ROZDZIAŁ 1
Sabina nie znosiła nudy. Chociaż leżała na leżaku w ogródku i sączyła czerwone wino, to miała wrażenie, że zaraz zwariuje. Ostatnio w jej życiu nic się nie działo i ten fakt doprowadzał ją niemal do szału. Spędzała samotnie wszystkie przedpołudnia i wcale nie była z tego powodu szczęśliwa. Początkowo oczywiście cieszyła się z ciszy i spokoju, które ostatnio zapanowały w jej domu, ale szybko uświadomiła sobie, że na dłuższą metę taki brak zajęć jest potwornie męczący.
Wiatr rozwiewał jej włosy i falbankę od stroju kąpielowego, w którym się opalała. Ostatnie dni, jak na złość, były gorące, wręcz upalne. Termometr już od wczesnych godzin wskazywał niezmiennie ponad trzydzieści stopni i było stanowczo za ciepło na chodzenie na siłownię oraz uprawianie sportu, nad czym Sabina bardzo ubolewała.
W domu cisza, w życiach jej córek spokój - poszłaby się chociaż rozerwać i poćwiczyła ze sztangą, a tak?
Z braku lepszego zajęcia kolejne przedpołudnie leżała i wystawiała ciało ku słońcu, choć jej opalenizna już i tak była imponująca. Co prawda jako zwolenniczka prowadzenia zdrowego trybu życia Sabina uważała, że promienie UV są szkodliwe, ale brak rozrywek oraz chęć przypominania karnacją atrakcyjnej Hiszpanki wygrały z jej obawami. Wyciągała się na leżaku, skutecznie zwalczając myśl, że przesadna ekspozycja na słońce może być niebezpieczna, i korzystała z uroków pierwszych dni lata.
Mimo wszystko nie mogła za bardzo narzekać. Ostatnie miesiące w jej życiu należały do bardzo intensywnych i teraz z trudem odnajdywała się w nietypowej stagnacji. Snuła się po pustym domu ze spuszczonym nosem i zaglądała w znajome kąty, które, niestety, były tak czyste, że z pewnością zdałyby test białej rękawiczki. To też ją wkurzało. Gdyby w domu panował bałagan, to mogłaby chociaż posprzątać, a tak? Pozostawało jej jedynie się nudzić. Ot, jej smutny los.
Sabina westchnęła głośno i poprawiła duże ciemne okulary, które chroniły jej oczy przed słońcem. Potem omiotła wzrokiem idealnie przycięty trawnik. Naprawdę denerwowała ją ta bezczynność i brak towarzystwa. W chwilach największej rozpaczy przeklinała w myślach wszystko i wszystkich. Kto to słyszał, żeby matka czterech córek, młoda babcia, oraz względnie szczęśliwa mężatka nie miała się nawet do kogo odezwać?
- Paskudna samotność - szepnęła sama do siebie poirytowana i upiła łyk wina. Kolejne przedpołudnie mogła jedynie wpatrywać się w drzewa na horyzoncie i rozmyślać.
Na szczęście przynajmniej miała o czym. Życia jej córek, chociaż ostatnio spokojne, nadal były ciekawe. Podobnie jak jej związek ze Stefanem. Pomimo że rok temu ich małżeństwo przeszło poważny kryzys i omal się nie rozstali, jej mąż poważnie potraktował wypowiedziane niegdyś słowa przysięgi i jednak nie odszedł. Wybaczył żonie przelotne romanse i inne grzeszki (których, obiektywnie, dość sporo się nazbierało), a Sabina, choć nie czuła się winna, od tamtej pory robiła wszystko, by pokazać mu, że jest najważniejszym mężczyzną w jej życiu. Popołudniami gotowała jeszcze smaczniejsze obiady niż wcześniej i często odwiedzała sklep z luksusową bielizną, aby wieczorami skutecznie podnosić temperaturę w ich związku.
- Chyba muszę pomyśleć o karcie stałego klienta specjalnie dla pani - młoda ekspedientka zażartowała podczas kolejnych zakupów, gdy pakowała dla Sabiny frywolny koronkowy komplet. - Nie wiem, co na to szefowa, ale odwiedza nas pani tak często, że należą się pani zniżki.
Sabina posłała jej uśmiech. Nie miałaby nic przeciwko rabatowi, choć Stefan przez wszystkie lata ich małżeństwa ani razu nie zrobił jej wyrzutów z powodu nadwyrężania domowego budżetu. Sabina uwielbiała zakupy i chodziła na nie z rozkoszą.
Cóż mogła poradzić na to, że tak wielu produktom nie mogła się oprzeć? Kiedy widziała przepiękną sukienkę w panterkę albo szpilki z cekinami, to czuła wręcz magnetyczne przyciąganie i miała wrażenie, że nie przeżyje, jeśli ich nie przymierzy. A ponieważ w większości tych rzeczy wyglądała w swoim mniemaniu świetnie, często nawet się nie obejrzała, a już stała przy kasie.
- Zapraszamy ponownie! Do zobaczenia! - mówiły do niej na odchodne sprzedawczynie, a ona nie miała serca sprawiać im przykrości i rzeczywiście wracała. W końcu trzeba być uprzejmym dla ludzi, prawda? Sabina nie była źle wychowana...
Ta jej przesadna kochliwość przejawiała się również w innych sferach, nie tylko pod postacią miłości do zakupów. Sabina kochała sport, zdrową żywność a do tego... mężczyzn. Oczywiście najbardziej Stefana, co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości i upewniła się w tym przekonaniu, gdy omal nie odszedł, ale do innych, obcych, też często szybciej biło jej serce. W dodatku, choć może i by chciała, to nic nie umiała na to poradzić. Jej głowa jakby samoistnie odwracała się w kierunku przystojnych panów w najróżniejszym wieku, a usta mimowolnie wyginały się w uśmiech. Podobnie jak na zakupach często nawet nie zauważała, kiedy i jak wdawała się z nimi w niewinne flirciki, które nierzadko kończyły się zaproszeniem na kawę, kolację lub do hotelu i prośbą o numer telefonu.
Sabina znowu westchnęła, wspominając tego typu sytuacje, i upiła kolejny łyk wina. Szkoda, że ostatnio nie nawiązywała już nowych relacji z przedstawicielami płci przeciwnej. Po powrocie męża do domu po separacji obiecała mu jednak, że z tym skończy i jak na razie udawało jej się dotrzymać słowa. Pod czujnym okiem Stefana wykasowała nawet swoje konto na ulubionym portalu randkowym lovestory.pl, przez co w ogóle czuła się jak ascetka.
- Niewinne rozmowy też nie wchodzą w grę? - patrzyła na męża wzrokiem dziecka, któremu ktoś zabrał cukierka, ale Stefan był nieugięty.
- Nie obraź się, kochanie, za to, co powiem, ale znam cię już tyle lat i wiem, że można o tobie wiele powiedzieć, lecz na pewno nie to, że jesteś niewinna.
Sabina zatrzepotała rzęsami. Przez chwilę nie wiedziała, co powinna myśleć o tym stwierdzeniu, ale w końcu wzięła je za komplement. Usunęła swój profil na portalu, a potem przytuliła się do męża i by jakoś zrekompensować sobie nieprzyjemne emocje, które nią zawładnęły, pociągnęła go do sypialni.
Niemniej, zwłaszcza w chwilach takich jak ta, bardzo brakowało jej pisania z mężczyznami na lovestory.pl. Podczas tych flircików i dyskusji czuła, że żyje. Jej poczucie własnej wartości rosło w zatrważającym tempie, a z twarzy nie schodził uśmiech. Bez tego czasami czuła się wręcz jak narkoman na odwyku. Niekiedy z trudem zwalczała świerzbienie palców, by wziąć do ręki smartfona i w tajemnicy przed mężem założyć nowe konto w ulubionej aplikacji. W końcu nie musiałby się o tym wiedzieć, prawda? A ona nie musiałaby się od razu z nikim spotykać, skoro tak bardzo tego nie chciał... Mogłaby po prostu niezobowiązująco z kimś pogawędzić. O życiu, dzieciach, gotowaniu, sporcie, albo na inne luźne tematy. Tak dla zwalczenia nudy. Stefan chyba raczej nie byłby zły, że poznaje nowych ludzi, z którymi może dzielić swoje pasje. W końcu sam powtarzał, że najważniejsze to mieć wokół siebie osoby, przy których można się rozwijać, a nie stoi się w miejscu...
Myśląc o tym, Sabina znowu spojrzała na swój telefon. Spróbować czy nie? Założyć to konto czy odpuścić? Złamać obietnicę czy jednak dotrzymać słowa?
Przez chwilę toczyła ze sobą prawdziwą wewnętrzną walkę. Ależ to było trudne! Gdyby tylko Stefan wiedział, jak ona się dla niego poświęca!
Z tego wszystkiego aż opróżniła kieliszek i sięgnęła po butelkę, by go ponownie napełnić. W tym czasie wiatr uniósł jej falbankę od stroju kąpielowego i rozwiał jej włosy.
- Życie bywa czasami naprawdę okrutne - szepnęła do siebie, poprawiając fryzurę. Podobnie jak mężczyźni. Ileż to się musi kobieta namęczyć, by utrzymać przy sobie męża. O losie...
Żeby nie sfrustrować się jeszcze bardziej, zaczęła myśleć o córkach. Na szczęście był to ciekawy temat, o którym mogła rozmyślać bez końca. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy sporo zmieniło się w życiach jej pociech, ale na szczęście były to zmiany na dobre. Ten fakt napawał Sabinę entuzjazmem, choć trochę brakowało jej dawnych emocji, gdy dziewczyny szukały prawdziwej miłości.
Najstarsza Nina wiodła teraz stabilne, choć zwariowane życie u boku Jacka i pod czujnym okiem jego nadopiekuńczej mamusi, przez co Sabina nie musiała już martwić się o nią jak kiedyś. Zaglądała do matki raz na tydzień lub dwa tygodnie i ewidentnie była szczęśliwa. Patrycja przeprowadziła się do Borysa, gdzie pomagała mu w prowadzeniu "Słonecznej Przystani" i nadal malowała kobiety na przeróżne okazje, a Eliza poszła po rozum do głowy i po pierwotnym odrzuceniu Mikołaja teraz co drugi wolny weekend spędzała w Warszawie u boku swojego sławnego mężczyzny. (Nie żeby Sabina cieszyła się na myśl o możliwości wygrzewania się w jego blasku i czerpaniu satysfakcji z widoku córki na okładkach gazet albo min sąsiadek, gdy zupełnie przypadkiem im je pokazywała. Absolutnie!).
Mimo nudy żona Stefana była naprawdę szczęśliwa, że jej córki znalazły w końcu wspaniałych mężczyzn i szczęście. Gdy myślała o tym, jak im się układa, nie potrafiła zwalczyć uśmiechu. Była dumna, że mimo trudności wychowała tak cudowne i pełne życia kobiety. Naprawdę dobrze sprawdziła się w roli matki.
Niestety ten uśmiech znikał za każdym razem, gdy myślała o czwartej córce - Małgosi. Była młodsza od Niny, a starsza od bliźniaczek i od kilku lat mieszkała w leżących nieopodal Leszczynkach wraz ze swoimi dziećmi i mężem. Sabina poczęła ją podczas jednego ze zlotów fanek fitness, gdy wylądowała w łóżku z niejakim Piotrkiem, którego nigdy więcej nie widziała. A potem w trudzie wychowywała Małgosię z nadzieją, że z córki wyrośnie silna, zaradna kobieta.
Ale tak się nie stało, przynajmniej nie w stu procentach. Małgosia może i świetnie radziła sobie w sprawach zawodowych, od wielu lat prowadziła dobrze prosperującą plantację lawendy pod lasem, ale była stanowczo za dobra i zbyt łatwowierna. Zdaniem Sabiny miała zanadto miękkie serce, co swego czasu wykorzystał kilka lat starszy od niej Wojtek, aktualnie jej mąż i ojciec jej córek. Zawrócił Małgośce w głowie, gdy ta była jeszcze nastolatką i chodziła do liceum, a potem ni z gruszki, ni z pietruszki oświadczył jej się i wyrwał spod matczynych skrzydeł.
Sabina nigdy nie przepadała za Wojtkiem i nazywała go niedojdą, pasożytem czy miągwą. Może i ładnie mu z oczu patrzyło, w końcu Małgosia z jakiegoś powodu się zakochała, ale Sabina nie znosiła jego charakteru. Ona sama na pewno wybrałaby córce lepszego męża. Wojtkowi daleko było zarówno do księcia z bajki, jak i męskiego rycerza. Może i miał szerokie ramiona, ale był za miękki i za mało stanowczy. Wystarczyło szepnąć mu jedno słówko, a on już zmieniał zdanie zamiast bronić swoich poglądów i jeszcze przepraszał, że śmiał pomyśleć inaczej. Sabina uwielbiała określać go słowem "łatwosterowalny". W dodatku nie należał do osób zaradnych. Chociaż od lat prowadził zakład naprawy samochodów, to nie najlepiej mu się wiodło i Sabina wiedziała, że to jej córka jest głównym żywicielem rodziny, a Wojtek się tylko dokłada.
To wkurzało ją chyba nawet bardziej niż ten jego uległy charakter i brak stanowczości. Bo co to za mężczyzna, który żyje na garnuszku żony i zgadza się, żeby kobieta zarabiała więcej? Oferma i tyle. Sabina była w tych kwestiach raczej konserwatywna. Twierdziła, że chłop powinien być chłopem (cokolwiek to znaczy), a kobieta jest stworzona po to, by dodawać uroku jego życiu i pięknieć zamiast urabiać się po łokcie. Szkoda tylko, że przez kilkanaście lat nie umiała przetłumaczyć tego Małgosi i otworzyć jej oczu na pewne istotne kwestie. Ależ ta miłość zaślepia...
Sabina znowu napiła się wina. Wszystkie jej pozostałe córki poszły do przodu i odnalazły w końcu szczęście, a Małgosia tkwiła w tej swojej niedoli nawet nieświadoma własnego fatalnego położenia.
Z powodu tej gorzkiej refleksji Sabinę zabolało matczyne serce. I to nawet mimo tego, że dbała o nie i ćwiczyła prawie codziennie!
Skrzywiła się, ale zamiast znowu popaść w przygnębienie, ten impuls ożywił ją i aż usiadła na leżaku. Nagle wstąpiła w nią nowa energia i zapał. Uświadomiła sobie, że skoro pomogła trzem córkom znaleźć wspaniałych mężczyzn (pośrednio czy bezpośrednio, jeden pies), to przecież Małgośce też może, nic nie stało na przeszkodzie. W końcu w jej matczynym obowiązku było zatroszczyć się o córkę i sprowadzić na właściwą drogę z manowców, czyż nie? Nawet jeśli ta córka była dorosła i twierdziła, że ma udane życie.
- O tak... - odpowiedziała sama sobie z rozkoszą, po czym uśmiechnęła się szeroko i ponownie zbliżyła kieliszek do ust. Lato to idealny czas na zmiany i pomoc potrzebującym, a ona przy okazji trochę się rozerwie. W końcu zwalczy tę nudę, a dodatkowo może nie będzie tyle rozmyślać o mężczyznach, których mogłaby poznać, gdyby nie zakaz Stefana. Chociaż...
Zaraz, zaraz. Właściwie, skoro zamierza szukać kandydata na męża dla córki, to przecież będzie musiała nawiązać kilka damsko-męskich znajomości, by kogoś wybrać, prawda?
Na samą myśl o tym uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Czy mogło być lepiej? Upiecze kilka pieczeni na jednym ogniu! W dodatku w końcu pozbędzie się tego paskudnego Wojtka. Czekała na ten moment od lat!