2
AGNIESZKA
Słońce wpadało przez niedociągnięte rolety i rozświetlało pokój swoim blaskiem. Dzień był upalny, leniwy, powietrze za oknem zdawało się falować od gorąca.
Agnieszka leżała na szerokim łóżku z welurowym zagłówkiem w malinowym kolorze - w satynowej koszulce, wachlując się trzymaną w dłoni broszurą reklamującą należący do jej ojca hotel, w którym od kilku lat pracowała.
Przed momentem wypaliła papierosa, ale już miała ochotę sięgnąć po kolejnego. Upał ją rozleniwiał, odbierał jej silną wolę, sprawiał, że najchętniej nie wychodziłaby z łóżka, jadała wyłącznie kawony z lodami waniliowymi na dokładkę i sączyła zimne piwo imbirowe, którego zapas zawsze trzymała w lodówce.
Igor zadzwonił, kiedy drzemała, starając się odespać nockę spędzoną w hotelowej recepcji.
Wyrwana z płytkiego snu uśmiechnęła się na widok jego numeru na ekranie swojego telefonu. Był wszystkim, co miała, miłością jej życia, mężczyzną, którego planowała poślubić. Znali się od dziecka, tu się wychowali - w zalesionym mazurskim miasteczku położonym nad malowniczym jeziorem. Tu chodzili do szkoły, łowili ryby, opalali się latem i ślizgali po zamarzniętej tafli wody zimą. Któregoś grudnia prawie utonęła, kiedy załamał się pod nią zdradliwie kruchy lód i to właśnie Igor ją wtedy uratował. Do dziś nie ma pojęcia, jakim cudem udało mu się wyciągnąć ją z lodowato zimnej otchłani i przywrócić życiu, ale już wtedy wiedziała, że jest dla niej kimś wyjątkowym. Wtedy tylko się przyjaźnili, miłość przyszła znacznie później. Miło jednak było wiedzieć, że naprawdę można na nim polegać. Był dla niej opoką, stabilnym lądem, kotwicą. Dzięki niemu jej życie stawało się lepsze, bardziej znośne.
- Cześć, kochanie - uśmiechnęła się, chociaż przecież wiedziała, że on tego nie zobaczy.
- Pływałaś? - zapytał Igor, pamiętając, że rano wybierała się na basen do sąsiedniego miasteczka.
- Nie. Ten upał zbyt mnie rozleniwia - przyznała.
Zbierała siły przed pracą - za trzy godziny zaczynała zmianę w recepcji hotelu.
Pracowali razem, Igor również był recepcjonistą i starali się kombinować tak, żeby zawsze dzielić wspólny grafik. Lubiła obserwować, jak ubrany w białą koszulę i starannie odprasowane spodnie, w świetnie skrojonej ciemnej marynarce Igor melduje hotelowych gości. Miał fantastyczne podejście do ludzi - był uczynny, życzliwy, elokwentny i czarujący, a ją rozpierała duma na myśl, że ten przystojny, ciemnooki chłopak z szerokimi ramionami i równie szerokim uśmiechem należy właśnie do niej. Tak, była szczęściarą i starała się nigdy o tym nie zapominać. Życie nie zawsze ją rozpieszczało, ale miłość Igora rekompensowała wiele bolesnych ciosów od losu.
- Podjechać po ciebie? - zapytał.
- Nie, sama dotrę.
- Tęsknię za tobą - wymruczał do telefonu.
Uśmiechnęła się, zalało ją błogie uczucie spełnienia.
- Ja za tobą też, kotku - przyznała, chociaż widzieli się zaledwie wczoraj.
- Muszę kończyć - powiedział. - Spotkamy się w hotelu.
Kiedy Igor się rozłączył, Agnieszka sięgnęła po papierosa. Rzucę to świństwo przed ślubem, powiedziała sobie. Później przejrzała gruby, elegancki katalog z sukniami ślubnymi i rozmarzyła się. Nie mieli jeszcze konkretnej daty, nie chcieli się spieszyć, a jednak coraz częściej myślała, że chciałaby już móc organizować wesele. Ojciec na pewno nie poskąpi jej funduszy, mogłaby zaszaleć. Dworek gdzieś nad wodą, kwiatowe girlandy, setki złotych balonów, najlepszy szampan - na co tylko przyjdzie jej ochota.
Zatrzymała wzrok na jednej z sukienek i przygryzła wargę. Do takiego fasonu musiałaby zrzucić przynajmniej z pięć kilo, ale przecież ma jeszcze czas, powiedziała sobie.
Przeglądając katalog, wyobrażała sobie ubranego w ślubny garnitur Igora, przejazd do kościoła jednym z tych zabytkowych samochodów, które zawsze się jej podobały, i składaną przed ołtarzem przysięgę. Nie miała wątpliwości, wiedziała, że to ten jedyny. Znała go tyle lat, kochała od kilku, czemu miałaby się wahać? Będziemy mieć piękne dzieci - pomyślała.
Chwilę później wstała z łóżka, sięgnęła po paczkę Chesterfieldów i cisnęła ją do kosza na papiery, postanawiając rzucić palenie od razu. Trudno, jakoś przetrzyma. Igor nie lubił, kiedy paliła, właściwie kłócili się głównie o te nieszczęsne fajki. Kobiecie papieros nie pasuje, powtarzał. Wkurzało ją takie gadanie, ale każdy musi mieć jakieś wady, mówiła sobie.
W kuchni wpadła na ojca.
Dom był olbrzymi, dwupiętrowy, otoczony rozległym, starannie zaprojektowanym przez architekta krajobrazu ogrodem. Agnieszka od dawna marzyła o wyprowadzce z rodzinnego gniazda, ale bała się, że utonie finansowo. Przy rodzicu było jej wygodnie, stabilnie. Czasem nie lubiła siebie za tę dziwną bierność, jaką się wykazywała w dorosłym życiu. Ojciec kupił jej auto, to on zawoził je do myjni, tankował i dopieszczał. On płacił wszystkie rachunki i kupował dla nich jedzenie, dzięki niemu miała też pracę. Został całkiem sam, cieszy się, że jeszcze z nim mieszkam. Jaki by nie był, to wciąż mój ojciec, mówiła sobie. Wiedziała jednak, że takie rozumowanie jest bardzo dalekie od prawdy.
- Wezmę tylko wodę - szepnęła, widząc, że się jej przygląda i z wyjętą z lodówki mineralną czmychnęła z kuchni.
- Kupiłem gołąbki! - krzyknął, kiedy wracała na piętro.
Poważnie, w taki upał? - pomyślała, ale nie miała odwagi, żeby się odezwać.
Trudno, jakoś się je zje, pewnie wieczorem.
W swoim pokoju wyjęła z kosza na papiery wyrzucone papierosy i zapaliła kolejnego. Musimy porozmawiać o ślubie i ustalić w końcu jakieś konkrety, powiedziała sobie. Kiedy wyjdzie za Igora, wszystko się zmieni. Wyprowadzi się od ojca, dorośnie, wyrwie się spod jego kurateli. Wiedziała, że ją kochał, ale ta miłość była zbyt ciasna, dusiła ją. Nie powinna jednak obwiniać ojca, będąc tak niesamodzielną. Rozpieścił ją, rozleniwił, odebrał jej wolę działania. Przy Igorze będę inna, obiecała sobie. Bardziej przebojowa, pewna siebie, zaradniejsza.
Położyła dłoń na brzuchu. Chciałaby już mieć pierwsze dziecko, a później drugie, może nawet trzecie. Zbliżała się do trzydziestki i nie bardzo widziała sens dalszej pracy w hotelowej recepcji. Świata nie zmieni, w nieskończoność zameldowując i odmeldowując zupełnie obcych ludzi, a bycie mamą mogło jej dać tak wiele. Tęskniła za ciepłem dużej rodziny, posiłkami przy wspólnym stole, pachnącą jedliną magią świąt Bożego Narodzenia, które pamiętała z wczesnego dzieciństwa. Chciała stworzyć coś trwałego, tylko swojego. Igor będzie wspaniałym ojcem, pomyślała. Chwilę później ponownie wyrzuciła papierosy. Muszę popracować nad silną wolą, powiedziała sobie.
Ojciec zawołał ją z dołu.
- Jemy te gołąbki?!
- Nie jestem głodna, przepraszam! - odkrzyknęła.
Odburknął coś w odpowiedzi i dyskusja pomiędzy piętrami zamarła.
Agnieszka przekręciła klucz w drzwiach, zrzuciła satynową koszulkę i weszła do niewielkiej łazienki, przylegającej do jej utrzymanej w odcieniach pudrowego różu sypialni. Zanim sięgnęła po szczoteczkę do zębów przejrzała się w lustrze. Jestem tak bardzo do niego podobna, pomyślała. Te same nieco wyblakłe, jasnobłękitne oczy, ta sama linia szczęki, niemal identyczny odcień jasnokasztanowych włosów, wąski nos, pełne wargi.
- Córka potwora - wyszeptała i zrobiło jej się niedobrze.
Co tu jeszcze robiła? Jak to możliwe, że przez tyle lat pozwalała mu sobą rządzić, polegała na nim, wierzyła w jego intrygi, kłamstwa i manipulacje? A może tylko świetnie udawała, że w nie wierzy? Tak czy inaczej czuła się fatalnie. Czy znając prawdę o nim, była współwinna? Tyle razy chciała iść na policję, zdarzało jej się nawet podjeżdżać przed sam komisariat, ale zawsze w ostatniej chwili tchórzyła...
Córka zboczeńca i pedofila... Jak miałaby dalej żyć z taką ohydną, plugawą łatką? Kryła go dawniej, bo była zbyt młoda i zbyt od niego zależna, żeby się mu przeciwstawić i kryła go teraz, wierząc, że było zbyt późno, żeby jej oskarżenia cokolwiek zmieniły. Skrzywdził wiele dziewczynek, zamienił ich życie w piekło, ale przecież już tego nie robi, pocieszała się. Zmienił się, przestał, nie jest już tym drapieżcą, z którym mieszkała pod jednym dachem jako nastolatka. Pilnuje go. Jeździ za nim, grzebie w jego kieszeniach, przetrząsa szuflady, sprawdza nawet telefon. Kiedy ojciec się upije, ma mocny sen. Agnieszka wykorzystuje to, przyciskając jego palec do czytnika odcisków, a później czyta esemesy, przegląda album ze zdjęciami, monitoruje jego kontakty, widzi wszystko. Wie, że od ponad dziesięciu lat nie skrzywdził żadnej nastolatki i na razie jej to wystarcza. Na razie...
Była jeszcze kwestia hotelu. Ojciec, jako jego właściciel, zatrudniał kilkudziesięciu miejscowych, w tym ją samą i Igora, matkę jej narzeczonego i wielu ich wspólnych znajomych. Co by się stało, gdyby jego własna córka oskarżyła Edmunda o coś tak ohydnego? Jak podnieśliby się ludzie po niespodziewanej utracie pracy i sprzedaży obiektu i jak żyłaby ona sama? Nie utrzymałaby domu w pojedynkę i z całą pewnością nie udźwignęłaby ciężaru prowadzenia biznesu po ojcu, nie było na to szans. A Igor? Czy ożeniłby się z nią, wiedząc, że jej ojciec jest zboczeńcem wykorzystującym nieletnie dziewczynki? Na myśl o utracie Igora Agnieszce robiło się słabo. Nie zniosłaby tego, nie umiałaby! Tak bardzo go kochała...
- Siedź cicho, idiotko! Mleko i tak już się rozlało - syknęła do lustra, a dziewczyna spoglądająca na nią w jego odbiciu lekko wykrzywiła usta.
Ojciec też lubił czasem tak syczeć, chyba miała to po nim.
Zanim weszła pod prysznic, zdjęła z wieszaka jeden z jasnoróżowych frotowych ręczników, odkręciła wodę, żeby jej szum zagłuszył wszelkie dźwięki, a później przyłożyła ręcznik do twarzy i głośno, ochryple wrzasnęła. Ty też jesteś potworem, odezwał się jakiś głos w jej głowie, ale kazała mu spierdalać. Nie, ona nie miała nic wspólnego z tymi plugastwami, jakich dopuszczał się jej ojciec. Jej jedynym grzechem było to, że od lat o nich wiedziała. Na wspomnienie tamtej nocy, kiedy poznała prawdę o swoim ukochanym tatusiu, Agnieszka poczuła cisnące się do oczu łzy. To były naprawdę koszmarne chwile, które zmieniły wszystko. Ale nie będzie o tym teraz myśleć, nie może! Musi się ubrać, wyjść z domu i jechać do pracy. W hotelu spotka Igora, ta myśl dodawała jej sił. Jego bliskość sprawiała, że wszystko wydawało się bardziej znośne, nawet fakt, że od lat mieszka pod jednym dachem z prawdziwą bestią.