Every Day Is Exactly The Same - Nine Inch Nails
Pacific - Sleeping At Last
Atlantic - Sleeping At Last
Rozdział 1
W cieniu tablicy
Ciemnozielona tablica na wydziale psychologii Uniwersytetu Stanforda lśniła w świetle popołudniowego styczniowego słońca, które wlewało się przez wysokie okna sali wykładowej. Profesor Jake Carter oparł się o biurko, przesuwając pewnym i skupionym spojrzeniem po pustych jeszcze rzędach ławek. Te kilka minut spokoju przed zajęciami wystarczało mu, by uporządkować myśli i precyzyjnie wejść w opanowaną do perfekcji rolę wykładowcy.
Jake miał trzydzieści pięć lat, choć było w nim coś młodzieńczego, co sprawiało, że wyglądał na kilka mniej. Był wysoki, a jego rysy twarzy wyraźne i męskie - z mocno zarysowaną linią szczęki. Ciemne, nieco dłuższe włosy - zawsze niedbale ułożone - stanowiły jego znak rozpoznawczy. W połączeniu z lekkim zarostem i casualowym stylem ubioru nadawały mu pozornie swobodny wygląd.
Nie należał jednak do ludzi wyluzowanych - wręcz przeciwnie. Wszystko w jego życiu - emocje, reakcje, i słowa - musiało być pod kontrolą. Zawsze. Miał przez to opinię zdystansowanego i nieodgadnionego.
Jednak w jego szarych i przenikliwych oczach było coś, co czasami zdradzało lekkie napięcie między kontrolą a tym, co próbowało się spod niej wymknąć.
Jego wysportowana sylwetka świadczyła o latach regularnych treningów, choć ostatnio bardziej skupiał się na pracy niż na sporcie. Był jednym z młodszych naukowców na uczelni i całą swoją energię poświęcał karierze naukowej w dziedzinie, która go pasjonowała od czasu studiów - teorii podświadomości.
Studenci powoli zaczęli wchodzić do sali, a w powietrzu unosił się ledwo wyczuwalny chłód przyniesiony z zewnątrz. Jake rejestrował ich obecność, choć pozornie nie patrzył. Ot, rutyna. Irytowały go ciągłe spóźnienia oraz rozmowy studentów - nie z powodu braku szacunku, lecz dlatego, że rozbijały jego precyzyjnie ustalony rytm dnia.
Kiedy włączył prezentację i miał już zacząć środowy wykład dla grupy ostatniego roku psychologii, drzwi otworzyły się po raz kolejny. Znowu wzrosła w nim lekka irytacja, choć starał się tego nie okazywać. Obrócił głowę odruchowo, zamierzając tylko przelotnie spojrzeć, ale tym razem zatrzymał wzrok na dłużej.
Do sali weszła Emma Collins, jak zwykle spóźniona, z torbą na ramieniu i notatnikiem w ręku.
- Dzień dobry, profesorze - powiedziała cicho, mijając go.
Jej głos był ledwo słyszalny, ale wystarczająco wyraźny, by przyciągnąć uwagę Jake'a bardziej, niż powinien.
- Dzień dobry - odpowiedział po chwilowym zawahaniu.
Zupełnie jakby jego wewnętrzny mechanizm - ten, który zawsze odmierzał perfekcyjnie każdą reakcję - na moment się zawiesił. Patrzył za nią, gdy szła do ostatniego rzędu, jak zawsze daleko, jakby nie chciała rzucać się w oczy.
Emma miała dwadzieścia pięć lat i poruszała się z naturalną lekkością. Była wysoka i szczupła, miała proporcjonalną, kobiecą sylwetkę. Jej oczy - o głębokim odcieniu zieleni - kontrastowały z jasną cerą i łagodnymi rysami twarzy. Długie, brązowe włosy najczęściej wiązała w luźny kok - tak jak dzisiaj - jakby w ogóle nie przejmowała się swoim wyglądem. Ubierała się prosto i skromnie, więc nie wyróżniała się w jakiś oczywisty sposób, a jednak coś sprawiało, że zostawała w pamięci na dłużej.
Już na pierwszych zajęciach Jake zwrócił uwagę na jej inteligencję i pewność siebie. Zadawała pytania, które były rzeczowe, trafne, czasem nieco niewygodne - stawiane nie po to, by imponować czy prowokować, ale dlatego, że naprawdę sięgały sedna. Często wykraczały poza ramy przygotowanych wykładów i zmuszały go - ku jego własnemu zdziwieniu - do zatrzymania się i przestawienia toku myślenia. Nie zabiegała o jego uwagę, a jednak w taki sposób ją przyciągała.
Po chwili Jake stanął przy tablicy. Obrócił się do studentów i przesunął wzrokiem po ich twarzach. W sali było cicho, a słońce rzucało ukośne promienie na coraz dalsze rzędy ławek, podkreślając unoszący się w powietrzu delikatny kurz.
- Dziś porozmawiamy nieco szerzej o wpływie podświadomości na podejmowanie decyzji - zaczął wykład. - Zacznijmy jednak od podstaw. Przypomnijcie, proszę, czym właściwie jest podświadomość.
W sali panowała cisza, zanim kilka rąk powoli uniosło się w górę. Jake wskazał jednego ze studentów w pierwszym rzędzie, który odpowiedział:
- Uważam, że podświadomość to coś w rodzaju ukrytego programu, który kieruje naszymi działaniami. Na przykład możemy czuć sympatię do kogoś, nawet nie wiedząc dlaczego.
- Bardzo dobrze. - Jake skinął głową. - Podświadomość często działa poza naszą świadomością, wpływając na nasze uczucia i zachowanie. A co z poczuciem winy? Czy może być zakorzenione w podświadomości?
Kolejna ręka w powietrzu. Tym razem dziewczyna w trzecim rzędzie odpowiedziała:
- Myślę, że poczucie winy może być czymś, co tłumimy w podświadomości, ale potem wychodzi to na wierzch w formie stresu albo niepokoju.
Jake uśmiechnął się lekko. Podczas pisania doktoratu, a potem przez kilka lat pracy na stanowisku profesora, słyszał już setki razy te standardowe definicje. Schematy, które powielały się nieustannie.
- Dokładnie. Freud nazywał to "wyparciem". Podświadomość nie pozwala zapomnieć o rzeczach, które chcielibyśmy ukryć. Często wpływa na relacje, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Decyzje w relacjach rzadko są wolne od emocjonalnego bagażu. I nie jest łatwo od razu sprecyzować, dlaczego pojawia się taka, a nie inna reakcja.
Przesunął spojrzeniem po sali, aż zatrzymał wzrok na ostatnim rzędzie. Emma Collins siedziała z opuszczoną głową i pisała zawzięcie w swoim notatniku. Jake nagle poczuł nieokreślony impuls, by zaskoczyć ją jakimś trudnym pytaniem. Tak w ramach odwetu za notoryczne spóźnianie się. Ale nigdy nie przyznałby się do tego na głos.
- A ty, Emmo? - zwrócił się do niej. - Co o tym sądzisz? Jak podświadomość może kierować naszymi decyzjami w relacjach z innymi?
Dziewczyna uniosła wzrok, wyraźnie zaskoczona, że profesor zwrócił się bezpośrednio do niej. W jej oczach pojawił się błysk koncentracji.
- Myślę, że podświadomość nie tyle kieruje naszymi decyzjami w relacjach... ile je uprzedza - zaczęła, powoli dobierając słowa. - Bo właśnie to wstępne, nieświadome przetwarzanie decyduje, jak reagujemy na drugą osobę. Uważam, że podświadomość prowadzi, a dopiero potem świadomość próbuje to ubrać w racjonalne uzasadnienia. Czasem bardzo przekonujące, ale często kompletnie oderwane od rzeczywistości.
Jake na moment stracił rezon. To on chciał zaskoczyć ją pytaniem - tymczasem sam został zaskoczony. Jej odpowiedź po raz kolejny przypomniała mu, że to nie jest zwykła studentka, jakie codziennie się spotyka, ale ktoś, kto naprawdę rozumie, o czym mówi. Kto widzi i słyszy więcej.
- To... interesująca perspektywa - powiedział nieco wolniej. - Podświadomość często odgrywa role, których w pełni nie rozumiemy. I dlatego to czyni psychologię tak złożoną.
Przez krótką chwilę w sali zapanowała cisza, jakby wszyscy przetwarzali to, co właśnie usłyszeli. W końcu Emma spuściła wzrok na swój notatnik i zapisała coś pospiesznie, a Jake szybko odwrócił się w stronę tablicy.
***
Wykład powoli się toczył. Na tablicy widniały równym pismem zapisane pojęcia, takie jak: heurystyka dostępności, przetwarzanie dualne, obciążenie poznawcze, paraliż decyzyjny. Gdy Jake przeszedł do ostatniego punktu, odwrócił się do studentów i wskazał na to pojęcie na tablicy.
- Paraliż decyzyjny, czyli stan, w którym nadmiar dostępnych opcji utrudnia podjęcie wyboru - opowiadał spokojnie, ale z pasją, którą studenci dobrze już znali. - Czasem brak decyzji to też decyzja, tylko podejmowana nieświadomie. Albo raczej... odkładana. I taka decyzja realnie nadal wpływa na przebieg zdarzeń.
Zanim zdążył rozwinąć temat, na końcu sali podniosła się ręka. Emma.
- Profesorze, a czy nie jest tak, że paraliż decyzyjny to nie tylko efekt nadmiaru opcji, ale też lęku przed konsekwencją? - zapytała, patrząc mu prosto w oczy. - Może czasem to nie brak odwagi, tylko świadomość, że każda decyzja coś w nas zmienia i... nie jesteśmy na to gotowi?
Jake uniósł brwi lekko zaskoczony. Pytanie trafiło w samo sedno, a w dodatku zostało ujęte w taki sposób, że sam nie sformułowałby tego tak precyzyjnie. To nie była konfrontacja - raczej szczera, autentyczna refleksja. Podszedł wolno do biurka i bezwiednie poprawił mankiet koszuli, próbując zyskać chwilę na przemyślenie. Jego wzrok zatrzymał się na niej, daleko w ostatnim rzędzie.
- Lęk przed zmianą jako czynnik modulujący proces decyzyjny... - powiedział wolniej niż zwykle. - Tak, to bardzo trafna obserwacja. Czasem ten lęk bywa trudniejszy do zauważenia, bo jest ukryty głęboko. Zwłaszcza gdy działa... podświadomie?
Emma pokiwała głową i lekko się uśmiechnęła, z odrobiną satysfakcji, że profesor podjął grę.
- Myślę, że czasem ten strach przed konsekwencją działa... paradoksalnie ochronnie - odpowiedziała. - Podświadomość czasem zatrzymuje nas, zanim zrobimy krok, którego emocjonalnie nie udźwigniemy. Nie dlatego, że nie chcemy zmiany, ale dlatego, że zmiana odsłania coś, co wolimy ukryć. Przed innymi... a czasem też przed sobą.
W sali było nienaturalnie cicho. Studenci zerkali z zainteresowaniem to na profesora, to na Emmę, jak podczas dobrze rozgrywanej partii szachów i wyczuwali, że wykład przeszedł właśnie na nieco wyższy poziom. Jake, choć nadal opanowany, poczuł w sobie ten rodzaj pobudzenia intelektualnego, który rzadko ktoś w nim uruchamiał.
Tak, zdecydowanie to popołudnie zapowiadało się... interesująco.
Oparł się bokiem o biurko i skrzyżował ręce na piersi. Spojrzał na Emmę z lekkim uśmiechem.
- Reasumując, Emmo, według tej teorii paraliż decyzyjny nie wynika wyłącznie z nadmiaru opcji, które da się świadomie rozpoznać, ale też z podświadomości, która wpływa na ocenę konsekwencji?
- Powiedziałabym raczej, że świadomość i podświadomość czasem mówią w różnych językach - odparła niespeszona. - A my jesteśmy tłumaczami, którzy nie zawsze mają dobry słownik pod ręką.
Jake zaśmiał się cicho, krótko, ale z autentycznym uznaniem.
- Sprytne. Ale czy ten "słownik", o którym mówisz... to coś, co ludzie tworzą sami? Czy może coś, co wdrukowano im wcześniej, razem z wychowaniem, doświadczeniem, oczekiwaniami innych? - zapytał, drążąc temat.
- Myślę, że obie odpowiedzi są prawdziwe - odpowiedziała. - I czasem największym błędem jest próba podejmowania decyzji według cudzych definicji. Wtedy wybór przestaje być nasz.
Jake przez chwilę nic nie powiedział. Poczuł lekką ekscytację, która zwykle pojawiała się w najlepszych momentach jego zajęć - kiedy przestawał być wykładowcą, a stawał się rozmówcą. Kiedy ktoś go naprawdę zaintrygował i zmuszał do myślenia. Spojrzał na tablicę, potem z powrotem na Emmę. W końcu pokiwał głową, przyjmując nie tylko odpowiedź, ale i wyzwanie, które się za nią kryło.
- Tego nie było w moich notatkach - powiedział z lekkim uśmiechem. - Będę musiał zaktualizować materiały do przyszłorocznych zajęć.
Kilku studentów zachichotało. Emma również się uśmiechnęła, ale nie odpowiedziała. A Jake, zamiast wrócić do wykładu, spojrzał jeszcze raz na nią, próbując sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz studentka tak skutecznie wytrąciła go z równowagi. W najlepszym możliwym znaczeniu tego słowa.
Po chwili spojrzał na zegar wiszący nad drzwiami. Minęła dopiero połowa czasu przeznaczonego na wykład, ale on miał jeszcze jeden plan na dziś. Popatrzył na studentów.
- Na koniec mam dla was małe wyzwanie - oznajmił, a w sali znowu zrobiło się cicho. - Przygotowałem krótki test, który podsumuje to, o czym dziś rozmawialiśmy. Dziesięć pytań dotyczących wpływu podświadomości na proces decyzyjny. Ale to nie będzie zwykły test.
Studenci unieśli głowy z zainteresowaniem. Jake uśmiechnął się lekko, czując, jak wzrosło napięcie w sali.
- Osobie, która uzyska najlepszy wynik, zaproponuję możliwość wzięcia udziału w moim najnowszym projekcie - dodał. - To badanie, którego wyniki będę prezentował na międzynarodowej konferencji, więc stawka jest wysoka.
W sali słychać było ciche szepty. Jake rozdał studentom arkusze z pytaniami. Zatrzymał się na moment przy ostatnim rzędzie, gdzie siedziała Emma. Gdy podawał jej kartkę, spojrzał jej w oczy i dostrzegł w nich błysk skupienia i determinację.
- Macie piętnaście minut - powiedział, wracając do swojego biurka i zerkając na zegarek. - Powodzenia.
Studenci pochylili się nad kartkami. Od tej pory słychać było jedynie ciche drapanie długopisów i szelest papieru. Jake rozglądał się po sali, od czasu do czasu spoglądając w stronę Emmy. Słońce rysowało świetliste pasy, przemieszczając się powoli po rzędach ławek, ale tam, gdzie siedziała ona, światło nie sięgało. Była skupiona, notując odpowiedzi z zawziętością, a jej brwi lekko się marszczyły.
Kiedy czas dobiegł końca, Jake zebrał testy, zarządził piętnaście minut przerwy i usiadł przy biurku, by je ocenić. Szybko okazało się, że większość studentów poradziła sobie dobrze, ale odpowiedzi Emmy wyróżniały się precyzją i głębią. Przy każdym pytaniu nie tylko trafiała w sedno, ale też dodawała własne refleksje, które wykraczały poza standardowy materiał. Nie zdziwiło go to.
W końcu podniósł głowę i spojrzał na grupę.
- Mam wyniki - oznajmił, a w sali zapanowała cisza. - Najlepiej napisała Emma Collins. Gratulacje.
Dziewczyna była wyraźnie zaskoczona, ale potem na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- To oznacza, że będziesz pracowała ze mną nad wspomnianym projektem - dodał. - Porozmawiajmy po zajęciach o szczegółach.
Kilka osób w sali, głównie studentki, spojrzało na nią z zazdrością, ale Emma jedynie skinęła głową.
- Na dziś to wszystko, dziękuję za uwagę... i za dzisiejszą dyskusję. Była znacznie ciekawsza, niż przewidywał mój konspekt - zakończył z delikatnym uśmiechem, spoglądając przelotnie na Emmę. - Miłego dnia.
***
Studenci powoli opuszczali salę, a Jake porządkował swoje rzeczy na biurku. Wtedy podeszła do niego Emma.
- Gratuluję jeszcze raz - powiedział profesjonalnie. - Twoje odpowiedzi w teście były wyjątkowo precyzyjne. Zwłaszcza refleksja o tym, jak doświadczenia wywołujące silne emocje mogą komplikować podejmowanie decyzji. To bardzo dojrzała uwaga.
Emma uśmiechnęła się lekko, choć było po niej widać, że jest trochę onieśmielona.
- Dziękuję, profesorze. To bardzo ciekawy temat. Psychologia podświadomości zawsze mnie fascynowała.
- To się dobrze składa, bo właśnie to jest podstawą projektu, nad którym będziemy pracować - odparł, otwierając notatnik leżący na biurku. - Planuję przeprowadzić badanie na temat wpływu podświadomych uprzedzeń na podejmowanie decyzji w grupie. Chcę sprawdzić, jak różne bodźce wpływają na wybory większej grupy ludzi, nawet gdy nie zdają sobie z tego sprawy.
Emma uniosła brew, jej zainteresowanie wyraźnie wzrosło.
- Brzmi fascynująco. Chodzi o eksperymenty z manipulacją bodźcami? Na przykład wykorzystanie sugestii w komunikacji?
Jake skinął głową, wciąż lekko zaskoczony jej bystrością i tym jak szybko podążała za jego myślą.
- Dokładnie tak. Planuję przeprowadzić w związku z tym kilka eksperymentów. Zadanie będzie polegało na analizie wyników, tworzeniu hipotez i, co najważniejsze, interpretacji danych w kontekście psychologii emocji.
Emma zastanowiła się przez chwilę.
- A czy będziemy pracować z prawdziwymi grupami testowymi, czy to będą symulacje?
- Z prawdziwymi grupami - odpowiedział. - Będziemy przy tym współpracować z naukowcami z Uniwersytetu Bostońskiego, ale przygotowanie eksperymentu i zarządzanie badaniem to będzie nasza praca. Planuję, że ten projekt potrwa przez kilka najbliższych miesięcy. Oczywiście, jeśli to wyzwanie cię nie zniechęca.
- Wręcz przeciwnie! - Emma pokręciła głową, uśmiechając się szerzej. - To brzmi niesamowicie intrygująco. Ten temat przypomina mi pewien artykuł, który mocno mnie kiedyś zainspirował, więc nie mogę się doczekać - wyznała zaaferowana.
Jake przez chwilę patrzył na nią w milczeniu. Jej entuzjazm był zaraźliwy. Rozmawiała z nim w taki sposób, że czuł, iż wybrał właściwą osobę. Swoją pasją do nauki przypominała mu siebie sprzed kilku lat. Z jednej strony budziła w nim podziw, ale z drugiej - lekki niepokój. Jak to możliwe, że tak młoda osoba potrafi formułować tak trafne pytania oraz przedstawiać tak dojrzałe wnioski i spostrzeżenia?
- Chciałem jeszcze ci podziękować za dobrą dyskusję na dzisiejszym wykładzie - powiedział zupełnie poważnie. - Cenię sobie, gdy ktoś nie tylko słucha, ale i potrafi podważyć tezy, z wyczuciem. Masz świetny sposób prowadzenia rozmowy.
- Dziękuję, profesorze. Chyba po prostu czasem... zadaję za dużo pytań - powiedziała z lekkim zawstydzeniem.
- Nigdy nie przestawaj. - Pokiwał głową z aprobatą. - Tak zaczynają się wszystkie ciekawe rzeczy - od niewygodnych pytań.
Emma uśmiechnęła się w odpowiedzi.
- Musimy jeszcze ustalić jakiś termin naszych spotkań projektowych. Mam nadzieję, że wtedy twój zegarek będzie lepiej współpracował...? - Uniósł brwi z udawaną powagą.
- Obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy - odpowiedziała i zaśmiała się cicho.
- W porządku. - Jake oderwał od niej wzrok i zerknął na kalendarz w telefonie. - Jeśli ci pasuje, to proponuję piątki o czternastej. Na pierwszym spotkaniu omówimy szczegóły i podzielimy obowiązki. Przygotuję dla ciebie pierwsze materiały do analizy.
- Postaram się być na czas. Dziękuję za tę szansę, profesorze - powiedziała z wdzięcznością i skinęła głową, a w jej oczach Jake dostrzegł ten specyficzny błysk, który delikatnie go teraz rozpraszał.
- Zasłużyłaś na nią - odpowiedział cicho, zanim zdążył się powstrzymać.
Emma spojrzała na niego, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale ostatecznie tylko się uśmiechnęła i wyszła z sali. Jake patrzył, jak się oddalała. Miał wrażenie, że w powietrzu unosiła się jeszcze jej obecność i ta pewność siebie, którą emanowała. Właśnie takiej osoby potrzebował do swojego projektu. Inteligentnej, zaangażowanej, z pasją, która mogła zainspirować innych. Czuł, że ten projekt zapowiadał się niezwykle ciekawie, ale było w tym wszystkim coś, co go jednocześnie niepokoiło. Coś w niej. Miał nieodparte wrażenie, że współpraca z nią może być dla niego sporym wyzwaniem. I że na horyzoncie może pojawić się coś, czego zupełnie nie przewidział.
Right For You - Louise Dowd & Klas Wahl
Hearing - Sleeping At Last
The Mentor - Sleeping At Last
Boulevard Of Broken Dreams - Green Day
Rozdział 2
Niezwyczajny wykład
W piątkowy poranek Jake spoglądał na ogłoszenia na tablicy, choć w rzeczywistości nie czytał żadnego z nich. Po prostu stał tam, trzymając plik luźnych kartek i próbując uporządkować myśli przed kolejnym wykładem. Jego włosy były lekko potargane, jakby dopiero co przesunął po nich dłonią. Mimo porannego spokoju na korytarzu czuł się lekko spięty.
Nagle doświadczył czegoś dziwnego, nietypowego. Przeszedł go dreszcz. Nie musiał odwracać głowy, by wiedzieć, że ktoś się na niego patrzył. I wtedy, niemal instynktownie, spojrzał w bok.
Korytarzem szła Emma Collins. Ubrana była w prostą koszulę w odcieniu błękitu i jeansy, włosy miała dzisiaj rozpuszczone, opadające na ramiona. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, uśmiechnęła się. To było zupełnie naturalne - jej uśmiech. Lekki, ciepły, jakby była po prostu... zadowolona, że go widziała.
Jake zesztywniał. Powinien udawać, że naprawdę interesowały go ogłoszenia na tablicy. Ale nie zrobił tego. Jego dłoń, w której trzymał kartki, zacisnęła się nieco mocniej. Początkowo chciał odwrócić wzrok, ale coś go powstrzymało. Jego usta, zupełnie wbrew jego woli, drgnęły w odpowiedzi. To trwało sekundę, może dwie.
Gdy mijała go na korytarzu, nadal patrzyła na niego i powiedziała cicho:
- Dzień dobry, profesorze.
Jej głos był spokojny, niemal melodyjny. Jake odchrząknął, ale słowa utknęły mu w gardle. Ostatecznie skinął lekko głową i ledwo słyszalnie odpowiedział:
- Dzień dobry.
Emma przeszła obok, a on wpatrywał się w to miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą była. Dopiero potem odetchnął, nie do końca rozumiejąc, co właśnie się wydarzyło.
***
Emma przeszła dalej w kierunku sali, gdzie miał się odbyć kolejny wykład z profesorem Carterem. Wtedy usłyszała podekscytowane głosy dochodzące zza rogu. Przy automacie z kawą stały trzy dziewczyny z jej grupy, które gestykulowały żywo i chichotały. Zwolniła kroku, gdy usłyszała znajome nazwisko, zatrzymała się przy tablicy z ogłoszeniami i udawała, że coś czytała.
- Mówię wam, widziałam go na sali treningowej! Profesor Carter trenuje kick-boxing! - pisnęła z ekscytacją w głosie jedna z dziewczyn, Megan.
- No i co z tego? - zapytała druga, Lisa, ale w jej tonie dało się wyczuć ciekawość.
- Co z tego? Wyglądał jak grecki bóg! Umięśniony, spocony, całkiem bez koszulki... - Megan aż westchnęła dramatycznie.
Emma poczuła nagle, jak coś ścisnęło ją w mostku. Z obojętną miną podeszła bliżej, jakby przypadkiem się w tym miejscu znalazła.
- O kim wy tak gadacie? - zapytała niby od niechcenia, biorąc kawę z automatu.
- O profesorze Carterze! - odparła Sophie, która do tej pory tylko słuchała. - Megan widziała go na treningu kick-boxingu.
- Serio? - Emma uniosła brwi, udając lekkie zdziwienie. - No i co tam robił, że się aż tak ekscytujecie?
- Wszystko! - Megan przewróciła oczami. - Walił w ten worek treningowy jak w jakiegoś demona z przeszłości. Potem się wycierał ręcznikiem... Dziewczyny, przysięgam... - Westchnęła przeciągle.
- Chciałabym być tym ręcznikiem - dodała Sophie, udając, że właśnie zemdlała, i wszystkie wybuchnęły śmiechem.
Emma też się zaśmiała i wypiła łyk kawy. Nagle przed oczami stanął jej obraz Jake'a po treningu - jego mokre włosy, napięte mięśnie, i to jego przenikliwe spojrzenie.
- Może powinnyśmy częściej chodzić na siłownię - rzuciła żartobliwie i od niechcenia, po czym wzruszyła ramionami. - Ciekawe, kiedy znowu tam będzie.
- Oj tak, trzeba to rozpracować! - Megan klasnęła w dłonie. - Polowanie na profesora Cartera czas zacząć!
Emma tylko się zaśmiała, ale znowu poczuła dziwne ukłucie w środku. Po chwili weszła razem z koleżankami do sali wykładowej.
***
Kilka minut później w sali pojawił się profesor Carter, a luźno przewieszony plecak zwisał mu z jednego ramienia. Zatrzymał się przy biurku i wyglądał jak zawsze, na opanowanego i zdystansowanego - jakby nic nie mogło go zaskoczyć. Rozmowy umilkły niemal natychmiast. Zanim zaczął, rozejrzał się po sali, aby zebrać myśli. Spojrzał na kartki, na których studenci kilka dni temu zapisali swoje propozycje tematów zgodnie z jego prośbą. Zdecydował, że nie będzie czekał dłużej, by nie tracić czasu.
- Dziś nie będzie standardowego wykładu, ponieważ postanowiłem wylosować jeden temat z propozycji, które napisaliście.
W ręku trzymał plik kartek, które podał studentowi z pierwszego rzędu, aby je przetasował i potrzymał. Po chwili zastanowienia Jake wybrał jedną kartkę, a jego wzrok zatrzymał się na nazwisku Emmy. Lekko uniósł brew, czytając zapisane przez nią słowa: "Miłość w podświadomości". Choć temat wydawał się prosty, Jake miał świadomość, że jest niezwykle głęboki i złożony. Zawsze wydawał mu się zbyt osobisty - dotykał rzeczy, które często wymykały się precyzyjnym definicjom i naukowym analizom.
- Cóż, wygląda na to, że będziemy dzisiaj rozmawiać o miłości... w podświadomości - powiedział z lekkim uśmiechem.
Popatrzył na grupę, a potem na Emmę. Kilka studentek zachichotało cicho, ale nie rozproszyło go to.
- Zacznijmy od tego, czym tak naprawdę jest miłość w kontekście naszej psychiki - kontynuował pewnym głosem. - Jeśli chodzi o nasze uczucia i emocje, to podświadomość odgrywa niebagatelną rolę. Wiemy, że jest jak ogromny magazyn, pełen nieświadomych wspomnień, doświadczeń, a także niezrealizowanych pragnień, które na co dzień kierują naszymi decyzjami. I to, co nazywamy miłością, również znajduje swoje źródło w tej niewidocznej dla nas przestrzeni.
Zrobił pauzę, patrząc na studentów, którzy zaczęli się bardziej wciągać w temat. Jego spojrzenie mimo woli skierowało się na Emmę, która siedziała w ostatnim rzędzie. Oczywiście, ona była skupiona najbardziej ze wszystkich studentów, bo to jej temat omawiał. Ale dzisiaj coś w niej sprawiało, że prowadzenie zajęć stało się dla niego nieco... trudniejsze.
"Skup się, Carter. To tylko wykład" - pomyślał szybko i wrócił do tematu.
- Miłość to zjawisko, które nie zawsze jest racjonalne. Jest kształtowane przez nasze wcześniejsze doświadczenia, bywa naznaczone niezaspokojonymi potrzebami z dzieciństwa, które wpływają na nas w dorosłym życiu. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak głęboko zakorzenione są w nas pewne schematy. Możemy zakochać się w kimś, kto przypomina nam kogoś z przeszłości. Albo możemy czuć, że nasza miłość jest ukierunkowana na osobę, która wydaje się idealna, ale w rzeczywistości to raczej projekcja naszych pragnień i niezaspokojonych emocji.
Zatrzymał się i w tym momencie znowu spojrzał na Emmę. Nadal uważnie słuchała, ale w jej oczach było coś, co sprawiło, że poczuł się dziwnie. Nie mógł od niej oderwać wzroku. To był jednak tylko moment, który minął szybko. Musiał wrócić do wykładu.
- Kiedy mówimy o miłości w kontekście podświadomości, trzeba też wspomnieć o mechanizmach obronnych, które mogą wpływać na nasze uczucia. Często blokujemy te prawdziwe, bo boimy się zranienia. Nasze podświadome pragnienia mogą być tłumione przez strach przed odrzuceniem, a nawet przez nasze własne wyobrażenie o miłości, które jest odbiciem tego, czego nauczyliśmy się od innych. Miłość jest jednym z najpotężniejszych doświadczeń, jakie przeżywamy. I choć może wydawać się, że jesteśmy jej w pełni świadomi, w rzeczywistości jej prawdziwe źródła leżą głęboko w naszej psychice. A to, co się wydarzy w naszej podświadomości, często wpływa na nasze decyzje i relacje w sposób, który nie jest dla nas oczywisty.
Emma uniosła rękę niemal w tym samym momencie, gdy Jake skończył zdanie.
- Profesorze, mam pytanie - zaczęła. - A co jeśli to, co podświadome, jest też kształtowane przez kulturę? Wzorce medialne, narracje romantyczne, filmy, literatura... Może to nie tylko dzieciństwo czy przeżyta trauma, ale też historie, które widzimy wokół siebie, i o których słyszymy. Wtedy miłość nie byłaby tylko projekcją nieświadomego pragnienia, ale też echem zbiorowych mitów.
Jake skinął głową z uznaniem. Oparł się o brzeg biurka i odpowiedział:
- Dokładnie tak. Współczesna psychologia coraz częściej mówi o miłości jako konstrukcie biopsychospołecznym. Nieświadome schematy są kształtowane zarówno przez relacje rodzinne, jak i przez zbiorowe narracje. Więc, innymi słowy, podświadomość nie jest zamkniętym systemem, tylko gąbką, która chłonie wszystko, od rodziny po Netfliksa.
Kilka osób zachichotało.
- W pewnym sensie... tak. - Emma uśmiechnęła się lekko, ale nie dała się zbić z tropu. - Skoro podświadomość rejestruje to, czego świadomie nie analizujemy, to może także przesiąka tym, co uznajemy za "normalne" w opowieściach o miłości.
- To rodzi pytanie, ile z tej miłości to naprawdę "nasza" miłość - zastanowił się Jake, robiąc cudzysłów w powietrzu. - I czy można ją oczyścić z tych warstw. - Zamilkł na chwilę, wpatrując się w Emmę. - Może najbliżej prawdy będzie się wtedy, kiedy podświadomość nie jest tłumiona, ale też nie jest jeszcze przejęta przez język i konwencję.
Zrobił pauzę i zerknął na zegarek.
- To oczywiście tylko wstęp. Miłość jest jednym z najbardziej złożonych zjawisk psychologicznych i żaden pojedynczy wykład nie wyczerpuje tematu. Na koniec zadam pytanie, z którym was zostawię: Czy naprawdę to my wybieramy, kogo kochamy? - powiedział półżartem, półserio.
Większość osób w sali uśmiechnęła się pod nosem, ale Jake zarejestrował, że Emma patrzyła na niego uważnie. I wtedy pomyślał, że nie zdziwiło go, że to właśnie jej temat wylosował.
***
Kiedy większość studentów wyszła już z sali, podeszła do niego Emma.
- To było naprawdę świetne, profesorze - powiedziała, a jej głos lekko zadrżał. - Widać, że... naprawdę dobrze zna pan ten temat.
- Uczucia te... dla nikogo nie są obce - odparł wymijająco, próbując wybrnąć z niezręcznej sytuacji, ale jego głos zabrzmiał sztywno. - Czasami trudno jest wyjaśnić, ale... to temat, który może dotyczyć każdego z nas.
Gdy tylko skończył mówić, poczuł się dziwnie zmieszany. Emma delikatnie się uśmiechnęła, co dało mu chwilową ulgę, i powiedziała:
- Zgadzam się, że każdy z nas ma swoje własne doświadczenia, które wpływają na nasze podejście do miłości. A to, co pan powiedział, na pewno pomogło mi inaczej spojrzeć na temat, który zawsze wydawał się... trochę zbyt abstrakcyjny na naukowe rozważania.
Jake skinął głową, próbując złapać dystans.
- Dzięki, Emmo. Cieszę się, że mogłem podzielić się tym z wami. To temat, który... bywa osobisty, ale jest ważny. W kontekście psychologii.
Zamknął swoje notatki, by zakończyć rozmowę, Emma jednak drążyła temat dalej:
- Profesorze, mam jeszcze jedno pytanie... - zawahała się. - Czy jest możliwe, aby... zakochać się i nie być tego świadomym?
Serce Jake'a zabiło irracjonalnie mocniej. Pytanie Emmy było zaskakujące. Nagle wydało mu się mocno osobiste. Oczywiście, byli wykładowcą i studentką, więc ta rozmowa nie powinna zbaczać na zbyt prywatne tematy, ale mimo wszystko nie mógł powstrzymać się przed udzieleniem jej odpowiedzi.
- To... ciekawe pytanie - odpowiedział w końcu, patrząc na nią. - Myślę, że w pewnym sensie to możliwe. Miłość, jak wiele innych uczuć, może się ukrywać pod powierzchnią przez długi czas. Czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy, nie chcemy tego zauważyć albo po prostu nie wiemy, jak to nazwać. Czasem trzeba czasu, by zrozumieć, co się dzieje.
- I co pana zdaniem wtedy robić? - zapytała, nie spuszczając z niego wzroku. - Jeśli nie jesteśmy świadomi, że to miłość, czy wciąż możemy nad tym zapanować? Albo... próbować nie pozwolić, by to uczucie przejęło kontrolę?
Jake poczuł, że ten temat staje się coraz trudniejszy. Chciał odpowiedzieć na te pytania, ale musiał mocno się pilnować, by odpowiedzi, których jej udzielał, były tylko i wyłącznie profesjonalne.
- Ludzie zawsze mają pewną kontrolę nad tym, co robią, ale uczucia... one bywają nieprzewidywalne - powiedział, zerkając na nią. - Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy, że coś w nim narasta, aż do momentu, gdy nie może tego dłużej ignorować. Czasem... po prostu coś się wydarza.
Jake chciał uniknąć niepotrzebnych spekulacji, ale teraz jego słowa okazały się pułapką, w którą sam siebie wciągnął. Miał przeczucie, że Emma zaraz zada mu kolejne trudne pytanie.
- Czy to oznacza, że czasami wcale nie da się nad tym zapanować? - zapytała z nutą wahania w głosie.
Jake westchnął cicho.
- Wiesz, czasami wydaje nam się, że mamy wszystko pod kontrolą, ale... miłość jest inna. Można próbować ją zrozumieć, próbować nią kierować, ale nie zawsze ma się nad nią pełną władzę.
Emma skinęła głową i przez chwilę wpatrywała się w niego, a Jake czuł, jak narasta między nimi niezręczna cisza.
- Myślę, że może lepiej jest po prostu pozwolić jej być - skwitowała i brzmiała, jakby w końcu doszła do jakiejś konkluzji.
Jake spojrzał na nią, nie wiedząc, co odpowiedzieć. W głowie miał tylko jedną myśl - że powinien jak najszybciej zakończyć tę wymianę zdań.
- Dziękuję za rozmowę - powiedziała spokojnie, choć jej głos miał w sobie jakąś dziwną miękkość. - Do zobaczenia po południu, profesorze.
Jake skinął głową, lekko spięty.
- Do zobaczenia, Emmo.
Patrzył na nią, gdy ruszyła w stronę drzwi. W powietrzu wciąż unosiła się ta aura rozmowy z nią, która zostawiła w powietrzu dziwny ślad. Zaskoczony, próbował zrozumieć, co jest w niej takiego, co sprawia, że czuł się jednocześnie zaintrygowany i pełen niepokoju. Dopiero po chwili zabrał swoje rzeczy i wyszedł z sali.
***
Przez następne kilka godzin Jake siedział w swoim gabinecie. Porządkował notatki, odpowiadał na maile, przygotowywał prezentacje na wykłady, planował kolejne dni z wyprzedzeniem, co pozwalało mu zachować poczucie kontroli. Ale im bliżej było godziny czternastej, tym bardziej nerwowo obracał w dłoniach długopis. Zegar na ścianie zdawał się tykać głośniej niż zwykle, a minuty ciągnęły się w nieskończoność. Nigdy nie stresował się przed spotkaniami ze studentami, ale tym razem było inaczej. Czuł odpowiedzialność - nie tylko jako opiekun projektu, lecz także jako wykładowca wybierający studentkę z dużym potencjałem. Ale nie chodziło tylko o projekt - chodziło o nią. Ostatnie dni obfitowały w momenty, w których jej obecność go rozpraszała. A teraz mieli pracować razem. W jego gabinecie, przez najbliższe miesiące.
"To tylko projekt, Carter" - powtarzał sobie w myślach. "Profesjonalna współpraca".
Ale jego niepokój rósł z każdym kolejnym tyknięciem zegara. Gdy wskazówki pokazały czternastą, usłyszał delikatne pukanie do drzwi. Była punktualnie. Choć często przychodziła spóźniona na wykłady, tym razem najwyraźniej chciała zrobić dobre wrażenie. Szybko wziął głęboki oddech.
- Proszę - powiedział, starając się brzmieć jak najbardziej naturalnie.
Drzwi otworzyły się powoli i do środka weszła Emma.
- Dzień dobry ponownie, profesorze.
- Dzień dobry, Emmo. - Wstał z fotela. - Punktualność na najwyższym poziomie - zauważył lekko żartobliwym tonem, żeby rozładować napięcie, i wskazał jej krzesło naprzeciwko biurka.
- Nie chciałam stracić tej szansy - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem.
Obydwoje usiedli. Jake szybko zebrał myśli i sięgnął po plik dokumentów leżących na biurku.
- Dobrze, przejdźmy od razu do rzeczy - powiedział, podsuwając jej pierwszą stronę planu projektu. - To zarys naszych działań. Na początek przygotujemy grupy kontrolne i opracujemy zestawy bodźców, które wykorzystamy w badaniach. Twoim pierwszym zadaniem będzie analiza danych z podobnych eksperymentów i przygotowanie ich podsumowania. Jeśli masz jakieś propozycje albo coś chciałabyś dodać, jestem otwarty na sugestie.
Podał jej drugą kartkę. Ich palce niemal się musnęły, ale oboje szybko cofnęli dłonie - zupełnie naturalnie, ale Jake odnotował to w myślach. Nie pierwszy raz zauważył, że jego reakcje przy niej były inne. Zbyt uważne. Zbyt szybkie.
Emma nachyliła się nad dokumentami. Obserwował, jak dokładnie analizowała tekst, jak skupione miała spojrzenie. To była ta sama Emma, którą znał z zajęć - zdolna, zaangażowana. A jednak teraz, zaledwie dwa metry od niego, w jego gabinecie, wydawała się... inna.
- To naprawdę ambitne - stwierdziła po chwili. - Wydaje mi się, że mamy szansę na bardzo ciekawe wyniki. Czy planujemy też obserwacje behawioralne?
Jake skinął głową.
- Tak, dokładnie - potwierdził. - Pomyślałem, że moglibyśmy przeprowadzić je wspólnie. Potrzebuję kogoś z wyczuciem detali, a ty, sądząc po twoich odpowiedziach na testach, wydajesz się do tego odpowiednia.
Emma spojrzała na niego z błyskiem w oku.
- To dla mnie dużo znaczy, profesorze. Postaram się nie zawieść.
Przez chwilę siedzieli w ciszy. Jake odchrząknął i przesunął spojrzenie na kalendarz.
- Myślę, że możemy zacząć działać z projektem już w przyszłym tygodniu. Dam ci dostęp do wszystkich materiałów, które mogą ci się przydać. Masz może jakieś pytania?
Emma zastanowiła się, zanim się odezwała:
- Czy w ramach eksperymentu planujemy mierzyć też zmienność decyzji w czasie? Mam na myśli, czy uczestnicy będą podejmować decyzje kilkukrotnie, żeby sprawdzić, czy podświadome uprzedzenia się utrzymują?
- Dobry pomysł - odparł, opierając się łokciami o blat biurka. - Możemy zaplanować serię sesji decyzyjnych, rozłożonych w czasie. Zobaczymy, czy ekspozycja na różne typy bodźców, również społecznych, może wpłynąć na nieuświadomione uprzedzenia... Warto również sprawdzić, czy po wspólnej dyskusji w grupie decyzje uczestników się zmieniają, nawet jeśli nie są tego do końca świadomi.
- Można by też porównać dwie grupy: jedną, która podejmuje decyzje indywidualnie, i drugą, która ma najpierw krótki panel dyskusyjny. - Emma się ożywiła. - Wtedy zobaczylibyśmy, jak wpływ społeczny modyfikuje mechanizmy uprzedzeń.
Jake uśmiechnął się z uznaniem.
- Właśnie dlatego chciałem pracować z kimś takim jak ty. Jeśli uda nam się dobrze zaprojektować te warunki, możemy uzyskać dane, które będą naprawdę ciekawe.
- To byłoby niesamowite - stwierdziła, ledwo skrywając ekscytację. - Nigdy nie sądziłam, że jeszcze na studiach mogłabym wziąć udział w czymś tak... poważnym. Czy mamy już zatwierdzony oficjalny start projektu?
- Tak, wstępnie. Ale czekamy jeszcze na odpowiedź profesora Marshalla z działu do spraw badań. Gdy tylko dostaniemy zielone światło, możemy ruszyć z pierwszym etapem.
- Dobrze. Postaram się być przygotowana na każdą ewentualność.
- Tego właśnie oczekuję. - Spojrzał na nią z aprobatą. - I nie wahaj się zgłaszać uwag, nawet jeśli będą krytyczne. To ma być współpraca, nie jednostronne prowadzenie.
- Zrozumiałe! - odparła krótko, po czym spakowała dokumenty do teczki.
- I jeszcze jedno... - zawahał się na sekundę. - Jeśli w trakcie pracy cokolwiek przestanie między nami działać... na przykład sposób komunikacji, tempo albo podział zadań... Powiedz mi od razu. Wolę wiedzieć wcześniej niż za późno.
- Jasne. - Pokiwała głową. - Doceniam, że pan to mówi.
Była rzeczowa i profesjonalna, ale Jake patrzył na nią z lekkim niepokojem, który znów zaczynał w nim narastać. Odsunął jednak od siebie te myśli.
- Masz jeszcze jakieś pytania? - zapytał, wracając na neutralny grunt.
- Może jeszcze jedno. Dlaczego zdecydował się pan na taki projekt? Mam wrażenie, że wydaje się bardzo osobisty.
Jake na moment zamarł, zaskoczony pytaniem. Przez chwilę zastanawiał się, co odpowiedzieć.
- Ciekawe, że to zauważyłaś - przyznał ostrożnie. - Może faktycznie coś w tym jest. Zawsze interesowało mnie, jak niewidoczne mechanizmy kierują naszym życiem. I jak często nasze decyzje nie są tak świadome, jak nam się wydaje. Myślę, że wszyscy w pewnym momencie próbujemy zrozumieć, dlaczego reagujemy w określony sposób. Co nas blokuje, co pcha do przodu, skąd biorą się schematy. Ten projekt... to próba uchwycenia właśnie tego, zanim zaczniemy się w tym gubić.
Emma spojrzała na niego uważniej, jakby próbowała odczytać z jego twarzy coś, czego nie powiedział.
- Rozumiem - zapewniła cicho. - Myślę, że to fascynujący temat, by nad nim pracować. Poza tym warto czasem spojrzeć głębiej, nawet jeśli to niewygodne.
Jake się uśmiechnął.
- W takim razie, jeśli nie masz więcej pytań, widzimy się na wykładach oraz w przyszły piątek - powiedział, po czym wstał i podał jej rękę.
Emma uścisnęła ją krótko, ale z pewnością siebie.
- Dziękuję za spotkanie, profesorze. Do zobaczenia.
Kiedy wyszła, Jake opadł na fotel, a napięcie wreszcie zaczęło opuszczać jego ciało. Wiedział, że to był dopiero początek projektu, ale nie mógł pozbyć się myśli, że współpraca z Emmą może być dla niego wyzwaniem nie tylko zawodowym, lecz także emocjonalnym. Nie potrafił dokładnie określić, co go niepokoiło. Wszystko było poprawne. Profesjonalne. A jednak... czuł, że coś jest nie tak.
"To tylko studentka, Carter" - powtórzył w myślach niemal jak mantrę. "To tylko zawodowa współpraca".
Nie miał zamiaru tego dłużej analizować.
***
Jake postanowił skończyć dzień pracy nieco wcześniej i ruszył w stronę motocykla zaparkowanego na parkingu pod uniwersytetem. Uwielbiał jeździć. Maszyna dawała mu wolność, jakiej nie znajdował nigdzie indziej. Gdy zakładał kask, stawał się anonimowy - niewidoczny, nietykalny. Tylko on, motocykl i droga. Oparł ręce luźno na kierownicy, gotów, by zaraz odjechać. Już miał odpalić silnik, gdy kątem oka dostrzegł ruch. Z naprzeciwka nadjeżdżała na rowerze Emma. Przez moment świat zwolnił. Jej włosy, lekko rozwiane przez wiatr, lśniły w promieniach słońca, a twarz była spokojna, skupiona. Jej ręce mocno trzymały kierownicę, nogi płynnie poruszały się w rytmie, który wydawał się tak prosty, a jednak tak hipnotyzujący. Mijając go, spojrzała krótko w jego stronę, ale nie zatrzymała wzroku. Nie poznała go w kasku.
Jake mógł już odjechać, ale nie zrobił tego. Nie wiedział, dlaczego nie mógł oderwać od niej wzroku. Patrzył za nią, jak minęła motocykl, a potem jak zniknęła za jednym z budynków, zupełnie nieświadoma jego spojrzenia. Jeszcze przez chwilę wpatrywał się w to miejsce, gdzie pojechała. A potem znowu poczuł w sobie ten dziwny niepokój i zorientował się, że jego oddech zatrzymał się. W końcu odetchnął głęboko, przekręcił kluczyk i ruszył przed siebie, starając się zostawić za sobą to, co się właśnie wydarzyło.
Clocks - Coldplay
Moon - Sleeping At Last
We Can Be Anything - Rynn
Rozdział 3
Między spotkaniami
W kolejny piątek, punktualnie o godzinie dziewiątej, Jake stanął przy biurku i otworzył prezentację. Zegarek na jego nadgarstku wskazywał dokładnie to, co zawsze - zero tolerancji na chaos. Przynajmniej w teorii.
- Dzień dobry, dziś zajmiemy się zjawiskiem przeniesienia emocjonalnego. Choć wywodzi się ono z klasycznej psychoanalizy, współczesna psychologia opisuje podobne mechanizmy także w relacjach codziennych.
Gdy kończył omawiać trzeci slajd, drzwi otworzyły się cicho i Jake usłyszał znajomy dźwięk pewnych, ale delikatnych kroków. Zerknął na zegarek dokładnie w momencie, gdy wskazówki przesunęły się na dziewiątą sześć.
Spóźniona. Znów.
Nie przerwał, nie spojrzał - kontynuował wykład bez zawahania, choć pod skórą poczuł znajome napięcie. Kątem oka dostrzegł, jak przemknęła wzdłuż ławek i - co zaskoczyło go bardziej niż powinno - usiadła... w drugim rzędzie.
Nie z tyłu. Nie w cieniu. Blisko.
Zerknął w jej stronę. Siedziała spokojnie, z lekko przechyloną głową, notując już coś z typową dla siebie koncentracją. Niebieski tusz lśnił, kiedy poruszała dłonią. Jej rozpuszczone włosy dotykały lekko kartki. To nie powinno go obchodzić. Ale zauważył to.
- W najprostszym ujęciu przeniesienie polega na tym, że nasze emocje, często nieuświadomione, zostają rzutowane na osobę, która w jakiś sposób aktywuje wcześniejsze doświadczenia. Ktoś robi albo mówi coś nieznaczącego, i nagle uruchamia się cały mechanizm, który nie należy już do tej sytuacji.
Jake zerknął znowu tylko na ułamek sekundy. Emma notowała spokojnie, skupiona - ale siedziała w drugim rzędzie. Inaczej niż zwykle. I wbrew wszelkiej logice, ta zmiana zaburzyła mu dzisiejszy rytm bardziej niż cokolwiek innego.
- To właśnie w takich chwilach okazuje się, że reakcja nie wynika z "tu i teraz". Wynika z czegoś, co pozostawało nieaktywne, dopóki nie pojawił się odpowiedni bodziec. Więc pytanie brzmi, czy wtedy nadal jesteśmy sobą? Czy raczej stajemy się echem cudzych emocji, cudzych historii, które w sobie nosimy?
Na sali zapadła cisza. Jake przeszedł powoli środkiem na tył pomieszczenia, czekając, aż ktoś się zgłosi do odpowiedzi. Odwrócił się, a jego wzrok automatycznie padł na Emmę i jej długie, brązowe włosy. Kiedy mijał drugi rząd, jego dłoń mimowolnie się zacisnęła. Poczuł jej wzrok na sobie. To było niemal fizyczne.
Zatrzymał się przy biurku i odwrócił się w kierunku studentów. W sali panowała cisza, typowa dla momentów, gdy temat robi się zbyt trudny, by mówić o nim głośno.
I wtedy zauważył, że Emma powoli uniosła rękę, a spojrzenie miała utkwione w nim.
- Tak, Emma? - zapytał bez emocji w głosie. Ale jego wzrok... był już zupełnie inny.
Emma pochyliła się lekko do przodu.
- Myślę, że w takich momentach... jesteśmy sobą bardziej niż zwykle - zaczęła. Jej głos był spokojny, choć podszyty lekkim zdenerwowaniem. - Bo to, co wypływa z nas bez kontroli, bez filtra... To nie jest echo cudzych historii. To są nasze historie, które dotąd nie miały głosu.
Jake nie odpowiedział od razu. Patrzył na nią uważnie, dłużej, niż powinien. Na jego twarzy nie było widać dezaprobaty. Raczej... zaciekawienie. I może coś jeszcze.
- Czyli twoim zdaniem - odezwał się w końcu - to, co niekontrolowane... jest autentyczne?
Emma skinęła głową powoli.
- Nie zawsze bezpieczne. Czasem niewygodne. Ale autentyczne właśnie dlatego.
Na sali ktoś odchrząknął, inny student nerwowo poruszył się w ławce. Ale Jake już nie słyszał szmerów. Słuchał tylko jej. Na chwilę zapomniał, że to wykład. I że patrzyli na nich inni.
- Ciekawa interpretacja - powiedział, spuszczając na moment wzrok. - Możliwe, że masz rację. Czasem to, co wymyka się spod kontroli, mówi o nas najwięcej.
Emma pochyliła się znów nad notesem i zaczęła coś pisać, jakby chciała zamknąć temat. Ale uśmiech, który przemknął przez jej twarz, był dla Jake'a bardziej niepokojący, niż chciałby przyznać.
Już po chwili kontynuował wykład bez zająknięcia, przynajmniej tak to wyglądało z zewnątrz. Ruchy miał płynne, a ton stabilny. Slajd przesunięty zgodnie z planem. Głos niosący się po sali z precyzją wytrenowaną przez lata. Miał zasady. Zawsze miał zasady. Niepodważalne. Od lat pielęgnowane jak drzewko bonsai - przycinane, wyważone, oczyszczone z emocjonalnych chwastów. Jego rozum znał granice - twarde, nieprzekraczalne, niemal wyryte w marmurze zasad: nie zbliżaj się, nie angażuj, nie reaguj.
Ale emocje... one nie pytały o pozwolenie. I pod spodem... znowu to poczuł. Napięcie. Niewidoczne dla nikogo. Ale on wiedział. Znał siebie zbyt dobrze, by to zignorować. Znał siebie do bólu.
Każda dzisiejsza jej decyzja, od zmiany miejsca, w którym siedziała, po jej odpowiedzi na jego pytania podważała te zasady jak kamień wrzucony do wody: najpierw plusk, potem kręgi, na koniec chaos.
W miejscu, gdzie powinien być chłodny dystans, pojawiła się rysa. Jedna. Potem druga. I z każdym kolejnym jej słowem, jej spojrzeniem - pojawiało się ich coraz więcej.
"To tylko studentka, Carter" - przypomniał sobie. "Mądra. Bystra. Ale to wszystko".
Spojrzał na nią raz jeszcze, gdy skupiła się na notowaniu. I wtedy pomyślał: czy to przeniesienie, o którym mówił, przypadkiem nie dzieje się na jego oczach? Ale nie u niej. U niego.
"Opanuj się, Carter" - skarcił się w myślach. "To wykład. To zasady. Ona nie może być powodem twojej utraty kontroli".
***
Kawiarnia uniwersytecka była niemal pusta, oprócz dwóch studentów pochylonych nad laptopami i pary wykładowców dyskutujących cicho przy oknie. Jake wszedł do środka i stanął w kolejce. Miał jeszcze dwadzieścia minut do spotkania z Emmą i postanowił nie analizować nadmiernie tego faktu, nie tworzyć scenariuszy w głowie. Powinien być profesjonalny i zdystansowany.
Kolejka do kawy poruszała się powoli, ale Jake nie był zniecierpliwiony. Przynajmniej nie z powodu oczekiwania na kawę. W głowie układał jeszcze raz punkty, które chciał poruszyć na spotkaniu o czternastej. Nic skomplikowanego - omówienie postępów, wprowadzenie danych, rozdzielenie dalszych zadań, ustalenie ram czasowych. Czysta logistyka.
I wtedy obrócił się przez ramię i zobaczył Emmę tuż za sobą w kolejce. Stała wyprostowana, z torbą przewieszoną przez ramię. Skinęła mu głową z lekkim uśmiechem.
- Dzień dobry, profesorze - przywitała się neutralnym i uprzejmym tonem.
- Dzień dobry - odparł nieco szybciej, niż zamierzał. - Zaraz czternasta, tak?
- Tak, będę punktualnie - odpowiedziała. - Jeszcze kawa i już idę do gabinetu.
Jake skinął głową. To było tylko formalne potwierdzenie spotkania. Emma powiedziała proste zdanie. Nic w jej głosie nie wskazywało na to, by kryło się tam drugie dno. A jednak, gdy stanęli razem w kolejce, jego umysł - ten przeklęty, nadaktywny mechanizm - analizował: ton głosu, sposób, w jaki poprawiła pasek torby. Czy odległość między nimi się skróciła? Czy jej uśmiech miał w sobie coś znajomego z dzisiejszego wykładu?
"Nie. Nie miała nic na myśli" - upomniał się w myślach. "To ty to robisz, Carter. To ty próbujesz coś z tego wyczytać".
Emma skinęła lekko głową, gdy barista zawołał numer jej zamówienia. Odebrała swoją kawę, po czym jeszcze raz spojrzała na Jake'a.
- Do zobaczenia za chwilę - powiedziała z uśmiechem.
- Oczywiście - odparł.
Zniknęła mu z oczu i została po niej tylko nuta jakiegoś kwiatowego zapachu, która unosiła się w powietrzu.
***
W gabinecie panował półmrok, a jedynymi źródłami światła były ekrany laptopów. Jake siedział po swojej stronie biurka i słuchał uważnie, jak Emma mówiła z ożywieniem.
- Te badania przypominają mi jeden z moich ulubionych artykułów na temat podejmowania decyzji. Chodzi o to, że nawet jeśli ktoś uważa się za racjonalnego i obiektywnego, to w rzeczywistości jego wybory są kształtowane przez głęboko zakorzenione schematy poznawcze. Nawet w sytuacjach, które wydają się czysto logiczne, człowiek działa pod wpływem wcześniejszych doświadczeń, emocji, a czasem zupełnie nieświadomych przekonań.
- Brzmi znajomo... - powiedział, przekrzywiając lekko głowę i marszcząc brwi.
- Tak, bo to jedno z fundamentalnych badań na ten temat. Pamiętam, jak czytałam o tym po raz pierwszy. Autor tego artykułu tłumaczył to w tak przystępny, ale jednocześnie głęboki sposób... To było jak moment olśnienia. Pomyślałam wtedy: "To jest to! To jest dokładnie to, czym chcę się zajmować!" - Emma się uśmiechnęła.
Jake oparł się wygodniej na fotelu, przyglądając jej się uważnie. Mówiła z taką pasją, że nie mógł oderwać od niej wzroku. Ale w jego głowie coś zaczęło klikać.
- I kto to napisał? - zapytał, udając swobodny ton.
- Nie pamiętam... - Zmarszczyła lekko brwi. - To było lata temu, chyba jeszcze chodziłam do szkoły średniej. Ale ta teoria zapadła mi w pamięć.
Jake nie odpowiedział od razu. Właśnie zdał sobie sprawę, że cytowała jego własny artykuł, który opublikował kilka lat temu i który zainspirował ją do obrania życiowej drogi.
- Ciekawe... - mruknął tylko, sięgając po kubek z kawą, żeby ukryć uśmiech, który mimowolnie pojawił się na jego twarzy.
Emma wróciła do pracy, nie zauważając, jak intensywnie na nią patrzył. Uświadomił sobie, że ich losy splotły się na długo przed tym, jak ich drogi rzeczywiście się przecięły. Po chwili jednak oderwał od niej wzrok i próbował się na nowo skoncentrować. Oparł ręce na klawiaturze swojego laptopa, aby pracować dalej. Zanim był w stanie cokolwiek napisać, Emma przerwała ciszę.
- Mógłby mi pan pokazać, jak dodać te dane do programu? - zapytała, patrząc na ekran. - Ten system jest nieco bardziej skomplikowany, niż się spodziewałam.
Jake poczuł, jak napięcie w jego ramionach wzrosło. Aspekty techniczne czasami go przytłaczały. Widząc pewność siebie Emmy w obsłudze komputera, zaczął wątpić w swoje umiejętności.
- Jasne, postaram się pokazać ci, jak to zrobić - odpowiedział i usiadł obok niej.
Zaczął przesuwać myszką po podkładce, ale kiedy próbował wybrać odpowiednią opcję, zauważył, że Emma już nachyliła się w jego stronę, przyglądając się uważnie temu, co działo się na ekranie. Jej bliskość sprawiła, że nagle miał problem, by skupić się na tym, co robił.
- Och, to chyba powinno wyglądać trochę inaczej. Podczas laboratoriów komputerowych pokazywali nam to w inny sposób - powiedziała, sięgając po myszkę, którą Jake trzymał w ręce.
Zręcznie ją przejęła, a on poczuł, jak jej palce delikatnie musnęły jego skórę. Zaczęła dodawać dane do programu. Jake usiłował skupić uwagę na ekranie, ale każdy jej ruch sprawiał, że coraz trudniej było mu utrzymać koncentrację. Kiedy się poruszała, czuł, jak jej zapach - subtelne, kwiatowe perfumy - przenikał do jego zmysłów. Zawsze pozostawał wrażliwy na zapachy, ale ten był... inny. Zmysłowy, przyciągający, jakby przenosił go do zupełnie innej rzeczywistości.
- Tu jest przycisk, który trzeba nacisnąć, żeby to zapisać - mówiła spokojnie, nieświadoma tego, co działo się w głowie Jake'a. - I teraz możemy przejść do następnego kroku.
Jake wziął od niej myszkę i próbował dodać kolejne dane, ale jego wzrok wciąż wędrował mimowolnie w stronę dziewczyny. Jej włosy niemal muskały jego ramię. Uświadomił sobie, jak mało przestrzeni ich dzieliło - tylko kilka centymetrów. I wtedy, za każdym razem, gdy poruszała się na krześle, ogarniały go kolejne fale zapachu jej perfum, tak intensywnie, że ledwo mógł się skoncentrować.
- Może... może pokaż mi, w jaki sposób chcesz to zrobić? - zaproponował, próbując wyjść z opresji.
Emma spojrzała na niego i w jej oczach pojawił się błysk.
- Oczywiście, proszę spojrzeć - odpowiedziała, zbliżając się jeszcze bardziej do niego, by z powrotem przejąć myszkę.
Zaczęła coś klikać na ekranie i nagle jej twarz znalazła się naprawdę blisko niego. Tak blisko, że kątem oka mógł zobaczyć drobne piegi na jej policzkach, a jej oczy, pełne skupienia, błyszczały tuż przed nim. Wydawało się, że czas na chwilę się zatrzymał. Wtedy Emma znowu spojrzała na niego, a Jake poczuł, jak zrobiło mu się gorąco. Musiał się opanować. I to szybko. Odsunął się nagle.
- Może... - zaczął, niepewnie przerywając ciszę. - Może na razie przejmij to i spróbuj dokończyć resztę. Ja... będę przeglądał inne materiały.
Emma uśmiechnęła się lekko i nieco tajemniczo.
- Oczywiście, profesorze - oznajmiła, nie tracąc pewności siebie. - Zajmę się tym.
***
Po dwóch godzinach intensywnej pracy nad projektem Emma musiała już iść. Jake przyglądał się, jak zbierała swoje rzeczy, ale jego spojrzenie było niepewne.
- Dziękuję za dzisiaj, Emmo - powiedział z nieco zdystansowanym uśmiechem. - Myślę, że to będzie dobry projekt.
- Zgadzam się - przytaknęła, również uśmiechając się delikatnie. - Dziękuję za spotkanie i... za poświęcony czas.
Po chwili zaczęli zbierać notatki rozrzucone na biurku. Emma wstała z krzesła i wzięła w ręce stertę papierów, które leżały na blacie. Już miała wychodzić, kiedy nagle z jej dłoni wypadły wszystkie kartki. Zaskoczona, schyliła się, żeby je podnieść. W tym samym momencie Jake wstał z fotela i kucnął obok, żeby jej w tym pomóc. Ich dłonie zetknęły się na ułamek sekundy, gdy oboje próbowali złapać te same papiery, a ich głowy zbliżyły się do siebie w niemal idealnej synchronizacji. Ich twarze były teraz naprawdę blisko siebie. Jake poczuł ponownie zapach jej perfum i miał wrażenie, że zaraz w nim utonie.
Emma podniosła wzrok i ich oczy się spotkały. Zauważyła jego intensywne spojrzenie i poczuła ciepło bijące od niego.
- Ojej, chyba... chyba za dużo tych kartek - stwierdziła, odsuwając się lekko.
Jake wyprostował się nagle.
- Tak, chyba trochę przesadziliśmy z tymi papierami - zażartował, choć ton jego głosu zdradzał podenerwowanie.
Pomógł zebrać Emmie resztę kartek i przez chwilę oboje stali naprzeciwko siebie w milczeniu.
- Do zobaczenia, Emmo - powiedział w końcu, lekko się kłaniając.
- Do zobaczenia, profesorze - pożegnała się, uśmiechając się nieśmiało.
Zanim wyszła i zamknęła za sobą drzwi, ich spojrzenia spotkały się po raz ostatni.
***
Sophie i Megan podeszły do Emmy, gdy tylko opuściła gabinet Jake'a. Megan stanęła obok Emmy i popatrzyła na nią z błyskiem ciekawości w oczach.
- No cześć, pracusiu! Jak tam współpraca z profesorem Carterem?
Emma poczuła w sobie lekkie spięcie.
- W porządku - odpowiedziała krótko.
- Tylko w porządku? - zapytała Sophie, opierając się o ławkę. - Bo słyszałyśmy, że spędzacie sporo czasu w jego gabinecie.
- To normalne, skoro robimy razem projekt.
Sophie wymieniła z Megan porozumiewawcze spojrzenia.
- No jasne... Ale chyba nie możesz zaprzeczyć, że Carter to totalne ciacho. Przystojny, inteligentny, no i ma w sobie coś takiego... niegrzecznego - dodała Megan, przeciągając ostatnie słowo.
- Jest wymagający i profesjonalny. Na pewno nie ma czasu na flirtowanie, jeśli o to wam chodzi. - Emma wzruszyła ramionami, próbując wyglądać na obojętną.
- Nuuuda... - Sophie westchnęła teatralnie. - Za to my byłyśmy wczoraj na siłowni, żeby go poobserwować. I widziałyśmy go na treningu - dodała z zachwytem. - To był widok, na który powinno się sprzedawać bilety.
Emma parsknęła śmiechem, próbując za wszelką cenę ukryć, że obraz Jake'a na treningu działał także na jej wyobraźnię.
- Może po prostu dba o kondycję? - rzuciła niewinnie.
- Dziewczyno, mówisz to tak, jakby to była normalna rzecz! - Megan pokręciła głową. - Nie dość, że ma ten cały tajemniczy, mroczny vibe, to jeszcze trenuje sztuki walki? Carter jest po prostu... no wiesz...
- Seksowny jak diabli - dokończyła Sophie, na co Megan pokiwała głową.
Emma odchrząknęła, czując, jak zrobiło jej się gorąco.
- Może skupiłybyście się na swoich projektach zamiast na fantazjowaniu o wykładowcach?
- Nie nasza wina, że mamy na uczelni taki okaz! - Zaśmiała się Sophie.
Emma przewróciła oczami i ruszyła dalej korytarzem, słysząc za sobą ich chichoty. Gdyby tylko wiedziały, co naprawdę działo się przed chwilą w gabinecie między nią a profesorem Carterem...
Szła wolnym krokiem, a echo jej kroków odbijało się od ścian wydziałowego korytarza. Czuła, jak jej napięcie powoli opada. Ale jego spojrzenie... wciąż je miała pod powiekami.
Nie chciała tego nadmiernie analizować. Ale i tak to robiła. Dotknięcie dłoni. Zwykłe, mimowolne, przypadkowe. A jednak poczuła wyraźnie to ciepło. Tę iskrę między nimi. To nie powinno mieć znaczenia, a jednak dla niej miało.
Wyszła z budynku wydziału i skręciła w stronę biblioteki Green Library, mimo że nie planowała tam iść. Potrzebowała przestrzeni. Ciszy. Takiej, w której mogłaby w końcu zadać sobie kilka pytań, jakich unikała przez ostatnie dwa tygodnie. Czy to tylko projekt? Czy to, że potrafili rozmawiać godzinami o badaniach, że rozumieli się niemal intuicyjnie - to tylko kwestia intelektualnej kompatybilności? Czy może... coś więcej zaczęło się pojawiać między wierszami?
Nie chciała być tą naiwną studentką, która wyobraża sobie coś, czego nie ma. Ale nie była ślepa. Zauważyła, jak dziś reagował na nią w gabinecie. Unikał kontaktu wzrokowego, choć zwykle go utrzymywał. Cały się spinał, kiedy siedzieli obok siebie przy komputerze. I była pewna jednego: on ją zauważał.
Wsunęła się między regały i odruchowo sięgnęła po jakiś tom z psychologii społecznej, ale jej myśli krążyły teraz wokół jego głosu, który brzmiał inaczej, gdy mówił do całej sali, a inaczej, gdy mówił tylko do niej. Różnica była subtelna. Ale ją dostrzegała.
Odłożyła książkę na półkę, oparła się plecami o regał i westchnęła cicho. Wyjęła z torby swój notatnik i otworzyła go, udając, że coś w nim czytała, ale jej wzrok zatrzymał się na jednej frazie z porannego wykładu:
"To, co wypływa z nas bez filtra... to są nasze historie, które dotąd nie miały głosu".
Jej własne słowa. Nie planowała tego powiedzieć. Wypłynęło z niej. Całkowicie spontanicznie. I wtedy zauważyła - on nie tylko słuchał. On ją usłyszał.
Zamknęła notatnik i odetchnęła głęboko. Jeszcze tylko kilka miesięcy. Projekt. Studia. Nauka. Tylko tyle. Nie mogła się zakochać. Nie w nim. Ale kiedy zamknęła oczy, nie widziała naukowych definicji ani wykresów. Widziała jego.
I w tym był właśnie problem.
Hands Cover Bruises (Reprise) - Trent Reznor & Atticus Ross
The Fear - The Score
Chasing Cars - Snow Patrol
Rozdział 4
Emocjonalna jazda
Jake stał w tym samym miejscu jeszcze przez kilka sekund po wyjściu Emmy z gabinetu. W powietrzu wciąż unosił się lekki aromat jej perfum, który wkradał się do jego zmysłów niczym nieproszony gość i pozostawiał go w tym lekkim oszołomieniu, z którego trudno mu było się otrząsnąć. Jego serce biło w nierównym rytmie, a myśli krążyły wokół tej chwili, gdy ich twarze znalazły się tak blisko siebie. Narastało w nim napięcie, które coraz trudniej było mu zignorować i coraz bardziej zaczynało mu przeszkadzać.
"Co ty wyprawiasz, Carter?" - pomyślał nagle, jakby otrząsnął się pod zimnym prysznicem.
Doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że Emma była błyskotliwa, inteligentna i... atrakcyjna. Miała w sobie tę rzadką mieszankę intelektu i uroku, którą rozpoznaje się natychmiast i której nie da się zignorować. Ale była też jego studentką. Studentką. Relacja zależności. Zasady wbijane w głowę od lat. To były nie tylko zasady etyczne. To kręgosłup jego zawodu.
A mimo to, dzisiaj nie potrafił się przy niej skupić. Pociągała go fizycznie. I to było żenujące. Nieprofesjonalne. Ale przede wszystkim niebezpieczne.
Spojrzał na swoje dłonie, które zdecydowanie zbyt długo trzymał obok jej palców. Mógł się odsunąć szybciej. Mógł uniknąć tego momentu. Ale nie zrobił tego.
Był zły na siebie, że zaczynał sobie pozwalać na drobne gesty. Na spojrzenia. Na chwile ciszy, które nie powinny trwać tak długo. To mogło się łatwo wymknąć spod kontroli.
- Muszę postawić jasną granicę... - powiedział cicho, zły na siebie. - To nie może się powtórzyć.
Ale wiedział, że sama decyzja to nie wszystko. Granica musi być utrzymana, a nie tylko postawiona. Nie mógł pozwolić, by to zakazane pragnienie rozlało się w nim jeszcze bardziej. Postanowił wybrać się na trening.
***
Jake stanął na środku uniwersyteckiej sali treningowej, rozciągnął ramiona i wziął głęboki oddech. Powietrze było ciężkie. Zrobił standardową rozgrzewkę, zawiązał owijki na dłoniach, włożył rękawice i bez zbędnych ceregieli ruszył do działania.
Cios. Jeden, drugi, trzeci. Kopnięcie.
Prosty, sierpowy, hak. Mocne, kontrolowane ruchy.
Błyskawiczny półobrót, stopa uderzająca w środek worka.
Zwiększył tempo. Każda sekwencja była automatyczna, wytrenowana do perfekcji. Czuł napięcie w mięśniach, lekki ból w nadgarstkach, ale nie przestawał. Pot spływał mu z czoła i karku, wzdłuż kręgosłupa, ale to tylko dodawało mu energii.
Wycofał się o krok, poruszył szyją i rozluźnił ramiona. Zrobił szybki wypad do przodu, chwycił worek i przyciągnął go do siebie, jakby miał przed sobą żywego przeciwnika.
Kolano w górę. Mocne uderzenie.
Jeszcze raz. I jeszcze.
Serce biło mu szybko, w uszach szumiała krew, ale nie zwalniał. To był jego sposób na oczyszczenie głowy. Na odzyskanie kontroli.
Zakończył trening. Pochylił się lekko do przodu, oparł dłonie na udach i oddychał głęboko. Czuł pieczenie w mięśniach, ale w końcu napięcie z niego zeszło. Przynajmniej do czasu, aż znowu coś... albo ktoś go nie wytrąci z równowagi.
Po porządnej dawce ćwiczeń otworzył ciężkie drzwi sali treningowej, a chłodne powietrze uderzyło go w twarz. Był spocony, zmęczony, ale satysfakcja po dobrym treningu sprawiła, że znów poczuł się lekki. Zdjął koszulkę, przesunął ręką po mokrych od potu włosach, zarzucił ręcznik na ramię i wyszedł na korytarz prowadzący do szatni.
***
Emma szła szybkim krokiem, zapatrzona w telefon. Kiedy wychodziła zza zakrętu, uniosła głowę, a jej oczy rozszerzyły się z zaskoczenia. Instynktownie cofnęła się o krok, wpadając plecami na ścianę, a wtedy torba zsunęła się z jej ramienia i spadła na podłogę.
Przed nią stał Jake Carter. Spocony, z nagim torsem, emanujący specyficznym napięciem. Choć starała się zachować spokój, serce zabiło jej szybciej.
- Och... - wyszeptała.
Patrzyła niepewnie na jego twarz, a potem mimowolnie przeniosła oczy niżej. Jej wzrok zatrzymał się na jego umięśnionym torsie. Dopiero po chwili - nieświadomie, jakby coś ją przyciągnęło - spojrzenie powędrowało jeszcze niżej, na jego podbrzusze. I wtedy dostrzegła czarny tatuaż tuż nad linią spodenek z napisem Fight The Fear[1].
Litery były proste, ale w ich surowości tkwiło coś magnetycznego i dlatego nie oderwała wzroku od tatuażu tak szybko, jak powinna. Jej policzki lekko się zaróżowiły.
Jake schylił się po torbę i podał ją jej.
- Proszę - powiedział, próbując zabrzmieć normalnie, ale wciąż był na wysokich obrotach po treningu.
Emma wzięła od niego torbę i przez chwilę stali w niezręcznej ciszy.
- Dzięki! - rzuciła, uśmiechając się lekko, choć była trochę zawstydzona. - Widzę, że ostro pan trenował.
- Tak, przychodzę tutaj na kick-boxing - odpowiedział, przesuwając ręcznikiem po karku.
Emma pokiwała głową, wciąż go obserwując.
- Wymagający sport... - skwitowała. - Ja właśnie wyszłam z zajęć jogi. Muszę iść na autobus, bo inaczej się spóźnię - dodała, ale wcale się nie ruszyła.
Jake zrobił krok w bok, żeby mogła przejść, ale wtedy Emma zrobiła krok w dokładnie ten sam bok, co on. Natychmiast odruchowo się cofnęli, ale... znów w tę samą stronę.
- Przepraszam... - powiedziała, patrząc w podłogę.
Przez chwilę nikt się nie poruszył. Emma przełknęła ślinę, a Jake potarł kark, przesuwając spojrzenie gdzieś w bok.
- Wygląda na to, że nie możemy przejść - podsumował cicho, próbując obrócić tę sytuację w żart.
- Chyba tak - odparła.
Ich spojrzenia znów się spotkały. Tym razem na dłużej. Cisza między nimi zrobiła się gęsta, jakby powietrze nagle zyskało dodatkowy ciężar. Jake pierwszy odwrócił wzrok.
- Pójdę tędy - rzucił krótko i wskazał palcem kierunek.
Gdy się mijali, ich ramiona lekko się otarły.
- Do zobaczenia - powiedziała, odwracając się za nim.
Skręciła w stronę wyjścia, nie oglądając się więcej za siebie. Wciąż przed oczami miała obraz jego ciała - wyrzeźbione mięśnie torsu, błysk potu na skórze i... te słowa na podbrzuszu.
Fight The Fear.
Zdanie było proste, a jednak poczuła, że miało w sobie pewien ciężar - niczym wyznanie, zapisane na skórze tuż obok najwrażliwszego miejsca. Intymne. Miała nieodparte wrażenie, że odkryła coś, co nie było przeznaczone dla obcych spojrzeń. Zastanawiała się, dlaczego Jake wybrał właśnie te słowa. Czy kryło się za nimi coś, o czym nie mówił nikomu?
I choć powinna skupić się na czymś innym, przed oczami wciąż miała wytatuowane litery. Nagle poczuła, że za jego pewnością siebie i siłą kryło się coś więcej. Coś, co chciała zrozumieć. I coś, co tylko pogłębiło tę fascynację nim, którą odczuwała już wcześniej.
***
Jake poszedł pod prysznic podenerwowany, że cały spokój wyparował z niego w ciągu zaledwie tych kilku chwil spotkania z Emmą. Strumienie gorącej wody spływały po jego ciele, ale nie niosły ukojenia. Zacisnął powieki i mimowolnie zobaczył ją przed oczami - to, jak jej spojrzenie najpierw zatrzymało się na jego torsie, a potem przesunęło niżej. Nie miał wątpliwości, że dostrzegła tatuaż. To uderzyło go mocniej, niż chciał przyznać. Tatuaż, o którym nie wiedział prawie nikt. Zawsze zakrywał go instynktownie, jak część siebie, której nie był gotów ujawnić nikomu. A ona zobaczyła go z taką łatwością. Poczuł się tak, jakby Emma dotknęła czegoś najintymniejszego.
Po kilku minutach znalazł się na parkingu. Ucieszył się, że dzisiaj przyjechał autem, bo zaczął padać deszcz. Spadające krople delikatnie szumiały, tłumiąc wszystkie jego myśli. Uruchomił samochód. Klimatyzacja pracowała cicho, a woda spływała po szybie.
Zanim ruszył, zauważył Emmę. Stała sama na przystanku tuż przed budynkiem wydziału, cała w deszczu. Pojedyncze kosmyki jej włosów przyklejone były do twarzy. Spoglądała w górę, oddychając głęboko. Wydawała się taka eteryczna, niepasująca do tego deszczowego, szarego świata.
Jake przyglądał się jej przez kilka sekund, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Zanim zdążył się zastanowić, poczuł, jak coś popchnęło go do działania. Bez namysłu wcisnął pedał gazu i ignorując wszelkie swoje wcześniejsze postanowienia, ruszył w jej kierunku. Zatrzymał samochód tuż obok niej i opuścił szybę.
- Emmo, może podwiozę cię do domu? - zaproponował.
Spojrzała na niego zaskoczona.
- Profesorze... - zaczęła niepewnie. - Nie trzeba, poradzę sobie.
- To żaden problem - odparł pewnym głosem, choć lekko się zawahał. - Chyba że wolisz stać tutaj w deszczu. Ale coś mi mówi, że twój autobus już odjechał.
Emma wciąż rozważała jego propozycję. W końcu skinęła głową i wsiadła do samochodu. Popatrzyła w stronę Jake'a, a ich spojrzenia spotkały się na moment.
- Dzięki - powiedziała w końcu, uśmiechając się.
Jake zapytał o adres i ruszył w kierunku jej mieszkania. Znowu poczuł jakąś nieuchwytną, elektryzującą atmosferę, która była pomiędzy nimi. Wydawało się, że czas zwolnił, a każda sekunda rozciągała się w nieskończoność. Zmieniając bieg, rzucił Emmie krótkie spojrzenie. Widział, że była zamyślona, i coś w jej wnętrzu się kotłowało.
A potem, gdy zatrzymali się na światłach, poczuł jej kwiatowe perfumy i zerknął w jej kierunku - odruchowo, bo nie mógł się powstrzymać. Jej twarz i włosy były lekko wilgotne, a delikatne krople deszczu spływały po jej ramionach i dekolcie. Zauważył, jak cienka, mokra bluzka przylgnęła do jej ciała w taki sposób, że wyraźniej zarysowywała to, co było pod ubraniem.
Zatrzymał na tym widoku wzrok. Zbyt długo. Zanim zdążył się opamiętać, poczuł znajome napięcie w podbrzuszu i przyspieszone bicie serca. Przełknął ślinę, zacisnął mimowolnie zęby i zmusił się do odwrócenia głowy, dokładnie w chwili, gdy światło zmieniło się na zielone.
Ruszył, starając się skupić na drodze. Ale jego ręce na kierownicy drżały, a serce wciąż biło, jakby chciało się wyrwać z klatki piersiowej. W końcu poczuł, jak adrenalina powoli opada, ale w jego wnętrzu wciąż dudniło echo czegoś, czego zdecydowanie wolałby nie czuć. Nie tu. Nie teraz.
Po dłuższej chwili jazdy, Emma odezwała się cichym, ale wyraźnym głosem:
- Profesorze... podświadomość może mocno wpływać na nasze wybory, prawda? - zapytała, odwracając się lekko w jego stronę.
Palce Jake'a delikatnie ścisnęły kierownicę.
- Podświadomość... to potężne narzędzie - odpowiedział w miarę spokojnie. - Wiele z naszych decyzji podejmujemy bez pełnej świadomości.
Emma uniosła brew, a jej usta lekko drgnęły w uśmiechu.
- Czy to znaczy, że nie jesteśmy świadomi swoich prawdziwych wyborów, dopóki coś nas nie zmusi, by je zauważyć?
- Tak, często tak właśnie jest. - Jake skinął głową, nie odrywając wzroku od drogi.
- Na przykład... Czy człowiek może myśleć, że podejmuje rozsądne decyzje, a tak naprawdę ucieka od tego, czego naprawdę chce? - Emma drążyła temat.
Jake mocniej zacisnął dłonie na kierownicy. Powietrze w samochodzie zrobiło się gęstsze.
- Tak, Emmo - przyznał. - Czasem to, co logiczne, to tylko przykrywka. Ludzie zachowują się tak cały czas.
- A pan? - zapytała nagle, patrząc na niego. - Pan też?
Jake poczuł, jak jego gardło się zacisnęło. Spojrzał na nią kątem oka, zaskoczony jej bezpośredniością. Zazwyczaj była powściągliwa, subtelna. Teraz mówiła odważniej. Jej twarz pozostawała spokojna, ale oczy bardzo czujne. Czekała.
- Ja... - zaczął, lecz nie wiedział, jak to zdanie ma się skończyć. - Staram się podejmować racjonalne i świadome decyzje.
- A jeśli jakaś decyzja już została podjęta, zanim jeszcze pan to zrozumiał? - dopytywała.
Jake milczał. Silnik szumiał jednostajnie, wycieraczki pracowały leniwie, przesuwając krople deszczu, ale nie mogły wymazać tego pytania.
- Czy to jeszcze był wybór? - Emma drążyła dalej, a jej głos drgnął nieznacznie. - Czy już tylko konsekwencja?
Jake zwolnił i zatrzymał się na czerwonym świetle. Odwrócił się do niej. Emma odwzajemniła spojrzenie. Przez chwilę tylko siedzieli w tej ciszy, która była bardziej wymowna niż jakiekolwiek słowa.
- Może jedno i drugie - odpowiedział w końcu. - Może... coś pomiędzy.
- To znaczy, że nie zawsze da się uciec?
- Nie - odparł cicho. - Czasem... po prostu trzeba przestać próbować.
Ruszył dalej, gdy tylko światło zmieniło się na zielone.
"Co ty wyprawiasz, Carter?" - pomyślał nagle.
Emma siedziała obok, a on czuł jej obecność tak wyraźnie, jakby rozchodziła się w powietrzu falami. Nie chodziło tylko o jej zapach ani ciepło jej ciała. To było coś więcej. Coś, co przesuwało się gdzieś głęboko pod jego skórą. Kolejne jej pytanie przerwało jego myśli.
- A jeśli to, co wybieramy, wcale nie jest przypadkowe? Jeśli nasze wybory są wynikiem czegoś, co jest głębiej zakorzenione? Zanim jeszcze o tym pomyślimy?
Jake spojrzał na nią znów. Miał wrażenie, że mówiła o czymś więcej niż tylko o teorii psychologicznej, ale nie wiedział, jak odpowiedzieć. Jak się zachować? Czy może spróbować zmienić temat?
- Czasem mam wrażenie, że to nie my kontrolujemy nasze decyzje, ale tak naprawdę to nasze decyzje kontrolują nas - dodała i popatrzyła na niego, by sprawdzić jego reakcję.
W jej słowach było coś niepokojącego. Emma zadawała pytania, ale nie te, które można znaleźć w podręcznikach. To były pytania celne, osobiste, jak skalpel tnące duszę. Mówiła cicho, ale każde słowo brzmiało dla niego głośniej niż szum deszczu za oknami samochodu.
- Tak, nasze wybory czasami prowadzą nas w zupełnie zaskakującym kierunku - odpowiedział, siląc się na neutralny ton.
Emma spojrzała na niego z lekkim, tajemniczym uśmiechem.
- Może nie zawsze wiemy, co jest dla nas najlepsze... - powiedziała niemal szeptem. - Ale czasem trzeba pozwolić, by coś się wydarzyło, bez zastanawiania się nad tym, dlaczego.
Serce Jake'a przyspieszyło. Te słowa... to było jak wyzwanie. Jak zaproszenie, by przekroczyć jakąś granicę. Zatrzymał samochód na czerwonym świetle, a ich spojrzenia spotkały się. Byli tak blisko siebie, a rozmowa, którą toczyli, stawała się coraz bardziej elektryzująca.
- Może masz rację - przyznał w końcu bez zastanowienia, nie odrywając wzroku od jej oczu. - Może po prostu nie powinniśmy się zastanawiać, co dalej. Może powinniśmy pozwolić, by to wszystko potoczyło się samo.
Emma nie odpowiedziała. Była poważna, a w jej oczach pojawił się ten charakterystyczny błysk, który Jake widział już wcześniej, ale który wyjątkowo go teraz rozpraszał.
Zatrzymał samochód pod mieszkaniem Emmy i zauważył, że deszcz zelżał. Zgasił silnik i zerknął na nią. Emma nie ruszyła się od razu. Wciąż siedziała w samochodzie. W końcu spojrzała na niego.
- Dziękuję za podwózkę i za rozmowę - powiedziała, a jej głos był dziwnie miękki.
Zanim Jake zdążył coś odpowiedzieć, pochyliła się lekko do przodu i poczuł na swoim policzku delikatny, ciepły pocałunek. To sprawiło, że przez chwilę jego oddech zatrzymał się zupełnie.
- Do zobaczenia, profesorze - pożegnała się cicho.
Jake siedział jak zamurowany. Serce waliło mu w piersi, a dłonie zacisnęły się na kierownicy. Emma nie czekała już na jego odpowiedź. Uśmiechnęła się, po czym wysiadła z auta. Jake patrzył na nią, aż zniknęła za drzwiami do klatki, a potem, jak w transie, ruszył samochodem w stronę swojego mieszkania, choć prawie nie pamiętał drogi powrotnej. W powietrzu wciąż unosił się jej zapach, który zdawał się nie opuszczać jego zmysłów, a na policzku czuł jej pocałunek.
Zatrzymał się pod swoim blokiem, starając się złapać dystans. Wszystko było wciąż świeże, jakby dopiero teraz zaczynał rozumieć, co się wydarzyło. Myśląc o niej, znowu poczuł w sobie to dziwne napięcie, teraz podszyte... niepokojącą fascynacją. I zaczął się obawiać, że to, co się między nimi działo, nie było już tylko profesorsko-studencką relacją.
Older - Isabel LaRosa
Touch The Sky - Kelson
Dangerous Game - Klergy & Beginners
Rozdział 5
Rozmowy przy kawie
Emma miała swoje codzienne rytuały w Stanford: poranne cappuccino w kawiarni, wieczorne spacery rozświetlonymi alejkami kampusu, a także przesiadywanie w bibliotece. Uwielbiała miejsca, gdzie można było się zaszyć w kącie z książką i delektować się ciszą.
Siedziała właśnie w małej kawiarni przy kampusie i kręciła łyżeczką w swojej kawie, wpatrując się w wirującą mleczną piankę, jakby tam miała znaleźć odpowiedź na swoje wątpliwości. Czekała na przyjaciółkę i intensywnie rozmyślała o ostatnich wydarzeniach.
Nigdy nie była typem dziewczyny, która traci głowę dla starszego faceta albo fantazjuje o swoim wykładowcy. A jednak. Jake Carter wymykał się wszystkim schematom. Nie chodziło tylko o jego wygląd, choć ten fascynował niejedną kobietę. Była pod wrażeniem jego wiedzy, intelektu, opanowania. Chodziło też o to, w jaki sposób mówił. Jak doskonale umiał słuchać. I o jego dystans, który był równocześnie ostrzeżeniem... i zaproszeniem. Wiedziała, że nie jest to mężczyzna, którego da się łatwo złamać. Może właśnie dlatego wydawał się taki pociągający...?
To, co czuła, było nowe. Inne niż cokolwiek wcześniej. I choć próbowała to racjonalizować - jak na studentkę psychologii przystało - coraz częściej łapała się na tym, że nie potrafi już patrzeć na niego tylko jak na wykładowcę.
Ostatnio był inny niż wcześniej. Trochę bardziej ludzki. Mniej niedostępny. W jego głosie nie było tej samej chłodnej, dydaktycznej nuty co zwykle. Nie chciała nadinterpretować. A jednocześnie czuła, że to już nie jest ten sam profesor Carter, którego poznała kilka tygodni temu na początku semestru. I że ona też nie jest już tą samą Emmą, która odpowiadała na jego pytania na zajęciach.
Odkąd zaczęli robić razem projekt, spędzali ze sobą więcej czasu. I z każdym kolejnym spotkaniem zauważała coraz więcej. Momenty ciszy między słowami. Krótkie zawahania. Sposób, w jaki na nią zerkał, kiedy myślał, że tego nie widzi. I kiedy patrzył na nią - tym swoim intensywnym spojrzeniem - coś w jej klatce piersiowej się zaciskało. Czasami wręcz wydawało jej się, że jego ciało mówiło coś innego niż usta i zdradzało więcej niż wszystkie jego teorie psychologiczne razem wzięte.
Emma wiedziała, że to wcale nie było bezpieczne. Ani dla niej, ani dla niego. Ale jednocześnie stawało się coraz trudniejsze do zignorowania. I najgorsze w tym wszystkim okazało się to, że zaczynała o tym myśleć nie w kategorii "czy to powinno się wydarzyć", tylko "kiedy to się stanie".
W pewnym momencie naprzeciwko Emmy usiadła przyjaciółka, Lily Evance. Od szkoły średniej były praktycznie nierozłączne i teraz też razem studiowały. Choć Lily była w innej grupie, spotykały się bardzo często.
- No, mów wreszcie - ponagliła przyjaciółka, opierając brodę na dłoni. - Zaprosiłaś mnie tutaj, bo miałaś coś ważnego do powiedzenia, a na razie jedynie zabijasz kawę spojrzeniem.
Emma odłożyła łyżeczkę i spojrzała przez okno.
- Chyba... - zaczęła, ale zaraz urwała, bo słowa, które miały paść, brzmiały w jej umyśle zbyt nierealnie.
- Chyba co? - Lily uniosła brew.
- Chyba zadurzyłam się w swoim wykładowcy - wyrzuciła z siebie, spuszczając wzrok. Bała się reakcji przyjaciółki.
Lily zamarła na sekundę, a potem parsknęła śmiechem.
- Okej, okej, nieźle! - wykrztusiła. - Myślałam, że powiesz, że oblałaś egzamin albo że rezygnujesz ze studiów, ale to? To dopiero bomba!
- Lily, mówię poważnie! - syknęła i poczuła, jak jej policzki oblewają się gorącym rumieńcem.
Lily przestała się śmiać i spojrzała na nią uważniej.
- Czekaj... Ty naprawdę...? - zapytała ciszej.
Emma kiwnęła głową.
- Nie planowałam tego. To po prostu... się stało - przyznała bezradnie.
- O mój Boże! - Lily odchyliła się na krześle i spojrzała na przyjaciółkę z niedowierzaniem. - Dobra, muszę usłyszeć więcej. Kto to?
Emma zawahała się przez chwilę, bo wciąż nie do końca wierzyła, że zaraz powie to na głos.
- Profesor Carter - wydusiła.
- Żartujesz?! - Lily aż zakrztusiła się swoją kawą.
- Wiem, że to głupie... - mruknęła, bawiąc się nerwowo serwetką.
- Głupie? To jest... trochę ryzykowne. - Lily zmrużyła oczy, analizując sytuację. - Ale przyznaję, facet jest cholernie przystojny.
Emma westchnęła.
- Wiem. Ale jest nie tylko przystojny. Jest inteligentny, błyskotliwy, intrygujący... Jest zupełnie inny od tych wszystkich facetów, z którymi się spotykałam.
- I co zamierzasz z tym zrobić?
- Nic. - Emma się skrzywiła. - To tylko głupie zauroczenie. Przejdzie mi.
- Tak? - Lily spojrzała na nią z niedowierzaniem. - A co, jeśli ty jemu też się podobasz?
Emma się zmieszała, ale potem powiedziała:
- Nawet jeśli... To i tak niemożliwe.
- Och, Em... Mam przeczucie, że to się dopiero zaczyna. - Lily uśmiechnęła się tajemniczo i popatrzyła na przyjaciółkę, jakby właśnie obejrzała pierwszy odcinek pasjonującego serialu. - No błagam cię, nie możesz teraz przerwać tej historii! To dopiero początek, a ja już potrzebuję popcornu.
- Nie będzie z tego żadnej historii. - Emma spojrzała na nią zrezygnowana.
- To czemu wyglądasz, jakbyś się zabujała po uszy? - Lily uniosła brew.
- Bo może... trochę tak jest - przyznała cicho, skubiąc serwetkę. - Ale to nie zmienia faktu, że nic z tego nie będzie.
Lily pochyliła się w stronę Emmy i uśmiechnęła się konspiracyjnie.
- A czy on... daje ci jakieś sygnały?
Emma od razu pokręciła głową.
- Nie, absolutnie nie. To znaczy... - zastanowiła się. - Może czasem patrzy na mnie trochę dłużej, czasem trochę się denerwuje w mojej obecności, chce coś powiedzieć, ale się powstrzymuje...
- No to ja ci mówię, że coś tu się święci! - Lily zaczęła się wachlować dłonią.
- Lily... - Przewróciła oczami, ale nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu.
- No co? Em, to nie jest pierwszy lepszy profesor z brzuszkiem i łysiejącą głową. To Jake Carter. Charyzmatyczny, błyskotliwy, z tymi swoimi przenikliwymi oczami, umięśniony... Połowa dziewczyn na uczelni wzdycha do niego, a ty masz z nim indywidualne spotkania nad projektem.
Emma zakryła twarz dłońmi.
- Nie mów tego na głos. To brzmi jeszcze gorzej, niż jest.
- Chyba brzmi jeszcze bardziej ekscytująco! - prychnęła Lily. - On jest trochę jak niedostępny bohater z powieści. Zimny z zewnątrz, ale w środku pewnie wrze.
Emma zerknęła na nią.
- Jesteś straszna.
- Wiem. - Lily uśmiechnęła się niewinnie. - Ale pytanie brzmi, co dalej?
Emma opuściła dłonie i westchnęła.
- Nic. To nierozsądne.
- No tak, bo uczucia zawsze kierują się rozsądkiem - zakpiła Lily.
- Przysięgam, nie wiem, czemu ci to powiedziałam... - Pokręciła głową.
- Bo wiesz, że mam rację - odparła Lily z przekonaniem.
- Nie masz!
- Zobaczymy! - Lily uśmiechnęła się szelmowsko.
Emma rzuciła jej spojrzenie pełne niedowierzania, ale w głębi duszy zaczęła mieć wątpliwości.
- A tak w ogóle, to on ma kogoś? - spytała nagle Lily. - Jakaś żona, dziewczyna...?
Emma podniosła filiżankę z kawą, udając obojętność, ale jej dłoń lekko zadrżała. Zbyt szybko wzruszyła ramionami.
- Chyba nie ma nikogo. Przynajmniej nie nosi obrączki.
Lily zmrużyła oczy i popatrzyła na nią uważnie.
- Nie nosi obrączki, powiadasz? Uważna jesteś, panno Collins.
Emma przewróciła oczami, starając się ukryć uśmiech.
- Po prostu to zauważyłam, to wszystko.
- Mhm. Jasne. A zauważyłaś też może kolor jego oczu? - zapytała Lily z nutką złośliwości.
- Ty jesteś niemożliwa! - Emma parsknęła śmiechem, potrząsając głową, ale z łatwością przypomniała sobie jego szare oczy.
- A ty jesteś zakochana. I chyba nie tylko w jego wykładach! - Lily uśmiechnęła się szeroko i upiła łyk swojej kawy, po chwili jednak spoważniała, skupiła wzrok i dodała: - No dobrze, to daj mu do zrozumienia, że ci się podoba. To nie musi być nic wielkiego. Wystarczy, że trochę zmienisz sposób, w jaki do niego mówisz, jak na niego patrzysz... Może bardziej się uśmiechniesz, kiedy coś powie? Może przysuniesz się trochę bliżej podczas rozmowy? Albo powiesz coś dwuznacznego?
Emma spojrzała na Lily z niedowierzaniem i milczała, obracając filiżankę w dłoniach. Nie mogła się zdecydować, czy powiedzieć to, co właśnie cisnęło jej się na usta.
- Już coś zrobiłam... - wymamrotała cicho. - Po naszym ostatnim spotkaniu... padał deszcz i zaproponował mi podwózkę do domu. Gdy byliśmy już pod moim blokiem... pocałowałam go w policzek.
Lily zamarła z filiżanką uniesioną w połowie drogi do ust.
- Że co zrobiłaś...? - zapytała lekko zszokowana.
- No... - Emma spuściła wzrok. - Po prostu... to był impuls. Podziękowałam mu za pomoc i pocałowałam go. To był krótki moment. A on...
- No właśnie - przerwała jej Lily. - Co zrobił?
- Nic. Kompletnie nic. - Emma skrzywiła się lekko. - W ogóle nie zareagował.
- Nie odsunął się? - dopytywała Lily.
- Nie - przyznała. - Po prostu... zamarł i nie powiedział ani słowa. Wyglądał, jakby go zamurowało.
Lily przez chwilę się nad czymś zastanawiała, a potem uśmiechnęła się z przekąsem.
- Gdyby miał coś przeciwko, to by się odsunął. Albo coś powiedział. Ale skoro nie zaprotestował... to znaczy, że mu się to podobało - stwierdziła z przekonaniem w głosie.
- Albo był w szoku. - Westchnęła Emma, zakładając włosy za ucho.
- Albo jedno i drugie - poprawiła ją Lily. - I wiesz co? To bardzo dobrze. Niech będzie zaskoczony. Ty zrobiłaś pierwszy krok. Teraz czas na jego ruch.
Emma pokręciła głową, ale uśmiech powoli zaczął pojawiać się na jej twarzy.
- Ty naprawdę jesteś jak jakaś wiedźma od związków.
- A ty jesteś w niego wkręcona po uszy. I lepiej przestań udawać, że nie.
Emma napiła się kawy, jakby to mogło pomóc jej nie zwariować.
- A jeśli nic z tego nie będzie? - zapytała pełna wątpliwości. - Jeśli on w ogóle o mnie tak nie myśli?
Lily wzruszyła ramionami.
- Tym na razie się nie przejmuj. Po prostu zobacz, jak zareaguje na następnym spotkaniu. A jak nie zareaguje wcale, to wtedy będziesz wiedziała, że czas się odkochać i znaleźć sobie normalnego faceta.
- Więc sugerujesz, że on nie jest normalny...? - Emma zmarszczyła brwi.
- No, powiedzmy sobie szczerze, że zakochanie się w wykładowcy to nie jest najbardziej konwencjonalny wybór - skomentowała ironicznie.
Emma westchnęła ciężko.
- A jeśli jednak coś z tego wyjdzie...? - zawahała się.
Lily spojrzała na nią z błyskiem w oku.
- No to wtedy czeka cię najlepszy i najbardziej ryzykowny romans twojego życia - wyszeptała konspiracyjnie.
Emma pokręciła głową, ale kąciki ust drgnęły jej mimo woli.
- Jesteś naprawdę straszna.
- Wiem. I właśnie dlatego mnie kochasz!
- Właśnie dlatego powinnam cię ignorować - odparła Emma.
- Ale i tak tego nie zrobisz. - Lily puściła do niej oczko. - Bo wiesz, że mam rację.
Emma oparła się ciężko o krzesło i zaczęła się wpatrywać w swoją filiżankę kawy.
- Chyba oszalałam, że w ogóle biorę to pod uwagę.
- Och, Emmo... Nawet jeśli to szaleństwo, to całkiem romantyczne - skwitowała Lily.
Przyjaciółki roześmiały się cicho, po czym w milczeniu popijały kawę, aż Lily w końcu się odezwała:
- Em, mam pomysł! Chodźmy z tym do wróżki!
- Czyś ty zwariowała? - Emma spojrzała na nią z przerażeniem w oczach.
- No błagam cię, to będzie świetna zabawa! - Lily niemal podskakiwała na miejscu. - Tarot, przepowiednia przyszłości... może usłyszysz coś o swoim tajemniczym wykładowcy.
- Daj spokój, Lily... - Westchnęła, podnosząc filiżankę z kawą do ust. - Naprawdę nie sądzisz, że to trochę dziecinne?
- Dziecinne?! - Lily spojrzała na nią, jakby właśnie powiedziała, że nie wierzy w Mikołaja. - To mistyczna mądrość, od wieków wykorzystywana do odkrywania przeznaczenia!
Emma parsknęła śmiechem.
- Jasne. Bo na pewno jakaś obca kobieta, która nigdy mnie nie widziała, powie mi, co mnie czeka w życiu.
- Nie bądź taka sceptyczna! - Lily machnęła ręką. - Poza tym przecież to tylko zabawa. No chodź, obiecuję, że jak wyjdziemy, postawię ci ciastko.
- Całe ciastko...? - Emma spojrzała na nią podejrzliwie.
- Całe! Nawet dwa!
Emma zamyśliła się. Nie powinna się zgadzać. To nie miało sensu. Ale Lily i tak nie dałaby jej spokoju, a poza tym... może w głębi duszy była ciekawa.
- No dobra, prowadź do tej twojej wróżki - zgodziła się i odstawiła pustą filiżankę na stolik.
- Ha! Wiedziałam, że cię przekonam! - Lily ucieszyła się i złapała ją za rękę, a potem z triumfalnym uśmiechem wyciągnęła z kawiarni.
***
Przyjaciółki poszły prosto w stronę małego, tajemniczego lokalu kilka ulic dalej. Emma poczuła wewnętrzny opór, gdy Lily dosłownie pchnęła ją w stronę stolika, przy którym siedziała kobieta o długich, siwych włosach i przeszywającym spojrzeniu. W powietrzu unosił się zapach kadzidła i olejków eterycznych, a świeca na stole rzucała migotliwe cienie na złożoną talię kart do tarota.
- To głupie, Lily... - szepnęła Emma, zerkając nerwowo na kobietę.
- Oj, daj spokój! To tylko zabawa! - Lily uśmiechnęła się szeroko i zmusiła przyjaciółkę, by usiadła przy stoliku.
Emma rzuciła jej ostrzegawcze spojrzenie, ale zanim zdążyła się wycofać, wróżka już rozłożyła karty na stole.
- Zadaj pytanie... - powiedziała cicho, przeciągając sylaby.
Emma się zawahała. Zadać pytanie? O Jake'a? O siebie? To absurdalne... ale przecież to tylko zabawa.
- Co mnie czeka? - rzuciła na odczepne.
Kobieta przesunęła dłonią nad kartami, po czym powoli obróciła trzy z nich. Emma poczuła, jak jej serce przyspiesza, gdy spojrzała na odkryte symbole.
Karta pierwsza: Kochankowie.
Lily westchnęła dramatycznie.
- No proszę, to nie mogło być bardziej oczywiste! - szepnęła z ekscytacją.
- To nie tylko karta miłości - powiedziała wróżka, wodząc palcem po krawędzi karty. - To także wybór. Serce czy rozum? Podążanie ścieżką namiętności może prowadzić do szczęścia... lub do katastrofy.
Emma na te słowa poczuła dreszcz na karku.
Druga karta: Diabeł.
- Silna pokusa - powiedziała wróżka z nieodgadnionym uśmiechem. - Coś, czego pragniesz, ale co niesie ryzyko. Może uzależnienie... Może zakazane uczucie. To, czego pragniesz, będzie twoje, ale nie za darmo.
Tym razem Lily nawet nie skomentowała. Emma przełknęła ślinę.
- A ostatnia? - zapytała cicho.
Wróżka wskazała trzecią kartę. Wieża.
Emma nie znała się na tarocie, ale zaniepokoił ją obraz karty - budynek rozpadający się pod wpływem uderzenia pioruna.
- Przełom. Upadek starych struktur. Wszystko, co znasz, może runąć... ale może to być również szansa na odbudowę - wyjaśniła wróżka, patrząc Emmie prosto w oczy.
Emma odchyliła się na krześle, bo poczuła się dziwnie nieswojo.
Lily w końcu przerwała ciszę i wyszeptała:
- No to masz jasność, kochana... Albo wielka miłość, albo katastrofa, albo jedno i drugie. Super los.
Emma nie była pewna, czy powinna się śmiać, czy raczej zacząć się martwić.
- A teraz, moja droga - kobieta wskazała na talię - wyciągnij jedną kartę.
Emma spojrzała na karty i wzięła głęboki oddech. Przecież to tylko zabawa, prawda? W duchu skarciła siebie za tę irracjonalną niepewność i w końcu sięgnęła po jedną z kart. Odwróciła ją i położyła na stole.
Król Mieczy.
Wróżka uniosła brwi, przyglądając się wizerunkowi mężczyzny na karcie - surowego, ale jednocześnie intrygującego.
- Interesujące - powiedziała, dotykając czubkiem palca krawędzi karty. - Ten mężczyzna... jest kimś, kto odegra ważną rolę w twoim życiu.
Emma zerknęła kątem oka na Lily, która przygryzła wargę z ekscytacją.
- Ważną rolę? - powtórzyła z rozbawieniem. - To brzmi jak początek jakiejś dramatycznej historii miłosnej.
- Może nią być. - Wróżka uśmiechnęła się tajemniczo. - Król Mieczy to ktoś niezwykle inteligentny, zdystansowany, ale pod tą fasadą kryje się skomplikowany człowiek. Często ukrywa swoje emocje, kieruje się rozsądkiem, ale... - przerwała na chwilę, przyglądając się Emmie uważnie.
- Ale co? - zapytała Emma, udając nonszalancję, choć poczuła zaciekawienie.
- Ale kiedy kocha, robi to całym sobą. Problem w tym, że walczy z tym uczuciem, bo wydaje mu się, że nie powinien się w to angażować - dokończyła wróżka.
Emma roześmiała się, kręcąc głową, ale wróżka wciąż patrzyła na nią w ten sam, przenikliwy sposób.
- To nie jest przypadkowa karta, moja droga - powiedziała. - Widzę, że już wiesz, kim jest ten mężczyzna.
Uśmiech Emmy zamarł, zanim zdołała się opanować. Zdała sobie sprawę, że to już przestała być zabawa. Zapłaciła za wróżbę, pożegnała się szybko i wyciągnęła stamtąd Lily, bo się obawiała, że przyjaciółka wpadnie na jakiś inny szalony pomysł.
Lily patrzyła na Emmę z przestrachem i powiedziała cicho:
- Wiszę ci ciastko...
- A nawet dwa - odparła śmiertelnie poważnie Emma.
Valentine - DSADS
Hot As Hell - Everybody Loves An Outlaw
Bailando (Spanish Version) - Enrique Iglesias
Rozdział 6
Walentynki
Była połowa lutego, a kampus Stanford tonął w czerwieni. Korytarze zdobiły papierowe serduszka, baloniki, a nawet pluszowe misie, które co bardziej entuzjastyczni studenci rozstawiali w strategicznych miejscach. Jake, jak co roku, przewracał na to wszystko oczami. Walentynki nigdy nie były dla niego niczym więcej niż kolorową fanaberią, komercyjnym wymysłem i jedną wielką sprzedażą złudzeń, na które był odporny.
Tego dnia siedział w swoim gabinecie i czytał prace studentów, gdy ktoś zapukał do drzwi. Zanim zdążył odpowiedzieć, drzwi uchyliły się, a do środka wsunęła się dziewczyna z uczelnianego samorządu - uśmiechnięta, z czerwonymi serduszkami na policzkach i stosikiem listów w rękach.
- Profesor Carter? - zapytała z entuzjazmem. - Poczta walentynkowa! Dla pana też coś się znalazło.
Jake uniósł brwi.
- Żartujesz?
- Ani trochę - odpowiedziała, podając mu jedną, niepozorną kopertę. - Miłego dnia!
Zanim zdążył zareagować, już jej nie było.
Przez chwilę obracał list z jego nazwiskiem w dłoniach, a potem wyjął z niego białą kartkę. Nie była ręcznie robiona - przeciwnie, wyglądała na wydrukowaną, schludną, niemal profesjonalną. Na środku, zamiast standardowych wyznań miłosnych czy uroczych grafik, znajdował się krótki tekst:
Podświadomość zna nasze pragnienia, zanim sami je nazwiemy.
Czasem serce podpowiada, zanim rozum zdąży zaprzeczyć.
Nie było podpisu. Żadnych inicjałów. Żadnej sugestii, kto to mógł wysłać. A jednak coś w stylu - oszczędność słów, lekkie filozoficzne zacięcie, sposób budowania napięcia między wersami - brzmiało znajomo. Zbyt znajomo. Przypomniał sobie, jak Emma potrafiła rzucać zdaniami, które brzmiały jak miniaturowe manifesty. Albo jakby cytowała coś z pamięci, choć to były tylko jej własne myśli.
Jake odchylił się w fotelu, patrząc w kartkę. W końcu odłożył ją na bok i zerknął na ekran laptopa. W skrzynce odbiorczej pojawił się nowy e-mail z tytułem "Walentynki na kampusie - dołącz do nas!". Wysłał go samorząd studencki. Zwięzłe ogłoszenie informowało o koncertach, pokazach i atrakcjach w różnych miejscach na terenie uniwersytetu.
Zwykle przewijał takie wiadomości bez czytania. Ale dziś coś było inaczej. Może to ta kartka? A może poczucie, że nie umie usiedzieć w miejscu?
W końcu wyszedł z gabinetu. Planował tylko szybki spacer po kolejną kawę. Ale nie zdążył nawet podejść do automatu, gdy niemal zderzył się z dziekanem wydziału, profesorem Jamesem Morrisonem.
- Jake! - zawołał ten entuzjastycznie, prawie nie przypominając w tym starszego, dostojnego profesora, jakim był na co dzień. - Musisz wpaść na główny skwer! Przy naszym wydziale jest scena, grają na żywo, a studenci naprawdę się postarali z dekoracjami. No chodź, nie bądź taki poważny chociaż dziś!
Jake uśmiechnął się niepewnie, trochę zmieszany, ale skierował się z dziekanem w stronę wyjścia z budynku. Nie wiedział, czemu właściwie się zgodził. Może nie chciał jeszcze wracać do gabinetu? A może jakaś część jego - ta, której ostatnio sam nie rozumiał - chciała poczuć się choć przez chwilę częścią tego szaleństwa?
***
Gdy tylko wyszli zza budynku, uderzył go szum rozmów, śmiech, energetyczna muzyka i zapach gorącej czekolady. Na Wieży Hoovera powiewały czerwone balony przywiązane do balustrady - pewnie dzieło jakiejś grupy artystycznej. Po drodze mijał stoiska z ręcznie robionymi walentynkami, czekoladkami i drobnymi prezentami.
Tłum był gęsty, ale atmosfera zaskakująco ciepła. Dziekan gdzieś zniknął, a Jake szedł powoli przez główny skwer, chłonąc to wszystko, choć nie do końca wiedział, czego tu szuka... Jednak jakby podświadomie miał nadzieję, że kogoś tutaj spotka.
Jego wzrok mimowolnie zatrzymał się na znajomej sylwetce przy jednym ze stoisk.
Emma. Stała tam i śmiała się z czegoś, co powiedziała jej koleżanka. Wśród czerwonych serduszek, girland i innych dekoracji wyglądała... inaczej. Miała na sobie wiśniową sukienkę, która podkreślała jej kobiece kształty.
Popatrzyła nagle w jego stronę. Ich spojrzenia spotkały się, a Jake poczuł dziwny ucisk w klatce piersiowej.
Podszedł powoli, jakby nogi same prowadziły go w jej kierunku. Gdy był już na tyle blisko, by go usłyszała, skinął głową z lekkim, kontrolowanym uśmiechem.
- Cześć, Emma.
- Cześć, profesorze - przywitała się z uśmiechem.
Koleżanka Emmy zerknęła na nich uważnie.
- Zaraz wrócę! - powiedziała i z szerokim uśmiechem się ulotniła.
Jake przeniósł wzrok z powrotem na Emmę. Przez chwilę oboje nie mówili nic, stojąc wśród czerwonego zgiełku.
- Nie sądziłam, że pana tutaj spotkam - odezwała się w końcu Emma.
- Sam się sobie dziwię - odpowiedział. - Dziekan mnie namówił. Wyciągnął mnie tutaj, zanim zdążyłem znaleźć jakąś wymówkę.
- Bywa przekonujący! - Emma lekko się uśmiechnęła.
- Mhm - przyznał. - A ty jak się tu znalazłaś?
- Moja przyjaciółka Lily mnie przyprowadziła - odpowiedziała, przewracając oczami. - Stwierdziła, że trzeba się trochę rozerwać między zajęciami.
Jake tylko skinął głową. Znów zapadła cisza. Nagle Emma spojrzała na niego z błyskiem w oku.
- Dostał pan jakąś walentynkę? - zapytała wprost.
- A jeśli tak? - Uniósł brew, zaskoczony jej bezpośrednim pytaniem.
- Tak tylko pytam - rzuciła niewinnym tonem, ale na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Jake spojrzał na nią uważnie.
- Nie była podpisana, ale styl... był podświadomie znajomy - powiedział wolno i obserwował jej reakcję.
- Podświadomość bywa zaskakująco elokwentna - stwierdziła ze zdumiewającą pewnością w głosie.
Jake uniósł lekko kącik ust i już miał coś powiedzieć, kiedy nagle obok nich pojawiła się jej koleżanka, cała rozentuzjazmowana. Niosła dwa lizaki w kształcie serc, które wręczyła jemu i Emmie.
- Em, idziemy tam! - zawołała. - Profesorze, chodź z nami! Pod sceną rozdają belgijską czekoladę z jakimiś dziwnymi nadzieniami. Musicie tego spróbować!
- Lily... - zaczęła Emma, ale nie miała szans dokończyć. Jej przyjaciółka już ruszyła, ciągnąc ich za sobą przez tłum.
Jake spojrzał na Emmę, bezgłośnie pytając, czy serio mają na to iść, ale ona tylko wzruszyła ramionami i poszła za przyjaciółką.
Wkrótce znaleźli się tuż przy scenie, otoczeni morzem czerwonych balonów i migających światełek. Uśmiechnięta studentka ze stoiska wręczyła każdemu z nich czekoladkę w ozdobnym papierku.
Jake zerknął na swoją, a potem na Emmę, która uśmiechała się zupełnie radośnie. I wtedy pomyślał, że może nie będzie to jednak taki zły dzień, jak mu się rano wydawało.
Rozwinął delikatny papierek i wsunął czekoladkę do ust. W środku oprócz słodyczy znajdował się cytat. Rozprostował papierek ostrożnie i przeczytał:
Jeśli serce bije szybciej, gdy ktoś się uśmiecha -
to już nie jest przypadek.
Uniósł brew i zerknął kątem oka na Emmę. Ona również właśnie zjadła czekoladkę i czytała swoją wróżbę. Jej policzki zaróżowiły się lekko, a kącik ust uniósł się w nieśmiałym uśmiechu.
Lily, oczywiście, nie mogła przepuścić takiej okazji. Przeczytała wróżbę Emmy i zachichotała. Potem spojrzała na Jake'a z ciekawością w oczach i zapytała:
- No, profesorze Carter, co pan tam wyciągnął z tej magicznej pralinki?
Jake odchrząknął, jakby zamierzał zbyć temat, ale Lily nie odpuszczała.
- Chciałabym zobaczyć - rzuciła i już prawie sięgała mu przez ramię. - Przecież to wszystko dla zabawy!
- Dla niektórych wróżby są... prywatne - odparł Jake z udawaną powagą, ale nie mógł ukryć rozbawienia.
- Aha! Czyli trafiło się coś pikantnego! - Roześmiała się Lily i spojrzała na Emmę, która wciąż trzymała swoją wróżbę i udawała, że jest bardzo zainteresowana stoiskiem z różową watą cukrową po drugiej stronie skweru.
Jake odruchowo poprawił mankiet koszuli i schował karteczkę do kieszeni spodni.
- Po prostu... coś do przemyślenia - powiedział cicho i spojrzał raz jeszcze na Emmę.
- Musimy już iść. Do zobaczenia później, profesorze - pożegnała się nagle Emma i pociągnęła Lily za rękaw, odciągając ją w stronę stoiska z gorącą czekoladą.
***
Przyjaciółki przeszły kilka kroków, a wtedy Emma mruknęła:
- Chodź już, zostaw go. Może nie miał ochoty na to wszystko...
Starała się brzmieć obojętnie, ale nie udało jej się ukryć zdenerwowania.
- Oho, ktoś tu się spina! - Lily spojrzała na nią i uniosła brwi.
- Po prostu... Nie każdy ma nastrój na walentynkowe świętowanie - odparła Emma, nie patrząc na nią. - I może nie chce być wciągany w tę całą otoczkę.
Lily zatrzymała się i spojrzała przez ramię, dokładnie tam, gdzie stał Jake.
- Oj, dziewczyno... - powiedziała cicho z konspiracyjnym uśmiechem. - Gdybyś tylko widziała, jak on się teraz na ciebie gapi. Jakbyś była jedynym czerwonym akcentem w całym tym morzu balonów.
Emma zesztywniała, ale się nie odwróciła. Mimo że próbowała zignorować te słowa, serce zabiło jej szybciej.
- Przestań, Lily! - Opuściła głowę, próbując ukryć rumieniec. - To nie ma znaczenia.
- Albo dopiero zacznie mieć - odparła Lily dwuznacznie.
***
Jake nie powiedział ani słowa, gdy Emma się z nim pożegnała. W końcu poczuł, jak atmosfera tego miejsca zaczyna go przytłaczać - śmiechy, muzyka, unoszący się w powietrzu zapach waty cukrowej i czekolady. Za dużo bodźców, za dużo emocji. Jeszcze jedno spojrzenie na Emmę i jego serce mogłoby znowu przyspieszyć w sposób, którego nie chciałby analizować. Odwrócił się i ruszył w stronę budynku wydziału.
Gdy dotarł do gabinetu, zamknął drzwi za sobą i opadł na fotel. Próbował wrócić do pracy, przejrzeć maile, zrobić cokolwiek. Ale po chwili zauważył, że litery rozmywały mu się przed oczami, a w głowie miał jedynie uśmiech Emmy i jej pełne ciepła spojrzenie. W końcu sięgnął po walentynkę, która nadal leżała na jego biurku. Przesunął palcami po krawędzi, a potem ponownie przeczytał krótki, wymowny tekst o podświadomości.
Nie wiedział, czy to naprawdę była ona, ale ten styl... Miał w sobie coś znajomego. Intelekt i umiejętność trafiania w samo sedno, które zawsze go w niej fascynowały. Odruchowo powąchał kartkę, szukając jakiejś poszlaki, czy znajomej nuty kwiatowego zapachu, ale nie wyczuł nic takiego. Westchnął i oparł się o zagłówek fotela. Walentynki. Kiedyś zupełnie obojętne. Dziś - pełne emocji, których nie potrafił już tak łatwo od siebie odsunąć.
***
Zapadał już wieczór, gdy Jake wychodził z gmachu wydziału. Główny skwer kampusu wciąż tętnił życiem. Słychać było energetyczną latynoską muzykę, a światła w odcieniach czerwieni i różu odbijały się od szyb pobliskich budynków. Koncert rozkręcił się na dobre, tłum studentów tańczył, śmiał się, a część śpiewała razem z wokalistą na scenie.
W głośnikach rozbrzmiewała właśnie rytmiczna i namiętna piosenka Bailando Enrique Iglesiasa, przepełniona czymś dzikim i nieokiełznanym. Latynoskie rytmy pełne energii niosły się w powietrzu i niespodziewanie wciągnęły Jake'a w swoje wiry. Muzyka ta miała w sobie coś magnetycznego - coś, co nakazywało czuć, żyć, oddychać w rytm każdego uderzenia bębna, każdej zmiany melodii. Jake miał nadzieję przemknąć niezauważony i zniknąć, zanim znów poczuje, że ten dzień kosztował go więcej, niż chciałby przyznać. Ale wtedy znowu ją zobaczył.
Emma tańczyła pod sceną z Lily. Obie były roześmiane i rozluźnione. Lily wywijała energicznie, robiąc obroty w miejscu, ale to Emma przykuła jego uwagę. Miała na sobie tę samą wiśniową sukienkę, która falowała przy każdym ruchu. Tańczyła z uśmiechem i sprawiała wrażenie, że zapomniała o całym świecie. Jake zatrzymał się nagle, jakby nogi wrosły mu w ziemię. Patrzył, jak Emma wirowała wokół własnej osi, a jej włosy rozwiewał wiatr. Kręciła się, śmiała, zupełnie inna niż podczas zajęć. Swobodna. Rozpromieniona. Piękna.
Nie potrafił oderwać od niej wzroku. Patrzył, jak obracała się w rytm muzyki, jak z każdą sekundą coraz bardziej zatracała się w tym tańcu. Jej biodra poruszały się z tą pierwotną pewnością, której wcześniej u niej nie widział. Jej ciało przyciągało go jak magnes. Nie chciał patrzeć, a jednak nie potrafił przestać. W jego klatce piersiowej narastało coraz większe napięcie, serce biło mocniej, a krew pulsowała szybciej.
Emma tańczyła dalej, zupełnie nieświadoma jego obecności. Jej ciało, jej ruchy, jej uśmiech - było częścią tego tańca, który stał się dla niego zbyt intensywny.
To wszystko trwało może kilka sekund. Ale trwało zdecydowanie za długo jak na kogoś, kto powinien zachować dystans. W końcu odwrócił wzrok i przyspieszył kroku, ale jej taniec zapisał się pod jego powiekami jak wypalony ślad.
***
Jake jechał samochodem niemal na autopilocie, prawie nie rejestrując mijanych świateł ani znaków. W jego głowie krążył nieustannie jeden obraz - Emma tańcząca pod sceną, jakby nie było jutra. Jej biodra poruszające się rytmicznie, rozwiane włosy, i ten uśmiech - swobodny, zmysłowy, jakby kompletnie zatraciła się w chwili.
Wciąż słyszał w głowie słowa piosenki i poczuł, jak temperatura w aucie zrobiła się dziwnie wysoka, choć wcale nie włączył ogrzewania. Jego dłoń mocniej zacisnęła się na kierownicy. Ale wyobraźnia już zrobiła swoje - przywołała każdy szczegół i uruchomiła tę znajomą już falę pragnienia w ciele. Zaklął pod nosem. Zatrzymał się na czerwonym świetle i odetchnął głęboko, opierając głowę o zagłówek.
Zielone światło. Ruszył dalej, starając się skoncentrować na drodze, ale echo muzyki i obraz jej poruszających się bioder jechały z nim. Zacisnął mocniej dłonie na kierownicy, jakby to miało pomóc mu odzyskać kontrolę - nad sobą i nad tym, co właśnie czuł.
"To tylko taniec" - powtarzał sobie w myślach. "Zwyczajna zabawa... studencka impreza".
Przecież to nie było nic niezwykłego. Tysiące dziewczyn tańczy w podobny sposób każdego dnia. Ale żadna z nich nie wywoływała w nim takiego rozedrgania jak Emma.
Zacisnął zęby. Przecież to jego studentka. Cholera, wiedział, gdzie leży granica - znał te zasady aż za dobrze. Zawsze był ostrożny, zawsze trzymał dystans. A teraz? Wystarczył jeden taniec i nagle cały jego światopogląd zachwiał się w posadach. Westchnął ciężko, przecierając twarz dłonią, by zetrzeć z siebie ten moment słabości.
- To nie może się powtórzyć - powiedział do siebie półgłosem. - Nie wolno mi o niej tak myśleć.
A jednak obraz tańczącej Emmy wciąż tkwił mu przed oczami. I Jake miał złe przeczucia, że jeszcze długo nie będzie potrafił go wyrzucić z głowy.
***
W mieszkaniu panowała cisza, przerywana jedynie szumem wody spływającej z prysznica. Jake stał pod jej strumieniem z głową opartą o chłodne kafelki. Próbował uspokoić oddech i myśli. Przez chwilę pozwolił sobie nie myśleć o uniwersytecie, o zasadach, o tym, co w jego sytuacji nie wypada. A teraz musiał odgonić obraz Emmy tańczącej pod sceną. Ale im bardziej się starał, tym wyraźniej widział ją oczami wyobraźni.
Kiedy wyszedł z łazienki, sięgnął do plecaka po telefon, ale jego wzrok natrafił na coś innego. Walentynka. Ta sama, którą dostał rano. Wypadła z plecaka na podłogę i przez moment Jake po prostu patrzył na nią, jakby była jakimś artefaktem z równoległego świata. Podniósł ją powoli, przeczytał jeszcze raz ten krótki wiersz o podświadomości i poczuł, jak coś znowu zaciska mu się w środku. Jeszcze rok temu by się zaśmiał, machnął ręką i wrzucił ją do kosza. Dziś nie potrafił i... schował ją do szuflady biurka. A w jego głowie na dobre zakotwiczyło się jedno pytanie - czy to naprawdę od niej?
***
Dziedziniec przed budynkiem wydziału psychologii spowity był półmrokiem, ale z jednej strony rozlewało się czerwone światło - ciepłe, pulsujące, niemal hipnotyczne. Jake szedł w jego stronę i czuł dziwny ciężar w piersi, jakby coś nieodwracalnego miało się wydarzyć. I wtedy ją zobaczył.
Emma stała na środku dziedzińca, bosa, w lekkiej, zwiewnej sukience, która falowała przy każdym jej ruchu. Tańczyła powoli, zmysłowo, tak jak wtedy pod sceną - ale Jake czuł wyraźnie, że teraz jej taniec jest przeznaczony tylko dla niego. Każdy jej ruch i obrót był naładowany czymś niepokojąco intensywnym. Nie spuszczała z niego wzroku. W jej oczach było coś prowokującego i pewnego siebie. Jakby znała każdą jego myśl, każdy zakaz, który próbował sobie narzucić, i samym tylko spojrzeniem mówiła: "I tak mnie pragniesz".
Zaczęła się zbliżać. Powoli, krok po kroku. Jej biodra poruszały się w rytm muzyki. Jake stał jak zahipnotyzowany, sparaliżowany pożądaniem i strachem. Wiedział, że nie powinien... a jednak całe jego ciało rwało się do niej.
Była już bardzo blisko. Ich twarze dzieliły centymetry. Emma uniosła dłoń i dotknęła jego policzka, a Jake poczuł dreszcz przebiegający mu po karku. I wtedy szepnęła:
- Czego się boisz, profesorze?
Otworzył usta, by odpowiedzieć, ale z czerwonego światła wystrzelił... dźwięk alarmu z telefonu. Zbudził się gwałtownie, a serce waliło mu jak oszalałe.
Budzik dzwonił natrętnie, przerywając sen w najgorętszym momencie. Jake poderwał się do pozycji półsiedzącej. Potrzebował chwili, żeby się zorientować, że to rzeczywistość, że znów był w swoim mieszkaniu, a nie na opustoszałym dziedzińcu, gdzie Emma tańczyła tylko dla niego. Westchnął głęboko i przetarł twarz dłońmi.
"Na szczęście się obudziłem, zanim moja podświadomość się rozkręciła" - pomyślał.
A ta zaczynała być naprawdę bezwzględna. Myśli, które potrafił wypierać na jawie, teraz wracały w snach - intensywne, natarczywe, coraz bardziej niepokojące. Miał wrażenie, że to już nie on śni, tylko jego pragnienia i tęsknoty, które szeptały mu do ucha to, czego sam przed sobą nie chciał przyznać.
Nie ufał już swojej podświadomości. Coraz częściej nie chciała współpracować. A to było niebezpieczne. Szczególnie w tej sytuacji.
Wstał powoli, próbując zrzucić z siebie resztki snu. Poszedł do łazienki i przemył twarz zimną wodą, ale to nie pomogło. Emma wciąż była w jego głowie - nierealna, ale obecna. W tych ruchach, które zbyt dobrze pamiętał. W tym napięciu, które w nim rozbudziła. Spojrzał w lustro i pomyślał ze złością:
"Musisz się, do cholery, ogarnąć, Carter".
Natural - Imagine Dragons
Too Sweet (Acoustic) - Sunkissed
Creep - Radiohead
Rozdział 7
Iluzja kontroli
Następnego dnia Emma wbiegła do sali wykładowej spóźniona o kilka minut. Miała lekko potargane włosy i delikatny rumieniec na policzkach, który mógł być efektem pośpiechu albo... nie do końca przespanej nocy. Zauważyła, że Jake już zaczął - mówił szybko, prawie nie podnosząc wzroku znad notatek.
Zajęła dzisiaj miejsce z tyłu, by być jak najmniej zauważalna, ale wiedziała, że on i tak ją dostrzegł. Znała ten specyficzny sposób, w jaki na moment napinał szczękę, gdy się irytował. Nie zatrzymał wykładu nawet na chwilę, a ton jego głosu był ostry, suchy. Pytania rzucał w powietrze, prawie nie patrzył na studentów. Nawet był ubrany bardziej oficjalnie niż zwykle, bo oprócz granatowej koszuli miał na sobie marynarkę. Gdy Emma raz się zgłosiła, by odpowiedzieć, nawet nie spojrzał w jej stronę - poprosił kogoś innego o wypowiedź, a potem kontynuował temat.
Było w nim dzisiaj coś dziwnego - zniecierpliwienie, może nawet rozdrażnienie. I Emma to poczuła. Po raz pierwszy ich relacja w sali wykładowej wydawała się zdystansowana.
W pewnym momencie, gdy rozmawiała szeptem z kolegą z ławki obok i próbowała wyjaśnić, że potrzebuje notatek z początku wykładu, Jake nagle przerwał w pół zdania i spojrzał ostro w ich stronę.
- Skoro znowu się pani spóźniła, panno Collins, to może warto byłoby skupić się na wykładzie, zamiast prowadzić towarzyskie pogaduszki?
W sali zapadła kompletna cisza. Emma poczuła, jak na twarz wyszedł jej rumieniec i spłynął aż do szyi. Skinęła lekko głową i spuściła wzrok.
Jake wrócił do tematu, ale nic nie brzmiało już tak samo. Miał wrażenie, że każde jego zdanie niosło w sobie jakieś napięcie i cały czas musiał się mocno pilnować, by znowu nie powiedzieć czegoś zgryźliwego. Sam nie wiedział, co go dopadło. Czuł się, jakby grunt usuwał mu się spod nóg. Wmawiał sobie, że ta surowość, chłód w głosie to sposób, by ją odepchnąć. Żeby zdusić w zarodku to coś, co niepokojąco szybko zaczynało go doganiać, gdy tylko na nią patrzył. A ostatnio patrzył za często. Zbyt długo.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji