Rozdział 2
- No to, Lily, powiedz nam coś o Samie, co między wami jest? - Gretchen uśmiechnęła się i musnęła dłonią moją nową kanapę.
- Nic między nami nie ma! - krzyknęłam. - Pomógł mi wnieść kartony, to wszystko!
- Ale poszłaś z nim na kawę - wtrąciła Giselle.
- Sprostowanie: pojechaliśmy po kawę na wynos. Poza tym, jest gejem.
- O, nie! Niemożliwe! - jęknęła Gretchen.
- Owszem, jest gejem, a Luke jest jego chłopakiem. - Zaczęłam rozpakowywać karton z kuchennymi rzeczami.
- Wielka szkoda - powiedziała Giselle. - Wygląda na miłego chłopaka, byłby dla ciebie idealny.
- Przede wszystkim, nie jestem zainteresowana. Skończyłam z facetami, zapomniałaś? A po drugie, znacie go od dziesięciu sekund. Skąd wiecie, że byłby dla mnie idealny?
- To widać - stwierdziły jednocześnie Giselle i Gretchen.
Przewróciłam oczami.
- Chodźcie, pomóżcie mi ustawić te meble.
Przesuwałyśmy meble po salonie, aż znalazły się w idealnym położeniu. Przyjechał też komplet do sypialni i większość kartonów została rozpakowana.
- Co to jest? - spytała Giselle, trzymając pudło z napisem: "Album".
- Zdjęcia, które robiłam po wyjeździe z Seattle. Miałam zamiar zrobić album na pamiątkę początku nowego życia. Ale przez to, że zostałam w Portland, nie ma ich zbyt wiele. Schowaj je do szafy, któregoś dnia je przejrzę.
- Aha, dobra - skwitowała i ruszyła w stronę sypialni. Po kilku minutach wróciła z moją gitarą. - Chyba nie będziesz tego trzymać w szafie?
Spojrzałam na nią i na gitarę.
- A, zapomniałam o niej. Schowałam ją, żeby się nie zniszczyła przy rozpakowywaniu i przesuwaniu. Dzięki, Giselle, postaw ją w kącie w sypialni.
- Umieram z głodu! - wypaliła Giselle.
- Ja też - dodała Gretchen.
Spojrzałam na zegarek, była szósta po południu i uświadomiłam sobie, że przez cały dzień nic nie jadłam.
- Zamówmy pizzę i sałatkę - zaproponowałam.
- Niezła myśl, gdzie masz foldery knajp? - spytała Gretchen.
- Chyba zapomniałaś, że wprowadziłam się wczoraj w nocy, nie mam żadnych folderów - roześmiałam się.
- Mam pomysł. Zapukajmy do sąsiadów, może Sam ma menu jakiejś pizzerii? - Giselle puściła do mnie oko.
- Mam pomysł. Może poszukasz w telefonie? - odparłam.
Giselle przewróciła oczami i akurat w tej chwili rozległo się pukanie do drzwi. Podeszłam i przez wizjer zobaczyłam Sama, stojącego po drugiej stronie. Otworzyłam i z zaskoczeniem dostrzegłam, że trzyma dwie pizze i dużą brązową torbę.
- Sam, co to ma znaczyć? - spytałam, wskazując pizze.
- Pomyślałem, że pewnie coś byście zjadły po całym dniu ciężkiej pracy - uśmiechnął się.
- Wejdź, dziękujemy. - Ja też się uśmiechnęłam.
- Życie nam ratujesz! - oznajmiła Gretchen, podeszła do niego i pocałowała go w policzek. - Umieramy z głodu.
- Bardzo miło z twojej strony, że o nas pomyślałeś, Sam. Pójdę po portfel, ile ci jestem winna?
- Nic, ja stawiam. Potraktujcie to jako prezent powitalny - powiedział.
- Nie musiałeś tego robić, ale dziękujemy. Zapraszamy, przyłącz się do nas.
- Bardzo chętnie.
Wyjęłam z szafki talerze, z szuflady widelce i usiadłam przy stole obok Sama. Gretchen zdążyła już dobrać się do paluszków chlebowych, a Giselle otworzyła sałatkę. Sam wziął z pudełka kawałek pizzy, położył go na moim talerzu i uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuję - wyszeptałam.
- Nie ma za co - odpowiedział również cicho.
- Mógłbyś zaprosić do nas Luke'a - zaproponowałam Samowi.
- Już go zapraszałem, ale nie ma ochoty. Powiedziałem, że będziemy mieli towarzystwo trzech pięknych kobiet i pyszne jedzenie, więc jego strata.
- I co on na to? - spytałam.
- Że niczego mu nie potrzeba i żebym poszedł sam.
Wstałam, wzięłam butelkę wina, którą przywiozły Giselle i Gretchen. Wyjęłam z szafki kieliszki i postawiłam je na stole. Sam wstał, otworzył butelkę i napełnił wszystkie kieliszki. Uniósł swój, żeby wznieść toast.
- Za moją nową sąsiadkę, Lily. Żebyśmy się zaprzyjaźnili i spędzili wspólnie wiele miłych chwil.
Uśmiechnęliśmy się wszyscy i stuknęliśmy kieliszkami.
- Dziękuję, Sam.
Przez dwie godziny rozmawialiśmy o pracy. Sam jest architektem i pracuje dla znanej pracowni Glassman and Fillmore. Ja opowiedziałam o mojej miłości do fotografii i o tym, że jestem nauczycielką i to właśnie sprowadziło mnie do Santa Monica. Gretchen i Giselle opowiedziały o karierze modelek i egzotycznych miejscach, w których były. Zrobiło się późno, Gretchen i Giselle postanowiły wracać do domu. Uściskałam je na pożegnanie, a Sam odprowadził dziewczyny do samochodu.
Sprzątałam w kuchni, kiedy dostałam wiadomość od Gretchen.
"Zakochałam się w Samie. Dlaczego musi być gejem?"
Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.
"Są nimi na ogół wszyscy fajni faceci" - odpisałam.
Dokończyłam sprzątanie i spojrzałam na zegarek. Była za piętnaście trzecia w nocy. Zgasiłam światło i poszłam do łazienki. Odkręciłam wodę w prysznicu, rozebrałam się i weszłam do kabiny. To był długi dzień, chciałam stać pod strumieniem gorącej wody wiecznie. Kiedy zdołałam wydobyć się spod prysznica, włożyłam piżamę i spojrzałam na gitarę, stojącą w kącie sypialni. Podeszłam do niej i ją podniosłam. Usiadłam na łóżku i zaczęłam brzdąkać. W moim umyśle pojawiły się wspomnienia ojca. Zaczęłam grać piosenkę, którą śpiewał mi, kiedy byłam mała. Kiedy skończyłam, znów spojrzałam na zegarek. Była czwarta. Odłożyłam gitarę na stojak, położyłam się w moim nowym łóżku i modliłam się o spokojny sen.
Otworzyłam szybko oczy, budząc się z koszmaru. Zegarek wskazywał szóstą rano, spałam tylko dwie godziny.
Leżałam w łóżku, ale przewracałam się z boku na bok. Nie było szans, żebym znów zasnęła. Nie dawała mi spokoju myśl, że jutro zaczynam uczyć. Kochałam dzieci i kochałam je uczyć, ale kochałam też fotografię i to jej chciałam się poświęcić. Mam dwadzieścia sześć lat i ciągle nie zdecydowałam, jak ma wyglądać moje życie. Myślałam, że spędzę je z Hunterem. Było dokładnie zaplanowane. Mieliśmy się pobrać, mieć dwoje dzieci i zamieszkać w domku z białym płotem ze sztachet. Ja miałam zajmować się fotografią, przy okazji wychowując dzieci, a on miał wracać do domu z pracy, mieliśmy jeść razem obiad, który miałam przygotowywać przez cały dzień.
Czy aż tak byłam zdesperowana, żeby odnaleźć trochę normalności?
Wstałam, włożyłam fajną, krótką plażową sukienkę w kwiatowy wzór, którą kupiłam przed przeprowadzką tutaj. Zawlokłam się do kuchni, żeby napić się kawy. Cholera, zapomniałam ją kupić. Westchnęłam. Zastanawiałam się, czy Sam się już obudził. Podeszłam do ściany i przytknęłam do niej ucho. Nie wiedziałam, jaki rozkład ma jego mieszkanie, ale zaryzykowałam i lekko zapukałam w ścianę. Uśmiechnęłam się, kiedy usłyszałam pukanie. Podeszłam do sąsiednich drzwi i zapukałam. Westchnęłam, kiedy się otworzyły i zobaczyłam w nich Luke'a w granatowych spodniach od piżamy, które trzymały się tuż poniżej linii bioder. Poczułam się nieswojo i zaczęłam się wiercić.
- Mogę ci w czymś pomóc? - spytał Luke, patrząc na mnie.
- Hm, cześć, miałam nadzieję, że jest Sam - powiedziałam nerwowo.
- Nie, nie ma go.
Ton jego głosu dawał do zrozumienia, że mu przeszkadzam.
- Aha, w takim razie zadzwonię do niego później. - Odwróciłam się i miałam zamiar wrócić do mieszkania.
- Chwileczkę, potrzebujesz czegoś? - spytał.
Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Był obcesowy, ale z całą pewnością był najseksowniejszym facetem, jakiego w życiu widziałam.
- Chciałam spytać, czy mogłabym pożyczyć trochę kawy. Zapomniałam wczoraj kupić, a od kawy jestem uzależniona i potrzebna mi natychmiast.
Kąciki jego warg uniosły się w lekkim uśmiechu.
- Wejdź. - Odsunął się.
Kiedy weszłam do środka, zaskoczyła mnie wielkość mieszkania. Jak widać, narożne mieszkanie ma swoje zalety.
- Jaką pijesz? - spytał, otwierając lodówkę.
- Czarną, ale nie rób sobie kłopotu, pożyczę trochę i zaparzę u siebie.
- Powiedziałaś, że musisz się napić szybko, a ja mam już zaparzoną, więc weź kubek i wypij - warknął.
- Dobrze - wyjąkałam nerwowo.
Wypiłam łyk i rozejrzałam się po mieszkaniu. Było nieskazitelne, wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Ciemnobrązowe skórzane meble stały na tle beżowych ścian, a na jednej z nich wisiał sześćdziesięciopięciocalowy telewizor. Czułam się skrępowana, ale nie mogłam wyjść, dopóki nie wypiję kawy.
- Jesteś jedną z niewielu znanych mi osób, które lubią czarną kawę - powiedział ni z tego, ni z owego Luke, nalewając sobie kawy, a potem wypił łyk.
Usiadłam na stołku przy kuchennym barku. Luke opierał się o blat naprzeciwko mnie. Nie mogłam zapanować nad wzrokiem, który błądził po jego idealnie zarysowanych mięśniach brzucha i wyrzeźbionym ciele. Trenował, nie było co do tego wątpliwości. Chyba nadszedł czas na odnowienie związku z moim chłopakiem na baterie. Nie mogłam nie zauważyć blizny na prawym biodrze i na plecach.
- Coś ze mną nie tak? - spytał.
Mój wzrok powędrował do jego oczu.
- Nie, czemu pytasz?
- Nie wiem, tak jakoś mi się przypatrujesz.
Miałam ochotę umrzeć. Jego ciało mnie zafascynowało i on to zauważył. Czułam się w tej chwili strasznie upokorzona, musiałam coś szybko wymyślić.
- O czym myślałaś? - spytał, podchodząc bliżej i pochylił się nad blatem przede mną.
Kątem oka dostrzegłam przy telewizorze gitarę.
- Kto gra na gitarze? - zagadnęłam szybko, żeby zmienić temat.
- Ja.
- Fajnie - odpowiedziałam.
Podszedł do gitary i zdjął ją ze stojaka. Przyniósł ją i mi podał. Patrzyłam na niego zdezorientowana.
- Masz, zagraj tę piosenkę, którą grałaś w nocy - poprosił.
- Słyszałeś? - spytałam.
- Tak. Widzisz moją kanapę? Tam jest twoja sypialnia.
- Och, przepraszam, jeżeli cię obudziłam.
- Nie obudziłaś, nie spałem. Zagrasz tę piosenkę?
Wzięłam od niego gitarę i położyłam sobie na kolanach. Ułożyłam palce na gryfie i zaczęłam grać. On wziął mój pusty kubek i dolał mi kawy. Postawił go przede mną, a ja grałam piosenkę, którą chciał usłyszeć.
- Kto cię nauczył grać? - Oparł się o ścianę.
- Ojciec - odpowiedziałam, wydobywając ostatni akord.
- Co to za piosenka?
- Śpiewał mi ją ojciec. Nosi tytuł: Moja mała córeczka.
Spojrzał na mnie z miną bez wyrazu. Oddałam mu gitarę.
- Twoja kolej.
- Nie! Nie zagram - warknął i wrócił do kuchni.
Nie wiedziałam, co powiedzieć czy myśleć. Chwilę temu był miły, a zaraz potem zaczyna zachowywać się, jakbym mu przeszkadzała. Był jak kobieta z ostrym stanem napięcia przedmiesiączkowego. Wstałam.
- Dzięki za kawę, powiedz Samowi, że byłam - rzuciłam pewnym tonem.
Nie odezwał się do mnie słowem, wyglądał przez kuchenne okno, opierając się dłońmi o blat. Otworzyłam drzwi, żeby wyjść. Stał w nich Sam.
- Cześć, Lily. Dzień dobry - powiedział ze zdumieniem na twarzy.
- Powiedz swojemu kumplowi, że powinien nauczyć się dobrych manier wobec kobiet - warknęłam.
Wróciłam do mojego mieszkania, a Sam poszedł za mną.
- Co się stało, do cholery?
- Jest po prostu niegrzeczny, Sam.
Sam podszedł do mnie i położył mi dłonie na ramionach.
- Posłuchaj, Luke jest naprawdę świetnym facetem, kiedy się go lepiej pozna. Miał bardzo ciężki rok, staram się mu pomóc.
- Cóż, ja też miałam ciężki rok, ale nie odnoszę się chamsko do ludzi.
- Posłuchaj mnie, kiedy mówię, że trzeba mu trochę odpuścić. Pewnie jest przy tobie zdenerwowany, bo jesteś taka piękna.
Spojrzałam na niego skołowana.
- Chcę cię o coś poprosić - powiedział. - Mogłabyś mi dać numer Gretchen?
Spojrzałam na niego znowu i pokręciłam głową, wyciągając ręce.
- Zaraz, zaraz, zaraz. Po co ci numer Gretchen?
Sam się skrzywił.
- Chcę ją zaprosić na randkę - odpowiedział.
- Na randkę? - powtórzyłam, zupełnie zaskoczona.
- Masz coś przeciwko temu, żebym umówił się na randkę z twoją przyjaciółką? - spytał, posyłając mi dziwne spojrzenie.
- Jesteś gejem, dlaczego miałbyś się umawiać z Gretchen? Co z Lukiem? Chyba nie ucieszyłby się, że jego chłopak umawia się na randkę z kobietą?
Sam cofnął się o krok.
- Nooo nie, chwileczkę. Masz mnie za geja?! - roześmiał się.
Na mojej twarzy odmalowało się przerażenie.
- A nim nie jesteś? - spytałam ostrożnie.
- Myślałaś, że ja i Luke jesteśmy ze sobą?! - powiedział, nadal się śmiejąc.
- O, mój Boże. - Odwróciłam się zawstydzona.
Sam chwycił mnie i objął.
- Jesteś taka zabawna, Lily. Dawno się tak nie uśmiałem.
Stałam, wciskając nos w jego pierś. Poklepałam go po plecach.
- Cieszę się, że potrafię cię rozbawić.
- I co z tym numerem? - uśmiechnął się.
- Daj mi swój telefon. - Wyciągnęłam rękę. Wprowadziłam numer mojego telefonu, telefonu Gretchen i Giselle. - Na wypadek gdybyś chciał mnie złapać, kiedy nie będzie mnie w domu.
Sam się uśmiechnął i wziął ode mnie telefon. Po chwili odezwała się moja komórka. Podeszłam do blatu, podniosłam ją i zobaczyłam wiadomość.
"Teraz masz i mój numer, gdybyś kiedykolwiek chciała pogadać".
Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Idź, zadzwoń do Gretchen. Podobasz jej się, ale nie mów, że ci to powiedziałam.
Sam puścił do mnie oko, roześmiał się i wyszedł z mojego mieszkania.