Mistrzowie śmierci. Einsatzgruppen - Richard Rhodes

Reflow text when sidebars are open.
Wiosną 1941 roku w szkole policyjnej w Pretzsch, mieście położonym nad Łabą, około 80 kilometrów na południowy zachód od Berlina, miało miejsce złowrogie zgromadzenie. Kilka tysięcy członków SS (Schutzstaffel - sztafet ochronnych partii narodowosocjalistycznej) - policji i zarazem służby bezpieczeństwa podlegającej bezpośrednio Adolfowi Hitlerowi i działającej ponad niemieckim prawem - zostało oddelegowanych do Pretzsch, aby przejść szkolenie i odebrać dalsze rozkazy. Nie powiedziano im, czego będą dotyczyć, lecz pewne cechy wspólne oddelegowanych żołnierzy mogły być pomocne w okupowanej od 1939 roku Polsce i wielu z nich mówiło po rosyjsku1.
Przydział do Pretzsch opustoszył szkołę dowodzenia SS w Berlinie-Charlottenburgu, a także mocno przerzedził kurs zawodowego prowadzenia przesłuchań dla oddziałów SS. Przede wszystkim wytrzebił oficerów niższych i średnich rang Sicherheitzpolizei (Gestapo i Kriminalpolizei), co akurat nieszczególnie zmartwiło niektórych dowódców macierzystych jednostek, gdyż wielu z oficerów Sicherheitzpolizei postrzegano jako zbyt nieokrzesanych. Do powołanych należeli także członkowie Waffen-SS, małej, lecz rosnącej formacji wojskowej SS, oraz biurokraci wyższej rangi spośród szeregów RSHA - Reichssicherheitshauptamt - Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy2. Wszyscy wyżej wymienieni zostali wyznaczeni na stanowiska dowódcze przez Obergruppenführera Reinharda Heydricha, szefa RSHA, drugiego człowieka w hierarchii SS, oraz przez Heinricha Himmlera, zwierzchnika Heydricha i Reichsführera SS. Większość z kandydatów na dowódców była prawnikami, było też kilku lekarzy i nauczycieli, wielu miało w dorobku doktoraty. Wśród dziwniejszych osobowości pojawili się: Otto Ohlendorf, przystojny, lecz kłótliwy ekonomista, który popadł w niełaskę u Himmlera; Paul Blobel, chudy, nerwowy i często pijany architekt; Arthur Nebe, były detektyw policji obyczajowej i szef Gestapo, entuzjastycznie nastawiony ochotnik; Karl Jäger, brutalny dowódca tajnej policji3. Do kompletu zbieraniny w Pretzsch należy dołączyć rezerwowy batalion Hauptamt Ordnungspolizei4.
Wszyscy zebrani szybko zostali poinformowani o przydziale do jednostek specjalnych podzielonych na grupy - Einsatzgruppen i komanda - Einsatzkommanden. Jednostki te wkraczały za armią niemiecką do okupowanych krajów - począwszy od Austrii, zajętej w 1938 roku, następnie do Czechosłowacji i Polski. Einsatzgruppen miały zabezpieczyć okupowane tereny do czasu ustanowienia administracji cywilnej. Konfiskowały broń i gromadziły obciążające dokumenty, wyszukiwały i aresztowały ludzi uznanych przez SS za politycznie podejrzanych, a wreszcie systematycznie mordowały polityczne, naukowe, religijne i intelektualne elity podbitych krajów. Ponieważ w 1939 roku Niemcy podpisały pakt o nieagresji ze Związkiem Radzieckim, wielu z kandydatów na dowódców zgromadzonych w Pretzsch sądziło, że ich zadaniem będzie wkroczenie, za Wehrmachtem, do Wielkiej Brytanii. Niektórzy z nich przeszli nawet wcześniej odpowiednie szkolenie5.
Wiosną 1941 roku Polska była już całkowicie zajęta przez Niemców. Albert Speer, architekt pracujący dla Hitlera, a później minister odpowiedzialny za zbrojenia, wspominał noc 21 sierpnia, kiedy to wiadomość o zgodzie Stalina na pakt o nieagresji ostatecznie przekonała Hitlera do napaści na Polskę. Hitler i jego świta wyszli na taras rezydencji w Obersalzbergu, by popatrzeć na grę cynobrowego światła tworzoną przez północne słońce na stokach przeciwległych gór. "Ostatni akt GötterdammerungI nie mógłby mieć lepszej scenografii". "To samo czerwone światło oblewało nasze twarze i dłonie. Całość wywołała w nas dziwnie melancholijny nastrój. Hitler nagle odwrócił się do jednego z adiutantów i powiedział: "Wygląda jak morze krwi. Tym razem nie obejdzie się bez jej rozlewu""6.
Następnego dnia Führer wygłosił płomienne przemówienie do generałów i feldmarszałków Wehrmachtu. Mówił o tym, że Niemcy potrzebują przestrzeni na wschodzie, by utworzyć bufor chroniący przed Rosjanami. Oznaczało to nie tylko zajęcie Polski, lecz także jej zniszczenie i utworzenie w tym miejscu wschodniego pogranicza Niemiec. "Wojna sprowadza się do zastosowania najostrzejszych środków w celu rozwiązania kwestii przede wszystkim istnienia: kto pojmuje ją inaczej, jest niedorzeczny i śmieszny - perorował podczas zebrania z dowódcami. - Każda wojna niesie za sobą przelew krwi, a zapach krwi wywołuje u człowieka najstarsze instynkty, tkwiące w nas od zarania dziejów: akty przemocy, upojenie mordem i wiele innych. Wszystko poza tym to jałowe brednie. Humanitarna wojna istnieje jedynie w wątłych umysłach" 7. Jeden z feldmarszałków obecnych podczas odprawy relacjonował później, iż Hitler uprzedzał, że "po zakończeniu kampanii zabierze się za Polaków z nieustępliwą stanowczością. Będą się działy rzeczy nie zawsze zgodne z oczekiwaniami niemieckich generałów". Ów feldmarszałek zrozumiał te słowa jako groźbę "zagłady polskiej inteligencji, w szczególności kleru, dokonanej przez SS"8.
Kiedy Niemcy zaatakowały Polskę 1 września 1939 roku, tym samym rozpoczynając drugą wojnę światową w Europie, pięć grup utworzonych przez Heydricha ruszyło w ślad za pięcioma armiami Wehrmachtu9. Każda z Einsatzgruppen składała się z czterech Einsatzkommand, liczących od 100 do 150 żołnierzy. Oddziały te zostały wzmocnione batalionami Ordnungspolizei, żołnierzami Dywizji Pancernej "Totenkopf" (którzy często pełnili funkcję strażników w obozach koncentracyjnych) oraz jednostkami Waffen-SS, tworząc w sumie połączone siły SS w liczbie prawie 22 tysięcy ludzi. Dowódca jednej z Einsatzgruppen działającej w Polsce w 1939 roku, Bruno Streckenbach10, stanął na czele zespołu rekrutującego nowe oddziały Einsatzgruppen w Pretzsch w maju 1941 roku. SS Himmlera słynęło ze skrupulatności. Heydrich, były oficer marynarki, był człowiekiem wysokim, o końskiej szczęce i skłonności do szyderstwa. Nawet przez swoich podwładnych nazywany był "blond bestią". Karierę w partii rozpoczął od zorganizowania obszernej kartoteki opisującej wrogów partyjnych. System ten został wcześniej wprowadzony przez Hitlera, by kontrolować swoich zwolenników11. Jeśli Einsatzgruppen działające w Polsce stosowały zwykłe procedury SS, to spisy polskich wrogów sporządzone przez ludzi Heydricha musiały okazać się bardzo pomocne. Jeden z oficerów SS biorący udział w późniejszej misji na Kaukazie opisał sposób działania systemu:
Jako dowódca grupy otrzymałem dodatkową dokumentację. Najbardziej pożyteczna okazała się mała, cienka książeczka, część limitowanego i numerowanego nakładu, której nigdy nie spuszczałem z oka. Pamiętam, że czcionka była mikroskopijna, a papier szczególnie cienki, by zmieścić jak najwięcej informacji na jak najmniejszej przestrzeni. [...] Zawierała szereg spisów, między innymi nazwisk wszystkich aktywnych członków partii komunistycznej na terenie Kaukazu, nazwiska wszystkich przedstawicieli niepartyjnej inteligencji, spisy naukowców, nauczycieli, pisarzy, dziennikarzy, księży, urzędników publicznych, również wykaz zamożniejszych chłopów, a także największych przedsiębiorców i bankierów. [Zawierała również] adresy i numery telefonów. [...] Ale to nie wszystko. Były jeszcze listy krewnych i przyjaciół, na wypadek gdyby element wywrotowy próbował się ukrywać, oraz opisy wyglądu, a w niektórych przypadkach fotografie. Łatwo można wyobrazić sobie rozmiar tej książki, jeśli wydrukowano by ją normalnie.12
Wszystkie wyżej wymienione kategorie ludzi w Polsce, a także polską arystokrację przeznaczono na śmierć. Pewien historyk zajmujący się kampanią wrześniową w Polsce podsumował pierwsze tygodnie po wkroczeniu wojsk niemieckich, kiedy jeszcze Wehrmacht kontrolował okupowane tereny: "531 małych miast i wsi zostało spalonych, najbardziej ucierpiały województwa łódzkie i warszawskie. Różne oddziały wojska i policji [czyli legionów Himmlera] przeprowadziły 714 [masowych] egzekucji, które pochłonęły życie 16 376 ludzi, w większości polskich katolików. Wehrmacht dokonał około 60 procent tych zbrodni, policja jest odpowiedzialna za resztę"13. Ten sam historyk przytacza słowa Angielki będącej naocznym świadkiem egzekucji w Bydgoszczy:
Pierwszymi ofiarami kampanii byli harcerze, w wieku od 12 do 16 lat. Zgromadzono ich na rynku, ustawiono pod ścianą i rozstrzelano. Bez podania żadnego powodu. Ksiądz, który ruszył, by udzielić im ostatniego sakramentu, został również rozstrzelany. Postrzelono go pięciokrotnie. Pewien Polak powiedział później, że widok tych martwych chłopców leżących na ziemi był najbardziej przerażającym ze wszystkich okropności, jakie widział. Nie był to koniec egzekucji w tamtym tygodniu. Rozstrzelano jeszcze trzydziestu czterech czołowych handlarzy i kupców, jak również wielu innych znamienitych obywateli. Rynek otaczali żołnierze z karabinami maszynowymi.14
Trzy tygodnie po napaści na Polskę Wehrmacht umył ręce od dalszej odpowiedzialności za eliminację elit, zostawiając to specjalistom z SS. Heydrich spotkał się z generałem Eduardem Wagnerem, który odpowiadał za logistykę sił zbrojnych, by uzgodnić z nim, że trzeba "raz na zawsze zrobić porządek z Żydami, inteligencją, klerem i arystokracją"15. Po tym spotkaniu Heydrich wystosował pismo do dowódców Einsatzgruppen odnośnie do "kwestii żydowskiej na okupowanych terytoriach". Zastrzegając ścisłą poufność listu, poczynił rozróżnienie między "ostatecznym celem (którego realizacja zajmie trochę czasu)" a "przejściowymi środkami (które można przedsięwziąć wcześniej)". W najbliższej przyszłości Żydzi mieszkający w Polsce zachodniej, którą zamierzano wcielić do Niemiec, mieli być "usunięci" poprzez deportację na wschód. Żydów z pozostałych obszarów Polski należało skoncentrować w gettach w miastach z dobrymi połączeniami kolejowymi. Heydrich nie wyszczególnił, jakich środków wymagać będzie "ostateczny cel"16. Po wojnie, gdy dokument (z 1939 roku) pokazano Adolfowi Eichmannowi, ten skwitował go stwierdzeniem, że wyrażał "podstawową koncepcję rozkazu fizycznej eksterminacji Żydów" na okupowanych terenach17. W każdym razie w owym czasie i tak mordowano wielu polskich Żydów nie ze względu na przynależność religijną, lecz dlatego, że uznano ich za podejrzanych politycznie. Pismo Heydricha miało na celu przede wszystkim przeniesienie kontroli nad Żydami z Polski w gestię SS.
Incydent, który zdarzył się we Włocławku w ostatnim tygodniu września, był nietypowy jedynie ze względu na zaistniały konflikt zwierzchnictwa. Dywizja Totenkopf aresztowała ośmiuset mężczyzn pochodzenia żydowskiego. Część z nich rozstrzelano auf der Flucht erschossen - podczas próby ucieczki, jak standardowo usprawiedliwiano bezprawne egzekucje w obozach koncentracyjnych nadzorowanych przez oddziały Totenkopf. Dowódca jednostki SS zamierzał aresztować wszystkich włocławskich Żydów płci męskiej, jednakże sprzeciwił się temu odpowiednik stacjonującego we Włocławku oddziału Wehrmachtu. "Przecież i tak wszyscy zostaną zabici" - usłyszał w odpowiedzi od oficera SS. "Führer nie może kazać nam rozstrzelać wszystkich żyjących Żydów"18 - naiwnie oponował oficer Wehrmachtu. Warszawa padła 28 września, a już dzień wcześniej Heydrich mógł raportować, że "z polskich elit w okupowanym obszarze zostało najwyżej 3 procent" 19.
Brutalność SS w Polsce w październiku, po rozkazie Himmlera skazującym na śmierć również osoby niepełnosprawne fizycznie i psychicznie, przeobraziła się w zwykłą rzeź. Tak zwany program eutanazji dopiero co ruszał w Niemczech, z początku obejmując jedynie dzieci, jednakże i na tym polu mordercy z SS wcześniej rozpoczęli swą działalność. Ich ofiarami byli Niemcy wywiezieni ze szpitali i domów opieki z Pomorza - wtedy pruskiej prowincji - do zajętej Polski. Program eutanazji w Niemczech wprowadzano ukradkiem i bez rozgłosu, lecz terytoria okupowane były ziemią niczyją, poza jurysdykcją niemieckich sądów i poza nadzorem opinii publicznej. Żydów w podbitych krajach na wschód od Niemiec było wymordować równie łatwo, jak zgładzić tam niepełnosprawnych, nawet jeśli byli oni obywatelami Niemiec20.
W Wolnym Mieście Gdańsku jeszcze przed wojną stacjonował kilkutysięczny oddział Hilfspolizei SS dowodzony przez Sturmbannführera Kurta Eimanna i nazwany jego nazwiskiem. Pod koniec października 1939 roku niepełnosprawni z Pomorza zostali zapędzeni do wagonów bydlęcych i deportowani na tereny okupowanej Polski. Batalion Eimanna oczekiwał na pociąg na stacji w Wejherowie (wtedy Neustadt). W pobliskim lesie polscy więźniowie polityczni kopali już rowy mające służyć jako masowe groby. Niepełnosprawnych dowieziono na miejsce ciężarówkami. Pierwszą ofiarą była około pięćdziesięcioletnia kobieta: Eimann osobiście dokonał egzekucji, strzelając jej w potylicę - miejsce, gdzie rdzeń kręgowy łączy się z podstawą czaszki. Historyk Henry Friedlander cytuje zeznanie z procesu po wojnie: "Stojąc przed rowem, [Eimann] strzelił w tył głowy kobiecie, która szła przed nim, nie podejrzewając niczego. Zginęła na miejscu i osunęła się do rowu"21. W listopadzie 1939 roku do Wejherowa przybyły kolejne transporty, wypełniając rowy w lesie trzema i pół tysiącem ciał. Aby pozbyć się świadków masakry, Eimann kazał rozstrzelać więźniów, którzy wykopali rowy. Mogiły przysypano ziemią.
Friedlander odkrył, że rozstrzelano w zasadzie wszystkich niepełnosprawnych z polskich terenów przyłączonych do Rzeszy. Wśród ofiar masowych egzekucji było między innymi: 1172 pacjentów szpitala psychiatrycznego w Nowym Dworze Gdańskim (wtedy Tiegenhof, rozstrzeliwanych od 7 grudnia 1939 roku) oraz 420 pacjentów szpitala z Chełma pod Lublinem (12 stycznia 1940)22. Sonderkommando utworzone z sił niemieckiej Sicherpolizei z Poznania i Łodzi przez dowódcę jednej z Einsatzgruppen Herberta Langego mordowało pacjentów z terenów całego Kraju Warty. Wykorzystywano do tego ciężarówki wyposażone w zbiorniki z czystym tlenkiem węgla. "Po zabiciu niepełnosprawnych w 1940 roku [komando Langego] najprawdopodobniej używało tych pierwszych ciężarówek z gazem do zabicia również Żydów mieszkających w mniejszych miastach na terenie Kraju Warty" - dodawał Friedlander23. "Powoli uczyliśmy się wszystkich tych rzeczy - wyjaśniał Eichmann bez cienia skruchy. - Przyzwyczailiśmy się do tego"24.
Tajny pakt o nieagresji Niemiec i Związku Radzieckiego podzielił Polskę między dwa mocarstwa. By zabezpieczyć swą część łupu, Armia Czerwona wkroczyła do Polski 17 września 1939 roku. Hitler nakazał Himmlerowi wysiedlić na wschód z terenów zachodniej Polski ponad osiem milionów obywateli polskich, a w ich miejsce sprowadzić etnicznych Niemców z okupowanych przez Sowietów krajów bałtyckich25. Na początek tego gigantycznego przedsięwzięcia Himmler rozkazał Eichmannowi zorganizować transport pół miliona polskich Żydów i pół miliona Polaków innych wyznań. "Musiałem ustalić wytyczne do wdrożenia - wspominał Eichmann - ponieważ takie były rozkazy Reichsführera. Na przykład wydał zarządzenie, że "nikt nie może wziąć więcej bagażu niż Niemcy wypędzeni przez Francuzów". Miał na myśli Niemców wypędzonych po pierwszej wojnie światowej z Alzacji-Lotaryngii, później z Nadrenii i Zagłębia Ruhry. Musiałem to sprawdzić. Wtedy można było wziąć 50 kilogramów bagażu [na osobę]"26. Himmler wydał rozkaz wysiedlenia 30 października 1939 roku, z terminem wykonania do lutego 1940. Po 15 listopada 1939 roku cała sieć kolejowa środkowej i południowej Polski - Generalnego Gubernatorstwa - została zarezerwowana dla transportów z przesiedleńcami. Pociągi wypełnione Polakami - tak katolikami, jak i żydami - ruszyły na wschód w grudniu. Deportowani byli wyrzucani z wagonów na stacjach Generalnego Gubernatorstwa w środku zimy, bez jedzenia i bez odpowiednich ubrań. Niezliczona ilość zmarła z zimna lub chłodu, co pozwoliło nowo mianowanemu, groteskowemu gubernatorowi Hansowi Frankowi - byłemu prawnikowi Hitlera - oświadczyć w publicznym przemówieniu: "Z jaką przyjemnością możemy w końcu fizycznie zabrać się za żydowską rasę. Im więcej ich zginie, tym lepiej"27. Sam Himmler w przemówieniu wygłoszonym do jednego ze swoich batalionów, odnosząc się do śmiercionośnych konsekwencji wysiedlania, Polskę określił miejscem:
gdzie w temperaturze czterdziestu stopni poniżej zera musieliśmy wywozić tysiące, dziesiątki tysięcy, setki tysięcy, gdzie musieliśmy mieć siłę - słuchajcie uważnie, lecz zapomnijcie niezwłocznie - rozstrzelać tysiące z polskiej elity, gdzie musieliśmy mieć siłę, bo w przeciwnym razie obróciłoby się to przeciwko nam. Niejednokrotnie łatwiej jest walczyć w bitwie w kompanii piechoty, niż tłumić oporną ludność o niskiej kulturze lub przeprowadzać egzekucje i deportacje.28
"To wystarczy, by poczuć ciarki na plecach - komentował nazistowski propagandzista Hans Fritzsche po wojnie - to infantylne podejście, z jakim ci dyletanci filozofii traktowali całe populacje, bawiąc się nimi, jakby grali w warcaby"29.
Program wysiedlenia został wstrzymany, gdy wymagania produkcji wojennej obnażyły lekkomyślność decyzji o deportacji pożytecznej siły roboczej. Jednakże masowe egzekucje Polaków i Żydów wciąż trwały w Generalnym Gubernatorstwie: w ostatnich miesiącach 1939 roku dokonano ich ponad sto, zabijając co najmniej sześć tysięcy osób30.
Mimo że żołnierze Wehrmachtu dokonywali masowych egzekucji jeszcze podczas walk o Polskę, przed kapitulacją Warszawy, dowództwo Wehrmachtu uważało je za usprawiedliwione i pożądane jedynie w odpowiednich okolicznościach. Jednakże jeśli mowa o ekscesach Einsatzgruppen w Polsce, dowódcy Wehrmachtu byli zaniepokojeni. Ich troska bynajmniej nie dotyczyła ofiar. Obawiali się raczej powstania polskiego ruchu oporu, a także martwili się o morale, nie tylko żołnierzy Wehrmachtu, lecz wręcz całego narodu niemieckiego. Najbardziej szczegółowa ocena, jaka się zachowała, to wyjątkowo prorocze memorandum Johannesa Blaskowitza, zwierzchnika terytoriów wschodnich:
Rzeź kilkunastu tysięcy Żydów i Polaków, która się obecnie odbywa, jest całkowicie nieprzemyślana, ponieważ w ten sposób nie można zniszczyć idei państwa polskiego w oczach szerokiej ludności ani pozbyć się Żydów. Wręcz przeciwnie, sposób, w jaki odbywają się egzekucje, jest wyjątkowo szkodliwy, komplikuje problemy i czyni je bardziej niebezpiecznymi w stosunku do tego, jakimi by były, gdyby podejść do nich w sposób przemyślany i mający na uwadze konkretne cele. [...] Trudno wyobrazić sobie lepszy materiał dla wrogiej propagandy niż ten, który jest jej właśnie dostarczany. [...]
O wpływie na żołnierzy Wehrmachtu nawet nie ma co wspominać. Zmuszani są do bezczynnego obserwowania popełnianych zbrodni. [...]
Największym jednak zagrożeniem dla Niemców, wynikłym na skutek obecnych warunków, jest ogromna brutalizacja i zdeprawowanie moralne, szerzące się wśród jakże cennych niemieckich żołnierzy niczym epidemia. [...]
Jeśli wysokiej rangi oficerowie SS i policji będą żądać aktów przemocy i brutalności oraz otwarcie je pochwalać, to wkrótce rządzić będą zwyrodnialcy. Zadziwiające, jak szybko tacy ludzie łączą siły z ludźmi słabego charakteru, by - jak to się właśnie dzieje w Polsce - dać ujście swym zwierzęcym i patologicznym instynktom. [...] Najwyraźniej uznają, że mają na to oficjalne przyzwolenie i tym samym ich wszystkie okrutne czyny są usprawiedliwione.31
Opisy bestialskich deportacji i masakr dokonywanych pod wpływem alkoholu spływały do Berlina, tworząc dossier oskarżeń obciążających SS. 24 stycznia 1940 roku Himmler umówił się na herbatkę z Waltherem von Brauchitschem, naczelnym dowódcą wojsk lądowych, by zawrzeć rozejm.
Nie zachowały się żadne notatki ze spotkania, lecz wyjaśnienia, jakich Himmler udzielił Brauchitschowi, najprawdopodobniej znalazły miejsce w przemówieniu wygłoszonym przez Himmlera kilka tygodni później:
Oczywiście możliwe jest, że pociągi na wschodzie, nie tylko pociągi ewakuacyjne - że pociągi zamarzają i ludzie w nich zamarzają. To jest możliwe i zdarza się też niestety Niemcom. Po prostu nie można zrobić nic, by temu zapobiec, jeśli pociąg jedzie z Łodzi do Warszawy i po drodze stoi na torach dziesięć godzin. Nie można za to winić ani załogi pociągu, ani nikogo innego. Taki jest po prostu klimat. Tym gorzej dla Niemców, tym gorzej dla Polaków, a nawet - jeśli chcecie - tym gorzej dla Żydów, o ile ktoś w ogóle zechce ich żałować. Jednakże te przypadki nie są zamierzone, nie można też im zapobiec. I uważam za złe, jeśli ktoś robi z tego aferę.32
Tych, którzy myśleliby, że okrucieństwem jest zmuszanie Polaków do przesiedleńczych marszów bez wcześniejszego uprzedzenia, Himmler pouczył:
pozwólcie mi łaskawie wrócić im pamięć o 1919 roku, kiedy to naszych Niemców wygnano na karny marsz przez mosty, zezwalając im zabrać 30 kilogramów bagażu. [...] Naprawdę, nie musimy być bardziej okrutni [niż francuskie siły okupacyjne]. Jednakże nie musimy również udawać tutaj wielkich, dzikich i głupich Niemców, nie ma więc sensu się tym zbytnio ekscytować.33
Himmler przyznał, że najważniejsza jest dyscyplina, nie ekscesy:
Nie mam zamiaru zaprzeczać, że na Wschodzie - wiem o tym bardzo dobrze - takie czy inne incydenty zaistniały. Były przypadki opilstwa, były przypadki rozstrzeliwania ludzi po pijanemu. Ci ludzie i tak najprawdopodobniej byliby rozstrzelani, jednak nie powinni byli być rozstrzelani przez pijanych żołnierzy. Były przypadki dokonywania grabieży - wszędzie na Wschodzie, czasami w taki sposób, iż, muszę przyznać, trudno mi było wyobrazić sobie wcześniej, że to możliwe. Grabieże dokonywane przez wszystkie możliwe formacje, przez żołnierzy we wszystkich możliwych mundurach. Lecz nie należy się tym zbytnio ekscytować. Według mnie trzeba chwycić byka za rogi. [...] Pytanie tylko, czy zdołacie udźwignąć ten ciężar, czy nie.34
Takie wymówki raczej nie mogły przekonać dowódcy Wehrmachtu, więc Himmler postanowił stawić czoło krytyce, przedstawiając akcje SS jako środki przedsięwzięte przeciwko ruchowi oporu oraz odwołując się do wyższej władzy. Świadczą o tym jego odręczne notatki, które kreślił, przygotowując swe wystąpienie w marcu 1940 roku przed najwyższymi dowódcami armii: "Egzekucja potencjalnych przywódców ruchu oporu. Bardzo trudna, lecz konieczna. Dopilnowałem osobiście. [...] Żadnych pokrętnych okrucieństw. [...] W razie konieczności surowe kary. [...] Brudy prać w domu. [...] Milion niewolniczych robotników i co z nimi zrobić"35. Ponadto Himmler odwoływał się wtedy do zwierzchnictwa, co zanotował obecny na spotkaniu asystent von Brauchitscha: "Machając binoklami, z chmurnym obliczem na pospolitej twarzy [Himmler] powiedział, że został zobowiązany przez Führera, by przypilnować, aby Polacy się nigdy nie podnieśli. Stąd polityka eksterminacji"36.
Trzytygodniowy kurs w Pretzsch w czerwcu 1941 roku zawierał jedynie minimalną dozę szkolenia wojskowego. Jak zapamiętał jeden z obecnych, Bruno Streckenbach powiedział członkom nowo powstałych Einsatzgruppen, że będą przydzieleni do wojennego zadania, które zostanie wykonane najpóźniej do grudnia37. Inny kursant wspominał słowa Stahleckera, świeżo mianowanego dowódcy Einsatzgruppe A, mówiącego, że "będziemy tłumić opór na zajętych terytoriach, ochraniać i pacyfikować (termin "pacyfikować" padał często) tereny na tyłach armii, a tym samym utrzymywać w porządku zaplecze frontu. [...] Stahlecker mówił nam również, że będziemy musieli pokonać w sobie słabe strony i że potrzeba twardych ludzi, potrafiących wykonywać rozkazy. Nakazał także od razu zgłosić się każdemu, kto sądził, że nie będzie w stanie wytrzymać przyszłego stresu i obciążenia psychicznego"38. Kursanci wysłuchiwali znanych już wykładów na temat honoru i obowiązku, "podludzkiej" natury ludzi, których będą musieli zatrzymywać. W programie były natomiast "ćwiczenia terenowe"39, określone przez jednego z uczestników jako "gra w chowanego". Inny kursant pamiętał, że trening wojskowy był "bardzo krótki. Ograniczał się do ćwiczeń ze strzelania. Szeregowcy i podoficerowie mieli okazję poćwiczyć razem na strzelnicy. W tamtym czasie poważniejsze ćwiczenia wojskowe nie były możliwe, gdyż stan większości żołnierzy na to nie pozwalał; [...] wszyscy żołnierze wyznaczeni do służby w Einsatzgruppen poddani byli szczepieniom, po których występowała gorączka i osłabienie, uniemożliwiające poważniejsze szkolenie"40. Jak czas pokazał, nie okazało się ono niezbędne do realizacji zadań powierzonych oddziałom Einsatzgruppen.
Żołnierze zgromadzeni w Pretzsch dowiedzieli się o tym, że wyruszają do Rosji, dopiero kilka dni przed wymarszem41. Trzecia Rzesza przygotowywała niespodziewany atak na Związek Radziecki - plan "Barbarossa" - na 22 czerwca 1941 roku. Za Wehrmachtem na tereny Związku Radzieckiego miały wkroczyć cztery Einsatzgruppen. Einsatzgruppe A, pod dowództwem czterdziestoletniego Brigadeführera SS Stahleckera, została przydzielona do Grupy Armii "Północ", by wkroczyć na tereny Litwy, Łotwy i Estonii. Einsatzgruppe B, dowodzoną przez czterdziestosześcioletniego Brigadeführera SS Arthura Nebe, przydzielono do Grupy Armii "Środek" - formacja ta miała pacyfikować Białoruś. Czterdziestodziewięcioletni Brigadeführer SS doktor Otto Rasch dowodził Einsatzgruppe C przy Grupie Armii "Południe". Jego ludzie mieli "posprzątać" w północnej i środkowej Ukrainie. Czwartą formacją, podążającą za 11. Armią Wehrmachtu Einsatzgruppe D, dowodził Standartenführer Otto Ohlendorf. Terenem jej działania miała być południowo-zachodnia Ukraina (Besarabia), południowa Ukraina, Krym i Kaukaz.
Te cztery grupy sił specjalnych dzieliły się w sumie na 16 Sonderkommanden i Einsatzkommanden i w zasadzie dopiero te jednostki stanowiły rzeczywiste siły operacyjne formacji, odpowiadające przed dowódcami grup, lecz faktycznie działające na własną rękę. Przykładowo Blobel, dowodzący Sonderkommando 4a, podlegającym Einsatzgruppe C Otto Rascha, działał na terenie Ukrainy, posyłając swoich żołnierzy nawet za Kijów. Natomiast Jäger, wcześniej brutalny tajniak, obdarzony sumiastym wąsem dowódca Einsatzkommando 3 podlegającego Einsatzgruppe A, prowadził działania na terenie Litwy.
Einsatzgruppe A, licząc 990 żołnierzy podzielonych na dwa Sonderkommanda i dwa Einsatzkommanda, była jednostką największą. W jej skład wchodziło 340 żołnierzy Waffen-SS, 172 motocyklistów, 18 administratorów, 35 członków Służby Bezpieczeństwa (SD), 41 członków Kriminalpolizei, 89 członków Geheime Staatspolizei, 87 z oddziałów Hilfspolizei, 133 z Ordnungspolizei, 13 sekretarek i urzędniczek, 51 tłumaczy, trzech operatorów dalekopisu i ośmiu radiooperatorów42. Ohlendorf, którego Einsatzgruppe D w liczbie 500 żołnierzy stanowiła najmniejszą z czterech grup (a i tak była podzielona na cztery Sonderkommanda i jedno Einsatzkommando), zeznał później, że jego jednostka "liczyła 180 pojazdów mechanicznych [...] Ta wysoka liczba [ciężarówek] ukazuje, że Einsatzgruppe była całkowicie zmechanizowana. Żołnierze Waffen-SS [...] byli wyposażeni w karabiny automatyczne. Inni mieli karabiny lub też karabiny automatyczne. Wydaje mi się, że to wszystko, jeśli chodzi o wyposażenie"43. To, że Einsatzgruppen były całkowicie zmechanizowane, nie pozostaje bez znaczenia. W 1941 roku Wehrmacht był zmechanizowany jedynie częściowo, a do transportu dużej części artylerii wykorzystywano zaprzęgi konne. Himmler pragnął, żeby jego ludzie wypełnili powierzoną im misję, i zadbał o to, by byli jak najlepiej wyekwipowani.
Nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące szczegółowego wyposażenia Einsatzgruppen, jednakże historyk wojskowy French L. MacLean zaproponował potencjalny stan uzbrojenia, opierając się na standardowych procedurach zbrojeniowych w Trzeciej Rzeszy. Na podstawie danych dotyczących Einsatzgruppe A MacLean szacuje średnią liczbę pojazdów mechanicznych w jednej Einsatzgruppe na 160, na co miałyby się składać: 16 motocykli, część z koszami, 16 samochodów do dyspozycji oficerów oraz "około 128 ciężarówek do przewozu żołnierzy i sprzętu, najprawdopodobniej trzytonowych opli Blitz. [...] Około 63 ciężarówek dostosowanych było do transportu żołnierzy, a 50 wiozło ekwipunek i niezbędne zapasy"44.
Wszystkie Einsatzkommanda Einsatzgruppe A oraz obsługa centrali wyposażone były w polowe radiostacje, a możliwe, że także w dalekopisy. Wiadomości radiowe przechwycone przez Brytyjczyków dostarczyły dowodów na zbrodnie popełnione przez Einsatzgruppen. Jeśli chodzi o elektryczność, MacLean przyjmuje, że każda z jednostek miała co najmniej jeden przenośny generator, "najczęściej duży dwustutrzydziestokilogramowy i dwucylindrowy". Nie ma żadnych relacji świadków mówiących o ciężkim sprzęcie do robót ziemnych, takim jak buldożery. Według szacunków MacLeana każde Einsatzkommando miało na wyposażeniu przynajmniej 40 szpadli do kopania zbiorowych mogił, a być może również sprzęt do filmowania miejsc zbrodni. "Każda z grup miała także kuchnię polową przewożoną na jednej z ciężarówek. Każdy oddział musiał oprócz tego transportować amunicję, piecyki grzewcze, namioty średniego rozmiaru, przenośne biurka i krzesła polowe, zapasowe części do samochodów, oświetlenie, przybory kuchenne oraz zastawę i sztućce, wyposażenie magazynu broni, kilkudniowe racje żywnościowe, wodę, paliwo do samochodów i dziesiątki innych rzeczy niezbędnych do życia w terenie"45. W kwestii uzbrojenia MacLean sugeruje, że oficerowie mieli pistolety Luger, Mauser model 1910 oraz Walther P-38, natomiast żołnierze wyposażeni byli w karabiny Mauser Kar 98b. Pistoletów maszynowych (Bergmann 9 mm Model 35/Is MP 38s) często używali zarówno żołnierze, jak i oficerowie. Karabiny maszynowe służyły do kontrolowania ewentualnego zagrożenia z dystansu, granaty ręczne wykorzystywano do wykurzania uciekinierów z kryjówek. Cięższa broń nie była potrzebna, bo, jak ujął to MacLean, "w końcu Einsatzkommanda nie miały walczyć, lecz przeprowadzać egzekucje"46.
Tym razem Reichsführer SS nie życzył sobie żadnych skarg Wehrmachtu na działania Einsatzgruppen. Mając poparcie Hitlera, dopilnował, by z góry uciszyć Wehrmacht. Hitler osobiście podyktował niezbędny akapit w "Instrukcji dotyczącej poruczeń specjalnych załączonej do Dyrektywy nr 21 (Barbarossa)"47, którą następnie feldmarszałek Wilhelm Keitel, szef Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu, wydał w marcu 1941 roku:
W ramach operacji wojska, mając na celu przygotowanie struktur politycznych i administracyjnych, Reichsführer SS przedsięweźmie, z polecenia Führera, specjalne poruczenia, które wynikają z potrzeby ostatecznego rozwiązania konfliktu pomiędzy dwoma przeciwstawnymi ustrojami politycznymi. W ramach tych obowiązków Reichsführer SS działa niezależnie i na własną odpowiedzialność.48
Owe "dwa przeciwstawne ustroje polityczne"49 oznaczały bolszewizm, uznawany przez Hitlera i jego przywódców partii nazistowskiej za spisek żydowski oraz narodowy socjalizm.
Podczas rozmów na temat szczegółów tego rozkazu generałowie Wagner i Heydrich ustalili, że siły specjalne Heydricha będą "upoważnione, w ramach powierzonych zadań, do podejmowania na własną odpowiedzialność odpowiednich działań wobec ludności cywilnej". "Zadania specjalne" i "odpowiednie działania" w terminologii używanej przez SS oznaczały zwykle masowe mordy. Przekazując siłom Himmlera niezależną władzę nad cywilami na terytoriach, które miały być zajęte w ramach planu "Barbarossa", dowództwo Wehrmachtu świadomie przyczyniło się do zbrodni wojennych.
Po części nastąpiło to wskutek akceptacji argumentu Hitlera, że "żydowski" bolszewizm stanowi największe zagrożenie dla państwa niemieckiego, jeśli nie całej cywilizacji, a po części dlatego, że Hitler przekupił Wehrmacht awansami i odznaczeniami. Jeden z generałów obecny podczas przemówienia Hitlera w marcu 1941 roku, skierowanego do oficerów wyższych rangą i dowódców oddziałów, wspominał, że Führer odwoływał się do "zderzenia dwóch ideologii". Bolszewizm, według Hitlera, miał być "odpowiednikiem patologii społecznej". "Komunizm jest olbrzymim zagrożeniem dla przyszłości. Musimy odejść od żołnierskiego braterstwa [pomiędzy przeciwnymi armiami]. Uczucia braterskie w stosunku do komunistów w żadnym razie nie są możliwe. Ta wojna to wojna śmierci". Zgładzeni mieli być "bolszewiccy komisarze i inteligencja komunistyczna [...] Komisarze i enkawudziści są zbrodniarzami i tak ich należy traktować".
Czystki polityczne poprzedniej dekady w Związku Radzieckim nadały twierdzeniom Hitlera odpowiedniego ciężaru gatunkowego. Dowódcy niemieccy doskonale wiedzieli, że czystki NKWD zdziesiątkowały szeregi oficerów Armii Czerwonej. Alan Clark - historyk zajmujący się operacją "Barbarossa" - ocenia, że "z osiemdziesięciu członków Rady Wojennej z 1934 roku do roku 1938 przetrwało jedynie pięciu. Zlikwidowano wszystkich jedenastu komisarzy ludowych obrony. Wszyscy dowódcy [...] okręgów wojskowych zostali zlikwidowani do końca lata 1938 roku. Rozstrzelano również trzynastu z piętnastu dowódców armii, pięćdziesięciu siedmiu z osiemdziesięciu pięciu dowódców korpusu, 110 ze 195 dowódców dywizji oraz 220 z 406 dowódców brygady. Jednak najwięcej egzekucji zostało wykonanych na oficerach, począwszy od pułkowników, a skończywszy na dowódcach kompanii"50. Z punktu widzenia niemieckiego oficera przegrana w tej wojnie nie byłaby rzeczą mądrą.
Ostatecznie o kapitulacji Wehrmachtu wobec działań SS w strefie działań wojennych przesądziły negocjacje z maja 1941 roku, prowadzone między generałem Wagnerem a Walterem Schellenbergiem, ugładzonym, dyplomatycznym oficerem SS, kierującym kontrwywiadem w strukturach RSHA. Wagner zgodził się, by Einsatzgruppen działały nawet na linii frontu (pod nadzorem Wehrmachtu) oraz całkowicie na własną rękę za linią frontu, korzystając z logistycznego wsparcia (kwater, paliwa i żywności) wojska. "Jednostki specjalne będą operować na linii frontu po raz pierwszy - podkreślał Heydrich, odprawiając Schellenberga w sekrecie przed rozpoczęciem negocjacji - każdy z żołnierzy będzie miał okazję się sprawdzić i zasłużyć na odznaczenie. To ostatecznie rozwieje fałszywe wrażenie, jakoby członkowie oddziałów egzekucyjnych byli tchórzami, którzy załatwili sobie bezpieczne miejsca poza linią frontu. Jest to niesłychanie ważne ze względu na to, że wzmocni naszą pozycję w stosunku do Wehrmachtu"51. Nawet jeśli Einsatzgruppen sytuowały się w nazistowskiej ideologicznej forpoczcie, wykorzystywano je również do wewnętrznych biurokratycznych rozgrywek, w których Heydrich był niezrównany.
Kolejne wsparcie dla Einsatzgruppen nadeszło 6 czerwca 1941 roku z kwatery Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (OKH) w postaci "Rozkazu o komisarzach politycznych". Pisemne rozpowszechnianie tego niesławnego rozkazu było ograniczone do niewielkiej liczby wyższych stopniem oficerów, którzy mieli przekazywać go swym podwładnym ustnie. W oczach OKH komunistyczni komisarze polityczni byli "nosicielami żydowsko-bolszewickiego światopoglądu" w szeregach Armii Czerwonej, a także "inicjatorami barbarzyńskich, azjatyckich metod walki"52. Niemieccy jeńcy wojenni mogli spodziewać się najgorszego z ich strony, więc w przypadku pojmania komisarza należało go niezwłocznie rozstrzelać. Pozostałych funkcjonariuszy sowieckich miano dzielić na aktywnych przeciwników Rzeszy (także do natychmiastowego rozstrzelania) i tych, którzy nimi nie byli (ich można było oszczędzić). Przypadki budzące wątpliwość należało przekazywać Einsatzgruppen. "Rozkaz o komisarzach politycznych"53, według powojennych zeznań Keitla, miał służyć Hitlerowi do "uczynienia Himmlera głównym decydentem, obok Wehrmachtu, w prowadzeniu wojny na Wschodzie"54. Usprawiedliwieniem tego ruchu było nieratyfikowanie przez rząd sowiecki konwencji haskich z 1907 roku oraz konwencji genewskich, co oznaczało, że rząd sowiecki świadomie postawił się ponad uzgodnieniami prawa międzynarodowego, co z kolei zwalniało nas z odpowiednich, wcześniej podjętych zobowiązań".
17 czerwca 1941 roku, dzień lub dwa dni po tym, jak Streckenbach poinformował swoich ludzi w Pretzsch o operacji "Barbarossa", Heydrich ściągnął dowódców Einsatzgruppen i Eisatzkommanden do Berlina, do kwatery głównej RSHA, znajdującej się przy Prinz-Albrecht-Strasse 8, by udzielić im instrukcji w związku ze zbliżającą się misją. Erwin Schulz, dowodzący Einsatzkommando w Czechosłowacji w 1938 roku, został właśnie mianowany dowódcą Einsatzkommando 5 (wchodzącego w skład EG C). Schulz wspominał, że podczas odprawy Heydrich używał argumentów podobnych do tych użytych przez Hitlera w sprawie dowództwa Wehrmachtu: "Walka, która nas czeka, będzie najtrudniejsza i najbardziej zażarta z dotychczas przez Niemców stoczonych. Będzie to walka nie tylko ludzi przeciwko ludziom, lecz walka ideologii przeciwko ideologii. Heydrich wyjaśniał również, że bolszewizm nie powstrzyma się przed żadną formą walki - jak wcześniej pisał o tym Lenin - podkreślając zaangażowanie partyzantów, o czym też pisał i Lenin, i inni. Dlatego nie należy o tym zapominać. [Powiedział] że każdy powinien zrozumieć, że w tej walce Żydzi bez wątpienia odegrają swoją rolę i że jest to walka o wszystko, a strona, która ulegnie, zostanie [...] pokonana. Z tego względu należy przedsięwziąć wszelkie środki, w szczególności przeciwko Żydom. Doświadczenia w Polsce potwierdzają słuszność takiej postawy"55.
Jednakże Schulz podkreślał w swych powojennych zeznaniach, że ani w Berlinie, ani w Pretzsch nikt - Heydrich czy Streckenbach - nie wspominał o "Rozkazie o komisarzach politycznych", a tym bardziej o zagładzie Żydów56. Na początku planu "Barbarossa" zadania Einsatzgruppen miały być podobne do zadań w Austrii, Czechosłowacji i Polsce - i tak już wystarczająco brutalnych. Heydrich rozkazał, by rozstrzeliwać wrogów zakwalifikowanych do czterech kategorii: "[1] Wszystkich urzędników Międzynarodówki Komunistycznej (większość z nich w praktyce była zawodowymi politykami); [2] urzędników wyższej i średniej rangi oraz "ekstremistów" Partii [Komunistycznej], Komitetu Centralnego oraz komitetów regionalnych i rejonowych; [3] komisarzy ludowych; [4] Żydów w służbie partii lub rządu; [oraz] inny ekstremistyczny element (sabotażystów, propagandzistów, snajperów, zamachowców, agitatorów itp.)"57. Heydrich nakazał również dowódcom Einsatzgruppen, by potajemnie wspierali i nie przeszkadzali w "jakichkolwiek czystkach dokonywanych przez element antykomunistyczny bądź antyżydowski na nowo okupowanych terytoriach"58. Co oznaczało, że Żydzi, niebędący "w służbie partii lub rządu", byli skazani od początku akcji. Nawet jeśli SS nie było jeszcze przygotowane na masowe mordy Żydów bez żadnego "politycznego" pretekstu, już wtedy miało wytyczne, by do brudnej roboty zaprzęgać innych. ("Cel Einsatzkommado 2 od samego początku stanowiło radykalne rozwiązanie problemu żydowskiego poprzez egzekucję Żydów"59 - raportował z Litwy w 1942 roku dowódca tego komanda, Rudolf Lange).
Ostrożność SS w stosunku do masowych mordów prawdopodobnie wynikała z wcześniejszych konfliktów z Wehrmachtem. SS najpierw chciało sprawdzić w praktyce, jak mordercze "zadania specjalne" zostaną odebrane przez jednostki wojska na okupowanych terytoriach - czy, podobnie do najwyższego dowództwa w Berlinie, będą je wspierać lub w ostateczności ignorować. W każdym razie, jak Streckenbach poinformował dowódców Einsatzgruppen w Pretzsch, Rosja miała ulec najpóźniej do grudnia. Najpierw planowano zlikwidowanie "żydowsko-bolszewickich" elit, a po rychłym zwycięstwie nadchodził czas na resztę Żydów ze Wschodu.
Jednak nazistowscy decydenci mieli bardziej ambitne plany niż prosta zemsta na Żydach. Himmler odrestaurował saksoński zamek - Wewelsburg, z przeznaczeniem na spotkania najwyższych dostojników SS na wzór zakonów rycerskich60. Zamek usytuowany nad brzegiem rzeki Alme, niedaleko Paderborne w zachodnich Niemczech, stanowił wspaniały widok, górując nad równinami Westfalii. Na tydzień przed rozpoczęciem operacji "Barbarossa" Reichsführer SS zwołał najwyższych stopniem oficerów SS i policji na trzydniową odprawę. Heydrich oraz jego rywal - surowy, łysiejący szef Głównego Urzędu Policji Porządkowej - Kurt Daluege byli oczywiście obecni. Oprócz nich do Wewelsburgu przyjechali inni wysocy oficerowie SS i policji wyznaczeni przez Himmlera do objęcia cywilnego zwierzchnictwa nad okupowanymi terytoriami sowieckimi po tym, jak Wehrmacht ruszy dalej na wschód61. Przemawiając do zebranych Gruppenführerów, Himmler przywołał argumenty Hitlera o ostatecznym starciu ideologii i o potrzebie zapewnienia przestrzeni do życia - Lebensraum - niezbędnej do rozwoju ojczyzny. W trakcie przemówienia Himmler wymienił liczbę, która określała koszt owego zapewnienia przestrzeni. "To kwestia przetrwania - mówił. - To będzie bezlitośnie okrutna walka ras, w której 20-30 milionów Słowian i Żydów zginie w konsekwencji działań wojskowych i kryzysów w dostawach żywności"62. W wizji Himmlera nazistowski plan pozyskania Lebensraum oznaczał oczyszczenie Związku Radzieckiego aż po Ural z rdzennej ludności poprzez wojnę, mord, zniewolenie i celowe zagłodzenie.
Heydrich przeprowadził inspekcję swych oddziałów tuż przed ich wymarszem. Erwin Schulz zapamiętał to tak: "W dniu inspekcji Einsatzkommanda zostały zgromadzone na placu defilad [...] i ustawione rzędami. Następnie Heydrich przeprowadził inspekcję". Spieszył się, bo nadciągała burza, mogąca uziemić samolot, którym miał wrócić do Berlina. "Po inspekcji oddziały wymaszerowały z placu defilad na drogę"63. Nigdy wcześniej bardziej śmiercionośna falanga nie wyruszyła w świat.
1 Helmut Krausnick, Hans-Heinrich Wilhelm, Die Truppe des Weltanschauungskrieges: Die Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei und des SD 1938-1942, Stuttgart 1981.
2 Tamże, s. 122.
3 Tamże.
4 Yehoshua Büchler, Kommandostab Reichsführer-SS: Himmler's Personal Murder Brigades in 1941, w: The "Final Solution". The Implementation of Mass Murder, red. Michael R. Marrus, t. II, Westport 1989, s. 457
5 Za: Lothar Fendler (oraz dalej: zapis procesu Einsatzgruppen), Nuremberg War Crimes Trials, Records of Case 9: United States v. Otto Ohlendorf i in., September 15, 1947-April 10, 1948, (mikrofilm), Washington, D.C., 1978, s. 3995.
6 Albert Speer, Inside the Third Reich, New York 1970, s. 162.
7 Słowa Franka podane za: Joachim C. Fest, The Face of the Third Reich, New York 1970, s. 57.
8 Cyt. za: Gerald Reitlinger, The SS, Alibi of a Nation, 1922-1945, New York 1957, s. 124-125.
9 Heinz Höhne, The Order of the Death s Head: The Story of Hitler's S.S., New York 1969, s. 297.
10 Tamże, s. 297.
11 Norbert Bromberg, Verna Volz Small, Hitler's Psychopathology, New York 1983, s. 93.
12 Wypowiedź SS-Gruppenführera Jürgena (Josefa) Stroopa w: Kazimierz Moczarski, Rozmowy z katem, Warszawa 1985, s. 180; tu cytat za nieokreślonym przez autora wydaniem anglojęzycznym z roku 1981, s. 106 [przyp. red.].
13 Richard C. Lukas, The Forgotten Holocaust: The Poles Under German Occupation, Lexington 1986, s. 3.
14 Tamże.
15 Raul Hilberg, The Destruction of the European Jews, [wydanie poprawione], New York 1985, s. 191.
16 Trials of War Criminals Before the Nuernberg Military Tribunals Under Control Council Law No. 10, t. IV, Washington D.C., 1949, s. 119 i n.
17 Eichmann Interrogated: Transcripts from the Archives of the Israeli Police, red. Jochen von Lang, New York 1982, s. 92-93.
18 Helmut Krausnick i in., Anatomy of the SS State, New York 1968, s. 51-52.
19 Cyt. za: Peter Padfield, Himmler: Reichsführer-SS, New York 1990, s. 273.
20 Henry Friedlander, The Origins of Nazi Genocide: From Euthanasia to the Final Solution, Chapel Hill 1995, s. 136.
21 Tamże, s. 137.
22 Tamże.
23 Tamże, s. 139.
24 Eichmann Interrogated..., s. 159.
25 Das politische Tagebuch Alfred Rosenberg, red. Hans-Günther Seraphim, Monachium 1964, s. 99, cyt za: Philippe Burrin, Hitler and the Jews: The Genesis of the Holocaust, London 1994, s. 69.
26 Eichmann Interrogated..., s. 102.
27 Cyt. za: Christopher R. Browning, Nazi Policy Jewish Workers, German Killers, New York 2000, s. 7.
28 Peter Padfield, dz. cyt., s. 228.
29 Gustave M. Gilbert, Nuremberg Diary, New York 1947, s. 63.
30 Richard C. Lukas, dz. cyt., s. 8-9.
31 "The Good Old Days". The Holocaust as Seen by Its Perpetrators and Bystanders, red. Ernst Klee, Willi Dressen, Volker Riess, New York 1988, s. 4-5; Omer Bartov, Hitler's Army: Soldiers, Nazis, and War in the Third Reich, New York 1992, s. 65-66.
32 Peter Padfield, dz. cyt. s. 287.
33 Tamże.
34 Tamże, s. 287-288.
35 Cyt. za: Roger Manvell, Heinrich Fränkel, Heinrich Himmler, London 1965, s. 85.
36 Cyt. za: Peter Padfield, dz. cyt., s. 228.
37 Waldemar von Radetzky, zapis procesu Einsatzgruppen, s. 4142.
38 "The Good Old Days"..., s. 81.
39 Gerald Reitlinger, dz. cyt., s. 182.
40 Lothar Fendler, zapis procesu Einsatzgruppen, s. 3993.
41 Lothar Fendler, tamże, s. 3995.
42 Raul Hilberg, dz. cyt., s. 289.
43 Otto Ohlendorf, zapis procesu Einsatzgruppen, s. 672.
44 French MacLean, The Field Men: The SS Officers Who Led the Einsatzkommandos - the Nazi Mobile Killing Units, Atglen Pa 1999, s. 14.
45 Tamże.
46 Tamże.
47 Helmut Krausnick i in., dz. cyt., s. 60; Trial of the Major War Criminals Before the International Military Tribunal, Nuremberg, 14 November 1945-1 October 1946, Nuremberg 1947, 447-PS, s. 108.
48 Cyt. za: Ronald Headland, Messages of Murder: A Study of the Reports of the Einsatzgruppen of the Security Police and the Security Service, 1941-1943, Rutherford, N.Y., 1992, s. 137.
49 Cyt. za: Jürgen Förster, The Wehrmacht and the War of Extermination Against the Soviet Union, w: The "Final Solution": The Implementation of Mass Murder, t. II, s. 498; Nazism, 1919-1945: A Documentary Reader, red. Jeremy Noakes, Geoffrey Pridham, t. III, Exeter 1988, s. 1086-1087.
50 Alan Clark, Barbarossa: The Russian-German Conflict, New York 1965, s. 34.
51 Walter Schellenberg, The Labyrinth: Memoirs, New York 1956, s. 196.
52 Cyt. za: Jürgen Förster, Operation Barbarossa as an Ideological War, w: The Final Solution: Origins and Implementation, red. David Cesarani, London 1994, s. 91.
53 Yaacov Lozowick, Rollbahn Mord: The Early Activities of Einsatzgruppe C, w: The "Final Solution"..., s. 476.
54 Cyt. za: Gerald Fleming, Hitler and the Final Solution, Berkeley 1984, s. 34.
55 Zapis procesu Einsatzgruppen, s. 934.
56 Zob. Alfred Streim, The Tasks of the SS Einsatzgruppen, w: The "Final Solution". The Implementation of Mass Murder, red. Michael R. Marrus, cz. 2, Westport 1989, s. 436 i n.
57 H. Krausnick i in., dz. cyt., s. 62-63.
58 Cyt. za: tamże, s. 62-63.
59 Nazism, 1919-1945..., t. III, s. 1093.
60 Cyt. za: Peter Padfield, dz. cyt., s. 139.
61 Christopher R. Browning, dz. cyt., s. 23.
62 Tamże, s. 23.
Na terenie prywatnej plantacji kwiatów w Winnicy, mieście w zachodniej Ukrainie, wśród równych grządek hodowlanych róż wydzielone zostały trzy rabaty obsiane trawą. Dwie większe w kształcie prostokątów, mniejsza zaś - kwadratowa. Ogrodzono je niewysokim białym parkanem z kutego żelaza, a przy każdej wznosi się pamiątkowy obelisk. Faina Winokurowa, energiczna, a zarazem życzliwa historyczka z Winnicy, wiozła mnie tam pewnego słonecznego lipcowego dnia, niezbyt dawno temu. Gdy dotarliśmy na miejsce, twarz pani Winokurowej wyraźnie posmutniała - jej oczy zaszły mgłą, ramiona się skuliły, a twarz przybrała wyraz cierpienia. Wskazując na podłużne rabaty, wyjaśniła mi ich znaczenie - były to masowe groby czterech tysięcy ukraińskich Żydów, zamordowanych tutaj 16 kwietnia 1942 roku. Potem podeszliśmy do mniejszego trawnika - również porastającego zbiorowy grób, zawierający szczątki tysiąca uśmierconych tu dzieci.
Winnica była ostatnim z miejsc masowej zagłady, które odwiedziłem, by na własne oczy zobaczyć scenerię wydarzeń opisanych w niniejszej książce. Podróż rozpocząłem dwa tygodnie wcześniej w Warszawie. Stamtąd udałem się do pozostałości obozów śmierci w Treblince, Majdanku i Auschwitz-Birkenau. Następnie odwiedziłem miejsca mniej znane: na Litwie Dziewiąty Fort w Kownie i Ponary w Wilnie; na Białorusi Katyń i Trościaniec Mały; na Ukrainie bezimienne miejsca zagłady w Żytomierzu, Humaniu oraz w Winnicy. Jedno z odwiedzonych przeze mnie miejsc kaźni znane jest każdemu - to Babi Jar, wąwóz pod Kijowem, gdzie we wrześniu 1941 roku grupa egzekucyjna pod dowództwem podłego alkoholika i byłego architekta, Paula Blobela, w ciągu dwóch dni wymordowała 34 tysiące ludzi.
Jednakże miejsc takich jak Babi Jar było znacznie więcej. Setki zbiorowych mogił znaczą tereny od Tallina w Estonii po Odessę na Ukrainie, od Bałtyku po Morze Czarne. Stanowią one pokłosie zbrodniczej działalności ruchomych jednostek specjalnych - Einsatzgruppen - utworzonych przez Reichsführera SS Heinricha Himmlera i jego zastępcę Reinharda Heydricha z myślą o eksterminacji Żydów w okupowanej Polsce i na zachodnich terenach Związku Radzieckiego. Grupy te wkroczyły na zajęte przez Sowietów wschodnie tereny Polski w lipcu 1941 roku z oficjalnym rozkazem zabezpieczenia zdobytych terenów przed "partyzantami" i sabotażystami. W rzeczywistości chodziło o wymordowanie Żydów - nie pośrednio, przez dostarczenie ich do komór gazowych, lecz od razu, rozstrzeliwując ich w rowach przeciwczołgowych, naturalnych zagłębieniach bądź w dołach świeżo wykopanych przez radzieckich jeńców wojennych.
Historia Einsatzgruppen jest przytłaczająco ponura i być może dlatego tak mało znana. Możecie zapytać, dlaczego mielibyście zmuszać się do czytania o tak przerażających rzeczach. Sam sobie wielokrotnie stawiałem to pytanie, podczas przeglądania materiałów i pisania niniejszej książki. Jedną z odpowiedzi mogłoby być to, że nie sposób zrozumieć Holocaustu, nie znając tej części jego historii, ponieważ mordercze poczynania Einsatzgruppen poprzedzały stworzenie obozów śmierci i w dużej mierze przyczyniły się do ich powstania.
Inną odpowiedź może stanowić założenie, że dopiero wiedza o działalności grup specjalnych umożliwi zrozumienie najbardziej fundamentalnej kwestii zagłady: dlaczego ludzie - a wielu z nich można by określić mianem "zwykłych" - byli w stanie dokonać tak przerażającego mordu, w tak bezlitosny sposób. W tym celu przywołałem tutaj wyniki badań kryminologa Lonniego Athensa, wcześniej omówione przeze mnie szczegółowo w książce Why They Kill (Dlaczego zabijali). Profesor Athens jest zdania, że głównym czynnikiem przestępczego stosowania przemocy jest poddanie się procesowi kształtowania zachowań agresywnych, a zważywszy niesprowokowaną przemoc, stosowaną przez Einsatzgruppen, a wymierzoną w niewinnych i bezbronnych cywili, to z pewnością określenie "przestępcza" jest uzasadnione. W rozdziale drugim omawiam model kształtowania zachowań agresywnych określony przez Athensa i zestawiam go z jego zinstytucjonalizowanym odpowiednikiem - mianowicie szkoleniem wojskowym i policyjnym.
Jednak najlepsza odpowiedź, przynajmniej dla mnie, na zadane wcześniej pytanie objawiła mi się, gdy krążąc między zbiorowymi mogiłami w Winnicy, zdałem sobie sprawę, że oprócz dogłębnego smutku odczuwam także gniew. Wyobraziłem sobie wtedy owe bezbronne ofiary przed laty spędzone w to miejsce: ludzie ci zasługują na pisemne świadectwo swego męczeństwa. Ofiary, które nawet nie miały czasu pożegnać się z bliskimi, nim padły w ziemię długich grobów. Ofiary, którym wyrywano dzieci z objęć, ofiary, które nie pozostawiły po sobie żadnego świadectwa. I czułem, że mogę przynajmniej opisać zbrodnie Einsatzgruppen, a jeśli czytanie o tych zbrodniach jest bolesne, nie może przecież w najmniejszym stopniu równać się z bólem ich ofiar.