Mimo że jesień -- wieczna młodość - Barbara Śnieżek

Kup ebooka

16.15 zł
13.40 zł (16,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

O Autorce i jej twórczości

Mimo że jesień - wieczna młodość to czteroczęściowe najpełniejsze wydanie twórczości Barbary Śnieżek.

Barbara Śnieżek (Olech) ukończyła matematykę na UJ w Krakowie. Pracowała głównie na uczelniach i w szkole średniej. Jako poetka zadebiutowała w antologii Do jutra (2013). Autorka 10 książek z wierszami dla dorosłych i 3 dla dzieci, współautorka wielu antologii. Od 2014 r. należy do Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Rzeszowie, gdzie 7 lat kierowała Sekcją Literacką, dla której opracowała dwie antologie. Uhonorowana Medalami: Brązowy Gloria Artis (2025), im. Jakuba Wojciechowskiego (2024), Zasłużony dla Kultury Polskiej (2020) oraz Nagrodą Prezydenta Miasta Rzeszowa (2024).

Niezwykle wnikliwą analizę twórczości Barbary Śnieżek prof. dr hab. Marek Nalepa zawarł w swoim eseju "Chociaż już mnie czas nie kocha / ja w wir życia ciągle wpadam". O poezji Barbary Śnieżek. Natomiast w recenzji tomiku Podszepty nocy Barbary Śnieżek prof. Marek Nalepa napisał: W swojej najnowszej książce zawarła liryczne realizacje gatunków wymagające dyscypliny i dokładności warsztatowej związanej z ich dystynkcjami strukturalnymi, takimi jak wersyfikacja, metrum, układy rymów, strofika etc. [...] Staranność o formę wiersza pozwala jej wyciszyć do koniecznego minimum ekspresję emocji, a tym samym ustrzec się ideowej banalności i kiczowatości. [...] Klasycy [...] metryczną formę wiersza nazywali "błogosławionym ograniczeniem", dzięki któremu wzrasta pojemność znaczeniowa komunikatu literackiego, i nie tylko literackiego, a samemu autorowi pozwala ono wyzwolić się z różnych nawyków, niekoniecznie korzystnych dla strony artystyczno-literackiej utworu. Wiersz miarowy jest bowiem podstawowym organizatorem porządku i ładu myśli...

Los

Kwiat kwitnie i usycha -

jak życie człowieka.

Z światowego kielicha

wszyscy czerpią,

a czas w dal ucieka.

Ludzie cierpią,

płaczą, potem się śmieją

karmiąc dusze nadzieją.

Iluż ludzi już żyło

na Ziemi kulistej

i w proch się obróciło...

Wszyscy przeszli

po drodze ciernistej.

Czas przekreśli

i moją nić żywota,

więc po co ta tęsknota?

Do czego rwiesz się, duszo

moja obłąkana?

Nawet skały się kruszą -

nic trwałego

nie stworzysz, kochana!...

Czyż z całego

życia nawet wspomnienie

nie zostanie po mnie? - Nie!

Ach, nie! Tak być nie może!

Chyba ktoś wspomni - łza

w oku błyśnie... O, Boże!

Jakie wątki

dziwne snuje myśl ma.

Przecież prządki

czasu plan losu mają,

według którego tkają.

Kwiat kwitnie i usycha,

lecz nie koniec na tym:

z kwiatowego kielicha

tu nasienie

pada i życiem swym

pokolenie

przedłuża... Inni pchną czas,

chociaż nie będzie już nas.

Smakuj życie

Życie ciągłym jest czekaniem

na to, co się wkrótce stanie.

Tyle dat masz wyznaczonych,

kalendarz zbyt przepełniony.

Jesteśmy tak niecierpliwi...

Nikogo to już nie zdziwi,

że gdybyśmy mogli tylko,

pchnęlibyśmy ciebie, chwilko.

Chcemy zawsze coś przyśpieszyć,

zamiast chwilą się nacieszyć,

delektować się spokojnie

tym, co teraz, aktualnie.

Czas i tak sam szybko płynie,

nawet nie wiesz, kiedy minie

twoja młodość i uroda.

Nie przyśpieszaj! Czasu szkoda!

Spójrz, jak dzieci szybko rosną...

Ciesz się zimą, ciesz się wiosną,

każdą porą roku przecież,

tym, że jesteś tu, na świecie.

Zabiegani, zagubieni,

w prozie życia zatopieni

nie widzimy tego czasem,

co jest blisko, tuż przed nosem.

Zwolnij tempo, bracie miły,

nim opuszczą ciebie siły,

chwilę sobie daj oddechu,

pożyj trochę bez pośpiechu.

Życie szybko wciąż ucieka,

czas przez palce nam przecieka,

więc postaraj się zatrzymać

i nad losem swym podumać.

Doceń piękno tego świata,

dojrzyj w bliźnim swego brata.

Ciesz się wszystkim należycie

i po prostu smakuj życie.

Odkryj się!

Na zewnątrz - jak wiosna -

z uśmiechem na twarzy,

a dusza w smutku trwa.

Dla ludzi radosna,

choć serce wciąż marzy,

w skrytości spływa łza.

To nie tak być miało,

lecz nikt się nie dowie.

Żartem odpowiesz mi.

Trosk w życiu niemało,

nic o tym nie powiesz -

wnętrza zamknęłaś drzwi.

Nikomu nie ufasz

i jesteś samotna,

chociaż przyjaciół masz.

Mnie też nie posłuchasz.

Burza tobą miota,

lecz ty zachowasz twarz.

Uczucia swe skrywasz

i wciąż maskę nosisz,

mówisz, że jest OK,

że jesteś szczęśliwa,

o litość nie prosisz...

Odkryj się! Będzie lżej.

Bo powiedz, czy warto

tak ciągle się dręczyć

i tłumić w sobie żal?

Więc nie bądź upartą,

możesz się zamęczyć.

Wiesz, życie to nie bal.

Gdybym ciebie nie znał,

uwierzyłbym minie,

lecz ja cię dobrze znam

i wiem, że to poza,

nie oszukasz ty mnie,

dlatego tutaj trwam.

Możesz mi zaufać,

możesz mi się zwierzyć,

więc z serca kamień zrzuć.

Wleje się otucha,

znów w miłość uwierzysz...

Przestaniesz się tak truć.

Nocna wizyta

Ktoś nocą do drzwi dzwoni.

Otwieram... Stoisz blada.

Nie wiesz, czy wejść wypada?

Zapraszam gestem dłoni.

Ty jesteś cała drżąca?

Z lękiem spoglądasz dziwnie...

Uspokój się. Wkrótce minie

chwila niepokojąca.

Zaraz świecę zapalę,

zaparzę dobrą kawę...

Wiem, że chodzi o radę,

więc wylej swoje żale.

Jesteś tutaj bezpieczna,

wszyscy śpią, wokół cisza...

Tam, za oknem rozprasza

mrok latarnia uliczna.

Siedzimy tak przy kawie,

ty zwierzasz się w półmroku

ze wszystkich swych kłopotów...,

aż nocka mija prawie.

W przyjaźni o to chodzi,

by być na zawołanie.

Gdy się nieszczęście stanie,

przyjaciel nie zawodzi!

Dzwon

Rozkołysał się dzwon

w południe,

uderza w serca ton

przecudnie.

Co ogłasza i po co

bije wciąż z taką mocą?

Ach, to na Anioł Pański

wzywa ten głos mariański.

Daleko dźwięk leci

nad miastem,

woła boże dzieci.

Tymczasem

każdy prędko gdzieś biegnie

i ma myśli powszednie.

Wycisza się głos dzwonu...

Tylko tu po kryjomu

matka przed kościołem

się żegna,

rozmawia z Aniołem...

Niejedna

łza z jej oczu się leje,

gdyż nad synem boleje,

który musiał migrować,

w obcym kraju pracować.

Zapomniał o matce -

nie dzwoni,

a ona w swej chatce

łzy roni.

Jest bardzo nieszczęśliwa,

tęsknie syna przyzywa

i modły ciągle wznosi -

o łaskę Stróża prosi

by czuwał nad synem.

O, synu!

Wspomnij o matczynym

istnieniu,

o tym, skąd się wywodzisz.

Kiedy matkę odwiedzisz?

Żeś Polakiem, pamiętaj,

bo Ojczyzna - rzecz święta!

Słowo ciałem niechaj

się stanie -

z przyjazdem nie zwlekaj

kochanie.

Serce matki wciąż czeka

lecz czas szybko ucieka...

Przyjedź do niej z pokłonem.

Obyś zdążył przed dzwonem... - ostatnim.

Bezwarunkowa miłość / Nad mogiłą

Bezwarunkowa miłość

Pytasz, czy jest możliwa

taka miłość bez granic,

która nie jest fałszywa

i kocha, ot tak, za nic?

Taka miłość jedyna,

od samego poczęcia,

to jest miłość matczyna

do swojego dziecięcia.

Mamo, Ty zawsze byłaś,

gdy Cię potrzebowałam,

ciągle we mnie wierzyłaś,

na Tobie się wspierałam.

Leczyłaś me kłopoty,

bóle oraz zwątpienia,

a ja wiedziałam o tym

powierzając zmartwienia.

Jesteś już teraz w niebie.

Chociaż odeszłaś dawno,

myślą biegnę do Ciebie

czując opiekę jawną.

Spoglądasz z fotografii...

Tak, wiem - i daję słowo -

nikt więcej nie potrafi

kochać bezwarunkowo.

Spłacam ten dług wdzięczności

dzieciom i wnukom moim,

bo to przekaz miłości

dany przykładem Twoim.

Nad mogiłą

Ponad mogiłą szumi wiatr,

jesienny listek lekko spadł,

srebrzysta rosa mgłą opada

i tylko cisza tutaj gada.

Czasem zapłacze rzewnie deszcz

lub tęsknie zagra polny świerszcz,

zabłyśnie świecy nikły płomień,

w powietrzu drgają nutki wspomnień.

Przychodzę zmówić tu pacierze

i porozmawiać z tobą szczerze,

wskrzeszać myślami przeżyć cienie,

by nie odeszły w zapomnienie.

Nostalgia

Otulona mgłą wspomnień,

pogrążona w tęsknocie

przywołujesz niknące obrazy.

Pełna smutków i westchnień

jak w pustynnej spiekocie

kroczysz w przyszłość z nostalgią na twarzy.

Nie ugasisz pragnienia,

chociaż wracasz myślami

do beztroskiej, spokojnej młodości.

Próżne już są marzenia -

uleciały z latami,

zaginęły w codziennej szarości.

Kraj rodzinny daleki,

tu nie jesteś u siebie.

Pielęgnujesz w serdecznej pamięci

dawne, swojskie widoki,

ojca, matkę - już w niebie...

Serce ściska, łza w oku się kręci.

Zostawiłaś korzenie.

Los cię wyrwał wręcz siłą.

Z konieczności jest przecież migracja.

Myślisz: Nic już nie zmienię,

czas pożegnać, co było,

bo do życia konieczna jest praca.

Nie trać nadziei

Czasami wieść cię przeszywa,

i trafia w twe serce prosto.

Pragniesz, by była fałszywa,

ponieważ rani zbyt ostro.

Lecz życie nieubłagane

przynosi wieści okrutne,

które są nieodwracalne,

sprawiając, że dni są smutne.

Na to już nic nie poradzisz,

pogodzić musisz się z losem

i chociaż go nie uładzisz,

staraj się nie paść pod ciosem.

W głębokiej toniesz rozpaczy,

świat cały spod nóg ucieka,

lecz uwierz, wkrótce zobaczysz

nadziei promyk z daleka.

Twe oczy jeszcze zabłysną,

radością twarz się rozjaśni,

usta się szczęściem zachłysną

i będziesz z losem w przyjaźni.

Pamiętaj, nie trać nadziei,

niech wiara doda ci siły.

Z czasem twa passa się zmieni

i znowu świat będzie miły.