rozdział 2
- Wszystko spakowane? - spytała mnie mama.
- Słucham? - Podczas gdy wszyscy rozmawiali, ja wpatrywałam się w drzwi wejściowe i zastanawiałam się, czy kiedy już Skyler odklei się od telefonu, to wejdzie do środka i udowodni, że nawet jeśli nie miał ochoty spędzić wakacji w ten sposób, to przynajmniej chciał się zobaczyć ze mną. - Yyy, tak. Skoczę tylko po rzeczy.
Kiedy wróciłam do pokoju, Willow, tak jak zapowiedziała, wtykała mi liściki do walizki.
- No i...? - spytała. - Jak tam to wasze wielkie spotkanie po latach?
- Yyy... - Przyłożyłam rękę do czoła.
- A to co tu robi? - Willow wskazała na mój nadgarstek. - Nie widziałam jej od lat.
Przekręciłam bransoletkę. Wyblakłe litery na niebieskich koralikach układały się w napis "przyjaźń na wieki".
- To miało być zabawne i nostalgiczne. Ja i Skyler mieliśmy się z tego razem pośmiać.
- I co, też uznał to za zabawne i nostalgiczne?
Wskazałam na okno.
- Jeszcze go nie widziałam. Nie wszedł do środka, ale na pewno wejdzie.
Willow uniosła brwi.
- Och.
- Co?
- Nic.
- Nie no, o co chodzi? - Zapięłam walizkę i podniosłam ją z łóżka.
- Ja się tu zamartwiałam, że mi ukradnie najlepszą przyjaciółkę, ale wygląda na to, że niepotrzebnie. Wyrósł na totalnego dupka. Czy coś zapowiadało taki rozwój wypadków? Czy uniesiemy się honorem?
- Ha, ha, zabawne.
- Ja wcale nie żartowałam.
Wyrzuciłam rękę do góry.
- Nie, Skyler jest... był... najsympatyczniejszym i najzabawniejszym chłopakiem, jakiego znałam. No nic, nieważne. Po prostu siedzi w telefonie. Może dostał jakieś zadanie na wakacje albo coś w tym stylu. Jestem pewna, że to coś ważnego.
- A może rozmawia ze swoim kuratorem albo z chorym krewnym. Albo też czyta, jak usunąć z czoła diabelski róg.
- Diabły mają dwa rogi.
- On jest diabłem jednorogim, uwierz mi.
Pokręciłam głową z uśmiechem.
- Okej, spakuję to jeszcze do kampera, a potem wyruszamy.
- Norah?
- Tak?
- Przykro mi.
- Z jakiego powodu? Nic się nie dzieje. Niedługo będę cię zalewać głupkowatymi zdjęciami, na których będziemy ja i on.
Willow chwyciła mnie za ramiona i popatrzyła mi w oczy, a jednocześnie w samo serce, tak jak tylko najlepsza przyjaciółka potrafi.
- Wiem, że nie tego się spodziewałaś. I wiem, że Skyler był dla ciebie uosobieniem tej części dzieciństwa, której nigdy do końca nie poznałam, ale jeśli obecnie okaże się dupkiem, to tamten chłopak z przeszłości wciąż może zajmować ważne miejsce w twoim sercu. To wcale nie wyklucza tej magicznej kolizji, jasne? - I z klaśnięciem złączyła dłonie.
- Dzięki. - Uścisnęłam ją.
- Mam nadzieję, że przywieziesz mi z tej wyprawy jakieś pamiątki, więc uprasza się o przemyślane zakupy.
- Nie wpakuj się w tarapaty pod moją nieobecność.
- Chcesz mi odebrać całą radość życia? - Po tych słowach Willow podniosła swoją torbę i wyszła ze mną z pokoju.
Salon był już pusty, wszyscy wyszli na podwórko, gdzie tata pomagał ładować bagaże, a mama oglądała wynajęty przez naszych gości kamper. Był dopiero początek czerwca, ale we Fresno upały już nadeszły. Drzewa i wyrastające spomiędzy płyt chodnikowych chwasty zdążyły utracić wiosenną zieleń i zżółknąć.
Podeszłam do taty z walizką, a on upchał ją do zewnętrznego schowka obok torby, lodówki turystycznej, papieru toaletowego oraz mnóstwa innych rzeczy, które mama zabrała na wyjazd.
- Rany, dziecko, coś ty tam spakowała?
- Tato, jedziemy na trzy tygodnie.
- W sumie tak. - Uściskał mnie mocno. Mój tata nie jest wysoki, więc zetknęliśmy się policzkami. - Będę za tobą tęsknił.
- A ja za tobą.
- Cześć, Willow - rzucił ponad moim ramieniem.
- Dzień dobry, panie Simons. Wiem, że za mną też będzie pan tęsknił, ale wierzę, że jakoś da pan sobie radę.
- Dziękuję za pokładane we mnie zaufanie. - Tata odwrócił się, by zamknąć schowek. - Pakujesz tu coś jeszcze?
- Nie, plecak zabieram do środka.
Coś za mną przyciągnęło jego uwagę. Podniósł rękę, by komuś pomachać.
- Miło cię widzieć, Skyler.
Serce zaczęło mi szybciej bić, a gdy się odwróciłam, miałam wrażenie, że robię to w zwolnionym tempie.
- Miałaś pod ręką takiego przystojniaka i go nie pocałowałaś? - mruknęła Willow.
- Udam, że tego nie słyszałem - powiedział tata i ruszył w stronę mamy.
Willow zakryła usta, tłumiąc śmiech.
Skyler odmachał tacie, a wtedy nasze oczy na chwilę się spotkały, jednak zaraz potem odwrócił wzrok.
Był niby taki sam, ale zupełnie inny. Znacznie podrósł i nabrał ciała. Miał za to taką samą spokojną twarz, takie same gęste blond włosy i jasnobrązowe oczy. I właśnie dlatego na jego widok naszło mnie wspomnienie ostatniego razu, kiedy wrócił do domu po długiej podróży. Pewnego lata spędził u babci miesiąc, a mnie ten czas wydawał się wiecznością.
W dniu, w którym miał wrócić, siedziałam na werandzie jego domu, zbyt podekscytowana, by czekać u siebie. Słońce zachodziło, malując niebo jaskrawym oranżem. Gdy jego mama wjechała na podjazd, Skyler otworzył drzwi i wyskoczył z samochodu, nim jeszcze zgasł silnik.
- Norah! - Wpadliśmy sobie w ramiona.
- Wieki cię nie było. Ezra nie chciał grać ze mną w Minecrafta, więc mam nadzieję, że w Oregonie nie przesadziłeś z grami, bo inaczej strasznie się w tym tygodniu wynudzisz.
- Czy da się przesadzić z Minecraftem? - Zdjął plecak i usiadł na trawie. - Mam coś dla ciebie.
- Miło cię widzieć, Norah - przywitała się ze mną Olivia, klepiąc mnie po ramieniu.
Skyler w ogóle nie był podobny do mamy. Ona była wysoka i szczupła, miała ciemne włosy, jak pozostała dwójka jej dzieci. Skyler, ku swemu niezadowoleniu, bardziej przypominał tatę, choć charaktery mieli zupełnie inne.
- Panią też. - Usiadłam obok Skylera. - To co takiego masz dla mnie?
Włożył rękę do przedniej kieszonki plecaka i wyciągnął z niej bransoletkę z koralików.
- Należała do mojej babci.
- Ukradłeś ją?
- Co takiego? Nie! Myślisz, że mógłbym okraść własną babcię?
- Jak dla mnie wyglądasz trochę podejrzanie.
Uśmiechnął się szeroko, odsłaniając przerwę między zębami.
- Podejrzany jak lis.
- Czy nie mówi się "chytry jak lis"?
- Serio? To lisy są chytre?
- A podejrzane niby są?
- I to jeszcze jak. - Zrobił wielkie oczy i się roześmiał. - Masz. Babcia mi to dała. - Wskazał na koraliki i zdobiące je litery. - To chyba pochodzi z czasów jej dzieciństwa. - Chwycił mnie za rękę i wsunął mi bransoletkę na nadgarstek.
Zaczęłam się bawić koralikami.
- Ale oldskulowa. - Podniosłam na niego wzrok. - A gdzie masz swoją?
- To znaczy?
- To bransoletka przyjaźni. Ja mam swoją i ty też powinieneś mieć swoją.
Skyler wzruszył ramionami.
- Pewnie jej przyjaciółka z dzieciństwa ma tę drugą.
- Może spróbujemy ją ukraść?
- Świetny pomysł - odpowiedział z tym figlarnym błyskiem w oczach, bo zawsze uważaliśmy swoje żarty za zabawne, nigdy za dziwne.
- I co teraz zrobisz? - Głos Willow wyrwał mnie z zamyślenia.
Skyler zamknął drzwi od kampera i ruszył w stronę Ezry i Austina, którzy wciąż nie mogli się nagadać po tak długiej przerwie.
- Skyler! - wykrzyknął Ezra na jego widok, a potem padli sobie w ramiona.
- Czy on w ogóle nie zamierza do ciebie podejść? - spytała Willow. - Cofam słowa o tym, że jest przystojniakiem. Już stracił dla mnie cały swój urok.
Dziwnie mi było słyszeć, że Willow nazywa Skylera przystojniakiem. To znaczy okej, nie byłam ślepa. Był atrakcyjnym facetem. Ale nie potrafiłam patrzeć na niego inaczej niż jak na chłopaka, z którym spędzałam kiedyś mnóstwo czasu.
- Za to jego brat... - dodała, lustrując Austina. - Mogę go zaklepać?
- On ma dziewiętnaście lat.
- No i...?
- I jest gejem.
- Mogłaś zacząć od tego.
- Pewnie tak. Chodź, przedstawię cię wszystkim, zanim sobie pójdziesz.
Tak jak powiedziałam bratu, sytuacja będzie dziwna tylko wtedy, gdy będziemy się zachowywać dziwnie.
- Okej.
Kiedy szłyśmy w ich stronę, Austin odwrócił się do nas.
- Cześć, Norah! - zapiszczał, naśladując swoją mamę, po czym dodał już normalnym tonem: - Aleś ty wydoroślała!
Wskazałam na włoski na jego brodzie.
- A ty w ten sposób próbujesz zgrywać dorosłego?
Skyler parsknął śmiechem, a mnie wróciła odrobina nadziei. Chciałam go przytulić, tak jak zrobił to mój brat, tak jak zawsze to robiliśmy, ale zawahałam się i w ten sposób przegapiłam moment, kiedy mogłoby to wypaść naturalnie.
- Chłopaki, to moja przyjaciółka Willow. Willow, to Austin i Skyler.
- Cześć - przywitała się.
- Miło cię poznać - powiedział Ezra i Willow walnęła go w ramię. Mój brat chwycił ją za pięść, żeby powstrzymać ją przed kolejnym ciosem. Willow była moją jedyną znajomą, na której Ezra i jego licealna sława nie robiły żadnego wrażenia. Nigdy przy nim nie chichotała ani nie zgrywała głupiutkiej i za to ją uwielbiałam.
- Jakim cudem Norah namówiła cię na trzy tygodnie w kamperze? - spytał ją Austin.
- Nie, nie jadę z wami. Przyszłam tylko jej pomóc i obczaić konkurencję. - Spojrzała hardo na Skylera. - Ale widzę, że nie mam się kogo bać, więc zaraz sobie pójdę.
Szturchnęłam ją łokciem, a ona się roześmiała.
- Dzwoń do mnie - dodała.
Gdy już mnie wyściskała i pomachała pozostałym, wsiadła do samochodu i odjechała. Ezra i Austin wspominali swoje przygody z pierwszej klasy, jak gdyby cały czas mieli ze sobą kontakt - śmiali się i kończyli nawzajem swoje zdania. Skyler i ja przysłuchiwaliśmy się im w milczeniu, jakbyśmy wcale się nie znali.
- Co u ciebie? - spytałam go wreszcie.
- Wszystko okej, dzięki. - I tyle, bez głupkowatych dowcipów czy porozumiewawczych uśmieszków. - A u ciebie?
- W porządku. - Kiwnęłam głową w kierunku ich kampera. - Jesteś na to gotowy?
- No co ty - odburknął.
- Zmusili cię, co? - spytałam, a potem, ponieważ mieliśmy tyle samo wspomnień, co Ezra i Austin, którzy najwyraźniej wciąż świetnie się dogadywali, dodałam: - Jak do udziału w projekcie naukowym w szóstej klasie? Chyba ciągle mam zasuszone świerszcze między zębami.
Skyler zaśmiał się tym uprzejmym śmiechem, który dobrze znałam, ale który nigdy wcześniej nie był reakcją na moje słowa.
- Mhm - mruknął.
Zamrugałam oczami, a nadzieja, która rozbłysła przed chwilą, natychmiast zgasła. Potajemnie zsunęłam bransoletkę z nadgarstka do kieszeni.
- Okej, fajnie było pogadać po tak długim czasie. - Odwróciłam się i choć miałam ochotę rzucić się do biegu, tylko ruszyłam szybkim krokiem w stronę naszego kampera, weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. - Zasuszone świerszcze między zębami? Serio, Norah?
Super, koleś, z którym dawniej wiecznie się wygłupiałam, znormalniał. Prychnęłam ze złością, po czym rzuciłam plecak na kanapę.
Drzwi się otwarły i serce mi stanęło - miałam nadzieję, że to Skyler przyszedł się wytłumaczyć. Ale była to Paisley.
- Wow, wasz kamper jest większy niż nasz. Nieźle tu macie. - Obejrzała jego wnętrze: aneks kuchenny, piętrowe łóżko i łazienkę. - Często jeździcie nim na wycieczki?
- Dawniej jakoś częściej, ale i tak głównie na długie weekendy. To będzie nasza najdłuższa wyprawa.
- Nie mogę się doczekać.
- Ja też. - I to była prawda. Nawet gdyby nie chodziło o Skylera, od samego początku ekscytowałam się trasą, którą pokazała mi mama, a zwłaszcza paroma przystankami: parkami Zion i Yellowstone oraz Seattle, gdzie mieściła się moja przyszła uczelnia. Nigdy wcześniej nie byłam poza Kalifornią i cieszyłam się na myśl o doświadczeniu czegoś nowego.
- Mama mówiła, że mieszkaliśmy w tej okolicy.
- Tak, niedaleko stąd, niecałą przecznicę dalej. Nie pamiętasz?
- Może trochę kojarzę. Czy są tu drzewka pomarańczowe? Pamiętam, jak z braćmi budowałam na jednym z nich fort czy coś takiego.
Uśmiechnęłam się.
- Tak, za osiedlem. Tyle że deweloper wykupił sad, więc wkrótce staną tam kolejne domy.
- Pamiętasz mnie?
- Jasne! Byłaś taka mała - wyciągnęłam rękę, żeby to zobrazować - i wszędzie chodziłaś za mną i Skylerem. A ty mnie nie pamiętasz?
- Czy dawniej miałaś ciemniejsze włosy?
Pociągnęłam za końcówki włosów, które do niedawna były ciemnobrązowe, ale od wizyty u fryzjera w zeszłym tygodniu miały jaśniejszy odcień.
- Tak, to niesamowite, co może zrobić odrobina utleniacza i tonera.
Paisley się skrzywiła.
- Nie mam o tym pojęcia. Mama nie pozwala mi robić niczego z włosami.
- I ma rację, są piękne.
Paisley zmrużyła oczy, jak gdyby się nad czymś zastanawiała.
- Czy często zaplatałaś włosy w warkocze francuskie?
Roześmiałam się.
- Ooo, tak. Miałam fazę na warkocze francuskie. Nauczyłam się, jak je samodzielnie zaplatać, gdy miałam jakieś dziesięć lat, więc przez cały rok chodziłam w nich codziennie.
- Będziesz musiała mnie tego nauczyć, bo ja nie umiem.
- Jesteś pewna, że chcesz mieć w życiu fazę na warkocze francuskie?
- Obiecuję, że będę korzystać z tej umiejętności z umiarem.
A więc siostra Skylera miała poczucie humoru. Kto wie, może się okaże jedynym atutem tej wycieczki. I nagle pomyślałam, że może mnie oświecić w pewnej sprawie.
- Yyy... o co chodzi z twoim bratem? Dlaczego nie chciał tu przyjechać?
- Skyler?
- Aha.
- Nie mam pojęcia. Słyszałam, jak wspominał o tutejszej dziewczynie, która na niego leciała. Może się boi, że ją spotka. Nie chce jej robić nadziei. - Mówiąc ostatnie zdanie, zrobiła znak cudzysłowu.
Szczęka mi opadła, ale szybko zamknęłam usta.
- Skyler użył takich słów? To dlatego zrobiłaś ten znak?
- Tak, słyszałam, jak mówił to Austinowi.
- Austinowi? - Poczułam pieczenie w oczach.
- Do czego jest ten przycisk? - spytała Paisley, wskazując na ścianę nad stolikiem.
Usłyszałam to pytanie, ale mój mózg ciągle przetwarzał jej wcześniejsze słowa. Wiedziałam, co to oznacza. Jakbym mało zaznała dzisiaj upokorzeń.
Paisley spojrzała na mnie i nagle zrobiła wielkie oczy.
- Zaraz, zaraz... Skyler mówił o tobie?