Migawki - Claudio Magris

Reflow text when sidebars are open.
Skalista plaża celebrytów
"Tutaj wiem, kim jestem", mawiał Julius Kugy, wielki alpinista i zdolny pisarz oraz organista w Gorycji, kiedy przebywał w swoich Alpach Julijskich. Pewne miejsca stają się jednym i tym samym z naszą osobą, są formą naszej relacji ze światem. Miejsca, czyli krajobrazy, naturalne i te stworzone przez człowieka, albo raczej jedne i drugie, jezioro i domek na brzegu nierozerwalnie z sobą związane w wierszu Brechta. Miejsca oznaczają przede wszystkim osoby, mniej lub bardziej bliskie, czy też prawie nieznane, lecz w każdym razie będące świadkami, choćby częściowo, naszej egzystencji.
Jednym z takich miejsc jest dla mnie droga przy wjeździe do Triestu, ciągnąca się wzdłuż skalistej plaży w Barcoli, skąd można wskakiwać do morza, od razu do głębokiej wody. Miejsce, które utożsamia się dla mnie z latem, prawdziwą porą życia, spodobało mi się bardzo, kiedy przeczytałem w powieściach Fenimore'a Coopera, że jego Mohikanie liczyli swój wiek w "latach", a nie w "wiosnach". Również skromna droga wzdłuż skalistej plaży może stać się teatrem świata, jak zdarzyło się to dawno temu, kiedy jakiś mężczyzna umarł na zawał serca w wodzie i, wyciągnięty na brzeg, już martwy i przykryty prześcieradłem, leżał długo w oczekiwaniu na karetkę pośród zajętych swoimi sprawami plażowiczów, którzy opalali się obok niego lub grali w karty.
Także i to miejsce składa się głównie z osób, wciąż mniej więcej tych samych, które sadowią się codziennie tam gdzie zawsze i nabywają z czasem niepodważalnego prawa do własnej przestrzeni, stając się, choćby tylko powierzchownie, częścią mozaiki wspólnego życia, niezupełnie, ale trochę tak jak w wypadku szkolnej klasy. Nie ma zatem nic dziwnego w tym, że niekiedy, gdy wychodzimy z wody, nawet jeśli nie jesteśmy Hemingwayem, ktoś poprosi nas o autograf na książce. Ale wczoraj rzecz wyglądała inaczej i przyniosła więcej gratyfikacji. "Czy ten pies jest pański?", spytała mnie pewna kobieta, wskazując na Jacksona, gryfonika brukselskiego, ważnego towarzysza mojego życia, również kochającego morze, chociaż w miarę upływu lat z coraz większym umiarem. Na moją odpowiedź twierdzącą kobieta uznała: "A więc to pan musi być Claudiem Magrisem". Teraz ja również, dzięki Jacksonowi, wiem, kim jestem.
2 października 2015