Michałko - Bolesław Prus

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

MICHAŁKO

Roboty przy kolei skończono. Podradczyk wypłacił komu co należało, oszukał, kogo można, i ludzie poczęli rozchodzić się gromadami, każdy do swojej wsi. Koło karczmy, co stała przy plancie, do południa było gwarno. Jeden obwarzankami napełniał kobiałkę, drugi kupował wódkę do domu, inny - upijał się na miejscu. Potem porobili zawiniątka z grubych płacht, i zawiesiwszy je przez ramiona, odeszli, wołając: - Bywaj zdrów, "durny Michałku!..." A on został. Został na szarem polu i nie patrzył nawet za swoimi, tylko na błyszczące szyny, co biegły aż tam, het! niewiadomo gdzie. Wiatr rozrzucał mu ciemne włosy, rozwiewał białą parciankę i zdaleka przynosił - ostatnią zwrotkę pieśni odchodzących. Wkrótce za krzakami jałowcu skryły się płachty, parcianki i okrągłe czapki. Wkońcu i pieśń umilkła, a on wciąż stał z założonemi rękoma, bo - nie miał gdzie iść. Jak ten zając, co w tej oto chwili przeskakuje szyny, tak on, chłopski sierota, gniazdo miał w polu, a spiżarnię - gdzie Bóg da. Za piaszczystem wzgórzem rozległo się gwizdanie, zakłębił się dym, i zaturkotało. Nadjechał roboczy pociąg i zatrzymał się przed niewykończoną stacją. Otyły maszynista i jego młodziutki pomocnik zeskoczyli z lokomotywy i pobiegli do karczmy. Toż samo zrobili brekowi. Został tylko inżynier, który przypatrywał się, zamyślony, pustej okolicy i przysłuchiwał szmerowi pary w kotle. Chłop znał inżyniera, więc ukłonił mu się nisko, do ziemi. - A to ty, "durny Michałku!" Cóż tutaj robisz? - zapytał inżynier. - Nic, panie! - odparł chłop. - Dlaczego nie wracasz do wsi? - Nie mam poco, panie. Inżynier zaczął nucić, a potem rzekł: - Jedź do Warszawy. Tam zawsze znajdziesz robotę. - Kiedy nie wiem, gdzie to. - Siadaj na wagon, to się dowiesz. "Durny Michałko" skoczył na wagon jak kot, i usiadł na stosie kamieni. - A pieniędzy trochę masz? - spytał inżynier. - Mam, panie, rubla i czterdzieści groszy i złoty dziesiątkami... Inżynier począł znowu nucić i oglądać się po okolicy, a w lokomotywie wciąż warczało. Wreszcie z karczmy wybiegła obsługa pociągu, z butelkami i węzełkami. Maszynista i jego pomocnik siedli na lokomotywę - i ruszono.

CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI