Wprowadzenie
Przez świat przetaczają się kolejne fale kryzysu. Mimo to większość z nas żyje otoczona nadmiarem: rzeczy, gadżetów, zajęć, wrażeń, znajomości, obowiązków. Ściśle wypełnione terminarze, niekończące się listy spraw do załatwienia. Trudno spotkać człowieka, który nie narzekałby na nieustanny brak czasu. Lepiej zresztą nie przyznawać się do niebycia wiecznie zajętym, bo może się to spotkać ze zdziwieniem i podejrzliwością. Wolnym czasem dysponują tylko nieudacznicy albo ludzie bardzo zamożni.
Panuje przekonanie, że należy mieć jak najwięcej. Bo im więcej, tym lepiej. Wiele osób marzy o spadku lub wygranej na loterii, by wreszcie osiągnąć spokój i móc poświęcić się jedynie wydawaniu pieniędzy. Marzy się także o większym mieszkaniu, własnym domu, lepszym samochodzie (najlepiej kilku), podróżach zagranicznych, luksusie. Bardzo silną presję wywiera społeczeństwo; już od najmłodszych lat zachęca się nas do bogacenia się i gromadzenia dóbr. Miarą sukcesu jest stan konta, a nie zadowolenie i poczucie spełnienia. Musisz mieć więcej, więcej niż inni, jak najwięcej. Wtedy wszyscy będą cię podziwiali. Przeciwstawienie się takiemu sposobowi myślenia wymaga sporej siły charakteru i przekonania o słuszności swoich racji.
Na każdym kroku namawia się nas, byśmy pracowali i zarabiali coraz więcej. Mało kto znajduje czas i siły, żeby się zastanowić, czy właśnie tego chce i potrzebuje. Porwani wartkim nurtem, czasem zbyt późno się orientujemy, że kawał życia poświęciliśmy gromadzeniu dóbr, a nigdy nie zadaliśmy sobie pytania, czego pragniemy, kim jesteśmy i co nas cieszy.
Nic dziwnego, że gdy pojawia się grupka wariatów, którzy nazywają się minimalistami i twierdzą, iż wystarcza im to, co mają, a nawet wyzbywają się części swojego dobytku, inni dziwią się, krytykują to i odrzucają. Mówi się, że "minimalizm to dorabianie ideologii do biedy" lub że "łatwo być minimalistą, gdy jest się młodym i bezdzietnym, ale poważni, dorośli ludzie nie mogą sobie pozwalać na tego typu fanaberie".
Takie opinie biorą się z niezrozumienia istoty minimalizmu oraz z jego wizerunku w środkach masowego przekazu - tworzonego przez zewnętrznych obserwatorów, którzy przeważnie nie zadają sobie trudu, by wgryźć się w temat głębiej.
O mylny osąd nietrudno. Postawy przeciwne do zachowań ogółu istniały od zarania dziejów, bunt przeciw konsumpcjonizmowi nie jest niczym nowym, w różnych czasach i kulturach stawiano na prostotę, ograniczenie stanu posiadania i poznawanie siebie - lecz falę zainteresowania minimalizmem w ostatnich latach w znacznej części zawdzięczamy internetowi i blogosferze. I to prowadzący blogi prekursorzy polskiego minimalizmu stali się głównym obiektem zainteresowania mediów, bo ich najłatwiej znaleźć.
Prowadzenie bloga wymaga czasu i zaangażowania. Najaktywniejsi blogerzy i blogerki są często osobami niemającymi partnerów ani dzieci. Stąd zapewne wziął się stereotyp minimalisty singla, który dużo podróżuje, a jego dobytek mieści się w jednej walizce. Prowadzące skromne życie rodziny z dziećmi nie są tak widoczne, bo nie mają czasu o tym opowiadać bądź nie odczuwają takiej potrzeby.
Mówi się o minimalistach, że są współczesnymi ascetami. Przedstawia się ich jako ludzi nieposiadających niczego, żyjących na marginesie społeczeństwa, w pustych mieszkaniach, z dala od rodziny i znajomych, żeby nie tracić zbyt wiele energii. Uzależnionych od wyrzucania i czerpiących z niego niezdrową przyjemność, ogarniętych obsesją pustki.
Takie prezentowanie miłośników prostoty może mieć wiele przyczyn, między innymi medialną atrakcyjność skrajnych postaw, które budzą niezdrowe zainteresowanie, co zwiększa oglądalność i klikalność. Ponadto media, żyjące przecież z promowania nieograniczonej konsumpcji, nie mogą podcinać gałęzi, na której siedzą, pokazując w pozytywnym świetle tych, co krytykują materializm i namawiają, by nabrać dystansu do reklamy i przekazów marketingowych.
Czas przemówić własnym głosem. Opowiedzieć, czym jest minimalizm z punktu widzenia kogoś, kto wprowadził dzięki niemu wiele pozytywnych zmian w swoim życiu. Pokazać, że nie jesteśmy biedakami, którzy poprawiają sobie samopoczucie, nadając ładniejszą nazwę ubóstwu, ani nieudacznikami, ani hipsterami, zdolnymi do wszelkich poświęceń, byle tylko wyróżnić się i zwrócić na siebie uwagę. Nie wyzbywamy się wszystkiego, nie mieszkamy w beczkach, nie chodzimy w łachmanach. Jesteśmy zadowolonymi z życia ludźmi, którzy ze spokojem patrzą w przyszłość.
Zacznijmy od definicji. Jakie jest pierwsze skojarzenie, gdy słyszy się słowo "minimalizm"? Ascetyczne wnętrza, kamienne blaty w kuchni, puste przestrzenie? A może filozofia starożytna i Diogenes proszący Aleksandra Macedońskiego, by nie zasłaniał mu słońca?
Tak, minimalizm znajdziemy i w estetyce, i w projektowaniu wnętrz, i w filozofii. Gdy sięgniemy do słownika, dowiemy się jednak, że "minimalizm" oznacza także ograniczenie do minimum wymagań, potrzeb i dążeń. Czyli mowa o pewnej postawie.
Określenie "minimalista" w potocznym rozumieniu jest dość pejoratywne. Ktoś, kto zadowala się minimum, prawie abnegat. To ciekawe, iż skromne potrzeby są źle widziane. Chyba że jest się świętym, to co innego. Święci mogą sobie pozwolić na małe wymagania, w końcu od tego są świętymi. Ale zwykli śmiertelnicy muszą chcieć jak najwięcej.
Nadajmy słowu "minimalizm" jeszcze jedno znaczenie. Przyjmijmy, że minimalizm to narzędzie, które może pomóc człowiekowi poznać samego siebie. Poprzez odejmowanie. Na pierwszy rzut oka wydaje się to nieco dziwne, tak samo jak trudno zrozumieć, w jaki sposób narzucanie sobie granic, rezygnacja z pragnień, pozbywanie się rzeczy i eliminowanie bodźców mogą prowadzić do zadowolenia i osiągnięcia równowagi. Ale przecież podświadomie czujemy, że to może mieć sens. Skoro dodawanie przynosi tylko krótkotrwałą radość, to prawdopodobnie nie jest właściwym sposobem na osiągnięcie spełnienia. Niewykluczone, iż dopiero odejmując, dowiadujemy się, czego naprawdę potrzebujemy.
Minimalizm polega na odejmowaniu i ciągłym zadawaniu sobie pytań. Bardzo różnych, od ogólnych do szczegółowych. Niektóre z nich mogę podpowiedzieć, inne trzeba sformułować samemu.
Pytanie na początek: Czy minimalizm może być dla mnie użyteczny?
Jeśli czujesz się przytłoczony, zaganiany, zagubiony - tak. Jeżeli marzysz o spokoju - tak. Jeżeli masz wrażenie, że spełnione są wszystkie warunki, abyś był szczęśliwy, a jednak nie jesteś - tak.
Minimalizm to wielkie porządki i poszukiwanie prostoty - na początku w przestrzeni materialnej, także w sferze ciała, potem w umyśle, wreszcie w relacjach z innymi ludźmi.
Zaczynasz od uporządkowania otoczenia - pozbywasz się szeroko pojętego bałaganu i nadmiaru, uczysz się oszczędności, lepszego wykorzystania posiadanych zasobów i zarządzania finansami. Redukujesz liczbę obowiązków i zajęć w terminarzu. Przyglądasz się swojemu ciału, zastanawiając się, czy zrobiłeś wszystko dla jego jak najlepszego samopoczucia i wyglądu, żeby służyło ci przez lata.
Potem poddajesz analizie swoje pragnienia i marzenia. Zastanawiasz się, które z nich są twoje własne, a które przyszły nie wiadomo skąd albo zostały podrzucone przez innych. Twoje zostają, jeśli nadal wydają ci się interesujące i potrzebne. Obce traktuj z pewną dozą nieufności. Pozbywasz się blokujących cię przekonań i niepotrzebnych uprzedzeń. Odrzucasz wykreowane przez otoczenie potrzeby i nawyki, jeśli ci przeszkadzają.
Na koniec oceniasz swoje relacje z ludźmi. Przyglądasz się ich stanowi i zastanawiasz się, jakiego wysiłku wymaga ich utrzymanie. Próbujesz określić, co znaczą dla ciebie i pozostałych oraz jakie są szanse pogłębienia ich lub naprawienia.
Mawia się, że minimalizm polega na zadawaniu sobie pytania, czego się potrzebuje. Moim zdaniem trzeba to pytanie sformułować inaczej: Czego nie potrzebuję?
Odpowiedź ma fundamentalne znaczenie dla uzyskania równowagi i spokoju. Droga, o której tutaj mowa, nie jest jedynym sposobem znalezienia tej odpowiedzi, ale na pewno jest sposobem skutecznym, jeżeli jest się do niej przekonanym.
Zewnętrznym obserwatorom może się wydawać, że minimalizm skupia się wyłącznie na rzeczach. Jeśli jednak stosuje się go konsekwentnie, wykracza daleko poza sferę materialną i służy osiągnięciu spokoju ducha i jasności umysłu. Pozwala uświadomić sobie własną siłę, samodzielnie kształtować swoje otoczenie, nauczyć się żyć chwilą i w pełni doświadczać tu i teraz, bez oglądania się na przeszłość i ciągłego wybiegania myślami w przyszłość.
Krótko mówiąc, minimalizm pozwala uprościć życie. Niektórym trudno w to uwierzyć, ponieważ są przekonani, że życie nie może być proste. Nie zdają sobie sprawy, iż w znacznej mierze sami odpowiadamy za jego skomplikowanie. Chcielibyśmy je uprościć, ale zabieramy się do tego w niewłaściwy sposób: kupujemy kolejne gadżety, które mają nam oszczędzić wysiłku, przez co musimy zarabiać więcej i mieć większe mieszkania lub domy, by mieć gdzie pomieścić te rzekome ułatwiacze, wskutek czego żyjemy w coraz większym pośpiechu i napięciu. Zamiast ujmować, dodajemy, podczas gdy lepiej byłoby postępować na odwrót.
Wielokrotnie spotykałam się z pytaniem, czy każdy może zostać minimalistą.
W zasadzie tak, teoretycznie. Nie każdemu się jednak to podejście przyda i nie każdego będzie pociągać.
Niektórzy źle się czują, kiedy zadają sobie zbyt wiele pytań. Wolą nie wiedzieć, kim naprawdę są. Obawiają się pustych przestrzeni. Nie wiedzą, co mieliby robić ze sobą i swoim czasem, gdyby ograniczyli aktywność i częściej przebywali z bliskimi. Być może w ich relacjach z innymi nagromadziły się nieporozumienia. Wieloletnie zaniedbania wymagałyby dużej pracy, by odnaleźć wspólny język i czerpać przyjemność z bycia razem.
Minimalizm na pewno nie jest dla osób, które boją się ciszy i braku zajęć, co często oznacza strach przed zmierzeniem się z egzystencjalną pustką. Nie chcę powiedzieć, że minimaliści spędzają całe życie w pustych pomieszczeniach, w ciszy i bezczynności. Nie. Ale nie uciekają ani przed jedną, ani przed drugą. Szukają ich, by móc cieszyć się samym faktem istnienia. Bo w ostatecznym rozrachunku eliminacja nadmiaru służy stworzeniu pustych miejsc na odczuwanie życia w jego pełni. Obraz składający się ze zbyt wielu elementów jest trudny do odczytania - im jest ich mniej, tym lepiej widać, co przedstawia.
Jeśli nie pociąga cię pomysł, że mógłbyś żyć spokojniej i prościej, oznacza to, iż minimalizm nie jest dla ciebie. Jeśli chciałbyś kroczyć przez świat z lekkim lub lżejszym niż do tej pory bagażem (dosłownie i symbolicznie), spróbuj - nic nie tracisz. Jeśli wolisz swoje ciężkie walizy, dźwigaj je dalej.
Jeżeli jednak czytasz te słowa, to bardzo prawdopodobne, iż chcesz podjąć tę próbę. Zapytasz więc, od czego zacząć i co robić dalej. Na początek powiedz sobie, że masz już wystarczająco dużo, zarówno rzeczy, jak i obowiązków. Zatrzymaj się. Przestań gromadzić i miotać się pomiędzy różnymi rodzajami aktywności. Odpocznij i spójrz na siebie z dystansem. To pierwszy krok.