Mi się podoba. Misja Księżyc - Rafał Kosik

-
Proszę czekać

INSTYTUT BADAŃ NADZWYCZAJNYCH

Auto­kar jechał wąską drogą przez las. Słońce prze­świe­cało przez liście i mru­gało do pasa­że­rów.

- Ale będzie rol­ler­co­aster1? - upew­niła się Mi.

- Już pyta­łaś - odparł Kuba.

- A ty nie odpo­wie­dzia­łeś.

- Bo nie wie­dzia­łem. I na­dal nie wiem.

Mi miała sześć lat i trak­to­wała świat jak wielki plac zabaw. Kuba, jej star­szy o pięć lat brat, pod­cho­dził do wszyst­kiego nieco bar­dziej roz­sąd­nie.

- Nie będzie rol­ler­co­astera - ode­zwał się z tyl­nego rzędu Albert, ich przy­ja­ciel. - Jedziemy na wycieczkę do Insty­tutu Badań Nad­zwy­czaj­nych. To nie wesołe mia­steczko.

- No ale... badań NAD­ZWY­CZAJ­NYCH! - Mi unio­sła dło­nie. - To chyba coś zna­czy.

- Zna­czy, że tam jest mnó­stwo mądrych naukow­ców, któ­rzy robią mnó­stwo mądrych badań.

Dziew­czynka spo­chmur­niała.

- Za to mają tam wiel­kie roboty - dodał Kuba. - I wła­śnie je chcę obej­rzeć.

Ame­lia, kole­żanka z klasy Kuby i star­sza sio­stra Alberta, wyglą­dała przez okno. Zachwy­cała się pięk­nymi sta­rymi drze­wami. Miała być teraz na zaję­ciach z rysunku, ale zamiast tego poje­chała na tę wycieczkę. Zro­biła to ze względu na przy­ja­ciół. A tro­chę też dla­tego, że ocze­ki­wała cze­goś nie­zwy­kłego - w końcu mieli spę­dzić czas w Insty­tu­cie Badań Nad­zwy­czaj­nych!

Cała czwórka sie­działa z tyłu auto­karu, bli­sko sie­bie. To była wycieczka dla chęt­nych z całej szkoły. Czyli uczniów z róż­nych klas.

Więk­szość i tak była zain­te­re­so­wana głów­nie tele­fo­nami. Albert też sie­dział pochy­lony nad table­tem. On jed­nak nie grał, tylko coś spraw­dzał i coś zapi­sy­wał.

Pani Nauczy­cielka wstała z miej­sca w pierw­szym rzę­dzie i odwró­ciła się do dzieci.

- Dojeż­dżamy - powie­działa. - Na tej wycieczce wyjąt­kowo może­cie uży­wać tele­fo­nów. W Insty­tu­cie Badań Nad­zwy­czaj­nych będzie dużo cie­ka­wych rze­czy do foto­gra­fo­wa­nia. Ale to oczy­wi­ście nie zna­czy, że cały czas macie się gapić w ekrany. Pamię­taj­cie, żeby się nie odłą­czać od grupy i chło­nąć wie­dzę.

- Pro­szę pani - Syl­wek z dru­giego rzędu uniósł rękę - a ja przy­go­to­wa­łem wypra­co­wa­nie o Insty­tu­cie Badań Nad­zwy­czaj­nych. Zebra­łem dużo waż­nych infor­ma­cji.

- Dzię­kuję, Syl­we­strze, to wspa­niale, ale nie teraz. - Nauczy­cielka ski­nęła głową. - Zacho­wuj­cie się grzecz­nie i niczego nie doty­kaj­cie.

- Niczego? - upew­nił się Albert.

- Tak - przy­tak­nęła Pani Nauczy­cielka. - Niczego.

- A jeśli to będzie klamka w drzwiach toa­lety?

Pani Nauczy­cielka wes­tchnęła ciężko.

- Prze­cież wiesz, co mam na myśli - powie­działa.

- Domy­ślam się - przy­znał Albert. - Ale nie mam pew­no­ści.

- Tak, klamkę możesz doty­kać.

- A kubek w kawiarni?

- Alber­cie... - Nauczy­cielka zasta­na­wiała się, co powie­dzieć2.

Ta roz­mowa być może trwa­łaby dłu­żej, ale auto­kar zatrzy­mał się przed bramą.

Drzwi obok kie­rowcy otwo­rzyły się z sykiem. Jed­nak nie wszedł przez nie straż­nik. Wsu­nęła się przez nie meta­lowa kula, wiel­ko­ści piłki teni­so­wej. Z przodu miała zain­sta­lo­wane obiek­tywy kamer, które wyglą­dały jak szklane oczy. Z tyłu cią­gnął się za nią meta­liczny wąż. To on pod­trzy­my­wał kulę.

Zapa­dła cisza. Sły­chać było tylko, jak sie­dzący w ostat­nim rzę­dzie Bolo chru­pie chipsy.

- Dzień dobry pań­stwu - ode­zwała się kula. - Pro­szę się nie oba­wiać, to tylko kon­trola bez­pie­czeń­stwa.

Ucznio­wie zamarli. Ni­gdy wcze­śniej nie widzieli cze­goś takiego.

- Oho. - Kula rozej­rzała się. - Widzę tu samych nie­let­nich. Mają pań­stwo doro­słego opie­kuna?

Kilka rąk z wycią­gnię­tymi pal­cami wska­zało Panią Nauczy­cielkę. Kula odwró­ciła się, a pobla­dła nagle kobieta cof­nęła się i ledwo zła­pała rów­no­wagę.

- Taaak..., to ja - powie­działa nieco ner­wowo Pani Nauczy­cielka. - Ja... ja jestem opie­kunką.

Zaczęła grze­bać w torebce w poszu­ki­wa­niu doku­mentu.

- Nie trzeba - powie­działa kula. - Zeska­no­wa­łam panią.

- Co pro­szę...?

- Zeska­no­wa­łam panią. Mam wszyst­kie dane. - Kula na chwilę zamil­kła. - Wczo­raj powinna była pani zapła­cić rachu­nek za gaz. A wizyta u den­ty­sty jest prze­ło­żona na przy­szły ponie­dzia­łek.

Pani Nauczy­cielka otwo­rzyła sze­rzej oczy.

Kula z wężem wsu­nęła się dalej do auto­busu i przyj­rzała się wszyst­kim pasa­że­rom.

- Dzię­kuję, już mam wszyst­kie dane - powie­działa. - Witamy w Insty­tu­cie Badań Nad­zwy­czaj­nych. Pod­czas zwie­dza­nia pro­szę się nie odłą­czać od grupy i niczego nie doty­kać.

- A jeśli to będzie klam... - Albert nie dokoń­czył pyta­nia, bo Ame­lia zasło­niła mu usta. Uwa­żała, że ma do tego pełne prawo, była prze­cież jego star­szą sio­strą. Tylko o rok, ale jed­nak star­szą.

Kle­men­tyna popra­wiła blond włosy i wyszcze­rzyła zęby w prze­sad­nie sze­ro­kim uśmie­chu.

- Wow! Jaki sło­dziak. - Unio­sła tele­fon i zro­biła sobie sel­fie z kulą.

Sie­dzący obok Cyprian nie zwró­cił na to wszystko uwagi. Był cał­ko­wi­cie zajęty grą na tele­fo­nie.

Bolo spró­bo­wał zało­żyć na kulę torebkę po chip­sach. Kula zro­biła zgrabny unik i wężo­wym ruchem zaczęła się wyco­fy­wać.

- Pro­szę podą­żać za lata­czem-bły­ska­czem - rzu­ciła jesz­cze do kie­rowcy.

Wszy­scy byli pod wra­że­niem. Po chwili kie­rowca wzdry­gnął się i zamknął drzwi. Brama już się roz­su­wała.

- Latacz-bły­skacz? - zain­te­re­so­wał się Kuba.

Odpo­wiedź... nad­le­ciała. Przed przed­nią szybą poja­wił się dron, który... latał, jak to dron. I bły­skał napi­sem "Fol­low me", czyli "Jedź za mną". Nie spo­sób było go prze­oczyć. Miało to sens, ponie­waż na kolej­nych skrzy­żo­wa­niach wąskich leśnych dróg można się było zgu­bić.

Wresz­cie drzewa się prze­rze­dziły, a auto­kar zatrzy­mał na spo­rym par­kingu. Latacz-bły­skacz mru­gnął moc­niej kilka razy i odle­ciał.

Drzwi znów otwo­rzyły się z sykiem.

- Jeste­śmy. - Kie­rowca wyłą­czył sil­nik. - Wysiadka.

* * *

Wycieczka prze­szła na wielki tra­wia­sty dzie­dzi­niec, oto­czony nowo­cze­snymi budyn­kami z betonu i szkła. Były niskie, na ich dachach rosła trawa, a nawet krzewy i mniej­sze drzewa. Wśród nich zamon­to­wano skom­pli­ko­waną apa­ra­turę i kilka dużych anten sate­li­tar­nych.

Pani Nauczy­cielka roz­glą­dała się i spraw­dzała coś w tele­fo­nie.

Część dzieci od razu wycią­gnęła tele­fony.

- Mam cię...! - wykrzyk­nął z entu­zja­zmem Cyprian, ale nie powie­dział tego do kole­żanki czy kolegi, tylko do ekranu. Kli­kał w niego inten­syw­nie i nie zwra­cał uwagi na oto­cze­nie.

- Brzydko tu - zauwa­żyła Kle­men­tyna. - Zanie­dbane tak, że aż krzaki wyro­sły na dachu.

- Ależ to tak spe­cjal­nie - zaopo­no­wała Ame­lia. - To na pewno zapro­jek­to­wał dobry archi­tekt.

- Wygląda jak tajna baza - zauwa­żył Kuba. - Ide­alne miej­sce do kon­stru­owa­nia robo­tów.

Więk­szość uczniów roz­sia­dła się na tra­wie, ale każdy sie­dział osobno, z tele­fo­nem. Chyba nie byli zain­te­re­so­wani tema­tem wycieczki.

Mi, Albert, Ame­lia i Kuba usie­dli razem, nieco dalej od reszty.

Ame­lia wyjęła z torby szki­cow­nik i zaczęła ryso­wać budy­nek z drze­wami na dachu. Miała nie­ja­sne prze­czu­cie, że to nie będzie taka nor­malna wycieczka. Czuła, że wyda­rzy się coś nie­zwy­kłego.

Albert uniósł tablet i zro­bił zdję­cie budynku.

- To może będzie ten rol­ler­co­aster? - zapy­tała z nadzieją Mi.

- Nie wiem - odparł znu­dzo­nym gło­sem Kuba. - Ale wiem co innego. Jeśli nie prze­sta­niesz zada­wać głu­pich pytań, to naukowcy zamkną cię w labo­ra­to­rium. I będą robić na tobie eks­pe­ry­menty.

- Aku­rat ci wie­rzę! - prych­nęła Mi. Zasta­no­wiła się. - Chcia­łam rol­ler­co­aster, ale jeśli go nie ma, to co tu jest cie­ka­wego?

- Wiel­kie roboty. Takie jak na fil­mach.

- W Insty­tu­cie Badań Nad­zwy­czaj­nych jest wiele cie­ka­wych rze­czy - wtrą­cił Albert. - Tu pra­cują genialni naukowcy. Wymy­ślają nowe wyna­lazki. Dla­tego przy­go­tuję prze­wod­nik po Insty­tu­cie.

- Pro­szę pani - ode­zwał się Syl­wek. - Skoro i tak nic nie robimy, to ja mogę odczy­tać teraz moje wypra­co­wa­nie.

- Może jed­nak potem - odparła Nauczy­cielka. - Pan prze­wod­nik zaraz tu będzie.

- Co to...? - zapy­tała z lek­kim nie­po­ko­jem Ame­lia.

Wszy­scy zer­k­nęli tam, gdzie patrzyła. Zbli­żał się do nich spory nie­bie­ski robot na gąsie­ni­cach. Wyglą­dał tro­chę jak czołg, a tro­chę jak wielki owad, jakiś rodzaj żuka. Z przodu miał mani­pu­la­tory3, a z tyłu - dziwną kon­struk­cję z drąż­ków, szczo­tek i ela­stycz­nych rur.

- Dzień dobry pań­stwu. - Robot zatrzy­mał się i popa­trzył na uczniów. - Nazy­wam się Kon­po­poz4 i nie­stety będę dziś pań­stwa prze­wod­ni­kiem.

- Dla­czego nie­stety? - zapy­tała Mi.

- Dzień dobry - odparła zasko­czona Pani Nauczy­cielka. - Jest pan... robo­tem?

Pyta­nie było nie­po­trzebne, ale nic lep­szego nie przy­szło jej do głowy.

- Ow­szem, jestem robo­tem - ** powie­dział Kon­po­poz. - Dosko­nale wiem, że pań­stwo, jako biał­kowcy5, czu­je­cie się lepsi. Jeśli nie speł­niam pań­stwa wygó­ro­wa­nych wyma­gań, to nic na to nie pora­dzę.

Zaplótł sta­lowe palce sta­lo­wych dłoni i prze­krzy­wił głowę. Cze­kał na odpo­wiedź.

- Ale zło­śli­wiec - mruk­nęła Mi.

- Nie, nie, nie! - Pani Nauczy­cielka zama­chała dłońmi. - Speł­nia pan wszyst­kie nasze wyma­ga­nia. Jest dosko­nale. Pro­szę nas opro­wa­dzić.

Bolo wycią­gnął z kie­szeni cukie­rek i wsu­nął go do ust. Papie­rek zgniótł i rzu­cił na traw­nik.

Kon­po­poz zauwa­żył to. Pod­je­chał bli­żej i się­gnął sta­lo­wym mani­pu­la­to­rem za głowę, ruchem, jakim Wiedź­min sięga po miecz. Zamiast mie­cza wycią­gnął... ela­styczną rurę od odku­rza­cza. Z cichym szu­mem wessał papie­rek i wpraw­nie scho­wał rurę.

Bolo obser­wo­wał to ze zdzi­wie­niem. Po namy­śle wło­żył do ust drugi cukie­rek i ze zło­śli­wym uśmie­chem znów wyrzu­cił papie­rek.

Robot ponow­nie wycią­gnął rurę i wessał śmieć.

- Nic nie szko­dzi - powie­dział. - Wcale nie mam pre­ten­sji. Wręcz prze­ciw­nie. Przy­zwy­cza­iłem się, że ludzie zacho­wują się jak pro­się­cia6. Dzięki temu mam pracę.

Bolo prze­stał się uśmie­chać.

- Pro­się­cie. - Kuba spoj­rzał na Bola i poki­wał głową. - Pasuje na ksywkę.

Bolo groź­nie zmarsz­czył brwi. Nic wię­cej nie zro­bił, w końcu obok stała Pani Nauczy­cielka.

- Pro­szę za mną. - Kon­po­poz zakle­ko­tał gąsie­ni­cami i ruszył w stronę naj­bliż­szego budynku. - Przyj­rza­łem się pań­stwu i posta­no­wi­łem wybrać mniej wyma­ga­jącą trasę.

- Kon­dy­cję mamy dobrą - zauwa­żył Kuba. - Jeź­dzimy na rowe­rach.

Kon­po­poz nie zatrzy­mu­jąc się, odwró­cił głowę w jego stronę.

- Nie zro­zu­miał pan - popa­trzył na chłopca dwoma obiek­ty­wami - i ani tro­chę mnie to nie dziwi. Mia­łem na myśli trasę wyma­ga­jącą mniej myśle­nia.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Rol­ler­co­aster [czyt. roler­ko­ster] to kolejka gór­ska w weso­łym mia­steczku. [wróć]

Albert ma zespół Asper­gera (spek­trum auty­zmu). To spra­wia, że trud­niej mu zro­zu­mieć, co czują i myślą inni. Osoby z Asper­ge­rem trak­tują wszystko bar­dzo dosłow­nie, mogą mieć spe­cjalne zain­te­re­so­wa­nia, które kochają i znają bar­dzo dobrze, ale cza­sem nie rozu­mieją żar­tów albo nie wie­dzą, jak się zacho­wać. Nie­któ­rzy uwa­żają, że to jest cho­roba, ale to nie­prawda. To jest bar­dziej cecha cha­rak­teru i czę­sto mają ją ludzie bar­dzo inte­li­gentni. [wróć]

Ręce robota. [wróć]

Kon­po­poz poja­wił się też np. w książce Felix, Net i Nika oraz Pałac Snów. [wróć]

Biał­kowcy - tak Kon­po­poz nazywa ludzi. [wróć]

Pro­się­cia, pro­sięta, czyli małe świnki. [wróć]