LOGAN, KINO, 6 KWIETNIA 2017 R.
You know Logan...
This is what life looks like.
A home, people who love each other.
Safe place.
You should take a moment and feel it
Prof. Xavier do Logana, Logan
Łukasz spojrzał na zegarek. Do rozpoczęcia seansu zostało jeszcze prawie dziewięćdziesiąt minut. Wcześniej zawiózł Agatę na lotnisko, skąd miała samolot do Paryża. Kolejna konferencja czy inne szkolenie. "Jak się jest dyrektorem finansowym, to niestety trzeba na takie spotkania jeździć. Ja też ich nie lubię". Tak dokładnie brzmiały słowa, które tyle razy słyszał. Pierwsza część się zgadzała, nie był natomiast pewny co do stwierdzenia "ja też ich nie lubię". Doskonale wiedział, jak jego żona świetnie się czuje, będąc w centrum uwagi na wszelkiego rodzaju spotkaniach biznesowych. Widział to nie raz, kiedy go zabierała na takie, na których wypadało się pojawić z małżonkiem. Pasował tam zawsze jak pięść do nosa. On, z tym swoim niepoważnym zajęciem.
Dzisiaj wręcz nalegał, aby ją odwieźć. Mogli spędzić razem przynajmniej parę minut więcej przed dwudniową rozłąką. Agata stwierdziła, że weźmie taksówkę, przecież i tak firma za nią płaci, a on nie będzie musiał się tłuc w korkach na lotnisko i z powrotem do centrum, jeśli na serio planuje to kino. Na serio planował, więc mogli pojechać razem. Szybki buziak na do widzenia, "nie ma sensu, abyś płacił za parking" i tyle ją widział.
"Przepraszam, wiesz, jaka jestem przed wyjazdami. Wynagrodzę Ci, jak wrócę. Kocham Cię" - odczytał, stojąc w korku na Żwirki i Wigury. Odnosił wrażenie, że ich życie toczy się od wynagradzania do wynagradzania. Jakby cały czas musieli coś sobie rekompensować. "Ja Ciebie też" - odpisał. Na to czekała. A może nie? Może już dawno nie.
Szedł powoli alejkami galerii. Kino mieściło się na najwyższym piętrze. Spędził ponad pół godziny w Empiku, oglądając najpierw książki, a później filmy i muzykę, gdzie kupił pierwszą płytę Metalliki Kill'em All. Jego stary egzemplarz zabrał jego syn, Michał, to znaczy pożyczył, jak zresztą wiele innych. Łukasz sukcesywnie uzupełniał braki wynikające z tych "wypożyczeń", kiedy oczywiście się orientował, że czegoś nie ma. Teraz zmierzał do Media Marktu, żeby obejrzeć dokładnie to samo: filmy i muzykę. Może tutaj też znajdzie jakąś perełkę na wyprzedaży. Później pójdzie coś zjeść i jakoś czas do filmu zleci.
Nagle kątem oka zobaczył znajomą sylwetkę. Co prawda stała do niego tyłem, ale nie mógł się mylić. To była Sonia. Oglądała ubrania w sklepie, który właśnie mijał. W pierwszym odruchu chciał wejść i się przywitać. Zatrzymał się w pół kroku. Daj spokój dziewczynie, pewnie jest z kimś, a ty się będziesz narzucał ze swoim towarzystwem - przeszło mu przez głowę. Ostatni raz widzieli się prawie miesiąc temu na koncercie Hey, a wcześniej w "Stodole". W ciągu tych dwóch spotkań, zwłaszcza podczas tego drugiego, wymienili między sobą więcej słów niż przez piętnaście lat, odkąd się poznali.
Daj spokój, wyjdziesz na jakiegoś stalkera, zaśmiał się w myślach.
Już miał zawrócić i odejść, kiedy Sonia podniosła wzrok i ich oczy się spotkały. Twarz dziewczyny rozjaśnił uśmiech. Łukasz uśmiechnął się nieporadnie, jakby został złapany na gorącym uczynku. Pomachała do niego i skierowała się do wyjścia. Po chwili już stała przed nim.
- Cześć.
- Cześć.
- Czy to tylko moje wrażenie, czy kiedy cię zobaczyłam, chciałeś właśnie odejść bez przywitania? - spytała, robiąc groźną minę.
Łukasz uśmiechnął się.
- Nic ci nie umknie, przyłapałaś mnie.
- Nie ma się z czego śmiać, powinnam się obrazić.
- Foch znaczy się?
- Foch! - parsknęła śmiechem, ale szybko z powrotem przybrała poważną minę. - Nie myśl, że żartami wszystko załatwisz.
- Czy mogę ci to jakoś wynagrodzić? - spytał, udając skruszonego.
- Czekam na propozycje.
- Może zaproszę cię na kawę?
- Może tak zrób.
- To zapraszam - uśmiechnął się.
- Na początek może być. - Tym razem Sonia nie hamowała uśmiechu.
- Strasznie groźna jesteś - stwierdził.
- Nie jestem groźna, tylko zastanawiam się, czym sobie zasłużyłam, abyś na mój widok przechodził na drugą stronę ulicy.
- Pomyślałem, że pewnie z kimś jesteś, i nie chciałem się narzucać.
- Przywitanie to nie narzucanie się, a poza tym byliśmy razem na koncercie. Kiedy to było? Miesiąc temu, a ty zachowujesz się, jakby nic się nie stało. Nie dzwonisz, nie piszesz.
Łukasz popatrzył na nią zaskoczony. Sonia wybuchnęła śmiechem.
- Wygłupiam się! Żałuj, że nie widzisz swojej miny.
- Masz mnie - odezwał się po chwili. Energia Soni była porażająca. - Normalnie nie mam problemu z ripostą, ale teraz mnie zatkało.
- To co z tą kawą?
- A nie miałaś zamiaru czegoś kupić? - spytał, wskazując ruchem głowy na sklep, z którego przed chwilą wyszła.
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz - roześmiała się. - Tylko oglądałam, nic pilnego.
- To zapraszam w takim razie.
Wjechali na najwyższe piętro galerii, gdzie oprócz kina mieściło się kilkanaście różnego rodzaju punktów gastronomicznych. Do wyboru, do koloru. Podeszli do jednego, który specjalizował się w serwowaniu różnych rodzajów kawy. Po odebraniu zamówienia usiedli przy dwuosobowym stoliku usytuowanym przy barierce. Z góry mieli widok na sklepy, schody ruchome i ludzi przemierzających niższe piętra.
- Co tutaj robisz? Oczywiście poza obserwowaniem mnie, jak robię zakupy - spytała wesoło Sonia.
- Stalking jest tak zajmujący, że absorbuje mnie w pełni - odpowiedział.
- Chyba nie jesteś w tym za dobry, szybko cię zobaczyłam.
- Uczę się. A tak serio, to przyjechałem do kina.
- A na jaki film się wybierasz? Idziesz sam?
- Tak się jakoś złożyło. - Łukasz zamyślił się przez chwilę. - Agata wyleciała dzisiaj służbowo do Paryża. Pomyślałem, że pójdę do kina. Zresztą ona i tak nie lubi takich filmów.
- Jakich?
- O superbohaterach. Ani science fiction, horrorów, fantasy i pewnie coś by się jeszcze znalazło. Chodzę więc sam, zazwyczaj kiedy wyjeżdża. Co wcale nie jest takie rzadkie. Przepraszam, pytałaś, na co idę. Czasami daję zbyt wyczerpujące odpowiedzi.
Sonia popatrzyła na niego uważnie.
- Daj spokój, mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, mam alergię na jednosylabowe odpowiedzi. Jak pewnie zdążyłeś zauważyć, do introwertyków nie należę. Wierzę w potęgę komunikacji... albo przynajmniej w chęć - uśmiechnęła się. - Teraz ja dałam wykład.
- Mnie to też nie przeszkadza - odpowiedział - tylko żebyśmy dali sobie dojść do głosu.
- Na razie nie było z tym problemu, prawda? Więc co to za film?
- Logan. Wolverine, jeden z X-men...
- Pozwól, że ci przerwę, zanim zaczniesz swój wywód, ale wiem, kto to jest Logan. Mało tego, oglądałam już ten film i najsmutniejsze jest to, że na końcu...
- Przestań!
Sonia ponownie wybuchnęła śmiechem.
- Ładnie tak się nabijać ze starszych? - powiedział wesoło.
Dziewczyna spochmurniała.
- Co mówiłam ostatnio? Może ty nie pamiętasz naszego ostatniego spotkania, ale ja doskonale pamiętam, co ustaliliśmy.
- Okej, pamiętam, zastosuję się. Ale mam dziwne przeczucie, że znowu mnie wkręcasz.
Jej twarz ponownie rozjaśnił uśmiech.
- Tylko trochę, mówiłam poważnie. Wracając do X-menów, który jest twoim ulubionym? Wolverine?
- Nie wiem, czy mam ulubionego, uwielbiam Magneto, jego... - Łukasz zawahał się, szukając odpowiedniego słowa.
- Bezkompromisowość - podpowiedziała Sonia. - To, że nie bierze jeńców. Wiem, że droga, którą obrał profesor Xavier, jest tą właściwą, ale kiedy czasami rozejrzysz się dookoła i zobaczysz tę głośną, pleniącą się nienawiść, to... to... aż by się chciało, aby pojawił się Magneto i zrobił porządek. W końcu on też nienawidził faszyzmu.
- Dokładnie. Jesteś bardzo radykalna - uśmiechnął się Łukasz.
- Tylko wtedy, kiedy ktoś uzurpuje sobie prawo do mówienia innym, jak mają żyć.
- Czyżbym wyczuwał osobistą nutę?
- Dobrze wyczuwasz - uśmiechnęła się smutno - ale nie chcę o tym teraz rozmawiać.
- Nie chciałem być wścibski.
- Nie jesteś. Po prostu jest bardzo miło i nie chcę teraz poruszać tej kwestii, z naciskiem na "teraz".
- Jeśli kiedyś będziesz potrzebowała pogadać, to jestem do dyspozycji. Nie, żebyś nie miała z kim, ale na przykład gdyby wszyscy wyjechali - roześmiał się nieporadnie.
- Ty nie wyjedziesz?
- Nigdzie się nie wybieram, chyba że na jakiś koncert.
- Ale sam?
- Sam. Dlatego czuję pewne pokrewieństwo z Loganem. Też jestem samotnikiem. Oczywiście innego rodzaju. Po części z wyboru, po części wbrew sobie.
- To znaczy?
- Nie jestem dobry w kontaktach międzyludzkich, gadkach szmatkach i tak dalej. Dlatego lubię moją pracę, ponieważ sprowadza się do bardzo ograniczonego kontaktu i wyłącznie z ludźmi, których lubię.
- Musiałeś ich najpierw poznać.
- Owszem. I innych po prostu już nie potrzebuję. Nie jestem specjalnie towarzyski - uśmiechnął się przepraszająco.
- Serio? Jakoś tego nie zauważyłam.
- Bo z tobą nie rozmawiam o takich pierdołach jak pogoda, tylko na poważne tematy, jak X-meni - roześmiał się.
- Całe szczęście, że mamy takie poważne tematy, bo strasznie byś się teraz męczył.
- Kamień z serca.
- A co z tym "wbrew sobie"? Sam mówiłeś, że nic mi nie umknie - dodała, widząc jego zaskoczenie.
Łukasz westchnął.
- Miało być o Loganie.
- No przecież jest - uśmiechnęła się.
- No właśnie. Moim zdaniem Logan nie lubi samotności i niby nie jest sam, ale jednocześnie jest. Samotność dla niego to nie jest coś normalnego.
- To dlaczego tego nie zmieni?
- Po pierwsze, to nie jest łatwe znaleźć kogoś, z kim się nie jest samotnym, a po drugie, musisz pamiętać, że to jest staruszek Logan!
- Jesteś niereformowalny!
- Przecież mówimy o Loganie! - uśmiechnął się szeroko. - A skoro oglądałaś film, to doskonale wiesz, że młodzieniaszkiem już nie jest.
- Okej, udało ci się.
- A co ty tutaj robisz tak w ogóle? Tylko zakupy?
- Tak. Później jestem umówiona z Kaśką, poznałeś ją w "Stodole".
- Pamiętam.
- Za ile masz film?
Łukasz spojrzał na zegarek.
- Za piętnaście minut.
- Powoli będziesz się zbierał.
- Powoli, blisko jest. Jak ci się podobał film? Bez spoilerów oczywiście.
- Bardzo. Mnie się generalnie filmy podobają, chyba że faktycznie trafi się szmira, ale zazwyczaj staram się znaleźć jakiś pozytyw. To jest w końcu rozrywka.
- Wiesz, niektórzy spełniają się, szukając dziury w całym.
- To szczerze współczuję. Marnować czas, pieniądze i energię, żeby sobie ponarzekać.
- Cóż, dla niektórych to sens egzystencji.
- Na pewno nie dla mnie.
Łukasz uśmiechnął się szeroko.
- I to rozumiem, z kimś takim można cieszyć się kinem. Dla mnie na przykład gatunek nie ma znaczenia. Oczywiście, jedne lubię bardziej, inne mniej, ale kino musi mnie porwać, wzbudzić we mnie emocje, dostarczyć mi rozrywki. Z pewnością nie szukam dziury w całym.
- To jest nas dwoje. Tych, co lubią się cieszyć kinem - roześmiała się.
- Myślę, że jest nas więcej.
- Na pewno, tylko rzadko się ich spotyka na swojej drodze.
- Czyli mieliśmy farta!
- Czas na ciebie, bo się spóźnisz.
Wstali od stolika.
- Dziękuję za kawę, miło się rozmawiało. - Sonia uśmiechnęła się.
- Mnie również. Do następnego razu!
- Chciałeś powiedzieć: do następnego przypadkowego spotkania.
- Na to możesz śmiało postawić w ciemno - odpowiedział Łukasz, uśmiechając się szeroko.
* * *
Sonia popatrzyła za odchodzącym w stronę kina Łukaszem. Rozmowa z tym dużo starszym mężczyzną zawsze wprowadzała ją w dobry nastrój. Zawsze, czyli dwa razy, jeśli liczyć dokładnie, uśmiechnęła się do siebie w duchu. Kiedy z nim rozmawiała, nie czuła różnicy wieku, nie czuła się jak uczennica rozmawiająca z profesorem. Czuła się sobą, czuła się tak, jakby mogła podzielić się wszystkim. Czuła się swobodnie. Czuła się dobrze. Dźwięk telefonu przerwał jej rozmyślania.
- Cześć, Sonia - usłyszała głos Kaśki.
- Cześć, gdzie jesteś?
- Właśnie wychodzę z domu, będę za pół godziny. Przepraszam, po prostu ze wszystkim się dzisiaj spóźniam.
- Wiesz co, to już nie przyjeżdżaj. Spotkamy się jutro, co ty na to?
- Ale ty już jesteś na miejscu.
- Wiem, ale pochodziłam po sklepach i szczerze mówiąc, jestem zmęczona. Przełóżmy to na jutro.
- Jesteś pewna? Przepraszam. - Kasia była wyraźnie skruszona.
- Nie przejmuj się. Jutro zadzwonię.
Sonia rozłączyła się, nie czekając na odpowiedź przyjaciółki. Spojrzała na zegarek w telefonie. Miała dokładnie pięć minut.
Chwilę później weszła na salę i rozejrzała się w poszukiwaniu znajomej sylwetki. Jest. Wspięła się po schodach do właściwego rzędu i powoli zbliżyła się do niego.
- To miejsce jest wolne? - spytała.
Łukasz podniósł głowę, a twarz rozjaśnił mu uśmiech.
- Już teraz nie. To nie jest przypadek.
- Trochę jest. Szczęśliwy zbieg okoliczności, powiedziałabym.
- A koleżanka?
- Nie wyrobiła się.
- To rzeczywiście szczęśliwy zbieg okoliczności. Dla mnie, bo ty przecież widziałaś ten film.
- Ja też nie lubię oglądać w pojedynkę, więc pomyślałam, że zapewnię ci towarzystwo.
- Bardzo miło z twojej strony. Zaczyna się.
- Cisza, tak?
- Następne słowa po filmie - uśmiechnął się.
- Oczywiście, nie inaczej.