TRINITY
TERAZ
Nawet nie wiem, kiedy to się zaczęło... na długo przed tą zimną listopadową nocą, kiedy rosyjski satelita wszedł w ziemską atmosferę. Wtedy żadne z nas nie mogło już tego powstrzymać. Jak pociąg na torach z odległości wielu kilometrów, wszystko nadciągnęło nieuchronnie.
Z podkastu To zbrodnia, "Zabójstwo Leeny Rai - Miasteczko Twin Falls".
Środa, 17 listopada. Dziś.
Obserwuję zielony traktor poruszający się w oddali wzdłuż linii topoli. Drzewa nie mają liści, a dolina tonie w upiornej mgle. Za traktorem lecą trzy skrzeczące mewy, pikują, żeby porwać to, co odsłoniły zęby pługa. Ciężkie chmury przesłaniają okoliczne szczyty. Zaczyna lekko mżyć.
- Zadawało mi się, że mewy trzymają się morza - dziwi się Gio Rossi.
Mój asystent trzyma dłonie w kieszeniach czarnego prochowca. Poły płaszcza powiewają na wietrze. Jest zimno. Wilgotno i zimno. Ten ziąb przenika do kości i pozostaje w nich na długie godziny.
- Rozpanoszyły się i na lądzie - odpowiadam w roztargnieniu. Moja uwaga skupia się na prowadzącej traktor kobiecie. Obok niej siedzi czarno-biały border collie. To Rachel Walczak. Właścicielka farmy ekologicznej. Emerytowana detektyw. Jak mówią, samotniczka. Pozostawia za sobą czarną, mokrą ziemię. - Śmieciarze - mówię cicho. - Rozbitkowie. Mewy dostosowują się do ludzi. Traktują ich jak źródło pożywienia. Jak okoliczne niedźwiedzie. Jak szopy pracze w mieście. Poza tym... - Zerkam na Gio. - ...jesteśmy dość blisko oceanu.
Farma Rachel, Zielone Hektary, leży głęboko w dolinie pomiędzy strzelistymi górami wyrzeźbionymi przez lodowce i oszlifowanymi przez lawiny oraz wzburzone rzeki. Sprawia wrażenie osamotnionej. Niemal wrogiej. A znajduje się zaledwie czterdzieści pięć minut drogi od miasteczka Twin Falls na północnym krańcu cieśniny. Samo Twin Falls, które wygląda, jakby czas się w nim zatrzymał, dzieli jakaś godzina, może dwie, od leżącego na północy, tętniącego życiem miasta Vancouver, choć zdaje się o wiele bardziej odległe.
- W linii prostej, być może - mruczy Gio, owijając się szczelniej płaszczem. - Pewnie zimą potrzebny tu skuter śnieżny i śniegowce. Nie wyobrażam sobie, żeby tą fatalną, krętą gruntową drogą przejechał pług.
Uśmiecham się do siebie. Gio w dizajnerskich butach oblepionych teraz błotem. Gio, który pasuje raczej do ulic pełnych barów i kawiarni w centrum Toronto. Albo Manhattanu. Gio, który w garażu swojego luksusowego mieszkania trzyma jaskrawożółtą teslę, nie jest zachwycony furgonetką, którą wynajęłam w związku z planami nagrywania podkastu na Zachodnim Wybrzeżu. Ale furgonetka jest w stanie pomieścić nasz sprzęt nagłośnieniowy i nagrywający i idealnie nadaje się na prowizoryczne studio. Zaparkowałam na poboczu, za linią krzewów i zauważyłam traktor podjeżdżający do bramy gospodarstwa. Zeszliśmy z Gio pieszo przez błoto, po stromym urwisku i podeszliśmy do stojącej obok starego domu stodoły. Tym razem chciałam uniknąć spotkania z partnerem Rachel, Grangerem Forbesem. W zeszłym tygodniu, kiedy przyjechaliśmy tu, do Zielonych Hektarów, licząc na spotkanie z Rachel, Granger oznajmił nam bez ogródek, że Rachel w życiu się nie zgodzi z nami porozmawiać.
Rachel Walczak nigdy nie odpowiedziała na żadną z moich niezliczonych wiadomości telefonicznych. A ja naprawdę muszę zrobić wywiad z policjantką, która dwadzieścia cztery lata temu prowadziła sprawę zabójstwa Leeny Rai. Jest kluczowa. Bez Rachel w naszej audycji na temat brutalnej napaści seksualnej i zabójstwa czternastoletniej mieszkanki Twin Falls zabraknie siły wyrazu.
Wieje wiatr. Moją twarz otula obłok mżawki i drżę w tym rześkim powiewie chłodu. To w dzień taki jak ten - w tym samym miesiącu - ekipa Rachel z ciemnej wody pod Mostem Diabła wyłowiła zmaltretowane ciało Leeny. Traktor wykonuje szeroki zakręt.
- Wraca do stodoły. Szybko! - mówię. - Musimy dotrzeć tam przed nią.
Szybkim krokiem ruszam przez mokre pole. Błoto przykleja się do moich blundstone'ów. Gio klnie, idąc po moich śladach.
- Przecież ona ewidentnie nie chce z nami rozmawiać! - krzyczy za mną. - Inaczej odpowiedziałaby na twoją wiadomość.
- Ewidentnie - powtarzam.
Ale opór Rachel tylko spotęgował moją determinację. Ludzie, którzy nie chcą mówić, mają do powiedzenia najciekawsze rzeczy. Rozmówcy, którzy stronią od mediów społecznościowych i ogólnie od społeczeństwa, na ogół ukrywają coś wyjątkowego, i właśnie dlatego nakłonienie Rachel Walczak do udziału w nagraniu będzie wielkim osiągnięciem. Niemal czuję jego smak. Sukces. Wszystko wskazuje na to, że ten podkast ma szansę stać się hitem. Pierwszy odcinek, wyemitowany tydzień temu, zebrał świetne oceny i recenzje. Drugi, opublikowany wczoraj, miał jeszcze lepsze notowania. Medialne zainteresowanie rośnie. Każdy miłośnik historii kryminalnych opartych na faktach w kolejnych odcinkach spodziewa się wypowiedzi detektyw Rachel Walczak. Na temat tego, jak dopadła zabójcę. Jak go przesłuchiwała, zmusiła do przyznania się do winy. Wsadziła za kratki.
- Nie oglądaj się teraz, ale w oknie na poddaszu widzę jej męża - mówi Gio, kiedy mnie dogania. - Obserwuje nas. Pewnie ładuje broń. Wchodzimy na cudzą posesję, wiesz o tym?
Idę dalej, podniecenie rośnie, gdy traktor zbliża się do stodoły. Przyspieszam. Deszcz się wzmaga, włosy mi przemakają. Mgła gęstnieje, wiruje i spowija stodołę.
Gio potyka się i klnie.
- Widziałaś to? - krzyczy. - Cholerne ziemniaki. Zakopane tuż pod wierzchnią warstwą błota. Wielkie jak moja głowa.
Widzę te giganty. Pozostałości po zbiorach - za duże na sprzedaż. Ale jestem skupiona na traktorze. Zatrzymuje się przed drzwiami stodoły. Wysiada z niego ciemnowłosa kobieta. Ma na sobie bejsbolówkę, spodnie przeciwdeszczowe, wiatrówkę i gumowe kalosze. Za nią zeskakuje pies - zaczyna szczekać i biegnie w naszą stronę z najeżoną sierścią. Zamieramy. Wiadomo, że nas zobaczyła, ale nie przestaje nas ignorować. Ściąga z traktora kosz brukwi i wchodzi do stodoły. Pies szczeka, usiłując nas odstraszyć.
- Rachel? - przekrzykuję szczekanie. - Rachel Walczak? Moglibyśmy z panią porozmawiać?
Rachel przez chwilę stoi w drzwiach, aż w końcu wchodzi do starego budynku i gwiżdże. Border collie wydaje jeszcze jedno szczeknięcie i biegnie do stodoły, do byłej detektyw. Wykorzystuję okazję, szybko wchodzę za nimi i ocieram twarz z deszczu.
- Pani Walczak, jestem Trinity Scott, współtworzę i prowadzę oparty na faktach podkast To zbrodnia, a to Gio Rossi, mój asys...
- Wiem, kim pani jest. - Jej głos jest niski. Szorstki. Stanowczy.
Odstawia wiadro i odwraca się do nas. Oczy ma lodowoszare, rzęsy długie i ciemne. Wydatne, szerokie usta okalają zmarszczki. Z grubego, wilgotnego warkocza sięgającego za ramię wystają srebrne kosmyki. Jest wysoka. Gibka. I sprawia wrażenie silnej, choć jest w takim wieku, że teoretycznie mogłaby być moją babcią. Czuję się przy niej niska, mimo że wcale niska nie jestem. Jest dokładnie taka, jak sobie wyobrażałam.
- Nie zamierzam z panią rozmawiać - oznajmia. - Proszę opuścić mój teren.
Waham się. Zerkam szybko na Gio. Jego ciemne oczy napotykają mój wzrok. W jego spojrzeniu odbijają się moje myśli: To nasza ostatnia szansa. Jak ją stracimy, kolejnej nie będzie.
- Minęło prawie ćwierć wieku - mówię spokojnie, choć serce dudni mi w piersi. Myślę o Grangerze, boję się, że do nas strzeli, w końcu wtargnęliśmy na cudzą posiadłość. - O tej samej porze roku pani ekipa płetwonurków znalazła ciało Leeny w tej parszywej wodzie. Zimno. Mgliście. Marznący deszcz. Wiejący od morza wiatr. - Przerywam. Rachel mruży przenikliwe oczy. Dostrzegam w niej lekką zmianę. - Te same zapachy w powietrzu - ciągnę. - Palonego drewna. Gnijących liści. Zdechłych ryb. Nadchodzącej zimy.
Rachel nie spuszcza wzroku z moich oczu. Niepewnie robię krok naprzód. Widzę głębokie zmarszczki wokół oczu Rachel. Nie od śmiechu - ze zmęczenia. Nagle zalewa mnie przypływ współczucia. Niejedno widziała. Niejedno robiła. Teraz po prostu chce spokoju.
Pies cicho warczy. Gio trzyma się z tyłu.
- Pani mąż...
- Nie mam męża.
- Pani partner, Granger, powiedział nam, kiedy przyjechaliśmy tydzień temu, że nie chce pani ze mną rozmawiać, i rozumiem pani opory.
- Coś takiego? - W jej słowach pobrzmiewa sarkazm.
- Zrobiłam rozeznanie. Wiem, że media urządziły na państwa nagonkę i że w końcu odeszła pani ze służby. Ale ja chcę tylko porozmawiać z panią na temat kulisów śledztwa w sprawie Leeny Rai. Na temat strategii. Skąd się wziął detektyw Luke O'Leary. Jak skłoniliście zabójcę Leeny do przyznania się do winy, dzięki czemu trafił za kratki. To mnie interesuje.
Rachel otwiera usta, ale ja podnoszę rękę, żeby ją powstrzymać.
- Tylko podstawowe kwestie dotyczące śledztwa, pani Walczak. Wpływ potwornej śmierci nastolatki na małą i bardzo zżytą społeczność, na jej nauczycieli, przyjaciół, kolegów z klasy...
- Hart. Rachel Hart. Nie posługuję się już nazwiskiem Walczak. - Sięga po koszyk. - A odpowiedź brzmi: nie. Przykro mi. Jak sama pani zauważyła: nie byłam jedynym detektywem w tej sprawie. Proszę się udać do Luke'a O'Leary'ego. Albo Barta Tuckera.
- Bart Tucker odesłał mnie do rzecznika prasowego policji. Detektyw O'Leary jest w hospicjum. Ma jedynie chwilowe przebłyski świadomości.
Rachel zamiera. Blednie.
- Ja... Nie wiedziałam - mówi cicho. - Gdzie... W którym hospicjum?
- Na Północnym Wybrzeżu. Niedaleko szpitala Lions Gate.
Patrzy przed siebie. Sekundy się ciągną. Woda kapie do stodoły. W końcu bierze się w garść z surową miną.
- Wynoście się z mojej farmy. Ale już.
Gio zaczyna się wycofywać. Ale ja stoję, serce bije mi szybciej, bo czuję, że wszystko wymyka mi się z rąk.
- Proszę, pani Hart. Mogę zrobić to bez pani. I zrobię. Ale dzięki pani wersji ta historia będzie o wiele bogatsza. Nie nagrywam tej audycji dla wzbudzenia sensacji, ale po to, żeby zrozumieć. Dlaczego z pozoru normalny człowiek nagle przekracza granice i dopuszcza się brutalnego przestępstwa? Jak do tego doszło? Czy można było dostrzec zwiastuny tragedii? Dlaczego normalna uczennica w normalnym małym miasteczku na Wybrzeżu Północno-Zachodnim nagle staje się ofiarą tak potwornego zdarzenia? - Wyławiam z kieszeni wizytówkę i podaję ją byłej policjantce. - Proszę ją wziąć. Niech się pani zastanowi i do mnie zadzwoni. Zamierzamy kursować pomiędzy Twin Falls a Greater Vancouver i rozmawiać z ludźmi.
Wargi Rachel się zaciskają. Nim zdąży się odwrócić, najspokojniejszym, miłym i łagodnym głosem, na jaki mnie stać, mówię:
- Clayton Jay Pelley, przyznając się do winy, pozbawił wszystkich procesu sądowego z prawdziwego zdarzenia. Pozbawił panią możliwości podania wszystkich powodów. - Deszcz zaczyna głośno dudnić o cienki dach. Czuję zapach ziemi. Wilgotnej słomy. - Okradł rodziców Leeny. Nie tylko odebrał życie ich córce, ale okradł Jaswindera i Pratimę Rai z wyjaśnień. Owszem, powiedział pani, jak to zrobił, ale z protokołów wynika, że nie wytłumaczył, dlaczego wybrał Leenę. Skąd przemoc. Nie jest pani ciekawa, pani Hart, dlaczego Clayton Jay Pelley, nauczyciel o łagodnym z pozoru usposobieniu, mąż, ojciec, szkolny pedagog i trener koszykówki, miałby ni z tego, ni z owego, dopuścić się czegoś tak potwornego?
- Niektórzy są zwichrowani od urodzenia. A powodów pani nie dojdzie po tak długim czasie...
- Rozmawiał ze mną.
Rachel zamiera. Czas się dłuży.
- Co takiego?
- Pelley. Rozmawiał ze mną. W więzieniu. Zgodził się na serię wywiadów. Nagrywanych. - Milknę, zanim podam najważniejszą informację. - Obiecał, że poda nam powody.
Krew odpływa z twarzy dawnej detektyw.
- Clay przemówił?
- Tak.
- Nie odezwał się słowem przez dwadzieścia cztery lata. Do nikogo. Więc dlaczego teraz? Dlaczego do państwa? Po tylu latach? - Gapi się na nas. - Chyba dlatego, że w końcu może liczyć na zwolnienie warunkowe, zgadza się?
Milczę. Zarzuciłam haczyk i teraz wyciągam łup.
- O to chodzi, prawda? - mówi Rachel głośniej, z błyskiem w oku. - Chce się podlizać przed posiedzeniem w sprawie warunkowego zwolnienia. Posłuży się wami. Wykorzysta do własnych celów. A pani się na to nabiera. I na nowo wciągnie rodzinę Leeny w całe to piekło.
Nadal milczę. Obserwuję oczy Rachel. Wyczuwam napięcie Gio.
- Co pani powiedział? - pyta w końcu łamiącym się głosem.
Znów podaję jej moją wizytówkę. Tym razem ją bierze.
- Pierwszy odcinek wyemitowaliśmy tydzień temu. Drugi wczoraj. Adres mojej strony internetowej znajdzie pani tutaj. - Przerywam. - Proszę odsłuchać pierwsze odcinki. A później do mnie zadzwonić.