­sło­wiań­skim zawdzię­cza­ją­cym swe ist­nie­nie po więk­szej czę­ści (w nie­któ­rych, zwłasz­cza młod­szych chro­no­lo­gicz­nie przy­pad­kach, nie­wy­klu­czone są pewne nawią­za­nia do wład­ców histo­rycz­nych) inwen­cji Popa Dukla­nina.

Pyta­nie o histo­rycz­ność tych postaci nie jest z naszego punktu widze­nia istotne i dla­tego tylko w nie­któ­rych, indy­wi­du­al­nie uza­sad­nio­nych przy­pad­kach będziemy do tej kwe­stii nawią­zy­wać, w pełni świa­domi, że przyj­dzie nam jedy­nie ją poru­szyć, zasy­gna­li­zo­wać. W grun­cie rze­czy inte­re­suje nas nie histo­rycz­ność danej postaci, to, czy ona w ogóle ist­niała, lecz jej obraz, geneza (zarówno "lite­racka", jak rów­nież ide­owa), prze­miany i funk­cja czy funk­cje speł­niane w świe­cie zbio­ro­wej wyobraźni współ­cze­snych i potom­nych. Wię­cej, "histo­rycz­ność" postaci wyłą­cza ją wła­ści­wie ze słow­nika: nie uwzględ­ni­li­śmy już Mieszka I i Bole­sława Chro­brego, Wacława I cze­skiego, póź­niej­szych od Ruryka wład­ców ruskich, podob­nie jak wład­ców i przy­wód­ców innych państw sło­wiań­skich, choć była to nie­raz decy­zja nie­ła­twa, gdyż w wielu wypad­kach także w tych posta­ciach ele­ment legen­darny zazna­czył się zupeł­nie wyraź­nie (np. śle­pota naszego Mieszka I w pierw­szych sied­miu latach życia, żela­zne słupy gra­niczne w Sali i cios Szczerbca w dłoni Bole­sława Chro­brego na bra­mie kijow­skiej), nie­kiedy splótł się z histo­rią "realną" w węzeł trudny do roz­plą­ta­nia, ale mimo wszystko odgrywa już rolę pod­rzędną. Nieco uprasz­cza­jąc zagad­nie­nie, można by powie­dzieć, że słow­nik obej­muje posta­cie Sło­wiańsz­czy­zny przed­chrze­ści­jań­skiej (prawda, że są przy­padki gra­niczne), ale za to bez względu nie tylko na ich "histo­rycz­ność" (o tym była już mowa), lecz także na czas powsta­nia czy ujaw­nie­nia na kar­tach kro­nik i innych źró­deł. Dla­tego mogli się w nim zna­leźć i zna­leźli na przy­kład Mikiel, czyli Niklot obo­drzycki (postać histo­ryczna, panu­jąca w XII w. nad pogań­skimi Obo­drzy­cami, ale "zauwa­żona" przez autora czy inter­po­la­tora Kro­niki wiel­ko­pol­skiej w XIV wieku w kon­tek­ście czę­ściowo legen­dar­nym), i Wisław z Wiślicy, postać według wszel­kiego praw­do­po­do­bień­stwa fik­cyjna, zano­to­wana w tejże kro­nice, ale w kon­tek­ście daw­nych pol­skich cza­sów pogań­skich.

Wresz­cie trze­cia, naj­mniej spójna wewnętrz­nie i naj­mniej kom­pletna w sen­sie rze­czo­wym grupa: inne, nie­ko­niecz­nie dyna­styczne posta­cie z pogań­skich dzie­jów Sło­wian. Tutaj zna­leźli się m.in. zdra­dziecki During i dzielne "Ama­zonki" cze­skiej Wla­sty, Wal­ter i Hel­gunda Kro­niki wiel­ko­pol­skiej, ale także Alek­san­der Wielki jako prze­ciw­nik czy przy­ja­ciel Sło­wian, Attyla jako ich rze­komy władca, Późny - rze­komy (poja­wia się dopiero w XVI w. i natych­miast zostaje zapo­mniany) zało­ży­ciel Pozna­nia, nie­mal rów­nie późny, ale bar­dziej szczę­śliwy u potom­nych pogromca smoka wawel­skiego - Skub czy Skuba.

Wobec dłu­go­wiecz­no­ści nie­któ­rych wąt­ków i nie­po­skro­mio­nej u auto­rów XVI-XIX [!] wieku inwen­cji twór­czej trzeba było czę­sto rezy­gno­wać ze szcze­gó­ło­wego śle­dze­nia póź­nych ich losów, chyba że te późne trans­for­ma­cje wydały się auto­rowi z takich czy innych powo­dów ważne bądź inte­re­su­jące. Z żalem zre­zy­gno­wa­li­śmy z uwzględ­nie­nia nie­któ­rych kate­go­rii źró­deł, które być może zasłu­gi­wa­łyby na bar­dziej łaskawe potrak­to­wa­nie. Najbar­dziej chyba żal auto­rowi boha­te­rów bylin sta­ro­ru­skich i połu­dnio­wo­sło­wiań­skiej (zwłasz­cza serb­skiej) poezji epic­kiej. Tę ostat­nią dzie­dzinę, mimo całego uroku, pate­tycz­no­ści i histo­rycz­nej donio­sło­ści dla ducho­wego życia narodu (wspo­mnijmy o cią­gle aktu­al­nym zna­cze­niu pro­ble­ma­tyki bitwy na Koso­wym Polu dla Ser­bów!), trzeba było wyłą­czyć, ponie­waż związki eposu połu­dnio­wo­sło­wiań­skiego z cza­sami przed­chrze­ści­jań­skimi są nie­mal żadne. Poezja ta doty­czy pra­wie wyłącz­nie cza­sów póź­niej­szych, zwłasz­cza wojen z Tur­kami osmań­skimi. Co się tyczy bylin, decy­zja była znacz­nie trud­niej­sza. Mimo póź­nego (na ogół nie wcze­śniej niż wiek XIX) ich zapi­sa­nia i nie­koń­czą­cych się dys­ku­sji co do czasu powsta­nia poszcze­gól­nych ich wąt­ków i postaci, cią­gle poja­wiają się, i nie są zupeł­nie pozba­wione pod­staw, próby cof­nię­cia począt­ków nie­któ­rych z nich do cza­sów bar­dzo odle­głych, nawet pogań­skich. Argu­menty obozu prze­ciw­nego są jed­nak co naj­mniej rów­nej wagi. Uzna­łem zatem, że wła­ściw­sze będzie pozo­sta­wie­nie takich postaci, jak Iwan Godi­no­wicz, Michajło Potok, Dunaj (Don) Iwa­no­wicz, Mikuła Sie­la­ni­no­wicz, a nawet Ilia Muro­miec, poza ramami niniej­szego kom­pen­dium. Kolej­nym ogra­ni­cze­niem jest rezy­gna­cja z mate­riału zawar­tego w póź­nych legen­dach her­bo­wych. Rozu­miem, że mizerną jedy­nie rekom­pen­satą dla ewen­tu­al­nie zawie­dzio­nych tymi wyłą­cze­niami będą wska­zówki biblio­gra­ficzne obej­mu­jące także te wyłą­czone kate­go­rie.

Oprócz haseł poświę­co­nych bóstwom, demo­nom, wład­com, przy­wód­com i nie­któ­rym innym posta­ciom zna­la­zły się w słow­niku także hasła doty­czące wybra­nych miej­sco­wo­ści czy miejsc w szcze­gólny spo­sób obec­nych w mitach, legen­dach i poda­niach sło­wiań­skich, jak Arkona, Gnie­zno, Łysiec, Ślęża, Řip, Wawel. Nie­kiedy brak odręb­nych haseł uza­sad­niony jest wmon­to­wa­niem nie­zbęd­nych infor­ma­cji w obręb innych haseł (np. Rado­goszcz-Retra została wystar­cza­jąco omó­wiona pod hasłem Swa­ro­życ - bóstwo tam czczone). Jesz­cze ostrzej­sza selek­cja została zasto­so­wana przy miej­sco­wo­ściach, które jedy­nie ze względu na doko­nane tam odkry­cia arche­olo­giczne zna­la­zły się w słow­niku (np. Alten­kir­chen, Gross Raden). Trzeba było uwzględ­nić pewną liczbę haseł rze­czo­wych zwią­za­nych ze szcze­gól­nie donio­słymi odkry­ciami (np. Świa­to­wid ze Zbru­cza), ale rów­nież donio­słymi (a bodaj tylko osła­wio­nymi) misty­fi­ka­cjami histo­rycz­nymi doty­czą­cymi reli­gii pogań­skich Sło­wian (np. miko­rzyń­skie kamie­nie, pril­l­wic­kie idole) czy ich histo­rii i twór­czo­ści (np. Budzi­sław­skie źró­dła, "Ręko­pis kró­lo­wo­dwor­ski" i "Ręko­pis zie­lo­no­gór­ski"). Nieco haseł doty­czy świąt i obrzę­dów pogań­skich Sło­wian (np. Kupała, Stado, woł­chwo­wie).

Nacisk poło­żony został na stronę doku­men­ta­cyjną. Zna­czy to, że poszcze­gólne hasła i ich czę­ści, mimo nie­kiedy dużej zwię­zło­ści, zawie­rają odsy­ła­cze do źró­deł, jeżeli to moż­liwe (dla wygody Czy­tel­nika) - w pol­skim prze­kła­dzie. W wypadku bar­dziej roz­bu­do­wa­nych haseł (jak Lech, Krak czy Piast) Czy­tel­nik otrzyma więc coś w rodzaju zarysu histo­rii, kształ­to­wa­nia się danego poję­cia, nie­kiedy na prze­strzeni kilku wie­ków, łącz­nie z naj­now­szymi nawet impli­ka­cjami.

Czę­ściej wystę­pu­jące źró­dła są cyto­wane w spo­sób skró­cony; roz­wią­za­nie skró­tów znaj­duje się na s. 31. Aby umoż­li­wić dal­sze poszu­ki­wa­nia, kto wie - może samo­dzielne stu­dia nad tą pro­ble­ma­tyką - a także kon­trolę wywo­dów autora, książkę, mimo jej popu­lar­nego cha­rak­teru, zaopa­trzono w obszerny wykaz biblio­gra­ficzny zawie­ra­jący wybór waż­niej­szej i now­szej lite­ra­tury nauko­wej na temat mitów i podań daw­nych Sło­wian, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem lite­ra­tury pol­skiej. Nie­kiedy pod hasłami znaj­dują się ode­sła­nia do pozy­cji uwzględ­nio­nych w zesta­wie; wtedy, dla oszczęd­no­ści miej­sca, cyto­wane są w spo­sób skró­cony (pełne tytuły łatwo zna­leźć w wyka­zie). Do haseł w Słow­niku sta­ro­żyt­no­ści sło­wiań­skich oraz pokrew­nych tema­tycz­nie lek­sy­ko­nów (zwłasz­cza Mify naro­dov mira i słow­nik Kem­piń­skiego) odsy­łam tylko wtedy, gdy zacho­dzi uza­sad­niona potrzeba. Korzy­sta­łem z nich jed­nak, co wypada tu pod­kre­ślić, także w wielu innych przy­pad­kach, nawet gdy ich spe­cjal­nie nie cytuję. Sto­sun­kowo liczne odsy­ła­cze wiążą hasła mię­dzy sobą oraz infor­mują o róż­nych nazwach tej samej osoby, istoty czy zja­wi­ska. Cytaty z Pisma Świę­tego podaję na pod­sta­wie tzw. Biblii Tyniec­kiej: Pismo Święte Sta­rego i Nowego Testa­mentu, pod red. bene­dyk­ty­nów tyniec­kich, Poznań 1965 i późn. wyd.

Poznań, we wrze­śniu 1998

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki