Mistrzowie opowieści. Skandynawskie lato - Tove Ditlevsen, Rosa Liksom, Amalie Skram, Hans Christian Andersen, Juha-Pekka Koskinen, HJALMAR SÖDERBERG, Dorthe Nors, Karin Fossum, Jónas Hallgrímsson, Halldór Kiljan Laxness, Elísabet Jökulsdóttir, Naja Marie Aidt, Stig Dagerman, Lars Gustafsson, Raija Siekkinen, Tove Jansson, John Ajvide Lindqvist, Harry Martinson, Kjell Askildsen, Selma Lagerlöf, Sophie Elkan, Bodil Malmsten, Cora Sandel, Mikkel Bugge, Merete Lindstrom, Tarjei Vesaas, Kjell Westö

-
Proszę czekać
?

JÓNAS HALLGRÍMSSON

MNISZEK I PSZCZOŁA

Z islandzkiego przełożył Jacek Godek

.

JÓNAS HALLGRÍMSSON (1807-1845) - islandzki poeta romantyczny. Studiował prawo, literaturę i nauki ścisłe na Uniwersytecie Kopenhaskim. W 1937 roku wrócił na Islandię, gdzie zajął się eksploracją wyspy dla rządu duńskiego. W 1835 roku założył w Kopenhadze wraz z innymi islandzkimi studentami czasopismo "Fjölnir", w którym publikowano romantyczne wiersze mające na celu rozbudzić w Islandczykach ducha patriotyzmu.

.

R az kiedyś pewna pszczoła mieszkała w szczelinie ściany, zaś na łące przed stodołą rósł sobie mniszek. Pszczoła znała życie; ongiś - gdy była piękna i młoda - radośnie korzystała z kwiatów oraz zielonych łąk i po nocach nigdy o niczym innym nie śniła niż o lecie i blasku słońca. Teraz jednak była stateczną i doświadczoną matroną, czy też - inaczej rzecz ujmując - samotną wdową mającą do wyżywienia gromadkę dziatwy; teraz rytm jej czuwania i snu wyznaczały obowiązki gospodarskie oraz zbieranie wosku i miodu. Tymczasem mniszek ledwo co rozkwitł. Śnił mu się poranny brzask, obudził się wraz ze słońcem i nigdy jeszcze nie widział wieczoru i cienia; nie rozglądał się wokół siebie, tylko z uśmiechem wpatrywał w słońce, a ono całowało go tysiące razy, tak jak matka całuje wybudzone ze snu dziecko. Grzał się z uciechy w cieple słonecznym i cieszył na życie i dojrzałość. I wtedy przez drzwi szczeliny wyfrunęła pszczoła, by rozejrzeć się, jaka jest pogoda.

- Co też ja wyprawiam - rzekła do siebie. - Co ja sobie myślę, że jeszcze nie wyleciałam; łąka cała płonie kwieciem, co główki swe otwarło w tę cudną pogodę. Gdybym była młodsza i tak szybko się nie męczyła, dzień taki byłby dla mnie zbawieniem. Czort niech weźmie zmęczenie i słabnące nogi. Ale kochana dziatwa na to nie baczy!

I rozpostarła pszczoła skrzydła, pofrunęła pod stodołę - bzz, bzz, bzz - i znalazła się nad łąką, gdzie namiętnie wysysała nektar z kwiatków, a wosk zbierała w puchar, umieszczony w odwłoku między nogami, dopokąd tak jej nie zaczął ciążyć, że zwątpiła, czy doleci do domu. Pomyślała więc, że chwilę sobie odpocznie.

Nie wahała się wcale, przycupnęła na młodym mniszku; zwiesiła nogi z krawędzi kwietnej główki, rozpostarła skrzydła i nuże bzyczeć. Domyślić się tylko można, jak odczuł to biedny kwiatek, gdy z nagła cień przesłonił słońce i spoczął na nim tak przytłaczający ciężar, że aż się płatki ugięły. Kiedy zaś pszczoła, odpocząwszy nieco, powąchała główkę mniszka, odezwała się głośno:

- Cóż za przecudny aromat! Nie wytrzymam, muszę wyssać twój nektar, chłopaczku! Choćby tyle tylko, ilem jeszcze jest w stanie udźwignąć.

- Nie czyń tego, pszczółko droga! - odparł rozdygotany, zdjęty strachem kwiat. - Nie wysysaj mojego nektaru, kochaniutka! Młody jestem, chciałbym jeszcze pożyć i dorosnąć.

- Nic na to nie poradzę - oznajmiła pszczoła. - Gromadzę zapasy do domu, muszę zadbać o siebie i moje dzieci; wysysam nektar z kwiatków, bo tego mi trzeba, nie dręczę was i nie zabijam dla uciechy. My, pszczoły, powiadamy, żeście dla nas stworzone, a przecie obchodzimy się z wami lepiej niż ludzie ze zwierzyną i sami ze sobą.

- Jestem tak nierozumny i młody - odrzekł jej kwiatek. - Nie mogę sprzeciwić się temu, co mówisz, lecz chciałbym jeszcze trochę pożyć; nigdym nie widział wieczoru ni cienia.

- Mówisz jak dziecko - rzekła pszczoła. - Nie masz pojęcia, czym jest to, za czym tęsknisz tak bardzo, lecz jakaż jestem nieczuła, że cię tak przytłoczyłam. - I ruszyła z bzykiem do domu ze swoim urobkiem, a mlecz znów patrzył w słońce, które całowało go tysiąc razy, tak jak matka całuje wybudzone ze snu dziecko.

Niebawem pszczoła, bzycząc, znów nadleciała po kolejne zapasy, a mniszek zawołał do niej w te słowa:

- Dzięki stokrotne, moja dobra pszczoło! Za to, żeś mnie oszczędziła za młodu i nie wyssałaś mojego nektaru; dołożę wszelkich starań, aby kiedyś ci to wynagrodzić. Niechaj słońce błogosławione cię grzeje!

- Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, biedaku! - stwierdziła pszczoła. - Bo czymże ty możesz mi odpłacić? Przytrzymuje cię korzeń, musisz stać w miejscu, dopóki gospodarz kosić nie zacznie albo dzieci nie urwą ci głowy.

- Oj, nie wiem, o czym ty mówisz - zdumiał się kwiatuszek. - Ale pragnę żyć.

- Pochwalony, mniszku drogi! - rzekła pszczoła następnego ranka. - Teraz widziałeś już wieczór i cień, jak ci się podobają?

- Nie wspominaj o tym - odpowiedział kwiat. - Kiedy o tym pomyślę, trwoga we mnie wzbiera! Gdy znikło słońce błogosławione i wszystko ogarnął cień, chwyciły mnie dreszcze i poczułem ciężar śmierci; stuliłem płatki wokół głowy i usnąłem. A całą noc śniły mi się światło i ciepło słoneczne. Nie przeszkadzaj mi teraz, póki jest słońce na niebie, bo strach mi nawet myśleć o wieczorze. Ale przecie chcę żyć, bym mógł się tobie odpłacić.

Pszczoła uśmiechnęła się i odleciała w głąb łąki.

Czas mijał, a oni się witali co ranka, skoro tylko pszczoła opuszczała swój dom. Mniszek szybko się starzał, aż wreszcie zmienił się w siwy dmuchawiec i już wystarczająco nasycił się życiem, wszelako wciąż powtarzał, że chce żyć, aby móc się pszczole odwdzięczyć, a postanowienie to stanowiło dla niego solidniejsze oparcie niż łodyga. Pszczoła jednak tylko się zeń śmiała, nazywając go pomiotem i dmuchawcem; radziła mu stulić się i zemrzeć.

- Miejże cierpliwość, dobra przyjaciółko! - mówił mniszek. - Wdzięczność trzyma mnie przy życiu. I choć jestem tylko zimnym, siwym dmuchawcem i słońce już mnie nie raduje, a cień i mrok nie przerażają, bo nie mam uczuć, to nadal pragnę żyć. Czuwam teraz dzień i noc, nawet oka nie zmrużę, bo wciąż myślę o tym samym.

- Żegnaj, dmuchawcu! - rzekła pszczoła.

- Żegnaj, pszczoło miła! Niechaj cię słońce grzeje!

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki