Minecraft. Inwazja - Mark Cheverton

-
Proszę czekać

Rozdział 2 Serwer

Gameknight999 rozparł się na swoim wygodnym fotelu biurowym i roześmiał się, wpatrując się w ekran.

- Jesteście bandą idiotów - rzekł z uśmiechem, nie kierując swych słów do nikogo.

W pokoju pobrzmiewało echo jego pustego, zimnego śmiechu. Jak zwykle grał sam. Z góry dobiegały rozmaite odgłosy. Młodsza siostra oglądała jakiś idiotyczny program dla dzieci - słyszał kreskówkowe postacie śpiewające jakąś irytującą piosenkę dla dzieci. Gameknight z dezaprobatą pokręcił głową. Jego siostra potrafiła być czasami niezłym utrapieniem.

- Ciszej tam na górze! - wrzasnął. W odpowiedzi piosenka stała się jeszcze głośniejsza.

Gameknight wymruczał jakieś przekleństwo i znów skupił uwagę na grze. Obok ekranu stała kartka urodzinowa, którą siostra zrobiła dla niego w zeszłym tygodniu. Był to dziecięcy rysunek przedstawiający ich oboje, jak idą wśród różowych pól, trzymając się za ręce. Wszędzie dokoła rosły ogromne fioletowe i niebieskie kwiaty. Wykonanie tej kartki zabrało jej wiele godzin ciężkiej pracy. Rysowała w tajemnicy przed nim, zamknąwszy drzwi swojego pokoju. Wiedział, że nigdy nie zapomni uśmiechu, z jakim wręczyła mu kartkę. Miał wrażenie, że w pokoju zrobiło się jaśniej. Uśmiechnął się. Nie była złą siostrą, tylko czasami go wkurzała.

Dźwięki dobiegające z telewizora stały się cichsze, przypuszczalnie na skutek zamknięcia drzwi.

- Dzięki! - wrzasnął, nie odrywając oczu od ekranu i od Minecrafta.

Uwielbiał tę grę. Kochał robienie innym kawałów bądź trollowanie, jak nazywano takie działania w Minecrafcie. Wykorzystywanie wiedzy i doświadczenia, by siać zamieszanie w trybie "multiplayer", zabijanie innych postaci i zabieranie ich rzeczy sprawiało mu wielką przyjemność. Dziś wywinął niesamowity numer - doprowadził do tego, że największe starcie w dziejach gry zakończyło się remisem. Tylko on miał powód, by ogłosić się zwycięzcą.

Gameknight znów wybuchnął śmiechem, zalogował się do gry i przyjrzał się liście serwerów. Słyszał, że otwarto jakiś nowy, wielki serwer. Wyciągnął kartkę papieru, na której zapisał adres IP i po chwili już tam był. Toczono tam rozgrywkę w trybie "survival", jego ulubionym. Czuł, że dzięki wszystkim jego usprawnieniom i sztuczkom hakerskim opanowanie tego miejsca to tylko kwestia czasu. Miał jedynie nadzieję, że ochrona nie będzie wystarczająco sprawna i uda mu się szybko przejść do trybu "creative".

Ekran tytułowy wyglądał jednakże nieco inaczej. Widział dziwne napisy, których nie rozpoznawał. Słowa i litery wydawały mu się całkowicie nieczytelne.

- O, coś nowego - powiedział do siebie Gameknight, usiłując odczytać informacje.

Naraz ekran pociemniał i jego postać niespodziewanie pojawiła się w grze. Znalazł się w ciekawej, nie - w bardzo ciekawej krainie. Niedaleko widział gigantyczne klify i spadający z nich wysoki wodospad. Wychodzące daleko krawędzie wisiały na wysokości minimum czterdziestu klocków, wodospad wpadał zaś do ogromnej pieczary u stóp klifu. Bijące ze środka światła zdradzały, że gdzieś tam znajdowała się lawa, która przypuszczalnie spotykała się z zimną wodą, na skutek czego powstawały głazy. Gameknight wbiegł na szczyt pobliskiego wzgórza i ujrzał kolejną formację skalną z wychodzącymi daleko w powietrze krawędziami. W oddali, na skraju widoczności, znajdowała się wioska. Skalny cypel wspierał się na długich kamiennych kolumnach przypominających ogromne kły wielkiego lewiatana. Tak, ten serwer na pewno zasługiwał na miano ciekawego.

Słońce zaczynało zachodzić, co mogło być problemem, gdy rozpoczynało się grę w trybie "survival" bez należytego przygotowania. Gameknight jednakże był zawsze gotowy. Wcisnął ctrl z i otworzył ulubioną skrzynię. Na ekranie ujrzał wszystkie znajdujące się w niej przedmioty. Oczywiście wybrał diamentową zbroję i diamentowy miecz, ale wyciągnął również łuk, pęk strzał oraz kowadło. Postawił kowadło na ziemi i rzucił na łuk czary Uderzenie II, Siła III oraz Nieskończoność. Ten łuk nie był tak dobry jak poprzedni, ale wciąż należało się z nim liczyć. Uderzenie II działał bowiem na łuk na tej samej zasadzie co Odrzucenie w przypadku miecza, a Nieskończoność oczywiście dawała mu nieskończoną ilość strzał. Wziął jeszcze kilka złotych jabłek do zjedzenia na później, po czym zamknął skrzynię i ruszył na polowanie.

Na trawiastej równinie ujrzał stado świń. Wystrzelił kilka strzał, by ustalić odległość, a potem zaczął siać spustoszenie wśród tych irytujących różowych zwierzaków. Wypuścił sześć strzał jedna za drugą, trafiając i zabijając cztery z nich, a piątą mijając o włos. Postanowił, że z dobroci serca pozwoli jej odejść, ale zmienił zdanie i wypuścił siódmą strzałę. Zakończony żelaznym grotem pocisk zamienił zwierzę w stertę bekonu.

Gameknight zbiegł po trawiastym zboczu, by zebrać zdobycz. Gdy podchodził do ostatniego stosiku, ujrzał grupę graczy, którzy zbliżali się ku niemu. Szli w cieniu niewielkiej kępy drzew, głównie brzóz i dębów. Bez wątpienia miał do czynienia z noobami, którzy byli brani w skórzane zbroje, uzbrojeni zaledwie w kamienne miecze i nie wyściubiali nosów z cienia. Gameknight rozejrzał się w poszukiwaniu innych zagrożeń i sam skrył się wśród gałęzi brzóz, by poczekać na nadchodzących graczy.

Niespodziewanie zaskoczył ich nieumarły, który wyskoczył z cienia z rozpostartymi ramionami. Dwóch graczy zaatakowało potwora swoimi żałosnymi kamiennymi mieczami. Cięli zielonkawą bestię, której jęki niosły się daleko. Rąbali jak szaleni, nie przyjmując żadnej taktyki. Przecież jeden mógł atakować, a drugi bronić! Cóż za idioci! Zombiak nie pozostawał im dłużny - chlastał szponami i tłukł pięściami w ich cienkie skórzane zbroje, niszcząc je stopniowo. Obaj amatorzy, zamiast spróbować trafić nieumarłego w głowę, cięli potwora po wyciągniętych ramionach. Zadawali mu co prawda obrażenia, ale działo się to powoli, a potwór nie przestawał się im odgryzać. W końcu udało im się go zabić, ale sami sporo ucierpieli w wyniku starcia.

- "Oberwali od raptem jednego nieumarłego" - pomyślał Gameknight. - "Co za porażka. Ci goście nie zasługują, by grać w Minecraft".

Wyciągnął swój zaczarowany migoczący łuk i zaczął zasypywać obu amatorów strzałami. Wkrótce obaj zginęli, naszpikowani strzałami jak jeże. Po starciu z zombiakiem ich zbroje nie na wiele się zdały. Żałosne, doprawdy. Ich rzeczy rozsypały się i zawisły tuż nad ziemią. Były to kamienne narzędzia, łuki, strzały i oczywiście godne pożałowania miecze. Zazwyczaj zbierał wszelkie łupy, ale ekwipunek tych dwóch był tak bezwartościowy, że postanowił go zignorować.

Odwrócił się i ruszył w stronę wsi, którą ujrzał w pewnej odległości. Zatrzymał się, by wypić miksturę szybkości, po czym popędził jak wiatr, błyskawicznie pokonując odległość. Miał zamiar dotrzeć na miejsce przed świtem. Biegnąc wśród nierówności terenu, widział coraz bardziej przybliżające się światła wioski, ale mrok utrudniał obserwację.

- "O, nie! Dziura w ziemi!" - pomyślał.

Zahamował w ostatniej chwili i dzięki temu uniknął wpadnięcia do pieczary, co musiałoby się skończyć obrażeniami. W dalszą drogę ruszył wolniej, omijając kolejne dziury i przepaście.

- "Ciekawa mapa, nie ma co".

Nigdy dotąd nie widział niczego takiego.

Gdy wspiął się na szczyt najbliższego wzgórza, wieś ukazała mu się w całej okazałości. Była to typowa osada ze spichlerzem w centrum niedaleko studni, niewielkimi budynkami wokół pól i większymi na obrzeżach. Wśród drewnianych chat wznosiły się kamienne budowle przypominające zamki, z których wyrastały wieże wysokości dwóch pięter. Wśród zabudowań kręcili się nieliczni wieśniacy, których Gameknight naliczył około dwudziestu. Większość chowała się w domach, gdyż nastały ciemności, a noc była czasem potworów.

Tych ostatnich we wsi było mnóstwo. Gameknight dostrzegł pająki, szkielety, nieumarłych, a nawet jakiegoś endermana.

Nieumarli snuli się przed chatami ze zjadliwie zielonymi ramionami, jak zwykle wyciągniętymi przed siebie. Ich postrzępione ubrania ledwie trzymały się na gnijących ciałach. Tłukli pięściami w drewniane drzwi w nadziei, że może uda się je rozbić i wedrzeć do środka, by pożreć kryjących się tam ludzi. Pająki również nie marnowały czasu - ich pękate cielska kołysały się na boki, gdy przemykały na ośmiu włochatych odnóżach. Dziesiątki małych czerwonych oczu spoglądały we wszystkich kierunkach jednocześnie. Szkielety trzymały się w pewnej odległości. Każdy z nich był uzbrojony w łuk oraz strzały. Światło księżyca odbijało się od ich gładkich kości.

Najgorszymi ze wszystkich potworów byli jednakże endermani. Te wysokie, ciemne, wychudłe stworzenia były uosobieniem koszmarów sennych. Dzięki umiejętności teleportowania się z miejsca na miejsce byli straszliwymi przeciwnikami w walce i zabicie ich nastręczało wielu trudności. Nawet najmocniejsze zbroje nie wytrzymywały uderzeń ich długich ramion, ale na złą sławę endermani zasługiwali przede wszystkim dzięki oczom, zawsze szeroko otwartym i lśniącym nienawiścią, oraz szaleńczemu śmiechowi, który wywoływał strach w sercach wszystkich nieszczęśników, którzy znajdowali się w pobliżu. W tej chwili grupka czarnych potworów stała na obrzeżach wsi, zupełnie jakby ją otaczały i uniemożliwiały ucieczkę.

Gameknight podbiegł do jednego z budynków i zniszczył w jego ścianie klocek na wysokości głowy, umożliwiając tym samym najbliższemu szkieletowi celny strzał. Biały potwór nie zmarnował szansy - napiął łuk i dobrze wycelowaną strzałą zabił kryjącą się w środku wieśniaczkę. Gameknight się uśmiechnął. Mijając grupkę zombiaków podbiegł do kolejnego domostwa i diamentowym kilofem wyłamał drzwi. Potwory nie zmarnowały okazji i wdarły się do środka. Zasypały bezbronnych enpeców gradem ciosów, aż ci również zaczęli się przekształcać w nieumarłych. Ich nosy stawały się długie i zielonobrązowe, a ramiona sztywno wyciągały się przed siebie. Nowe jęki potęgowały kakofonię bitwy. Gameknight wybuchnął śmiechem.

Karmienie potworów enpecami było niezłą zabawą, tym bardziej że żaden ze stworów ciemności nie był w stanie go dogonić, ale niestety impreza dobiegała końca. Widać już było słońce, które powoli wyłaniało się znad wschodniego horyzontu. Robiło się coraz jaśniej, aż nieumarli i szkielety stanęli w płomieniach, a pająki i endermani skryli się wśród wzgórz.

Nadszedł czas na przeszukanie wioski i zrabowanie wszystkiego, co przedstawiało sobą jakąś wartość. Gameknight przetrząsał kolejne chaty w poszukiwaniu skrzyń i skarbów, odpychając przygłupich wieśniaków. Ci zaś uparcie kręcili mu się pod nogami, zawsze z ramionami założonymi na piersiach. W kuźni znalazł trochę żelaza, natknął się również na bochenek chleba, ale to było wszystko.

- "Do bani ta wieś" - pomyślał.

Następnie podszedł do stojącej w centrum wioski budowli przypominającej zamek, gdzie natrafił na pustą skrzynię. Schował do niej łuk na wypadek, gdyby go jeszcze potrzebował, a potem wyszedł na zewnątrz i powrócił do miejsca, w którym zaczął grę.

W świecie realnym nagle zachciało mu się pić. Sięgnął po stojącą na biurku puszkę z napojem, uniósł ją do ust, przechylił się na fotelu i wysączył ostatnie krople słodkiego nektaru. Rozejrzał się wokół siebie. Wszędzie dokoła stały wynalazki jego ojca, z których niemal wszystkie okazały się haniebnymi porażkami. Widział automatyczny otwieracz do keczupu, który na ogół łamał szyjki butelek, drukarkę 3D wykorzystującą płynną lukrecję, uchwyt na iPoda, który można było zamocować do okularów i oglądać filmy podczas spaceru... Porażka za porażką. Wszystkie dokonania ojca były śmiechu warte i robiły coś innego, niż zamierzał wynalazca. Obiecujący wydawał się tylko ostatni twór, trójwymiarowy digitizer promieniowy, który zapisywał trójwymiarowy obraz przedmiotu i potrafił wprowadzić go do każdego programu komputerowego.

Z góry dobiegł kolejny odgłos, zapewne ojciec właśnie wrócił do domu. Grał w Minecraft na sprzęcie taty - tym podłączonym do digitizera - ale dobrze wiedział, że mu nie wolno. Komputer taty miał niesamowitą kartę graficzną, mnóstwo RAM-u i wielordzeniowy procesor, dzięki czemu Minecraft wyglądał naprawdę super i bardzo szybko chodził. Musiał jednak wynosić się z piwnicy, nim ojciec złapie go na gorącym uczynku.

Sprzątając biurko, Gameknight złapał pustą puszkę po napoju i rzucił nią do kosza, ale chybił. Nie przejął się tym. Przecież i tak ktoś ją podniesie. Puszka ze stłumionym brzękiem odbiła się od krawędzi kosza na śmieci, potem uderzyła w ścianę i spadła na śrubokręt, leżący na skraju stołu, przy którym pracował tata. Śrubokręt jak w zwolnionym tempie zakołysał się na krawędzi, a potem runął w dół i wylądował na podzespole sterującym nowego gadżetu ojca. Z kłębowiska kabli i różnych elementów elektrycznych wystrzeliła jasnożółta iskra, a powietrze wypełnił smród palonej izolacji. Pojawiły się kolejne iskry, a światła w piwnicy przygasły. Gameknight miał wrażenie, że wszystko odbywa się w zwolnionym tempie, zarówno lot puszki, jak też upadek śrubokrętu. Oba zdarzenia powtarzały się w jego umyśle niczym kiepski filmik na YouTube.

- "Mam nadzieję, że niczego nie zepsułem" - pomyślał, lecz w chwili, gdy chciał się podnieść i przyjrzeć elektronice, usłyszał niskie brzęczenie, przywodzące na myśl rój zbliżających się rozgniewanych pszczół. Digitizer przypominający pistolet laserowy zaczynał się rozgrzewać i jaśnieć. Gameknight999 chciał się zerwać, by go wyłączyć, ale w tej samej chwili wystrzelił z niego migotliwy biały promyk światła i trafił go prosto w pierś. Całe ciało zaczęło mrowić, miał wrażenie, że jest mu jednocześnie bardzo gorąco i skrajnie zimno. Świat niespodziewanie zaczął wirować, jak gdyby pokój w piwnicy został pochwycony przez tornado, a Gameknight stał nieruchomo w samym środku. Spowiło go jasne światło. Blask raził go w oczy, a skóra nie przestawała mrowić. Z początku miał wrażenie, że oślepiające światło z furią wypełnia każdą czeluść jego umysłu, a potem zaczęło wciągać niczym wir, porywający ofiarę w głąb tonących w mroku rur. Czuł, że coś wyrywa go z własnego ciała i wlecze gdzieś przez światło, zostawiając świat fizyczny daleko za sobą.

Potem nastała ciemność, a Gameknight999 powoli zaczął tracić świadomość. W ostatniej chwili odniósł jednak wrażenie, że słyszy zwierzęta: kury, krowy, świnie... Ale jaja...

Rozdział 1Rozgrywka Gameknighta

Gigantyczny pająk powoli, metodycznie zbliżał się do jego kryjówki. Dziesiątki czerwonych oczu potwora mieniło się ze złością, niczym węgielki w dogasającym palenisku. Gameknight999 wiedział, że pająk jest coraz bliżej, ale się nie bał. Wiedział, że żelazna zbroja go ochroni. Ba, w głębi serca nawet chciał, by się przybliżył. Miał nadzieję, że dobrze wyliczył moment. Odgłosy kroków pająka unosiły się między drzewami i stawały się coraz głośniejsze. Niespodziewanie do jego uszu dotarły nowe odgłosy - teraz śledziły go dwa pająki. Gameknight999 wychylił się zza pnia poskręcanego drzewa, by się rozejrzeć. Dwa pająki nadal go szukały, zaglądając do jam pod korzeniami i rozgarniając liściaste krzaki. Schował się z powrotem za drzewo, wyciągnął pochodnię i zatknął ją w ziemi. Płomień zalał otoczenie ciepłym blaskiem, który z pewnością musiał zostać dostrzeżony przez innych. Po kilku sekundach wyciągnął pochodnię z ziemi za pomocą kilofa, którym wydłubywał diamenty, i wsunął ją do plecaka.

- "Miejmy nadzieję, że to przyciągnie czyjąś uwagę" - pomyślał.

Gameknight999 wyciągnął miecz i wybiegł zza drzewa. Oba pająki dostrzegły go i rzuciły się w pościg, a po chwili dołączył do nich przygłupi nieumarły. Chłopak biegł najszybciej jak mógł, klucząc wśród drzew i wzgórz, ale dokładał wszelkich starań, by prześladowcy nie spuścili go z oczu. Wkrótce w oddali ujrzał dwóch towarzyszy z drużyny, którzy zbliżali się ku niemu. Uśmiechnął się.

- Dreadlord24, Salz, tu jestem! - napisał na czacie. Jego wiadomość wyświetliła się wszystkim zalogowanym na serwerze. - Potrzebuję pomocy!

- Idziemy - odpisał Dreadlord.

Gameknight spojrzał za siebie i zwolnił, by potwory mogły się przybliżyć. Odgłosy wydawane przez pająki były coraz głośniejsze. Spojrzał przed siebie i zobaczył, że członkowie drużyny są dokładnie tam, gdzie powinni.

- Zostańcie tam! Idę do was! - napisał.

Wciąż zmierzając ku obu wybawcom, Gameknight zaczął biec zygzakiem, by zombiak również nadrobił nieco dystansu. Potrzebował wszystkich trzech potworów, by podstęp zadziałał. Gdy znalazły się blisko, rzucił się biegiem ku towarzyszom. Ci stali na pozbawionym drzew wzgórzu, ze wszystkich stron otoczonym przez gęsty las. Pagórek przypominał mu pana Jamesona, nauczyciela z łysą czaszką, otoczoną wianuszkiem kędzierzawych włosów.

Słyszał za sobą jęk nieumarłego i tupot pajęczych odnóży.

Potwory znalazły się odrobinę za blisko. Musiał się teraz skupić, w przeciwnym razie jego pomysł na nic się nie zda. Popędził w górę zbocza, a owładnięte żądzą zabijania potwory ciągnęły w ślad za nim i nawet nie zwolniły. Gameknight dotarł na szczyt wzgórza, minął obu towarzyszy i dalej gnał przed siebie. Wygłodniałe bestie wciąż pędziły za nim.

- Gameknight, a ty dokąd? - spytał Salz. W jego pytaniu było zdumienie. - Podobno potrzebujesz pomocy?

- Pomyliłem się - napisał w odpowiedzi. - To wy potrzebujecie pomocy.

W tej samej chwili potwory wypadły spomiędzy drzew i dotarły na szczyt wzgórza, gdzie natychmiast rzuciły się na obu graczy. Pająki zaatakowały Dreadlorda, a nieumarły skierował się w stronę Salza. Obaj byli noobami w skórzanych zbrojach, uzbrojonymi zaledwie w kamienną broń. Ich brak doświadczenia oraz głupie zaufanie, jakim darzyli Gameknighta999, miały się teraz na nich zemścić. Czarne, włochate pajęcze odnóża szybko pochlastały zbroję Dreadlorda. Klikanie, które przez cały czas z siebie wydawały, stało się jeszcze głośniejsze, jakby potwory cieszyły się na samą myśl o zabijaniu. W tym samym czasie nieumarły uniósł zielone ramiona i zasypał Salza gradem ciosów. Zbroja Dreadlorda przestała istnieć, a liczba jego punktów zdrowia spadła niemalże do zera. Po chwili postać zniknęła z głośnym cmoknięciem. Należące do gracza przedmioty rozsypały się po ziemi. Pająki, nadal żądne krwi i zniszczenia, zwróciły swe płonące, czerwone ślepia na Salza. Ten, wciąż zajęty walką z nieumarłym, nawet nie zauważył, gdy wskoczyły mu na plecy. Poziom jego punktów zdrowia błyskawicznie spadł do zera. Gameknight zatrzymał się i przyglądał się starciu, śmiejąc się przed ekranem komputera. Przepełniała go złośliwa satysfakcja. Uwielbiał trollowanie, nawet jeśli ofiarami padały postacie z jego własnej drużyny.

- Dupek z ciebie, Gameknight - napisał Dreadlord z więzienia, gdzie postaci odradzały się po konfrontacji z innymi.

- Wielkie dzięki, stary - dodał Salz.

- LOL - odpowiedział Gameknight, a potem zawrócił i ruszył do walki.

Minecraft był chyba jego największą pasją. Całymi godzinami siedział w piwnicy i grał, powiększając liczbę przedmiotów i zdobywając coraz wyższy prestiż na rozmaitych multiplayowych serwerach, zazwyczaj kosztem innych. Miał dwanaście lat i nie był zbyt wyrośnięty jak na swój wiek, ale w Minecrafcie nie miało to znaczenia. Istotne były pancerze, broń oraz bezlitosna strategia, nierzadko polegająca na poświęcaniu innych dla osiągnięcia własnych celów.

Gameknight999 uśmiechnął się, myśląc o tych dwóch idiotach, których właśnie strollował, i o dziesiątkach innych, którzy padli jego ofiarą wcześniej. Znów skupił się na grze i poprowadził swą postać w poszukiwaniu kolejnych ofiar. Nie obchodziło go, do jakiej drużyny będą należeć. Miał w swoim repertuarze wiele podstępów, a w sztuce trollowania nie dorównywał mu nikt. Obmyślił ponadto niezłą sztuczkę, która miała dotknąć wszystkich graczy na tym serwerze. Wszyscy oni popamiętają nicka Gameknight999.

Wbiegł na szczyt niewielkiego wzgórza i ujrzał innych graczy, toczących zaciekły bój w pewnej odległości. Ich nicki migotały nad kwadratowymi głowami. Walka toczyła się na brzegu rzeki płynącej lawy, nad którą wznosił się przepiękny most. Wykonanie takiego dzieła sztuki musiało trwać wiele godzin. Most prowadził do wysokiej okrągłej wieży, zbudowanej z pokrytych mchem głazów i bloków szarego kamienia. Wieża, również budząca podziw, pięła się wysoko. Na jej szczycie znajdował się biały diament, który strzelał wiązkami jasnego światła ku błękitnemu niebu. Zdobycie owego diamentu było celem gry. Drużyna, która zdoła dotrzeć na szczyt wieży i przejąć go, stawała się zwycięzcą. Gameknight widział dwie drużyny, które walczyły tuż przy moście i usiłowały przebić się na drugą stronę. Siły były wyrównane i żaden z uczestników walki nie miał szans oderwać się od walczących i przemknąć przez most. Zostałby trafiony przez łuczników drugiej strony. Gameknight wiedział jednak, że impas nie potrwa długo.

Podkradł się do kępy drzew rosnących niedaleko pola bitwy, odłożył miecz i sięgnął po łuk. Klinga zalśniła błękitną emanacją - rzucone na broń zaklęcia Uderzenie II, Moc IV oraz Nieskończoność sprawiały, że była obiektem zazdrości wielu graczy. Rozejrzał się uważnie, by mieć pewność, że dokoła nie ma żadnych bohaterów niezależnych, i zaczął budować wieżę z klocków. Wskakiwał na kolejne klocki, aż znalazł się wśród gałęzi najbliższego drzewa. Był to doskonały punkt obserwacyjny, mógł uklęknąć i bezkarnie szyć z łuku.

Naciągnął cięciwę i wypuścił strzałę w kierunku jednego z walczących, który nazywał się ChimneySlip. Strzała zatoczyła łagodny łuk i pomknęła w dół, by trafić postać prosto w plecy. ChimneySlip rozbłysnął na czerwono, co oznaczało obrażenia. Gameknight wypuścił trzy kolejne pociski, jeden za drugim. Śmiercionośny grad spadł prosto na walczącego i całkowicie zniszczył jego pancerz, odsłaniając ciemną skórę. Gameknight zachichotał i wypuścił ostatnią strzałę, która zabiła postać, a potem skupił uwagę na pozostałych walczących. Cięciwa aż brzęczała, gdy Gameknight posyłał strzałę za strzałą, nie zważając na to, kogo trafia. Kolejni walczący padali trupem.

- Kto do nas strzela? - napisał gracz o nicku Kooter.

Gameknight tylko się zaśmiał i kontynuował ostrzał. Na moment przykucnął, by nie został zauważony, a potem podniósł się i posłał kilka nowych pocisków. Za każdym razem, gdy kucał, znikały litery jego nicka.

- Patrz lepiej, do kogo strzelasz! - napisał King_Creeperkiller w opcji czat. - To przecież rozgrywka drużynowa!

- Łapiesz, gościu?- dodał Duncan. - Nie bądź świnią, dołącz do drużyny!

- "Akurat" - pomyślał Gameknight.

Jego strzały przerzedziły tłum walczących i na placu boju pozostało zaledwie po kilku graczy z każdej drużyny. Z więzienia dochodziło jednak coraz więcej skarg. Gracze przeklinali jego nicka. Gameknight wyciągnął więc kilof i zaczął rozbijać klocki, na których stał. Kilka sekund później był już na ziemi. Wyciągnął miecz i rzucił się do biegu. Wykorzystując różne przeszkody terenowe, zaczął się skradać ku pozostałym graczom. Widział już, że w każdej drużynie pozostało zaledwie trzech walczących, ale jego nie interesowało dołączenie do żadnej ze stron. Wszystko robił tylko i wyłącznie dla siebie.

Sześciu graczy, odzianych w żelazne zbroje i uzbrojonych w żelazne miecze, nadal toczyło zaciętą walkę. Na tym serwerze trudno było o taki skarb jak ów diament na szczycie wieży, chyba że się oszukiwało tak jak Gameknight. Dzięki umiejętności przenikania przeszkód wzrokiem, był w stanie stosunkowo szybko odszukiwać diamenty i robić z nich zbroje oraz miecze. Nadszedł czas, by się ujawnić. Gameknight ukrył żelazny napierśnik, spodnie, buty oraz hełm wśród swoich rzeczy i zastąpił je błękitną zbroją z diamentów, która lśniła, jakby był pokryty lodem. Jego miecz niemalże promieniał w ciemnościach.

Nagle usłyszał za sobą cichy syk i cmoknięcia. Odwrócił się błyskawicznie i ujrzał pająka, który podkradł się niespostrzeżenie i atakował jego diamentową zbroję. Potwór zdążył zadać mu jakieś obrażenia, ale Gameknight nawet ich nie zauważył. Pancerz był niemalże nie do przebicia.

- Zamarzył ci się diamencik? - Gameknight odezwał się do siebie. Jego głos rozbrzmiał w pustej piwnicy. - Chodź, to zatańczymy!

Gameknight zamachnął się potężnym mieczem i zabił pająka dwoma ciosami. Już się odwrócił, by zaatakować walczące drużyny, gdy usłyszał jęki i posapywanie. Nieumarli! Gameknight ujrzał pół tuzina umarlaków, którzy wyłaniali się z lasu w towarzystwie gromady pająków. Wszystkie zmierzały prosto ku niemu. Zaczynało się zmierzchać i niedługo miał nadejść czas potworów.

- Też chcesz zatańczyć?

Przez moment cierpliwie czekał, aż potwory zbliżą się do niego, a potem rzucił się biegiem w kierunku pola walki. Owładnięte żądzą niszczenia zombiaki ruszyły w ślad za nim.

Pozostali gracze byli zaskoczeni pojawieniem się wojownika w diamentowej zbroi i na moment przestali walczyć. Jeden z nich, dowódca drużyny o nicku InTheLittleBush odczytał jego imię, unoszące się nad diamentowym hełmem.

- Gameknight, pomóż nam! - napisał. - Razem damy radę.

- Skąd masz tyle diamentów? - zaprotestował Wormican, dowódca przeciwnej drużyny. - Facet, ty oszukujesz! Hej, Admin, Gameknight oszukuje! Zbanować go!

- Przestańce skamleć - napisał szybko Gameknight. - Przyniosłem wam prezent.

W chwili gdy wyłonił się z cieni, gromada zombiaków i pająków, do których dołączyło kilka szkieletów, wypadła z ciemności i uderzyła na graczy. Słońce skryło się już za horyzontem, dzięki czemu potwory były bezpieczne. Chwilę wcześniej stanęłyby w płomieniach.

- LOL - napisał Gameknight i dodał. - :-)

Przebiegł wśród zaskoczonych graczy i popędził prosto w stronę kamiennego mostu, wznoszącego się nad strumieniami lawy.

- Dalej, Gameknight, pędź! - napisał Phaser_98. - Wygramy!

- "Tak ci się tylko wydaje" - pomyślał Gameknight.

Gameknight gnał przed siebie, klucząc między potworami i graczami. Ci ostatni byli tak pochłonięci walką, że żaden z nich nawet nie spróbował go zatrzymać.

- Bierzcie go! - napisał Zepplin4, gdy wojownik w diamentowej zbroi przebiegł obok niego.

Tnąc któregoś z przeciwników w biegu, Gameknight dotarł na most. Zatrzymał się na moment, by się przyjrzeć niezwykłej konstrukcji. Wzniesienie tak wspaniałej budowli musiało zabrać mnóstwo czasu. Znów wybuchnął śmiechem, pochylony nad ekranem komputera, a potem sięgnął po wiązkę lasek dynamitu, które umieścił w najwyższym punkcie mostu. Zadowolony z wyboru miejsca, ułożył przy ładunku pochodnię z czerwonego proszku. Cofnął się szybko i przyglądał się, jak laseczka dynamitu zaczęła iskrzyć i migotać, co oznaczało, że proces detonacji właśnie się rozpoczął. Potem eksplodowała pierwsza laseczka, a po niej druga, trzecia i kolejna. Reakcja łańcuchowa krok po kroku niszczyła ogromny most, zamieniając dzieło sztuki w stertę gruzów. Kawałki kamieni strzelały we wszystkich kierunkach i po chwili jedyne przejście nad rzeką lawy było zniszczone. Gameknight spojrzał na resztę graczy, nadal walczących po drugiej stronie rzeki, i zaczął tańczyć, małpując ich ruchy.

- Szybko, bierz diament i wygramy! - napisał Phaser_98.

- To nie fair! On kantuje! - ogłosił Wormican.

- Tak, trzeba go zbanować! - dodał Zepplin4.

- Łap diament i wygramy! - rzekł King_Creepkiller.

Gameknight wpadł na schody wieży i w okamgnieniu dotarł na górę. Podszedł do krawędzi i spojrzał na patałachów na dole.

- Pospiesz się! Bierz klocek, a zwycięstwo jest nasze! - napisał któryś z nich.

- Masz na myśli ten klocek? - odpisał Gameknight.

Podszedł do białego klocka, zatrzymał się i przyjrzał mu się uważnie.

- Mam wziąć ten oto klocek, tak? - zadrwił. - To białe coś przede mną?

- Tak! Bierz go i pędź na dół! - napisał Phaser_98, który najwyraźniej tracił panowanie nad sobą.

- I jeszcze czego! - napisał Gameknight, rozstawiając dynamit wokół diamentu i sypiąc ścieżki z czerwonego proszku między nimi. Wreszcie uruchomił detonator.

Gdy dynamit zaczął migotać, wylogował się z serwera i zniknął z ekranów, pozostawiając walczących z głupimi minami na twarzach. Miał nadzieję, że tamci wrzeszczą teraz na swoje komputery ze złości. Już nikt nie wygra. Zrobił wszystkich w konia i to on odniósł zwycięstwo, przynajmniej we własnym mniemaniu.

Czym jest Minecraft?

Minecraft to gra komputerowa, która daje graczowi możliwość tworzenia niezwykłych struktur z animowanych sześcianów. Ma on do dyspozycji najrozmaitsze materiały, takie jak piasek, ziemia czy kamień. Nie działają tu prawa fizyki, ponieważ można budować w trybie "creative", w którym nie istnieje grawitacja, a budowle nie mają zauważalnego punktu oparcia.

Program oferuje ogromne możliwości twórcze - ludzie wznoszą całe kompleksy budowli, powołują do istnienia zapierające dech w piersiach cywilizacje, a nawet miasta zawieszone wśród chmur. Prawdziwa gra odbywa się jednak w trybie "survival", w którym gracze rozpoczynają rozgrywkę z pustymi rękami. Mając świadomość, iż niebawem nadejdzie noc, trzeba gromadzić surowce (drewno, kamień, żelazo itp.), by z nich stworzyć narzędzia i broń. Dzięki nim gracz będzie mógł się obronić przed potworami. Noc bowiem to ich czas.

By odnaleźć surowce, gracze muszą drążyć tunele i wgryzać się w głąb Minecrafta z nadzieją na znalezienie węgla i żelaza. Oba te surowce są niezbędne do tworzenia metalowej broni i pancerzy, bez których trudno będzie przeżyć. Kopiąc tunele, gracze będą napotykać jaskinie, wypełnione lawą pieczary, a być może także porzucone kopalnie i lochy, w których kryją się skarby, ale mogą także natknąć się na potwory (nieumarłych, szkielety i pająki), czyhające na nieostrożnego wędrowca.

Choć kraina pełna jest potworów, gracz nie będzie musiał zmierzyć się z nimi całkiem sam. Istnieją potężne serwery, na których grają setki graczy, dzielących się zasobami z innymi mieszkańcami Minecrafta. Wszędzie wznoszą się wsie zaludnione przez enpeców1. W każdej z nich uwijają się dziesiątki postaci, a ich chaty kryją w sobie skarby, na ogół niewielkie, choć zdarzają się i całkiem spore. Gracz może nakłonić któregoś z enpeców, by zgodził się wymienić rozmaite dobra na rzadkie diamenty, składniki do eliksirów czy łuk bądź miecz.

Gra jest niezwykłą platformą, dzięki której ludzie mogą projektować maszyny napędzane czerwonym proszkiem (działającym na podobnej zasadzie co prąd elektryczny), tworzyć unikatowe misje, mapy i areny do walki z innymi graczami. Minecraft to gra pełna twórczych rozwiązań, zaciętych starć i przerażających potworów. To ostra jazda przez świat przygód i dramatycznych zwrotów akcji wśród podniosłych zwycięstw i gorzkich porażek. Wskakuj więc na pokład i trzymaj się!

O autorze

Pokochałem Minecraft, grając w niego z moim synem. Początki nie były łatwe. Prawdę powiedziawszy, z początku syn musiał mnie siłą zaciągać przed ekran, ale teraz kocham tę grę z całego serca.

Zaczęło się od tego, że zobaczył wideo o Minecrafcie na YouTube i oczywiście oznajmił, że musi tę grę dostać. Przez następny miesiąc z uporem maniaka przypominał mi i mojej żonie, że Minecraft jest wspaniały i że nie może bez niego żyć.

W końcu ustąpiliśmy i kupiliśmy mu grę. Wybrał sobie nick - Gameknight999 - i wsiąknął w świat gry. Z początku grał sam, ale wkrótce zaczął nas wołać do swego pokoju i pokazywać, co stworzył. Muszę przyznać, że były to imponujące rzeczy. Zbudował ogromny zamek, potem tor przeszkód z elementami ruchomymi, podziemną wieś... Jego pomysły zaskakiwały nas na każdym kroku. Jestem inżynierem i każda okazja, by coś wznieść, natychmiast wzbudza moje zainteresowanie. Usiadłem więc obok niego, a on nauczył mnie grać. Wkrótce wykupiłem własną licencję i zarejestrowałem się pod nickiem Monkeypants271. Popłynęliśmy w głąb cyfrowego świata we dwójkę, by wznosić wieże, walczyć z zombiakami i unikać creeperów.

Mój syn pokochał Minecraft tak bardzo, że na święta Bożego Narodzenia kupiliśmy mu serwer. Spędził całe miesiące, budując tam różne rzeczy - zamki, mosty, podwodne miasta, fabryki i wszystko inne, co tylko mógł sobie wyobrazić. Następnie wprowadził w swój świat kolegów i razem zaczęli budować naprawdę gigantyczne rzeczy. Oczywiście ja również w tym uczestniczyłem. Po części dlatego, że chciałem mieć na oku to, czym się zajmuje, ale prawdziwym powodem było to, że mnie również odbiło na punkcie tej gry. Zdumiało mnie, jak bardzo dumny był ze swoich tworów. Nagrywał o nich filmiki i umieszczał je na YouTube. Cóż, pewnego dnia na serwer wdarły się jakieś inne dzieciaki, przypuszczalnie mój syn bądź któryś z jego przyjaciół zdradził nasz adres IP. Zniszczyli wszystko i pozostawili po sobie jedynie wielki krater. Zrównali jego twory z ziemią i zniweczyli całe miesiące twórczej pracy. Gdy mój syn się zalogował i ujrzał obraz zniszczenia, był zrozpaczony. Co gorsza, grieferzy2 umieścili filmik ze swymi wyczynami na naszym serwerze na YouTube.

Nadszedł czas, by porozmawiać o przestępstwach i wandalizmie w sieci. Mój syn pytał, dlaczego ktoś mógł się posunąć do takiego czynu i kto mógłby być z czegoś takiego dumny. Ja zaś usiłowałem mu na te pytania odpowiedzieć, lecz czułem, że nigdy mi się to nie uda. Wtedy właśnie wpadłem na pomysł, iż zacznę uczyć syna za pomocą tego, co ukochał najbardziej - Minecraft. Napisałem pierwszą książkę pod tytułem Inwazja, która miała pokazać dzieciom, czym jest internetowy wandalizm i jaki wywiera wpływ na ludzi. Książka ta miała również podkreślić wagę przyjaźni; jej akcja rozgrywa się w świecie gry.

Wraz z synem wciąż razem gramy w Minecraft. Wspólnie wznosimy konstrukcje, które stanowią część mojej kolejnej książki osadzonej w świecie gry, zatytułowanej Bitwa. Rozpocząłem również pracę nad trzecią książką, noszącą tytuł Koniec, którą zamierzam napisać przed końcem 2014 roku, o ile wszystko dobrze pójdzie.

Dziękuję wszystkim tym, którzy pisali do mnie za pośrednictwem strony www.markcheverton.com. Miłe komentarze zarówno dorosłych, jak i dzieci sprawiły mi wiele przyjemności. Próbuję odpisać na każdy otrzymany list i przepraszam, jeśli jakiś pominąłem.

Szukajcie Gameknight999 oraz Monkeypants271 na serwerach. Miłej lektury... i uważajcie na creepery.

Rozdział 3Minecraft

Gameknight powoli się przebudził. W umyśle nadal miał zamęt, zupełnie jakby rzeczywistość zlała się z jego gasnącym snem. Otworzył najpierw jedno oko, a potem drugie. Ujrzał oślepiający blask słońca i czysty błękit nieba, po którym płynęły dziwne chmury.

- "Jak to możliwe?" - pomyślał.

Znajdował się przecież w piwnicy, prawda? A może rodzice znaleźli go i zabrali do szpitala? Może spoglądał przez okno sali szpitalnej? Zamknął oczy, dotknął dłonią twarzy i potarł czoło. Głowa wciąż trochę go bolała. Miał wrażenie, że coś dziwnego stało się z jego dłońmi. Wydawały się niekształtne i kanciaste.

- "Co się dzieje?"

Znów powoli otworzył oczy i rozejrzał się dokoła. Wszędzie widział zieloną trawę, falującą na wietrze. Czuł zapach kwitnących roślin, kwiatów i trawy, a ziemia pod jego stopami była świeża i miękka. W oddali widział rosnące dziko drzewa, które wydawały się osobliwie kanciaste.

Tuż obok niego stanęła krowa i zamuczała.

Gameknight szybko zerwał się na równe nogi i obrócił się ku zwierzęciu. Kanciasta głowa znajdowała się na wysokości jego klatki piersiowej. Krowa trąciła go wilgotnym nosem i znów zamuczała. Gameknight odepchnął ją i ponownie się rozejrzał. Nieopodal widział las, który znał aż nazbyt dobrze. Za nim z wysuniętej skalnej krawędzi opadał wysoki wodospad, który również wydawał się osobliwie znajomy. Wody wpadały do wielkiej dziury w ziemi. Nieco dalej wznosiło się wysokie trawiaste wzgórze, na którym leżały porozrzucane kwadratowe kamienne klocki.

- "To niemożliwe" - pomyślał.

Pospiesznie wspiął się na szczyt wzgórza, by mieć lepszy widok. Daleko na wschodzie dostrzegł las - najpierw kwadratowe zarośla, przez które tu i ówdzie prześwitywała trawa, a za nimi rosnące coraz gęściej drzewa. Ich gałęzie i liście zlewały się, jakby drzewa tuliły się do siebie, w obawie przed jakimś gigantycznym drapieżnikiem.

- "To niemożliwe!"

Na południu ciągnęły się śnieżne równiny. Biel ostro kontrastowała z zielenią łąk. Śnieg przypominał mu biały lukier na jego ostatnim torcie urodzinowym.

- "Nie wierzę w to wszystko" - pomyślał. Powoli zaczynała ogarniać go panika.

Na północy również wznosiła się osobliwa wysoka góra. Z jej szczytu wyrastał długi cypel, wsparty na wysokich, kamiennych kolumnach. Wyglądały niczym kły, a cała góra przypominała mu rozwartą paszczę ogromnego, prehistorycznego potwora. Najciekawszym odkryciem była jednak wioska, której pochyłe dachy wyrastały gdzieś w oddali za przerażającą górą.

- "Jak do tego doszło?"

Spojrzał na zachód i ujrzał żółte kwadratowe słońce, nieubłaganie chylące się ku horyzontowi. Jego ruch był niemalże niezauważalny, ale Gameknight wiedział, że słońce nie stoi w miejscu. Gdy spojrzał na niebo, widział płynące po nim chmury. Białe, kanciaste kłęby sunęły z tą samą prędkością ze wschodu na zachód.

- "Czy ja śnię?"

Znalazł się w Minecrafcie. Ale jak do tego doszło? Pamiętał, że zaatakował dwie walczące ze sobą drużyny, a potem wszedł na nowy serwer, o którym tyle słyszał. Rozpoczął grę niedaleko jakiegoś wodospadu. Odwrócił się i spojrzał na wody, spadające z hukiem z wysokiego skalistego klifu. To nie do wiary! Potem zastrzelił tych dwóch amatorów i spustoszył wieś. Z niedowierzaniem spojrzał na osadę i wtedy przypomniało mu się coś jeszcze - buczenie jakiejś elektrycznej maszyny oraz strumień jasnego białego światła. Digitizer jego ojca! Przecież ten odgłos był mu dobrze znany. Słyszał go, gdy ojciec przeprowadzał swoje eksperymenty, zawsze zakładając okulary dla ochrony oczu. Tak, digitizer. W jakiś sposób uruchomił urządzenie, a to wciągnęło go do uruchomionego właśnie programu. Do Minecrafta. Znalazł się w Minecrafcie!

- "Czy to sen? A może to się dzieje naprawdę?"

Dotknął twarzy kanciastymi dłońmi. Wydawała się materialna. Tupnął niezgrabną stopą, ale ziemia również była twarda.

Zbiegł po zboczu pagórka i dotarł do skalnego klifu. Nieopodal spadały kaskady wody i w powietrzu unosiła się mgiełka, która natychmiast go przemoczyła.

- "Jestem mokry! Czuję to na całym ciele! Niesamowite..."

Wtedy Gameknight usłyszał znajome klikanie, przypominające grę kastanietów, połączone ze stęknięciami nadmiernie obciążonego drewna. Odwrócił się błyskawicznie i ujrzał zbliżającego się gigantycznego pająka. Jego czarne włochate odnóża poruszały się pospiesznie, gdy szedł po trawiastym pagórku, wpatrując się w niego wieloma czerwonymi oczkami. W pierwszej chwili, niczym impuls prądu elektrycznego, przeszył go lęk, ale szybko pokonała go ciekawość. Nigdy dotąd nie widział pająka, przedstawionego tak szczegółowo. Każdy z jego czarnych włosków powiewał, jakby był obdarzony własną wolą. Płonące czerwienią oczy spoglądały we wszystkich kierunkach jednocześnie, a ogromny brzuch z każdym krokiem poruszał się to w przód, to w tył. Jego wysokiej rozdzielczości monitor najwidoczniej był zbyt kiepski, by przedstawić potwora w realny sposób. Na końcu każdego z pajęczych odnóży Gameknight zauważył zakrzywione ostre szpony, przypominające jakąś barbarzyńską broń z gry "World of Warcraft". Gameknight próbował spojrzeć pająkowi w ślepia, z których każde mieniło się, jakby płonął w nich wewnętrzny ogień.

Świst, uderzenie.

Jedno z włochatych odnóży wystrzeliło naprzód i uderzyło Gameknighta. Szpon przeciął mu koszulę wraz ze skórą na piersiach. Ciało chłopaka przeszył ból.

Bang! Klik, klik, klik.

Pająk uderzył znów, tym razem w nogę. Gameknight padł w tył, znów porażony bólem.

Czuł, że ilość jego punktów zdrowia raptownie maleje.

To nie była gra. To się działo naprawdę! Musiał się stąd wydostać.

Pająk odbił się i próbował wskoczyć na swą zdobycz, wymachując pazurzastymi łapami. Jeden z ostrych szponów świsnął tuż obok głowy Gameknighta, aż twarz chłopaka owiał podmuch powietrza. Owładnięty paniką, odtoczył się na bok, w ostatniej chwili unikając rozgniecenia przez spadającego, ciężkiego potwora. Nie mógł tu pozostać. Musiał coś zrobić, bo w przeciwnym razie groziła mu śmierć.

Zerwał się, odwrócił i rzucił do biegu. Pająk znów zaatakował i chybił o włos. Zabójczy szpon rozciął jedynie koszulę, nie zahaczając o ciało. Doświadczenie mówiło mu, że choć pająki należą do szybkich stworzeń, potrafił je prześcignąć. Biegł więc jak szalony, a ogromny, wielooki, pokryty czarnym futrem potwór deptał mu po piętach. Ścigało go przerażające klikanie i mlaskanie. Nie miał broni. Nie był w stanie w żaden sposób stawić pająkowi czoła. Pozostało mu jedynie doświadczenie oraz spryt.

- "Co on zamierza?" - przemknęło mu przez myśl.

Pająk zaczynał nadrabiać dystans. Gameknight nieco zwolnił, a potem przyspieszył i ruszył w górę zbocza pobliskiego pagórka. Z dużą wprawą obliczał każdy skok, by nie stracić rytmu, nie potknąć się czy nie musieć wskoczyć na wysokość wyższą niż dwa klocki, co w Minecrafcie nie jest możliwe. Wkrótce dotarł na szczyt. Nadal czuł na sobie wzrok pająka. Dziesiątki jego oczu promieniało wściekłością i głodem. Dlaczego to stworzenie tak bardzo chciało go zabić? Zupełnie jakby Gameknight miał coś, czego potwór pożądał.

Pająk zaczął piąć się po nierównym zboczu pagórka, nie spuszczając z ofiary wzroku. Gameknight nie mógł tam pozostać, musiał dokądś uciec. Zbiegając po drugiej stronie wzgórza, wykonał kilka długich susów nad pojedynczymi klockami. Wiedział, że nie grozi to żadnymi obrażeniami. Niespodziewanie dostrzegł wodospad i do głowy wpadł mu pewien pomysł. Nie miał wątpliwości, że walka z pająkiem to samobójstwo. Potrzebował broni, a miał do dyspozycji jedynie wodospad. Pająki były twarde, silne i szybkie, ale nie grzeszyły inteligencją. Gameknight przyspieszył, bezbłędnie wyliczając kolejne skoki. Lata trenowania parkuru wreszcie na coś się przydały. Wkrótce dotarł na skraj jamy, w której znikały kaskady. Zaczekał, by mieć pewność, że pająk nadal za nim podąża, a potem schował się za kolumną wody i zamarł w oczekiwaniu. Był przerażony, a rany promieniowały bólem, przez co z trudem panował nad chęcią ucieczki, ale wciąż pamiętał o doświadczeniach wyniesionych z gry i poskromił panikę. Ten podstęp był jego jedyną szansą na przetrwanie.

- Hej! - wrzasnął. - Chodź tutaj, ty włochata pokrako!

Pająk usłyszał go i rzucił się ku niemu z ogromną prędkością. Jego czarne włochate odnóża poruszały się tak szybko, iż nie sposób było nadążyć za nimi wzrokiem. Cmoknięcia potwora stawały się coraz głośniejsze, a jego oczka płonęły, jakby rozświetlały je wewnętrzne lasery. Odbił się od ostatnich klocków w nadziei, że wyląduje prosto na ściganym chłopaku, ale ku swemu przerażeniu chybił i wpadł w kaskady wodospadu. Zdołał się uchwycić brzegu i desperacko walczył, by utrzymać łeb z dala od wody, ale Gameknight wykorzystał okazję i zaczął okładać go pięściami. Z każdym celnym ciosem ciało potwora rozbłyskiwało na czerwono. Chłopak wiedział, że jest w stanie zabić pająka w ten sposób, ale musiał się spieszyć. Potwór mógł bowiem w każdej chwili znaleźć lepsze oparcie na skalistej krawędzi jamy i wypełznąć na brzeg. Na szczęście pająk w końcu uległ naporowi wody i udało się go zepchnąć w głąb ogromnej pieczary. Wpadł prosto w kipiel na jej dnie, a spadające masy wody bez litości wbiły go w toń. Ciało pozbawionego powietrza potwora raz za razem rozbłyskiwało czerwienią, aż zniknął bezgłośnie, pozostawiając po sobie kłębek pajęczyny oraz trzy jaśniejące kulki z punktami doświadczenia.

Gameknight, który nadal trząsł się ze strachu, spojrzał na wiszące w powietrzu kulki. Potrzebował ich, gdyż wciąż pamiętał, że zdobyte w walce punkty mogą zwiększyć siłę i pozwolić na zaklęcie broni, ale zejście na dół jamy było zbyt niebezpieczne.

- "Na razie nie - pomyślał. - Może później, gdy będę na to gotowy".

Nadal drżąc, rozejrzał się dokoła.

- "Czy coś mnie jeszcze zaatakuje? Czy są tu inne potwory?"

Odniósł wrażenie, że póki co jest sam. Przyjrzał się swoim ranom i odkrył, że nic mu nie grozi, a punkty zdrowia powoli wracają. A więc to wszystko działo się naprawdę. Strach był prawdziwy i ból również był prawdziwy. Musiał się dobrze zastanowić, by nie wyjść na amatora. Czego potrzebował?

- "Jedzenia, broni i schronienia. Przede wszystkim schronienia".

Rozejrzał się raz jeszcze okiem doświadczonego gracza i szybko znalazł wygodną kryjówkę. U podnóża pobliskiego klifu znajdowała się wąska szczelina. Wbiegł szybko po klockach ziemi i kamienia i przekonał się, że szczelina prowadzi do niewielkiej jaskini, wysokiej jedynie na dwa klocki i głębokiej na trzy. Bez trudu mógł się tam schować. Oto znalazł dla siebie nowy dom.

Teraz musiał znaleźć trochę drewna. Zbiegł na dół i popędził ku najbliższym drzewom, po czym zaczął je okładać gołymi pięściami, odłamując klocek za klockiem. Rozbił pierwsze drzewo, a potem zabrał się za kolejne, zyskując po cztery klocki z każdego. Póki co powinno wystarczyć. Spojrzał na zachód i ujrzał, że kwadratowe słońce zaczyna już dotykać horyzontu, a na ciemnobłękitnym niebie rozlała się ciepła czerwień. Zbliżał się wieczór, a tylko głupiec chciałby pozostać na otwartej przestrzeni po zapadnięciu zmroku.

Pospiesznie wrócił do kryjówki i wykopał z podłoża dwa klocki, którymi mógł zamknąć kryjówkę na noc. Czekając na nadejście ciemności, wydobył klocki drewna i przekształcił je na drewniane deski. Nie miał pojęcia, jak należy to robić - wyobrażał sobie po prostu, że patrzy na ekran komputera i robi to, co robił już miliony razy. Następnie sporządził z desek stół warsztatowy, a potem już poszło jak z płatka. Ustawił stół w rogu jaskini i stworzył drewniany miecz, łopatę oraz dwa drewniane kilofy. Był już gotów.

Nadchodziła noc i teren na zewnątrz jego kryjówki szybko przekształcał się z zielonej oazy piękna w niebezpieczną krainę cieni. Gdzieś w oddali słyszał jęki nieumarłych, które napełniły jego serce przerażeniem. Szybko podszedł do wyjścia z jaskini i zabarykadował je klockami ziemi. W kryjówce zapadła ciemność, ale przynajmniej potwory nie stanowiły już zagrożenia. Co więcej, miał nieco broni oraz narzędzi, choć te nijak się miały do ekwipunku, którym szczycił się kiedyś. Uniósł miecz i zamachnął się nim. Ostrze przecięło ciemność i przez przypadek uderzyło w ścianę. Broń w dłoni poprawiła mu samopoczucie - miał wrażenie, że to naturalne przedłużenie jego ręki - ale wizja pająków, nieumarłych czy szkieletów wdzierających się do jego kryjówki nadal przepełniała go lękiem.

- "Skoro to wszystko jest prawdziwe, skoro ból jest prawdziwy, to czy... Czy śmierć również jest prawdziwa?" - zadał sobie w myślach pytanie.

Następnie Gameknight999 odwrócił się ku najbliższej ścianie, wydobył kilof i zaczął rąbać.