Miłosna terapia - Małgorzata Kasprzyk

Reflow text when sidebars are open.
Spis treści
KLARA
IGOR
KLARA
IGOR
KLARA
IGOR
KLARA
IGOR
KLARA
IGOR
KLARA
IGOR
KLARA
IGOR
KLARA
IGOR
KLARA
EPILOG
KLARA
Kiedyś traktowałam facetów rozrywkowo - interesowali mnie, dopóki nie zaczynałam się przy nich nudzić. Gdy następował ten moment, kończyłam znajomość i dawałam szansę następnym. Nigdy ich nie brakowało, ponieważ uchodziłam za atrakcyjną dziewczynę, poza tym pracowałam w dużej firmie handlowej, gdzie wciąż miałam kontakt z klientami. Nie było tygodnia, żeby któryś nie zaproponował mi wspólnej kawy lub kolacji. Korzystałam z tego, bawiłam się, miło spędzałam czas...
Kiedy w marcu zaczęło się to koronawirusowe szaleństwo i zamknięto nas w domach, myślałam, że oszaleję. Praca zdalna wydawała mi się karą za grzechy: nie potrafiłam się skoncentrować ani narzucić sobie dyscypliny. Usiłowałam siedzieć przy komputerze w godzinach działalności firmy, ale zawsze coś mnie rozpraszało: a to narzekania mamy, która również źle znosiła zamknięcie, a to komentarze taty, który ciągle czytał wiadomości i rzucał jakieś uwagi na ich temat, a to telefony brata, który dopytywał się, co u nas słychać... W rezultacie potrzebowałam więcej czasu na ogarnięcie wszystkiego, co kiedyś robiłam w osiem godzin. Z czasem doszłam do wniosku, że skoro nikt mnie na bieżąco nie kontroluje, mogę pracować w dowolnych porach. Czemu nie miałabym pospać dłużej albo nie zrobić sobie przerwy, gdy się zmęczę? Zawsze mogę przecież dokończyć wieczorem, zwłaszcza, że nie mam możliwości wyjścia z domu...
To ostatnie było dla mnie najbardziej bolesne. Jako osoba przyzwyczajona do ciągłego ruchu, gwaru i spotkań z ludźmi źle znosiłam wymuszoną samotność. Stres powodował wzmożony apetyt na słodycze, a zwłaszcza na czekoladę, do której zawsze miałam słabość. Oczywiście zaowocowało to paroma nadprogramowymi kilogramami, dołując mnie ostatecznie. Zaczęłam zadawać sobie pytanie, jak pokażę się znajomym na oczy, gdy ta cholerna epidemia dobiegnie końca. Będę chyba musiała zacząć chodzić na siłownię...
Brak spotkań z ludźmi zaczęłam sobie w końcu rekompensować aktywnością w Internecie. Odnawiałam kontakt z koleżankami i kolegami z liceum. Sprawdziłam, co u nich słychać, opowiedziałam trochę o sobie... Niestety okazało się, że większość koleżanek ma już stałych facetów, a niektóre zdążyły nawet wyjść za mąż. Kiedy wspominałam o tym, że jestem wolna, odnosiły się do mnie ze współczuciem, przez co minęła mi chęć podtrzymywania relacji.
Przez pewien czas nie zdawałam sobie sprawy z tego, że żałuję swojej dawnej beztroski. Złe samopoczucie przypisywałam zaistniałej sytuacji - jak chyba wszyscy. Dopiero rozmowa z moją przyjaciółką Pauliną uświadomiła mi, w czym tkwi problem: ona była taka szczęśliwa ze swoim chłopakiem! A przecież poznała go dopiero po nowym roku i umówiła się z nim na pierwszą randkę tuż przed kwarantanną... Nie był to zatem długi związek, ale dawał jej poczucie bezpieczeństwa, które sprawiało, że z optymizmem patrzyła w przyszłość. Tymczasem o moje poczucie bezpieczeństwa troszczyła się tylko najbliższa rodzina. Oczywiście to też było ważne, lecz miałam świadomość, że czułabym się lepiej, gdyby ktoś jeszcze mnie kochał. Nawet kontakt przez Skype'a byłby lepszy niż nic...
Niestety za swoją sytuację mogłam podziękować wyłącznie sobie. To ja lekceważyłam facetów, którzy okazywali mi zainteresowanie, i traktowałam ich rozrywkowo. W rezultacie nie miałam teraz nikogo. Nikt nie marzył o tym, aby umówić się ze mną na randkę, nikt nie wyznawał mi miłości i pewnie nikt o mnie nie myślał. To było straszne!
Zapewne dlatego zwróciłam uwagę na Krystiana - dawnego kolegę, który podkochiwał się we mnie, gdy chodziliśmy do liceum. Był wtedy chudym, poważnym chłopakiem w okularach, toteż zupełnie mi się nie podobał. Poza tym, jako najlepszy uczeń w klasie, uchodził za kujona. Z informacji zamieszczonych na Facebooku wynikało jednak, że w jego życiu zaszły spore zamiany. Obecnie był dyrektorem w dużej firmie, miał piękny apartament w Warszawie i jeździł luksusową limuzyną. Co więcej, chyba zamienił okulary na szkła kontaktowe i zaczął dbać o formę, bo prezentował się o wiele bardziej atrakcyjnie niż kiedyś. Patrząc na zdjęcia, na których był w eleganckich, markowych garniturach, nie mogłam uwierzyć, że to ten sam chłopak, którego kiedyś znałam. Wydawał się zupełnie innym facetem!
Oczywiście zanim do niego napisałam, zrobiłam dokładny przegląd fotografii, które zamieścił na swoim profilu, aby się upewnić, czy nadal jest wolny. Na szczęście okazało się, że pochłania go głównie kariera zawodowa, bo na większości pozował w sytuacjach służbowych. Wobec tego zaryzykowałam...
Ku mojemu zadowoleniu Krystian odpowiedział tego samego dnia. Może chciał się pochwalić swoim sukcesem życiowym, a może też poczuł się samotny na kwarantannie... W każdym razie nawiązał ze mną rozmowę, dzięki czemu wkrótce miałam okazję się przekonać, że kiedyś go nie doceniłam. Jak mogłam nie zauważyć, że jest inteligentny i błyskotliwy? Jak mogłam woleć od niego pustych przystojniaków? Cóż, wyjaśnienie nasuwało się samo: byłam wtedy młoda i głupia.
Teraz jednak nie zamierzałam zmarnować szansy. Podtrzymywałam wymianę zdań w duchu przyjacielskim, chcąc dać sobie trochę czasu na powrót do formy. Docelowo miałam zamiar umówić się z Krystianem, ale chciałam wzbudzić w nim zachwyt, co wiązało się z koniecznością uzupełnienia garderoby i zrzucenia paru kilogramów. Kiedy tylko pozwolono nam wychodzić z domów, przystąpiłam do działania. Pierwszy problem rozwiązałam, wybierając się z Pauliną na zakupy, a drugi - biegając co rano i ograniczając słodycze. Nawet z mojej ukochanej czekolady zrezygnowałam, zastępując ją niskokalorycznymi cukierkami.
Pod koniec maja byłam bliska sukcesu: moja waga wróciła do normy, Krystian pisywał coraz częściej, a rząd znosił coraz więcej obostrzeń, umożliwiając obywatelom prawie normalne funkcjonowanie. Nic zatem nie stało już na przeszkodzie, by umówić się w parku lub w kawiarni. Oczywiście miałam nadzieję, że mój kolega sam na to wpadnie, bo nigdy nie należałam do dziewczyn, które narzucają się facetom. Tymczasem Krystiana w tej konkretnej kwestii chyba zawiodła błyskotliwość. Zachowywał się tak, jakby wystarczała mu wirtualna znajomość, czego zupełnie nie mogłam pojąć. Wreszcie nie wytrzymałam i delikatnie zapytałam, czy nie byłoby ciekawie odnowić nasz kontakt w realu. Wtedy napisał, że możemy to zrobić przy zachowaniu środków ostrożności, ponieważ pandemia wciąż jest groźna. Bardzo mnie ucieszyła perspektywa tego spotkania - droga do zdobycia kochającego faceta w końcu stanęła przede mną otworem...