Rozdział 1
Maite
Siedzę na fotelu przy biurku, trzymając w ręce długopis, i nerwowo przygryzam skuwkę. Co jest, do cholery? Zastanawiam się, przerzucając faktury. Te do zapłacenia odkładam na osobną stertę. Zachciało się mi bawić w księgową, to teraz mam. Choć patrząc na to z drugiej strony, coś jest nie tak. Mój umysł przeskakuje na wysokie obroty. Mam nadzieję, że coś z tego wywnioskuję. Jednym ruchem zbieram dokumenty, które oczekiwały na płatność.
- Mia - mówię do urządzenia, które pomaga mi się kontaktować z moją asystentką. - Przynieś mi, proszę, kawę i nie łącz żadnych rozmów przez najbliższą godzinę.
- Oczywiście.
Miły głos kobiety sprawia, że się uśmiecham. Czuję się kimś, zajmując tak wysokie stanowisko. Nie nadużywam jednak swojej władzy. Wiem, że tym do niczego nie dojdę. Szacunek do człowieka i jego pracy to dla mnie priorytet.
Wstaję od biurka i kieruję się w stronę kanap. Po chwili na stole ląduje moja kawa, a ja mogę zabrać się do pracy, która na razie jawi mi się w ciemnych barwach. Kilka faktur jest na ogromne kwoty, i to do zapłaty do końca miesiąca. Świetnie. Mam niecałe dwa tygodnie, by spłacić te zobowiązania. Liczę tylko, że uda mi się to zrobić w terminie. Wracam do biurka z fakturami, odpalam laptop i loguję się na konto firmowe. Jakie jest moje zdziwienie, gdy widzę niewielką sumę.
Zamykam oczy, dając sobie chwilę na ochłonięcie. Może zaszła jakaś pomyłka? Dlaczego tato nic nie powiedział? Może nie chciał mnie martwić już od samego początku, a może nie miał na to sił na kilka minut przed śmiercią?
Wzdycham smutno, wsuwając rękę we włosy i ciągnąc za nie. Wszystko, co zdawało się mnie napędzać do działania, teraz sprawia, że chce mi się płakać. Czy sobie poradzę? Miałam ochotę porozmawiać z kimś, kto zna fabrykę. Ale tato nie żył, a mamy nie chciałam dodatkowo martwić.
Nie wiem, co mam robić, ale dziś i tak do tego nie dojdę. Muszę spotkać się z księgową, może ona rozjaśni mi trochę w głowie. Tylko tak zrozumiem sytuację, w której przyszło się znaleźć.
- May? - Czarna czupryna mojego przyjaciela pojawia się w uchylonych drzwiach. - Zbieramy się?
- Już? - Patrzę na niego oniemiała.
Przecież dopiero co usiadłam do tych papierów.
- Tak, jest prawie szósta.
Spoglądam na zegar na ścianie. Faktycznie. Jak mogło mi to tak długo zejść? Ale z drugiej strony starałam się jakoś to zrozumieć, więc nic dziwnego, że upłynęło znacznie więcej czasu, niż przypuszczałam.
- Zbiorę to i możemy iść.
Omiatam wzrokiem pomieszczenie, wszędzie piętrzą się dokumenty.
Na osobną stertę zgarniam te, które jutro chcę omówić z pracownicą, po czym wstaję i kieruję się do stołu, na którym zostawiłam resztę dokumentów.
- Może ci pomogę? - Podchodzi do biurka z zamiarem zbierania papierów.
- Nie, nie trzeba. Wiesz, że muszę mieć po swojemu, bo nic nie znajdę jutro. - Nerwowo składam wszystkie kartki, co nie uchodzi uwadze Pabla.
- Wszystko dobrze? - Posyła mi niepewne spojrzenie.
- Tak. Jestem tylko zmęczona po całym dniu nad papierami. - Wymuszam uśmiech.
Nie chcę go niepotrzebnie martwić, póki sama nie zorientuję się w sytuacji firmy.
- Może podrzucę cię do domu? - Przygląda mi się badawczo znad okularów.
- Nie trzeba. Jestem samochodem i dam sobie radę - uspokajam przyjaciela.
- Nie wyglądasz za dobrze. Nie chcę, byś wracała sama w takim stanie.
- No dzięki - sarkam, choć domyślam się, jak muszę wyglądać. - Ale nie chcę cię kłopotać, a przecież jutro muszę jakoś dotrzeć do pracy.
Na samą myśl o komunikacji miejskiej dostaję palpitacji serca. Nie cierpię środków transportu innych niż samochód. Przerażają mnie i nie czuję się w nich pewnie.
- Ja cię zawiozę. - Wzrusza ramionami, jakby to było naturalne.
- Przestań. Nie będziesz mnie niańczył. Jestem już dużą dziewczynką. Poradzę sobie, Pablo.
- No dobra, jak chcesz.
Poddaje się, co przyjmuje z ulgą. Kłócenie się o taką pierdołę nie jest mi dziś potrzebne.
- To co, możemy iść? - pytam, zabierając torebkę.
Wrzucam do niej telefon, a wyjmuję klucze.
- Tak. - Przepuszcza mnie w drzwiach.
Przechodząc obok niego, dyskretnie zaciągam się jego zapachem. To drzewo sandałowe i goździki, woń tak znana, sprawiająca, że automatycznie się uspokajam. Gdy jesteśmy na zewnątrz, zamykam biuro. Klucz mamy wyłącznie ja oraz sprzątaczka, która i tak przychodzi tylko raz w tygodniu.
W absolutnej ciszy zjeżdżamy windą na parking podziemny, a wysiadłszy, rozchodzimy się na dwie różne strony.
- To do zobaczenia za chwilę? - rzucam na odchodne, wyciągając kluczyki od samochodu.
- Jasne. Zrobię zakupy i przyjadę.
- Zamówić już pizzę? - pytam, bo wiem, że nie zajmie mu to dużo czasu.
- Możesz zamawiać.
Uśmiecha się szeroko.
Wie, że nie cierpię gotować i gdy tylko mam okazję, zamawiam coś niezdrowego. Na szczęście dla mnie nie tyję po takich rzeczach.
Macham przyjacielowi na odchodne. Wsiadam do swojego cacka, po czym odpalam silnik. Wyjeżdżam z parkingu i kieruję się w stronę domu. Zakupy robiłam niedawno, więc wszystko powinnam mieć. W razie czego do sklepu osiedlowego nie mam daleko.
Podjeżdżam pod budynek, w którym mieszkam. Okolica jest zadbana i strzeżona, to jeden z wymogów mojego taty, bym mogła sama mieszkać. Inaczej nadal byłabym pod czujnym okiem rodzicielki. Cieszyłam się z tego małego skrawka normalności. Wiadomo konkurencja nie śpi, a nie wszyscy mają czyste intencje, więc tak, mój tato chciał zadbać o moje bezpieczeństwo.
Chwila melancholii jednak mija, a ja wysiadam z auta i zabrawszy torebkę, udaję się do mieszkania.
Będąc już w środku, ściągam granatową sukienkę i czarne rajstopy, a wkładam zwykłą koszulkę z krótkim rękawem i legginsy. Teraz czuję się w końcu sobą. Myję twarz i jestem gotowa na wieczór z filmem. Wybieram kilka naszych ulubionych, a następnie dzwonię po pizzę. W ciągu dwudziestu minut i pizza, i Pablo są już na miejscu. Możemy więc zacząć się relaksować.
Mam lekkie wyrzuty sumienia, że nie rozmawiałam dziś z mamą. Nie wiem jednak, czy nie wygadałabym się na temat problemów, które zaprzątają moją głowę.
- Coś się dzieje, May? Jesteś jakaś nieobecna, martwię się o ciebie.
Pablo siada bokiem na kanapie, by patrzeć wprost na mnie. Pod jego czujnym wzrokiem zaczynam się denerwować. W końcu znamy się nie od dziś. Przyjaźnimy się, a ukrywanie czegoś przed nim kompletnie do mnie nie pasuje. Zastanawiam się, ile mogę mu powiedzieć. Zrzucenie takiego ciężaru niewątpliwie mi pomoże, ale z drugiej strony będzie się przejmował. Sama nie wiem, co zrobić. Przygryzam policzek od wewnątrz.
- Dobra, powiem ci, ale obiecaj, że to zostanie między nami - wyrzucam z siebie, a gdy przytakuje, mówię mu o tym, co znalazłam w dokumentach.
- Nie martw się na zapas. Jutro załatwisz tę sprawę. Bernardita na pewno wszystko ci wyjaśni, a ty zobaczysz, że nie ma czym się niepokoić.
- Może to i racja? Nie ma po co się od razu zadręczać myślami. - Uśmiecham się, a ciężar spada mi z serca.
Czasem zwykła rozmowa z kimś bliskim potrafi podnieść nas na duchu.
- Dziękuję, że jesteś.
Przytulam się do Pabla. Mimo że wyczuwam w nim chwilowe napięcie, odwzajemnia uścisk. Do końca seansu leżymy na kanapie w swoich objęciach, które pozbawione są romantycznego podtekstu, to wyłącznie przyjacielski uścisk.