Mistrzowie rynków finansowych - Jack Schwager

Kup ebooka

89.00 zł
73.87 zł (75,65 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Lin­da Brad­ford Ra­sch­ke - słu­cha­nie mu­zy­ki ryn­ków

Lin­da Brad­ford Ra­sch­ke pod­cho­dzi do gry na gie­łdzie tak bar­dzo po­wa­żnie, że za­wie­ra­ła trans­ak­cje do ostat­nie­go dnia ci­ąży.

- Nie gra­ła pani w cza­sie po­ro­du? - za­py­ta­łem z lek­kim uśmie­chem.

- Nie - od­rze­kła - prze­cież była do­pie­ro czwar­ta rano i se­sje jesz­cze się nie otwo­rzy­ły. Za­wa­rłam jed­nak trans­ak­cję już trzy go­dzi­ny po uro­dze­niu cór­ki. Zo­sta­łam z krót­ką po­zy­cją na ja­ki­chś kon­trak­tach wa­lu­to­wych, któ­re wy­ga­sa­ły wła­śnie w tym dniu. Była to na tyle do­bra oka­zja, że nie mo­głam prze­pu­ścić mo­żli­wo­ści zro­lo­wa­nia po­zy­cji na kon­trakt wy­ga­sa­jący w na­stęp­nym mie­si­ącu.

Jak mó­wi­łem, Lin­da Ra­sch­ke bar­dzo se­rio pod­cho­dzi do gry.

Ra­sch­ke jesz­cze w mło­dym wie­ku wie­dzia­ła, że chce się zaj­mo­wać gie­łdą. Gdy po uko­ńcze­niu szko­ły wy­ższej nie uda­ło jej się zo­stać ma­kle­rem, za­częła co­dzien­nie rano przed pra­cą kręcić się po par­kie­cie Pa­ci­fic Co­ast Stock Exchan­ge. Tym, co ka­za­ło jej co­dzien­nie od­wie­dzać par­kiet, była jej fa­scy­na­cja gie­łdą, a zwy­czaj ten dał jej wresz­cie oka­zję do zo­sta­nia gra­czem gie­łdo­wym. Je­den z by­wal­ców gie­łdy za­przy­ja­źnił się z Ra­sch­ke i prze­ka­zał jej pod­sta­wo­wą wie­dzę o opcjach.

Za­chwy­co­ny en­tu­zja­zmem Ra­sch­ke i jej zdol­no­ścią do szyb­kie­go poj­mo­wa­nia za­sad dzia­ła­nia ryn­ku, udo­stęp­nił jej sta­no­wi­sko ma­kler­skie.

Ra­sch­ke dzia­ła­ła na par­kie­cie przez sze­ść lat, naj­pierw na gie­łdzie Pa­ci­fic Co­ast, a po­tem na gie­łdzie w Fi­la­del­fii. Poza jed­nym ka­ta­stro­fal­nym wy­da­rze­niem na po­cząt­ku ka­rie­ry Ra­sch­ke nie­prze­rwa­nie za­ra­bia­ła pie­ni­ądze.

Pod ko­niec 1986 roku, gdy ob­ra­że­nia od­nie­sio­ne w wy­pad­ku zmu­si­ły Ra­sch­ke do in­we­sto­wa­nia z biu­ra, od­kry­ła, że o wie­le bar­dziej woli grę poza par­kie­tem. Po­tem urządzi­ła so­bie biu­ro in­we­sty­cyj­ne w domu. Choć wie­lu ma­kle­rów gie­łdo­wych, pró­bu­jąc grać z biu­ra, na­po­ty­ka w pierw­szym roku po zmia­nie licz­ne pro­ble­my, pierw­szy rok Ra­sch­ke spędzo­ny poza par­kie­tem oka­zał się naj­lep­szy. W ko­lej­nych la­tach da­lej w rów­nym tem­pie za­ra­bia­ła pie­ni­ądze.

Gdy pierw­szy raz spo­tka­łem Ra­sch­ke, zro­bi­ło na mnie wra­że­nie jej po­ryw­cze za­cho­wa­nie. By­łem zdu­mio­ny, gdy po­wie­dzia­ła mi, że cier­pi na syn­drom Ep­ste­ina-Bar­ra - cho­ro­bę, któ­rej cha­rak­te­ry­stycz­nym ob­ja­wem jest chro­nicz­ny brak ener­gii.

- Nie wie pan - po­wie­dzia­ła - ale przez ostat­nie czte­ry dni głów­nie wy­po­czy­wa­łam, by ze­brać ener­gię na tę pod­róż.

(Mimo iż za­ofe­ro­wa­łem się, że prze­pro­wa­dzę wy­wiad w jej domu, Ra­sch­ke chcia­ła mieć pre­tekst, by przy­je­chać do No­we­go Jor­ku). Na­wet je­śli tak było, ci­ężko było mi so­bie wy­obra­zić, jak by się za­cho­wy­wa­ła, gdy­by była w pe­łni zdro­wa.

Ra­sch­ke uwa­ża, że sama ści­ągnęła na sie­bie swą cho­ro­bę, po­nie­waż tro­chę prze­ho­lo­wa­ła. Jed­no­cze­śnie gra­ła na pe­łnych ob­ro­tach, zaj­mo­wa­ła się dziec­kiem, pil­no­wa­ła ro­bot­ni­ków prze­bu­do­wu­jących jej dom i upra­wia­ła swo­je hob­by - tre­su­rę i jaz­dę kon­ną. Ra­sch­ke jed­nak na­wet swo­ją cho­ro­bę po­tra­fi trak­to­wać z przy­mru­że­niem oka.

- Czu­ję, że wy­szło mi to na do­bre - wy­ja­śni­ła. - Za­miast się sta­rać osi­ągnąć wszyst­ko przed trzy­dziest­ką pi­ąt­ką, wiem, że ma­jąc trzy­dzie­ści trzy lata, je­stem jesz­cze mło­da i mam przed sobą wie­le lat pe­łnych wspa­nia­łych oka­zji. Pierw­sze kil­ka go­dzin wy­wia­du spędzi­li­śmy w moim biu­rze. Pó­źniej kon­ty­nu­owa­li­śmy roz­mo­wę w re­stau­ra­cji przy Wall Stre­et. Wci­ąż spo­gląda­łem na ze­ga­rek i przy­spie­sza­łem na­szą roz­mo­wę przy obie­dzie, gdyż wie­dzia­łem, że je­śli się spó­źni na na­stęp­ny au­to­bus do domu, to będzie mu­sia­ła cze­kać czte­ry go­dzi­ny. Choć Ra­sch­ke spra­wia­ła wra­że­nie od­prężo­nej i bez­tro­skiej, nie chcia­łem być od­po­wie­dzial­ny za tak dłu­gie unie­ru­cho­mie­nie jej na dwor­cu au­to­bu­so­wym Port Au­tho­ri­ty. Ist­nie­ją o wie­le lep­sze miej­sca na spędze­nie czte­rech go­dzin.

Kie­dy po raz pierw­szy ze­tknęła się pani z gie­łdą?

Mój oj­ciec uwiel­biał grać na gie­łdzie, choć ni­g­dy nic na tym nie za­ro­bił. Będąc naj­star­szą z czwór­ki ro­dze­ństwa, mu­sia­łam po­ma­gać mu, prze­gląda­jąc set­ki wy­kre­sów z kur­sa­mi ak­cji i szu­ka­jąc pew­nych spe­cy­ficz­nych for­ma­cji. Po raz pierw­szy na­praw­dę za­jęłam się gie­łdą, gdy cho­dzi­łam do Oc­ci­den­tal Col­le­ge. Szko­ła pro­wa­dzi­ła spe­cjal­ny pro­gram, w ra­mach któ­re­go wy­bie­ra­no co roku dzie­si­ęciu stu­den­tów do za­rządza­nia pie­ni­ędz­mi po­da­ro­wa­ny­mi przez ano­ni­mo­we­go ofia­ro­daw­cę.

Co wie­dzia­ła pani wów­czas o gie­łdzie?

Nie­wie­le. Po­dej­mo­wa­li­śmy de­cy­zje wy­łącz­nie na pod­sta­wie ana­li­zy fun­da­men­tal­nej. Ka­żdy w gru­pie mógł zgło­sić ja­kiś po­my­sł. Był on wcie­la­ny w ży­cie, je­śli zo­stał za­ak­cep­to­wa­ny przez wi­ęk­szo­ść.

Cze­go na­uczy­ło pa­nią to do­świad­cze­nie?

Do­wie­dzia­łam się, że gra daje mnó­stwo przy­jem­no­ści.

Czy po sko­ńcze­niu stu­diów do­sta­ła pani pra­cę zwi­ąza­ną z gie­łdą?

Po sko­ńcze­niu stu­diów po­je­cha­łam do San Fran­ci­sco, by pra­co­wać jako ma­kler gie­łdo­wy. Zło­ży­łam po­da­nia chy­ba do ka­żde­go domu ma­kler­skie­go w mie­ście i wszyst­kie zo­sta­ły od­rzu­co­ne. Nie trak­to­wa­li mnie po­wa­żnie. Dla nich by­łam tyl­ko dzie­cia­kiem, któ­ry wła­śnie sko­ńczył stu­dia. Za ka­żdym ra­zem mó­wio­no mi, że po­win­nam się zgło­sić jesz­cze raz za czte­ry lub pięć lat. W ko­ńcu do­sta­łam pra­cę jako ana­li­tyk fi­nan­so­wy w fir­mie pa­pier­ni­czej Crown Zel­ler­bach.

Los spra­wił, że moje biu­ro znaj­do­wa­ło się o dwie prze­czni­ce od gie­łdy Pa­ci­fic Co­ast. Po­nie­waż nie mu­sia­łam być w pra­cy przed ósmą trzy­dzie­ści, a gie­łda otwie­ra­ła się o siód­mej trzy­dzie­ści, za­częłam spędzać na gie­łdzie pierw­szą go­dzi­nę ka­żde­go dnia.

Co pani tam ro­bi­ła?

Pa­trzy­łam, co się tam dzie­je. Po pew­nym cza­sie lu­dzie za­uwa­ży­li, że przy­cho­dzę, i nie­któ­rzy z nich za­częli mi tłu­ma­czyć ró­żne rze­czy. Je­den z ma­kle­rów wy­ja­śnił mi za­sa­dy wy­ce­ny opcji, a ja po­my­śla­łam: "Ojej, mo­gła­bym to ro­bić". Nie wy­gląda­ło mi to na trud­ne za­jęcie. Praw­da jest taka, że jak już się tra­fi na par­kiet, to za­uwa­ża się, że ma­kle­rzy ró­żnie za­czy­na­li. Żeby zo­stać ma­kle­rem, wca­le nie trze­ba mieć umy­słu na­ukow­ca. Nie­któ­rzy z naj­lep­szych gra­czy, któ­rych po­zna­łam na par­kie­cie, wcze­śniej nie ro­bi­li nic poza pły­wa­niem na de­skach sur­fin­go­wych. For­mal­ne wy­kszta­łce­nie nie ma nic wspól­ne­go z tym, jak ktoś so­bie ra­dzi na gie­łdzie.

Jak to się sta­ło, że z ob­ser­wa­to­ra zmie­ni­ła się pani w uczest­ni­ka gie­łdy?

Czło­wiek, któ­ry wy­ja­śnił mi pod­sta­wy han­dlu opcja­mi, po­my­ślał, że by­ła­bym do­brym ma­kle­rem. Za­ofe­ro­wał mi swo­ją po­moc. Sta­ra­łam się wów­czas o miej­sce na stu­diach po­dy­plo­mo­wych, by zro­bić MBA. Po­my­śla­łam: "Mogę albo pó­jść na stu­dia i zro­bić MBA, albo za­cząć grać na gie­łdo­wym par­kie­cie. Gmm, cze­go pra­gnę bar­dziej?". Nie była to zbyt trud­na de­cy­zja.

Dla­cze­go chciał pani po­móc w grze?

Gdy pa­trzy­łam na lu­dzi, któ­rych pó­źniej szko­li­łam lub wspie­ra­łam w grze na gie­łdzie, naj­wi­ęk­sze wra­że­nie ro­bi­ło na mnie ich za­in­te­re­so­wa­nie gie­łdą. Je­śli coś ko­goś bar­dzo in­te­re­su­je lub po­ci­ąga, to zwy­kle jest w sta­nie po­ko­nać wszyst­kie prze­szko­dy. My­ślę, że na nim rów­nież zro­bi­ło wra­że­nie moje za­in­te­re­so­wa­nie ryn­kiem.

Jak bar­dzo był w sta­nie pani po­móc?

Tak jak w ka­żdej sy­tu­acji, gdy je­den ma­kler wspie­ra dru­gie­go, za­wi­ąza­li­śmy spó­łkę, w któ­rej ja by­łam wspól­ni­kiem od­po­wia­da­jącym ca­łym ma­jąt­kiem, a on wspól­ni­kiem o ogra­ni­czo­nej od­po­wie­dzial­no­ści. Wy­ło­żył za mnie 25 ty­si­ęcy do­la­rów, a na­sza umo­wa zo­bo­wi­ązy­wa­ła nas do dzie­le­nia się zy­skiem pół na pół.

Jak po­dej­mo­wa­ła pani de­cy­zje in­we­sty­cyj­ne?

Po pro­stu ku­po­wa­łam opcje, któ­re były nie­do­sza­co­wa­ne, albo sprze­da­wa­łam te wy­ce­nio­ne za wy­so­ko i za­bez­pie­cza­łam po­zy­cje in­ny­mi opcja­mi lub ak­cja­mi.

Czy dla ta­kiej no­wi­cjusz­ki jak pani nie było za trud­ne kon­ku­ro­wa­nie z bar­dziej do­świad­czo­ny­mi ma­kle­ra­mi sta­ra­jący­mi się za­wrzeć po­dob­ne trans­ak­cje?

Nie, na po­cząt­ku lat osiem­dzie­si­ątych ry­nek opcji był bar­dzo nie­efek­tyw­ny. Żeby za­ro­bić pie­ni­ądze, nie trze­ba było mieć na­wet IQ wy­ższe­go od 100. Po trzech pierw­szych mie­si­ącach za­ro­bi­łam ja­kieś 25 ty­si­ęcy do­la­rów.

Mniej wi­ęcej w tym sa­mym cza­sie za­częłam sprze­da­wać opcje call na ak­cje Ci­ties Se­rvi­ce, po­nie­waż ich kurs był za wy­so­ki. A dla­cze­go były wy­ce­nio­ne za wy­so­ko? Gdyż fir­ma była kan­dy­da­tem do prze­jęcia.

Wie­dzia­ła pani o tym?

Oczy­wi­ście.

Ale czy wie­dzia­ła pani, jak uwzględ­nić ten czyn­nik w ce­nie opcji?

Wy­da­wa­ło mi się, że tak. Ak­cje kosz­to­wa­ły wów­czas 32 do­la­ry. Przy ce­nach, po któ­rych mo­głam sprze­da­wać opcje, wie­dzia­łam, że wszyst­ko będzie do­brze do­pó­ty, do­pó­ki kurs ak­cji nie wzro­śnie po­wy­żej 55 do­la­rów. Nie­ste­ty, prze­jęcie ogło­szo­no po po­łud­niu i to tuż przed wy­ga­śni­ęciem opcji, a co gor­sza kurs ak­cji sko­czył z 34 do­la­rów do 65. Na­gle od­kry­łam, że w je­den dzień mo­żna stra­cić 80 ty­si­ęcy do­la­rów.

W je­den dzień stra­ci­ła pani cały zysk, za­in­we­sto­wa­ny ka­pi­tał i jesz­cze za­bra­kło pani 30 ty­si­ęcy do­la­rów. Kto mu­siał po­kryć ten de­fi­cyt?

Ja, po­nie­waż by­łam wspól­ni­kiem od­po­wia­da­jącym ca­łym ma­jąt­kiem.

Pa­mi­ęta pani, jak się pani czu­ła?

Emo­cjo­nal­nie nie było tak źle. Wi­dzia­łam wcze­śniej, jak inni gra­cze tra­ci­li przy ta­kich na­głych prze­jęciach o wie­le wi­ęk­sze sumy. Byli w sta­nie prze­trwać stra­ty si­ęga­jące kil­ku mi­lio­nów do­la­rów. W po­rów­na­niu z nimi moja sy­tu­acja nie była taka zła. Wie­dzia­łam też, że w ka­żdym przed­si­ęw­zi­ęciu, w któ­rym mo­żna tak szyb­ko stra­cić pie­ni­ądze, da się je rów­nie szyb­ko od­ro­bić.

Brzmi to pra­wie tak, jak­by była pani zdol­na zbyć to wzru­sze­niem ra­mion.

Nie chcia­łam, żeby to tak za­brzmia­ło, po­nie­waż sta­ni­ęcie twa­rzą w twarz z taką górą dłu­gów w wie­ku dwu­dzie­stu dwóch lat było bar­dzo ci­ężkim prze­ży­ciem. Oprócz tego mia­łam wci­ąż nie­spła­co­ne 10 ty­si­ęcy do­la­rów po­życz­ki stu­denc­kiej. Na szczęście uda­ło mi się zna­le­źć in­ne­go ma­kle­ra, któ­ry zgo­dził się mnie wes­przeć, i wszyst­ko się ja­koś uło­ży­ło. Prze­zwy­ci­ęże­nie tych trud­no­ści spra­wi­ło, że uwie­rzy­łam, iż je­stem w sta­nie prze­trwać wszyst­ko, co mo­gło­by mi się przy­tra­fić w przy­szło­ści.

Jak się pani wio­dło pó­źniej?

Gład­ko za­ra­bia­łam pie­ni­ądze.

Co spo­wo­do­wa­ło, że pod­jęła pani de­cy­zję o zre­zy­gno­wa­niu z gry na par­kie­cie, i za­częła pani in­we­sto­wać z biu­ra?

Pod ko­niec 1986 roku mia­łam wy­pa­dek w cza­sie jaz­dy kon­nej. Po­ła­ma­łam so­bie że­bra, prze­bi­łam płu­co i zwich­nęłam oboj­czyk. Bar­dzo mnie męczy­ło sta­nie na par­kie­cie gie­łdy. Pierw­szy raz za­częłam sie­dzieć na pierw­szym pi­ętrze i ko­rzy­stać z kom­pu­te­ra z no­to­wa­nia­mi. I było wspa­nia­le! Były tam te wszyst­kie wska­źni­ki i mo­głam śle­dzić jed­no­cze­śnie kil­ka ró­żnych ryn­ków. Z cza­sem wy­pra­co­wa­łam swój wła­sny styl gry na kon­trak­tach S&P.

Na czym po­le­ga?

Zna­la­złam dla sie­bie ni­szę w in­we­sto­wa­niu krót­ko­ter­mi­no­wym i sta­ło się to moim chle­bem po­wsze­dnim. Zda­rza­jące się od cza­su do cza­su po­zy­cje o dłu­ższym ho­ry­zon­cie cza­so­wym były tyl­ko jak lu­kier na cie­ście. Uwa­żam, że je­dy­nie krót­ko­ter­mi­no­we ru­chy cen mo­żna pro­gno­zo­wać z ja­kąś pre­cy­zją. Do­kład­no­ść pro­gnoz spa­da znacz­nie wraz z wy­dłu­ża­niem okre­su, na jaki są przy­go­to­wy­wa­ne. Wie­rzę w teo­rię cha­osu. [Pod­sta­wo­wym za­ło­że­niem teo­rii cha­osu jest to, że w wy­pad­ku sys­te­mów ape­rio­dycz­nych, czy­li ta­kich, któ­re się do­kład­nie ni­g­dy nie po­wta­rza­ją i z tego po­wo­du ni­g­dy nie będą w sta­nie osi­ągnąć sta­bil­no­ści, ta­kich jak po­go­da czy gie­łda, nie­wiel­kie ró­żni­ce w war­to­ściach po­cząt­ko­wych mogą zo­stać zwie­lo­krot­nio­ne i w mia­rę upły­wu cza­su mieć duży wpływ na osta­tecz­ne wy­ni­ki. Zja­wi­sko to - za­le­żno­ść od wa­run­ków po­cząt­ko­wych - jest le­piej zna­ne pod na­zwą "efekt mo­ty­la". Świet­nie opi­sał to w swo­jej ksi­ążce Cha­os: Ma­king a New Scien­ce Ja­mes Gle­ick: "Przy­kła­do­wo, je­śli cho­dzi o po­go­dę jest to wi­docz­ne w tym, co hu­mo­ry­stycz­nie na­zy­wa­my efek­tem mo­ty­la - ruch po­wie­trza wy­wo­ła­ny dziś ru­chem skrzy­deł mo­ty­la w Pe­ki­nie może się za mie­si­ąc za­mie­nić w se­rię burz nad No­wym Jor­kiem"]. W ci­ągu dwóch mie­si­ęcy może się wy­da­rzyć zbyt wie­le rze­czy, któ­rych nie da się prze­wi­dzieć. Dla mnie ide­al­na trans­ak­cja trwa dzie­si­ęć dni, ale do ka­żdej in­we­sty­cji pod­cho­dzę tak, jak­bym mia­ła ją utrzy­mać je­dy­nie przez dwa lub trzy dni.

Rów­nie moc­no wie­rzę w mo­żli­wo­ść prze­wi­dy­wa­nia kie­run­ku zmian cen, ale nie ich ska­li. Nie usta­lam so­bie do­ce­lo­wych po­zio­mów cen. Wy­cho­dzę z ryn­ku, gdy jego za­cho­wa­nie mówi mi, że nad­sze­dł na to czas, a nie na pod­sta­wie ja­ki­chś ana­liz do­tych­cza­so­wej ska­li zmia­ny cen. Trze­ba brać to, co ry­nek chce nam dać. Je­śli nie ma tego wie­le, nie war­to się wa­hać, gdy na­le­ży wy­jść z ryn­ku z ma­łym zy­skiem.

Sta­ram się uzy­skać mo­żli­wie naj­lep­sze ceny otwar­cia po­zy­cji. Uwa­żam, że to jed­na z mo­ich naj­wa­żniej­szych umie­jęt­no­ści. Przy in­we­sto­wa­niu w ob­rębie jed­nej se­sji do­bra cena otwar­cia po­zy­cji ma de­cy­du­jące zna­cze­nie, po­nie­waż za­pew­nia wi­ęcej cza­su na spraw­dze­nie, jak się za­cho­wa ry­nek. Je­śli ku­pu­jesz, po­nie­waż sądzisz, że ry­nek się od­bi­je, a tym­cza­sem on za­czy­na się po­ru­szać w tren­dzie bocz­nym, to le­piej wszyst­ko sprze­daj. Część pro­ce­su in­we­sty­cyj­ne­go to jak spraw­dza­nie głębo­ko­ści wody. Je­śli za­wrzesz trans­ak­cję w do­brym mo­men­cie, nie stra­cisz wie­le, je­śli się oka­że, że nie mia­łeś ra­cji.

Naj­lep­sze trans­ak­cje za­wie­ra się wte­dy, gdy wszy­scy wo­kół wpa­da­ją w pa­ni­kę. Tłum na gie­łdzie często za­cho­wu­je się bar­dzo głu­pio. Mo­żna so­bie wy­obra­zić, że ru­chy cen wo­kół po­zio­mu rów­no­wa­gi są jak na­ci­ąga­nie gum­ki - je­śli po­ci­ągnie­my za moc­no, to wresz­cie gwa­łtow­nie wy­rwie się z po­wro­tem. Jako gracz krót­ko­ter­mi­no­wy sta­ram się cze­kać, aż gum­ka będzie na­ci­ągni­ęta do gra­nic mo­żli­wo­ści.

W jaki spo­sób okre­śla pani, że ry­nek jest już bli­sko ta­kiej gra­ni­cy?

Jed­ną z mo­ich ulu­bio­nych pra­wi­dło­wo­ści jest ten­den­cja ryn­ku do prze­miesz­cza­nia się od lo­kal­nych do­łków do szczy­tów i od­wrot­nie co dwa do czte­rech dni. Sche­mat ten jest funk­cją ludz­kiej na­tu­ry. Za­nim ry­nek będzie wy­glądał na­praw­dę do­brze, po­trze­ba kil­ku dni wzro­stów. Wła­śnie wte­dy wszy­scy za­czy­na­ją ku­po­wać, a tacy pro­fe­sjo­na­li­ści jak ja - sprze­da­wać. I od­wrot­nie, gdy ry­nek ma za sobą parę dni spad­ków i ka­żdy my­śli o ko­lej­nych, nad­cho­dzi czas, gdy lu­bię ku­po­wać.

Śle­dzę rów­nież ró­żne wska­źni­ki. Nie sądzę, by wy­bór kon­kret­nych wska­źni­ków miał aż tak duże zna­cze­nie pod wa­run­kiem, że do­brze wie­my, jak in­ter­pre­to­wać ich zna­cze­nie. Oso­bi­ście zwra­cam dużą uwa­gę na tick [wska­źnik po­ka­zu­jący ró­żni­cę mi­ędzy licz­bą pa­pie­rów, któ­rych cena w ostat­nim tic­ku wzro­sła, a licz­bą pa­pie­rów, któ­rych cena spa­dła], TRIN [wska­źnik po­rów­nu­jący ceny i ob­ro­ty na pa­pie­rach wzro­sto­wych z ana­lo­gicz­ny­mi pa­ra­me­tra­mi pa­pie­rów spa­da­jących] i pre­mię [pre­mia lub dys­kon­to kon­trak­tów na in­deks gie­łdo­wy w sto­sun­ku do teo­re­tycz­nie rów­no­wa­żnej ceny in­dek­su z ryn­ku ka­so­we­go]. Przy­kła­do­wo, je­śli tick osi­ągnął eks­tre­mal­ne po­zio­my i da­lej spa­da: -480, -485, -490, -495, a po­tem na chwi­lę prze­sta­je i utrzy­mu­je się na po­zio­mie -495, -495, -495, inne wska­źni­ki zaś, któ­re sto­su­ję, rów­nież wska­zu­ją na wy­prze­daż, to często wcho­dzę i za­czy­nam ku­po­wać po ce­nie ryn­ko­wej. Cza­sa­mi uda­je mi się w ten spo­sób wstrze­lić do­kład­nie w mi­ni­mum se­sji.

Nie boję się ku­po­wa­nia w cza­sie spad­ków i sprze­da­wa­nia w cza­sie wzro­stów. Oczy­wi­ście raz na ja­kiś czas ry­nek da­lej się po­ru­sza w da­nym kie­run­ku, a ja na­tych­miast tra­cę na S&P cały punkt, a cza­sem na­wet wi­ęcej. Jed­nak cze­ka­jąc na sy­tu­acje wy­star­cza­jąco eks­tre­mal­ne, na­wet w ta­kich przy­pad­kach za­pew­niam so­bie to, że ry­nek zwy­kle się od­bi­je na tyle moc­no, że będę mo­gła przy­naj­mniej wy­jść na zero. Moja chy­ba naj­wa­żniej­sza za­sa­da brzmi: Nie szu­kaj zy­sku w złych trans­ak­cjach, myśl, w któ­rym mo­men­cie naj­le­piej wy­jść z ryn­ku.

Gdy się więc zda­rzy pani trans­ak­cja przy­no­sząca stra­ty, nie za­my­ka pani po­zy­cji na­tych­miast.

To praw­da. Zwy­kle uda­je mi się wy­jść przy lep­szym kur­sie, je­śli tyl­ko mam tro­chę cier­pli­wo­ści, po­nie­waż po­wo­dem, dla któ­re­go na po­cząt­ku za­wa­rłam trans­ak­cję, było to, że ry­nek prze­sza­rżo­wał na tyle, iż ko­rek­ta była wręcz wy­mu­szo­na. Gdy już za­mknę po­zy­cje, mogę ła­two wró­cić. Je­śli od­ku­pię pa­pie­ry po wy­ższej ce­nie, uzna­ję to za ca­łkiem nową trans­ak­cję.

Kie­dy uda­ło się pani urządzić w domu biu­ro in­we­sty­cyj­ne?

Ja­kieś trzy mie­si­ące po opusz­cze­niu par­kie­tu.

Czy po la­tach spędzo­nych wśród lu­dzi na par­kie­cie trud­no się było pani przy­zwy­cza­ić do wy­izo­lo­wa­nia, któ­re jest zwi­ąza­ne z in­we­sto­wa­niem z domu?

Pierw­sze czte­ry lata poza par­kie­tem były wspa­nia­łe - nic mnie nie roz­pra­sza­ło, nie sty­ka­łam się z in­ny­mi opi­nia­mi. W ostat­nim roku od­osob­nie­nie za­częło mi jed­nak prze­szka­dzać. Po­czu­łam się sa­mot­na. Sta­ra­łam się roz­ma­wiać z in­ny­mi gra­cza­mi przez te­le­fon, ale za­uwa­ży­łam, że zbyt­nio mnie to roz­pra­sza i źle wpły­wa na moją wy­daj­no­ść. Chcia­łam też za­ło­żyć biu­ro na spó­łkę z in­nym in­we­sto­rem i przez chwi­lę szło nam nie­źle, do mo­men­tu gdy wy­je­chał do No­we­go Jor­ku, by tam za­ło­żyć wła­sne biu­ro. Pró­bo­wa­łam za­trud­nić asy­sten­ta, ale to nie po­mo­gło.

Te­raz pró­bu­ję so­bie ra­dzić z izo­la­cją, pro­wa­dząc po za­ko­ńcze­niu se­sji ró­żne pro­jek­ty poza biu­rem, co daje mi ja­kiś kon­takt ze świa­tem ze­wnętrz­nym. Je­stem człon­kiem Sto­wa­rzy­sze­nia Ana­li­ty­ków Tech­nicz­nych i sta­ram się uczest­ni­czyć w ka­żdym spo­tka­niu. Pra­co­wa­łam też z pew­nym pro­gra­mi­stą nad stwo­rze­niem wska­źni­ków tech­nicz­nych opar­tych na sie­ciach neu­ro­no­wych, z któ­rych ko­rzy­stam te­raz przy za­wie­ra­niu trans­ak­cji. [Naj­wa­żniej­szą ce­chą pro­gra­mów opar­tych na sie­ciach neu­ro­no­wych jest to, że nie są one sta­tycz­ne, wprost prze­ciw­nie - ewo­lu­ują w mia­rę, jak "się uczą" na pod­sta­wie prze­twa­rza­nych da­nych]. W zwi­ąz­ku z tym pro­jek­tem otrzy­mu­ję wie­le te­le­fo­nów od lu­dzi z ca­łe­go kra­ju pra­cu­jących nad wy­ko­rzy­sta­niem sie­ci neu­ro­no­wych do in­we­sto­wa­nia.

Zda­ję so­bie spra­wę z tego, że moja izo­la­cja sta­ła się pro­ble­mem, i ci­ągle sta­ram się zna­le­źć na nią ja­kieś le­kar­stwo. Mam wra­że­nie, że naj­le­piej by­ło­by, gdy­bym znów dzie­li­ła biu­ro z jed­nym czy dwo­ma in­we­sto­ra­mi.

Po­nie­waż głów­nie in­we­stu­je pani w kon­trak­ty na in­dek­sy ak­cji, cie­ka­wi mnie, ja­kie były pani do­świad­cze­nia pod­czas tego nie­sa­mo­wi­te­go kra­chu w pa­ździer­ni­ku 1987 roku.

Prze­sta­łam grać ja­kiś mie­si­ąc przed kra­chem. Mia­łam za sobą nie­sa­mo­wi­cie uda­ny rok, za­ro­bi­łam po­nad pół mi­lio­na do­la­rów, czy­li pra­wie dwa razy wi­ęcej niż rok wcze­śniej. Nie mo­głam uwie­rzyć w to, jak do­brze mi szło. Wy­chwy­ci­łam wszyst­kie naj­wa­żniej­sze ru­chy ryn­ku. Mia­łam wra­że­nie, że uda­ło mi się zbyt wie­le i nie po­win­nam wi­ęcej nad­uży­wać swo­je­go szczęścia. Mniej wi­ęcej w tym sa­mym cza­sie nada­rzy­ła się oka­zja, aby po­tre­no­wać z in­struk­to­rem je­ździec­twa, z któ­rym ostat­nio ćwi­czy­łam. Zde­cy­do­wa­łam, że nad­sze­dł czas na prze­rwę w grze.

Czy­li w cza­sie kra­chu w pa­ździer­ni­ku 1987 roku nie było pani na gie­łdzie?

Nie do ko­ńca. Na po­cząt­ku ty­go­dnia nie mia­łam otwar­tych żad­nych po­zy­cji. Gdy nie in­we­sto­wa­łam, dzwo­ni­łam co­dzien­nie rano do męża (pra­cu­je jako spe­cja­li­sta na gie­łdzie w Fi­la­del­fii), by spraw­dzić, co się dzie­je na ryn­ku. Gdy pew­ne­go dnia za­dzwo­ni­łam do nie­go ze staj­ni, po­wie­dział: "Le­piej wra­caj do domu i patrz, co się dzie­je! Wszyst­kie ryn­ki na świe­cie się za­ła­ma­ły i wy­gląda na to, że Dow Jo­nes otwo­rzy się 200 punk­tów ni­żej". Gdy to usły­sza­łam, po­my­śla­łam: "Chło­pie, to wspa­nia­le. Na­de­szła oka­zja do za­ku­pów, na któ­rą cze­ka­łam". Po­je­cha­łam szyb­ko do domu i włączy­łam wia­do­mo­ści. Wszy­scy mó­wi­li o pa­ni­ce, pa­ni­ce i jesz­cze raz pa­ni­ce. A ja w du­chu my­śla­łam wprost prze­ciw­nie: "To wspa­nia­le. Zo­bacz­my, jak ni­sko otwo­rzy się se­sja". Jak pan pa­mi­ęta, ry­nek spa­dał ostro przez całą se­sję. Mu­sia­łam się zmu­szać, by nie za­cząć ku­po­wać. Wcze­snym po­po­łud­niem nie mo­głam już dłu­żej cze­kać. Ku­pi­łam je­den kon­trakt na S&P. W ostat­niej go­dzi­nie se­sji wci­ąż ku­po­wa­łam, a ry­nek da­lej spa­dał. Przed ko­ńcem se­sji mia­łam otwar­tą dłu­gą po­zy­cję na dzie­si­ęciu kon­trak­tach.

Mia­ła pani stra­ty, gdy se­sja się sko­ńczy­ła?

Oczy­wi­ście. Se­sja za­mknęła się bar­dzo bli­sko swo­je­go mi­ni­mum. Stra­ci­łam ja­kieś 100 ty­si­ęcy do­la­rów.

Zmar­twi­ło to pa­nią?

Nie bar­dzo. Oczy­wi­ście by­łam na sie­bie tro­chę zła, że się nie wy­ka­za­łam wi­ęk­szą cier­pli­wo­ścią, po­nie­waż gdy­bym tro­chę po­cze­ka­ła, to mia­ła­bym o wie­le lep­szą śred­nią cenę za­ku­pu. Nie prze­jęłam się jed­nak zbyt­nio stra­tą na po­cząt­ku po­zy­cji. Ry­nek kon­trak­tów ter­mi­no­wych miał w sto­sun­ku do in­dek­su ryn­ku ka­so­we­go tak duże dys­kon­to, że by­łam pew­na, iż na­stęp­ne­go dnia se­sja otwo­rzy się wy­żej. I rze­czy­wi­ście tak się sta­ło.

Za­mknęła pani po­zy­cję po wy­ższym kur­sie otwar­cia?

Zre­ali­zo­wa­łam zysk z części po­zy­cji. Chcia­łam utrzy­mać dłu­gą po­zy­cję. Po­my­śla­łam, że za­cho­wa­nie ryn­ku jest ob­ra­zem ludz­kiej głu­po­ty. Wszy­scy do­słow­nie wy­rzu­ca­li ak­cje, któ­re wci­ąż mia­ły ja­kąś war­to­ść, i czu­łam, że ko­niec wy­prze­da­ży jest już bli­sko. Pa­mi­ętam na przy­kład, że gdy pierw­szy raz przy­szłam na par­kiet Gie­łdy Fi­la­del­fij­skiej, ak­cje Sa­lo­mon Bro­thers kosz­to­wa­ły 32 do­la­ry. Po­tem do­szły do po­nad 60. W dniu kra­chu spa­dły do 22 do­la­rów. Uwa­ża­łam, że to bez sen­su wy­ce­niać ak­cje w ten spo­sób.

Wy­da­je się, że uda­ło się pani unik­nąć ca­łej tej pa­ni­ki, któ­ra po­chło­nęła w tam­tym ty­go­dniu wszyst­kie ryn­ki.

Nie sądzę, bym zlek­ce­wa­ży­ła ry­zy­ko trans­ak­cyj­ne, gdy w dniu kra­chu ku­po­wa­łam dzie­si­ęć kon­trak­tów ter­mi­no­wych na S&P. Pa­trząc wstecz, wi­dzę, że z pew­no­ścią by­łam na­iw­na, wie­rząc w to, że ryn­ki, in­sty­tu­cje roz­li­cze­nio­we i ban­ki będą da­lej nor­mal­nie funk­cjo­no­wać. Prze­ży­łam szok, gdy po­tem zda­łam so­bie spra­wę z tego, że gdy­by Bank Re­zerw Fe­de­ral­nych za­dzia­łał odro­bi­nę mniej agre­syw­nie, to moja fir­ma roz­li­cze­nio­wa, tak jak wie­le in­nych, zban­kru­to­wa­ła­by, spo­wo­do­wa­ło­by znik­ni­ęcie mo­je­go ra­chun­ku.

Czy przej­mu­je się pani stra­ta­mi?

Nie, wca­le. Ni­g­dy się nie przej­mo­wa­łam stra­ta­mi, po­nie­waż za­wsze wie­dzia­łam, że będę je w sta­nie od­ro­bić. Za­wsze wie­dzia­łam, że bez względu na to, co się wy­da­rzy, będę mo­gła pó­jść na do­wol­ną gie­łdę, z do­wol­ny­mi pie­ni­ędz­mi i się z nich utrzy­mać.

Może pani opi­sać błędy, któ­re po­pe­łni­ła pani w swo­jej ka­rie­rze in­we­sty­cyj­nej, a któ­re pó­źniej oka­za­ły się cen­ną lek­cją?

Moją naj­wi­ęk­szą sła­bo­ścią jest odro­bi­nę przed­wcze­sne za­wie­ra­nie trans­ak­cji. Jak mówi po­wie­dze­nie: "Pio­nie­rzy to ci, któ­rzy mają strza­ły w ple­cach". Na­uczy­łam się po­wta­rzać so­bie w my­śli: "Cier­pli­wo­ści, cier­pli­wo­ści, cier­pli­wo­ści". Za­nim za­wrę trans­ak­cję, sta­ram się po­cze­kać, aż wszyst­ko się wy­kla­ru­je. Gdy je­stem już go­to­wa, to za­nim pod­nio­sę słu­chaw­kę, by za­dzwo­nić, po­wo­li li­czę do dzie­si­ęciu. Le­piej mieć złe po­my­sły i do­bre wy­czu­cie cza­su niż do­bre po­my­sły i złe wy­czu­cie cza­su.

In­nym błędem, któ­ry często po­pe­łnia­łam, było jed­no­cze­sne za­an­ga­żo­wa­nie w zbyt wie­le ryn­ków, pro­wa­dzące do nie­chluj­nej gry. Za­uwa­ży­łam też, że naj­wi­ęk­sze stra­ty przy­no­si­ły mi naj­mniej­sze po­zy­cje, po­nie­waż zwy­kle je za­nie­dby­wa­łam. To na­tu­ral­ne, że sku­pia­my swo­ją uwa­gę na du­żych po­zy­cjach. Przy nie­wiel­kich po­zy­cjach ła­two wpa­ść w pu­łap­kę sa­mo­za­do­wo­le­nia. Uświa­do­mie­nie so­bie tego spra­wi­ło, że ostro­żniej pod­cho­dzę do ta­kich po­zy­cji.

Zda­ję so­bie spra­wę z tego, że je­stem tyl­ko czło­wie­kiem i za­wsze będę po­pe­łniać błędy. Sta­ram się tyl­ko po­pe­łniać je co­raz rza­dziej, roz­po­zna­wać je co­raz szyb­ciej i na­tych­miast je na­pra­wiać!

Jaki pro­cent pani trans­ak­cji przy­no­si zysk?

Ja­kieś 70 pro­cent.

Czy ta­kże pani prze­ci­ęt­ny zysk jest wi­ęk­szy od prze­ci­ęt­nej stra­ty?

W trans­ak­cjach krót­ko­ter­mi­no­wych na po­je­dyn­czym kontr­ak­cie za­ra­biam ja­kieś 450 do­la­rów (wy­nik by­łby lep­szy, gdy­bym uwzględ­ni­ła trans­ak­cje dłu­go­ter­mi­no­we), a śred­nia stra­ta wy­no­si tro­chę po­nad 200 do­la­rów.

Sko­ro w pani wy­pad­ku od­se­tek i wiel­ko­ść zy­skow­nych trans­ak­cji prze­bi­ja­ją trans­ak­cje przy­no­szące stra­ty w sto­sun­ku po­nad dwa do jed­ne­go, to od­no­szę wra­że­nie, że osi­ąga pani zysk w ka­żdym mie­si­ącu.

W ka­żdym mie­si­ącu? Wy­zna­ję za­sa­dę, że po­win­nam pró­bo­wać za­ko­ńczyć z zy­skiem ka­żdy dzień! Oczy­wi­ście to mi się jesz­cze nie uda­ło, ale taki mam cel. Praw­do­po­dob­nie ko­ńczę z zy­skiem pra­wie ka­żdy ty­dzień. Pro­szę pa­mi­ętać, że utrzy­mu­ję się z gry i że gram wła­sny­mi pie­ni­ędz­mi. Na­praw­dę do­ce­niam to, że na­uczy­łam się trak­to­wać grę jak umie­jęt­no­ść. I jak w wy­pad­ku ka­żdej in­nej umie­jęt­no­ści, na przy­kład gry na pia­ni­nie, per­fek­cja jest nie­osi­ągal­na - ni­g­dy nie za­gram me­lo­dii ide­al­nie i ni­g­dy nie ku­pię do­kład­nie w do­łku i nie sprze­dam do­kład­nie na szczy­cie, ale mo­żna osi­ągnąć dużą sta­ło­ść wy­ni­ków, je­śli się będzie ćwi­czyć ca­ły­mi dnia­mi.

Przy­pusz­czam, że częścio­wo osi­ąga­ną przez pa­nią sta­ło­ść wy­ni­ków mo­żna przy­pi­sać in­ten­syw­no­ści, z jaką śle­dzi pani ryn­ki. Gdy opi­sy­wa­ła pani wcze­śniej swo­ją grę, wy­gląda­ło to tak, jak­by śle­dzi­ła pani ry­nek tick po tic­ku. Za­kła­dam, że tego typu po­de­jście musi ogra­ni­czać licz­bę ryn­ków, na któ­rych jest pani w sta­nie grać. Ile ryn­ków śle­dzi pani jed­no­cze­śnie?

Ró­żnie. Ana­li­zu­ję oko­ło dwu­dzie­stu ryn­ków. Ale w da­nym mo­men­cie nie han­dlu­ję na wi­ęcej niż sze­ściu z nich. By­ło­by ide­al­nie, gdy­bym in­we­sto­wa­ła co­dzien­nie na ka­żdym ryn­ku, ale wiem, że jest to fi­zycz­nie nie­mo­żli­we.

Nie może pani wy­szko­lić so­bie asy­sten­tów sto­su­jących pani me­to­dy gry na ryn­kach, któ­rych nie może pani śle­dzić?

Pró­bo­wa­łam. Za­trud­ni­łam i szko­li­łam ko­goś przez rok. Był naj­mil­szą oso­bą, jaką mo­głam spo­tkać. Ka­żda fir­ma by­ła­by dum­na, gdy­by go mia­ła w swych sze­re­gach. Był bar­dzo pra­co­wi­ty i lo­jal­ny. Był w zna­ko­mi­tej for­mie - zdro­wo się odży­wiał i co­dzien­nie ćwi­czył ka­ra­te. Emo­cjo­nal­nie był tak zrów­no­wa­żo­ny, że ni­g­dy nie wi­dzia­łam, aby się na ko­goś zde­ner­wo­wał. Wło­ży­łam w jego szko­le­nie dużo cza­su i wy­si­łku. Otwo­rzy­łam mu na­wet ra­chu­nek, po­nie­waż my­śla­łam, że je­dy­nym spo­so­bem na to, by się na­uczył gry, było rze­czy­wi­ste in­we­sto­wa­nie na wła­sny ra­chu­nek. Nie­ste­ty, nie uda­ło się.

Co po­szło nie tak?

Nie ci­ągnęło go do gry. Nie mógł za­sko­czyć. Wy­da­je mi się, że nie po­do­ba­ło mu się po­dej­mo­wa­nie ry­zy­ka. [Lin­da za­czy­na opi­sy­wać ty­po­wą roz­mo­wę z asy­sten­tem].

- OK, Ste­ven, jaki masz plan na dzi­siej­szy dzień?

- Chy­ba ku­pię dziś psze­ni­cę - od­po­wie­dział, po­da­jąc po­wo­dy za­war­cia trans­ak­cji.

- To świet­nie - mó­wię, pró­bu­jąc go za­chęcić.

Pod ko­niec dnia py­tam go: - Ku­pi­łeś psze­ni­cę? - Nie - od­po­wia­da.

- No to co ro­bi­łeś?

- Pa­trzy­łem, jak ro­śnie. [Za­czy­na się gło­śno śmiać na wspo­mnie­nie tego].

Jak pani sądzi, dla­cze­go tak do­brze się pani po­wio­dło jako in­we­sto­ro­wi?

Uwa­żam, że moją naj­wa­żniej­szą umie­jęt­no­ścią jest zdol­no­ść do wy­szu­ki­wa­nia na ryn­ku for­ma­cji. My­ślę, że ten ta­lent jest chy­ba zwi­ąza­ny z mo­imi za­in­te­re­so­wa­nia­mi mu­zy­ką. Mi­ędzy pi­ątym a dwu­dzie­stym pierw­szym ro­kiem ży­cia co­dzien­nie przez parę go­dzin ćwi­czy­łam grę na pia­ni­nie. Na stu­diach by­łam jed­no­cze­śnie na dwóch kie­run­kach - eko­no­mii i mu­zy­ce. Za­pis nu­to­wy jest pe­łen sym­bo­li i for­ma­cji. Sie­dząc tam przez czte­ry go­dzi­ny dzien­nie i ana­li­zu­jąc nuty, praw­do­po­dob­nie roz­wi­nęłam te ob­sza­ry mó­zgu, któ­re od­po­wia­da­ją za roz­po­zna­wa­nie sche­ma­tów. Co­dzien­ne wie­lo­go­dzin­ne ćwi­cze­nie gry na in­stru­men­cie po­ma­ga roz­wi­nąć zdy­scy­pli­no­wa­nie i kon­cen­tra­cję - dwie umie­jęt­no­ści, któ­re się bar­dzo przy­da­ją w grze na gie­łdzie.

Może pani coś wi­ęcej po­wie­dzieć o zwi­ąz­ku mi­ędzy mu­zy­ką a gie­łdą?

Utwór mu­zycz­ny ma okre­ślo­ną struk­tu­rę: po­wta­rza­ją się w nim sche­ma­ty, któ­re po­wra­ca­ją z pew­ny­mi zmia­na­mi. Po­dob­nie na ryn­kach - też są for­ma­cje, któ­re się po­wta­rza­ją z pew­ny­mi zmia­na­mi. Utwo­ry mu­zycz­ne mają ci­che in­ter­lu­dia, po­tem bu­du­je się te­mat, a na­stęp­nie przez cre­scen­do do­cho­dzi się do punk­tu kul­mi­na­cyj­ne­go. W wy­pad­ku gie­łdy są to okre­sy kon­so­li­da­cji cen, głów­nych tren­dów ryn­ko­wych i gwa­łtow­ne­go ru­chu cen po­prze­dza­jące­go wa­żne dna i wierz­cho­łki. Trze­ba cier­pli­wie cze­kać, aż te­mat mu­zycz­ny się roz­wi­nie i wy­trwa­le wy­cze­ki­wać nada­rza­jącej się oka­zji do trans­ak­cji. Mo­żna ćwi­czyć i ćwi­czyć, i ćwi­czyć, ale ni­g­dy się nie za­gra na in­stru­men­cie ide­al­nie, tak jak nie da się ku­pić do­kład­nie w do­łku i sprze­dać do­kład­nie na szczy­cie. Mo­żna je­dy­nie mieć na­dzie­ję, że za­gra­my dziś le­piej niż po­przed­nio. Za­rów­no w mu­zy­ce, jak i w in­we­sto­wa­niu na gie­łdzie naj­lep­sze re­zul­ta­ty osi­ąga­my wte­dy, gdy je­ste­śmy od­pręże­ni. W obu tych przy­pad­kach trze­ba też dać się po­nie­ść z prądem.

Ostat­nie po­rów­na­nie po­ka­że, do ja­kie­go ro­dza­ju gry dążę. Za­nim za­gra­my cały utwór, trze­ba prze­czy­tać ka­żdą nutę i na­uczyć się ca­łej kom­po­zy­cji takt po tak­cie. Pew­nie dla­te­go wi­ęk­szo­ść ener­gii po­świ­ęcam trans­ak­cjom krót­ko­ter­mi­no­wym, za­miast ana­li­zo­wać ob­raz ryn­ku w dłu­gim prze­dzia­le cza­so­wym.

Bar­dzo mało ko­biet zaj­mu­je się in­we­sto­wa­niem. Uwa­ża pani, że ko­bie­ty, któ­re chcą się wy­ka­zać na tym polu, na­tra­fia­ją na ja­kieś prze­szko­dy?

Cza­sa­mi mia­łam wra­że­nie, że mu­szę pra­co­wać dwa razy ci­ężej, by zdo­być uzna­nie lub być trak­to­wa­na po­wa­żnie. Ale mó­wi­ąc szcze­rze, ta­kie spo­strze­ga­nie było praw­do­po­dob­nie do­syć su­biek­tyw­ne i nie­ko­niecz­nie zgod­ne z rze­czy­wi­sto­ścią. Pa­trząc wstecz, nie uwa­żam, że by­cie ko­bie­tą kie­dy­kol­wiek mi prze­szko­dzi­ło. A na­wet cza­sem wy­da­wa­ło mi się, że lu­dzie bar­dziej sta­ra­li mi się po­ma­gać. Pew­nie dla­te­go, że tak mało ko­biet gra na gie­łdzie.

Oczy­wi­ście na ryn­ku fi­nan­so­wym jest wie­le miejsc, w któ­rych ko­bie­ty na­po­ty­ka­ją ba­rie­ry, na przy­kład w wiel­kich fir­mach i ban­kach z No­we­go Jor­ku. Znam ko­bie­ty, któ­re od­czu­ły, że dys­kry­mi­na­cja płcio­wa prze­szko­dzi­ła im w zna­le­zie­niu pra­cy na sta­no­wi­sku ma­kle­ra. Sama jed­nak ni­g­dy tego nie do­świad­czy­łam.

Bar­dzo moc­no za­chęcam ko­bie­ty, któ­re chcą zo­stać ma­kle­ra­mi, by pod­jęły ten wy­si­łek. Nie ma żad­ne­go po­wo­du, by ko­bie­ta czu­ła się onie­śmie­lo­na. Gra na gie­łdzie, bar­dziej niż ja­kie­kol­wiek inne za­jęcie, za­le­ży od wy­ni­ków. Lu­dzie pa­trzą na licz­by opi­su­jące two­je wy­ni­ki. Nie ob­cho­dzi ich to, czy je­steś ko­bie­tą, czy mężczy­zną. Je­śli masz do­bre wy­ni­ki, będą cię wspie­rać fi­nan­so­wo. I od­wrot­nie, je­śli sła­bo ci idzie jako in­we­sto­ro­wi, samo to, że jest się mężczy­zną, nic nie po­mo­że.

Jako gra­cze ko­bie­ty mogą mieć istot­ną prze­wa­gę nad mężczy­zna­mi. Ko­bie­ty na przy­kład nie trak­tu­ją gry na gie­łdzie jako spo­so­bu na zwi­ęk­sze­nie po­czu­cia wła­snej siły. Nie będą skłon­ne do za­wie­ra­nia trans­ak­cji w sty­lu ma­cho [otwie­ra­nia du­żej po­zy­cji z za­mia­rem po­czu­cia siły, ja­kie daje wy­wo­ła­nie ru­chu ryn­ku], któ­re - jak wi­dzia­łam - do­pro­wa­dzi­ły do ru­iny wie­lu mężczyzn in­we­stu­jących na gie­łdzie. Na­wet naj­lep­sze ko­bie­ty, któ­re gra­ją na par­kie­cie i któ­re znam, są bar­dzo ci­che i po­wści­ągli­we.

Czy mi­ędzy spo­so­bem gry mężczyzn i ko­biet są jesz­cze ja­kieś ró­żni­ce?

Ko­bie­ty dzia­ła­ją tro­chę bar­dziej in­tu­icyj­nie. Sądzę, że je­stem w sta­nie do­strzec za­le­żno­ści, któ­rych nie wi­dzą inni lu­dzie, ale nie wiem, czy ma to zwi­ązek z tym, że je­stem ko­bie­tą. My­ślę, że ko­bie­cie ła­twiej niż mężczy­źnie jest za­ak­cep­to­wać to, że po­le­ga na swo­jej in­tu­icji, a in­tu­icja z pew­no­ścią ma w grze na gie­łdzie duże zna­cze­nie. Gdy na przy­kład śle­dzę no­to­wa­nia gie­łdo­we, ni­g­dy nie mó­wię: "O, ry­nek spa­dł do­kład­nie o 62 pro­cent, mu­szę za­cząć ku­po­wać". Ra­czej po­my­ślę: "Oj, ko­rek­ta chy­ba się ko­ńczy i ceny prze­sta­ły spa­dać, więc le­piej będzie, jak coś ku­pię".

W na­szej pierw­szej roz­mo­wie te­le­fo­nicz­nej wspo­mnia­ła pani, że po­wie­dzia­ła pani o swo­ich za­sa­dach gry in­nym gra­czom. Nie boi się pani, że ujaw­nie­nie re­guł gry znisz­czy ich efek­tyw­no­ść, gdy za­czną je sto­so­wać inni gra­cze?

Mó­wi­ąc szcze­rze, uwa­żam, że mo­gła­bym wy­ja­wić wszyst­kie swo­je se­kre­ty, a i tak nie mia­ło­by to zna­cze­nia. Wi­ęk­szo­ść lu­dzi nie po­tra­fi kon­tro­lo­wać swo­ich emo­cji czy dzia­łać zgod­nie z ja­ki­mś sys­te­mem. Wi­ęk­szo­ść gra­czy nie umia­ła­by po­stępo­wać we­dług wska­zań mo­je­go sys­te­mu, na­wet gdy­bym dała im in­struk­cje krok po kro­ku, po­nie­waż moje po­de­jście by im nie od­po­wia­da­ło. Sto­su­jąc mój sys­tem, nie mie­li­by do nie­go ta­kie­go za­ufa­nia i nie czu­li­by się tak kom­for­to­wo jak ja. Ale na po­trze­by dys­ku­sji mo­żna za­ło­żyć, że wy­ja­wie­nie mo­ich me­tod gry in­nym gra­czom spo­wo­do­wa­ło­by, iż zmie­nią się nie­któ­re ze sche­ma­tów, z któ­rych te­raz ko­rzy­stam. Je­śli tak będzie, po­wsta­ną nowe i je­stem pew­na, że będę w sta­nie je wy­ko­rzy­stać.

Ja­kiej rady może pani udzie­lić po­cząt­ku­jącym gra­czom?

Zro­zum­cie, że na po­zna­nie ryn­ku trze­ba lat. Za­nurz­cie się w świe­cie gry i za­po­mnij­cie o ca­łej resz­cie. Po­znaj­cie in­nych do­brych gra­czy, je­śli tyl­ko mo­że­cie. Za­sta­nów­cie się nad dar­mo­wą pra­cą dla jed­ne­go z nich. Za­cznij­cie od zna­le­zie­nia so­bie ni­szy i spe­cja­li­za­cji. Wy­bierz­cie je­den ry­nek lub for­ma­cję i na­ucz­cie się ich, za­nim roz­sze­rzy­cie ob­szar, na któ­rym się sku­pia­cie. Moje ulu­bio­ne ćwi­cze­nie dla po­cząt­ku­jących gra­czy za­czy­na się od wy­bo­ru tyl­ko jed­ne­go ryn­ku. Po­tem, nie pa­trząc na wy­kre­sy go­dzi­no­we, za­pi­suj­cie co pięć mi­nut ceny od otwar­cia do za­mkni­ęcia se­sji. Rób­cie to przez cały ty­dzień. Szu­kaj­cie sche­ma­tów. Gdzie się znaj­du­ją po­zio­my wspar­cia i opo­ru? Jak się za­cho­wu­ją kur­sy po do­jściu do tych po­zio­mów? Co dzie­je się w ostat­nich trzy­dzie­stu mi­nu­tach se­sji? Ile trwa ka­żdy ruch cen w cza­sie se­sji? Nie uwie­rzy­cie, ile się mo­żna na­uczyć dzi­ęki temu ćwi­cze­niu.

Ni­g­dy nie bój­cie się ryn­ku. Nie bój­cie się, że po­pe­łni­cie błąd. Je­śli rze­czy­wi­ście się po­my­li­cie, nie kom­pli­kuj­cie spra­wy, pró­bu­jąc za­bez­pie­czyć po­zy­cję - po pro­stu ją za­mknij­cie.

Bądźcie ak­tyw­ni na ryn­ku. Nie sie­dźcie bez­czyn­nie przed mo­ni­to­rem i nie gap­cie się go­dzi­na­mi na wy­kre­sy. Za­uwa­żcie, jak wie­lu star­szych gra­czy, któ­rzy przez całe lata od­no­si­li suk­ce­sy, wci­ąż ręcz­nie ry­su­je w cza­sie se­sji wy­kre­sy kó­łko­wo-krzy­ży­ko­we. Ro­bią to dzień w dzień. Spró­buj­cie wy­ro­bić w so­bie na­wyk ci­ągłe­go ba­da­nia ryn­ku.

Nie bądźcie chci­wi. Zo­sta­wia­nie pie­ni­ędzy na sto­le to nic złe­go. Je­śli nie uda się wam za­wrzeć trans­ak­cji po ko­rzyst­nej ce­nie, wy­co­faj­cie się i za­cznij­cie szu­kać ko­lej­nej oka­zji.

No i wresz­cie pa­mi­ętaj­cie o tym, że gracz gie­łdo­wy to ktoś, kto pra­cu­je na swój ra­chu­nek, ma swój wła­sny plan gry i sam po­dej­mu­je de­cy­zje. Tyl­ko dzia­ła­jąc i my­śląc sa­mo­dziel­nie, gracz gie­łdo­wy może mieć na­dzie­ję na to, że uda mu się za­uwa­żyć, że ja­kaś trans­ak­cja nie daje ta­kich wy­ni­ków, jak po­win­na. Je­śli kie­dy­kol­wiek będzie was ku­si­ło, aby sko­rzy­stać przy za­wie­ra­niu trans­ak­cji z czy­je­jś opi­nii, to po­win­ni­ście po­trak­to­wać to jako nie­za­wod­ny sy­gnał do za­mkni­ęcia po­zy­cji.

Ja­kie ma pani cele?

Nie ma lep­szej sa­tys­fak­cji niż do­bra gra bez względu na to, czy na­szym in­stru­men­tem jest for­te­pian czy gie­łda. Mie­rzę swo­je po­stępy nie do­la­ra­mi, a mo­imi umie­jęt­no­ścia­mi pro­gno­zo­wa­nia for­ma­cji ryn­ko­wych - to zna­czy tym, jak bli­sko punk­tów zwrot­nych znaj­dą się moje trans­ak­cje kup­na i sprze­da­ży. Wie­rzę, że je­stem w sta­nie za­in­we­sto­wać na do­wol­nym ryn­ku, dys­po­nu­jąc tyl­ko pro­gra­mem z no­to­wa­nia­mi, i będę mia­ła wy­ni­ki lep­sze niż 98 pro­cent gra­czy. W naj­bli­ższych dzie­si­ęciu la­tach chcia­ła­bym znacz­nie zwi­ęk­szyć war­to­ść za­wie­ra­nych trans­ak­cji. Wie­rzę w to, że uda mi się zo­stać jed­nym z naj­lep­szych gra­czy.

Z pew­no­ścią jed­ną z naj­wa­żniej­szych wspól­nych cech naj­lep­szych gra­czy jest nie­sa­mo­wi­ta wia­ra w swo­ją umie­jęt­no­ść od­no­sze­nia suk­ce­sów. Pew­no­ść Lin­dy Ra­sch­ke jest rów­nie duża jak ka­żde­go in­ne­go gra­cza, z któ­rym pro­wa­dzi­łem wy­wia­dy. Nie mam naj­mniej­szej wąt­pli­wo­ści, że mo­gła­by za­cząć od po­cząt­ku na do­wol­nym ryn­ku i po­szło­by jej świet­nie. Na­praw­dę wie­rzy w to, że zo­sta­nie jed­nym z naj­lep­szych gra­czy na świe­cie, i oso­bi­ście na pew­no nie ob­sta­wia­łbym in­ne­go wy­ni­ku.

Czy tacy gra­cze jak Ra­sch­ke są tak pew­ni sie­bie, po­nie­waż od­nie­śli suk­ces, czy też od­no­szą suk­ce­sy, gdyż są tak pew­ni sie­bie? Praw­do­po­dob­nie tro­chę jed­no i dru­gie. Naj­wa­żniej­sze jest jed­nak to, że ta nie­sa­mo­wi­ta pew­no­ść sie­bie wy­da­je się jed­nym z naj­wa­żniej­szych ele­men­tów wpły­wa­jących na wy­ni­ki gra­czy gie­łdo­wych, i przy­pusz­czam, że w in­nych przed­si­ęw­zi­ęciach jest po­dob­nie.

Od cza­su do cza­su wy­wiad in­spi­ru­je mnie do po­now­ne­go prze­my­śle­nia mo­ich po­glądów na pew­ne spra­wy. Przez dłu­gi czas za­kła­da­łem, że dłu­go­ter­mi­no­we za­cho­wa­nie ryn­ku da się prze­wi­dzieć, ale ru­chy krót­ko­okre­so­we są w za­sa­dzie lo­so­we. Ra­sch­ke ma do­kład­nie prze­ciw­ny punkt wi­dze­nia. Wie­rzy, że na gie­łdzie, tak samo jak przy prze­wi­dy­wa­niu po­go­dy, krót­ko­ter­mi­no­we pro­gno­zy mogą być sto­sun­ko­wo do­kład­ne, a dłu­go­ter­mi­no­we pro­gno­zo­wa­nie jest wprost nie­mo­żli­we. Z jej zdol­no­ścią do wy­szu­ki­wa­nia za­le­żno­ści, któ­rych inni nie wi­dzą, była w sta­nie wy­ko­rzy­stać krót­ko­ter­mi­no­we wa­ha­nia kur­sów i mieć tak sta­bil­ne wy­ni­ki, że gdy­by ru­chów tych nie ce­cho­wa­ły ja­kieś we­wnętrz­ne za­le­żno­ści, prze­czy­ło­by to pra­wom sta­ty­sty­ki. Ra­sch­ke spra­wi­ła, że uwie­rzy­łem. Je­stem pe­wien, że da się prze­wi­dzieć ruch cen na­wet w tak krót­kich okre­sach, jak parę dni czy na­wet po­je­dyn­cza se­sja.

Ra­sch­ke przy­po­mi­na nam, że gra­cze gie­łdo­wi to lu­dzie, któ­rzy pra­cu­ją na wła­sny ra­chu­nek i sami po­dej­mu­ją de­cy­zje. Jed­nym ze szcze­gól­nie wni­kli­wych spo­strze­żeń po­czy­nio­nych przez Ra­sch­ke jest stwier­dze­nie, że po­ku­sa sko­rzy­sta­nia z ob­cych opi­nii przy za­wie­ra­niu trans­ak­cji to ozna­ka tego, iż na­le­ży za­mknąć po­zy­cję.

Wśród cech, któ­re Lin­da Ra­sch­ke wy­mie­nia jako po­trzeb­ne do tego, by zo­stać do­brym gra­czem gie­łdo­wym, są: pa­sja gry, sa­mo­dziel­no­ść w wy­szu­ki­wa­niu po­my­słów na trans­ak­cje i przy po­dej­mo­wa­niu de­cy­zji in­we­sty­cyj­nych, go­to­wo­ść do po­dej­mo­wa­nia ry­zy­ka, umie­jęt­no­ść na­tych­mia­sto­we­go na­pra­wia­nia błędów (po­nie­waż nie da się ich unik­nąć) oraz cier­pli­wo­ść, cier­pli­wo­ść i jesz­cze raz cier­pli­wo­ść.

Za­pra­sza­my do za­ku­pu pe­łnej wer­sji ksi­ążki

Ksi­ążki wy­daw­nic­twa ma­kler­ska.pl

Psy­cho­lo­gia gie­łdyAn­dré Ko­sto­la­ny

Gra na gie­łdzie nie przy­po­mi­na ani sza­chów, ani ru­let­ki - jest zdu­mie­wa­jącym po­łącze­niem jed­ne­go i dru­gie­go. Ko­sto­la­ny pod­sta­wo­we za­sa­dy dzia­ła­nia tej po­tężnej ma­chi­ny fi­nan­so­wej ilu­stru­je na przy­kła­dach zda­rzeń z wła­sne­go ży­cia, za­mie­nia­jąc nud­ny wy­kład z eko­no­mii we fra­pu­jącą aneg­do­tę.

Twój mózg, two­je pie­ni­ądzeJa­son Zwe­ig

Do­świad­czo­ny dzien­ni­karz fi­nan­so­wy si­ęga do naj­now­szych od­kryć neu­ro­eko­no­mii, aby le­piej zro­zu­mieć isto­tę pro­ce­su po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji fi­nan­so­wych.

Spe­ku­la­cja in­tu­icyj­naCur­tis M. Fa­ith

Mimo że w spe­ku­la­cji trze­ba mieć sta­ran­nie prze­te­sto­wa­ny sys­tem i woj­sko­wą dys­cy­pli­nę, je­śli chce się osi­ągać re­zul­ta­ty na­praw­dę wy­bit­ne, trze­ba za­ufać wła­snej in­tu­icji i in­stynk­to­wi. Jak wy­ko­rzy­stać je na wła­sną ko­rzy­ść?

Mi­strzo­wie ryn­ków fi­nan­so­wychJack D. Schwa­ger

Czy naj­lep­si tra­de­rzy to mi­strzo­wie wie­dzy okul­ty­stycz­nej, szczęśli­wi zwy­ci­ęz­cy w lo­so­wej grze, a może uro­dze­ni wir­tu­ozi swo­je­go fa­chu? Jack D. Schwa­ger za­py­tał tych, któ­rzy na ryn­kach za­ra­bia­ją naj­wi­ęcej.

Ksi­ążka o in­we­sto­wa­niu tom 1Ra­fał Ja­nik

Kom­plek­so­wy po­rad­nik do­ty­czący in­we­sto­wa­nia na ryn­ku ak­cji. W pro­sty i zro­zu­mia­ły spo­sób wy­ja­śnia, jak funk­cjo­nu­ją ryn­ki gie­łdo­we, jak bu­do­wać i za­rządzać swo­im port­fe­lem, a ta­kże jak kon­tro­lo­wać jego ry­zy­ko. Pi­sa­ny z per­spek­ty­wy pol­skiej gie­łdy.

Ksi­ążka o in­we­sto­wa­niu tom 2Ra­fał Ja­nik

Jak dzia­łal­no­ść ban­ków cen­tral­nych wpły­wa na ry­nek ka­pi­ta­ło­wy? Czy ry­nek ak­cji jest do­brym za­bez­pie­cze­niem prze­ciw­ko in­fla­cji? Czy war­to an­ga­żo­wać swój ka­pi­tał w spó­łki kon­tro­lo­wa­ne przez Skarb Pa­ństwa? I wie­le wi­ęcej.

Gie­łda. Po­czątekTo­masz Tre­la

Pro­ces bu­do­wy pro­fe­sjo­nal­ne­go port­fo­lio in­we­sty­cyj­ne­go: od ana­li­zy spra­woz­dań firm, przez ich kom­plek­so­wą wy­ce­nę, aż po do­bór od­po­wied­nich pro­por­cji i bu­do­wę so­lid­ne­go sys­te­mu za­rządza­nia ry­zy­kiem. Ide­al­na lek­tu­ra na po­czątek gie­łdo­wej przy­go­dy!

Za­rządza­nie wiel­ko­ścią po­zy­cjiTom Bas­so

Usta­la­nie od­po­wied­nie­go roz­mia­ru po­zy­cji pod­czas otwie­ra­nia trans­ak­cji oraz w trak­cie jej trwa­nia, ba­zu­jąc na wiel­ko­ści stop los­sa, zmien­no­ści, wy­ma­ga­nych de­po­zy­tach za­bez­pie­cza­jących oraz ca­łko­wi­tym ry­zy­ku port­fe­lo­wym.

Ana­li­za pri­ce ac­tion: od­wro­tyAl Bro­oks

Szcze­gó­ło­wy prze­wod­nik, w jaki spo­sób na­le­ży wy­ko­rzy­sty­wać ana­li­zę pri­ce ac­tion w celu czer­pa­nia zy­sków z ryn­ko­wych od­wro­tów.

Nie­zwy­kłe złu­dze­nia i sza­le­ństwa tłu­mówChar­les Mac­kay

Ho­len­der­ska Tu­li­pa­no­ma­nia, Kom­pa­nia Mórz Po­łu­dnio­wych i Afe­ra Mis­si­si­pi, czy­li trzy naj­star­sze i naj­le­piej opi­sa­ne kry­zy­sy fi­nan­so­we. Hi­sto­rycz­ny esej z 1841 roku.

Tra­der VicVic­tor Spe­ran­deo

Pod­sta­wy eko­no­mii, po­li­ty­ka ban­ków cen­tral­nych, me­to­dy trans­ak­cyj­ne, ry­zy­ko oraz psy­cho­lo­gia ocza­mi mi­strza Wall Stre­et, któ­ry przez osiem­na­ście ko­lej­nych lat osi­ągał śred­nio­rocz­ną sto­pę zwro­tu na po­zio­mie 72%, a w 1987 roku prze­wi­dział Czar­ny po­nie­dzia­łek.

Zwy­kłe ak­cje, nie­zwy­kłe zy­skiPhi­lip A. Fi­sher

Ab­so­lut­ny kla­syk po­ru­sza­jący te­ma­ty in­we­sto­wa­nia w war­to­ść oraz w spó­łki wzro­sto­we.

Naj­wa­żniej­sza rzeczHo­ward Marks

Naj­wa­żniej­sza rzecz w in­we­sto­wa­niu to...? No wła­śnie, co to jest? Grat­ka dla dłu­go­ter­mi­no­wych in­we­sto­rów sku­pio­nych na war­to­ści.

Za­wód in­we­stor gie­łdo­wy. Nowe ujęciedr Ale­xan­der El­der

Kom­pen­dium in­we­sto­wa­nia: psy­cho­lo­gia, na­rzędzia trans­ak­cyj­ne, kon­tro­la ry­zy­ka, za­rządza­nie po­zy­cją.

Świe­ce ja­po­ńskie i ana­li­za wy­kre­sów ce­no­wychSte­ve Ni­son

Kla­syk Ste­ve'a Ni­so­na. Opi­sy for­ma­cji, ana­li­za sku­tecz­no­ści i ich łącze­nie z na­rzędzia­mi kla­sycz­nej ana­li­zy tech­nicz­nej.

Ana­li­za tech­nicz­na ryn­ków fi­nan­so­wychJohn J. Mur­phy

Ab­so­lut­ny kla­syk. Nie do po­mi­ni­ęcia dla zwo­len­ni­ków ana­li­zy tech­nicz­nej.

Se­kre­ty tra­din­gu krót­ko­ter­mi­no­we­goLar­ry Wil­liams

Tro­chę sta­ty­sty­ki i po­de­jście do tra­din­gu Lar­ry'ego Wil­liam­sa, zwy­ci­ęz­cy World Cup Cham­pion­ship of Fu­tu­res Tra­ding w 1987 roku z za­wrot­ną sto­pą zwro­tu 11 376%.

Ana­li­za pri­ce ac­tion: tren­dyAl Bro­oks

Pri­ce ac­tion w naj­czyst­szej po­sta­ci. Czy­ta­nie wy­kre­su świe­ca po świe­cy z per­spek­ty­wy ryn­ków tren­du­jących.

Day tra­dingJoe Ross

Esen­cja do­świad­cze­nia Joe Ros­sa. For­ma­cja 1-2-3, haka Ros­sa, wąskiej pó­łki czy kon­cep­cja Tra­ders Trick En­try.

In­si­de barMa­ciej Go­li­ński

Jed­na z naj­po­pu­lar­niej­szych dwu­ba­ro­wych for­ma­cji roz­ło­żo­na na czyn­ni­ki pierw­sze.

Psy­cho­lo­gia sku­tecz­ne­go tra­din­guSte­ve Ward

35 stra­te­gii z za­kre­su psy­cho­lo­gii oraz or­ga­ni­za­cji wła­sne­go tra­din­gu, któ­re po­mo­gą po­pra­wić osi­ąga­ne wy­ni­ki.

Geo­me­tria Fi­bo­nac­cie­go. Nowe ujęciePa­weł Da­nie­le­wicz

Po­łącze­nie trzy­fa­lo­wych ukła­dów ko­ry­gu­jących z ana­li­zą znie­sień Fi­bo­nac­cie­go, czy­li ukła­dy ABCD oraz XABCD.

Ar­ty­ści ryn­kówMi­cha­el McCar­thy

Za­pi­sy roz­mów z lu­dźmi, któ­rzy kreu­ją ob­li­cze świa­ta fi­nan­sów.

Ty­tuł ory­gi­na­łu: The New Mar­ket Wi­zards: Co­nver­sa­tions with Ame­ri­ca's Top Tra­ders
Prze­kład: To­masz Słu­pek
Kon­sul­ta­cja: To­masz Za­łęc­ki
Opra­co­wa­nie re­dak­cyj­ne: Jo­lan­ta Ste­ce­wicz
Ko­rek­ta: Mo­ni­ka Bu­ła­wa, Iwo­na Pi­sie­wicz
Skład: Woj­ciech Pra­żuch
Pro­jekt okład­ki: Jan Pa­luch
Co­py­ri­ght ? 1992 by Jack D. Schwa­ger Pu­bli­shed by ar­ran­ge­ment with Har­per­Col­lins Pu­bli­shers. All ri­ghts re­se­rved.
Co­py­ri­ght ? 2022 for the Po­lish edi­tion by Epi­log All ri­ght re­se­rved. Po­znań 2022
Ni­niej­sza pu­bli­ka­cja sta­no­wi prze­druk ksi­ążki Mi­strzo­wie ryn­ków fi­nan­so­wych (Wy­daw­nic­two Nie­oczy­wi­ste, 2019).
ISBN: 978-83-964665-1-8
Ksi­ęgar­nia Ma­kler­ska.pl ul. Nowe Osie­dla 22/7 62-040 Pusz­czy­ko­wo tel. 513 160 320 e-mail: ksie­gar­nia@ma­kler­ska.pl
www.ma­kler­ska.pl
Kon­wer­sja: eLi­te­ra s.c.
.
Cie­szy­my się, że czy­tasz tę pu­bli­ka­cję z le­gal­ne­go źró­dła.Sza­nu­jąc pra­cę au­to­ra oraz na­szą wspie­rasz roz­wój i edu­ka­cję in­we­sto­rów w Pol­sce.
Ka­żdy sprze­da­ny przez nas ebo­ok jest in­dy­wi­du­al­nie zna­ko­wa­ny za po­mo­cą tech­no­lo­gii Wa­ter­mark.
Mi­łej lek­tu­ry!
.
Aby po­wi­ęk­szyć wy­kres na wi­ęk­szo­ści czyt­ni­ków Kin­dle, na­le­ży dwu­krot­nie ude­rzyć pal­cem w śro­dek ob­raz­ka. Gdy w pra­wym gór­nym rogu po­ja­wi się znak X, ozna­cza to, że je­ste­śmy w try­bie na­wi­ga­cji po gra­fi­ce.Ruch roz­ci­ąga­jący dwo­ma pal­ca­mi po­wi­ęk­szy ob­ra­zek i mo­że­my po­ru­szać się po nim prze­su­wa­jąc pal­cem. Po­wi­ęk­szo­ny ob­ra­zek w do­wol­nym mo­men­cie mo­żna za­mknąć ude­rza­jąc pal­cem w znak X w pra­wym gór­nym rogu.