Miasto Słońca - Marlena Michalska
Kup ebooka
20.19 zł
16.76 zł
(17,16 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
*
Od twych trudów być wytchnieniem
i na twarzy ciepłym wiatrem,
być i słońcem, co przez okno
wpada cicho, gdy otwarte.
I bezpieczną być przystanią,
gdy po sztormie
strach, zmęczenie;
i prawdziwą być miłością,
cichym szeptem, twym pragnieniem.
Być też deszczem na jesieni
ciepłym słowem, tchnieniem, czasem,
gdy się wszystko kiedyś zmieni,
być niezmienną, z tobą, razem.
Iskrą ognia być w kominku,
kroplą deszczu być w kałuży,
uchwyconym wnet momentem,
ukojeniem, gdy czas znuży.
Być ci w czoło pocałunkiem
i rumieńcem być na twarzy,
ulubionym w nocy trunkiem,
wszystkim, co ci się zamarzy.
Twoją być
Świat
Mamy dziś obecność za nic
w świecie, w którym rani każdy,
a poucza, by nie ranić,
gdzie za kilka czułych słówek
każdy dałby się omamić,
chociaż nie brak nam wymówek,
by to wszystko znów zostawić.
Mamy dzisiaj wszystko za nic
i tęsknimy znów za jutrem,
bo, choć dzisiaj też jest dobre,
dziś żyjemy chwilą, smutkiem
i tak wszystko odkładamy
z takim samym, marnym skutkiem.
Niech umiera to co szczere,
co przez innych już zabrane,
w tłumie giną cicho ludzie,
czyjeś oczy zapłakane...
Bo odchodzą namiętności,
w sercach naszych żal, zmęczenie,
chociaż sami znów wybraliśmy
ten brak woli i cierpienie.
Mamy za nic dzisiaj chwilę
i odwagę gdzieś w kieszeniach...
Zamiast walczyć o uczucia,
pogrążamy się w marzeniach.
Chociaż mamy dosyć granic,
wszyscy bardzo o nie dbamy,
bo liczymy chyba w duchu,
że choć czas nieubłagany,
cudem takim jak to życie
znów zagniemy jego ramy.
Chwilka
Mamy tylko jeden moment,
by przyspieszyć lub się poddać.
Ah, twój uśmiech i otwartość...
nie chcę ich już nigdy oddać!
Mam zaledwie chwilę jedną
na te wszystkie znaki losu,
na zjechanie z trasy
i słuchanie twego głosu...
Mamy tylko tę sekundę
na spojrzenia i pytania,
lecz stoimy znowu w miejscu,
a ja dość mam już czekania.
Znowu chwytam cię za słowa,
ty dotykasz mnie rozmową,
znowu zmieniam tor relacji,
a ty brniesz w to za namową.
A najgorsze, że cię stracę
i to za tygodni kilka,
no i będę tylko cierpieć...
Na cóż była mi ta chwilka?
Miasto wspomnień
Miasto wspomnień -
to tu kochałam cię nieprzytomnie,
gdy tak bliski był twój oddech,
twoje ciało tuż koło mnie...
W oczach miałeś gwiazdy,
co świeciły jak pochodnie,
dobierałeś się do nocy,
podchodziłeś do mnie...
Tu złożyłeś na mej piersi i na ustach
nowe kłamstwa jak sztylety
pod księżycem, co oświetlał nam ulice -
uwierzyłam ci, niestety.
W naszym mieście dużych okien,
kamieniczek i ze smokiem,
chociaż wszystko przewidziałam
i tak dobrze wszystko znałam,
znów na głowę, ręce, szyję
wnet skoczyłam, się oddałam -
za ten pokój i z widokiem,
zachęcona twoim krokiem,
rozstać więcej się nie chciałam...
Byłam jak to piękne miasto -
od początku ułożona,
nie dawałam nawet poznać,
że po cichu już od roku konam.
I wystarczył jeden dotyk,
późna pora i twe słowo,
bym runęła jak zazwyczaj
i kochała cię na nowo.
30.10.2019
Plotka
Życie ludzkie to zaledwie plotka,
gorzka łza, o północy nieprawda
jak rozlane wino słodka.
Życie to nieszczęsne krótkie bale,
ciągły pośpiech,
który znosić przyszło nam wytrwale
i codzienność wciąż ta sama,
choć się życie wciąż na szali
waży, gdy nam czas ucieka,
gdy się świat na głowę wali.
Życie nasze życiem innych przeżywamy,
zamiast przeżyć swoje własne,
zakładamy wciąż złudzenia,
choć zamiary nasze jasne,
chociaż jasne w nas cierpienia.
Ludzkie życie krótkim słowem jest
z naszych ust do innych
tak bez końca podawanym,
cichym szeptem,
chociaż słodkim,
to tak często zmarnowanym.
Słabość
Chętnie bym tańczyła walca
na dwa serca i spojrzenia,
ale w twoim nie ma miejsca,
więc zostają mi cierpienia.
W głowie tylko papierosy,
myślę o tym, gdyś jest obok,
w myślach ciągnę cię za włosy,
znów nadrabiam to rozmową.
A słów twoich mam już dosyć,
jestem w nich już zadurzona,
przed oczami mam obsesję,
gdy cię dotknę, niemal konam.
I po fakcie zapalniczka,
To ostatni szepczę ścianie,
chociaż dobrze wiem, że jutro
znów zapalę przed śniadaniem.
Lubię, gdy mężczyzna...
Lubię, gdy mężczyzna ściąga ze mnie smutki,
kiedy za oknem deszcz, a z głośnika samotne uciekają nutki...
I przepadam za tym cichym, niepojętym i nieskromnym jękiem,
kiedy i ja zdejmuję z niego codzienną udrękę.
Lubię, kiedy on tuż za mną i z ręką na mej szyi,
zatracamy się w nieładzie, poddajemy chwili...
Lubię, gdy mężczyzna mi odgarnia z czoła włosy
i ten w czoło pocałunek - delikatny jak poranna kropla rosy.
Lubię noce zakrapiane i kradzione wciąż weekendy,
lubię, kiedy szuka do mnie drogi, chociaż dobrze wie, którędy...
I gdy drapię go po plecach, a on w moich włosach gubi dłonie,
kiedy małe krople potu powoli spływają mu na skronie...
I gdy w końcu delikatnie mnie popycha, kiedy błysk mu w oku gości,
wtedy też myślę, tak w sekundę, niechaj każdy nam zazdrości!
Bardzo lubię, gdy mężczyzna jest przez chwilę pewny siebie,
by za chwilę po cichutku szeptać moje imię, aż do skutku,
jakby krzyczeć nie przystało w niebie...
Lubię, gdy choć nie wiem, co jest życie nasze warte,
nasze ruchy są zdecydowane, tak jak my uparte.
I na końcu ten bałagan i te słodkie wątpliwości,
czy to wszystko było we śnie, czy na jawie i z miłości?
Człowiek skrzywdzony
pisali po piórach
nie kartkom wydarli
a skórze ukradli
wydrapane rany
chociaż twórca ich
niegdyś przez skrzywdzonego
był ukochany
swoista udręka
a serca męka
w klatce
bez wody
a jakby się topi
nie łapie
na dnie powietrza
nie wierzy
ale oczu
nie wytrzeszcza
bo przecież go nie dziwi
nie szokuje wcale
zakończenie
i wyrwane pióra
porwane skrzydła
klatka na dnie oceanu
metafora kłamstwa
z prawdą
do jednego wrzucona
zatopionego wora
nie kartkom wydarli
bo popisali ciało
zrobili to
nie atramentem
ale nie mniej śmiało
bo nie zależało im
na tych przestworzach
ani na samym wietrze
zależało im na tym
co na nich
mogli osiągnąć jeszcze
ludzie ludziom
marzenia w cierpienie
nie myślę
nie marzę
bo na co marzenie
kiedyś za każdym prawie razem
te loty wysokie
ogniste rumieńce
stają się zaledwie obrazem
a biedne
popisane wierszami serce
zmienia się cicho
w przewidzianej rozterce
i nie leci
a uśmiecha się dusza licho
bo jakże ma lecieć
jak dla atramentu
oddała pióra
by pisały
po nich
kłamstwami godnymi wstrętu
pisały swoje szczęście
kosztem zamętu.
Wspomnienie o niewspominaniu
Odkąd pamiętam,
zawsze znajdywaliśmy do siebie drogę.
Twoje oczy smutno,
a ciągle z pragnieniem
uśmiechały się na mój widok
na tych wszystkich
życiowych przystankach,
na których zdecydowaliśmy się
ze sobą przywitać.
Nie wspominam wszystkiego,
czym tak bardzo
chciałeś mnie od siebie odsunąć,
choć wiem,
że powinnam -
bo owszem,
znajdywaliśmy tę drogę,
ale nigdy nie potrafiliśmy
razem nią pójść.
Wybrałeś
Wybrałeś
szepcze mi wiatr
wybrałeś zimę
i zamarzłeś mi nią
w sercu,
zamykając oczy
w zamieci.
a cierpienie zadawać
i nie kochałeś zimy,
kochałeś pozornie przez nią
się ze mną rozstawać.
na szaro-złotym niebie
i właśnie jej
dałeś swoje serce,
to jej dałeś swoje ręce,
żeby czerwień i moje ciepło
nie zobaczyły cię
nigdy więcej.
na nocnych bramach piekieł,
by czas mi zabrały,
umysł oblały mlekiem,
usta zwilżyły miodem,
serce zdusiły
twym zimowym chłodem.
o tym samym
co ja charakterze -
nie wracaj,
bo już więcej nie uwierzę,..
Wybrałeś cierpienie,
cierpienie milczące,
a dłonie twe gorące
zdusiły i moje do gwiazdy
życzenie.
Wybrzeże
było po dwudziestej trzeciej
kwiaty rosły
jaskrawiej niż za dnia
beztrosko
ani trochę
chodziłam w sukience
opierałam skrzypce
na trzęsącej się ręce
pobiegłam do obrońcy
kiedy dwaj panowie
uśmiechali się i mówili
z daleka świeciło
latarni słońcem
szumiało morze
jak moja skóra gorące
i miałam usta w czerwieni
po bruku chodzili tancerze
jedliśmy lody
bezsennie na scenie
padało zmęczeniem
i w restauracji
po kręconych schodach
zimną wodą
umyliśmy twarze
w nieładnej łazience