INSTYTUT BADAŃ NADZWYCZAJNYCH
Autokar jechał wąską drogą przez las. Słońce przeświecało przez liście i mrugało do pasażerów.
- Ale będzie rollercoaster1? - upewniła się Mi.
- Już pytałaś - odparł Kuba.
- A ty nie odpowiedziałeś.
- Bo nie wiedziałem. I nadal nie wiem.
Mi miała sześć lat i traktowała świat jak wielki plac zabaw. Kuba, jej
starszy o pięć lat brat, podchodził do wszystkiego nieco bardziej
rozsądnie.
- Nie będzie rollercoastera - odezwał się z tylnego rzędu Albert, ich
przyjaciel. - Jedziemy na wycieczkę do Instytutu Badań Nadzwyczajnych.
To nie wesołe miasteczko.
- No ale... badań NADZWYCZAJNYCH! - Mi uniosła dłonie. - To chyba coś
znaczy.
- Znaczy, że tam jest mnóstwo mądrych naukowców, którzy robią mnóstwo
mądrych badań.
Dziewczynka spochmurniała.
- Za to mają tam wielkie roboty - dodał Kuba. - I właśnie je chcę
obejrzeć.
Amelia, koleżanka z klasy Kuby i starsza siostra Alberta, wyglądała
przez okno. Zachwycała się pięknymi starymi drzewami. Miała być teraz na
zajęciach z rysunku, ale zamiast tego pojechała na tę wycieczkę. Zrobiła
to ze względu na przyjaciół. A trochę też dlatego, że oczekiwała czegoś
niezwykłego - w końcu mieli spędzić czas w Instytucie Badań
Nadzwyczajnych!
Cała czwórka siedziała z tyłu autokaru, blisko siebie. To była wycieczka
dla chętnych z całej szkoły. Czyli uczniów z różnych klas.
Większość i tak była zainteresowana głównie telefonami. Albert też
siedział pochylony nad tabletem. On jednak nie grał, tylko coś sprawdzał
i coś zapisywał.
Pani Nauczycielka wstała z miejsca w pierwszym rzędzie i odwróciła się
do dzieci.
- Dojeżdżamy - powiedziała. - Na tej wycieczce wyjątkowo możecie używać
telefonów. W Instytucie Badań Nadzwyczajnych będzie dużo ciekawych
rzeczy do fotografowania. Ale to oczywiście nie znaczy, że cały czas
macie się gapić w ekrany. Pamiętajcie, żeby się nie odłączać od grupy i chłonąć wiedzę.
- Proszę pani - Sylwek z drugiego rzędu uniósł rękę - a ja przygotowałem
wypracowanie o Instytucie Badań Nadzwyczajnych. Zebrałem dużo ważnych
informacji.
- Dziękuję, Sylwestrze, to wspaniale, ale nie teraz. - Nauczycielka
skinęła głową. - Zachowujcie się grzecznie i niczego nie dotykajcie.
- Niczego? - upewnił się Albert.
- Tak - przytaknęła Pani Nauczycielka. - Niczego.
- A jeśli to będzie klamka w drzwiach toalety?
Pani Nauczycielka westchnęła ciężko.
- Przecież wiesz, co mam na myśli - powiedziała.
- Domyślam się - przyznał Albert. - Ale nie mam pewności.
- Tak, klamkę możesz dotykać.
- A kubek w kawiarni?
- Albercie... - Nauczycielka zastanawiała się, co powiedzieć2.
Ta rozmowa być może trwałaby dłużej, ale autokar zatrzymał się przed
bramą.
Drzwi obok kierowcy otworzyły się z sykiem. Jednak nie wszedł przez nie
strażnik. Wsunęła się przez nie metalowa kula, wielkości piłki
tenisowej. Z przodu miała zainstalowane obiektywy kamer, które wyglądały
jak szklane oczy. Z tyłu ciągnął się za nią metaliczny wąż. To on
podtrzymywał kulę.
Zapadła cisza. Słychać było tylko, jak siedzący w ostatnim rzędzie Bolo
chrupie chipsy.
- Dzień dobry państwu - odezwała się kula. - Proszę się nie obawiać,
to tylko kontrola bezpieczeństwa.
Uczniowie zamarli. Nigdy wcześniej nie widzieli czegoś takiego.
- Oho. - Kula rozejrzała się. - Widzę tu samych nieletnich. Mają
państwo dorosłego opiekuna?
Kilka rąk z wyciągniętymi palcami wskazało Panią Nauczycielkę. Kula
odwróciła się, a pobladła nagle kobieta cofnęła się i ledwo złapała
równowagę.
- Taaak..., to ja - powiedziała nieco nerwowo Pani Nauczycielka. - Ja... ja
jestem opiekunką.
Zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu dokumentu.
- Nie trzeba - powiedziała kula. - Zeskanowałam panią.
- Co proszę...?
- Zeskanowałam panią. Mam wszystkie dane. - Kula na chwilę zamilkła. -
Wczoraj powinna była pani zapłacić rachunek za gaz. A wizyta u dentysty
jest przełożona na przyszły poniedziałek.
Pani Nauczycielka otworzyła szerzej oczy.
Kula z wężem wsunęła się dalej do autobusu i przyjrzała się wszystkim
pasażerom.
- Dziękuję, już mam wszystkie dane - powiedziała. - Witamy w Instytucie Badań Nadzwyczajnych. Podczas zwiedzania proszę się nie
odłączać od grupy i niczego nie dotykać.
- A jeśli to będzie klam... - Albert nie dokończył pytania, bo Amelia
zasłoniła mu usta. Uważała, że ma do tego pełne prawo, była przecież
jego starszą siostrą. Tylko o rok, ale jednak starszą.
Klementyna poprawiła blond włosy i wyszczerzyła zęby w przesadnie
szerokim uśmiechu.
- Wow! Jaki słodziak. - Uniosła telefon i zrobiła sobie selfie z kulą.
Siedzący obok Cyprian nie zwrócił na to wszystko uwagi. Był całkowicie
zajęty grą na telefonie.
Bolo spróbował założyć na kulę torebkę po chipsach. Kula zrobiła zgrabny
unik i wężowym ruchem zaczęła się wycofywać.
- Proszę podążać za lataczem-błyskaczem - rzuciła jeszcze do kierowcy.
Wszyscy byli pod wrażeniem. Po chwili kierowca wzdrygnął się i zamknął
drzwi. Brama już się rozsuwała.
- Latacz-błyskacz? - zainteresował się Kuba.
Odpowiedź... nadleciała. Przed przednią szybą pojawił się dron, który...
latał, jak to dron. I błyskał napisem "Follow me", czyli "Jedź za mną".
Nie sposób było go przeoczyć. Miało to sens, ponieważ na kolejnych
skrzyżowaniach wąskich leśnych dróg można się było zgubić.
Wreszcie drzewa się przerzedziły, a autokar zatrzymał na sporym
parkingu. Latacz-błyskacz mrugnął mocniej kilka razy i odleciał.
Drzwi znów otworzyły się z sykiem.
- Jesteśmy. - Kierowca wyłączył silnik. - Wysiadka.
* * *
Wycieczka przeszła na wielki trawiasty dziedziniec, otoczony
nowoczesnymi budynkami z betonu i szkła. Były niskie, na ich dachach
rosła trawa, a nawet krzewy i mniejsze drzewa. Wśród nich zamontowano
skomplikowaną aparaturę i kilka dużych anten satelitarnych.
Pani Nauczycielka rozglądała się i sprawdzała coś w telefonie.
Część dzieci od razu wyciągnęła telefony.
- Mam cię...! - wykrzyknął z entuzjazmem Cyprian, ale nie powiedział tego
do koleżanki czy kolegi, tylko do ekranu. Klikał w niego intensywnie i nie zwracał uwagi na otoczenie.
- Brzydko tu - zauważyła Klementyna. - Zaniedbane tak, że aż krzaki
wyrosły na dachu.
- Ależ to tak specjalnie - zaoponowała Amelia. - To na pewno
zaprojektował dobry architekt.
- Wygląda jak tajna baza - zauważył Kuba. - Idealne miejsce do
konstruowania robotów.
Większość uczniów rozsiadła się na trawie, ale każdy siedział osobno, z telefonem. Chyba nie byli zainteresowani tematem wycieczki.
Mi, Albert, Amelia i Kuba usiedli razem, nieco dalej od reszty.
Amelia wyjęła z torby szkicownik i zaczęła rysować budynek z drzewami na
dachu. Miała niejasne przeczucie, że to nie będzie taka normalna
wycieczka. Czuła, że wydarzy się coś niezwykłego.
Albert uniósł tablet i zrobił zdjęcie budynku.
- To może będzie ten rollercoaster? - zapytała z nadzieją Mi.
- Nie wiem - odparł znudzonym głosem Kuba. - Ale wiem co innego. Jeśli
nie przestaniesz zadawać głupich pytań, to naukowcy zamkną cię w laboratorium. I będą robić na tobie eksperymenty.
- Akurat ci wierzę! - prychnęła Mi. Zastanowiła się. - Chciałam
rollercoaster, ale jeśli go nie ma, to co tu jest ciekawego?
- Wielkie roboty. Takie jak na filmach.
- W Instytucie Badań Nadzwyczajnych jest wiele ciekawych rzeczy -
wtrącił Albert. - Tu pracują genialni naukowcy. Wymyślają nowe
wynalazki. Dlatego przygotuję przewodnik po Instytucie.
- Proszę pani - odezwał się Sylwek. - Skoro i tak nic nie robimy, to ja
mogę odczytać teraz moje wypracowanie.
- Może jednak potem - odparła Nauczycielka. - Pan przewodnik zaraz tu
będzie.
- Co to...? - zapytała z lekkim niepokojem Amelia.
Wszyscy zerknęli tam, gdzie patrzyła. Zbliżał się do nich spory
niebieski robot na gąsienicach. Wyglądał trochę jak czołg, a trochę jak
wielki owad, jakiś rodzaj żuka. Z przodu miał
manipulatory3, a z tyłu - dziwną konstrukcję z drążków,
szczotek i elastycznych rur.
- Dzień dobry państwu. - Robot zatrzymał się i popatrzył na uczniów. -
Nazywam się Konpopoz4 i niestety będę dziś państwa
przewodnikiem.
- Dlaczego niestety? - zapytała Mi.
- Dzień dobry - odparła zaskoczona Pani Nauczycielka. - Jest pan...
robotem?
Pytanie było niepotrzebne, ale nic lepszego nie przyszło jej do głowy.
- Owszem, jestem robotem - ** powiedział Konpopoz. - Doskonale
wiem, że państwo, jako białkowcy5, czujecie się lepsi. Jeśli
nie spełniam państwa wygórowanych wymagań, to nic na to nie poradzę.
Zaplótł stalowe palce stalowych dłoni i przekrzywił głowę. Czekał na
odpowiedź.
- Ale złośliwiec - mruknęła Mi.
- Nie, nie, nie! - Pani Nauczycielka zamachała dłońmi. - Spełnia pan
wszystkie nasze wymagania. Jest doskonale. Proszę nas oprowadzić.
Bolo wyciągnął z kieszeni cukierek i wsunął go do ust. Papierek zgniótł
i rzucił na trawnik.
Konpopoz zauważył to. Podjechał bliżej i sięgnął stalowym manipulatorem
za głowę, ruchem, jakim Wiedźmin sięga po miecz. Zamiast miecza
wyciągnął... elastyczną rurę od odkurzacza. Z cichym szumem wessał
papierek i wprawnie schował rurę.
Bolo obserwował to ze zdziwieniem. Po namyśle włożył do ust drugi
cukierek i ze złośliwym uśmiechem znów wyrzucił papierek.
Robot ponownie wyciągnął rurę i wessał śmieć.
- Nic nie szkodzi - powiedział. - Wcale nie mam pretensji. Wręcz
przeciwnie. Przyzwyczaiłem się, że ludzie zachowują się jak
prosięcia6. Dzięki temu mam pracę.
Bolo przestał się uśmiechać.
- Prosięcie. - Kuba spojrzał na Bola i pokiwał głową. - Pasuje na
ksywkę.
Bolo groźnie zmarszczył brwi. Nic więcej nie zrobił, w końcu obok stała
Pani Nauczycielka.
- Proszę za mną. - Konpopoz zaklekotał gąsienicami i ruszył w stronę
najbliższego budynku. - Przyjrzałem się państwu i postanowiłem wybrać
mniej wymagającą trasę.
- Kondycję mamy dobrą - zauważył Kuba. - Jeździmy na rowerach.
Konpopoz nie zatrzymując się, odwrócił głowę w jego stronę.
- Nie zrozumiał pan - popatrzył na chłopca dwoma obiektywami - i ani
trochę mnie to nie dziwi. Miałem na myśli trasę wymagającą mniej
myślenia.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Rollercoaster [czyt. rolerkoster] to kolejka górska w wesołym miasteczku. [wróć]
Albert ma zespół Aspergera (spektrum autyzmu). To sprawia, że trudniej mu zrozumieć, co czują i myślą inni. Osoby z Aspergerem traktują wszystko bardzo dosłownie, mogą mieć specjalne zainteresowania, które kochają i znają bardzo dobrze, ale czasem nie rozumieją żartów albo nie wiedzą, jak się zachować. Niektórzy uważają, że to jest choroba, ale to nieprawda. To jest bardziej cecha charakteru i często mają ją ludzie bardzo inteligentni. [wróć]
Ręce robota. [wróć]
Konpopoz pojawił się też np. w książce Felix, Net i Nika oraz Pałac Snów. [wróć]
Białkowcy - tak Konpopoz nazywa ludzi. [wróć]
Prosięcia, prosięta, czyli małe świnki. [wróć]