O autorze
* * *
Człowiek rozchyla
płatki wszechświata,
ostrożnie,
jakby miał
do czynienia
z ranami serca.
Słońce rozchyla
płatki snów,
pachnące miłością,
Dni i noce
znikają w nikczemnych
ustach nicości.
Delikatne światło
twoich rąk
uczy mnie
grzechu wolności.
Z tomu 66 wierszy
Henryk Urbanek to świetny poeta tworzący z dala od zgiełku "literackiego życia" (i literackiej giełdy) - autor powieści, opowiadań, scenariuszy filmowych, znakomity reżyser dokumentalista. A tom 66 wierszy to autorski wybór liryków, który poeta ułożył na swoje okrągłe sześćdziesiąte szóste urodziny...
Ten wiersz Henryka Urbanka - nadzwyczajnie czysty, delikatny, o niemal przezroczystym poetyckim języku - jakże rozległe otwiera przed nami przestrzenie znaczeń i sensów; a czyni to powściągliwie, dyskretnie, bez żadnej efektownej ostentacji - oczekuje od nas skupionej czułej uwagi. Czytajmy tedy uważnie...
Najpierw - poetycki "zamach na wszystkość": Człowiek i wszechświat. Człowiek - każdy z nas - we wszechświecie, wobec niego. Najprostszy, a niesamowicie bogaty w duchowe sensy obraz: "Człowiek rozchyla płatki wszechświata". Wszechświat - wszystko, co Jest - zobaczone jako kwiat. Cudowny (w podwójnym sensie tego słowa) Kwiat-wszechświat o nieskończonej ilości otulających nas płatków. Obraz od zawsze zadomowiony w poezji. Pamiętamy choćby te frazę Baczyńskiego:
A to jest róża świata, w której dnie spoczywam,
której płatki przejrzyste jak stronice czasu
On obraca powoli...
(Róża świata)
Człowiek ostrożnie - otwiera świat. Tak delikatnie, tak czule, tak ostrożnie - jakby dotykał rany. Rany serca. Kochający nas świat - jest raniony przez nas? Czy też - tak jest wrażliwy, nadwrażliwy, i czuły jak otwarta rana?
"Słońce rozchyla płatki snów" - słońce jakby otwiera stulony, zamknięty kwiat snu, świat sennego marzenia. Człowieczego snu. To przecie obraz - przebudzenia, i obraz - rodzącego się, rozpoczynającego się dnia, świtu. Sen - ludzki sen - pachnie miłością: tą wyśnioną właśnie, wyobrażoną zaledwie, czy tą realnie istniejącą, rzeczywistą? Nadającą sens temu wszystkiemu, co jest? Ale ten szczęśliwy obraz wstającego do życia, budzącego się dnia - nagle zostaje niemalże pogrążony w mroku, ciemności: "Dni i noce znikają w nikczemnych ustach nicości..." Ten mrok, przesłaniający wszystko - światło dnia, miłości - rodzi się przecież w ludzkiej świadomości. Ciemność - to nasza wiedza o nieuchronnym przemijaniu, znikaniu, przepadaniu wszystkiego w przerażającej, nie zgłębionej - ani spojrzeniem, ani myślą - otchłani, żarłocznej, nienasyconej. Ptak, drzewo, kwiat - nie wiedzą o tym, dlatego mogą być - naturalnie szczęśliwe. My - nie. Taka jest cena świadomości. Otchłań, nicość jest tu - "nikczemna": to właściwie ludzka, człowiecza cecha. Otchłań jest nikczemna, podła, zła - jak złodziej ograbiający nas z zachwytu światem, z poczucia bezpieczeństwa, zadomowienia w świecie, z naiwnej - dziecięcej - czystej i spokojnej radości istnienia, po prostu.
Po jednej stronie: cudowna róża świata, marzenie, miłość - po drugiej - nikczemne, pochłaniające to wszystko usta nicości. Czy te szale trwają tu w złudnej równowadze? Czy świadomość Ciemności - odbiera nam zawsze wszystko, gasi blask słońca, pozbawia barw cudowne płatki wszechświata?
I wtedy taka na to pytanie pojawia się odpowiedź:
Delikatne światło
twoich rąk
uczy mnie
grzechu wolności.
Niezwykłe dopełnienie i zamknięcie wiersza: bo oto te uniwersalne pytania o kondycję Człowieka - w ogóle, każdego z nas - we wszechświecie, o sens jego istnienia pośród płatków cudownej róży, nabierają jeszcze innego sensu. To już nie "każdy Człowiek" mówi do nas, ale po prostu: konkretny, ten a nie inny, pojedynczy człowiek. Osobne, ludzkie ja. A obok niego - ludzkie ty. Wiersz okazuje się teraz być obrazem - najprościej, ale nie traci przecie swego uniwersalnego wymiaru - przebudzenia u boku Ukochanej. Nasz wspólny, przy sobie, sen jeszcze pachnie miłością. Delikatne światło miłości - światło wciąż płynące z "twoich rąk" - rozprasza, rozświetla, przepędza ciemność. Unicestwia nicość. Miłość obdarowuje wolnością, uczy wolności - wolności od trwogi, od mrocznej wiedzy i świadomości. Wyzwala. Czy taka wolność jest grzechem?
Może... jeżeli grzechem jest ucieczka od mroku, od nieuchronnego przeznaczenia, od naturalnego i niezmiennego porządku natury? Miłość jest tu azylem, duchową przestrzenią bezpieczeństwa, nieskażonej i nie zatrutej świadomością - pewności i radości bycia. Jeden - najprostszy - wiersz, a tyle pytań... Pytań zawsze otwartych, zawsze najistotniejszych.
Bronisław Maj
POCZTA POETYCKA ( 74) "Charaktery" 02. 2020"