Przedmowa
VICTOR DAVIS HANSON
Miecz i bułat Raymonda Ibrahima to niezwykle cenny opis przełomowych
bitew pomiędzy islamem a Zachodem. Autor opisuje osiem kluczowych starć,
do których doszło w okresie tysiąca lat, od 636 do 1683 roku, od Francji
po Bliski Wschód.
Niniejsze opracowanie to przede wszystkim zajmująca opowieść z dziedziny
historii wojskowości. Stanowi zwięzłą relację przebiegu i następstw
ośmiu bitew i interpretuje je w kontekście czasów, w których zostały
stoczone - czy raczej poważnie traktuje deklarowane intencje i strategiczne przesłanki ówczesnych przywódców. Takie podejście, oparte
na informacjach z pierwszej ręki, wymaga mnóstwa ciężkiej pracy nad
nieprzetłumaczonymi dotąd źródłami arabskimi i niekiedy greckimi, a także ogólnego doświadczenia w porównawczej historii wojskowości. Na
przykład w rozważaniach na temat decydującej bitwy nad rzeką Jarmuk (w pobliżu obecnej granicy Syrii i Jordanii) Ibrahim - który wcześniej
pracował z wielojęzycznymi manuskryptami w dziale Afryki i Bliskiego
Wschodu Biblioteki Kongresu w Waszyngtonie - dokonuje kompilacji
zróżnicowanych źródeł. Dzięki temu może precyzyjnie zrekonstruować bitwę
i wyjaśnić, w jaki sposób Bizantyjczycy pomimo liczebnej przewagi
ponieśli tak niewytłumaczalną i druzgocącą klęskę.
Książka, nieoceniona jako skrupulatna kronika ważnych (i mniej ważnych)
starć pomiędzy islamem a Zachodem, przedstawia jednocześnie szersze
argumenty religijne i kulturowe. Nie wydaje się, aby celem Ibrahima było
zasugerowanie przyrodzonego dynamizmu kultury zachodniej lub
muzułmańskiej; przeciwnie: autor wybrał cztery przykłady porażek Zachodu
(upadek Konstantynopola, Hittin, Manzikert i Jarmuk), które zrównoważył
czterema zwycięstwami (druga obrona Konstantynopola, Las Navas de
Tolosa, Tours i Wiedeń). Przytaczane dowody ujawniają pewne powracające,
a obecnie często pomijane lub niedoceniane wątki w interakcjach pomiędzy
islamem a Zachodem - coraz rzadziej określanym mianem świata
chrześcijańskiego.
Po pierwsze, w większości przypadków motywowane mesjanistycznym
poczuciem muzułmańskie armie dążyły do ekspansji terytorialnej. Ochoczo
rzucały rękawicę Zachodowi, by zająć jego ziemie i nawracać mieszkańców.
Ten zaś z kolei, o ile przystępował do ofensywy, to w przekonaniu, że
odzyskuje obszary Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej, Europy
Południowej i Azji Mniejszej, które należały do Rzymian lub do
hellenistycznego świata przez ponad pół tysiąclecia przed narodzinami
islamu. Może się to wydawać oczywiste, ale Ibrahim umiejscawia napięcia
w kontekście tamtych czasów, gdy armie muzułmańskie - przynajmniej we
własnym mniemaniu - wchłaniały zwesternizowane dawniej tereny, natomiast
Zachód uważał, że odzyskuje odwieczne terytoria rzymskie i greckie.
Po drugie, niezależnie od lokalnych i wewnętrznych podziałów plemiennych
i politycznych armie muzułmańskie wyruszały na wojnę przeciwko Zachodowi
częściej jako siły religijne niż etniczne czy narodowe. Z tego powodu
ich wojna z ludźmi Zachodu była postrzegana głównie jako starcie dwóch
bloków - jako konflikt z chrześcijaństwem, nie zaś poszczególnymi
państwami europejskimi. Analogicznie dla armii zachodnich, choć
podzielonych na frakcje i konkurencyjne stronnictwa polityczne,
chrześcijaństwo pozostawało jedyną wspólną więzią umożliwiającą
zjednoczenie się w walce z islamem.
Szowinizm religijny wydaje się tu oczywisty, lecz współcześni historycy
stosunkowo często próbują bagatelizować wszelkie pojęcia religijnego
"zderzenia cywilizacji". W kontekście napięć religijnych Ibrahim chętnie
przygląda się różnym epokom i kulturom rzadko kojarzonym z tradycyjnymi
teatrami konfliktu między islamem a chrześcijaństwem, na przykład
opisuje rozgoryczenie, które utrwaliło się w Rosji po tak zwanych latach
jarzma tatarskiego, czy osmańskie przeszkody utrudniające Europie handel
lądowy ze Wschodem. Te ostatnie stały się bodźcem dla portugalskich i hiszpańskich odkrywców Nowego Świata, początkowo poszukujących sposobów
na wyparcie islamu zarówno z Zachodu, jak i nowych przyczółków w Azji.
Po trzecie, Ibrahim dostrzega ciągłość pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Muzułmańscy przywódcy religijni i dżihadyści w charakterystyczny dla siebie sposób postrzegali chrześcijaństwo jako
przeciwieństwo świata islamu, z natury dojrzałe do podboju lub
nawrócenia. Z kolei ludzie Zachodu w miarę upływu czasu doszli do
wniosku, że islam stoi w konflikcie z wartościami chrześcijańskimi, w związku z czym za normalny stan rzeczy uważali raczej napięcia i konflikty niż pokój i pojednanie. Jeśli obecni muzułmańscy radykałowie
odwołują się do tej odwiecznej antypatii (wystarczy spojrzeć na przekazy
Państwa Islamskiego, których gorliwość celowo wzorowana jest na
dogmatach poprzedników), to również reakcje Zachodu nie stanowią nagłego
wybuchu uprzedzeń i ksenofobii. Są raczej echem mechanizmów obronnych
sprzed niemal 1400 lat.
Podobnie Ibrahim obszernie ujawnia metody historiografii muzułmańskiej -
słabo poznane ze względu na barierę językową lub z tego powodu, że ich
krytyka jest uważana za niepoprawną politycznie. Swojej krytycznej oceny
nie opiera jednak na tym, że historiografia muzułmańska jest mniej lub
bardziej wiarygodna niż zachodnie źródła odnoszące się do minionych
konfliktów. Ibrahim stwierdza raczej, że studiowanie prac muzułmańskich
historyków przypomina nam o tym, jak bardzo spójna pomimo upływu czasu
jest relacja świata islamskiego na temat napięć religijnych z Zachodem i jak różni się od zachodniego podejścia.
Po czwarte, muzułmanie żyjący na terenach chrześcijańskich często mieli
taką samą, jeśli nie większą, ochronę jak chrześcijanie na ziemiach
muzułmanów - i to bez specjalnych podatków i opłat związanych z wiarą. W opisach starć bitewnych Ibrahim ukazuje asymetrię, nie tyle kulturową,
co ujawniającą całkowitą rozbieżność w postrzeganiu wyrozumiałości. Nie
chodzi o to, że chrześcijanie byli świętymi, a muzułmanie grzesznikami,
lecz przy dużej moralnej swobodzie, jaką dawały ówczesne czasy, w fundamentalizmie islamskim było mniej tolerancji dla Kazania na górze
niż pośród chrześcijan. Ta przeciwstawność zwyczajów wyrażała się przed
bitwą, w jej trakcie i potem, z oczywistymi konsekwencjami.
Miecz i bułat to pierwszorzędne dzieło z zakresu historii wojskowości,
owoc rzetelnych studiów naukowych i filologicznych. Jego cechą
charakterystyczną jest szczera ocena rywalizacji, która rozgrywa się
obecnie na różnych frontach i w zupełnie innych formach - od
współczesnej imigracji po terroryzm - ale mimo to pod wieloma względami
nie traci podobieństwa do starożytnej, egzystencjalnej walki.
Victor Davis Hanson
Instytut Hoovera, Uniwersytet Stanforda
1 maja 2018 roku
Wstęp
Pierwotnie ta książka miała być monografią z dziedziny historii
wojskowości1, opisującą osiem decydujących bitew islamu z Zachodem (pierwsza nastąpiła w 636 roku, ostatnia w 1683 roku2).
Temat ten może być interesujący sam w sobie - moja praca magisterska,
napisana prawie dwadzieścia lat temu pod kierunkiem znanego historyka
wojskowości Victora Davisa Hansona, dotyczyła pierwszej i rozstrzygającej bitwy pomiędzy muzułmanami a zachodnimi siłami,
stoczonej nad Jarmukiem - lecz wkrótce się okazało, że istnieje znacznie
szersze, lecz całkowicie zapomniane tło tej opowieści, a przypomnienie
go może zrewolucjonizować sposób, w jaki Zachód rozumie swoją
przeszłość, a tym samym teraźniejszość, w związku z islamem. Jak
wyjaśnia Bernard Lewis, jeden z niewielu współczesnych historyków
zwracających uwagę na całość stosunków muzułmańsko-zachodnich: "Obecnie
na ogół zapominamy, że przez około tysiąc lat, od pojawienia się islamu
w VII wieku do drugiego oblężenia Wiednia w 1683 roku, nad
chrześcijańską Europą nieustannie wisiała groźba podboju i nawrócenia
przez muzułmanów. Większość nowych ziem muzułmańskich została wydarta
chrześcijaństwu. Syria, Palestyna, Egipt i Afryka Północna były rejonami
chrześcijańskimi, nie mniej, a raczej nawet bardziej niż Hiszpania i Sycylia. Wszystko to pozostawiło po sobie głębokie poczucie straty i głęboki strach"1.
Pomimo tego jedyne konflikty, na które zwraca się dziś uwagę, to między
innymi krucjaty, europejski kolonializm i wszelkie inne działania
Zachodu wpisujące się w popularny pogląd, że to Europejczycy rozpoczęli
działania wojenne przeciwko innym ludom. Makrokosmicznego znaczenia
wspomnianego tysiąca lat, kiedy "nad chrześcijańską Europą nieustannie
wisiała groźba" islamu, nie rozumieją nawet mniej ukierunkowani
ideologicznie historycy. Mówią o najazdach i podbojach "arabskich",
"mauretańskich", "osmańskich" czy "tatarskich" - rzadko muzułmańskich -
a przecież te skądinąd różnorodne ludy do ataku na Zachód skłoniło to
samo: dżihad.
Nie pomaga to, że "większość muzułmanów, w przeciwieństwie do większości
Amerykanów, doskonale orientuje się w historii i postrzega bieżące
wydarzenia w znacznie głębszej i szerszej perspektywie niż my"2.
Rzeczywiście muzułmańskie przesłania kierowane do Zachodu i dokonywane
tam czyny opierają się często na tym, co ludzie islamu przez stulecia
mówili i czynili przodkom współczesnych Europejczyków. Gdy Usama ibn
Ladin rozpoczął swoje przesłanie dla Zachodu od słów "Pokój temu, kto
idzie drogą prostą!"3, niewielu wiedziało, że te pozornie
niewinne słowa zostały zaczerpnięte bezpośrednio z "polecających" listów
wysłanych przez proroka Mahometa do niemuzułmańskich władców; jeszcze
mniej osób wiedziało, że kolejne zdanie Mahometa - które Usama
roztropnie pominął - wyjaśnia, co tak naprawdę oznacza "droga prosta":
"kara na pewno spadnie na tego, kto zadaje kłam i odwraca się [od
islamu]". W 1994 roku palestyński przywódca Jasir Arafat zawarł traktat
pokojowy z Izraelem, skrytykowany przez innych Arabów i muzułmanów jako
zbyt ugodowy. Tak usprawiedliwił wówczas swoje działania: "Uważam, że to
porozumienie nie jest niczym więcej niż porozumieniem podpisanym
pomiędzy naszym prorokiem Mahometem a Kurajszytami w Mekce" - to znaczy
rozejmem, który Mahomet natychmiast zerwał, gdy tylko znalazł się w pozycji pozwalającej mu przejść do ataku3. Wielu muzułmanów na
świecie dostrzega ten związek i docenia konsekwencję słów oraz czynów
swoich aktywnych politycznie współwyznawców, tymczasem Zachód tego sobie
nie uświadamia.
Prowadzi nas to do najbardziej aktualnego aspektu tej książki,
rozstrzygającej odpowiedzi na jedno z najbardziej palących pytań naszych
czasów: Czy wojujący muzułmanie - nazywani "terrorystami", "radykałami"
albo "ekstremistami" - są wierni islamowi, jak twierdzą, czy też "biorą
go za zakładnika" dla własnych celów, jak nam się mówi? Problem powrócił
ze zdwojoną siłą wraz z powstaniem Państwa Islamskiego, które wzoruje
się na dawnych kalifatach i każde popełnione przez siebie okrucieństwo -
ludobójcze masakry, ścinanie głów, ukrzyżowania, okaleczenia, palenie
żywcem, masowe gwałty i niewolnictwo - usprawiedliwia doktrynami islamu.
Wielu pisarzy i analityków, także ja4, starało się odpowiedzieć na
to pytanie, dowodząc, że muzułmańskie święte księgi i główny nurt
egzegezy często faktycznie wspierają działania Państwa Islamskiego i innych organizacji dżihadystycznych. Niewielu jednak zajęło się tym z perspektywy makrohistorycznej - to znaczy nie poprzez cytowanie dawnych
pism religijnych, na Zachodzie instynktownie odrzucanych przez większość
jako "abstrakcyjne", "teoretyczne", a zatem "otwarte na interpretację",
ale poprzez dokumentowanie rzeczywistego postępowania muzułmanów. Jest
to bez wątpienia zadanie złożone i wymagające zapoznania się z istotą
licznych tajemniczych tekstów napisanych w ciągu tysiąca lat w rozmaitych językach - nie tylko najważniejszych wersetów Koranu i hadisów. Niemniej do tego właśnie sprowadza się niniejsza książka:
opisuje postępowanie muzułmanów, którzy niezależnie od miejsca i czasu
działali tak samo i z tych samych pobudek, jak działa dziś Państwo
Islamskie.
Kilka słów na temat metodyki i innych zastrzeżeń: pierwsze trzy
rozdziały skupiają się na trzech bitwach stoczonych w latach 636-732.
Wydawać się może, że poświęcono im nieproporcjonalnie dużo miejsca. Było
to zamierzone: bitwy bliższe naszym czasom są zazwyczaj lepiej
udokumentowane, bardziej szczegółowo opisane i naturalnie wydają się
bardziej ważne. W związku z tym są już nawet zbyt często przedstawiane
we współczesnej literaturze, w przeciwieństwie do wydarzeń starszych i skąpo udokumentowanych. Przekonamy się jednak, że Jarmuk (636) czy
drugie oblężenie Konstantynopola (717) miały znacznie poważniejsze
konsekwencje niż, dajmy na to, powszechnie znane i świętowane zwycięstwo
pod Lepanto (1571).
Niełatwo było oddać sprawiedliwość niemal czternastu wiekom historii
walk między islamem a Zachodem, nie przekraczając założonej objętości
książki. Wymagało to niewzruszonego skupienia na istocie wojen, ich
początkach i konsekwencjach. W związku z tym książka ta nie pretenduje
do miana historii ogólnej; uznaje za pewnik istnienie pokojowych
kontaktów pomiędzy obiema cywilizacjami, a także to, że bogata historia
islamu nie ogranicza się jedynie do dżihadu. Jednak fakt pozostaje
faktem: "Przez większość wspólnej historii stosunki między obiema
społecznościami były kształtowane przez atak i kontratak, dżihad i krucjatę, podbój i rekonkwistę"5. Tak więc chociaż książka
ta nie stanowi opisu historii ogólnej stosunków zachodnio-muzułmańskich,
z całą pewnością opowiada historię ich najbardziej ogólnego aspektu:
wojny. A to już znacznie więcej, niż można powiedzieć o wielu
publikacjach akademickich, które podszywając się pod "historie ogólne"
islamu i jego kontaktów z innymi cywilizacjami, koncentrują się na
peryferyjnych i incydentalnych wydarzeniach i odsuwają nieustające wojny
na dalszy plan.
Prześledzenie tych stałych elementów, odkłamanie zapisów i naświetlenie
współczesnych problemów byłoby niemożliwe bez uciekania się do
oryginalnego (ale dziś niemodnego lub nazbyt kłopotliwego w użyciu)
narzędzia historyka: źródeł pierwotnych, zarówno muzułmańskich, jak i zachodnich. W przeciwieństwie do wielu wtórnych prac historycznych -
publikacji pełnych subiektywnych interpretacji ich autorów, pozbawionych
obiektywnych faktów - zapewniłem muzułmanom i chrześcijanom z przeszłości, również tym, którzy toczyli walkę na śmierć i życie, dość
miejsca na opowiedzenie własnej historii. Ich słowa - od których dzielą
nas wieki i kontynenty - wykazują niezwykłą ciągłość, która sama w sobie
jest wiele znacząca4.
Ostrzeżenie: starożytni ludzie - królowie i kronikarze, muzułmanie i chrześcijanie - odznaczali się według dzisiejszych standardów niezwykłą
wprost szczerością i nie szczędzili inwektyw pod adresem wierzeń swych
adwersarzy, upatrując w nich źródła konfliktu. W ugrzecznionych
opracowaniach historycznych pomija się te oszczerstwa, uważając je
zwykle za niepotrzebny, a prowokujący szum. Ja jednak sporą ich część
zachowałem w przekonaniu, że w znacznej mierze wyjaśniają, jak obie
strony wzajemnie się postrzegały, a tym samym - dlaczego toczyły
śmiertelną walkę.
Naszym głównym źródłem informacji o dwóch pierwszych wiekach islamu są
najstarsze opowieści muzułmanów, które jedna z zachodnich szkół uważa za
niewiele prawdziwsze od mitów założycielskich. Taka teza, niezależnie od
jej zalet, nie zniechęciła mnie jednak do wykorzystania tych arabskich
tekstów (głównie we wprowadzeniu i rozdziale 1). Ostatecznie ważniejsze
od tego, co naprawdę się wydarzyło (i co w znacznej mierze i tak
pozostaje w sferze domysłów), jest to, w co muzułmanie wierzą, że się
wydarzyło. A większość z nich traktuje te opowieści z szacunkiem, co
pokazuje, jak postrzegają swoją rolę w historii. Oczywiście korzystanie
z tych źródeł w celu przedstawienia muzułmańskich przekonań nie oznacza,
że powielam również ich bogobojne przesłanki, jak to zwykło robić wielu
zachodnich historyków - z ogromną szkodą dla swoich czytelników.
Papugując hagiograficzne sformułowania - takie jak "Mahomet doznał
objawienia", co miało wyjaśnić jego późniejsze postępowanie - tacy
historycy rzadko podają krytyczne interpretacje motywów5.
Ogólnie rzecz biorąc, książka Miecz i bułat dokumentuje ciągnącą się
od niemal czternastu wieków wzajemną wrogość Zachodu i świata islamu.
Osadzona w kontekście militarnej historii obu stron, koncentruje się na
najbardziej brzemiennych w skutki starciach, z których część wywarła
głęboki wpływ na obecny kształt świata. W przeciwieństwie do większości
opracowań poświęconych historii wojskowości - czysto akademickich, nawet
jeśli są fascynujące - proponuje właściwą korektę: prostuje
zniekształcony zapis historyczny kontaktów pomiędzy dwiema
cywilizacjami, tym samym raz na zawsze dowodząc, że wrogość muzułmanów
wobec Zachodu nie jest aberracją, lecz konsekwentną kontynuacją historii
islamu.
Raymond Ibrahim
6 października 2017 r.
Szczególne podziękowania należą się mojemu agentowi literackiemu Peterowi Bernsteinowi za reprezentowanie moich interesów oraz redaktorowi prowadzącemu Robertowi L. Pigeonowi za zaakceptowanie pomysłu na tę książkę. [wróć]
Równy rozkład zwycięstw - po cztery dla Europejczyków i muzułmanów - jest szczęśliwym przypadkiem symetrii. [wróć]
Koran 20,47. Cytaty z Koranu za: Koran, przeł. Józef Bielawski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986 (przyp. tłum.). [wróć]
W dążeniu do wyeliminowania nieporozumień wynikających z niespójności podczas cytowania (zwykle starszych) angielskich tłumaczeń tekstów arabskich, tureckich lub perskich pozwoliłem sobie zmienić niektóre tłumaczenia na transliteracje. Na przykład, jeśli anglojęzyczne źródło oryginalnie arabskiego tekstu tłumaczy "Allah" jako "Bóg", powróciłem do "Allaha"; jeśli tłumaczy "dżihad" jako "świętą wojnę", powróciłem do "dżihadu"; jeśli tłumaczy "Allahu akbar" jako "Bóg jest wielki [największy]" - co zresztą jest błędem, ponieważ zwrot arabski występuje w stopniu wyższym, nie najwyższym - przywróciłem "Allahu akbar". Przekłady cytatów z Koranu są mojego autorstwa, zweryfikowane z bardziej popularnymi tłumaczeniami (np. Pickthall, Dawood, Ali i Shakir). [wróć]
Tak więc, według Johna V. Tolana, "Koran potwierdza jego [Mahometa] prawo do więcej niż czterech żon i określa w szczególności jego prawo do poślubienia Zajnab, rozwiedzionej żony jego ucznia i adoptowanego syna Zajda (33,37-38). Ta historia również zostanie przekręcona przez nienawistne pióra chrześcijańskich polemistów i wykorzystana do poparcia ich wizerunku Mahometa jako lubieżnika" (Tolan, 2002, s. 29). Tolan nie tylko nie wspomina o tym, że Zajnab i Zajd rozwiedli się właśnie dlatego, iż Mahomet zapragnął żony tego drugiego, ale wydaje się wręcz zirytowany tym, że chrześcijanie "przekręcili" tę historię - to znaczy czytali między wierszami i zrozumieli, czym w istocie było "objawienie" Mahometa - zamiast po prostu zaakceptować je jako niepodważalną wolę Allaha. [wróć]