Minka otworzyła najpierw jedno oko, a później drugie. Już ranek! - ucieszyła się na myśl o nowym dniu. Wszyscy jeszcze spali. Kocia mama - Łapka, kocia siostrzyczka - Łatka i koci braciszek - Szaruś. Wszyscy czworo leżeli w wygodnym miękkim legowisku. Szaruś miał szare futerko i prążki, Łatka była biała w czarne łatki jak mama. A Minka? Z Minką sprawy miały się inaczej. Bo Minka była i trochę biała, i trochę czarna, i trochę ruda. Minka zawsze budziła się pierwsza i pierwsza wyruszała na wyprawę po domu.
Trochę jeszcze sobie poleżała, tuląc się do miękkiego futra mamy i wsłuchując w jej mruczenie. To było takie przyjemne... Potem stanęła na łapkach i przeciągnęła się, wyginając grzbiet w małą literkę "n". Pacnęła łapką w nos Szarusia, ale ten tylko ziewnął i znowu wtulił się w mamę. Szaruś był największym śpiochem z nich trojga. Minka dotknęła nosem różowego noska Łatki.
- Łatko! - miauknęła. - Wstawaj! Miau! Już ranek! Pobawmy się!
Ale Łatka spała dalej i ani myślała wstawać.
No trudno... - pomyślała Minka. Może Lusia albo mama i tata Lusi już wstali? Pobawią się z nią i na pewno dadzą coś pysznego do jedzenia! Pobiegła do sypialni mamy i taty Lusi. Ale i oni spali.
- Miau? - miauknęła pytająco, ale nawet się nie poruszyli. Tylko tata Lusi wydawał z siebie ten głośny dźwięk: "Chrrrrrrrrrr!", podobny trochę do mruczenia kociej mamy, ale nie taki przyjemny. Nie szkodzi - pomyślała Minka. Pobiegnę do Lusi. Ona na pewno się ze mną pobawi!
Dziewczynka jednak też spała, wtulona w poduszkę. Minka wskoczyła na łóżko i dotknęła noskiem nosa dziewczynki. Lusia pachniała snem. Chyba poczuła łaskotanie kocich wąsików, bo się poruszyła. Ale zaraz przekręciła się na drugi bok i dalej spała.
- Lusiu! - miauknęła Minka. - Wstawaj! Miau! Wstawaj! Już ranek!
Ale Lusia dalej spała.
No trudno - pomyślała Minka. - Sama znajdę sobie coś do zabawy!
Pobiegła do kuchni, wskoczyła na krzesło - jedno, drugie, trzecie, czwarte. Później przebiegła po blacie i... hop! - wskoczyła na stół. Zwykle nie wolno jej było chodzić po stole, ale teraz nikt nie patrzył. A na stole... Na stole coś leżało! Coś, czego wcześniej tam nie widziała. Minka pacnęła to coś łapką i coś zaszeleściło zachęcająco.
- Miaauu! - miauknęła radośnie. I skoczyła z impetem na szeleszczące coś. Zaczęła przesuwać i skakać po szeleszczącym czymś i wbijać w to pazurki, aż zrobiła się dziura, a z tej dziury... coś się wysypało. A to niespodzianka! - pomyślała Minka. Malutkie piłeczki! Ale zabawa! Minka pacała piłeczki łapkami, a te spadały ze stołu i toczyły się po podłodze na wszystkie strony. Minka goniła je zachwycona. Łapała, turlała, podrzucała! Były wszędzie! Pyszna zabawa!
Nagle do kuchni zajrzała Lusia, którą widocznie zbudziły te kocie harce.
- Oj, Minko, ale bałagan! - zawołała dziewczynka. - Moje płatki! Wszystkie wysypałaś!
- Miau? - zdziwiła się Minka. - Jakie płatki? To piłeczki! Tyle piłeczek, Lusiu. Popatrz! Pobaw się ze mną!
- Chodź, posprzątamy, zanim mama i tata zobaczą - westchnęła Lusia.
A potem wyjęła szczotkę zmiotkę i szufelkę. O, nowa zabawa! - pomyślała Minka, widząc dziwną, poruszającą się raz po raz rzecz. Zaczaiła się za krzesłem, wzięła rozpęd, zamachała ogonkiem i... hops! Zaczęła wskakiwać na tę ogoniastą rzecz, trącać ją łapkami i podgryzać.
- Hej, zostaw miotłę! - zawołała Lusia ze śmiechem. - Ty łobuziaro!
Później kuleczki zniknęły w koszu i Minka pomyślała, że trochę szkoda, że Szaruś i Łatka nie zdążyli się nimi pobawić. Ale trudno. Mogli przecież wstać wcześniej, tak jak prosiła.
Do kuchni weszli mama i tata Lusi.
- O, już wstałaś? - zdziwiła się mama na widok Lusi.
- Budzik mnie zbudził! - zawołała wesoło dziewczynka.
- Lusiu, przecież ty nie masz budzika... - zwrócił uwagę tata.
- A właśnie że mam - powiedziała Lusia. Wzięła Minkę na ręce i zaczęła ją głaskać.
Jak miło! Minka zamruczała z zadowoleniem.
- Bo to Minka mnie obudziła - dodała Lusia. - Taki miauczący, mruczący i mięciutki budzik. Najlepszy koci budzik na świecie!
Tata i mama Lusi wybuchnęli śmiechem. Nagle w kuchni rozległo się ponaglające:
- Miaaaau! Miaaaau! Miaaaau! - To mama Minki, Szaruś i Łatka, którzy też już wstali, z głośnym miauczeniem dopominali się o jedzenie.
- Chyba przyszły następne trzy budziki. - Mama zachichotała. - Ale trochę spóźnione.
- Miaaaau! Miaaaau! Miaaaau! - rozległo się ponownie.
Minka też dołączyła do miauczącego chóru. Po tych przygodach naprawdę zgłodniała!
- Nakarmię koty! - zawołała Lusia i pobiegła do szafki z kocią karmą. Cała kocia rodzina już ustawiła się przy miseczkach. Każdy miał swoją. Mama Minki żółtą, Łatka różową, Szaruś niebieską, a Minka zieloną.
- A ty co będziesz jeść na śniadanie? - zapytała mama Lusi.
- Nie wiem... - Dziewczynka się namyślała.
- To nie chcesz tych swoich płatków? - zdziwiła się mama. - Ostatnio ciągle się na nie upierałaś.
Lusia wzruszyła ramionami.
- Skończyły się - powiedziała. - W pewnym sensie - dodała, zerkając porozumiewawczo na Minkę.
- A to nawet dobrze - ucieszyła się mama. - I tak nie były zbyt zdrowe. Zrobimy coś lepszego! Może owsiankę z owocami i orzechami?
- Pycha! - zawołała Lusia.
To był poranek pełen przygód! - pomyślała Minka, pałaszując jedzenie ze swojej zielonej miseczki. A to dopiero początek dnia. Tyle atrakcji ją jeszcze czekało! Minka wiedziała, że każdy dzień to nowa przygoda, dlatego tak bardzo lubiła poranki. Bo świat jest taki ciekawy i pełen wspaniałości!