"W Krakowie spokój i porządek, ale olbrzymie przeludnienie. Jest to bowiem jedyne w Polsce większe miasto, gdzie można liczyć na spokój i osobiste bezpieczeństwo. Bo w Warszawie ciągle wiece, pochody, starcia uliczne i mniej lub więcej krwawe demonstracje [...]. We Lwowie walki [...]. Tylko jeden Kraków spokojny, dlatego też chronią się tu uchodźcy z Ukrainy, Podola, Wołynia, Galicji Wschodniej i obawiający się bolszewizmu ziemianie z Galicji Zachodniej. Nie ma już całkiem w Krakowie pomieszczeń. O miejscu w hotelach nie ma mowy. Przyjezdni mieszczą się gromadami w jednym pokoju, po suterynach i nawet strychach, w opłakanych warunkach" - relacjonował 20 grudnia 1918 roku Jan Hupka, polityk konserwatywny. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni w dziejach Kraków pełnił funkcję tymczasowej przystani dla polskiej ludności szukającej spokoju i bezpieczeństwa. Natomiast tak dużego przeludnienia nie doświadczył dotąd nigdy. Pogorszyły się standardy w zakresie czystości oraz porządku. "Nieporządek na ulicach i placach Krakowa zdawał się dobrze wpisywać w obraz uwstecznienia i degeneracji miasta. [...] miasto brudne, nieposprzątane, dziczejemy z wolna, a ubożujemy, nędzniejemy z dnia na dzień" - pisała we wspomnieniach Elżbieta Ciechanowska.
Te nabrzmiałe problemy nie mogły być rozwiązane w pierwszych miesiącach po zakończeniu Wielkiej Wojny. Wymagały czasu, determinacji miejskich władz i społeczeństwa oraz pieniędzy, o które było najtrudniej. "Kraków jest [...] niewypowiedzianie przygnębiający swym brudem, brzydotą, karykaturalnością chodzących po nim ludzi, jakichś nieumytych, szarych, z twarzami z kurzu i łoju. Dusi zaduch, zaduch stęchłej podeszwy... Wąskie ulice [...] duszą swą ciasnotą, swą warstwą kurzu, papierów i śmieci. To wszystko jest tak przygnębiające, że jestem po prostu pozbawiony jakiejkolwiek energii do życia" - żalił się we wrześniu 1919 roku Ludwik Puget, rzeźbiarz, malarce Oldze Boznańskiej.
Temat zaniedbanych, szpetnych przestrzeni połączył wielu autorów dzienników, listów, wspomnień, co świadczyło o tym, że krakowskie elity doskonale znały i rozumiały standardy cywilizowanego miasta. Chyba najbardziej dzisiaj szokują opisy zapyziałego Rynku Głównego pokrytego błotem przemieszanym ze słomą, popiołem oraz ludzkimi, końskimi i bydlęcymi odchodami, ze smrodliwymi kramami usytuowanymi tuż przed Kościołem Mariackim.
Jak się okazało, wystarczyło kilka lat, aby obraz Krakowa diametralnie się zmienił, poziom życia mieszkańców bardzo obniżył, a zadłużone miasto nie było w stanie zapewnić usług komunalnych na poziomie z czasów przedwojennych. W znacznej mierze zmarnowano imponujący wysiłek władz samorządowych dążących do uczynienia z dawnej stolicy kraju miejsca przyjaznego mieszkańcom i gościom, zadbanego i stosunkowo czystego.
W przeddzień sierpnia 1914 roku pod względem standardów cywilizacyjnych Kraków już niewiele ustępował ośrodkom podobnej wielkości w monarchii, jak Brno, Praga, Linz czy Graz, dorównywał Triestowi, a w wypadku niektórych udogodnień, jak choćby opieki medycznej i liczby lekarzy, nawet je przewyższał. Dawny gród nabrał sznytu wielkomiejskiego, przyswoiwszy sobie stosunkowo szybko podstawowe standardy życia wiedeńskiego, co dostrzegli cudzoziemcy, austriaccy urzędnicy oraz oficerowie służący w mieście. Również przeciętny poziom życia nie odbiegał znacznie od warunków panujących w większych miejscowościach czeskich czy austriackich. Pod względem wskaźników cywilizacyjnych, w tym dostępności usług i urządzeń komunalnych, Kraków górował nad innymi miastami w Galicji, włącznie ze Lwowem, o którym nieraz Austriacy pisali - dodajmy: z przesadą i złośliwością - że stanowi przykład skrzyżowania Azji z Wiedniem.
Wybuch wojny zastał miasto nad Wisłą w trakcie przebudowy związanej z realizacją projektu Wielkiego Krakowa. Pracami kierował charyzmatyczny prezydent Juliusz Leo, strateg i wizjoner, jeden z najlepszych gospodarzy Krakowa w dziejach. Wizja Wielkiego Krakowa to jego dziecko. Leo był prawdziwym dyplomatą, zręcznie porozumiewał się nawet z politykami osobiście mu niechętnymi. Miał dobre relacje z czynnikami rządowymi. Nawiązane znajomości i przyjaźnie potrafił umiejętnie podtrzymywać. W Krakowie ceniono go i szanowano, pomimo że bywał szorstki i sarkastyczny.
"Usposobienie miał zimne, głos wysoko nastrojony, ale nie miły, mówca logiczny, ale bez momentów cieplejszych. Wzrostu wysokiego, przystojny, dostojny w ruchach, chodził szybko, lubił dużo jeść, był nawet łakomy, lubił kobiety" - charakteryzował go Karol Rolle, przyszły prezydent Krakowa, który podczas Wielkiej Wojny miał możliwość z nim współpracować, ale chemii między nimi nie było. Z kolei wielce ceniący swojego poprzednika na fotelu prezydenckim Jan Kanty Federowicz w mowie pogrzebowej wygłoszonej podczas posiedzenia Rady Miejskiej w 1918 roku mówił o nim: "[...] w pamięci naszej pozostanie typem najsilniejszego w rządzie i najbardziej twórczego i pracowitego w gospodarce prezydenta miasta od czasów autonomii naszej. Był nam wzorem, otwierał nam wrota na szerokie dziedziny nowoczesnych zagadnień, jakie miasto czekają".
Przed wybuchem wojny mieszkańcy przygotowywali się do wielkiego skoku - wspólnymi siłami mieli zrealizować projekt Lea. Władze miejskie planowały wykupienie kolejnych rejonów fortecznych, budowę osiedli mieszkaniowych, linii tramwajowych, sieci dróg, wodociągów, kanalizacji i szkół, założenie nowych terenów zielonych, utworzenie placów targowych, wydzielenie strefy przemysłowej i usługowej. Wiosną 1914 roku Kraków pracował na swój lepszy los. Wojna przerwała wdrażanie programu jego unowocześniania i dalszego rozwoju.
Kraków przedwojenny był nie tylko miejscem twórczej pracy, ale też miastem biesiadnym. Jego mieszkańcy potrafili się dobrze bawić. Elity spędzały wolny czas w kawiarniach, piwiarniach, restauracjach, na zakupach. Luksusowe sklepy i lokale gastronomiczne nie odbiegały znacznie poziomem usług od swoich wiedeńskich odpowiedników. Kraków stał się jednym z wielu miast monarchii wpatrzonych w Wiedeń, z jego ofertą handlową, kulturalną i kulinarną, cywilizował się w zgodzie z austriackim wzorcem i krok za krokiem, także z powodu obecności licznego garnizonu, wrastał w c.k. cywilizację.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki