Miłość na święta - Justyna Dziura

-
Proszę czekać

Trzy słowa. Klimatyczna, zabawna, czuła. Cudownie urocza opowieść o dwójce ludzi, którzy spotkali się we właściwym miejscu i czasie. Dzięki Ianowi i Layli te święta z pewnością będą wyjątkowe, a ich historia poruszy nawet zziębnięte zimowe serca. Polecam!

P.D. Hutton (Autorka)

Święta to magiczny czas, o czym przekonują się bohaterowie tej książki. Gdy magia wisi w powietrzu, czas przestaje biec, wtedy wkracza miłość. Niespodziewana i nieplanowana, ale cudowna. Dzięki tej książce poczujecie klimat świąt, a niemożliwe stanie się możliwe. Ciepła, magiczna i sprawiająca, że uśmiech pojawia się na twarzy historia Layli i Iana wprowadzi Was w nadchodzące święta. Polecam!

Anna Stawarz ( W oceanie słów)

Nie każdy jest zakochany w świętach. Właściwie to albo się je kocha, albo nienawidzi. "Miłość na święta" to przykład tych dwóch typów ludzi z tym że ich spotkanie zupełnie ich zmienia. Jest to historia, która i rozbawi, ale również i wzruszy. Polecam!

Aleksandra Dziura ( Zaczytana Ola)

Historia, w której magia świąt jest wręcz namacalna. Czuła opowieść o dwójce zagubionych młodych ludzi, którzy odkrywają, że miłość może pojawić się tak niespodziewanie, jak pierwszy śnieg za oknem. Idealna na wieczór pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty.

Veronica R. Reiger (Autorka)

Czy niesamowita atmosfera świąt Bożego Narodzenia, którą kocha Layla, zajmująca się zawodowo świątecznym rękodziełem, będzie miała szansę wpłynąć na Iana, który w magię świąt nie wierzy? Duża dawka romantyzmu i odrobina pikanterii, a to wszystko otulone kiełkującą miłością. Daj się porwać historii Layli i Iana - gwarantuję, że się w niej zakochasz. Polecam!

Anett Lievre (Autorka)

Rozdział 8

Ian

6 grudnia (18 dni do Gwiazdki)

Frank Sinatra - "Santa Claus Is Coming To Town"

Wczorajszy dzień mnie wykończył nerwowo. Nie spodziewałem się, że w domu zastanę tę harpię, paradującą w samym szlafroku, a Fabio będzie w samych gaciach. Wiedziałem, że zdradza mnie od dawna, ale ujrzenie tego na własne oczy, było ciosem prosto w twarz. Prosto w męskość i moje ego. Co miał on, czego nie miałem ja? Czy pieniądze były wyznacznikiem czyjegoś szczęścia? A rozrzutność i chęć pokazania się były aż tak potrzebne w życiu? Wolałem oszczędzać. Odkładać pieniądze, których nie potrzebowałem w danej chwili wydać, A Ivone? Najchętniej przepuściłaby te pieniądze w jeden dzień. I może to różniło mnie od Fabio, który swojej kochance nie odmawiał niczego. Drogie futro, pomimo że miała już trzy, których nie nosiła - kupione. Gadżet dla psa, który nie był mu potrzebny - kupione. Przecież na dłuższą metę tak się nie dało. Byłem ekonomistą, obcowanie z pieniędzmi i ich wartość sprawiła, że umiałem oszczędzać, dlatego teraz dysponowałem niezłą sumką, o której Ivone nie miała pojęcia. Całe szczęście - szeptał głosik w mojej głowie.

Unoszę głowę z poduszki, a widząc na zegarku godzinę siódmą dwie, postanawiam jeszcze poleżeć, w końcu dziś niedziela. Mikołajki. Dawniej lubiłem ten dzień. Babcia zawsze starała się w ten dzień wypychać moją skarpetę po brzegi cukierkami, od których potem bolał mnie brzuch i musiała parzyć mi ziółka, ale to było bezcenne i po prostu piękne. Uśmiecham się do wspomnień.

Jeszcze kilka tygodni temu nie sądziłem, że rzucę ukochany dom i przeniosę się o ponad dwie godziny z dala od niego, by dać sobie spokój ze wspomnieniami ostatnich miesięcy. A teraz to małe mieszkanie stanowiło dla mnie coś na wzór domu. Pomyśleć, że chciałem coś wynająć. Prycham pod nosem, bo Layla to wspaniała lokatorka. Zawsze mogłem trafić na jakiegoś dziwaka. No i mam stąd blisko do pracy. Cieszyłem się tym rozwiązaniem i tym, że nie muszę być sam w obcym mieście. Wczorajsze rozpakowywanie sprawiło, że pokój stał się bardziej przytulny i taki mój.

W końcu zwlekam się z łóżka. Nie słyszę, by dziewczyna krzątała się po domu, więc wykorzystuje kilkuminutową przewagę i postanawiam zrobić śniadanie. Przebieram się w koszulkę z napisem Nie cierpię poniedziałku i dresy, po czym zmierzam do kuchni. Wyciągam chleb tostowy i umieszczam w opiekaczu. Wstawiam wodę i wyciągam dwa kubki, wsypując dwie łyżeczki kawy do każdego z nich. Rozgrzewam patelnie i kładę na niej bekon oraz jajka. Po chwili na stole ląduje śniadanie i dwa kubki parującego napoju.

Zapach i moje tłuczenie się w kuchni musiało obudzić kobietę, bo gdy odwracam się, by po nią pójść zaspana stoi w progu pomieszczenia. Uśmiecha się, leniwie przecierając zaspane oczy. Brązowe włosy sterczą we wszystkie strony. Wygląda pięknie, naturalnie.

- Dzień dobry - mówi delikatnie i z chrypką. Mam lekkie wyrzuty, że ją obudziłem, ale po części się z tego cieszę.

- Dzień dobry. Zapraszam na śniadanie. - Odsuwam dla niej krzesło, a gdy przechodzi obok, muska ręką o mój bok. Prąd przechodzący przez moje ciało jest niespodziewany. Biorę głęboki oddech, uspakajając się.

- Zaskoczyłeś mnie. Czym sobie zasłużyłam?

Siadam naprzeciw niej i zabieram się za pałaszowanie śniadania. Layla pierwsze upija łyk kawy, przymykając oczy, mrucząc cicho. A niech mnie! To najsłodszy dźwięk.

- Po prostu chciałem być miły. Poza tym, czyż nie mówiłaś, że mogę tu mieszkać ze względu na moje talenty kulinarne? - Szczerze się, by wiedziała, że tylko się droczę.

- I dobrze spełniasz się w tej roli. A kawa zrobiona przez kogoś smakuje dużo lepiej niż ta samodzielnie przygotowana.

Upija kolejny łyk, na co uśmiecham się szeroko.

- Bardzo mnie to cieszy. Jakie masz plany na dziś?

- Muszę trochę popracować. Jest kilkanaście zamówień do spakowania, a po południu mama zaprasza nas na obiad.

- O... Wow. Nie wiem, czy wypada mi iść. To obcy dla mnie ludzie.

- Chyba żartujesz. Tydzień temu ci to nie przeszkadzało. A oni cię polubili. Musisz przywyknąć, że mieszkając ze mną, będziemy ich odwiedzać. - Szczerzy się. - Nie dam ci samotnie spędzać niedziel. No co ty! I to jeszcze w okresie przedświątecznym!

- No dobra. Wygrałaś. Lubię twoich rodziców i z chęcią zjem z nimi obiad. Potem będę mógł dokuczać Ryanowi, co stracił.

- Już cię lubię. - Unosi palec, uśmiechając się szelmowsko. - A teraz wybacz, ale praca wzywa - mówi, unosząc się z krzesła.

- Jasne. Posprzątam tu i przyjdę ci pomóc.

- Daj spokój. Nie musisz mi pomagać.

Przewracam oczami.

- I mam pozwolić, żebyśmy się spóźnili na obiad u twoich rodziców, bo sama będziesz ogarniać zamówienia? Nic z tego! Ja nie jestem spóźnialski!

Layla rzuca mi spojrzenie, które jakby mogło, to by mnie uśmierciło na miejscu.