ROZDZIAŁ I
WIADOMOŚĆ ZA SZYBĄ
Miesiąc wcześniej
Róża z westchnieniem otworzyła drzwi samochodu swojego przyjaciela, Mariusza Koska, zwanego przez wszystkich Mario.
- Myślę, że złamałam mu serce - oświadczyła smutno, siadając na przednim fotelu pasażera. - Paskudne uczucie.
- Jesteś pewna, że dobrze zrobiłaś? - zapytała cicho zajmująca miejsce z tyłu jej przyjaciółka, autorka powieści grozy, Miłka Wężowska, rzucając okiem na znajdującą się na głównym skwerze miasteczka Morderczo ławkę, na której z twarzą ukrytą w dłoniach siedział do niedawna jeszcze narzeczony Krull, policyjny lekarz patolog Piotr Kryński.
- Nie - pokręciła głową Róża - ale z drugiej strony, nie czuję do niego tego, co powinnam. Nie chcę dawać mu złudnej nadziei, że kiedykolwiek to poczuję. Ani też oszukiwać go, że wszystko jest w porządku. To byłoby zbyt okrutne i w końcu doprowadziło do katastrofy.
- Ale przecież cztery miesiące temu... - zaczęła Miłka, jednak przyjaciółka nie pozwoliła jej dokończyć.
- Motyle w brzuchu - wyjaśniła smętnym tonem. - Tyle że one żyją bardzo krótko. Ważne jest to, co się stanie, kiedy ostatni z nich przestanie latać. Przez te cztery miesiące zdążyłam sobie uświadomić, że w naszym przypadku oznaczałoby to koniec przygody. Więc lepiej zerwać teraz, niż kiedy musielibyśmy iść z tym do sądu. Zresztą... Sama już nie wiem...
- Ruszajmy! - zadecydował Mario stanowczo. - Robi się za sentymentalnie i melodramatycznie jak na mnie. Zerwałaś to zerwałaś, nie ma co się roztkliwiać. Zajmiesz się czymś innym, a on już jutro znajdzie sobie jakąś osiemnastkę na pociechę. No co? - zapytał, wyłapując w lusterku pełen potępienia wzrok Wężowskiej. - Młode laski lecą na doktorków. Nawet tych od truposzy. Doktor to zawsze doktor.
- Ty to jednak nie masz taktu - westchnęła Miłka. - Za grosz.
- Ani moralności - poparła ją Róża. - Dla ciebie zawsze wszystko jest takie proste.
- Bo jest! - wykrzyknął Mario. - Tego kwiatu jest pół światu. Oboje znajdziecie sobie jeszcze kogoś do łapania motyli i to nieraz. Trzeba tylko często próbować.
- Tak często jak ty? - Róża popatrzyła na niego ironicznie. - Jaki miałeś przerób w tym roku?
- Marny - westchnął Mario z wyraźnym żalem. - Siedemnaście lasek, które zaciągnąłem do łóżka. Dwóch facetów, którzy próbowali zaciągnąć do łóżka mnie. Plus jeden element pośredni. Bez łóżka.
- Element pośredni...? - Róża popatrzyła na niego pytająco.
- Na wakacjach w Tajlandii - Mario machnął ręką. - Szkoda gadać. Mam nauczkę na przyszłość, żeby nie pić więcej niż pięć drinków i nie mieszać.
- Nie wnikam - zapewniła Róża, po czym przez chwilę patrzyła na przesuwające się za oknami domy Morderczego. - Zawsze mnie to fascynowało, jak dużo się dzieje w takich pozornie spokojnych, a nawet sennych miasteczkach.
- Bo ludzie są wszędzie tacy sami - rzekła Miłka. - Ich mentalność, pasje, namiętności, sposób myślenia...
- Chętnie jeszcze trochę bym tu została - przyznała Krull.
- A ja się cieszę, że stąd wyjeżdżamy - oświadczył Pepe, odrywając wzrok od swojego smartfona. - Tym bardziej że mam dla ciebie całą listę zaproszeń na kolejne imprezy i spotkania z czytelnikami. Mam wrażenie, że dobrze ci teraz zrobią.
- Być może... - rzekła w zamyśleniu Róża, rejestrując kątem oka, że coś przeszkadza jej w kontemplacji morderczych pejzaży. - Mario, skarbie, co ty masz za wycieraczką?
- Słucham? - Kosek oderwał wzrok od drogi i popatrzył na wskazane przez Krull miejsce. - Faktycznie. Pewnie jakaś ulotka. Poczekaj, stanę i wyjmiemy...
Po kilkunastu metrach zatrzymał się na przystanku dla autobusów, które przejeżdżały przez Morderczo całe dwa razy na dobę. Pisarka otworzyła drzwi i wyciągnęła zza wycieraczki kartkę.
- Burdel czy usługi remontowe? Bo to mam najczęściej - zaciekawił się Mario, po czym popatrzył ze zdumieniem na wytrzeszczającą oczy na kartkę Różę. - No, co tak zamarłaś? Co tam jest?
- "Liści się jako miednica, upadł ci jej koniec nosa, z oczu płynie krwawa rosa" - odpowiedziała Róża, nie odrywając wzroku na trzymanego w dłoniach kawałku papieru.
- Zwariowałaś?! - zdumiał się Mario. - Cóż to takiego?
- O ile pamiętam ze szkoły, to fragment "Rozmowy mistrza Polikarpa ze Śmiercią" - wyjaśnił Pepe - ale mogę się mylić...
- Nie mylisz się - potwierdziła Miłka, która wpisała początek komunikatu przeczytanego przez Różę do wyszukiwarki w swoim telefonie, po czym popatrzyła na Kwiatka z podziwem. - Ale ty masz pamięć...
- To nie pamięć - przyznał niechętnie Pepe. - Tylko zawsze przy tym fragmencie chciało mi się wymiotować. Dlatego zapamiętałem. I co to niby jest?
- Nie mam pojęcia - rzekła oszołomiona Róża. - Poczekajcie, tam na dole jest coś jeszcze... "Był samochód, winda, cegłówka. Nie myśl, że to koniec. Twój Dawny Wielbiciel".
- Co to oznacza?! - zdumiał się Mario.
- Moje wypadki sprzed i po festiwalu opolskim - rzekła zdumiona Róża. - Jakim cudem ktoś tu o nich wie?
- Może to dowcip tego gnoja - podsunął niepewnie Pepe, mając na myśli mordercę, którego przy ich ogromnym udziale ujęto w Morderczym.
- Aresztowali go dwa dni temu - przypomniała Róża. - A przez ten czas jeździliśmy do Torunia i jestem pewna, że tej kartki tu nie było!
- Powiem więcej - poparł ją Mario. - Dzisiaj z rana, przed śniadaniem, myłem szybę i też na sto procent jej nie było.
- Czyli...? Jaki wniosek?
- Że masz Dawnego Cichego Wielbiciela - rzekł Pepe. - I że tym razem raczej nie traktowałbym tego pół żartem, pół serio i jak najszybciej przekazał tę kartkę Darskiemu. Proszę, żadnych więcej głupawych śledztw na własną rękę!
- Oczywiście, masz rację. - Krull pokiwała głową.
Pepe popatrzył na nią podejrzliwie.
- Proszę, obiecaj mi, że nie popełnisz kolejnego kretynizmu - zażądał gniewnie. - Możesz je zostawić dla swoich książek.
- Jak każesz - zgodziła się pokornie Róża, oczywiście ani myśląc wykonać jego polecenia. W końcu musiała się czymś zająć, żeby nie przyznać się, że łamiąc serce przystojnego doktora, przy okazji nieco też naruszyła strukturę własnego.
- Jeśli ci się będzie nudziło, możesz założyć Tindera - poradził jej Mario. - Tam jest sporo fanów puszystych kształtów...
- Wiem coś o tym... - mruknęła z rezygnacją Miłka, poprawiając poły swojej szaty, która, cytując myśl Kasi Nosowskiej, "została zakupiona, żeby kamuflować mankamenty jej figury, a teraz zaczęła przylegać do ciała".
- Mario! - oburzyła się Krull. - Po pierwsze, to było niegrzeczne. Po drugie, seksistowskie. Po trzecie, body-shamingowe. A po czwarte, miałam już kiedyś Tindera i jestem pewna, że jest to wynalazek szatana. Przez kilka dni podsuwało mi samych Indian!
- Kogo?! - zdumiał się Mario, o mało co nie przeoczając wjazdu na autostradę.
- Ona ma na myśli Hindusów - wyjaśnił litościwie Pepe. - Znasz jej durnotę w tym zakresie. W końcu to ona napisała kiedyś w książce, że z jednej strony zbliżali się Beldzy, a z drugiej Holendrowie. A w innej, że figura Chrystusa stoi w Świebodzicach.
- Łaskawie zejdź ze mnie - zażądała Róża z wściekłością. - Poza tym Belgów i Holendrów nie zauważyła nawet moja pani redaktor, więc to nie może być aż tak bardzo niepoprawne...
- Bo jak biedaczka dostaje od ciebie książki, w których jest więcej pomyłek niż słów, to musiałaby być robotem, żeby czegoś w końcu nie przepuścić! Albo sztuczną inteligencją, skoro autorce brakuje wrodzonej.
- Sam jesteś pomyłka - oburzyła się Róża. - Natury!
- Natychmiast przestańcie, zanim znowu się rozpędzicie! - rozkazała Miłka, po czym popatrzyła z ciekawością na Różę. - Co złego jest w Hindusach? Przecież są ładniutcy!
- Może i są - zgodziła się Krull tonem, w którym nie słychać było wielkiego przekonania - ale akurat ci z Tindera byli wzrostu siedzącego psa. Sięgaliby mi do pępka.
- I kto tu uprawia body-shaming? - Mario rzucił jej ironiczne spojrzenie. - Poza tym nie wiesz, że małe jest piękne?
- Mówisz to w ramach autopromocji? - zapytała Krull z dwuznaczną miną, jednak po sekundzie machnęła lekceważąco ręką. - Nieważne! Żadne Tindery nie wchodzą teraz w rachubę. Muszę wreszcie dokończyć książkę, bo Włodzio już zagroził, że wynajmie mafię bułgarską, żeby mnie porwała i zamknęła w lochu do czasu, aż skończę pisać.
- Włodzio ma rację - poparł ją stanowczo Pepe. - Uważam, że w kategorii lenistwa pobiłaś już wszystkie rekordy. Za moment zasłużysz na miano żeńskiej wersji George'a R.R. Martina!
- Jakby mi ktoś zrobił taką ekranizację jak jemu, to nie miałabym nic naprzeciw, żeby sobie jeszcze trochę odpocząć - westchnęła Krull, po czym zmarszczywszy brwi rzuciła przez ramię swojemu agentowi pytające spojrzenie. - A tak przy okazji, to jak się miewa moja ekranizacja?
- Moim zdaniem egzystuje tylko w głowie twojej wydawczyni - stwierdził stanowczo Pepe. - I nikt poza nią o niej nie wie. To jest ekranizacja widmo. Pojawia się na pięć minut, kiedy trzeba jakąś kolejną naiwniaczkę twojego pokroju skusić do podpisania umowy na książkę, a znika, gdy tylko za taką delikwentką zamkną się drzwi.
- Co ty opowiadasz?! - obruszyła się Róża. - Przecież Małgosia mówiła mi, że już zatrudniła scenarzystę. Tego... Nie pamiętam... Jak mu tam? Orangutan?
- Orgelbrand! - sprostował Kwiatek, patrząc na nią z wyrzutem. - Krokodyla w różowej spódniczce zatrudniła, a nie Orgelbranda. On teraz pisze scenariusz jakiejś komedii kryminalnej. Też na podstawie książki, tyle że nie twojej. O teściowych, o ile dobrze pamiętam. A potem siada do kolejnej części "Prokuratora" i nie ma siły, żeby coś jeszcze przyjął.
- A ty co? - Krull spojrzała na niego podejrzliwie. - Jego agent?
- Nie. Na własne nieszczęście tylko twój - westchnął Pepe. - Od większej liczby pisarzy z pewnością bym ześwirował. Nawet mając tylko ciebie pod opieką, cały czas zastanawiam się, czy nie powinienem być po stałą opieką psychiatry. A co do Orgelbranda, to przyjaźnię się z jego córką i tak nam się jakoś zeszło na tematy filmowe. Bardzo się zdziwiła, kiedy powiedziałem, że zdaniem twojej wydawczyni jej ojciec ma teraz pracować nad przerabianiem twojej powieści na megahit ekranowy. Zapewniła mnie, że to wykluczone.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki