- Ekhem.
Ostre chrząknięcie wyrwało ją z beztroskiego potoku myśli wypełnionych słońcem, ciepłem brązowych oczu i potencjalnym dotykiem silnych, muskularnych ramion. Nadia, niechętnie powracając do rzeczywistości, jeszcze niechętniej obrzuciła wzrokiem stertę brudnych ręczników piętrzącą się przed jej nosem.
- Mówiłeś coś? - palnęła ze szczerym, choć najbardziej głupkowatym uśmiechem, jaki mogła teraz z siebie wykrzesać.
Bezskutecznie. Jej przystojny przełożony, Paul, oprócz seksapilu, inteligencji oraz pokładów charyzmy najwyraźniej miał w statystykach także odporność na wszelki bullshit. Zmroził ją wzrokiem, który z wersją widzianą oczyma wyobraźni pokrywał się tylko kolorem, zaciskając mięśnie prostokątnej szczęki w wyrazie głębokiej dezaprobaty. Minął już prawie miesiąc, a Nadia wciąż nie potrafiła rozłupać tego orzeszka. Wprawdzie stawała na rzęsach, żeby uwieść i zdobyć Paula, a mimo to w godzinach pracy był równie surowy, co nieosiągalny. Nieważne, do jakich zbliżeń dochodziło między nimi nocą w hotelowym pokoju, on w dalszym ciągu uznawał pracę za swój najświętszy priorytet. A ona - jako nieodpłatna praktykantka - była w hierarchii tego hermetycznego środowiska bardzo nisko, niżej od przeciętnej pracownicy. Mężczyzna, podejrzewając dziewczynę o czysto materialny pogląd na sprawę, od razu dał jej do zrozumienia, że ich... kontakt pod żadnym pozorem nie wpłynie na ocenę praktyk ani dalszy rozwój potencjalnej kariery Nadii, jak i nie będzie owocował żadnym specjalnym traktowaniem. Prawda była taka, że Nadia nie narzekałaby na żaden profit płynący z ich bujnej znajomości, ale nawet jeśli był on równy zeru, cóż - utonęła w barwie głosu Paula, bieli fartucha oraz głębokim, czekoladowym brązie świdrujących ją właśnie oczu. Wpadła po uszy. Nawet wydając polecenia - w tym wypadku dotyczące sterty brudnych, zużytych ręczników, którą ewidentnie trzeba było dostarczyć do pralni - przyprawiał ją o motylki w brzuchu. Taki władczy, taki szefowski, a tak czuły w sypialni. Jak to możliwe? Czy w ogóle cokolwiek między nimi było tak naprawdę możliwe?
- Nie zamierzam się powtarzać - ostrzegł ją, a w jego tonie nie było ani grama wyrozumiałości. Nie żartował. On chyba nigdy nie żartuje.
- Wiem - odpowiedziała Nadia, nie zmywając z twarzy uśmiechu, by w żaden sposób nie ulec jego reprymendom. Dobra mina do złej gry. - Nie martw się, domyślę się, o co mogło chodzić.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.