Miecz Herobrine'a - Jim Anotsu

Kup ebooka

31.50 zł
25.83 zł (21,91 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 3

CYFROWE ROZMOWY

Nie­bie­ski ekran. Zero. Je­dyn­ka. Zero. Je­dyn­ka. Bia­łe cy­fry... i nic wię­cej. Ar­tur i Mal­lu spoj­rze­li na sie­bie. Może po pro­stu za­in­fe­ko­wa­li kom­pu­ter ja­kimś su­per­wi­ru­sem.

Jesz­cze kil­ka zgrzyt­nięć, jak gdy­by pro­ce­sor prze­twa­rzał za dużo da­nych jed­no­cze­śnie. Wię­cej zgrzy­tów i trza­sków.

- Wy­łącz to! - krzyk­nął Ar­tur. - Na­tych­miast to wy­łącz!

Jesz­cze wię­cej cyfr i dźwię­ków.

- Prze­cież pró­bu­ję! - od­po­wie­dzia­ła mu Mal­lu, z ca­łej siły przy­ci­ska­jąc gu­zik za­si­la­nia. Nie po­dzia­ła­ło. Cy­fry spa­da­ły po ekra­nie jak praw­dzi­wy deszcz nie­zro­zu­mia­łych zna­ków.

Już mia­ła wy­cią­gnąć ka­bel z gniazd­ka, kie­dy na­gle, w ułam­ku se­kun­dy, sy­tu­acja ule­gła zmia­nie. Ale kie­dy wszyst­ko idzie nie tak, uła­mek se­kun­dy może trwać wiecz­ność.

Ekran zro­bił się cał­ko­wi­cie zie­lo­ny. Żad­nych cyfr ani li­ter. Je­dy­nie zie­leń.

- My­ślisz, że już po wszyst­kim?

- Nie mam po­ję­cia.

Ekran roz­ja­śnił się. Był tak ja­skra­wy, że cały sa­lon za­la­ła ja­sna ośle­pia­ją­ca zie­leń. Ar­tur za­krył dło­nią oczy i rzu­cił się na pod­ło­gę, po omac­ku szu­ka­jąc wtycz­ki, żeby wy­rwać ją z gniazd­ka.

- Ar­tur, po­móż mi! - krzyk­nę­ła Mal­lu. - Wcią­ga mnie... Wcią­ga mnie do środ­ka!

Ar­tur wy­cią­gnął rękę w stro­nę sio­stry, ale tra­fił w próż­nię.

W tym sa­mym mo­men­cie, jak gdy­by nic się wcze­śniej nie wy­da­rzy­ło, zie­lo­na po­świa­ta znik­nę­ła. Po­kój wy­glą­dał tak jak za­wsze. Po pro­stu zwy­czaj­ny spo­koj­ny wie­czór.

- Mal­lu? Wszyst­ko w po­rząd­ku? - za­wo­łał Ar­tur.

Ser­ce biło mu szyb­ko, nie­mal wy­ska­ku­jąc z pier­si. Miał su­che usta i zim­ne dło­nie, a żo­łą­dek skur­czył mu się ze stra­chu. Mi­nę­ła chwi­la, za­nim z po­wro­tem przy­zwy­cza­ił się do nor­mal­ne­go świa­tła. Każ­dy kąt po­ko­ju po­wo­li za­czął na­bie­rać nor­mal­nych kształ­tów: pod­nisz­czo­ne nogi ka­na­py, ko­lo­ro­we po­dusz­ki, stół, kom­pu­ter... i brak sio­stry.

Roz­glą­dał się w pa­ni­ce, ale po Ma­rii Lu­izie Ca­rval­ho nie zo­stał na­wet ślad. Z każ­dą mi­ja­ją­cą se­kun­dą Ar­tur był co­raz bar­dziej osłu­pia­ły.

Mimo że odłą­czo­ny od prą­du ka­bel le­żał na pod­ło­dze, na zie­lo­nym ekra­nie kom­pu­te­ra wciąż było mnó­stwo cyfr.

Cy­fry.

Zera i je­dyn­ki.

Ar­tur pod­szedł bli­żej, przy­glą­da­jąc się sym­bo­lom na ekra­nie. Kie­dyś czy­tał o ta­kiej se­kwen­cji nu­me­rycz­nej w ja­kimś ma­ga­zy­nie o grach kom­pu­te­ro­wych. To było coś o prze­twa­rza­niu da­nych w la­tach sześć­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku: kod bi­nar­ny. Se­kwen­cja zer i je­dy­nek, któ­ra mo­gła ukry­wać każ­dy moż­li­wy prze­kaz. Za­pa­trzył się na rzę­dy cyfr.

Zde­cy­do­wał się prze­szu­kać całe miesz­ka­nie. Spraw­dził we wszyst­kich po­miesz­cze­niach: w ła­zien­ce, w sza­fach, w sy­pial­ni, w piw­ni­cy. Ni­g­dzie śla­du po Mal­lu.

Na­dzie­ja, że sio­stra robi mu zwy­kły ka­wał, pry­sła. Przy­po­mniał so­bie za­sa­dę Sher­loc­ka Hol­me­sa: "Kie­dy wy­eli­mi­nu­je się nie­moż­li­we, wów­czas to, co zo­sta­nie, bez wzglę­du na to, jak by­ło­by nie­praw­do­po­dob­ne, musi być praw­dą". No tak, od­rzu­cił już wszyst­ko, co moż­li­we i mało praw­do­po­dob­ne, więc może czas, żeby się zmie­rzyć z tym, co nie­moż­li­we. Szcze­gól­nie, je­że­li w to nie­moż­li­we wcho­dził wciąż pra­cu­ją­cy, choć odłą­czo­ny od prą­du kom­pu­ter.

Sta­nął na­prze­ciw­ko dzia­ła­ją­ce­go sprzę­tu i spoj­rzał na cy­fry.

- Nie mo­żesz dzia­łać tak, że­bym wie­dział, o co cho­dzi? - wy­mam­ro­tał ze zło­ścią.

Jak­by w od­po­wie­dzi, z kom­pu­te­ra wy­do­był się dźwięk. Pro­ce­sor skrzyp­nął i brzęk­nął, coś prze­twa­rza­jąc. Ar­tur po­czuł ciar­ki na cie­le. Cy­fry za­mie­ni­ły się w li­te­ry, któ­re z ko­lei utwo­rzy­ły py­ta­nie: CZY CHCESZ WEJŚĆ DO OVER­WORL­DU?

- Że co? - spy­tał za­sko­czo­ny.

Ekran za­stygł w ocze­ki­wa­niu na od­po­wiedź chło­pa­ka, mimo że ten nie miał naj­mniej­sze­go po­ję­cia, co w ogó­le zro­bić.

Kur­czę, co to jest ten Over­world? Ja­kiś pro­gram czy część kom­pu­te­ra? - za­sta­na­wiał się Ar­tur.

Mal­lu wie­dzia­ła wszyst­ko na te­mat elek­tro­ni­ki i opro­gra­mo­wa­nia, ale on nie miał o tych rze­czach bla­de­go po­ję­cia. Umiał co praw­da ra­po­wać i znał na pa­mięć imio­na stu pięć­dzie­się­ciu Po­ke­mo­nów, ale ta wie­dza nie była te­raz zbyt przy­dat­na.

Nie ma­jąc in­nej opcji, usiadł przed mo­ni­to­rem, zde­cy­do­wa­ny na spró­bo­wa­nie ostat­niej rze­czy, jaka przy­szła mu do gło­wy.

- Od­da­waj moją sio­strę - po­wie­dział. - Wiem, że ro­zu­miesz, co mó­wię. Dla­te­go po­ka­za­łeś mi tę wia­do­mość, praw­da? Gdzie moja sio­stra?

Pro­ce­sor zgrzyt­nął, a na ekra­nie za­miast py­ta­nia po­ja­wi­ło się na­pi­sa­ne gi­gan­tycz­ny­mi li­te­ra­mi sło­wo: OVER­WORLD.

Nie było to zbyt po­moc­ne, po­nie­waż Ar­tur na­wet nie wie­dział, co to sło­wo ozna­cza. I tak wspiął się na wy­ży­ny swo­jej wie­dzy z za­kre­su kom­pu­te­rów. Wal­nął w mo­ni­tor.

- Ty czo­pie, od­da­waj moją sio­strę! - wy­wrzesz­czał. - Od­dasz mi ją, na­wet gdy­bym miał ją z cie­bie wy­cią­gać!

Ma­szy­na za­re­ago­wa­ła. Po­now­nie wy­da­ła z sie­bie dźwięk, a na ekra­nie uka­za­ły się dwa sło­wa.

PRA­WI­DŁO­WA KO­MEN­DA

Nie mógł nic wię­cej zro­bić. Ekran po­now­nie roz­bły­snął na zie­lo­no i na­gle Ar­tur po­czuł się bar­dzo dziw­nie, jak gdy­by jego cia­ło dzie­li­ło się na małe czę­ści, roz­pa­da­jąc się w dro­bin­ki jak tar­ta buł­ka.

Nie zda­wał so­bie na­wet spra­wy z tego, że jego cia­ło opu­ści­ło re­al­ny świat. Coś za­bie­ra­ło go w bar­dzo od­le­głe miej­sce, o wie­le bar­dziej prze­ra­ża­ją­ce i nie­wia­ry­god­ne niż ja­kie­kol­wiek inne miej­sce w któ­rym­kol­wiek ze świa­tów.

Przed Ar­tu­rem otwar­ły się drzwi do Over­worl­du.

ROZDZIAŁ 1

ZERA I JEDYNKI

Pięt­na­sto­let­ni Ar­tur miał nie­wie­le pla­nów na wie­czór. Może po­oglą­da Ble­ach albo po­czy­ta naj­now­szy nu­mer Spi­der-Mana. Jak­by nie było, za­wsze się do­brze ba­wił z Mi­le­sem Mo­ra­le­sem. Nie za­mie­rzał grać w Mi­ne­cra­fta, a już na pew­no nie chciał zaj­mo­wać się młod­szą sio­strą. Te dwie rze­czy na­le­ża­ły do jego naj­mniej ulu­bio­nych czyn­no­ści. Nie za­wsze jed­nak do­sta­je się to, cze­go się pra­gnie.

Wie­czór wy­glą­dał jak każ­dy inny. Ro­dzi­ce po­szli na jed­ną ze swo­ich nud­nych im­prez, a sio­stra sie­dzia­ła przed kom­pu­te­rem w sa­lo­nie i gra­ła w tę głu­pią grę z blo­ka­mi. Nie, żeby Ar­tur nie lu­bił gier. Wie­dział wszyst­ko o As­sas­sin's Cre­ed, Me­tal Gear So­lid i Halo. Po pro­stu nie był w sta­nie zro­zu­mieć, jak gra z tak pry­mi­tyw­ną gra­fi­ką i blo­ka­mi do ukła­da­nia mo­gła do ko­go­kol­wiek prze­ma­wiać.

- Głod­na je­stem - jęk­nę­ła Mal­lu. - Mama mó­wi­ła, że ro­bisz dzi­siaj ko­la­cję.

Ar­tur ode­rwał wzrok od te­le­wi­zo­ra.

- Masz dwie ręce - od­po­wie­dział jej opry­skli­wym to­nem, któ­re­go za­wsze uży­wał wo­bec sio­stry. - Mo­żesz so­bie zro­bić prze­rwę od kom­pu­te­ra i coś ugo­to­wać. Te­raz moja ko­lej na grę.

Mal­lu mia­ła dłu­gie krę­co­ne wło­sy i taki sam kar­me­lo­wy od­cień skó­ry jak brat. Ar­tur uwa­żał, że sio­stra ma wszyst­kie moż­li­we wady, na cze­le rzecz ja­sna z wie­kiem. Mę­czył się z nią już czter­na­sty rok. Pra­wie tak samo okrop­ne były jej wiel­kie brą­zo­we oczy i głos, któ­rym go wła­śnie szan­ta­żo­wa­ła.

- Je­śli nie zro­bisz ko­la­cji, po­wiem ma­mie i bę­dziesz miał karę do koń­ca ży­cia.

- Nie­na­wi­dzę cię!

- Trud­no.

Ar­tur rzu­cił pi­lo­ta na ka­na­pę i po­szedł do kuch­ni. Za­wsze było tak samo. Kie­dy ro­dzi­ce wy­cho­dzi­li, prak­tycz­nie zmu­sza­li go, żeby był nie­wol­ni­kiem sio­stry. Je­że­li po­skar­ży­ła się na co­kol­wiek, miał cza­pę. Ar­tur nie zro­bił ko­la­cji. Ude­rzył mnie, przy­się­gam. To zro­bił, tam­to zro­bił. Li­sta była dłu­ga. Mógł­by za­pi­sać całe stro­ny, a i tak więk­szość z tego, co mó­wi­ła Mal­lu, było nie­praw­dą. Nie mógł po­wie­dzieć, że się nie cier­pie­li. Cza­sem na­wet byli wo­bec sie­bie mili i uprzej­mi - pod­czas szcze­gól­nych oka­zji - raz na ru­ski rok, no i oczy­wi­ście wte­dy, kie­dy nikt tego nie wi­dział. Ar­tur jed­nak był zda­nia, że musi ist­nieć ja­kieś uni­wer­sal­ne pra­wo unie­moż­li­wia­ją­ce młod­szym sio­strom by­cie faj­ny­mi.

A je­śli nie ma - po­my­ślał Ar­tur - ktoś po­wi­nien je wpi­sać w kon­sty­tu­cję wszech­świa­ta.

- Strasz­nie wku­rza­ją­ce! - wy­mam­ro­tał.

Pod­szedł do szu­fla­dy, szu­ka­jąc noża. Umiał zro­bić tyl­ko ja­jecz­ni­cę na to­ście. Mal­lu ją lu­bi­ła, po­nie­waż mo­gła wte­dy jeść, nie prze­ry­wa­jąc gry. Cie­ka­we, co by się sta­ło, gdy­by cho­ciaż przez je­den dzień nie mo­gła grać w Mi­ne­cra­fta? Upa­dła­by na pod­ło­gę w drgaw­kach? A może sta­ła­by w ką­cie bez je­dze­nia, nie wy­da­jąc z sie­bie żad­ne­go dźwię­ku? Py­ta­nie war­te głęb­szej ana­li­zy - po­my­ślał.

Szarp­nął szu­fla­dą i z za­sko­cze­niem spoj­rzał na to, co w niej zna­lazł. Obok ty­po­wych przed­mio­tów, ja­kie znaj­du­ją się w ku­chen­nych szu­fla­dach, le­ża­ła w niej sza­ra dys­kiet­ka pod­pi­sa­na na czer­wo­no: mi­ne­craft 001. Nie miał wąt­pli­wo­ści, do kogo na­le­ża­ła. W tym domu tyl­ko jed­na oso­ba zo­sta­wia­ła wszę­dzie swo­je rze­czy. I oczy­wi­ście gra­ła w Mi­ne­cra­fta. Chwy­cił dys­kiet­kę i wró­cił do sa­lo­nu. Tym ra­zem Mal­lu się nie wy­prze i nie zrzu­ci winy na nie­go.

- Ej, cie­nia­ro! - rzu­cił. - Nie zgu­bi­łaś cze­goś?

Mal­lu nie od­po­wie­dzia­ła, nisz­cząc blo­ki na ekra­nie. Była w ja­kiejś ja­ski­ni ze ścież­ka­mi na zie­mi.

- Mó­wię do cie­bie.

- Je­stem za­ję­ta.

Ar­tur wes­tchnął.

- Nie mia­łaś gdzie zo­sta­wić tej głu­piej gry, tyl­ko w szu­fla­dzie w kuch­ni?

Mal­lu od­wró­ci­ła się i spoj­rza­ła na nie­go osłu­pia­ła, nie ro­zu­mie­jąc, o czym mówi.

- Nic nie zo­sta­wia­łam w kuch­ni.

- W ta­kim ra­zie co to jest?

Sio­stra wpa­try­wa­ła się w dys­kiet­kę, któ­rą wy­ma­chi­wał Ar­tur, trzy­ma­jąc ją mię­dzy kciu­kiem a pal­cem wska­zu­ją­cym. Zmarsz­czy­ła brwi i był pra­wie go­tów uwie­rzyć w ten wy­raz nie­do­wie­rza­nia.

Pra­wie.

- Masz coś do po­wie­dze­nia?

Wsta­ła i wy­rwa­ła mu z ręki pla­sti­ko­wy kwa­dra­cik. Tak samo pa­le­on­to­log mógł­by chwy­cić nie­daw­no od­kry­tą ska­mie­li­nę. Ar­tur był prze­ko­na­ny, że szu­ka­ła po pro­stu wy­mów­ki, żeby móc da­lej grać w Mi­ne­cra­fta.

W koń­cu po­ło­ży­ła dys­kiet­kę na sto­li­ku do kom­pu­te­ra i po­wie­dzia­ła:

- Je­dy­ne, co mam do po­wie­dze­nia, to że nie masz o ni­czym po­ję­cia. - Uśmiech­nę­ła się, jak­by to było za­baw­ne. - Gdy­byś miał przy­naj­mniej kil­ka sza­rych ko­mó­rek, za­uwa­żył­byś, że to pi­smo taty, nie moje. I jesz­cze je­den szcze­gół, któ­ry prze­ga­pi­łeś: ja gram w sie­ci. Po­nad­to... Sta­ry, dys­kiet­ki są prze­sta­rza­łe. Nikt ich już nie uży­wa.

Ar­tur nie od­po­wie­dział, za­sta­na­wia­jąc się, jak mo­gło mu to wszyst­ko umknąć. Chciał tyl­ko przy­ła­pać sio­strę na go­rą­cym uczyn­ku. Po­wi­nien był się zo­rien­to­wać, że kie­dy wy­pu­ści­li Mi­ne­cra­fta na ry­nek, dys­kiet­ki daw­no zdą­ży­ły wyjść z uży­cia. Nie mógł się tyl­ko po­ła­pać w tym, co jego oj­ciec miał wspól­ne­go z tą grą. Mu­siał go zdra­dzić po­wąt­pie­wa­ją­cy wy­raz twa­rzy, bo jego sio­stra po­wie­dzia­ła:

- My­ślę, że tata nie miał­by nic prze­ciw­ko, gdy­by­śmy rzu­ci­li okiem. Chy­ba że chce to za­cho­wać w ta­jem­ni­cy - par­sk­nę­ła śmie­chem. - Zwłasz­cza że nie bę­dzie wie­dział, że to zro­bi­li­śmy.

Ar­tur chrup­nął pal­ca­mi jak za­wsze, kie­dy był zde­ner­wo­wa­ny. Jed­na z za­sad pa­nu­ją­cych w ich domu za­bra­nia­ła do­ty­kać cze­go­kol­wiek bez zgo­dy wła­ści­cie­la.

Pró­bo­wał za­cho­wać się roz­sąd­nie.

- My­ślę, że le­piej bę­dzie, jak odło­ży­my ją z po­wro­tem do szu­fla­dy i za­po­mnij­my o niej - po­wie­dział.

- Jak chcesz, to za­po­mnij - po­wie­dzia­ła Ma­llu. - Ja je­stem zbyt cie­ka­wa, żeby to zi­gno­ro­wać. A je­śli tata się do­wie... Cóż, je­śli się do­wie, po­wiem, że to ty.

- Wsty­du nie masz.

- No - przy­tak­nę­ła. - Se­rio, dla­cze­go chło­pa­ki to ta­kie tchó­rze?

Jej groź­ba mia­ła za­brzmieć jak żart, ale Ar­tur wie­dział, że gdy­by fak­tycz­nie coś po­szło nie tak, zrzu­ci­ła­by winę na nie­go.

Sko­ro mia­ła go wro­bić, niech się przy­naj­mniej do­wie, w co ma zo­stać wro­bio­ny.

Ode­pchnął sio­strę i usiadł obok, pa­trząc jak kom­pu­ter po­ły­ka dys­kiet­kę.