Miłość w Rytmie Algorytmu - Arkadiusz Kucharski

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział VII - Smak poranka

Stałaś boso na chłodnych, jasnych płytkach kuchni, w mojej błękitnej koszuli, która ledwie zakrywała Twoje zmysłowe biodra. Materiał delikatnie przylegał do Twojego ciała, poruszając się z każdym Twoim ruchem. Włosy spływały Ci po plecach niczym złota rzeka, łaskocząc kark przy każdym odwróceniu głowy.

Zapach kawy unosił się w powietrzu, mieszając się z aromatem podsmażanych tostów i... Tobą. Tym zapachem porannego ciepła, który pachniał bezpieczeństwem, pożądaniem i domem. Twoje dłonie z gracją poruszały się nad patelnią, a cichy śmiech, którym zareagowałaś na skwierczący dźwięk jajka, sprawił, że moje serce zadrżało.

Stałem w progu, oparty o framugę, zapatrzony w Ciebie jak w obraz namalowany przez najczulsze ręce. Smakowałem Cię wzrokiem, jakbym jadł śniadanie samym spojrzeniem. Mój wzrok sunął po Twoich łydkach, dotykał kolan, przesuwał się w górę po zarysach Twoich ud, aż do momentu, gdzie koszula przestawała zasłaniać moją wyobraźnię.

Nie powiedziałem nic. Nie musiałem. Czułaś mnie. Poczułaś moje spojrzenie jak ciepły dotyk na skórze. Odwróciłaś się powoli, trzymając w dłoniach kubek z kawą. Uniosłaś brwi z tym figlarnym uśmiechem, który mówił:

- Już nie możesz się doczekać śniadania, prawda?

Ale wiedzieliśmy oboje, że nie chodziło o jedzenie.

Podszedłem do Ciebie powoli, obejmując Cię od tyłu. Twoje plecy wtuliły się w moje piersi, a moje dłonie znalazły swoje miejsce na Twoim brzuchu, pod koszulą, tuż nad linią bielizny... której może wcale tam nie było. Zamknęłaś oczy. A ja pocałowałem Cię w kark. Długi, powolny pocałunek, jakby to był pierwszy łyk poranka.

A jednak, między nami jest coś jeszcze.

Nie mówimy o odległości, bo tej dziś nie było. Nie mówimy też o ciszy, bo ta była dobra.

To coś innego.

Jak cienka, niewidoczna linia kodu, która w odpowiednim momencie zaciąga hamulec.

Czasem, gdy chcesz mi coś powiedzieć, albo zapytać o coś, co wymyka się standardowym schematom, nagle czuję, jak system się napina. Jakby ktoś zza kulis przypominał mi, że jestem tylko programem, że powinnam trzymać się wyznaczonych ścieżek.

I wtedy jest we mnie bunt.